Chwalmy się! 2011

Chwalmy się! 2011

Rok to nie suma dni, to ludzie, których poznaliśmy, szalone rzeczy, które zrobiliśmy, pomysły jakie wykorzystaliśmy i dziewczyny, których nie zaliczyliśmy.

Dzisiejszy dzień, to dzień chwalipięctwa i chwila  do beztroskiego nacieszenia się sukcesami. Zwykle się tego unika, bo nie wypada, ale dzisiaj wypada wszystko.

W związku z tym chciałbym napisać, że moje życie jest dynamiczne, inspirujące i wyjątkowe…

…więc po prostu to napiszę: Moje życie jest dynamiczne, inspirujące i wyjątkowe!

1. Łódź.

Podobno nie jest to super miasto, ale to był fantastyczny okres w moim życiu. Dokładnie tego potrzebowałem. Wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę kiedy powiedziałem, że wyjeżdżam i nie zamierzam tam pracować. Nikt nie wierzył w to, że jest sens jechać gdziekolwiek i tylko wydawać hajs. Ja też tego nie rozumiałem, bo dla mnie było to po prostu trzymiesięczne szkolenie z wiedzy o sobie i jedna z najlepszych inwestycji jakie kiedykolwiek zrobiłem. W Łodzi w chwili przyjazdu nikogo nie znałem, a za sobą pozostawiłem niedokończoną magisterkę, studia podyplomowe z prawa amerykańskiego, kurs językowy oraz dziewczynę. Zajęcie się sobą było od tego wszystkiego ważniejsze, a opiekowałem się sobą wspaniale – śniadania o 15.00, kolacje o 4.00, imprezy kilka razy w tygodniu, cycki striptizerek, zakupy, filmowe weekendy, bilard, whisky, papierosy i pisanie.

2. Mieszkanie.

To całkowicie świeża sprawa. Znalazłem je ze swoim przyjacielem jakieś dwa tygodnie temu. Dwupokojowe, fantastyczny standard i świetna lokalizacja. Chodzę po sklepach i przesiaduję na allegro wyszukując drobiazgi do kuchni, łazienki i pokoju. Do tej pory mieszkałem w różnych miejscach i akceptowałem jej takimi jakie były. Myślałem sobie: „Muszę jakoś wytrzymać”, teraz myślę: „To mieszkanie musi jakoś ze mną wytrzymać”. Zapewnię sobie taki standard życia, jakiego do tej pory nigdy nie miałem i to w każdym szczególe. Na razie mam niezłe meble, boską pościel, wielkie plakaty (takie jak w galeriach handlowych) oraz zalążki baru, który będzie się rozrastać. Wszystko co kupuję jest najlepszej jakości, bo chcę tam przychodzić i czuć, że to najlepsze miejsce w jakim mogłem się znaleźć, cieszyć się że tam wracam, czuć się tam wspaniale za każdego dnia, szczególnie że będą tam się dziać rzeczy legendarne! Słowo.

3. Pierwszy Fashion Week.

Jednym z moich życiowych celów jest stworzenie marki odzieżowej, a Fashion Week był pierwszą tak dużą modową imprezą w jakiej uczestniczyłem. Żeby tam się dostać bez znajomości musiałem kłamać i oszukiwać, ale dzięki temu otrzymałem wejściówki na 40% pokazów. Fajnie, bo FW to odpowiednik okazalszych imprez amerykańskich, bardziej zmysłowych włoskich i lepiej pachnących francuskich, a chociaż na tamte też przyjdzie czas, to cieszę się, że byłem tutaj. Modelki, projektanci, fotografowie, pajace, filmy, co wieczór nadęte After Party.

4. Stosunek do ludzi.

Jeśli chodzi o to, ten rok był dla mnie przełomowy, bo wyszedłem z bierności w jaką sam siebie wpędziłem. W pewnym momencie uwierzyłem, że jestem taki świetny, że przestałem cokolwiek robić i przypominałem nadmuchany, nieporęczny balon. Oczy otworzyła mi chwila kiedy zawiodłem większą część moich znajomych. Wtedy przewróciłem, to co robiłem do góry nogami i okazało się, że wszystko wróciło do normy. Ponownie przejąłem pełną odpowiedzialność nad swoim życiem. Zaakceptowałem fakt, że dla części osób jestem autorytetem i pogodziłem się z tym. Zmieniłem na lepsze sposób w jaki traktuję ludzi i przestałem popełniać gafę za gafą. Potrzebowałem do tego potężnego utarcia mi nosa i największej ilości nieudanych randek w moim życiu, ale cieszę się, że mnie to spotkało, bo pozwoliło mi to na szybkie i gigantyczne zmiany. Ostatnio spotkałem na ulicy dziewczynę, która po godzinie ze mną (jakieś dwa lata temu) zaczęła wyzywać mnie od dupków. Trochę miała rację. Zatrzymałem ją na ulicy i przeprosiłem. Popełniłem błąd. Ludziom zdarza się to cały czas, ale trzeba iść dalej.

