Ty też nie istniejesz

Ty też nie istniejesz

…bo nie istniejesz dopóki świat o tobie nie wie.

Mam dar. Jest nim spotykanie ludzi tańczących w naprawdę dziwacznych miejscach. Może nie jest to umiejętność wysoko ceniona na rynku pracy, ale na pewno jest na tyle wyjątkowa, że mogę się nią wam pochwalić. Co prawda czasem boję się o tym mówić, bo mam podejrzenia, że innych ludzi rzadko spotykają takie rzeczy, ale u mnie jest to pewnego rodzaju regułą. Za każdym razem dzieje się to w wakacje. Na przykład w zeszłym roku zadziwił mnie facet, który w środku nocy wdrapał się na fontannę na sopockim Monciaku, gdzie będąc zachęcany przez ludzi (w tym nas) krzyczał, tańczył i usiłował stanąć na jednej nodze na śliskim od wody pomniku.

Tegoroczne wakacje też mnie nie zawiodły. Dzień czy dwa przed moim wyjazdem z Łodzi widziałem gościa, który wyszedł przez okno na parapet w moim wieżowcu. Dziewiąte piętro! Nawet nie wiecie jak ucieszyłem się na jego widok! Od razu pomyślałem: „Zajebiście! Samobójca!” i wyobraziłem sobie jak nakłaniam go do skoczenia na chodnik. W końcu warto pomagać bliźnim w osiągania celów, a rozrywka przed wieczornym wyjściem też zawsze się przyda. Jednak pod tym kątem mnie zawiódł. Stał tylko na parapecie i wydawał przeciągły wrzask „HAAAAALOOOO!”, a kiedy się odwracałem zaczynał tańczyć na parapecie raz przodem, a raz tyłem trzymając się tylko okiennych framug. Szło mu to całkiem dobrze. Myślę, że powinien zgłosić się do: „Wydaje mi się, że mam talent”.

I wiecie co? Mimo że można dużo mówić o ich rozpasanej głupocie, to obaj wiedzieli jedno: Bez świadków, nic co się robi nie ma sensu. To identyczna sytuacja jak z dziećmi, które płaczą nie po tym jak się przewrócą, ale po tym jak przybiegnie do nich mama. Jak z pracownikami, którzy angażują się w pracę głównie przy swoim zwierzchniku. Jak z Volantem, który cokolwiek pisze, bo ktokolwiek to czyta lub przynajmniej nabija licznik odwiedzin. W końcu po co płakać, pracować lub pisać skoro nikt ma tego nie zobaczyć?

Zwyczajnie potrzebujemy widowni. Najlepiej ludzkiej. Kot albo świnka morska nie załatwiają sprawy. Co za sens miałyby wygłupy tych dwóch typów gdyby nikt ich nie widział? Co by się stało gdyby ktoś odkrył cudowne lekarstwo na raka lub AIDS i po prostu o tym nie powiedział, nie opatentował i nie dostał Nobla? Gdyby Mario Puzo napisał „Ojca Chrzestnego” i zanim ktokolwiek by go przeczytał spalił jedyny egzeplarz strona po stronie? Albo gdyby Osama nie kazał rozbić w pył WTC, to kto by słyszał o Al-Kaidzie? Mówiłoby się tylko: „To ten nowy środek na przeczyszczenie, prawda?” Bez widowni równie dobrze można siedzieć w domu i oglądać dwudziesty ósmy sezon jakiegoś serialu, bo ma to takie samo znaczenie.

Śmieszą mnie te wszystkie bojowe okrzyki: „Bądź sobą!”, bo to oznaczałoby, że są rzeczy, które ludzie robią wyłącznie dla siebie. Po części to prawda, bo całkowicie dla siebie robi się wszystko co powstaje bez udziału świadków, nie ma żadnych trwałych skutków i nie może wywrzeć żadnego wpływu. Kilka takich rzeczy się znajdzie: siedzenie, stanie, proste przemieszczanie się, zaspokajanie potrzeb fizjologicznych i masturbacja. Może coś jeszcze, ale na pewno w tym zestawieniu nie ma seksu, który obecnie pełni funkcję portalu za pomocą, którego można podnieść swój status albo uzyskać prawo do dzielenia się z kimś neurozami, lękami, depresjami albo szczęściem i radością. Nie znajdzie się tu też pracy, bo to przecież jasne, że ona służy tylko do tasowania się ludzi w hierarchii społecznej. Zainteresowania? Odpadają. Wierzycie w to, że ktoś wyłącznie dla własnej satysfakcji wpadłby na pomysł przywiązywania sobie kawałków tworzywa sztucznego i zjeżdżania z gór pokrytych śniegiem i lodem? Gdyby nie mógł pochwalić się znajomym kondycją, zdjęciami lub chociaż tymi umiejętnościami? Nie wydaje mi się. Imprezy? Relacje? Filmy? Ubrania? Eeeee, chyba też nie.

