Fajnie jest być singielką

Fajnie jest być singielką

Wszystkie poniższe zalety wymieniły kobiety określające się mianem singielek, a ja jestem biednym, głupim Volantem więc tylko słuchałem, słuchałem i z tego słuchania dowiedziałem się, że…

…jako singielki nie musicie regularnie golić nóg, tłumaczyć się z wychodzenia na miasto, po mieszkaniu możecie chodzić w dresie, jeść chipsy i popijać je piwem oglądając na laptopie kolejną łzawą historię, w wolnych chwilach macie stos przelotnych kochanków, przy czym nie martwicie się o zdradę, bo nie ma kto was zdradzać, właściwie to o nic się nie martwicie, a już szczególnie o to „Dlaczego się spóźnia… Dlaczego nie dzwoni… Dlaczego uśmiecha się do tamtej kobiety…”. Możecie wychodzić z domu, kiedy tylko macie ochotę (!) dlatego że odpowiadacie wyłącznie za siebie, możecie być stale na diecie i kończyć ją wraz z najbliższą wycieczką do lodówki, tak samo jak palić fajki i wciągać kokę w dowolnych ilościach, a przy tym wszystkim jesteście niezależne finansowo, macie setki znajomych, pielęgnujecie przyjaźnie oraz możecie rozwijać własne pasje. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że w wolnych chwilach polujecie na promocje w galeriach handlowych, ale nie polujecie na jakiegokolwiek partnera, bo jesteście takie fajne, niezależne i ach i och.

Po wysłuchaniu tego, poddałbym się nawet operacji zmiany płci żeby zostać jedną z was, gdyby to nie było jakieś takie naciągane. Co to kurwa znaczy, że będąc singielką ma się „możliwość rozwijania własnych pasji”? To jak ma się chłopaka, to nie można? Albo „wychodzenie kiedy się chce” lub „pielęgnowanie przyjaźni”. No tak, w końcu wielokrotnie widziałem dziewczyny całymi dniami chodzące z przykutą żelazną kulą do nogi jak średniowieczni skazańcy, które płakały całymi dniami za możliwością wyjścia do ludzi. Dobry jest też brak przemyśleń typu: „Dlaczego się spóźnia… Dlaczego nie dzwoni… Dlaczego uśmiecha się do tamtej kobiety…”, bo wskazuje na szereg problemów jakie mają ze sobą takie kobiety.

Świetnie rozumiem, że można nie być fanem instytucji narzeczeństwa, małżeństwa czy rodzicielstwa. Nie wydaje mi się żeby to była jedyna słuszna droga. Nie neguję, że czasem faktycznie trafiają się osoby, które nie posiadając stałego partnera mają wyższy standard życia niż taki, który osiągały będąc w związku. Ale wy do nich nie należycie. Wiecie dlaczego? Bo one nigdy nie mówią, że bycie singlem jest fajne, bo nie trzeba golić nóg i nikogo nie potrzebują. Przeciwnie – doskonale zdają sobie sprawę z tego jak fajnie jest się do kogoś przytulić, wiedzieć, że ma się na kogo liczyć albo wziąć z kimś długą, leniwą i luksusową kąpiel. Zwykle nie są z kimś na stałe, bo nie lubią odpowiedzialności, formalizowania relacji albo szybko się nudzą. To trochę taki odpowiednik Arundati, która może być szczęśliwa bez męża czy innej pokraki u boku, ale i tak ma przy sobie wystarczająco wielu facetów, którzy ją przytulą, pocałują i wyruchają więcej niż raz. Więcej niż raz, bo zmniejszanie dystansu fizycznego powoduje zmniejszanie dystansu psychicznego z tym że jednorazówki nie załatwiają sprawy, o czym wiedzą wszyscy, którzy mieli seksu aż do zarzygania.

Wierzę, że haremik pięćdziesięciu oddanych lasek może sprawić, że ktoś będzie szczęśliwszy, ale nie wierzę, że można wieść satysfakcjonujące życie bez jakiejkolwiek osoby, do której będzie mogło się wpaść kiedy tylko się zechce i nie będzie to kosztowało 200 zł za godzinę. Co by nie mówić, to każdy lubi być doceniany, sprawiać innym radość, myśleć o kimś, opiekować się nim, swoim zachowaniem podnosić globalny poziom szczęścia, wiedzieć że ktoś odwiedzi nas w szpitalu i zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest to samo jeśli zrobi to przyjaciel. Wydaje się, że zapinanie kogoś w dupę jak również używanie innych otworów niewiele zmienia, a mimo to zmienia wszystko.

Arundati o tym wiedziała, tylko nie chciała mieć pierścionków zaręczynowych, obrączek i zobowiązań, a zamiast tego po prostu wolała grupowy seks. Niestety taka kobieta jak ona trafia się jedna na sto, a niemal każda samozwańcza singielka tylko usiłuje ukryć przed sobą fakt, że nie potrafi rozmawiać z ludźmi, jest brzydka, leniwa, głupia, chorobliwie zazdrosna albo zwyczajnie nie ma do siebie szacunku, więc wszystkie związki jakie do tej pory stworzyła były kulawe i mocno upośledzone. To jest tylko reakcja obronna na problemy ze sobą, których nie chce się wam rozwiązać. Dorabianie filozofii pozwala na zracjonalizowanie sobie dlaczego nikt was nie chce, lub jeśli początkowo komuś się podobacie, to tylko przez chwilę. Ale wy tego nie rozumiecie i nazywacie się singielkami. Wiecie dlaczego? Bo to zawsze lepiej brzmi niż „samotna beznadziejna laska”. To rozweselający czopek w postaci oszukiwania się jak bardzo jesteście szczęśliwe będąc przez nikogo niechcianą dupą. Grubi stale tłumaczą wszystkim jak to fajnie jest być grubym, a z kolei takie nieudaczne singielki tłumaczą jak fajnie jest być samotną. Dziwnym trafem nigdy nie spotkałem faceta, który radziłby sobie z kobietami taśmowo przepuszczając je przez ręce, który tłumaczyłby innym ludziom dlaczego jest mu tak fajnie. Takie tłumaczenia to domena niechcianych.