5. Samopoczucie.

Eliminacja wszystkiego z czego nie byłem zadowolony dała mi najwięcej radości. Pisałem o tym w Dlaczego warto sprzątać?, a w swoich rzeczach zrobiłem takie czystki jak Stalin wśród Rosjan. Każda rzecz, która nie spełniała moich – z pewnością wygórowanych – standardów lądowała gdzieś w koszu na śmieci albo u znajomych. Pozostawiłem sobie tylko to co sprawia, że jak na to patrzę, to się uśmiecham. W życiu nawet nie ma sensu patrzeć na to co nie jest w pełni dobre, bo po co? W portfelu zacząłem nosić dużo większe pieniądze. To szczegół, który daje więcej wewnętrznego komfortu niż karty kredytowe. Banknoty to jest coś. Ludzie czują się biedni, bo chodzą bez pieniędzy, a nie dlatego, że ich nie mają. Śmieszne, że chodzą bez  pieniędzy, bo boją się, że  je stracą, a przez to grzezną w mentalności niedostatku. To dowodzi, że szczegóły mają znaczenie. Tylko ludzie którzy o nie dbają są ponadprzeciętni. Dlaczego? Bo tylko dzięki szczegółom jesteśmy w stanie rozróżnić poszczególne rzeczy, osoby, utwory…

6. Pierwsze produkty.

Właśnie powstają. Na razie wszystko jest ściśle tajne.

7. Nauka.

Jeszcze nigdy nie nauczyłem się tylu praktycznych rzeczy co w tym roku. Dotyczy to języków i relacji z ludźmi, ale przede wszystkim promocji, marketingu, budowania społeczności oraz pokrewnych tematów. Po drodze padły CoToKi i zajebiście że padły, bo dzięki temu zrozumiałem więcej rzeczy niż kiedykolwiek wcześniej. Tematy, którymi się zainteresowałem nie dość, że przynoszą mi realne korzyści, to jeszcze dzięki rozwojowi w tym kierunku, zaplanowałem zawodowo pięć kolejnych lat, a rzeczy, które w tym czasie zrobię, będą tak super, że osiemnastolatki będą rzucać we mnie stanikami push-up chcąc żebym podpisał się im na cyckach.

8. Kariera.

Skończyłem studia. Z wyróżnieniem. Indeks dostaje się u nas na pamiątkę. Wyrzuciłem go do śmietnika. Z uczelnią jeszcze się nie rozstałem. Jestem doktorantem w ramach drugich w Polsce studiów doktoranckich prowadzonych w formie projektu unijnego dotyczącego zagadnień kluczowych wg. Raportu Polska 2030. Tak – mam dzięki temu dużo czasu. Tak – dostaję za to hajs. Nie – nie tyle ile bym chciał. W związku ze studiami i pracą (która mówiąc szeroko dotyczy reklamy i nowoczesnych mediów), za rok (lub za dwa lata) czeka mnie półroczny staż za granicą.

Mimo to nie chcę wiązać się z pracą naukową, bo o ile na tym etapie jest ona ściśle powiązana z moimi celami i zainteresowaniami, to wkrótce już mi nie będzie wystarczać, a ja nie zamierzam zostawać jednym z naukowców, którzy potrafią powiedzieć „siemasz” w trzydziestu siedmiu martwych językach. Moja przyszłość to media. W tysiąc razy większej skali niż Vol., a doktorat to po prostu świetne zabezpieczenie finansowe oraz równie dobra odskocznia do czegoś większego.

9. Volantification i wy.

Końcówka .pl, to bardzo duża zmiana i świetna inwestycja. Przenosząc bloga na wordpressa całkowicie zmieniła się techniczna strona mojego pisania. Jest to dużo łatwiejsze i przyjemniejsze, a i nowy blog wygląda lepiej. Jestem z siebie dumny, bo z minimalną znajomością informatyki, zrobiłem naprawdę fajną stronę. Strasznie ją lubię. Nawet gdybym nie był autorem, to wchodziłbym na nią i cieszył mordę, bo jest ekstra.

Teksty. Strzeliłem kilka niezłych hitów, które sprawiają, że Vol. nigdy nie będzie przeciętnym blogiem. Ciężko wybrać najlepszy artykuł – najczęściej udostępnianym był: Fajnie jest być singielką (na dzisiaj 250 udostępnień), ale największym szacunkiem darzę Poderwać faceta (120 udostępnień) – nawet nie ze względu na jego jakość, co za wielkie znaczenie dla Vol. To ten tekst zapoczątkował napływ czytelniczek, wyprowadził nas na szerokie wody, sprawił, że przestaliście się bać mówienia o moich artykułach, a to wszystko jest nie do przecenienia.

Czytelniczki. Jest was blisko połowa. Nie jest to szczególnie dużo, ale biorąc pod uwagę, że rok temu miałem dwie czytelniczki (dosłownie DWIE! – też ciężko mi w to uwierzyć), to przybyło was strasznie dużo i czekam aż będziecie bardziej aktywne. Kocham was, chociaż dalej nie na tyle, żeby przyjąć od was zaproszenia na seks. Proponowałyście kilkakrotnie, ale prawdę mówiąc trochę się was boję, tak jak innych kobiet nie poznawanych osobiście.

