Kiedy znów siebie skrzywdzisz?

Kiedy znów siebie skrzywdzisz?

Poza osobami, które mi zazdroszczą, klasyczny przeciwnik bloga, to kobieta, niewiele przed trzydziestką, samotna, mocno wierząca w Chrystusa Pana oraz posiadająca tak silny kręgosłup moralny, że papież przy niej wygląda jak czterdziestoletnia prostytutka odbywająca w sali śmierci wyrok za popełnienie serii spektakularnych morderstw.

Co tacy ludzie mogą powiedzieć o mnie?


Wiele, ale na pewno nic dobrego. Ciekawego też nie.

Nie to żebym nie doceniał ich argumentów, ale fakt faktem, za każdym razem pojawiają się te same – zaczynające się od słów: „VOLANT TY… (tu zwykle pojawia się pieszczotliwe określenie na dzi…, chu… lub ku…)*, a dalej do wyboru (cytuję):

1) Jak możesz nie zwracać uwagi na to co inni myślą?

Jak się tego spróbuje, okazuje się to całkiem proste.

2) Zachowujesz się jakbyś mógł mieć każdą i wybierasz tylko te, które są zbliżone do twojego ideału. Nie rozumiesz, że jedno to jest to czego się chce, a drugie to co życie przynosi?

Nie. Nie rozumiem, bo ludzie też mają wpływ na to co dostają.

3) Jak możesz nie szanować innych ludzi?

A po co to robić? To oni powinni siebie szanować. Zresztą w podobnych wypadkach Nietzsche pisał, że ludzie mówiący dużo o szacunku, to ci którym nikt go nie okazuje. I chociaż podobno pod koniec życia zaczął rozmawiać z koniem, to w tym wypadku zgodziłbym się z nim bez żadnych zastrzeżeń.

I na koniec najfajniejszy punkt:

4) Jak możesz nie zwracać uwagi na to czy kogoś krzywdzisz czy nie?

Interesujące, że takie rozterki mają głównie kobiety osamotnione lub nieszczęśliwe i tkwiące w związkach bez przyszłości tylko po to żeby mogły później powiedzieć: „Tak wiele razem przeszliśmy”. Nie wiem skąd bierze się skłonność do myślenia, że czyjeś dobro jest ważniejsze niż nasze. Nie wiem skąd zapominanie, że to każdy sam jest odpowiedzialny za jakość swojego życia. Skąd te wszystkie Matki Teresy, które każdego dnia obrywają w łeb patelnią, a później pochlipują: „Nie odejdę, bo go skrzywdzę”. Może głupi jestem, ale zwyczajnie nie rozumiem i tak jak naprawdę lubię być w otoczeniu kobiet, to nie wtedy kiedy jesteście aż tak żałosne. Zdanie o możliwości niekrzywdzenia ludzi strasznie mnie bawi, bo wtedy moja wyjątkowo mało rozwinięta wyobraźnia podsuwa mi dziesiątki dość typowych sytuacji, w których widzę takie kobiety, a one muszą wybierać pomiędzy tym co jest dobre dla nich, a tym co jest dobre dla kogoś innego.

Jesteś nieszczęśliwa w związku, ale on ciebie kocha, więc zostajesz z nim, bo nie chcesz żeby cierpiał, czy odchodzisz?

Chcesz realizować się pnąc się po drabinie kariery, ale twój partner odradza ci to argumentując, że jemu jest lepiej kiedy zajmujesz się domem. Co robisz?

Masz szansę spełnienia swojego wielkiego marzenia, ale obiecałaś bliskiej osobie, że będziesz z nią tego dnia. Wybierzesz zobowiązanie czy marzenie?

Łatwo czy trudno wybrać? Jeśli trudno, to mam ostatni przykład…

Masz firmę. Twoja konkurencja walczy z tobą o zlecenie, które zadecyduje o jej rynkowym być lub nie być. Masz znacznie większe szanse na wygranie przetargu. Właściwie masz już go w kieszeni. Przyjmiesz go czy odrzucisz dla dobra konkurencji?

Idę o zakład, że większość z was w ostatnim przypadku bez wahania odpowie: „Jasne, że przyjmę, bo zwiększę swoją przewagę na rynku, zarobię kupę szmalu i nie będę miał konkurencji” i całkowicie szczerze ma w dupie fakt czy komuś zrobi się z tego powodu przykro, „bo to obcy ludzie, a my tylko robimy swoje – jeśli konkurencja nie nadąża to trudno – ich sprawa, ich zarząd, ich marketing, ich broszka. Zresztą, to wyłącznie ONI są odpowiedzialni za swój rynkowy byt i słupki sprzedaży, więc co nam do tego?” Brzmi to na tyle rozsądnie, że naprawdę nie rozumiem dlaczego nie brzmi równie rozsądnie kiedy myśli się o tym w kontekście swojego życia. To że ktoś ulokował w was penisa sprawia, że nagle przestaje być odpowiedzialny za to co go spotyka? Staje się mentalnym kaleką? Ubezwłasnowolnionym kretynem?