Dlatego słucham waszych bojowych okrzyków i już teraz wiem, że skończycie z kotem (lub siedemdziesięcioma), którego będziecie mogły sobie głaskać, dbać o niego, przytulać i zaspokajać jego potrzeby.

Zupełnie tak, jakby był waszym facetem.

Dodaj komentarz

65 komentarzy do "Fajnie jest być singielką"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kulka
Gość

Tak, jestem singielką.
Tak, rzadziej golę nogi.
Tak, jestem singielką z mentalnością samotnej beznadziejnej laski.
I tak, wszystkie moje związki były upośledzone.
Jestem singielką i nie krzyczę, że to jest fajne, bo jest mi cholernie z tym źle :/
Jakkolwiek by nie było, ten tekst mnie dobił, ale też trochę zmotywował do działania.

kristofer
Gość

Oj nie jest latwo byc samemu. Niby wiele wolności, ale czlowiek to zwierzę gromadne i ciężko samemu. Prawda Koleżanko. Nie każda pełna wolność jest tak naprawde dobra. Pozdr.

kropka
Gość

podpisuję się pod tym, bo mam dokładnie tak samo…mimo tego, że czasem tak mówię, że jest mi dobrze, to oszukuję siebie samą bo CHOLERNIE ŹLE jest być samotną osobą mimo tego iż ma się wspaniałych przyjaciół, to jednak potrzebna jest osoba, na której można zawsze polegać…i takie tam…także czas najwyższy chyba trochę nad sobą popracować…a tekst dobitny ale stawiający na nogi i dający do myslenia…pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkich jak to sie teraz mów singli:)

klonpvv
Gość

Rozumiem że nie mogę być na każde zawołanie/przytulenie, ale zauważyłem że dziewczyny które poznałem albo chcą wszystkiego albo wracają do swoich [nawet toksycznych] koleżanek.

Sytuacja potrafi być [niepotrzebnie] skomplikowana.

Dziewczyny trzymajcie się od toksycznych koleżanek z daleka! To często także takie, które umieją się dobrze bawić, ale dla siebie zgarną wszystko co najlepsze a kiedy im nie wychodzi „zabronią” [wmówią] wam, że jest „be”.

Rozkapryszona Królewna
Gość

Ja cenię sobie bycie singielką, ale nie generalnie i na zawsze tylko na danym moim etapie życia. Z powodów, które wymieniłeś w tekście a w szczególności: rzygać mi się chce jak pomyślę o tym, że faceci, z którymi się niekiedy spotykałam byli takimi frajerami (co równa się oczywiście stwierdzeniu – byłam taką frajerką spotykając się z nimi), odbija mi się to potężną czkawką, mam coś w rodzaju moralnego kaca i poczucia, że byłam naiwna, głupia, sama siebie nie ceniłam a po wszystkim byłam jeszcze do tego wielce zdziwiona i rozczarowana. Słowem – bycie singielką jest teraz dla mnie lepszym rozwiązaniem, ulgą od tych koszmarnych relacji. Dlatego właśnie sobie ten stan chwalę. Bo jest to czas dla mnie na poukładanie sobie nieudanej przeszłości i obmyślenie strategii. Czas, w którym mogę być sama, choć nie muszę ( ale na pewno powinnam, dopóki nie zmądrzeję i nie dojrzeję na tyle, by cenić siebie i móc tworzyć wartościowe związki a nie byle jakie).
To, że mogę nie golić nóg, jeść czipsy w łóżku, oglądać łzawe filmy i łazić po domu w dresie jest skutkiem mojego stanu, na pewno nie przyczyną. Nie cenię sobie tego na pewno wyżej niż miłego poczucia, że jest ktoś, kto troszczy się o mnie, lubi sprawiać mi małe radości, jest dla mnie oparciem, komu mogę przekazywać moje najlepsze i najbardziej pozytywne uczucia. Byłabym upośledzona emocjonalnie jakby było inaczej.
Nie udaję, że nie jestem w super związku, o którym pewnie większość ludzi marzy, dlatego, że nie chcę. Nie jestem w takim związku, bo nie potrafiłam do tej pory takiego stworzyć, jestem singielką, bo dopiero uczę się czym jest dobry związek i jak się zabrać do stworzenia takiego.
Słowem – chwalę sobie bycie singielką, bo to dla mnie przyjemne z pożytecznym w tym momencie mojego życia.

cantata
Gość

bardzo mądre podejście.

Marzoli
Gość

Opisujesz jakiś straszny skrajny przypadek singielki która faktycznie skończy z kotem – jeśli i ten nie ucieknie ! Podzieliłam ten typ i oto moja typologia singielek:
1.te które posiadają silne , męskie charaktery (także wrzuciłabym tu feministki,które twierdzą, że do szczęścia nie potrzeba im mężczyzny )i dlatego chyba odstraszają płeć przeciwną
2.same są męskie- mam na myśli wygląd zewnętrzny(także te nieogolone nogi)
3. są pasztetami które mają masę kompleksów i nie potrafią nawiązywać nowych znajomości
4. są księżniczkami szukającymi księcia na białym rumaku z całym jego ekwipunkiem
5.kobiety po przejściach które mają tak silne obawy przed kolejnym związkiem, że nie potrafią zaufać innym
5. odpoczywają po długim związku(który często okazał się pomyłką) i traktują ten stan jako przejściowy i wtedy faktycznie te ostatnie kobiety mają prawo twierdzić że -dobrze być singielką

Daniel Barszcz
Gość

Człowiek jest istotą społeczną i musi żyć w społeczeństwie. Świadomość, ze kogoś się ma pozwala czuć się nam bezpieczniej. Małżeństwo z punktu widzenia mężczyzny pozwala nam czuć większą więź i mniejsze obawy przed zostaniem samym na starość. Posiadanie drugiej połówki połączonej przez kościół pozwala nam czuć się spokojnym o życie.