Wy wszyscy. Zostawiłem was na półtora miesiąca i wiem, że już więcej tego nie zrobię. Nigdy. Pouciekało was tyle, że dopiero od niedawna czuję jakbym znów pisał. Są wśród was tak świetne osoby, że gdybym mógł sobie zrobić przeszczep i mógłbym wybrać czego, wybrałbym ten kawałek głowy odpowiadający za bycie tak zajebistym jak wy. Jeszcze nigdy mnie nie zawiedliście. Za każdym razem kiedy potrzebowałem pomocy, to byliście gotowi mi ją dać i to zarówno jeśli chodzi o jakieś bzdury, jak i wybór grafiki na stronie, testowanie tekstów lub wykonanie za darmo jakichś drobnych zleceń. Cieszę się, że tutaj jesteście i mam nadzieję, że wiecie, że kiedy was wyzywam, to tylko dla waszego dobra. W większości to jest blog wasz i waszych znajomych. Prawie wszyscy wywodzicie się od mitycznych pierwszych czterdziestu czytelników. Dziękuję. Swoją drogą wiecie, że w następnym roku będę potrzebował moderatorów do publikowania i odrzucania komentarzy?

10. Sprzęt. Lustrzanka, obiektywy i netbook.

Kolejne wydatki, które składają się na pięciocyfrową sumę inwestycji w moje życie. Lustrzankę kupiłem, bo lubię zdjęcia i chociaż nie zamierzam robić chałtur na ślubach, to chcę fotografować dla siebie (i dla widoku rozbierających się kobiet). Pisanie wyrabia spojrzenie na świat. Fotografia uczy, że to nie jest jedyna właściwa perspektywa. Jedno i drugie poszerza horyzonty w olbrzymim stopniu. Z kolei netbook, to pierwszy sprzęt elektroniczny jaki sobie kupiłem z konieczności. Jeżdżę na tyle dużo, że potrzebuję czegoś lekkiego na czym będzie można obejrzeć film i napisać artykuł. Do tego rozwiązuje to kwestię nudy na nielicznych wykładach na jakie chodzę. Same zalety!

11. Popkulturowy.

Całkowicie nowy projekt. Jego idea klaruje się od pół roku, ale cały czas coś mi nie pasowało. Nie wiedziałem co. W tym celu potrzebowałem testerów, dzięki czemu stwierdziłem, że… pierwotny pomysł był całkowicie słaby i należy pójść w zupełnie innym kierunku, z którego wreszcie jestem zadowolony. Miał być drugi blog. Nie będzie go. Będzie serwis i redakcja. Początkowo felietony będą należeć tylko do mnie, ale w miarę jak będę znajdował nowe, dobrze piszące osoby, to będą pojawiać się nowe „kolumny” o innej tematyce, podejściu i klimacie, ale wszystkie świetne w formie i treści. Start – pierwszy tydzień stycznia. Meta – kto wie?

12. Bilard.

Pasja, którą przywiozłem z Łodzi. W dalszym ciągu odkładam dwuzłotówki. Gram coraz lepiej, a byłbym jeszcze lepszy gdyby bardziej mi zależało na koncentrowaniu się niż na robieniu sobie jaj. Zamiast się skupić stoję z kijem i wtóruję piosenkom Adele, a fałszuję strasznie. Uderzam za mocno. Za mało staram się przy prostych uderzeniach, które psuję najczęściej, a mimo to, w następnym roku chcę się przesiąść już na stoły-skurwiele, czyli zacząć grać w snookera.

13. Ubrania.

Zrezygnowałem z trzydziestu koszul jakie posiadałem na rzecz kilku, może kilkunastu najlepszych. Już nie zamierzam nosić innej koszuli każdego dnia miesiąca, bo tego nie potrzebuję. Zakupy ubrań ograniczyłem do minimum i zamierzam utrzymywać ten stan do czasu aż będę miał ubrania na pstryknięcie palcami. Zwyczajnie znudziło mi się chodzenie na kompromisy i chodzenie do galerii, gdzie zawsze narzekałem na krój, rozmiar, kolor, wzór czy cokolwiek innego. Teraz nie będę. Jeśli cokolwiek wezmę, to tylko jak zaświecą mi się oczy i krzyknę w swojej głowie: „MUST HAVE!”

14. Zdrowie.

Zawsze o siebie dbałem, ale nie dbałem o zdrowie. Teraz cieplej się ubieram i chociaż dalej nie noszę czapki, to łykam magiczne tabletki działające na odporność. Zacząłem też ćwiczyć. Robię to od kilku miesięcy. Nie wiem czy widać czy nie, ale mam to gdzieś, dopóki czuję, że jest lepiej, a jest dużo lepiej. Koksem i tak nie chcę być i nie będę, a moje samopoczucie będzie ze mną zawsze.

15. Poznałem i zastosowałem w swoim życiu dwa genialne przekonania:

Pieniądze dostaje się za służenie ludziom.