W teorii negocjacji jest jedno cholernie ważne zdanie: „Za każdym razem kiedy nie pracujesz na własne cele, pracujesz na cele kogoś innego”. I ja wiem że wszyscy ludzie chcą być dobrzy, mili i pomocni, bo mama ich tak uczyła i nie mówię, że trzeba krzywdzić ludzi, ale czasem będąc dobrym dla kogoś jest się złym dla siebie, i wtedy trzeba wybierać…

Kogo?

Siebie. To nasz OBOWIĄZEK. Już pierwsza kodyfikacja praw człowieka zawierała słowa: „Każdy ma prawo do szczęścia”, więc korzystaj z niego tak często jak to tylko możliwe. A inni niech sobie mówią o tobie co chcą, bo to i tak lepsze niż krzywdzenie siebie samej.

No chyba, że to lubisz. Wtedy jesteś idiotką, ale kilka takich już zostało męczennicami, więc może i na ciebie czeka szybka pośmiertna beatyfikacja.


* Żeby było jasne – mówię o takich słowach jak: dziecinko, chudzinko i kupidynie.

Dodaj komentarz

60 komentarzy do "Kiedy znów siebie skrzywdzisz?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rinzler
Gość

Volant szczerze nie spodziewałem się u Ciebie Nietzsche. Czyżby wpis stworzony przy lekkim zdenerwowaniu. 2 post z kolei krytykujący społeczeństwo.
I szczerze masz zupełną rację.

Kamaah
Gość

Dziękuję. Poprostu.

Bartek
Gość

Rinzler, jak Ty się nie spodziewałeś u Volanta Nietzsche, to kogo się spodziewałeś? Szymona Hołowni?

Guido
Gość

E, no co Ty? Przynajmniej Terlikowski! Hołownia miętkim chu(dzinką) jest robiony. :D

Ltblue
Gość

Aww yeah! Uwielbiam takich ludzi, o ktorych piszesz. ;) Lubie takie wpisy, good job :P

Syriusz
Gość

hahahah Michał już miałem pisać uwagi na mejlu ale…
Nie mam żadnych uwag, lepiej bym tego nie ujął co dziś napisales:D

kulka
Gość

Ja kompletnie nie rozumiem, jak ktoś mógł Ci zadać takie pytanie:
„Zachowujesz się jakbyś mógł mieć każdą i wybierasz tylko te, które są zbliżone do twojego ideału. Nie rozumiesz, że jedno to jest to czego się chce, a drugie to co życie przynosi?”
To chyba oczywiste, że w życiu, jeżeli ma się taką możliwość, zawsze wybiera się coś lepszego. Nie mogę wyjść z podziwu dla autora tego pytania, naprawdę.

dsa
Gość

Ziefff, kilkanascie podobnych tekstow, tylko w innych slowach czytalem. Eh, moglbys sie Volant bardziej wysilic i napisac cos od siebie, a nie powielac 100 razy czegos, o czym wszyscy wiedza, slyszeli i sa uswiadomieni.

Guido
Gość

Fajnie, fajnie Volant :D :D

Widzę, że osobowość ofiary każe sobie szukać kata nawet w świecie wirtualnym w Twojej osobie. Niedługo pewnie będziesz dostawał coś w stylu: „To twoja wina! To przez takie wpisy jak ten mój stary zniszczył mi życie” itp.

„Obawiam” się tylko, że Twoje logiczne tłumaczenia nic nie pomogą, bo (pomijając jakieś patologiczne mechanizmy kat-ofiara) wiesz co je napędza, by pisać to do Ciebie i nie tylko do Ciebie? Lęk przed brakiem kontroli na mężczyzną typu Volant. Nie mają absolutnie żadnej kontroli: embargo na seks nie zadziała, bo można iść gdzie indziej; lęk przed piekłem odpada, bo w piekło się nie wierzy; społeczne gówniane zasady – co się powinno, by ludzie nie gadali – bardziej niż się je przestrzega, to raczej dla zabawy łamie.
I powiedz, jak tu kontrolować takiego gościa?

Brak kontroli, to lęk, że stanie się nie tak, jak ona sobie myśli. Lęk to cierpienie. A jak już cierpi, to łatwiej jej przerzucić odpowiedzialność za to na innych (na Ciebie :) ) niż przyznać przed sobą, że jest manipulatorką, bo wtedy nie może myśleć, że jest taka biedna, słaba i zasługuje na współczucie, uwagę – że jest po prostu lepsza.

Trzymaj się i powodzenia!

Leif
Gość

Widzę, że nie tylko ja doszedłem do podobnych wniosków – wreszcie na jakiś normalnych ludzi (w większych ilościach) trafiłem :)

Lola
Gość

O.oł. Widzę, że autora posta męczyły jeszcze miesiąc rozmyślania nad moimi mailami. Przykro mi, że ktoś wyjmuje z kontekstu pojedyncze zdania.

