Przyjaźń, której nikt nie potrzebuje

Przyjaźń, której nikt nie potrzebuje

Jest kilka takich pytań, na które każdy szanujący się człowiek musi mieć starannie przemyślaną odpowiedź, bo będzie jej często używał. Każde z nich wraca w różnych okolicznościach życiowych natrętnie jak formularze podatkowe. Dzięki temu każdy – młody i stary może zabrać głos w tak zajmujących kwestiach jak istnienie boga i kosmitów, najlepszy dla Polski system polityczny albo czy pierwsze było jajko czy kura.

Na tej liście brakuje tylko jednego pytania – tego, które wróciło: Czy istnieje przyjaźń damsko-męska?

Nieważne kto o to pyta, bo wszyscy mają już gotową odpowiedź, dowody, przykłady i wystudiowane chwyty retoryczne, a świat dzieli się na tych, którzy w nią wierzą i tych którzy uważają ich za idiotów. Oraz na mnie.

Ja w ogóle nie wiem o co chodzi – co to niby za przyjaźń? Może gdzieś tam istnieje facet, który woli szydełkowanie zamiast seksu i usiłuje udawać, że wie co to znaczy przeżywać okres. Może nawet istnieje jakaś kobieta, którą bawi rozmawianie o „dupach” i meczach. To wszystko jest możliwe, ale nie potrafię zrozumieć kto może potrzebować takiej przyjaźni… Niby po co?

Nawet najlepszy przyjaciel zawsze dla kobiety będzie mniej udaną wersją jej koleżanek i na odwrót. Sam mam niepokojące wrażenie, że lepiej mnie zrozumie ktoś, kto wie co to znaczy ból jaj po otrzymaniu w nie kopniaka, ktoś kto przeklina swobodnie i z wdziękiem, rzuca kasztanami w przechodzących ludzi nie zważając na to, że zachowuje się jak gówniarz oraz ktoś, kto nie potrafi zachwycić się „Chirurgami”, choćby bardzo się starał. Jednym zdaniem, ktoś co do kogo istnieją szanse, że odczuwa to samo co ja i wie o czym mówię, bo przecież na tym polega przyjaźń, prawda?

Nie sądzę żeby to samo dała mi przyjaciółka, a nawet jakby chciała, to ja bym nie chciał wziąć – jestem zbyt mocno tradycyjny. Podejrzewam, że nie tylko ja, bo co drugi facet uciekłby z krzykiem gdyby przyszła do niego jakaś dziewczyna i chcąc pokazać, że odczuwa z nim duchową jedność, przeklinała, pluła na chodnik i od czasu do czasu bekała po wypiciu piwa. Takiej przyjaźni to nie potrzebuje żaden mężczyzna na świecie.

Dlatego wszystkie moje „przyjaciółki”, to moje przyszłe lub byłe, bo w innej roli, choćbym chciał, nie potrafię ich zobaczyć.

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Przyjaźń, której nikt nie potrzebuje"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Marzoli
Gość

Dokładnie tak ! …niby po co przyjaźń damsko-męska …facet przejmujący się złamanym obcasem przyjaciółki / przyjaciółka przejmująca się zepsutą częścią do super szybkiego samochodu przyjaciela, która kosztuje fortunę … to raczej nie pojęte dylematy dla obydwojga, na tym samym poziomie ;) a poza tym przyjaciela się nie pożąda:)

Giga
Gość

jak to po co?
Ja mam dwóch kumpli/przyjaciół … jestem kobietą oni facetami.
Po co mi oni?
Jak mam dość zrzędzenia bab.. narzekania na ich za duże dupy.. za głupich facetów… problem nad wyborem lakieru do paznokci, wtedy taki facet-przyjaciel jest najlepszy.. idę się nachlać, pomarudzić, ponarzekać na koleżanki i na cały zły świat. Przynajmniej usłyszę szczere ! (a nie złośliwe) teksty – przytyłaś, rusz się na siłownie ! albo nie jedz tylu batoników.
Faceci nie tylko do łóżka, a raczej w formie kumpli są potrzebni, bo
1) nie marudzą jak baby, nie liczą kalorii,
2) można się z nimi napić,
3) nadają się na szybkie zakupy (fajnie/nie fajnie, ok biore)
4) można poznać ich zdanie, na temat kobiet wokół, postrzegania świata itp.. i to jest najciekawsze,
5) po nieudanej randce dowiedzieć się ;co zrobiłam nie tak;

nie są gejami – to dodam ! ;)

kobieta kobietą… to też jest potrzebne, ale z facetem gada się inaczej.
Uważam, że nachlanie się z kumplem kiedy mam zły dzień jest najlepsze. Nie marudzę, bo wiem ze faceci tego nie znoszą.. i po pierwszym zdaniu ‚bo mój szef to… dupek’ … słyszę ‚pijesz, czy mam iść do domu? skończ marudzić i zmień pracę’ … przyjaciółka mi tego nie powie, za to powie ..’oj biedna jesteś, współczuje Ci… bo u mnie w pracy to…. ‚ taa ;)

Nev
Gość

Choć rozumiem co masz na myśli, to wydaje mi się że jednak możesz jej nie mieć (tej racji). Jeszcze tylko pytanie – postrzegasz tak ludzi ogólnie, czy kobiety? Bo to w tym kontekście robi to sporą różnicę.

Z pewnością nie raz postrzegałem kobiety w sposób o jakim piszesz, czyli instynktownie (atrakcyjność -> pożądanie – > seks), ale nie jest to jedyny możliwy sposób. Mocno to przerysowałeś, pisząc że z jednej strony masz dążenie do seksu, a z drugiej rozmawianie o szminkach. Jasne, kobiety gadają o butach, kosmetykach, fryzjerach i o milionie rzeczy których bym pewnie nawet nie zrozumiał – ale poza za tym (szowiniści drżyjcie!) są też normalnymi ludźmi, którzy mają podobne doświadczenia, problemy, czy zajawki co my. To że krwawisz co miesiąc przez kilka dni nie sprawi, że na stół zaczniesz mówić krzesło i odwrotnie – nasze postrzeganie świata może być chwilami inne, ale bez przesady. No bo gdybyś miał zupełną rację, to Twoje związki byłyby oparte wyłącznie na seksie, a po dojściu moglibyście nie rozmawiać, albo rozmawiać o szminkach. I wybacz, bo na tyle na ile zdążyłem Cię poznać, to w to nie uwierzę.

wpDiscuz