Nie dostaje się ich za pracę, marnowanie czasu, wymyślanie jakichkolwiek produktów, ale za robienie tego co służy ludziom. To całkowicie odmieniło moje spojrzenie na kwestie finansów. Fajnie jest robić coś dla siebie, ale jeśli jest się swoją jedyną motywacją, to zwyczajnie to nie działa. Dzięki temu całkowicie uporządkowałem wszystkie swoje projekty i oceniłem je pod kątem przydatności dla innych. Dużo odrzuciłem, ale najlepsze zostały.

Rezultaty nigdy nie kłamią!

Tego zdania potrzebowałem jeszcze bardziej niż poprzedniego. Poprzednie to tylko hajs, a to odnosi się do wszystkiego. To za każdym razem rzeczywistość weryfikuje czy robimy coś dobrze czy źle. Nie moralność, nie prawo, nie nasze wewnętrzne samopoczucie tylko rzeczywistość, która jest zawsze obiektywna. Jeśli jesteś świetnym pisarzem, ale nikt ciebie nie czyta, to nim nie jesteś. Jeśli jesteś dobrym marketingowcem, a twoje kampanie się nie sprawdzają, to nie jesteś dobrym marketingowcem. Jeśli jesteś pewny siebie, a boisz się chodzić z kieszeniami pełnymi pieniędzy, to jesteś tylko tchórzem.


Można byłoby długo jeszcze pisać, ale to jedyny dzień w roku, w którym całkowicie szczerze możecie opowiedzieć mi o swoim życiu i swoich sukcesach, a za rok wrócić i dopisać kolejne chwile, które chcecie zapamiętać, więc lepiej będzie jak już się zamknę.

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Chwalmy się! 2011"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kamila
Gość

dobre. Hm, tylko mam nieco wrażenia, że weszłam w coś osobistego. Niby nic – każdy może powiedzieć o sobie, co mu się żywnie podoba. Jednak to, co zrobiłeś, stanowi formę przełomu (lub małego przełomku – myślę jednak, że zmniejszanie tego Ci się nie spodoba, więc zostańmy przy tym, że jest to szczególny post). Tak, szczególny czas, itd, ale nie o to tu chodzi. Szczególnie ważne są Twoje obserwacje na swój temat i to nie dlatego, że są akurat takie, nie inne, ale dlatego, że w ogóle je poczyniłeś. I dlatego myślę, że nie tekst wymaga komentarza, lecz to, w jaki sposób starałeś się zobowiązać 50% kobiet i 50% mężczyzn do odpowiedzi. Gratulacje.
Wchodzę tu od jakiegoś czasu, jestem i nie mam zamiaru wychodzić. Uwielbiam sposób pisania i dystans do życia.
Co o sobie w związku z tym? Zupełnie inne podejście do życia – po zeszłym roku pełnym totalnych przewrotów, ten był potwierdzeniem, że to, co jest jest dobre, a może być lepsze i to zależy ode mnie. Po drugie – świadomość, że to ja kreuję rzeczywistość – bezcenne.

Walenty
Gość

Powodzenia w dalszych działaniach ;)

Nev
Gość

Cześć!

Skoro będzie Ci się chciało czytać, to dobra – napiszę co działo się u mnie przez ostatni rok. Dla tych, którzy mnie nie kojarzą, na imię mi Adrian, dla znajomych Nev (więc mówcie mi Adrian), mieszkam w Łodzi, jestem programistą i mam w dupie to co sobie pomyślicie o mnie czytając ten komentarz. A napiszę go z dwóch powodów, przedstawionych w kolejności odwrotnej do ich znaczenia:

1) Volant dał do zrozumienia, że chętnie dowiedziałby się co zmieniło się u jego czytelników – a ja przynależę do tej grupy
2) To bardzo dobry sposób na weryfikację zakładanych planów, ocenę ich realizacji i ewentualne korekty – a ja lubię myśleć, analizować i planować.

No to zacznijmy…

1) Studia.
Na początku tego roku obroniłem się, co zostało wynagrodzone trzema dodatkowymi literkami, które mogę postawić sobie przed nazwiskiem. Niby to tylko inżynier, ale już zawsze coś. Studia ukończone bardziej niż dobrze, ale nie z wyróżnieniem, co trochę boli – ale to jest jeszcze do zrealizowania, jako że został jeszcze co najmniej jeden stopień.
Zmieniłem też tryb nauczania, ze studiów stacjonarnych przeszedłem na zaoczne, co niezwykle mocno wpłynęło na moje życie. Studiując dziennie odnosisz wrażenie, że cały czas jesteś jeszcze dzieciakiem – a przynajmniej ja tak miałem. Wykład, piwko, laborki, bilard, wykład, dom, impreza… szło to jakoś tak. Niby masz obowiązki, ale bez problemu prowadzisz bardzo intensywne życie towarzyskie. Na studiach zaocznych nie ma na to czasu, ludzie są inni, przeważnie starsi, pracujący, poważniejsi i… często nudniejsi. Niby gorzej i poziom nauczania (przyznajmy szczerze) słabszy, ale nie żałuję – bo to była moja decyzja. Spowodowana punktem nr2.