1.Oczywiście, że wybiera się kogoś lepszego, ale zależy co znaczy „lepszego”. Również oczywiste jest to,że nie ma sensu głodzić się, żeby zsolidaryzować się z biednymi dziećm w Afryce. Kto tu mówi o męczeństwie? Ale jeśli ktoś szuka czegoś więcej, związku a nie przelotnego seksu, to trzeba liczyć się z tym, że albo trzeba obniżyć wymagania co do wyglądu, albo co do charakteru. A poza tym może warto nie osądzać z góry i po sekundzie „HOT or NOT”.

2.Co do sprawy szacunku to się nie zgadzam. Zdanie na ten temat może wynikać z ideałów. Z tego co zauważyłam możliwe, że większa część ludzi mnie szanuje bardziej niż lubi. Wiem, może nie zabrzmiało skromnie ale Pan Volant lubi fakty.

3.Hm..Można walczyć o swoje nie naruszając wolności, prywatności innych. Oraz nie wygrywając swoich celów czyimś kosztem.
Do Matki Teresy mi daleko.
Do kobiety pod trzydziestkę też bo mam ledwo ponad 18 lat, albo aż. Może jeszcze za mało znam życie. Ale trochę też już swojego przeszłam. Nie narzekam. Warto wyciągać wnioski.

Jak już jesteśmy przy uwiązaniu się innej osoby i Twoich przykładów Panie Volancie (wulgaryzmy to okaz brak panowania nad emocjami i niepewność argumentów). Owszem i o tym również pisałam wcześniej. Trzeba mieć swoje marzenia i je realizować, dbać o siebie, o bliskich. Trzeba być asertywnym i nie można dostosowywać się ciągle do innych. Ale wszystko to zależy od priorytetów itp itd. Osobiście uważam, że obietnice warto spełniać, ale rzeczywiście nie można robić wszystkiego kosztem siebie. Jeśli ktoś ma na tyle siły aby być Matką Teresą to chwała mu za to, o ile robi to dla innych i dla tego w co wierzy, a nie dla swojego ego, żeby poczuć się lepiej. W partnerstwie nie można narzucać komuś czegoś, ale jednak chyba pewne rzeczy ustala się wspólnie. Co nie znaczy, że trzeba być kura domową, bo mężowi tak pasuje. Ale wszystkie te podpunkty to temat rzeka.
Nie lubię kiedy ktoś wyrywa słowa z długiego tekstu w dodatku całkowicie je przekręcając. Nie jestem dewotką, która uważa, że człowiek powinien najlepiej się biczować w domu i dać się wszystkim opluwać, żeby udowodnić swoją świętość i pójść do nieba.
Co do seksu-kwestia ideałów, moralności, wrażliwości, zasad itd. Nie mieszam się. każdy ma swoje.
Rynek pracy to chyba zły przykład. Tam obowiązują zasady. Ludzie muszą z czegoś żyć. Trudno. Konkurencja zniknie, tylko teraz zależnie od wartości danej osoby, ważne zaczyna być raczej w jaki sposób wygrała przetarg. Oszustwem czy dzięki szczęściu i inteligencji oraz doświadczeniu. No chyba, że dla kogoś nie jest ważne jakich środków użyje to ok. Jego sprawa. Nie ma płaszczyzny do dyskusji.
Tak samo z „wkładaniem penisa”.
Ale myślę, że jest różnica, bo seks jest związany mocno z psychiką. Można wykorzystać czyjąć słabość w danym momencie, stan psychiczny,upojenie alkoholowe, żeby osiągnąć swój cel, zaspokoić się. W końcu ważni jesteśmy tylko my i to czego chcemy, tak??
Taka osoba może nawet nie odrazu zdając sobie z tego sprawe może być zraniona na całe życie. Myślę, że tu w grę nie wchodzą ideały. A to co mówię to raczej jedynie potwierdzony faktami psychologiczny punkt widzenia. Co innego jeśli kobieta chce uprawiać seks z kim popadnie ma swoje zasady i priorytety. Ok. Jej sprawa. Jeśli obu stronom to pasuje.

Dziękuję za posta, pochlebia mi Volancie, że myślałeś nad tym tyle czasu. Szkoda tylko, że zauważyłeś tylko 3 pytania, które tworzyły z resztą tekstu całość.