Tak swoją drogą nadal nie chcesz mieć na starość stałej kobiety? ;)

Pozdro.

Marzoli
Gość

Danielu człowiek jest egoistą,który jest rozdarty wewnętrznie między indywidualizmem a kolektywizmem i wcale nie musi żyć w społeczeństwie (choć w na tym etapie rozwoju inaczej się chyba nie da, taki wytwór pozwala mu czuć się bezpiecznie ale także narzuca pewnie ograniczenia) społeczeństwo to tylko twór ludzkiej działalności który rządzi się swoimi regułami i żyje niezależnie . Społeczeństwo to nie są dwie osoby bo to nawet nie jest grupa , gdyby było inaczej seks małżeński/partnerski nazywalibyśmy grupowym :) więc nie widzę powodu do porównywania społeczeństwa do formalnego związku. Społeczeństwo to za szerokie określenie.
Moja typologia to typy idealne, te schematy nie istnieją w rzeczywistości w czystej postaci ale są pomocne do zdiagnozowania różnych ludzi i sytuacji.
Volant -dla mnie Rozkapryszona Księżniczka pasuje do typu nr 5 a Ty nazywasz ją zdrową kobietą. Ona sama mówi że jest singielką która dobrze się z tym czuje i jest po jakimś dziwnym związku : „chwalę sobie bycie singielką, bo to dla mnie przyjemne z pożytecznym w tym momencie mojego życia.”
A teraz należy mi się chłosta za tego posta :P

magda
Gość

Czy to samo możesz powiedzieć o mężczyznach, którzy są singlami, tzn. że coś jest z nimi nie hallo, skoro są sami? bo tak mówisz o kobietach singielkach.

Czy skoro nie masz stałej partnerki (piszę o mężczyznach), to znaczy, że jesteś głupi, brzydki, upośledzony umysłowo albo niezdolny do miłości? Nie musi tak wcale być i bardzo często nie jest.

Ja jestem singlem dlatego, że trafiam na mężczyzn, którzy cenią swój stan singielstwa do tego stopnia, że nie potrafią się ze mną związać bo oni chcą być sami. Ze mną lubią rozmawiać, ale przez telefon czyli też na odległość. Chcą być sami i mnie odtrącają z różnych powodów bo chcą pielęgnować swoją karierę lub obawiają się, że mogę polecieć na ich kasę skoro mniej od niech zarabiam.

Dużo jeszcze nie wiesz o singielkach.

Jakub Mikołajczak
Gość

Czyli można by powiedzieć, że:

„im głośniej krzyczysz jakie to Twoje życie jest super fajne, tym większe prawdopodobieństwo, że masz z nim sporo problemów”

Szczęśliwy człowiek nie opowiada o swoim szczęściu na każdym kroku. Nie musi tego robić, bo to po prostu widać.

Nev
Gość

Również się zgodzę. Nie wiem czy też mieliście takie doświadczenia z czasów wczesnego liceum, że najwięcej o seksie „krzyczały” przeważnie osoby, które nagie, kobiece piersi widziały jedynie na ekranie monitora.

Silver
Gość

„Szczęśliwy człowiek nie opowiada o swoim szczęściu na każdym kroku. Nie musi tego robić, bo to po prostu widać.”

Jakub – swiete slowa!

ŁukaszKa
Gość

no, rozjebal; P
22:08:38
100% prawda
22:09:17
jeszcze to samo powinien napisac o zakompleksionych chlopaczkach, ktorzy gdy tylko zobacza kobiete mowia „ruchalbym”
22:09:21
bo to ta sama polka

Fragment rozmowy o powyzszym wpisie; )

v
Gość

Powiem tak, zmiażdżyłeś tym tekstem, tym bardziej, że to co opisałeś obserwowałem u siebie w grupie na studiach.
Grupka super-dżezi-wyczesanych-kochających-swoje-życie-singielek adorowała się nawzajem, podkreślając na każdym kroku (fb, gadu, wplatając w rozmowę) jak to fajnie jest być singielką (jarały się tym, jakby na loterii wygrały)
Przewracałem oczami za każdym razem, gdy próbowały tak błyszczeć, bo albo były brzydkie, albo na pierwszy rzut oka widać było, że nie radzą sobie za bardzo z interakcjach międzyludzkich (nieśmiałe, w rzeczywistości zakompleksione, pewne siebie tylko we własnej, wyizolowanej grupie różańcowej wyjebistych-singlowych-pasztetów).

Good job!

Muriwai
Gość

Ja jestem singlem, albo starą panną jak zwykłam o sobie mówić ;) ale najpierw jestem piękna, wykształcona, mam świetny zawód i pracę, która mnie absolutnie satysfakcjonuje, jeżdżę po świecie, biegam czyli uprawiam sport, nie jestem gruba. studiuję na drugim kierunku i okropnie to lubię. Mam wspaniałą rodzinę i słyszę, że ktoś mnie kocha. nie muszę niczego nikomu udowadniać i kocham siebie. nie użalam się nad soba, nie mam kompleksów w żadnej dziedzinie życia, jestem pewna siebie, ale nie zarozumiała. ludzie mnie lubią, mam masę koleżanek i wielu kolegów, którzy mówią, że jestem lepsza niż inne. byłam w różnych związkach ale jednak na stałe jestem sama.
więc jaki jest błąd? możesz to zdiagnozować Volancie?

Rozkapryszona Królewna
Gość

Och Volant! Ulubiona czytelniczka? Wow.