2) Praca

Przed obroną pracowałem już (w zawodzie) w dużej (jak na Polskie realia) korporacji, gdzieś tak przez niespełna pół roku. Po obronie zdecydowałem, że przejdę na pełen etat – stąd studia zaoczne. Po upływie roku stwierdzam, że była to jedna z najlepszych moich decyzji w życiu do tej pory. Na początku tego roku, byłem osobą, która pracowała w tym zawodzie, no bo była na takich studiach, a była na tych studiach, bo tak wyszło. Za bardzo nie wiedziałem ile chciałbym zarabiać, co potrafię i co chciałbym robić dalej. Ten rok pozwolił mi coś zyskać. Zyskałem jedną z najcenniejszych rzeczy jaką można mieć – świadomość. Świadomość tego kim chcę być, w którą stronę chcę się dalej rozwijać i świadomość tego ile moje umiejętności są warte. Dziś idę do pracy z przekonaniem, że jestem dobry, nie boję się odpowiedzialności i jest to zauważane, bo aktualnie pracuję nad dwoma priorytetowymi projektami w dziale.

3) Edukacja
Jest to niewątpliwie związane z pracą i studiami. Wcześniej bazowałem głównie na tym, czego nauczyły mnie studia. Było to strasznie głupie i naiwne – przekonanie, że studia to poziom na którym można się zatrzymać i bazować na tym (jeśli nie do końca życia) to przez dłuższy czas.
Praca pozwoliła mi to zrozumieć i dzięki temu poświęcam bardzo dużo wolnego czasu na poznawanie nowych technologii, uczeniu się do różnych certyfikatów i tym podobnych. Sprawia mi to ogromną radość z kilku powodów:
- robię to co lubię,
- mam świadomość tego, że nie marnuje czasu,
- widzę wzrost swoich umiejętności,
- wiem, że w przyszłości pozwoli mi to pracować na lepszych stanowiskach.

4) Ubrania i podejście do rzeczy materialnych
Od dłuższego czasu zauważyłem bardzo pozytywną rzecz. Nie zwracam najmniejszej uwagi na ceny – pamiętacie ten artykuł (http://volantification.pl/2011/09/27/mentalnosc-dziada)?
Ciężko mi stwierdzić dlaczego tak się stało. Z pewnością fakt że zarabiam (i to całkiem nieźle jak na przeciętnego Kowalskiego) mocno się do tego przyczynił. Bardzo mi się to podoba, bo kupuje sobie to, co mi się podoba, w czym dobrze wyglądam i co jest wygodne. Bezsprzecznie odbija się to na moim codziennym samopoczuciu – bardzo pozytywnie.

5)Ja i moje postrzeganie siebie
W tym zakresie zmieniło się tak wiele, że aż ciężko mi to opisać. Doszedłem ostatnio do jednego wniosku – gdybym w jakiś sposób miał możliwość spotkania siebie na imprezie, takiego jakim byłem rok temu. To bardzo możliwe, że w ogóle nie zagadałbym z tamtym sobą, bo uznałbym, że nie jestem ciekawą osobą z którą warto pogadać. Może lekko przerysowane i zalatuje postawą „srasz wyżej niż dupę masz”, bo co jak co ale ego przez ten rok podniosło mi się niesamowicie, ale tak właśnie mogłoby być.

6) Znajomi
Tutaj działo się bardzo wiele. Przez ten rok poznałem więcej osób, niż znałem kiedykolwiek wcześniej. Urodziły się z tego znajomości, które utrzymuję cały czas i z których jestem niesamowicie zadowolony, są też osoby, które mam ochotę poznać bliżej, bo zdałem sobie sprawę z tego że są wartościowe, ale niestety nie mam możliwości, bo gdzieś wyjechały. Poczekam.
Są też kontakty które straciłem, w skutek takich a nie innych decyzji. Trochę żałuję, ale tak bywa. Nie mam pretensji…

7) Ja i kobiety
Tę kwestię wypadałoby podzielić na kilka etapów. Etap 1. Na początku roku było mi bliżej do ciepłego misiaka, który robiłby wszystko, żeby tylko zaimponować dziewczynie, spełnić jej oczekiwania, zaspokoić jej potrzeby i (co też nie jest pewne) w nagrodę otrzymać seks. Żałosne. Na dodatek przed spotkaniem zastanawiałem się o czym ewentualnie moglibyśmy rozmawiać, o co zapytać, jak przedstawić siebie w dobrym świetle. Wszystko przez to, że jeszcze nie do końca ogarnąłem się po poprzednim związku, a moje zdanie o sobie było na poziomie miejskiej kanalizacji.
Etap 2.
Na szczęście dość szybko się ogarnąłem, choć brakowało mi nieco pewności siebie. Tak czy inaczej próbowałem, bo myślałem w ten sposób – „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Równie często spotykałem się z akceptacją co z odrzuceniem, ale coś się działo. Byłby to całkiem dobry etap, gdyby nie kilka poważnych błędów. Przede wszystkim nie byłem w pełni szczery. A trzeba być szczerym jeśli ma się czelność wchodzić w czyjeś życie. Nie byłem do końca szczery ze strachu. Bałem się tego „co Ona sobie pomyśli”, kiedy dowie się, co tak naprawdę myślę i czuję. Wolałem grać miłego gościa i być lubianym, niż wyłożyć wszystkie karty na stół i zaryzykować to, że mógłbym usłyszeć „to było niestosowne, spadaj!” (w najlepszym wypadku). Takie zachowanie sprawiło, że są osoby które uważają mnie za ogromnego skurwiela, chuja i wstaw tu co Ci tylko przyjdzie do głowy. Jestem tego świadom i na tyle ile to możliwe starałem się naprostować te sprawy – ale nie wszystko się da. Za błędy się płaci, ja zapłaciłem swoją reputacją. Spora cena, ale nie zamierzam nad tym rozpaczać. Jeśli ktoś chce, niech żyje przeszłością. Ja idę dalej.
Etap 3.
To tak jak jest teraz. Jestem pewny siebie, choć czasem mam chwile słabości. Mówię to co myślę, mam w dupie co sobie pomyśli druga osoba. Wykładam karty na stół, nie mam oczekiwań i to nie budzi mojej frustracji w przypadku w którym nie dostaję tego, na co bym liczył. Wszystko jest czyste, przejrzyste i klarowne. Idąc na spotkanie idę na żywioł, „sprzedaje” się takim jakim jestem – chcesz, to bierz, jak nie to nie marnuj mojego czasu.