P.S. Terlikowski fajny gość. Znam go osobiście. ;p

Lola
Gość

A no i zgadzam się z Panem nade mną: temat oklepany trochę. Śmieszy mnie jak postrzegane są osoby wierzące. Nie każda jest fanką Rydzyka, nosi beret moherowy i chodzi codziennie w powłóczystej sukni zakrytej od góry do dołu, bez makijażu i z pokutnym wyrazem twarzy, wierząc bezmyślnie i zabobonnie słowu każdego księdza i każdego faceta typu Terlikowski i Hołownia. Nikt nie jest wyrocznią. Także to szerooooki temat. Walczę o swoje ideały i nie wstydzę się ich. Dość zresztą radykalnie, bardzo radykalnie. Nie narzekam jakoś na powodzenie u osób które mają dużo inne poglądy. I myślę, że nie wynika to tylko z uroku osobistego bo nie wiem jaką pięknością nie jestem. Tyle na ten temat. Proszę nie sypać ogólnikami, bo mieć konkretne argumenty to sztuka. Zamiast gadać „Wszyscy księża to zboczeńcy”, „Jak wierząca to moher”.
Poza tym, każdy ma swoje zdanie i wartości. Porządna dyskusja polega na tym „Ja szanuję Ciebie i Twoje zdanie, a Ty mnie”, bo widać co się dzieje jak spotyka się Tusk z Kaczyńskim. Chyba, że ktoś woli być jak zwierzę wypuszczone z buszu. ;]

Syriusz
Gość

1. Nie warto okazywać szacunku komuś z góry, na szacunek trzeba zapracować.
2. Na początku warto osądzić z góry, jeśli ‚Hot’ to dziewczyna przeszła dopiero fazę wstępną;) Szukamy ideałów, lub osób podobnych sobie pod względem atrakcyjności, w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu.
3. Można walczyć o swoje nie naruszając wartości innych. Tylko po co? To kwestia moralności, uważam, że to sprawa kogoś kto ową moralność posiada. Niech każdy robi co chce, ze ZDROWYM egoizmem.
Wulgaryzmy to również forma ekspresji, prosty wybór, przeklinam bo czasem lubię wyrazić ekspresję właśnie w ten sposób i nie musi to mieć żadnego głębszego znaczenia. Mówię tak bo chce i lubię.tak poprostu.
Co do innych podpunktów, nie każdy uważa związek za sztukę kompromisów,
niektórzy wolą 2 dopasowane całości, robię co chce a 2 osobie to odpowiada i również robi co chce jednocześnie nie przekraczamy linii w obu stronach – takie ying yang.

Lola
Gość

1. Jest rozgraniczenie na szacunek jaki się każdemu należy ze względu na to, że każdy przedstawia jakąś wartość, samo to że jest człowiekiem. Drugi rodzaj to to, że ktoś nam imponuje tym co robi.

2.Prawda.

3.Racja. Kwestia moralności. O tym pisałam.

Nev
Gość

1) Większa część ludzi zasługuję na pogardę, aniżeli na jakikolwiek szacunek, bo reprezentują swoją osobą poziom zbliżony do poziomu rynsztoku. To że ktoś jest człowiekiem, oznacza tylko tyle, że X lat temu, jakaś kobieta uprawiała seks z jakimś facetem dając życie tej jednostce. I nic więcej. Tak jak napisał Syriusz na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Zgodnie z Twoim rozumowaniem, ludzi należy szanować za to, że są ludźmi. Tym bardziej, jeśli człowiek o którym mówimy jest Twoim ojcem. Ja swojego nie szanuje, ani trochę. Nie żywię do niego nienawiści. Niech sobie żyje i niech wiedzie mu się dobrze, ale na MÓJ SZACUNEK nie zasłużył, bo więcej w życiu spieprzył, niż zrobił dobrego.

Bartek
Gość

„Ale jeśli ktoś szuka czegoś więcej, związku a nie przelotnego seksu, to trzeba liczyć się z tym, że albo trzeba obniżyć wymagania co do wyglądu, albo co do charakteru. A poza tym może warto nie osądzać z góry i po sekundzie „HOT or NOT”.”

Dlaczego? Dlaczego mam obniżać wymagania, skoro mam z tą osobą spędzić jakiś dłuższy okres, oddać jej troche ze swojego życia? Tu jest odwrotnie, jeśli mówimy o jakimkolwiek obniżaniu wymagań to w przypadku kogoś kto mnie czymś jednym pociąga i wiem, że tylko jedna noc będzie dla nas, nie zdąże dostrzec wad, które mogły by wpłynąć na moją decyzję i to zostanie w mojej pamięci. Jeśli mam dać komuś coś więcej to chce, żeby ta osoba była wyjątkowa. Obniżyć wymagania co do wyglądu? Dlaczego mam być z kimś, kto nie pociąga mnie w tym stopniu, że za każdym razem jak ją widzę to sobie myślę „O ja pierdole! Jaka ona jest zajebista!” i mi się to nie nudzi? Dlaczego mam obniżać wymagania co do charakteru? Mogę zaakceptować, że np rozrzuca skarpetki po pokoju jeśli mnie to nie irytuje ale dlaczego mam znosić wady, których nie chce w niej widzieć? Ocenianie hot or not jest proste i bardzo logiczne, bo albo ktoś mi się podoba albo nie, jeśli tak to chce ją poznać i może coś z tego będzie, jeśli nie jest dla mnie hot to nawet jak ją poznam to nic z tego nie będzie. Albo chce czegoś od życia, albo decyduje się na to co mi życie daje. I to zdanie chyba najlepiej podsumowuje to co chciałaś wiedzieć pisząc swój post.