Wydaje mi się, że w tym tekście chodziło o kobiety niezbyt zrównoważone w swoich poglądach, poglądach, które im się jakoś rozjeżdżają w pewnym momencie, nie tworzą harmonii a nie tworzą, bo nie są zgodne z ich prawdziwymi pragnieniami. Kiedyś moja wykładowczyni powiedziała, że o swoich planach i pragnieniach powinniśmy myśleć mniej więcej w ten sposób: chcę pracować w Ernst&Young – dlaczego? – bo chciałbym dużo zarabiać – dlaczego? – bo lubię mieć poczucie bezpieczeństwa – dlaczego? – bo go potrzebuję do realizacji moich marzeń – dlaczego? – bo z realizacji moich marzeń nie utrzymałbym się – dlaczego? – bo interesuję się hodowlą skorupiaków – dlaczego? – BO TAK. Zawsze powinniśmy dojść do etapu „bo tak”. Nie jestem pewna czy do końca oddałam sens, w każdym razie chodzi o to, żeby uświadamiać sobie swoje prawdziwe pragnienia i cele, by móc do nich dążyć i nie tracić czasu na coś, co nam się wydaje.
Te singielki, które w gruncie rzeczy nienawidzą bycia singlem (chyba każdy singiel nie lubi), ale oszukują się, że jest wręcz odwrotnie są nieszczere przede wszystkim wobec siebie a co gorsze – jeszcze próbują przekonać otoczenie, że jest inaczej. A my nie lubimy być oszukiwani, dlatego nas to aż tak razi.
Nie chciałabym być gruba, naprawdę, nie lubię swojego ciała, gdy przekroczy pewną wagę. Jakbym teraz np. przytyła 15 kg to nigdy w życiu bym się nie zdobyła na twierdzenia typu „nie no, bycie grubasem jest spoko, lubię siebie, bo to w końcu ja a siebie kocham bezwarunkowo”. Nigdy. Nie miałabym na tyle tupetu. A te singielki mają i to jest to zło.

Ltblue
Gość

@Magda.. Sprobuje powiedziec jak to wyglada z mojej perspektywy. Znam kilka dziewczyn, ktore chcialyby sie ze mna zwiazac, a ja jednak mowie, ze dobrze mi byc singlem. Nie wiem dlaczego. Pewnie dlatego, ze to dobry argument, zeby dalej utrzymac znajomosc, ktora mnie satysfakcjonuje, a zarazem zatrzymac ja na danym etapie, zeby nie przerodzila sie w cos powazniejszego. Dlaczego? Pewnie dlatego, ze cenie je i lubie za cos konkretnego, przy tym nie akceptujac czegos innego. Zwykle chodzi o wyglad. Tak troche jak pies ogrodnika.. Trudno, chamem jestem, to na wyglad patrze w pierwszej kolejnosci.

@V.. Przemyslaw Gintrowski – Ja
„Partia potworkow, rzad zatrutej krwi
Ah coz za ulga unormalnic skazy
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy
Wystarczy Ja, Ja, Ja zmienic w My..”

magda
Gość

Ltblue

ale ja jestem atrakcyjna bo mi to mężczyźni mówią i to Ci mężczyźni którzy mnie trzymają na odległość. to nie o to chodzi.

Czarna
Gość

A ja hołduję zasadzie „Najbardziej ekscytujący, wymagający i znaczący związek to ten, który masz ze sobą samą. A kiedy znajdziesz kogoś, kto potrafi to pokochać, wtedy jest po prostu zjawiskowo.” Tadam! :)

Kamaah
Gość

Volant-wróciłam. A wracając, chciałam dać o sobie znać w jednym z lepszych tekstów, jakie tu kiedykolwiek czytałam. Większość Twoich wpisów oczywiście ma w sobie mega dużo prawdy, ale ten jest tak dobitnie szczery, że się aż wypowiem. Nawet tekst pod tytułem „tata musi z Wami poważnie porozmawiać” mnie tak do napisania tu czegoś nie zmotywował.

Jestem singielką i źle mi z tym bardzo. Jestem nią z własnej winy, bo 99% związków kończyłam ja sama osobiście, w kawiarniach, na imprezach, na środku ulicy, w łóżku nawet też. Coś mi wiecznie nie pasuje, ciągle widują mnie z innym partnerem, już nie nadążam za sobą do tego stopnia, że już nawet nie zmieniam statusu na fejsbuku, żeby się nie ośmieszać, bo to wcale takie zajebiste nie jest. Najgorsze jest to, że zaczynając się z kimś spotykać, mam wizję przyszłości: ja w białym welonie i sypią na nas ryż i jest w ogóle romantycznie. A potem mi przechodzi i chce być sama. A jak już jestem to mi czegoś brakuje i już nie chce być. Mogłabym dokonać świetnej autopsychoanalizy, opierając się na wydaniach Cosmopolitana, bo te superwszechwiedzące laski, które tak wszystko wiedzą, a ich rady są bezcenne i znają mnie na wylot i są mega szczęśliwe bo zaraz po studiach dostały pracę w „tym zajebistym miesięczniku”

Kamaah
Gość

(kurde sorry, piszę z telefonu i przez przypadek mi się wcisnęło…)

Ale ja nie chcę. Bo wolę Twoją opinię. Bo będzie szczera, będzie rakietą, a i z pewnością mnie rozśmieszy.

Jestem teraz w wieku, który wprost uwielbiasz, ale nie kieruj się tym, proszę.

Kam.

Ltblue
Gość

@Magda.. Ja to pisze tylko ze swojej perspektywy, bo nie wiem jak to jest u Ciebie. W sumei to te moje kolezanki tez sa atrakcyjne i to widze, ze sie facetom podobaja, a dla mnie srednio. Wyglad to bylo glowne kryterium u mnie. Skoro twierdzisz, ze u Ciebie jest inaczej, to pewnie masz racje, co nie zmienia faktu, ze jakby wszystko bylo ok, to nie trzymali by cie, ani ja nie trzymalbym ich na dystans.