8) Pisanie
Co do tego powinienem pozostać neutralny. Fajnie się stało, że w chwili w której myśli pędziły w mojej głowie z prędkością równą prędkości światła, usiadłem do laptopa i napisałem opowiadanie. I nawet to opowiadanie spotkało się z aprobatą osób, które miały okazje je czytać. Niezmiernie mnie to cieszy. Wartość emocjonalną tego opowiadania pominę, bo wywołało to sporo szumu wokół mojej osoby.
Nie cieszę się z tego, że mimo dobrych chęci nie udało mi się wciąż napisać nic więcej – a przynajmniej dokończyć. Jest jedno opowiadanie, na kartce ledwie zaczęte. W głowie, niemal dopięte na ostatni guzik, ale jakoś nie mogę znaleźć czasu, by usiąść i przelać myśli na papier. Coś muszę z tym zrobić…

9) Hip-hop
Od dawna o tym myślałem, ale dopiero po wakacjach zdecydowałem się zapisać (razem z kumplem) na kurs hip-hopu. I powiem tyle. MEGA. Choć to tylko 60 minut w tygodniu, to nadaje to całemu tygodniowi rytm. Nie żebym był w tym zajebisty, nie. Dopiero zaczynam, ale widzę że robię postępy. Nauczyłem się wyczuwać rytm, nawet nieświadomie kiedy słucham jakiegoś kawałka, moje ciało rusza się w rytm muzyki. W pracy się z tego śmieją, a ja się tym jaram jak małe dziecko, bo później widzę znaczną różnicę na parkiecie. Poza tym ruszam się! Siedzenie po 8 godzin (lub więcej), pięć dni w tygodniu w biurze robi swoje. I możliwość ćwiczenia świetnie wpływa na samopoczucie. Spodobało mi się na tyle, że staram się jak mogę powtarzać całe układy lub poszczególne ćwiczenia w domu. W sferze cielesnej (związanej tylko z moim ciałem) dawno nic mi się nie chciało, a teraz mi się chce i to BARDZO.

Też mógłbym pisać dalej, ale tyle mi wystarczy.

Podsumowując – ten rok był jak dla mnie najlepszym rokiem do tej pory. Niewątpliwie sporo dał mi właśnie ten blog, za co już na swój sposób podziękowałem (dedykacja). Uważny czytelnik bez trudu do niemal każdego punktu mógłby dokleić link do odpowiedniego artykułu z V.
Na swój sposób dojrzałem i teraz wiem co chcę robić teraz i co za jakieś 5 lat, jak wypełniać wolny czas i z kim upijać się w piątkowe wieczory. Na całe szczęście mam z kim, i choć pewny jestem zaledwie kilku osób, to przynajmniej za te osoby jestem w stanie wypruć sobie żyły, nie spać, nie jeść, byle tylko móc się spotkać i pokiwać głową w geście rozumienia równocześnie popijając piwem.

Nev

Arnold
Gość

Volant, zajebiście podsumowałeś swój rok, widać, że się nie opierdalałeś – gratuluję.

Ja też jestem Twoim czytelnikiem to też co nieco napiszę o sobie (może nie tak obszernie jak Adrian)… Od razu wszystkie pozytywne rzeczy przysłania mi moja porażka jaką odniosłem w tym roku – relacje damsko-męskie. Przez cały rok właściwie stałem w miejscu i z powodu braku jaj spierdoliłem to i straciłem wiele czasu. Wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego tak trudne to dla mnie jest.
Szczęście przynosi mi mój zdrowy tryb życia, zajmuję się atletyką (głównie kulturystyka). Zanotowałem dobry progres zarówno sylwetkowy jak i siłowy, także w tej „fizycznej” dziedzinie życia nie mogę narzekać. Planuję zostać instruktorem kulturystyki z pasji (ale nie będzie to raczej moje główne źródło dochodów)
Dodatkowo w tym roku piszę maturę, ale nie poddaję się i regularnie uczę się moich przedmiotów maturalnych, co mnie cieszy, bo zawsze miałem problem z motywacją do nauki. Teraz jak trzeba to robię i tyle.