Lola
Gość

Wiadomo, że nie dostrzegamy wad na początku i z jakichś powodów się zakochujemy. Od tego zaczyna się każdy związek, od jakiegoś zauroczenia. Przyciąga nas najpierw wygląd. Ale to głupie poznawać się tylko z „najpiękniejszymi”, bo nie mówimy tu odrazu o seksie, czy związku. Warto poznawać kobiety ze względu na to jakie one są. Nie z każdą trzeba się od razu żenić. Chyba, że dla kogoś kobiety kwalifikują się tylko do kategorii: sam seks, lub związek. Ja się przyjaźnię z facetami, z którymi w życiu bym się nie związała i mimo że niektórzy są dużo bardziej niż „mało pociągający”, to nie oceniam ich za to. I tak jest kiedy poznaję ludzi. Można tak poznać super kumpli.
Chodzi raczej o nie wymaganie od kogoś bycia idealnym, jeśli sami nie jesteśmy. Wiadome jest też gadanie ludzi,że patrzą w pierwszym momencie na charakter, co jest kłamstwem, bo wszyscy zaczynamy od wyglądu i nie mamy specjalnego wpływu na to kto nas pociąga.
Każdy ma swoje wewnętrzne kryteria. Chodziło mi o to, że właśnie każda kobita okaże się w końcu mniej idealna niż sobie wyobrażaliśmy. Dlatego ludzie tak szybko zmieniają związki. Coś im nie pasuje i od razu „bye”. My sami możemy być tak samo irytujący. Nad związkiem się pracuje, jeśli się kogoś kocha. Chyba, że słowo „miłość” to zbyt wielkie ideały? Definicja i tak jest dyskusyjna dla niektórych. Jeśli ludzie zrywają tylko dlatego, że nagle ktoś kogoś irytuje, to życzę powodzenia. Tak nigdy się nie zbuduje poważnego związku. Chyba, że kogoś trwałe związki na całe lata nie interesują.

Bartek
Gość

Tak, właśnie mówimy o seksie i o związku, nikt o żadnych innych kryteriach tu nie mówił, chyba że coś przeoczyłem w cytacie do którego się odniosłem. Koleżanki mnie osobiście muszą odpowiadać charakterem i na tym bazuje. Poznawać chce kobiety, które mi się podobają i mnie do nich ciągnie. Koleżanki poznaje „przy okazji”. Ty chyba też kumpli nie poznałaś, bo zaczęłaś ich podrywać.
„Dlatego ludzie tak szybko zmieniają związki. Coś im nie pasuje i od razu „bye”. My sami możemy być tak samo irytujący. Nad związkiem się pracuje, jeśli się kogoś kocha.” – Wybacz ale to jest bez sensu i to totalnie. Jeśli się kogoś kocha to nie od razu. Głównym aspektem miłości jest przywiązanie do drugiej osoby, dla którego trzeba czasu. Jeśli ktoś mi nie pasuje i OD RAZU mówie bye czy robie to po jakimś krótkim okresie czasu, to czy można mówić o miłości? Nie można. Jeśli jestem z kimś dłużej to nie może mnie irytować, to awykonalne, bo już dawno bym z tym skończył. Pracować w związku można nad detalami. I to detalami minimalnymi. A jeśli chodzi o ideały to ja nim nie jestem, jestem „romantycznym skurwysynem” (cytat dziewczyny) i nie szukam szeroko pojętego ideału jeśli chodzi o związek. Szukam osoby, która da mi to czego chcę i zostanie przy tym tą samą osobą, którą była przy poznaniu, a nie zmieni się w zazdrosną/zimną/wkurwiającą/niedostępną/popieprzoną panienkę (skreślić niepotrzebne).

Lola
Gość

Racja tu to zdanie tak brzmi, ale to co pisałam o Volancie dotyczyło bardziej jego segregacji kobiet w szerokim tego pojęcia znaczeniu, oceniając bez zastanowienia i nie tylko pod względem materiału na przyszłą partnerkę, czy kochankę. Zarzucałam traktowanie kobiet wyłącznie kobiet jako maszyn seksualnych. Być może nie do końca trafnie. A o to strzępki zdań połączone w jedno przez Volanta. Pamiętałam je. Prawdziwy tekst wygląda tak i ma inne znaczenie oddzielne. Dotyczy czegoś innego.

