Jedna rzecz, która zmienia wszystko

Jedna rzecz, która zmienia wszystko

Lubię dyskusje, ale kiedy ludzie spotykają się w większej grupie, to są tak zajęci robieniem z siebie głupków, że tylko od czasu do czasu poruszają tak głęboko egzystencjalne tematy, że teksty disco-polowych piosenek wymiękają. Tym razem miałem szczęście.

Dyskusja zaczęła się od niewinnego pytania:
– Gdybyście mieli zmienić w swoim życiu tylko jedną rzecz, ale taką co by zajebiście pozytywnie na was wpłynęła, to co to by było?
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Przerwa na zastanowienie.

Można pójść siku.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Odpowiedzi było dużo. Większość z nich dotyczyła pieniędzy, a pozostałe kasy lub hajsu. Jedna laska powiedziała coś o miłości i szybko została wyśmiana. Ja jak zawsze miałem własną błyskotliwą teorię, bo bez niej byłoby mi smutno i zacząłbym tupać i ssać kciuk.
- U siebie zmieniłbym niewiele, ale gdyby było inaczej, to częściej myślałbym o tym czego chcę, a rzadziej o tym czego nie chcę.

Myślenie w dużej mierze jest bezproduktywne i zwyczajnie ssie, ale osobiście przywiązują bardzo dużą wagę do słów. Każda osoba, która często mówi czego w życiu nie chce, jest niezadowolona i nastawiona tak pesymistycznie, że kiedy przechodzi przez parking we wszystkich samochodach włączają się płaczliwe alarmy. Różnica między słowami „chcę” i „nie chcę” jest jak różnica między boginią seksu, która w łóżku zrobi wszystko żeby było jej dobrze, a bierną kłodą gapiąca się w sufit w oczekiwaniu aż zrobi się jej przyjemnie, ale nie robi się przyjemnie więc planuje sobie następny tydzień.

Wszyscy ludzie, którzy twierdzą, że trzeba wyzbyć się posiadania i pragnień dla osiągnięcia szczęścia w najlepszym wypadku są idiotami, a w najgorszym manipulantami, bo to właśnie to czego ludzie chcą określa kim są i gdzie znajdą się za kilka lat, a jeśli nie chcą niczego, to będą nigdzie, bo pozbycie się pragnień, to prosta droga do amputacji własnej osobowości.

Dopóki chce się kolejnych rzeczy jest się głodnym, silnym i odważnym, a później tylko broni się tego co już się ma, bo nie ma po co walczyć. Nie chcąc stracić pracy, pieniędzy, znajomych i wspomnień, stajemy się leniwymi tchórzami i tylko tymi dwoma słowami przekreślamy szanse na nowe prace, nowe pieniądze, nowych znajomych i nowe wspomnienia. Tonąc w przeszłości nie mamy przed sobą przyszłości. Nie umiejąc podjąć decyzji czy lepiej zjeść ciastko czy mieć ciastko, zapominamy, że ciastka służą do jedzenia i mają krótki termin przydatności do spożycia, po którym pleśnieją. Dzień, w którym młody wilk zamienia się w starego, nudnego wyjadacza, to dzień, kiedy przestaje mówić „chcę czegoś lepszego, chcę mieć wspaniały związek i mieszkać tam gdzie ciepło i pięknie”, a zaczyna mówić „nie chcę stracić tego co już zdobyłem”.

  • Marzoli

    tekst kojarzy mi się z filmem pt.Jestem Bogiem… już wiecie co bym zrobiła? Podniosła maksymalnie swoje IQ :)

    • Volant

      Hmm… Film był spoko i też chętnie kupię trochę tabletek :D

  • Kamil Pe

    Zabawne… Ja kiedyś na Placeforyou pisałem, że wspomnienia i przeszłość nas hamują i praktycznie przez 80% osób został ten wpis skrytykowany…. A tutaj już widzę, że cieszy się sporym powodzeniem…

    • Volant

      Wiesz, ja tam nawet napisałem dłuuuuugą odpowiedź (może nawet dłuższą niż twój tekst), w której go popierałem, ale wyskoczył mi błąd i już nic nie napisałem. Przeszłość jest ok, ale częściej szkodzi niż pomaga.

  • Kamaah

    Wczoraj idąc ulicą minęłam dwóch dresiarzy i nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam.
    Mianowicie, jeden z nich twierdził: trzeba się odciąć od przeszłości, od tego co było. Nie warto do tego wracać.
    Drugi miał inną teorię: ale żeby budować przyszłość, trzeba dobrze poznać przeszłość. To fundament naszego życia.