Prawda jest jedna: Nikt nie poprawi swojego życia tylko dla siebie. To tłumaczy dlaczego Abraham Lincoln stał się kimś wybitnym dopiero kiedy nieszczęśliwie zakochał się w Ann Rutledge. Wszystkich napędzają wyłącznie inni ludzie. Pokazywanie się innym, to naturalna konsekwencja wszystkiego co się robi. Kupujecie ubrania? To pora zacząć wychodzić na miasto. Jesteście na imprezie? To skończcie siedzieć z kwaśnymi minami patrząc na ludzi, którzy się bawią. Gracie na gitarze? To niech inni się o tym dowiedzą. To nie chwalipięctwo dopóki nie dodaje się rzeczywistości nasyconych kolorów jak reklamom biur podróży.

Pisałem już o tym jak bardzo nienawidzę skromności, bo takie zachowanie jest jak odesłanie się w niebyt. Jak przyznanie racji wszystkim, którzy wam powtarzają: „Eeee… Nic z tego nie będzie!”. Jak zakopanie się żywcem, bez sprawdzenia czy przypadkiem nie jest się jedną z tych osób, którym mówiło się, że są do niczego, wyłącznie ze strachu przed tym jak niesamowici mogliby być.

Nie robisz nic dla siebie. Ty wybierasz tylko kierunek. Reszta jest dla innych. Jeśli widywałem jakiekolwiek działające relacje lub biznesy, to tylko dlatego, że były dobre dla obu stron. To tłumaczy dlaczego mając ekstremalnie egoistyczne motywy, wszystko wcześniej czy później sypie się jak makijaż blachary. To tak jak z firmami nastawionymi wyłącznie na zysk, które jakość produktów mają gdzieś. Taaa, wszyscy je kochamy. Polecamy je wielu znienawidzonym osobom.

Faceci, którzy nie wiedzą jak poderwać dziewczynę mają kłopoty z tego samego powodu. Zazwyczaj chcą tylko podbudować sobie ego poznając laskę, która wizualnie pasuje do „lajstajlu plejboja”, a mają całkowicie wyjebane na jej osobowość. Słucha się ich i słychać cały czas JA, JA, JA i bym zapomniał, ale jeszcze JA. To jest tak samo złe jak sytuacja kiedy ma się gdzieś własne potrzeby, a słychać tylko ONA, ONA, ONA. Czasem mam wrażenie, że otaczają mnie niedorozwoje, którzy psychicznie gwałcą innych albo dają się komuś gwałcić w identyczny sposób. Może jest tak, że destrukcja jest zawsze w modzie? Może, ale na pewno takie zachowania to przegięcia w dwie różne strony i może nie zawsze prawda jest pośrodku, ale w tym przypadku akurat jest.

To jest super, bo skoro wszystko robi się dla innych, to może warto wreszcie zostawić zdanie: „Jestem super, tylko trzeba mnie bardziej poznać” tam gdzie jego miejsce czyli w TOP 10 obciachowych tekstów?

Dodaj komentarz

16 komentarzy do "Ty też nie istniejesz"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mpi
Gość

>Można robić coś dla siebie, tylko żeby ktoś chociaż fotkę pstryknął by na fejsa było chociaż:)

Anonymous
Gość

>@Mpi
Lubię to!

Baton
Gość

>No, nie zawiodłeś mnie :D
Można śmiało powiedzieć, że ewoluowałeś jako blogopisarz :D

A ja tam gram na gitarze dla siebie :D Inni nie potrafią docenić mojego kunsztu!

Silver
Gość

>Z większością artykułu się zgadzam, ale co do sportu to mam całkowicie odmienne zdanie. Nigdy nie uprawiałem sportu dla lansu czy dobrej sylwetki – to tylko skutek uboczny.

Mogę jeździć na nartach nawet gdy nikt na mnie nie patrzy. Mogę pływać na desce, gdy nikt nie robi mi zdjęć. Mogę grać w piłkę, siatkówkę, koszykówkę i biegać bez żadnej publiczności.

To co tak naprawdę się wtedy liczy to adrenalina, emocje, rywalizacja (choćby z samym sobą), pokonywanie kolejnych granic i swoich słabości – wszystko to prowadzi do czystej satysfakcji i to jest najważniejsze. Reszta to tylko dodatek.

