Szkoła zabija kreatywność. Akurat!

Szkoła zabija kreatywność. Akurat!

Zaczęła się szkoła – zaczęło się narzekanie. Przede wszystkim na to jak chory jest system pozbawiający młodych ludzi chęci do tworzenia czegoś niesamowitego.

Wiem o tym, bo od lat w tym zakresie jestem nieformalnie edukowany przez moją koleżankę. Jej pasją jest zasypywanie mnie przykładami osób, które były takie fajne, zdolne i kreatywne, a szkoła ich niszczyła. Nie do końca wiem na czym to niszczenie polegało – na tym, że nie mogli wyjść do łazienki? W każdym razie skutkiem tego, każda z tych osób kończyła jako smutna pani ćwiartująca mięso w supermarkecie albo równie smutny pan, który wyładowywał towar w alejce obok, chociaż ona mogła zostać scenarzystką, a on prezydentem.

Jednak czasem, w jej opowieściach bohaterem był ktoś taki jak Gillian Lynne, którą nauczyciele określali jako skrajnie nieprzystosowaną (bo nie mieli pojęcia co to jest ADHD), a ona pokazała im środkowy palec i zdobyła światowy rozgłos jako choreograf znany z takich projektów jak „Upiór w operze” i „Cats”.

Takie przykłady jak jej, są jednak bardzo nieliczne, więc załóżmy, że gdyby nie ta podła szkoła, w której nauczyciele powtarzali dzieciom, że są nierozgarniętymi głąbami, to teraz każdy byłby wysoce kreatywnym kimś. Fajnie? Pytanie wysoko kreatywnym kim by się było. Malarzem? Fotografem? Reżyserem? A jeśli tak, to mam poważne pytanie: Kto w takim razie robiłby dla mnie pizzę, odbierał telefony żebym złożył zamówienie i przywiózł mi ją skuterem do mieszkania?

A to przecież poważny problem! Samo myślenie o tym mnie nieźle przeraża! W tak kreatywnym świecie nawet wycieczka do pizzerii na margeritę przypominałaby drogę, w której na filmach grozy urywa się głowy studentom. Zamówiłbym ją, a kreatywny kucharz nagle by stwierdził: „Hmm… A gdyby tak zrobić torcik?” W ten sposób położyłby warstwę ciasta, na nią ser i sos pomidorowy, znów ciasto i wszystko polał sosem czosnkowym. Wątpię żebym się ucieszył. To gorzej niż iść do McDonald’s i dostać w kurczakburgerze prawdziwy filet z kurczaka – nawet wtedy nie wiedziałbyś co się dzieje! A jako ludzie potrzebujemy stabilizacji – rzeczy, które znamy i choćby nie wiadomo co się działo, to żeby chociaż one były niezmienne. Pewnie dlatego tak lubimy wspominać, bo dopóki nie mamy Alzheimera, to nasza przeszłość jest jedyną rzeczą, która się nie zmieni.

Zresztą nawet jaskiniowcy mieli takie potrzeby. Wiedzieli, że w życiu potrzebni są wyrobnicy: pospolici sprzedawcy, nudni księgowi, krwiożerczy bankowcy i solidni inżynierowie bez odrobiny polotu. Rozumieli, że gdyby w jaskiniach wszyscy zaczęli bazgrać po ścianach owczymi odchodami, to w końcu zakradłby się tam jakiś duży misiek i rozszarpał jednego po drugim. Potwierdzają to czasy kiedy nie było powszechnego szkolnictwa (a więc kiedy szkoła siłą rzeczy nie mogła mordować kreatywności). Wtedy ludzie też nie byli ani odrobinę bardziej pomysłowi. Owszem, coś tam sobie wymyślali, ale to nigdy nie był pokaźny odsetek ludzkości. Dlatego jeszcze jestem w stanie uwierzyć w to, że każdy ma jakiś wyjątkowy talent, ale czasem trzeba pogodzić się z faktem, że ten wyjątkowy talent może ograniczać się do lepienia pierogów albo naśladowania odgłosów pierdzenia, a nie bycia drugim Einsteinem, Dalim albo chociaż Jobsem.