„Odniosłam wrażenie, że kobiety traktujesz najczęściej w kategoriach seksu, bo ciągle chwalisz się swoimi podbojami, nawet mimochodem. Przelecieć jak najwięcej lasek. Zachowujesz się jakbyś mógł mieć każdą i tylko wybierał po pierwszy zerknięciu: tą warto tylko przelecieć, ta głupia, ta brzydka, z tej może być materiał na dziewczynę, ta widać że na mnie leci”

„Jasne że wolałoby się mieć super przystojnego męża z dobrą pracą studiami i masą zalet. Ale jedno to jest to co wydaje się, że chcemy, a drugie to życie, które różne rzeczy przynosi. Nie stawiam na urodę, pieniądze i fajny seks. Żeby wziąć ślub trzeba najpierw z kimś być i się dotrzeć, tak mi się wydaje.”

W tym drugim chodziło o to, że jak się kogoś kocha to raczej głupie jest ocenianie ze względu na pewne kryteria. Nie było tu mowy o cierpliwym znoszeniu czyjegoś wrednego charakteru. Raczej o daniu sobie szansy i otwartości na to, że może życie przyniesie nie do końca coś co sobie z góry ustaliliśmy, ale może właśnie to polubimy, czy pokochamy nie upierając się przy tym, że „musi mieć zielone oczy, zarabiać 10tys. na miesiąc” i nikt tu nikogo nie zmusza, żeby dostosowywał się do innych i wszystkiego wokół.

Kolegów nie poznałam przez podrywanie szczególnie że ja „nie chodzę na podryw” i nie kokietuję przesadnie, tylko poznaję ludzi a jak się z tego coś urodzi to ok.
Co do miłości. Owszem. Potrzebuje czasu, ale nie jest to jedynie stan emocjonalny, a chęć uszczęśliwienia drugiej osoby. „Odrazu” nie znaczy „zaraz po zapoznaniu”, tylko „kiedy nagle po dłuższym czasie zaczyna mi coś nie pasować”. W dodatku emocje przychodzą i odchodzą, a czasem żałujemy całe życie tego co zrobiliśmy jeśli utraciliśmy coś na czym jednak nam zależało.
Swoją drogą zboczyliśmy trochę na inne tory. Te wszystkie pytania i tematy są szerokie jak rzeka. Raczej ciężko o takich rzeczach rozmawiać na forum.

Bartek
Gość

Volanta i jego kwalifikacji nie będę oceniał. Dlaczego? Bo mnie stosunkowo mało ona obchodzi, mam swoje życie. Lubię jego teksty, z większością się zgadzam, nieraz do podobnych wniosków doszedłem ale nie mam zamiaru się na nie oburzać jeśli mi coś nie pasuje.

O związku mówisz tak jakbyś w za dużej ilości ich nie była (czego nie wiem). Dlaczego? Otóż po kilku kobietach/mężczyznach w życiu dorastasz i wiesz już czego mniej więcej oczekujesz od kolejnych. Mały przykład: kobieta jest pedantką, ja jestem z natury taki, że wszędzie leży wszystko, a jak mam poukładane to się źle z tym czuje. Jaki z tego wniosek? Nie wyjdzie nam. I choćbym nie wiem jak się miał wtedy starać, to nazbiera się tego tyle, że nie wytrzymam i nawet miłość nie pomoże. Chyba, że jesteś zwolenniczką, że jak miłość to tylko do grobowej deski.

Podryw… Taaa… Faceci, którzy wychodzą, żeby „poderwać dupe” raczej kończą nad ranem przed komputerem ze swoją najlepszą przyjaciółką. Chyba, że trafi im się wystarczająco nawalona albo zdesperowana. Nie o kokieterie Twoją mi chodziło. Podoba Ci się facet zaczynasz się do niego uśmiechać, próbować zwrócić na siebie uwagę. Czy zostanie on Twoim kolegą? Wątpie. A o takiej sytuacji mówiliśmy.

Jeśli miłością jest tylko chęć uszczęśliwienia drugiej osoby to identyfikuj mnie z Volantem, jestem w sobie bezbrzeżnie zakochany. Uważam, że w miłości bardziej chodzi o przywiązanie, pożądanie, troskę. A uszczęśliwić jakoś to mogę kobietę dobrym seksem i od czasu do czasu robiąc jakąś niespodziankę czy coś co jej się będzie podobało. Jeśli jest tylko słodko, i robimy wszystko żeby kogoś uszczęśliwić to miłością bym tego nie nazwał. A jeśli to jest naprawde miłość to „I don’t wanna live on this planet anymore”.

Jak mi coś nie pasuje i wiem, że albo bardzo ciężko będzie to rozwiązać albo będzie to prawie niemożliwe to jedyne co do tej próby może mnie skłonić to dobro dziecka, które w tym związku bym miał. A jeśli żałujesz tego co było kiedyś i nie wróci to jesteś naprawde nieszczęśliwą osobą. Nie widzisz tego, że to co będzie może być piękniejsze, a żeby takie było to zależy to tylko od Ciebie.

Fakt, zboczyliśmy na inne tory ale myślę, że nikt się na nas nie pogniewa i nie zabierze nam lizaka, bo piszemy w miare z sensem ;)

StaNLee
Gość

Lola.. nie kocha się kogoś za to jakim mógłby być.

