Miłosne S.O.S.

Miłosne S.O.S.

Ja cię kocham, a ty… masz wyjebane. Jak uratować związek?

Małżeństwa i nieformalne relacje dzielą się tylko na te, które są dopasowane i na te drugie. Tym pierwszym trzeba pogratulować, a tym drugim uścisnąć dłoń, poklepać po ramieniu i powiedzieć zbolałym głosem:
- Przykro mi…
Zupełnie tak jak robi się na pogrzebie.

Związki to kwestia zaangażowania i nic więcej. Żadne bajki o królewnach śnieżkach, pocałunkach i książętach. Seks, uczucia czy wspólne plany, to tylko produkty wtórne zaangażowania wypuszczane taśmowo jak chińska elektronika. W praktyce faceci są z kobietami, dlatego że były ładne, wydawali na nie pieniądze i poświęcali czas na wysyłanie im słodkich SMS-ów na dobranoc, a kobiety są z nimi, bo opowiedziały o nich wszystkim swoim koleżankom, spędziły przed lustrem całe godziny żeby wyglądać niesamowicie (malowanie paznokci, oczu, twarzy, burza natapirowanych włosów, dobieranie ubrań) i przesiedziały w ich towarzystwie kilka godzin, podczas których czekały na pocałunek, seks i motylki w brzuchu, które poniosą je w emocjonalne chmury smakujące serotoninowo-adrenalinową mieszanką.

Jednak relacje to nie komunizm, więc rzadko obu osobom zależy tak samo bardzo. Prawie zawsze jedna osoba dominuje, a ta druga jest słabsza i bardziej jej zależy. Kat i ofiara. Ofiara stara się być dobra, kochana i idealna, a kat ma to zawodowo w dupie. Pewnie znacie dziesiątki przykładów takich pantoflarskich relacji. Ich najbardziej widocznym symptomem są desperackie, pozostające bez odpowiedzi pytania:
- Co mogę zrobić żebyś mnie kochał/kochała, chciał/chciała ze mną być, żebym spełniał/spełniała twoje oczekiwania? Powiedz tylko co, a ja to zrobię!

Ja mogę powiedzieć: na początek proponuję wam nałykać się tabletek z szafki z lekami – pod warunkiem, że nie wiecie, że macie tam tylko witaminę C – nie zaszkodzi, a pozwoli spojrzeć z dystansu na swój związek tak słaby jak narkoman od dziesięciu lat jadący na heroinie. Prawdę mówiąc, nawet dałoby się go uratować, tylko problem jest w tym, że zabieracie się do tego w całkowicie niewłaściwy sposób…

Zaczyna się od tego, że na szczęście dla katów ludzie kochają się oszukiwać i gdyby się dało, to kupowaliby kłamstwa na kilogramy, więc strona, której bardziej zależy, zawsze wymyśli coś sprytnego i głupiego żeby przekonać siebie, że warto się starać. Na przykład niczego niepodejrzewające ofiary sądzą, że z ich partnerami łączy ich bardzo dużo: przeszłość, przyszłość, potencjalne dzieci, znajomi, zainteresowania i gruntowna wiedza o sobie i swoich potrzebach. Ale to gówno prawda. Łączy ich mniej niż sądzą, a zwykle ogranicza się to do odrobiny wygody i przyzwyczajenia, dlatego na pytania dlaczego z nią/nim jesteś, stale i całkowicie poważnie odpowiadają:

- Bo obiad, bo seks, bo kupuje mi różne rzeczy, bo jest się do kogo przytulić i z kim obejrzeć film, bo jest spokój i cisza…
Spokój i cisza, to słowa kluczowe. Niby to jest w porządku, ale jednocześnie jakby trochę za mało. W końcu nikt nie marzy o tym żeby było ok., wszyscy chcą żeby było zajebiście, a słowa spokój i cisza oznaczają mniej więcej: „Nie trzeba się starać, bo robi to on/ona”. I tu się sypie wszystko, bo ona/on żeby poprawić tą kulejącą relację zastanawia się co może poprawić i robiąc wszystko lepiej, w większej ilości i z dużo większą ilością cukru odpycha od siebie partnera/partnerkę jeszcze bardziej.

Staranie się bardziej nie pomaga. Nigdy nie pomagało. Jest to jeszcze mniej skuteczne niż machnięcie ręką ze słowami:
- Srał to pies.
Wtedy przynajmniej ktoś ma szansę się otrząsnąć, chociaż rzadko z niej skorzysta, bo nie jesteście dla nich wystarczająco dużo warci. Sztuczka polega na sprawieniu żeby to nieaktywna osoba zaczęła się angażować i nie można zrobić nic lepszego niż:

ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ WARTOŚĆ + DAĆ KOMUŚ SZANSĘ ZAANGAŻOWAĆ SIĘ

Podświadomie wyczuwają to wszystkie kobiety, które wzbudzają zazdrość opowiadając o spotkaniach z podrywającą ją kolegą. Prosty mechanizm, który określają słowa: „Skoro on mnie docenił, to ty też powinieneś, bo najwidoczniej warto, a jak nie docenisz, to bywaj”. Jest to całkiem skuteczne, ale jednocześnie typowe dla tępych suk i stoi tylko stopień wyżej od zajścia w ciążę na złość chłopakowi, więc odradzam. Można to samo zrobić w lepszym stylu lepiej wyglądając, odnosząc większe sukcesy finansowe i mając ciekawsze życie.

Podsumowując: 

Jak sprawić żeby ktoś się zaangażował? Daj mu do tego szansę. 
Jak sprawić żeby chciał to zrobić? Daj mu powód.

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Miłosne S.O.S."

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Biały kruk
Gość

>Psychologia inwestycji..