Dee
Gość

CIEKAWE !! niemniej nie do konca PRAWDA – przypadki są różne!! czasem nie ma wyboru i trza zaakceptować stan rzeczy i dostrzegac jakies plusy !! – co nie robi z lasek nieudolnych i beznadziejnych!!!! ^^ a mówiąc o tuszowaniu swoich prawdziwych emocji takiej własnie „beznadziejnej laski” i nazywając to systemem obronnym całe to wykrzykiwanie podczas gdy czują sie same ze soba źle to to po prostu jest HIPOKRYZJA I POZERSTWO!! i nie trzeba krytykować bycia singlem bo czasami dzieje sie tak bez naszej zgody!! poza tym daje minus za generalizowanie bo kazdy jest inny i inaczej podchodzi do danego tematu!!! niemniej fakt faktem takie kobiety istnieją i zaprzeczaja same sobie z tym UWIELBIANIEM BYCIA SINGIELKa!! Ale moze to lepiej niz miałby wypłakiwać miliony łez, zajadać tony lodów z czekoladą i doprowadzac do autodestrukcji z durnego w sumie powodu… Lepiej widzieć szklanke pół pełna niż w połowie pustą :))) a to ze faktycznie nie trzeba golic ciągle nóg i nie przejmować sie, że ON nie dzwoni, nie pisze i zarywa do innej dupy to właśnie dostrzeganie plusów :), i powiedzenie, że zamartwianie sie o takie rzeczy jest oznaka bycia zakompleksiona jest żałosne!! mozna miec zajebiste poczucie swojej wartosci ale wystarczy jeden frajer napotkany w zyciu który zranił i juz zaufanie jest ograniczone.. poza tym lekka zazdrość jest wskazana bardzo bo jest dowodem na to ze drugiej osobie zależy na NAS!!
I TO NIE JEST CHORE!!
Poza tym fajny temat i fajny artykuł :) pzdr.

LadyisDead
Gość

hmmm …. czytałam z zaciekawieniem. jak wszystko co wpadnie mi w ręce a dotyczy tzw. singielek, kobiet samotnych itp. Od jakiegoś już czasu obserwuję sobie ten „temat”. Bo jestem, zdaje się reprezentantką tej grupy. Moja historia jest dość standardowa: długi związek, rozstanie depresja itp. niezależna, wykształcona oraz inteligentna (nie zawsze w parze), pracująca w swoim zawodzie trzydziestolatka. I na tym koniec jak chodzi o standardy.
Mizogynka – to po pierwsze: z moich spostrzeżeń wynika jasno, że to najwyraźniej moja wada wrodzona. w dzieciństwie dziewczęta mnie nudziły – i nie zmieniło się to do dziś.
Singielka – nie do końca: tzw. małą stabilizację osiągnęłam, żyję z trzema facetami i wychodzi nam to różnie – jak w każdym młodym małżeństwie na dorobku. Są zarówno miłość, akceptacja, zrozumienie, intymność, wspólne raty na sprzęty AGD jak i wzajemna zazdrość (mój boże jakże wielka to wada u kobiety) tarcia, kłopoty finansowe. Jedyne czego brakuje to seks – każde z nas robi To, że tak powiem we własnym zakresie.
Można? można – bo w którym miejscu gorsze to ma być od związku dwojga ludzi co to siebie nawet zbyt dobrze nie znają? w dodatku niezbyt lubią?
bo tak wyglądają relacje w większości polskich rodzin.
My jesteśmy razem: bo tak wybraliśmy,a nie dlatego, że musimy, bo w pewnym wieku wypada, bo wpadaka itp. Pomimo braku akceptacji społecznej dla takiego modelu.
Ale do meritum – przedstawiona powyżej analiza podejścia do sprawy, jest moim zdaniem, „nieco” powierzchowna. I nie bronię tu prawa singielki do nieogolonych nóg (patrz wyżej: mizogynka).
No i zabolało mnie zdanie nt. kotów. Sami mamy trzy. I baaardzo je kochamy.

magda86230
Gość

nie mam mężczyzny, jestem sama, nierzadko czuje sie samotna mimo tłumu ludzi wokoł, nogi depiluje regularnie, nie jem chipsów, uprawiam sport, nie szukam na sile nikogo kto by wypełnił pustke po poprzednim męzczyżnie, jednoczesnie nie ubolewajac nad swoim zyciem, wyciagam wnioski… to rózni mnie od „singielek”. chce miec meża, dzieci i robic to wszystko co dotychczas, to mozliwe, wystarczy dojrzec!

asini
Gość

Przeczytałam artykuł, i pare komentarzy do niego, nie wszystkie, bo o takim temacie można dyskutować bez końca i do zgodności się nie dojdzie… Co mnie trochę zdziwiło, w tym artykule, to argumenty kobiet, dlaczego lubią być singielkami np:. „…jako singielki nie musicie regularnie golić nóg, tłumaczyć się z wychodzenia na miasto, po mieszkaniu możecie chodzić w dresie, jeść chipsy i popijać je piwem oglądając na laptopie kolejną łzawą historię,” Chciałam zapytać, co to są za kobiety, bo ja też jestem singielką, ale nawet nią nie będąc, mając przy sobie partnera, zawsze ciekałam po domu w dresach, bez makijażu, jadłam ile chcialam ,piłam nawet sobie beknełam,pierłam, nie goliłam nóg codziennie, jestem w końcu człowiekiem i to normalne,że wlosy rosną ale to nie znaczy ze co drugi dzien bede sobie golić nogi, że nie sięgne po coś słodkiego kiedy mam na to ochote, mam swoje nałogi, i ich nie ukrywam, uważam też,że lepiej jest sie opić w domu, blisko do łóżka, blisko do toalety, a ludzie wokół ciebie nie mogą powiedziec, „ale nachlana laska „, chociaż mamy takie samo prawo opić się w barze jak faceci, ale wg stereotypów kobiecie nie wypada…Nie byłabym sobą, gdybym tych wszystkich rzeczy nie robiła, grałabym kogoś kim nie jestem, ważne jest przecież czuć się swobodnie w obecności swojego partnera, bo na tle anatomicznym mamy te same potrzeby, czy może jest inaczej, i umkneło to mojej uwadze?
Bycie singlem, owszem ma swoje zalety, ale nie te które są wymienione w artykule… Bycie singlem, ma również swoje wady, sama o tym doskonale wiem. Jestem singielką, ale w pewnym stopniu nie z wyboru, tylko przymusu. Mój zawód pochłania wiele czasu, a godziny pracy i dni wolne zmieniają się co 2 tygodnie, czego mężczyźni (|przynajmniej Ci,z którymi do tej pory próbowałam stworzyć związek) nie rozumieli, nie rozumieli ze nie jestem w stanie mieć wolnego weekendu… I przez te próby stworzenia kolejnego związku, poddałam się… Przestałam szukać, robić sobie złudne nadzieje, przy nowo poznanym mężczyźnie, żyje chwilą i może kiedyś spotkam takiego faceta, który zrozumie, a póki co bede nadal korzystać z życia i wolności :)

