Związek z męskiego punktu widzenia

Związek z męskiego punktu widzenia

Biorąc pod uwagę, że na testach w liceum miałem problem z odpowiedzią na pytanie: „Jak się nazywasz?”, to pytanie przed jakim mnie postawiono było ciężkie…

- A jak z męskiego punktu widzenia wygląda związek?

Cóż. Nie wiem. Tak naprawdę to pytanie tylko wygląda na proste, ale czają się w nim pułapki, nietoperze i smoki w jaskiniach. Nie mam pojęcia czym jest męski punkt widzenia. Od czterech lat moje związki z życiem i ludźmi są co najmniej problematyczne. Na dobrą sprawę to nawet nie wiem jaki to jest męski punkt widzenia. Właściwie, to mam to gdzieś (dokładnie to między literami C a E).

Wiem tylko co ja myślę.

Kiedyś mówiłem, że związek to seks+regularność spotkań. Teraz już nie jestem tego taki pewny. Więcej doświadczeń życiowych robi swoje i jeśli zmieniają one spojrzenie na życie, to zwykle na dużo zabawniejsze, ale jednocześnie na sporo gorsze. Nie tak dawno temu pukałem dziewczynę, która nie dość że miała cudowny zapach włosów i równie cudowne piersi (pozdrowienia dla Oli :*), to jednocześnie miała chłopaka i nie nazywał się on Volant ani Brat Wolanta. Niby miałem z nią seks, spotykaliśmy się często, ale czy to był związek? Wątpię. Nawet ja nie powiedziałbym o niej na poważnie„To moja dziewczyna”, bo to jakoś tak głupio. A co poradzić na to, że takie sytuacje się zdarzają?

Podobnie jak to, że czasem po prostu strasznie ciężko jest nie poderwać dziewczyny. Szczególnie takiej, która uśmiecha się do ciebie i widocznie jaśnieje kiedy spotykając jej wzrok nie zaczynasz gapić się na podłogę jakby była to najcudowniejsza rzecz po słońcem. Jedna z nich wczoraj nie dość, że zaczekała na mnie, chociaż nie miała widocznego powodu, to później ruszyła stąpając wolno i pozwalając mi patrzeć na napinające się mięśnie jej ud i tyłek. Naprawdę dobry tyłek (chyba z nogomaniaka zamieniam się tyłkomaniaka). Niektóre kobiety wiedzą jak zadbać o czyjś dobry dzień. No i poza oczywistą radością, rodzi to szereg problemów praktycznych dotyczących monogamiczności. Z definicji związki są jeden na jeden, ale jeśli komuś (zwykle facetowi) podoba się strasznie dużo innych dziewczyn, przesiaduje na stronach z porno jak ostatnia pizda i od czasu do czasu pójdzie na randkę na sucho (planowo niekończącą się seksem) jak jeszcze większa pizda, to nie wiem czy to wciąż jest monogamiczność. Albo z drugiej strony… Jeśli dziewczyna podczas seksu myśli o Ryanie Goslingu, to czy dalej jest w związku ze swoim poczciwym chłopcem? Fizycznym tak, ale mentalnie chyba wolałaby być ruchana przez kosz na śmieci, więc ten przypadek też odpada.

Podobnie nie wiem co zrobić z tymi wszystkimi przypadkami kiedy ludzie się ze sobą spotykają, uprawiają seks i twierdzą, że kochają, a co poradzić na to, że od czasu do czasu przelecą kogoś innego, na myśl o posiadania dziecka zaczynają czule obejmować sedes i wymiotować z przerażenia, a poznanie rodziców odwlekają w nieskończoność przed obawą wydziedziczenia motywowanego przyprowadzeniem do domu Miss/Mistera Pasztetów 2012. To mają być związki?! SERIO?!

Wygląda na to, że związki dzielą się na złe i te drugie, a ja przygotowałem własną definicję tych lepszych. Z volantowego punktu widzenia, dobry związek może istnieć tylko w przypadku:
- świetnej kobiety (czyli ładnej, mądrej, bez problemów i przejść);
- a jednocześnie potencjalnie dobrej matki (czyli takiej która nie będzie karmić dzieciaków nutellą jak w reklamach, lubi je, potrafi się nimi zająć i jednocześnie nie nazwie ich jak debili).