Volant
Gość

>Dokładnie. Dlatego skuteczne jest tylko skłonienie kogoś innego do inwestowania.

iliq
Gość

>Tylko czy to nie jest czasem tak że jak na początku nie wyszło to potem nic tego nie zmieni? Ja się zawsze dziwnie czułem jak z kobietą mi się coś spierdoliło, to już nie było to samo. Dla przykładu ex powiedziałem że nie chcę jej więcej znać i nie chcę utrzymywać znajomości bo wiedziałem że nic z tego nie będzie chociaż ona na siłę starała się zrobić ze mnie przyjaciela po tym jak z nią zerwałem…

BTW Uświadomiłem sobie ile daje doświadczenie kiedy moją akcję ze striptizerką podsumowałeś krótko "mogłeś wziąć numer" a mi nie toż że to wtedy do głowy nie przyszło to pierwszą moją reakcją były 3 wymówki czemu nie brać. Pewnie na dniach wrzucę na place FR bo zaczynam za dupami latać a mam wrażenie że w miarę regularne pisanie może przyśpieszyć drogę.

Volant
Gość

>Wiesz, kiedy ludzie są ze sobą nawet w kulawym związku, to jest to nie tyle, że "na początku nie wyszło" co "nie wyszło tak jakby sobie tego życzyli", a to spora różnica.

Magda
Gość

>Volant, jaki jest wg Ciebie najlepszy powód, aby facet chciał się zaangażować w związek z kobietą, która go kocha i chce mieć z nim dzieci i on chyba też ją kocha (tak mówi i chce mieć z nią dzieci), ale z drugiej strony z całych sił przed tym związkiem z nią się broni i wraz upływem czasu coraz mniej okazuje jej właśnie to zaangażowanie …?

B.Osa
Gość

>"Staranie się bardziej nie pomaga. Nigdy nie pomagało. Jest to jeszcze mniej skuteczne niż machnięcie ręką ze słowami:
- Srał to pies."
Nic dodać, nic ująć, nawet wystarczyłoby za cały wpis ;-)
Masz rację Volant – od jakiegoś czasu testuję tą zasadę na własnym mężu – im mniej się staram, im więcej żyję wyłącznie swoim życiem, o Nim zapominając, tym bardziej stara się On. I oczywiście, że istnieje druga strona medalu – moja złośliwość w stosunku do Jego starań zatacza coraz szersze kręgi i czasem przeraża mnie samą ;-) Ale to zdecydowanie lepsza wersja, niż popłakiwanie w poduszkę ;-)

Anonymous
Gość

>B. Osa

Zgadzam się z Tobą 100%.Ja próbowałam już wszystkiego co mogę…nawet głupia wydałam prawie wszystkie swoje oszczędności żeby być bliżej niego.. ale ostatnio miałam jeden z ważniejszych dni w moim życiu zawodowym. Mówiłam mu o tym, że ten dzień jest dla mnie bardzo ważny..a on nie zadzwonił ani nie wysłał maila bo o nim..nie pamiętał. Dłużej się nie staram bo pokazał ile jestem dla niego warta.

Volant
Gość

>Magda – jeśli jest tak jak piszesz, to jest to tylko kwestia tego, że on nie ma szans się zaangażować, bo nie dajesz mu do tego okazji. Wyluzuj i tyle wystarczy.

B. Osa – dobrze dla Ciebie. A ja chyba zacznę pisać posty składające się z trzech zdań :)

Magda
Gość

>Volant

Dziękuję, tylko wiesz ja już nie dam mu żadnej szansy się zaangażować, bo własnie ja się "wyluzowałam" i doszłam do wniosku, że jego czas minął i chociaż pewnie myśli, że jeszcze ma u mnie szansę, to wróbel już nie jest w jego garści a na wolności.

Anonymous
Gość

>Czytam to co piszecie i nie wierze.

Jezeli sie staracie to robie to tak dlugo jak Wam sil starcza. Milosc nie jest do pewnego czasu, nie jest na wyrywki.

Kazdy chce otrzymywac cos w konkretnym terminie (dowod milosci/szacunku/spelnienia/zadowloenia).
Moja rada wtedy jest nastepujaca. Jezeli stawiacie sobie terminy i nie dostajecie tego czego oczekujecie to sie rozstancie a nie bedziecie wyluzowywac.
To jest chore i bez sensu. Zwiazek albo jest bezkompromisowy – akceptujemy druga osobe taka jaka jest albo sie rozstajemy. Nigdy niema winy jednej osoby, nigdy nie jest tak ze to druga strona zawalila cos w zwiazku (wina zawsze lezy po srodku).

Marta Puczyńska
Gość

>Moja drobna uwaga do wpisu: jeśli oczekujemy, żeby nasz partner bardziej się starał (w przypadku kobiet często chodzi o to żeby mężczyzna okazywał im uczucia)to zastanówmy się jak było na początku czy starał się bardziej niż obecne czy endorfiny do tego stopnia zalały nam mózg, że idealizowalizowaliśmy swojego partnera/rkę i nie zwracaliśmy na to tak dużej uwagi? Jeśli tak właśnie było to szansa jest niewielka, że się to zmieni. Jeśli nie jest tak jak napisał Volant. Warto też czasem po prostu porozmawiać szczerze. Mój partner nie jest wylewny jeśli chodzi o okazywanie mi uczuć, ale jak sam mi powiedział: to nie znaczy, że zależy mu mniej. Powiedziałam mu, że to akceptuje, ale czasem potrzebuje słownego potwierdzenia i czasem je dostaje. Warto też uważać by nie popaść w skrajności. Jeśli partner przyzwyczaja się do Twoich starań, a one nagle całkowicie ustępuję może to źle zinterpretować i związek wtedy na pewno się posypie.

wpDiscuz