To całe gadanie o kreatywności, ma też drugie dno… Osobiście zgadzam się, że szkoła mogłaby lepiej uczyć, a już z pewnością, że mogłaby uczyć bardziej praktycznych rzeczy, ale mimo to mam niepokojące wrażenie, że osoby, które tak głośno krzyczą o zabijaniu kreatywności niewinnych i słodkich dzieci należą do jednej z dwóch grup:
1) Moje dziecko jest takie utalentowane, a nikt tego nie docenia;
2) Ja sam byłem taki utalentowany, ale szkoła zniszczyła moją delikatną konstrukcję psychiczną.
W obu przypadkach wydaje się mieć to wiele wspólnego z usprawiedliwianiem się, a niewiele z prawdą. Podobno każda szkoła w zarodku dusi dziecięce marzenia, a mimo to wspomniana Gillian Lynne osiągnęła tak wiele. Może więc pozostali po prostu na to nie zasłużyli?

Kiedyś usłyszałem historyjkę. Nie wiem już od kogo, a tym bardziej nie wiem skąd pochodzi ani czy jej nie przekręcam, ale opowiada ona o chłopcu, który marzył o tym, żeby być zawodowym skrzypkiem. W marzeniach cały czas widział siebie występującego na największych scenach świata. W końcu uprosił rodziców żeby zapisali go na lekcje do największego wirtuoza w kraju. Ucieszony dzieciak poszedł na pierwszą lekcję. Nauczyciel kazał zagrać mu fragment jakiegoś utworu, a kiedy tamten skończył, powiedział:
- Przykro mi, ale do niczego się nie nadajesz.
Dzieciak spuścił głowę, rozpłakał się i już nigdy więcej nie marzył o karierze skrzypka. Wybrał inną drogę i kilkanaście lat później, piął się po szczeblach w hierarchii pewnego banku, mimo że nie dawało mu to zbyt wiele radości. W końcu wracając z pracy spotkał tamtego starego wirtuoza i zapytał:
- Dlaczego mi to Pan wtedy powiedział?
- Bo wiedziałem, że jeśli mimo to, będziesz dalej grał na skrzypcach, to naprawdę to kochasz. W przeciwnym razie i tak nie miałeś szans na to żeby być kimś wielkim.

I właśnie to jest największy problem z kreatywnością i sukcesem: Każdy może je osiągnąć, ale mało kto, to zrobi. To właśnie dlatego ma to jakąkolwiek wartość, a potwierdzają to wszystkie historie przytaczane przez moją koleżankę, które układają się w schemat:

X robił coś po swojemu + Nauczyciele powiedzieli X, że jest idiotą + X cierpiał, ale w końcu zadziwił wszystkich.

No i może powinien być głaskany po główce, ale skoro osiągnął to co chciał, mimo nauczycieli, braku pieniędzy i przeszkód, którymi los obdarza tylko bohaterów „Klanu”, to w czym problem? Gdzie to zabijanie kreatywności? Przecież w ich przypadku się nie udało, a to sprawia, że mam dziwne wrażenie, że jeśli szkoła zabija kreatywność, to najskuteczniej w ludziach, którzy nigdy jej nie mieli.

A mnie to bardzo cieszy, bo przynajmniej wiem, że pizza, którą zamówię dziś wieczorem będzie wyglądała, pachniała i smakowała tak pysznie jak zawsze, a dla niej jestem w stanie poświęcić kreatywność uczniów wielu szkół podstawowych, gimnazjów i liceów.

  • grafzero

    „A mnie to bardzo cieszy, bo przynajmniej wiem, że pizza, którą zamówię dziś wieczorem będzie wyglądała, pachniała i smakowała tak pysznie jak zawsze, a dla niej jestem w stanie poświęcić kreatywność uczniów wielu szkół podstawowych, gimnazjów i liceów.”

    Ale problem w tym że ta szkoła zabijająca kreatywność powoduje że oni robią gorszą pizzę niż by mogli.

    Zresztą krytyka szkoły jest uzasadniona i powinna być wielokierunkowa. Owa „kreatywność” to tylko wycinek.
    W szkole chora jest sama idea aby zgromadzić grupę rówieśników, odseparować ich od otoczenia i „uczyć”. Tworzymy środowisko które nie istnieje w społeczeństwie i która działa na zupełnie innych zasadach niż dorosły świat. Najbliższe szkole jest chyba więzienie, choć nawet tam jest lepiej, bo „uczniowie” są bardziej zróżnicowani, więc i wymiana wiedzy lepsza.