Lola
Gość

To prawda. Powinno się kochać ludzi za to jakimi są i nie zmieniać ich na siłę, bo wtedy to nie jest MIŁOŚĆ. Można za to pracować nad sobą i wspólnie nad związkiem, czasem idąc na ustępstwa, starając się zmienić nawyki i zachowania, które nie są niczym dobrym i szkodzą też drugiej osobie. Człowieka się kocha takim jakim jest. Z tym, że charakter, temperament, zainteresowania..wiadomo z kim się wiążemy i każdy ma swoją strefę. Ludzie się jednak z wiekiem zmieniają. Potwierdza się to również naukowo. Zawsze jest tzw. kryzys, najczęściej w podobnym okresie dla wszystkich związków, kiedy najwięcej się ich rozpada. Przede wszystkim zasada-chcesz coś u kogoś zmienić, to zacznij od siebie.
Jeśli o to Ci chodziło. :)

Lola
Gość

Do dodatkowa aplikacja do punktu 2., o którym pisałam już.
„Zachowujesz się jakbyś mógł mieć każdą”
Chodziło skarcenie Pana Volanta za Jego zadufanie w sobie, które jest wkurzające. Sam seks i chodzący ideał.

„wybierasz tylko te, które są zbliżone do twojego ideału.”
chodziło własnie o poznawanie kobiet i łatwą ocenę. Wychodziłam z założenia, że ktoś nie szuka w danej chwili seksu na jedną noc. Nie chodziło tu o wybieranie kobiety do wspólnego życia. Oczywiście można patrzeć na to tylko pod tym kątem. Wtedy może sympatia.pl się komuś przyda.”

„Nie rozumiesz, że jedno to jest to czego się chce, a drugie to co życie przynosi?”
Nie ma kobiet idealnych. Nie jesteśmy wszechmogący i nie da się całego życia dostosować do naszych kryteriów. Fajnie by było zaprojektować świat i swoje życie od początku? Hmm? No niestety nic z tego. Jak ktoś umie-szacun.

Syriusz
Gość

No wychodzi na to, że my umiemy;D

Lola
Gość

Good joke. Haha ;p To już chyba sekta. Zmieniam wiarę na Volantyzm.

Lola
Gość

I wszyscy szczęśliwi. ^^

Bartek
Gość

Bartku piszący komentarze prawie tak długie jak sam wpis: zmień Podpis ;)

Lola
Gość

Masz rację Bartek. Dlatego to błąd że pisałam do Volanta, ale wtedy próbowałam zrozumieć Jego sposób myślenia i punkt widzenia.

Tak-mam inne pojęcie miłości niż Ty. Nie opiszę w kilku słowach.
Jest tak moim zdaniem jak z przyjaźnią: „Jeśli ktoś przestaje być Twoim przyjacielem to znaczy że nigdy nim nie był”. Choć czasem z miłości rozstajemy się dla dobra drugiej osoby. Ja z powodu wartości wykluczam to, gdy w grę wchodzi zawarte małżeństwo. Żal za czymś co było to zwyczajna ludzka słabość i emocje, które wracają i nei sa niczym złym. Trzeba umieć sobie z nimi radzić i iść naprzód.

Celem moich komentarzy nie było dyskutowanie z Volantem. Jakbym chciała, to bym napisała maila.

Możliwe, że to skasuje, w końcu powiedziałam,że już nie będę spamować. Chciałam Ci odpowiedzieć. :)

Wolę czekoladę niż lizaki. Mniej się zęby psują. ;p

Nev
Gość

Przeczytał to wszystko i przypomniał mi się tekst innego blogera, którego zacytuje z pamięci, bo jestem zbyt leniwy żeby tego szukać:
„Najwyższą formą uczuciowości i tkliwości na jaką stać faceta, jest pozwolenie jej żeby została na noc. Nie ma czegoś takiego jak miłość, a jeśli w to wierzycie, to cóż…”

Simus
Gość

Teraz już wiem dlaczego jestem tak znienawidzony przez czytelników za wielotomowe elaboraty ;] Wypłakuję oczy, ale zostawię sobie lekturę tych komentarzy na gimnastykę intelektualną z cyklu „przewalczyć kaca”…

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz :) Dlaczego wśród najpopularniejszych pytań nie pojawiło się : „Ile z Twoich postów jest ściemą/maską?” Czyżbym aż tak pomylił się szacując lotność innych czytelników? ;) Ja ciągle analizuję, podsumowuję i weryfikuję. I zarysy pewnych wniosków już się kształtują… Zastanawiam się tylko czy na koniec poczuję ulgę, rozczarowanie, poczucie trwonienia czasu czy sadystyczny smak słów „a nie mówiłem?” :]

Syriusz
Gość

hah ale ludzie mają problemy:D

bartolomeo
Gość

Wtopa, nie wiedziałem, że już ktoś mi imie zaklepał, mea culpa ;) Badania… Jeszcze troche i się Volant pracy magisterskiej na teologi doczekasz.