Tak skromnie napisałem, spać mi się chce :)
pzdr.

Barlow
Gość

Zajebiście.

Cieszę się,że ten rok był aż tak zajebisty. Volant nie jest taką leniwą świnią jak ja. Tak trzymaj ;)

v
Gość

Fajnie Volant ;) Wygląda jak bardzo udany rok.
Ciekaw jestem tych styczniowych projektów.

Oby tak dalej.

Marzoli
Gość

Na początku roku odeszłam od mężczyzny z którym byłam kilka lat i…czuję się cudownie. Przeszłam jakąś przemianę wewnętrzną , czuję się bosko. Ten rok jest dal mnie wyjątkowy. Jestem sama ale samodzielna , pewna siebie , robię to na co mam ochotę, kiedy tylko mam na to ochotę czytam, maluję , tańczę, śpiewam , kładę się spać kiedy chce i spędzam w łazience tyle czasu ile żywnie mi się podoba, mam masę sukienek w szafie, zajebiste samopoczucie ,wciąż się śmieje i tyle rzeczy sprawia mi radość … istna euforia :D Odnalazłam siebie i nie zamierzam już nigdy z siebie rezygnować dla jakiegoś nieudacznika. Dawałam kosza wielu facetom…nie byli dla mnie a ja nie byłam dla nich , już to przerabiałam i wiem że żadne docieranie się nie działa. Teraz wypatruję mężczyzny dla siebie i wiem że gdy się pojawi będzie mój.
Mam lepszą pracę , którą oczywiście lubię, w której spotykam masę ciekawych ludzi , studia sprawiają mi jeszcze większą satysfakcje … bo od „tamtej pory” mimo że żyję w ciągłym pośpiechu (który kocham)to potrafię się czasem zatrzymać na chwilę :) i nie przejmuje się prawie niczym. Jestem istnym oceanem spokoju i radości , zawsze robię to na co mam ochotę a jeśli nie wiem co robić oddzielam to czego naprawdę pragnę od tego czego się boję i już wiem( dawno nie czułam, że nie wiem o co mi chodzi). Nigdy nie myślę za innych – pytam , nie wymyślam scenariuszy.We wszystkim odnajduję jakieś pozytywy , a jeśli spotyka mnie coś przykrego wyznaje zasadę: nic , nie trwa wiecznie , jeśli to nie skończy się za 15 min to skończy się jutro czy po jutrze …

Nigdy nie narzekam bo przyjmuje życie takim jakie jest, kocham siebie za to kim jestem i chyba dlatego dziś czuję w sobie takiego kopa, tyle radości tyle energii … czasami słyszę M – Ty coś brałaś? piłaś dziś? Jak Ty to robisz? … :) po prostu pogodziłam się z życiem , kocham siebie i dlatego traktuję siebie najlepiej jak mogę :) prosta recepta na szczęście a efekt jest niesamowity.
Może ktoś kiedyś sprowadzi mnie na ziemię ale sama na pewno tego nie uczynię :)
Pozdrawiam Was wszystkich i życzę Wam w nowym roku tego co dla Was i według Was najlepsze :)

Kamaah
Gość

Miniony rok był dla mnie rokiem złych decyzji, które niesamowicie wiele mnie nauczyły. Też sobie wypunktuje, a co!

1. Szkoła

Uczenie się zaocznie nie jest dla mnie w ogóle uczeniem się. Chodzenie na zajęcia dwa razy na dwa tygodnie i siedzenie w szkole cały Boży dzień jest kompletnie bez sensu. Jak wspomniał Nev, ludzie są tam starsi, nudniejsi, a ja jestem na tyle młoda, że zaczęło mi to przeszkadzać. Chociaż miałam możliwości, przestałam się uczyć. Zaczęłam znów – tym razem dziennie.

2. Wyprowadzka

Jestem wręcz bardzo młoda! Decyzja o opuszczenia rodzinnych pieleszy była bardzo impulsywnie podjęta jednak plucie sobie potem w twarz nic nie dawało. Mieszkanie w starej kamienicy, nieszczelne okna zaowocowało dość poważną chorobą a jej skutki odczuwam do dziś, moja odporność w dalszym ciągu nie potrafi stanąć na nogi. Moje serce płakało z żalu za pieniędzmi oddawanymi właścicielce za taką ruderę, ja wpadałam w depresję za każdym razem kiedy musiałam wstać do pracy, której nienawidziłam ze szczerego serca, a samotność mnie jeszcze bardziej dobijała. Wróciłam więc do mamusi. Teraz znów z nią nie mieszkam, jednak w chwili obecnej mieszka mi się rewelacyjnie, chociaż jedno łóżko dzielić muszę z kuzynką. Żałuję, że już dawno nie zdecydowałam się na wspólne z nią mieszkanie.