Jednym, najmojszym zdaniem: Związek jest kiedy będąc z kimś nie masz szczególnej ochoty na kogoś innego, a w przypadku ewentualnej ciąży nie dopadnie cię dogłębne poczucie zmarnowanego życia.

A co myślą inni faceci, to już pytajcie ich.

Dodaj komentarz

27 komentarzy do "Związek z męskiego punktu widzenia"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jakub Mikołajczak
Gość

Z tą ochotą na kogoś innego, mimo, że jest się w związku, bywa różnie. Często jest to iluzja, że z kimś innym będzie zdecydowanie lepiej, jednak aby nauczyć się taką iluzję dostrzegać, trzeba kilka razy „się przejechać” i dokonać tego, jak się okaże z biegiem czasu, nietrafnego wyboru. Wtedy człowiek się uczy, że nawet jak przez chwilę wydaje mu się, że ma ochotę na kogoś innego, to jest jednocześnie świadomy, że to tylko chwilowe.

„a w przypadku ewentualnej ciąży nie dopadnie cię dogłębne poczucie zmarnowanego życia.”

To mi się bardzo podoba. Proste i prawdziwe.

v
Gość

Tylko weź i weź jak takich kobiet jest tyle, co kot napłakał.
Większość jest nudna w swej wyimaginowanej oryginalności. Kalka kalki. Podczas grubej większości moich randek wiem co laska powie, jak się zachowa itp itd
Na pierwszy rzut oka wydają się inne, patrząc z dystansu zaś PRAWIE wszystkie są takie same. W ciągu ostatnich 3 lat spotkałem DWIE takie dziewczyny, o których tu piszesz (takie, że spędzając z nimi czas nie myślałem w ogóle o innych dziewczynach i byłem w stanie stać się monogamistą – w cholerę zainteresowań, konkretne spojrzenie i cel na życie, fascynujący charakter, każde spotkanie było czymś nowym i zajebistym).
Nie wiem. Może mam wymagania z dupy. Może powinienem zadowalać się średnią krajową jak większość facetów. Może powinienem ale nie potrafię.

Pozdro!

Naomi
Gość

Może szukasz w złych miejscach. Jest jeszcze dużo wartościowych kobiet. Choć chyba jednak jest ich mniej niż kiedyś.

Equalize Entropy
Gość

szkoda więc, że się nie spotkaliśmy :P

Naomi
Gość

Ochota może przyjść i na to bywa nie mamy wpływu. Mamy wpływ na to co z tym zrobimy. Nie warto zaprzepaszczać dobrego związku dla chwilowej namiętności. Także chodzi raczej o to, żeby mimo zauroczeń czekać na ich przeminięcie. Bo zauroczenie i pożądanie to nie to samo co miłość i szybciej się pojawia.

Muriwai
Gość

a ja z innej beczki, bo czy na fotce powyżej, to nie są czasem dwie męskie dłonie? ;)

Kamil
Gość

„Z volantowego punktu widzenia, dobry związek może istnieć tylko w przypadku:
- świetnej kobiety (czyli ładnej, mądrej, bez problemów i przejść);
- a jednocześnie potencjalnie dobrej matki (czyli takiej która nie będzie karmić dzieciaków nutellą jak w reklamach, lubi je, potrafi się nimi zająć i jednocześnie nie nazwie ich jak debili).”

Hmm… Uświadomiło mi to, czym kierowałem się instynktownie, jeśli chodzi jakie kobiety lubiłem, lubię i polubię.

oake
Gość

Tak sobie czytam twoje posty i muszę cię zmartwić.
Kobieta typu:
„- świetnej kobiety (czyli ładnej, mądrej, bez problemów i przejść);
- a jednocześnie potencjalnie dobrej matki”
raczej nie zainteresuje się na dłużą metę facetem z poglądami takimi jak twoje (przynajmniej tymi na kobiety, zdradę, męskie potrzeby, seks i związek, które prezentowałeś często w innych wypowiedziach). Dlatego, że jest mądra i raczej przejść unika. Niestety tak to działa. Nawet jeśli sam jej nie powiesz co myślisz to jakoś się dowie, zobaczy że jesteś wyrachowany, że traktujesz kobiety jak mięcho lub jak idiotki. Na mądre kobiety, tfu na mądre i dobre kobiety tacy jak ty działają odpychająco. Mądra i cwana, podobnie wyrachowana na pewno cię zechce. Mam nadzieję, że takiej szukasz.