Queen Von W
Gość

Odczulam w teksie agresje do calej sytuacji z singielkami…
Czemu sie przypierdalasz? :)
Rani to Twoja dume, ze sa kobiety nieakceptujace mezczyzny w swoim zyciu? Trafiles na taka i kiepsko sie skonczylo? :)
Po co w ogóle o tym deliberować? Czy ktos pyta faceta dlaczego nie ma dziewczyny od paru lat? I dziwi sie, ze jest szczesliwy? Zdaje sie, ze nie tak do konca jestesmy slabo plcia; w koncu na wlasna reke tez dajemy sobie swietnie rade :)
Ooo! I zaprzecze gorliwie, ze kazdy potrzebuje sie do „kogoś przytulić, wiedzieć, że ma się na kogo liczyć albo wziąć z kimś długą, leniwą i luksusową kąpiel. Zwykle nie są z kimś na stałe, bo nie lubią odpowiedzialności, formalizowania relacji albo szybko się nudzą”.
Pomimo oburzenia tekstem usmiechne sie tylko w ogólnym komentarzu… :)
Pozdrawiam.

Marzoli
Gość

Do Mojego Mężczyzny:
Kocham siebie, swoje nogi,oczy,włosy,buzię … moje sukienki.
Kocham siebie za te chwile gdy zawisam nad płótnem z umoczonymi w farbach palcami/pędzlami tracąc poczucie czasu.
Kocham siebie kiedy szaleję, tańcząc, słuchając muzyki ,czując każdy dźwięk instrumentów na ciele…
Kocham siebie za spacery gdy udaje mi się zauważyć coś ulotnego…
Kocham siebie za to szczęście, że czekając na Ciebie już teraz Cię kocham za to jaki jesteś a nie za to kim chciałabym byś był!

Może teraz czas na tekst o parach którym się wydaje, że są fajne, o parach które zazdroszczą mi tych … sukienek , tych momentów , tej radości i tego, że kocham siebie , parach które pytają mnie – Jak to jest możliwe, że Ty jesteś sama ? Które oszukują się będąc ze sobą z jakiegoś przyzwyczajenia lub strachu przed samotnością , brakiem bezpieczeństwa.Parach które sypiają pod osobnymi kołdrami,które boją się usiąść z dala od siebie. które nie potrafią spędzać czasu sam na sam ,rozmawiać , bawić się i parach które żyjąc razem zatracają w związku samych siebie ?
Jestem sama ale szczęśliwa bo mi się nie nudzi , mi nie jest smutno ! Ja czuję, że żyję , czuję, że jestem Tu i Teraz i nie czekam na jakiegoś tam mężczyznę bo wiem, że tego też mogę mieć ,ja czekam na Niego i ja wiem, że go zauważę , zdobędę i razem będziemy rozwijać nasze szczęście.

A.
Gość

Volant, chyba po raz 1 nie odkryłeś Ameryki:) To o czym piszesz to nie jest tylko kwestia dot. singielek. Podobnie mamy mit tego „jacy to jesteśmy szczęśliwi w związkach” bla bla, tak samo jak mamy mit „spełnionego singla”. Ludzie w związkach milczą o monotonii, która ich czasem dopada(a przynajmniej się starają), w zamian wszystkim dokoła opowiadają jak to cudownie spędzać kolejny wieczór w ramionach misiaczka i wybierać razem patelnie w sklepie, a single milczą o wieczorach, kiedy wydaje im się, że są żałośni i samotni i brzydcy i grubi, w zamian podkreślają jak super jest flirtować z 3 osobami na raz i imprezować (nawet gdy liczba flirtów w ostatnim miesiącu nie wynosiła więcej niż 1). Wszystko ma plusy i minusy,a żeby nie psuć sobie humoru skupiamy się na plusach, nawet gdy do końca w nie nie wierzymy.

Zwróć też uwagę, że niestety kobiecie jest trudniej być „singielką” pełną parą, bo bardzo szybko się ja za to osądza. Niestety. Myślę, że wiele kobiet chciałoby prowadzić taki tryb życia, ale zwyczajnie brak im odwagi.

Dee
Gość

jak już można przy sobie pierdzieć zaczyna się prawdziwa więź i związek ;))) to bardzo fajny luz w relacji, bez spiny bez udawania … LUBIĘ TO :)

Kamaah
Gość

Asini. Mam to gdzieś, że pewnie się ze mną nie zgadzasz, że narażam się na minusa ( swoją drogą, co to ma być z tymi minusami?! ), ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ja Twoje szanuje, jednak czytając Twój komentarz nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to nie o wolne weekendy chodziło Twoim partnerom. Jasne, swoboda przy partnerze, rozumiem, ale bekanie i pierdzenie? Kiedy ja jestem z kimś w związku, chciałabym żeby on nie krzywił sie na mój widok wchodząc do domu. Nie twierdzę, że trzeba być ciągle wymuskanym i pięknym, ale przynajmniej ogarniętym. A golenie nóg? Ja to robię dlatego, że sama lepiej się z tym czuję. Jak mam kogoś uszczęśliwiać, skoro sama nie jestem szczęśliwa?