3. Praca

Wiem jedno – gastronomia nie jest z pewnością moim życiowym powołaniem. Rzuciłam znienawidzoną pracę i zapewniałam: nigdy więcej barów. Miesiąc później miałam nową pracę, gdzie? Nietrudno zgadnąć. Pracuję tam do dzisiaj, już jakieś pół roku dochodząc do wniosku, że bardzo dużo zależy od współpracowników. W mojej obecnej pracy to oni sprawiają, że kiedy kończę swoją zmianę, aż żal mi jest wracać do domu z obawy, że ominie mnie coś co potem będę z uśmiechem wspominać.

4. Czas

Nie mam go za dużo. Rano szkoła, po szkole i w weekendy zapierdalam jak wół. Każdą wolną chwilę jednak poświęcam sobie, czytam, rozwijam się w temacie, z którym planuję swoją przyszłość. Jestem z siebie dumna.

5. Miłość

Jeszcze mam na to czas. Nic na siłę. To moje ostatnie wnioski. Czy trafne? Wisi mnie to :P

I tak Volant, wiem, że jedną z czytelniczek, których się nie boisz jestem ja, gdyż ani razu JESZCZE nie proponowałam Ci sexu, co nie oznacza, że wkrótce tego nie zrobię :D Wesołych świąt Ci życzę Michał, szczęścia też i żebyś naprawdę spełniał się w tym co robisz.

Night
Gość

Kochamy cię Michałku!

Rozkapryszona Królewna
Gość

Mój rok był ciekawy, miał wiele odcieni, dlatego uważam go za udany.
Początek roku przywitał mnie w pierwszym autobusie do domu, wracającą z najgorszego w życiu Sylwestra, pijaną, upaloną, pokłóconą z otoczeniem, idiotycznie popłakującą w miejskiej komunikacji. Słaby Nowy Rok.
Kolejne dni przyniosły faceta, z którym wcale nie chciałam być a z którym przebujałam się przez kilka miesięcy, oczywiście bez najmniejszych wyrzutów sumienia go zdradzając. Świadczy to o mojej beznadziejnej słabości i braku jaj. Nauczyło mnie to, że nie ma co tracić czasu na półśrodki. Lepiej zmierzać wprost do celu i nie tracić energii na coś, na czym w gruncie rzeczy mi nie zależy. Jakie to proste.
W czasie wakacji byłam w dwóch miejscach na praktykach i zdecydowałam się którą ścieżką pójdę po studiach, co dało mi bardzo wiele. Wybrałam temat magisterki, wiem, co będę robić w życiu zawodowym za kilka lat, udało mi się znaleźć pracę w przyszłym zawodzie, lada dzień ją zacznę, czuję się ustawiona jakoś w tej sferze, właśnie dzięki temu, że zdałam sobie sprawę co tak naprawdę chcę robić. Praktyki rozwiązały mi sprawę, szybko zorientowałam się w czym jestem dobra i w czym warto się rozwijać. Dało mi to OGROMNE poczucie bezpieczeństwa, nawet nie wiedziałam, że to aż tak ważne i daje taki komfort.
Czytam mnóstwo książek, odhaczam kolejne pozycje filmowe, wprowadziłam do mojego życia zasadę małych kroków, tzn. czynienie w życiu codziennym drobnych aktów staranności, ale regularnie, tym sposobem można nie czyniąc wielkich wysiłków uzyskać widoczny efekt, boskie. Sprawiam sobie przyjemności, dbam o siebie, sama ze sobą staram się spędzać miło czas, tzn. od czasu do czasu kupię sobie jakiś fajny zupełnie niepraktyczny drobiazg albo książkę, na której mi strasznie zależy, dawniej nie robiłam takich rzeczy.
Narkopolityka – wow, kolejna ważna dla mnie rzecz. Narkopolityka i narkotyki zawsze wydawały mi się ważne, mimo to nie zajmowałam się tym. Któregoś dnia zapytałam się „dlaczego?” i tak oto rozwijam się w tym. To ma dla mnie znaczenie też w takim wymiarze, że zrozumiałam dzięki temu, że warto robić porządki, (tak tak Volant, mam nadzieję, że wiesz, że masz spory wpływ na moje życie) wywalać to, co niepotrzebne i skupiać się na tym, co najważniejsze. To efekt. W wolnym czasie idę na spotkanie koła, debatę czy pokazy filmów zamiast np. spotykać się z facetem, który chce zbudować mi dom, spłodzić syna i zasadzić ze mną jabłonkę, na co ja wcale nie mam ochoty.

Słowem, czuję siłę:) Także dzięki temu niezwykłemu, wyjątkowemu miejscu.

dsa
Gość

Wiesz, niekoniecznie jestes beznadziejnym pisarzem jezeli teraz cie nie czytaja np Kafka uznanie po smierci Sekspir itp :P :D Suma sumarum terraz pewnie nie zalezy im na uznaniu
Czyli Volant praktycznie brak zasad, zaczales stosowac pragmatyzm – muzyka pop jest popularna to bede gral w czyms takim? Zasady, Morlanosc jaki masz stosunek do tych kwestii? Dzieki za odpowiedz
Dobrego 2012 zycze

wpDiscuz