Silver
Gość

oake – rozsądek i emocje to dwie całkowicie różne od siebie rzeczy. Jest taki cytat, z filmu Dorian Gray, kiedy Dorian zauważa piękną kobietę, a lord Henry mówi: „Chyba powinieneś podejść i z nią porozmawiać”. Dorian boi się jednak tego kroku, a kobieta po chwili odchodzi z innym mężczyzną (który później okazuje się być jej bratem). Lord Henry z rozczarowaniem w głosie mówi:
- The moment is lost.
- That was probably her husband – odpowiada Dorian.
- Yes, very sensible… People die of common sense, Dorian, one lost moment at a time. Life is a moment. There is no hereafter. So make it burn always with the hardest flame.

„Rozsądek” o którym piszesz sprawia, że potem kobiety narzekają, że są wiecznie samotne. Bo wiedzą czego chcą (zdecydowany, pewny siebie MĘŻCZYZNA), ale zamiast zaufać tej emocji postanawiają być „rozsądne” i szukają kochających, romantycznych chłopców, ale tu z kolei one nie są zadowolone, bo ci ich wspaniali chłopcy, których sobie wymarzyły, okazują się być po prostu typowi męskimi pizdami, z którymi żadna kobieta nie chciałaby spędzić jednej nocy, nie mówiąc już o długotrwałym związku.

Część z tych „rozsądnych” kobiet, „mądrych i raczej unikających przejść” czasem też decyduje się na tę bezpieczną (jednocześnie pozbawioną emocji) drogę i te kobiety znajdują sobie „kogoś wartościowego, nie tylko zewnętrznie, ale przede wszystkim pod względem przekonań i charakteru”. Płodzą dzieci, gotują sobie obiadki, mówią sobie miłe, romantyczne słówka, ale niestety ten cukierkowy scenariusz skrywa jedną bolesną prawdę – nie ma w tym wszystkim emocji, pożądania, pasji. Czyli tak naprawdę nie ma nawet tej wymarzonej, romantycznej miłości, bo jak można nazywać miłością takie wygładzone, nudne dla obu stron relacje? I tak sobie te kobiety żyją, oszukując się, że tak właśnie miało być, że jest tak rozsądnie, bez przejść i okłamują same siebie mówiąc rzeczy w stylu „ja to mam wspaniałe życie, nie to co ta moja dawna przyjaciółka, która rozstała się z kolejnym facetem i właśnie ma nowego”, jednocześnie w duchu marząc o choćby jednej takiej prawdziwej przygodzie i romansie jak z najlepszego hollywoodzkiego filmu.

Nie oszukuj sama siebie – KOBIETY KOCHAJĄ SKURWYSYNÓW. Ty – choć próbujesz wmówić sobie, że jest inaczej – też.

oake
Gość

Błędna założenia już na samym początku. Świetny, pewny siebie, zaradny, wesoły i dobry facet, odrobinę złośliwy, odrobinę szalony NIE MUSI BYĆ SKURWYSYNEM i na ogół nie jest. Skurwysyni to najczęściej zwykłe ciapy, które maskują kompleksy i niepowodzenia pod maską twardziela. Volant wspomniał coś podobnego w tym wpisie. I to jest prawda.

Fajna osoba szanuje ludzi, skurwysyn się nad nimi znęca. Kobieta mądra unika takich spaczonych facetów. Poszuka sobie raczej kogoś z charakterem np. Wojciecha Manna – facet złośliwy, cięty język, ogarnięty, ale ogólnie jest dobry, ma poczucie humoru, szanuje ludzi, za co go kochają. Skurwysyn na dłuższą metę budzi niepokój, strach, odrzucenie (u mądrych kobiet).

Jest jednak wiele kobiet, którym taki skurwysyn będzie odpowiadał, bo A. są podobne do niego, B. nie są w stanie rozpoznać jego maski, C. potrzebują „silnej” ręki, bo tak je wychowano.

Mądra kobieta instynktownie będzie dbała o swoje dzieci i raczej nie zafunduje im nieciekawego ojca. Nie znam mądra kobiety, która wyszłaby za mąż za skurwysyna. Znam za to sporo tzw. dupków, którzy mają sprytne i ładne kobiety, ale niestety w większości moralne i intelektualne zera, którym zależy na lansie i statusie bardziej niż na tym, co jest niewidoczne i tworzy się między ludźmi w związku. W takich relacja ludzie wiecznie się kłócą, zrywają – lubią to. Nie sądzę jednak, żeby mądra osoba chciała w takiej relacji wychowywać dziecko.