Marzoli
Gość
lollipop
Gość

Volancie to co napisałeś to niestety święta prawda. Opisane przez Ciebie „singielki” są, a za razem lubią bycie „singielkami” właśnie dlatego, że jest to ich reakcja obronna na świat, z którym sobie nie radzą. Są zbyt leniwe lub w tak ogromnym stopniu utraciły wiarę w siebie, że nawet nie chcą nic z tym zrobić. Nie podoba im się świat, w którym żyją wiec tworzą sobie własny. Najgorsze jest to, że do takiego życia strasznie łatwo jest się przyzwyczaić. Nic od siebie nie wymagasz, a na dodatek jesteś z siebie dumna. Jest to niesamowicie wygodne, lecz może skończyć się tak, że zanim się obejrzysz jesteś już tak gruba, niechlujna i zaniedbana, że bycie singielką nie jest już tak jak wcześniej ci się wydawało twoim wyborem, ale okazuje się być nieuniknione. Jeżeli zaś chodzi o osoby które twierdzą, że nie potrzebują niczyjego dotyku, czułości, zrozumienia ani niczyjej troski o siebie, ewidentnie nigdy nie nic do nikogo nie czuły, albo było to uczucie nie prawdziwe. Nie czuły tego jedynego w swoi rodzaju połączenia między dwojgiem osób. Tego że jesteś kochana, tego że facet chce cię autentycznie poznać, a nie naprawić i nie traktuje cię jak kolejny problem do rozwiązania lub rzecz, która ma za zadanie podnieść jego status jako prawdziwego mężczyzny.
Jeszcze kilka słów do Rozkapryszonej Królewny. Nie wiem na jakich facetach się nacięłaś. Są dwa typy: zbyt mili i ci zbyt agresywni czytaj zwykłe huje. Jeśli byli to ci drudzy to niestety, ale nie mogę się podzielić swoim doświadczaniem. Jeżeli chodzi o tych pierwszych to mam go sporo. Więc jeśli to byli ci milusińscy to według mnie jesteś dla siebie zbyt ostra. W swoim życiu spotkałam kilku takich. Niestety bardzo trudno jest rozpoznać takiego gościa. Na początku jest wszystko świetnie. Facet początkowo wydaje się być męski, wydaje się, że ma jakąś wizje siebie i życia, które chciałby prowadzić, myśli samodzielnie. Wydaje się taki naturalny, prawdziwy, autentyczny nie wiem jak to określić, taki po prostu żywy, pełen energii i niespodzianek. Taki trochę niebezpieczny, tylko w pozytywny sposób, nad którym nie możesz w pełni zapanować. I po mimo, że znasz przystojniejszych to jednak czujesz, że chcesz z nim być bo on powoduje że czujesz się świetnie. Dostarcza ci całą masę różnych emocji. Do tego czasu jest wszystko świetnie. Problem zaczyna się gdy takiemu niedojrzałemu facetowi zaczyna zbyt szybko, za bardzo zależeć. Gość staje się wtedy całkowitym zaprzeczeniem swojego poprzedniego ja (wtedy trzeba podziękować takiemu panu). Czyni cię jedynym słońcem w swojej galaktyce. Zaczynasz czuć jak osacza cię tą swoją miłością, którą ty tak na dobrą sprawę już rzygasz. Masz wrażenie jakby cię dusił, nie pozwalał oddychać. W tym właśnie momencie występuje problem, o którym mowa była w tekście Volanta (nie mamy czasu rozwijać własnych pasji itd.). Osobiście miałam kilka takich związków. Oczywiście wszystko to miało miejsce do czasu, aż w końcu dojrzałam do tego by mówić głośno o tym czego chcę. Teraz głośno mówię o tym czego pragnę i o tym co mi się nie podoba. Dzięki temu sama staje się dojrzalsza i pomagam dojrzeć innym. Zachęcam więc do szczerości wobec siebie i wobec innych.

swift
Gość

O ile pod diagnozą postawioną singielkom mogę się podpisać obiema rękami i uważam ją za niezwykle trafną i prawdziwą o tyle nie rozumiem po co jest wpleciona w to wszystko ta Arundati. Według mnie to gruby błąd myślowy. Jak dla mnie Arundati reprezentuje po prostu drugą stronę tego samego medalu co opisywane przez ciebie singielki.

StereoMan
Gość
jola
Gość

idę się zabić

oake
Gość

Z całym szacunkiem do długości i wzniosłości wywodu. Nie ma co generalizować i doszukiwać się zakłamania w deklaracjach singielek. Z perspektywy osoby, która bywa sama i bywa w związku:

1. Super jest być z osobą, którą się kocha, która cię rozumie, z którą jest ci dobrze.
2. Mniej super jest być z osobą, która ci się jedynie podoba, ale są szanse na wyższe uczucia
3. Niesuper jest być z osobą, do której nic nie czujesz, a która coś czuje do ciebie. Oszukiwanie nei ejst ok, lepiej wybrać samotność.
4. Niesuper jest być z osobą, która źle cię traktuje, mimo tego, że ją kochasz – lepiej wybrać samotność.
5. Niesuper jest być z kimkolwiek jeśli samemu nie wie się czego się chce od związku lub ma się spore problemy ze sobą.
6. Niesuper jest być długo samotnym, ale lepsze to niż oszukiwanie lub bycie źle traktowanym (pkt 3 i pkt 4).
7. Super jest być samotnym – wolnym strzelcem, jeśli nikogo się nie kocha, a ma się ochotę na zabawę bez zobowiązań – związek przecież wymaga pracy.