    Sam fakt, że stereotyp w Polsce na temat tej subkultury jest jaki jest, wprawił mnie w osłupienie słysząc takie słownictwo. Muszę jednak przyznać, że sprawili, że i ja zaczęłam o tym myśleć, chociaż nadal nic nie wymyśliłam. Twój post jest prawdziwy, zresztą jak zwykle, ale nie odkrywa nic nowego. Wiem dobrze jednak, że ludziom ciągle trzeba przypominać oczywiste rzeczy, wyślę więc link do tego postu wszystkim tym osobom, ktore są tchórzami i których życie opiera się na przeszłości.

  • Silver

    Kamil i Michal – ja sie z Wami zgadzam. Tekst nie jest odkrywczy (chociaz dla tych, ktorzy maja inne zdanie pewnie jest), ale podoba mi sie jego bezposredniosc, prostota przekazu.

    Najbardziej podoba mi sie zwrocenie uwagi na roznice pomiedzy „chce” i „nie chce”. Napisalbym wiecej, ale siedze w pracy I to gowno zwane ipadem nie nalezy do najwygodniejszych narzedzi do komunikacji.

    • Volant

      Już się nie chwal :P

  • Rinzler

    Swietny tekst. Blog volanta niczym nowa biblia. Fragment o ciastkach przypomina przedmowe z rules of the game n. straussa

  • Satyr

    Dobre ! W końcu ktoś kto ma krytyczne zdanie do tego buddysjskiego podejścia – „pozbądź się pragnień a staniesz się wolny”.

  • Rumcajs

    „trzeba wyzbyć się (…) pragnień dla osiągnięcia szczęścia”

    Hmmm a to nie jest tak, że pragnienia determinują szczęście?
    Rozumiesz pragnienia jako to CHCE? Jeśli tak to przecież wyzbycie się pragnień spowoduje wyzbycie się szczęścia.
    Gdzie Ci ludzie, którzy tak uważają?

    • Volant

      Gdzie Ci ludzie, którzy tak uważają?

      Księża, buddyści, nieudaczni artyści, reformatorzy od siedmiu boleści i osoby, które wolą innym ludziom, że posiadanie jest złe, tylko dlatego, że same nic nie mają (wszystkie te głodne kawałki z cyklu pieniądze szczęścia nie dają).

  • Marcellus

    „Księża, buddyści, nieudaczni artyści, reformatorzy od siedmiu boleści i osoby, które wolą innym ludziom, że posiadanie jest złe, tylko dlatego, że same nic nie mają (wszystkie te głodne kawałki z cyklu pieniądze szczęścia nie dają).”
    Tak zgadzam się ale Paradoksem jest to, że Oni zazwyczaj wszystko mają Księża – kasę, wolne związki itd., buddyści (zrealizowani) szczęście wewnętrzne które implikuje im szczęście zewnętrzne, Artyści – splendor, chwałę, sławę i kasę itd.
    Ale faktem jest że wciskają ludziom kit wyzbądź się itd. a sami mając fortuny bo na tym zarabiają ale to już wątek szerszy…
    Volant naprawdę dobry art!!

  • Silver

    i tak tego ipada do domu nie moge wziac, wiec nie ma czym sie chwalic

    caly czas nie moge jednak ogarnac, jak ludzie moga placic za to urzadzenie 3 tys. zlotych
    jezeli duzo nie podrozujesz i nie potrzebujesz urzadzenia, na ktorym mozesz przez 6-8h ogladac filmy (choc to w sumie mozna osiagnac po prostu kupujac zapasowa baterie do laptopa i wychodzi 2 razy taniej), to po prostu jest to bezuzyteczny sprzet

    na place to nawet donekboxa nie moglem scrollowac, wiec po co komu takie gowno?

    P.S.
    Dla mnie posiadanie iPada jest jak posiadanie zajebistej laski, z ktora sie spotykasz, ale ktorej nie ruchasz, niby wszystko fajnie, ladnie wyglada i pochwalic sie przed kumplami mozna, tylko pozostaje pytanie – po co?

  • Katka

    „Tonąc w przeszłości nie mamy przed sobą przyszłości.” – wiem coś o tym ;) Świetny artytkuł..
    zresztą nie tylko ten ;)
    Pozdrawiam

  • Arnold

    Silver napisał:
    „P.S.
    Dla mnie posiadanie iPada jest jak posiadanie zajebistej laski, z ktora sie spotykasz, ale ktorej nie ruchasz, niby wszystko fajnie, ladnie wyglada i pochwalic sie przed kumplami mozna, tylko pozostaje pytanie – po co?”

    Myślę, że to kwestia zaspokojenia EGO.