PODSUMOWUJĄC: radzę jeszcze raz przeczytać wpis VOLANTA bo jest tam sporo prawdy. Zaradność, męskość, nie zakładają od razu bycia skurwysynem. Wręcz przeciwnie. Skurwysyn to kryptociapa!!!

Simus
Gość

Haha :D I się zdołowałem :D Abstrahując od tego jaką kryptociapą jestem, jaki mam niealtruistyczny stosunek wobec innych ludzi, jaki przerost oczekiwań wobec mojej własnej wartości…

Martwi mnie podejście współczesnego człowieka do kwestii uczuć ;] Czy nie za dużo myślimy o uczuciach zamiast się nimi cieszyć? Czy nie za często kalkulujemy saldo i porównujemy statystyki potencjalnych partnerów? Pytanie jest źle postawione. Nie ma jednolitego męskiego punktu widzenia. Jest tyle perspektyw ile facetów. A to wszystko w ogóle nie jest istotne bo puenta brzmi „Whatever works” ;) Żaden związek nie jest łatwy. Co gorsza te najłatwiejsze okazują się najmniej wartościowe. Więc zamiast co piętnaście sekund zastanawiać się czy TO jest TO, jakie TO powinno być i co inni o TYM myślą – życzę wszystkim robienia dokładnie tego na co mają ochotę w tym momencie bez skrupułów i wyrzutów sumienia ;)

oake
Gość

Sądząc po krypto-ciapie w tekście to mogło być też do mnie.
Zgadzam się z tezą końcową – róbmy to na co mamy ochotę, ale w towarzystwie i DLA osób, które też robią to na co mają ochotę, ale nie są dupkami, bo to nie jest po prostu część ich ja. Czyli trzymajmy ze swoimi, cieszmy się życiem. ;)

Wiem, że to niesamowite, ale dla niektórych osób nie bycie skurwysynem albo kobiecą żmiją (co nie oznacza, że jest się nudnym i bez wyrazu) nie jest poświęceniem, jest wręcz naturalne. Miłej niedzieli. ;)

Silver
Gość

Nie rozumiemy się.

Ty mówisz o pizdach, którzy chcą nagle stać się „złymi chłopcami”, ja mówię o facetach, którzy wiedzą czego chcą i po prostu po to sięgają. Nie zastanawiają się nad konsekwencjami, nie boją się podejmować odważnych decyzji i robią to, na co mają ochotę. To są ci faceci, którzy nie zmieniają nagle swoich zainteresowań o 180 stopni, gdy poznają kobietę. I zgadzam się z Simusem w 100% – „Czy nie za dużo myślimy o uczuciach zamiast się nimi cieszyć?”.

oake
Gość

Nie nie, mówię tylko o pizdach, mówię też o ludziach myślących wg zasady „mam w dupie innych”. Takich określić jako tych robiących to, na co mają ochotę, po trupach do celu, nie myślą co czują inni, jedna po drugiej, przecież to tylko kolejne przygody, jest cool to po co się przejmować, nie? Chciał byś taką kobietę? Nie myślącą o uczuciach, cieszącą się nimi, bezrefleksyjną? Nie wiem jak można cieszyć się uczuciami bez myślenia o nich. Uczucia to nie same emocje. nie wiem też jak można przeżyć coś wartościowego (miłość) zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, co czuje ktoś inny. Jest ci wszystko jedno jak odbiera cię kochana przez ciebie osoba?

Simus
Gość

@Oake – teraz powiem coś pozornie przewrotnego ;) Przygotuj się :D

Na początku wspomniałem o niealtruistycznym podejściu… Czy mam w dupie innych? Nie do końca. Podobnie jak Vol do każdego podchodzę indywidualnie. Losy większości są mi zupełnie obojętne, ale ludzie mi bliscy zajmują sporo przestrzeni w mojej głowie. Co nie znaczy, że będę siedział i dumał co kto czuje i myśli i będę warunkował moje działania przez pryzmat ich korzyści. Nie będę godzinami wybierał fajek w sklepie co chwilę dumając czy ktoś później nie będzie miał na nie ochoty. Sięgam po to czego potrzebuję. Rani Cię to – to Twoje zadanie by mnie o tym powiadomić. Zechcę wiedzieć co czujesz – zapytam. Chcesz żebym to wiedział – powiedz mi to. Nie – nie domyślę się nawet jeśli potrafię.