Anonymous
Gość

>"Wierzycie w to, że ktoś wyłącznie dla własnej satysfakcji wpadłby na pomysł przywiązywania sobie kawałków tworzywa sztucznego i zjeżdżania z gór pokrytych śniegiem i lodem? Gdyby nie mógł pochwalić się znajomym kondycją, zdjęciami lub chociaż tymi umiejętnościami? Nie wydaje mi się. "

Widzę ze Volant rzadko odczuwasz coś takiego jak adrenalina ;]
a Niektórzy nie potrafia bez tego zyc.

Anonymous
Gość

>A ja czytam volantification dla siebie; )

Volant
Gość

>"Widzę ze Volant rzadko odczuwasz coś takiego jak adrenalina"

Hmm. może być też tak, że mam na tyle ciekawe życie, że nie potrzebuję takich udziwnień.

kaminari
Gość

>Twoje ostatnie wpisy mi się nie podobały, ale ten jest zajebisty. Trafia w sedno!

Anonymous
Gość

>Czy ta "przygoda" z gościem na parapecie nie miała czasami miejsca na Retkini? Pytam, bo mój znajomy tam mieszka i był niedawno świadkiem takiego zdarzenia :)

Silver
Gość

>Adrenalina to nie udziwnienie, dla wielu osób (dla mnie też) to po prostu jeden z elementów (ciekawego) życia.

Równie dobrze mógłbyś powiedzieć:
"Kobiety? Mam na tyle ciekawe życie, że nie potrzebuję takich udziwnień."

Wszystko zależy od człowieka. Niektórzy potrzebują do spełnienia spokoju, inni kobiet, inni adrenaliny, a jeszcze inni wszystkiego naraz :)

Volant
Gość

>Anonimowy – nie. To było na Chojnach, ale nie wykluczam, że tańczenie na parapetach jest jakimś lokalnym zwyczajem.

Silver – nie do końca łapiesz o co mi chodzi. Nie mówię, że adrenalina jest zła, tylko że prawie w każdej czynności decydujący jest kontekst społeczny. To dotyczy też sportu, który podałeś jako przykład czynności "dla siebie". Moim zdaniem ma to tylko częściowy związek z rzeczywistością o czym świadczy przykład ludzi pracujących na morzu na platformach wiertniczych gdzie nie ma żadnych kobiet. Jakiś czas temu w GW była o tym dobra seria artykułów. Wniosek był jeden: żaden z pracowników dopóki pozostawał na platformie nie golił się, prawie nie mył, nie uprawiał sportu itd. Teraz kluczowe pytanie: Nagle przestali mieć potrzebę odczuwania adrenaliny i udziwnień?

Silver
Gość

>Rozumiem całkowicie co masz na myśli i masz prawie 100% racji – większość rzeczy o których piszesz ma znaczenie tylko w kontekście, gdy pokazujemy je światu. Bo po co byłyby ładne ubrania i szybkie samochody, gdyby nie możliwość zaprezentowania ich innym?

Ale cały czas upierać się będę przy tym, że ze sportem – przynajmniej w moim przypadku, bo na pewno są ludzie, którzy uprawiają sporty tylko dla lajfstajlu – jest zupełnie inaczej. Gdybym znalazł się na platformie wiertniczej, wśród dziesiątek brudnych, spoconych i nieogolonych mężczyzn, bez aparatów fotograficznych, którymi zrobiliby zdjęcia do pokazania kobietom po powrocie, i tak namówiłbym ich na mecz w piłkę.

Hmm… no i chyba wyszło, że sport jest jak masturbacja :P

Niqu
Gość

>Skoro już tu wszedłem, to coś napiszę…
No dobra, kłamałem :P

Świetny teksty, oby tak dalej i te sprawy :)

pannadziuba
Gość

>"Jak zakopanie się żywcem, bez sprawdzenia czy przypadkiem nie jest się jedną z tych osób, którym mówiło się, że są do niczego, wyłącznie ze strachu przed tym jak niesamowici mogliby być."

Nic dodać nic ująć

LOLs
Gość

A czy nie na tym własnie polega pasja ? Że robi się coś bez względu na innych, w wolnym czasie i za darmo, bo się to po prostu kocha ?

trackback
Share Week 2014 – moje ulubione blogi | Żyj z pasją IT

[...] Moje ulubione teksty: Szanuj się, ale bądź łatwa!; Codziennie twórz dzieła sztuki; Ty też nie istniejesz [...]

wpDiscuz