  • Nev

    grafzero – w takim razie jak to powinno wyglądać Twoim zdaniem? Bo totalnie nie rozumiem Twojego porównania szkoły do więzienia.

    Zacytuje: „W szkole chora jest sama idea aby zgromadzić grupę rówieśników, odseparować ich od otoczenia i „uczyć”. Tworzymy środowisko które nie istnieje w społeczeństwie i która działa na zupełnie innych zasadach niż dorosły świat.”

    Jesteś w stanie to rozwinąć? Bo z mojego punktu widzenia szkoła, choć nie jest idealna w pewnym stopniu oddaje realia „dorosłego świata”. Ale o tym napiszę później, wpierw chętnie poznałbym Twoje zdanie.

  • kamaah

    I dla mnie porównanie szkoły do więzienia jest dość sporą przesadą. Po drugie to nie sama szkoła niszczy naszą domniemaną kreatywność tylko niektórzy nauczyciele, którzy dość mocno minęli się z powołaniem. Sama osobiście znam wielu nauczycieli, potrafiących zarazić swoją pasją uczniów.

    Klasyczny przykład, filmowo może trochę przesadzony, ale z pewnością każdy oglądał „Stowarzyszenie umarłych poetów„ :)

    Grafzero, sądzę, że nie masz zbyt przyjemnych wspomnień związanych ze szkołą dlatego tak ją opisujesz, lecz niestety nie zmienisz nagle całego świata.

    A Volancik tylko narobił mi ochoty na pizze ;)

    PS Volant, co z Twoją książką? Pytam, bo skasowałam fejsbuka i nie jestem już na bierząco.

    • Volant

      Co do książki to informacje będą na bieżąco na blogu, więc na pewno zauważysz kiedy się ukaże i gdzie będzie można ją kupić.

      Ale…

      Powiem ci to wcześniej – w sprzedaży dla was (czyli moich najwierniejszych czytelników), będzie za około 7 dni w specjalnej, trochę niższej cenie.

  • m_c

    Ktoś kiedyś powiedział że szkoła uczy świata którego już nie ma.
    A z tym więzieniem to jest trochę prawda, tzn idziesz do szkoły, potem widujesz się rodzicami i tak w kółko.

  • Pingback: Szkoła zabija kreatywność « Komentarze do filmików z http://www.ted.com/talks()

  • Michał Sternik

    Argumentacja w drugiej części wpisu sensowna jak najbardziej, ale przykład z pizzą trochę kuriozalny – koleżka-kucharz by tak nie zrobił, bo gdyby zrobił tak raz, a potem ewentualnie drugi, to już nie byłby tam kucharzem. Szkoła to przede wszystkim mnóstwo zmarnowanego czasu – mówię to jako (od dzisiaj) absolwent ogólniaka.

  • Łukasz

    pewnie ta uwaga będzie świadczyć jedynie o moich kompleksach i niskim poczuciu własnej wartości, ale i tak ją wypowiem: jako pisarz, szanowny Autorze, mógłbyś wykazywać się zdecydowanie większym wyczuleniem na zasady polskiej interpunkcji.

    • Volantification

      Szkoła to we mnie zabiła :(

  • m.

    Teksty typu „szkoła zabija kreatywność” albo „mamy kryzys męskości” są głupią generalizacją powtarzaną przez ludzi którym nie chce się samodzielnie myśleć. Sama pracuję w szkole i nie widzę kryzysu męskości (zdarzają się ojcowie łamagi, którzy potrafią tylko ćpać i mają gdzieś rodzinę, ale zdarzają się też matki, które jedyne co robią to chodzenie na imprezy i opalanie się przed blokiem. A poza tym dzisiaj to zazwyczaj dziewczyny walą się po mordach na ustawkach, o czym to świadczy?). Co do kreatywności, to po prostu trzeba przyjąć do wiadomości, że dzisiaj jest mało dzieci kreatywnych. Nie jest to nawet do końca ich wina, po prostu to świat się zmienia, a dzieciaki dostosowują się do tego co widzą. Niestety, większość nauczycieli woli się na taką rzeczywistość obrażać. Mnie szkoła kreatywności nauczyła, nauczyła mnie tego, że nie zawsze trzeba się wysilać żeby osiągnąć swój cel, w tym przypadku- żeby mieć same szóstki nie trzeba siedzieć pół nocy przed książką, skoro można rozkminić system nauczyciela, dzięki czemu można każdy etap edukacyjny łącznie ze studiami kończyć z wyróżnieniem ;) Kreatywne to bardzo, bo w końcu to przydatna umiejętność życiowa, a o wykształcenie takich umiejętności w edukacji powinno chodzić.