Ltblue
Gość

Ja napisalem wiersz:

Jestem sobie hip hopowcem, co na hali pasie owce
Owce czasem uciekaja, moi ludzie ich szukaja
Dzis stracilem owiec kilka, to robota zlego wilka
Zwykle pies moj ich pilnuje, ale dzisiaj zle sie czuje
Czasem mu i tak sie zdarza, wiec czas do weterynarza
Wsiadam wiec w moja drezyne i jade wyleczyc psine
Weterynarz moj kolega, drzazge w lapie w mig dostrzega
Chwyta wnet za swe obcegi i tym konczy psiny meki
Pies z radosci hop na niego, dzieki wielkie moj kolego

Stworzenie tego dziela zajelo mi zaledwie 5 minut. Enjoy! :)

Lola
Gość

Spoko, Nev. Ale odpisałam głównie na Twój wcześniejszy komentarz. ;p

Czarna
Gość

Masochistek nie brakuje.

Malafaxus
Gość

Dziękuję za ten tekst … czuję TO

Malafaxus
Gość

z drugiej strony zostaliście potraktowani lajtowo . szczerze

Jutta
Gość

Właśnie odpieram ataki typu :” nieszczysz wszystkim życie” i nie jest łatwe puścić to mimo uszu, wierz mi że to BARDZO trudne. Ale bardzo dziękuję za ten tekst, na pewno znalazłam tu dwie odpowiedzi, które wartałoby sobie wrzucić na język przy kolejnym oskarżeniu.

Anka
Gość

Nie przepadają za Twoim blogiem chyba też osoby, którzy lubią widzieć przecinki we właściwym miejscu :-)

Wiolq
Gość

czytuje Volanta od niespełna roku. To był pierwszy wpis który przeczytałam. potem czytałam kolejne artykuły, większość była o mnie. I przez długi czas czytałam Volanta myśląc sobie: kurczę, są ludzie którzy sobie radzą w życiu, szkoda ze ja tak nie umiałam. Był czas ze mogłam sobie lepiej wszystko poukładać, a poplątałam tak, ze teraz to już się nie da odkręcić żeby było lepiej, muszę pic piwo, którego sobie nawarzyłam…. I mnóstwo podobnych myśli katastroficzno-apokaliptycznych. Trochę Volantowi zazdrościłam tej siły. No ale cóż, kto mi bronił tez taką być. Nikt. Oprócz głosów wbitychw głowie jak pieczątki, powtarzających m.in ponumerowane przez Volanta zdania. pozostając w przekonaniu, ze mam przesrane, starałam się jakoś trzymać, robic swoje i podjęłam postanowienie, ze moim dzieciom na pewno kiedyś podsunę Volanta żeby sobie poczytały. Miałam tylko nadzieje, ze nie będę im w przyszłości „zazdrościć”, jak Volantowi.
Od paru tygodni wiem, ze nie będę im zazdrościć. Nadszedł moment, ze zrozumiałam, dotarło do mnie, co mogę zrobić, żeby druga polowe życia spędzić lepiej i przyjemniej. Już wiem co robić i zrobię to. Życzcie mi powodzenia. DZIĘKUJĘ CI VOLANT!

Tolek
Gość

Jestem ciekaw ile z tych osob ktore przeczytalo twoje ksiazki i blog osiagnelo sukces ,mowie o wiekszym sukcesie np. zarobic milion rocznie. Ksiazki polecam chociaz nie ma takich aby wykonywac ruch 1,2,3 i mam banke w kieni, troche zerzniete z innych ale sa oki i patrzac na to ze mlodzi ludzie maja malo bodzcow do robienia kariery bo nikt nas nie uczy zarabiania kasy a po to powinnismy chodzic do szkol .
kazdy moze sie stac milionerem w 21 dni i wystarczy tylko zainwestowac 1 grosz i podwajac ta sume przez kolejne 21 dni .. Ambitne ! wystarczy jesli zainwestujemy 50 tys i zrobimy to samo rocznie Yeeha .
Chcialbym ci dac pare rad na przekazanie mlodym ludzia i mam kilka propozycji na buisnes.

Pozdrawiam

Volant
Gość

Mimo wszystko wolałbym żebyś nie dawał rad „młodym ludzią”, a propozycje na „buisnes” też sobie odpuszczę.

Equalize Entropy
Gość

A ja jestem katoliczką przed trzydziestką i uważam, że Bóg mnie skierował na Twojego bloga i traktuję Ciebie i to co piszesz jako bardzo ciekawą rozwijającą lekturę, która już przyniosła dobre owoce w moim życiu. I ciągle mnie zastanawia, jak wg Ciebie wygląda piękna kobieta, skoro często o wyrywaniu pięknych kobiet piszesz :)

wpDiscuz