Jak widać: osobie samotnej może być i źle i dobrze, i lepiej (niż w pkt 3 i pkt 4) i gorzej (niż w pkt 1 i pkt 2), ale wszystko zależy od jej aktualnego uwikłania uczuciowego i potrzeb.

I tak generalizuję, ale za to staram się zrozumieć dwa punkty widzenia. Ty niestety patrzysz jednostronnie.

tak
Gość

Nie mam nawet ochoty odrzucać Twoich beznadziejnych argumentów. Jeśli nie potrafisz wyobrazić sobie życia bez stałego uzależnienia od drugiej osoby, serdecznie pozdrawiam. Aż się przykro robi, jak się patrzy na Twoje zakłamane i pełne iluzji spojrzenie na świat.
Nie rusza mnie to, jak chore głosisz idee, ale pomyśl sobie tylko o tym, co poczuje zakompleksiona dziewczyna, która trafi na ten wpis i przeczyta o tym, że jest samotność jest tylko i wyłącznie jej winą i najlepiej powinna przeprosić cały świat za swą beznadziejność.
Przemyśl czasem to, o czym piszesz.

Beznadziejna, gruba i leniwa singielka, która bezczelnie czuje się z tym dobrze

Kamira
Gość

Właściwie, to tak oględnie mówiąc… bycie singielką jest tak samo fajne jak bycie w związku. Po prostu i to ti to ma pewne wady i zalety, ale dla jednych wygrywają zalety singli, a dla innych zalety partnerstwa

Czarna
Gość

zgadzam się z autorem tego tekstu w 100%, niestety żyjemy w czasach w których nie możemy przyznawać się do porażki i jesteśmy zewsząd bombardowani poradnikami jak żyć..i nawet bardzo odporny na tego typu bzdety prędzej czy później da się wysadzić ze swoich botów i choć na chwile spróbuje jak to jest żyć wg gotowego przepisu..podstawowa zasada brzmi: znajdź plusy sytuacji w której się znajdujesz i to właśnie robimy wszyscy bez wyjątku, co z tego ze kilka kilkanaście lat temu ktoś by nazwał nasze życie beznadziejnym? co z tego ze sami nie czujemy się z tym dobrze? co z tego? wystarczy tylko ze dobrze to sprzedamy a stworzymy silna grupę, która za żadne skarby nie przyzna się ze czegoś jej brakuje :P

Wiki
Gość

Ja uważam,że nie można tylko uzależniać szczęścia od chłopaka/dziewczyny.Wiesz taka prawda,że w każdej chwili człowiek w może zostać sam.Żona też nie jest długowieczna albo może odejść do innego, dzieci też nie będą siedzieć wiecznie z tobą w domu.Ile się słyszy,że dzieci oddają swoich rodziców do domu starców bo im zawadzają? Życie to nie sielanka mój drogi.Nie wiesz co cię czeka.

Wiki
Gość

No ja bym chciała kogoś mieć na stałe a nie na chwilę.Co to za miłość.

agni
Gość

A co z singielkami które wcale nie chcą być same, mają potrzeby o których piszesz, chcą być przytulane,chcą odczuwać tą bliskość…ale ciężko im poznać kogoś, z kim te potrzeby chciałyby zaspokajać? To nie takie proste….spotykam się z różnymi ludźmi, i są faceci, którzy chcieliby się ze mną związać, chcieliby spróbować a ja nie jestem w stanie do nich nic poczuć?

Aleksandra
Gość

Czytam Twojego bloga od miesiąca, pochłaniam każdego posta, aż trafiłam na ten. Widać, że Twoje poglądy się zmieniły od czasu tego posta. Jednak czytając go wkurzyłam się. Twierdzisz, że są dwa typy singielek. To ja chyba jestem tym trzecim typem.
Studiuje medycynę, co nie ogranicza mnie towarzysko. Na imprezach faceci zwracają na mnie uwagę, ale to co się dzieje w klubie nigdy nie przerodziło się w związek…więc jestem singielką. Muszę skreślić wszystkie stereotypy. Nie ważę sto kilo, nie noszę okularów a moje życie nie opiera się tylko na trzymaniu nosa w książkach. Rzeczywiście mój kierunek może powodować, że mniej czasu na poznawanie nowych ludzi.
Nie mam ochoty na dzikie orgie, ani na opiekowanie się kotami do końca życia. Czekam na osobę, z którą będę chciała stworzyć związek.

Gośka
Gość

Hej, czytam od jakiegoś czasu Twojego bloga i przypadkiem trafiłam na ten post, który trochę mnie zabolał, bo chyba reprezentuję grupę tych smutnych singielek o których piszesz. Przez ostatni rok miałam skrajnie mało czasu. W bólach skończyłam studia, pracowałam przy tym kiedy się dało za bieda kasę żeby jakoś się utrzymać, a resztki wolnego czasu poświęcałam na treningi i ogarnianie mgr. Jakiś czas temu udało mi się trochę posprzatać ten burdel. Zaczęłam lepszą pracę (z opcją „wolne weekendy”), zamknęłam temat studiów itd. W związku wciąż nie jestem, bo nie spotkałam póki co nikogo, komu miałabym ochotę poświęcać czas (a nie widzę za bardzo sensu w szukaniu na siłę). Pracuję, ćwiczę, robię inne „rzeczy”. Czasem mi samotno, ale ogólnie jestem zadowolona ze swojego życia, które wreszcie jest w miarę poukładane. Umiem się zorganizować, nie potrzebuję nikogo kto by mi dostarczał rozrywki, cenię sobie prywatność. Chyba bardziej niż opcję przytulenia się do kogoś w razie potrzeby. Mam jakieśtam kompleksy, jestem ich świadoma i walczę z tym. Czasem rzadziej golę nogi. ;) Ale ogólnie dbam o siebie i raczej nie spędzam czasu z czipsami przed serialem. Ciekawa jestem, czy zdiagnozujesz mnie jako „smutną singielkę”, czy jako „normalną kobietę w okresie przejściowym”? :D

wpDiscuz