  • veronika

    Bądź kreatywny i sam sobie tą pizzę zrób, a nie! :p

  • minina

    szkola czesto zabija zdolnosci tak jak w bajce szkola dla zwierzat Pewnego razu zwierzęta postanowiły założyć szkołę.
    „Dosyć już – zgodnie stwierdzono – biegania samopas po lesie. Młode zwierzęta muszą być porządnie przygotowane do życia!”
    „Ale kto będzie uczył dzieci?” – spytała zatroskana Wilczyca.
    „Będziemy uczyć tego, co potrafimy najlepiej i tego, co jest niezbędne w życiu!” – zdecydowała Rada.
    Jak postanowiono, tak zrobiono.
    Rada przygotowała program nauczania. Do zestawu przedmiotów obowiązkowych wprowadzono: bieganie, wspinanie, pływanie i latanie.
    Nauczyciele przystąpili do pracy, a uczniowie do nauki…
    Kaczka osiągnęła najlepsze wyniki w pływaniu, okazała się nawet lepsza od nauczyciela. Niestety, z latania otrzymała tylko 3+, a z biegania zupełnie nie dawała sobie rady… Podczas gdy inni trenowali pływanie kaczka uczyła się biegać. Po pewnym czasie jej powykrzywiane nóżki tak były zmęczone, że osiągnęła tylko przeciętne wyniki w pływaniu. Za to uwierzyła, że jest niezdolna i niczego nie potrafi. Patrzyła z zazdrością na zajączka, który biegał na krótkie i długie dystanse, wyprzedzając innych. Chociaż i on z czasem stał się markotny, jak dostał polecenie dodatkowych lekcji z fruwania. Ambitny zajączek ćwiczył całymi godzinami wzlatywanie w powietrze, ale nigdy nie spotkał się z aprobatą swego nauczyciela. Posmutniał i już go nie cieszyło, to co lubił najbardziej.
    Z małą wiewiórka – mistrzynią we wspinaniu – stało się to samo. Po kilku lekcjach z pływania i latania,(…) zaczęła chodzić na wagary. Wkrótce do niej dołączył orzeł, który wzlatywał „inaczej” niż oczekiwał tego nauczyciel. Był też „mierny” w innych przedmiotach…
    Dorosłe zwierzęta zebrały się na Radę. Podsumowały wyniki nauczania w szkole. Zgodnie stwierdzono, że dzieci są za mało zdolne, nie dość pilnie się uczą, sprawiają duże trudności wychowawcze. Uchwalono, że Rada spotka się z rodzicami i zleci większą współpracę ze szkołą oraz zaostrzenie dyscypliny.
    „Ale czy to na pewno im pomoże?” – pomyślała Wilczyca.

  • Agnieszka

    Z tym szkolnictwem mogłoby być lepiej, ale naprawdę nie jest źle-polska młodzież jest w czołówce światowej, jeśli chodzi o wiedzę ;)
    A co do ,,zabijania kreatywności”, to myślę, że człowiek kreatywny będzie taki w przyszłości i niech nam tu ci, u których tego ,,niby mordu” dokonano, nie wyjeżdżają z herezjami Pawlikowskiej, bo szkoła, moim zdaniem, wręcz przeciwnie-poszerza horyzonty.
    Jeśli chodzi o lekcję, to tak naprawdę wszystko zależy od nauczyciela. Taki ,,z powołania” nauczy na 100%, ale takich jest coraz mniej ze względu na to, że obecnie nauczyciel nie ma praktycznie żadnych narzędzi wychowawczych i jak na rodzaj wykonywanej pracy, niską pensję.