Nie wiem co dokładnie znaczy przymiotnik „cool” w slangu bo nie kolekcjonuję ‚punktów zajebistości’ ale przygody są spoko. I naturalnie nie powinniśmy się nimi zbytnio przejmować. Ja i Ty jesteśmy dorośli. To co między nami zaszło było konsekwencją naszych wyborów. Dostałem to czego chciałem, dałem to co chciałem Ci dać. Jeśli oboje poczujemy, ze chcemy więcej – znajdziemy się… Tyle. Zero refleksji. Rozrysowywanie efektu motyla i snucie planów na sto lat w przód jest idiotyzmem – byle pierdoła może wszystko rozpieprzyć a potem ktoś będzie szukał winnych i przelewał na nich swoje rozgoryczenie – czujecie tą atmosferę nadchodzącej tragikomedii? Związki są tymczasowe – wszystkie. Jeśli się ze sobą zestarzeliście i pomarliście w swoich ramionach – po prostu nie zdążyło się spieprzyć. To kwestia czasu a ten mamy na szczęście limitowany.

@Silver – niestety muszę Ci przyklasnąć. Najgorsze co można zobaczyć to facet, który dla uwagi kobiet sprzeda wszystko – własną matkę, własne ja. To oczywiste, że chcemy i lubimy się podobać. Ale dlaczego widząc śliczną tlenioną blondynkę o … nieskomplikowanej osobowości (eufemizm) chcemy przypakować, kupić beemkę za hajs na studia i wyciąć sobie lewą półkulę żeby jej nie zawstydzić wyszukaną konstrukcją zdań? Jesteś ciepłym misiem o wilgotnych oczkach – nawet w dresie i z bejzbolem w ręku wyjdzie z Ciebie pacyfista. Jesteś chamem, prostakiem, masz w dupie co kobieta myśli o Twoich butach i fascynacji motocyklami – możesz kupować łzawe wiersze od kujonów, ale prędzej czy później to od niej dowiesz się, że przerzutnia o dziwo nie jest mechanizmem skrzyni biegów. A jak się już zorientuje – zostaniesz sam w swoim kostiumie jak clown na salonach.

Morał przydługiego elaboratu pisanego na kacu – panie i panowie – bądźmy sobą, pierdolmy uszczypliwe uwagi, wybrednie dobierajmy partnerów a jeśli ideał nie oddzwoni po nieziemskim popołudniu, wieczorze, nocy i poranku zamiast się zastanawiać co mogę ze sobą zrobić żeby to naprawić wypierzmy pościel, zapalmy fajkę, zjedzmy czekoladę bo jest kurewsko smaczna i zróbmy coś na co mamy ochotę. Coś dla siebie… Bo jeśli my tego nie zrobimy, prawdopodobnie nikt tego nie zrobi ;)

oake
Gość

Po pierwsze: kto każe ci siedzieć i rozkminiać uczucia innych? To nie ma nic wspólnego z szacunkiem. Szacunek do ludzi albo się ma albo się go nie ma. Kropka. To jest po prostu część stylu bycia. takim się jest, albo nie. Burak nie zmieni się nigdy w gościa z klasą, gość z klasą nawet jak zachowa się po buracku to przeprosi.

Co do związku zgadzam się: pełna dobrowolność, było, minęło, ale szanujemy drugą osobę. Obłudę i nieszczerość łatwo wyczuć, podobnie jak facetów, którzy chcą tylko chwilowo bzykać lub w inny sposób wykorzystać obecność naiwnej kobiety. Tacy raczej nie znajdą kobiety, o której pisał Volant. No żadna mądra na takie cuś nie poleci, przynajmniej nie na dłuższą metę. ;) Jestem zdania, że bliższe znajomości zawierają ludzie o podobnym stylu myślenia (ten „błysk” musi być tak samo intensywny). Dlatego wolałabym nie mylić normalnego czystego układu opartego na dobrowolności, zaufaniu i przyjemności bycia razem (to uwielbiam) z traktowaniem drugiej osoby byle jak, na odwal, bez szacunku (to mnie odrzuca).

Zgadzam się też z tym, że trzeba być sobą. szacunek tego nie wyklucza, wręcz przeciwnie – bo żeby umieć szanować innych trzeba lubić siebie i umieć szanować siebie.

wpDiscuz