Walcz za kobiety, nie o nie!

Walcz za kobiety, nie o nie!

Od czasu do czasu robię dwie rzeczy: jeżdżę na weekend w odwiedziny do rodziców albo spędzam całe wieczory na mieście. Dzięki pierwszej z tych czynności, mam okazję przyłączyć się do oglądania Animal Planet i popatrzeć jak jelenie grzmocą się rogami w bitwie o samice. Dzięki spędzaniu weekendów na mieście, mam okazję zaobserwować, jak jelenie, robią to samo na żywo.

Rywalizowanie o kobiety, atakowanie kogoś za to, że chce zatańczyć z twoją dziewczyną, porozmawia z nią albo miałeś niejasne uczucie, że ona jest ci „coś winna”, zwykle nie jest niczym innym niż grzmoceniem się łbami, żeby stwierdzić kto jest większym samcem alfa.

Smutne, że jakimś cudem ci wszyscy faceci nie łapią faktu, że wynik rywalizacji o kobietę, w czasach, kiedy prawo pierwszej nocy już nie obowiązuje, nie ma żadnego znaczenia. Z jednego powodu: Nie możesz zrobić nic więcej, niż spodobać się kobiecie. Nic! Jeśli się spodobałeś, to nie musisz robić nic więcej. Jeśli się nie spodobałeś, to jest to jak napis „Game over”. Gra się skończyła i atakowanie innych, zmieni tyle samo co kopanie w komputer.

Walka z kimś jest pozbawiona sensu. To tak jakby o mnie rywalizowały dwie dziewczyny: lokalna paskudna i seksowna, długonoga piękność. Ta paskudna mogłaby robić wszystko żeby wygrać, ale wciąż wolałbym tą atrakcyjną, chociaż jest też bardzo prawdopodobne, że wolałbym jakąś trzecią, która miałaby na tyle dużo klasy, żeby być ponad szarpanie się za włosy.

Dlaczego? Bo co by nie mówić, takie zachowanie jest buractwem. Nawet nie dlatego, że za grosz nie ma się wtedy stylu, ale dlatego, że traktuje się kobiety przedmiotowo na zasadzie: „My tu sprawdzimy, kto z nas dwóch jest bardziej naładowany testosteronem, a wygranemu przypadniesz w udziale ty, dwa wielbłądy i stado owiec”. Dokładnie tak to wygląda i z tego powodu, każdy kto daje rady typu: „Zawalcz o nią”, powinien dostać zakaz zbliżania się do jakichkolwiek ludzkich siedzib*.

Sam stosuję jedną zasadę: Nigdy nie walczę o kobiety i nigdy nie będę tego robił. Wiem ile jestem warty, jeśli któraś z nich woli kogoś innego, to wzruszam ramionami, bo zachowywaniem się jak buc, tego nie zmienię. Zamiast niej, będą chciały mnie inne**. W życiu na dłuższą metę, wygrywają lepsi, więc jeśli nie podoba się komuś przegrywanie, to powinien stać się lepszy, a nie krzyczeć i zaciskać pięści.

Inna sprawa, to walczenie za swoich bliskich i stawanie w ich obronie, kiedy coś im grozi. To zrobiłbym zawsze w małych i większych okolicznościach, bo bronienie najbliższych, jest jedną z nielicznych sytuacji, w których warto komuś porządnie przyłożyć. Właściwie, to jestem skłonny posądzić o kastrację każdego, kto nie zrobiłby wszystkiego, żeby zapewnić bezpieczeństwo swojej dziewczynie, żonie lub dziecku.

Dlatego podsumowując, tylko sparafrazuję tytuł: Nigdy nie walcz o kobiety. Walcz za nie.


* Zresztą, mało jest aż tak nieskutecznych rad, bo nikt nie lubi osób, które za dużo się starają.
** Mało jest atrakcyjniejszych zachowań. Może i paradoksalne, ale działa.

  • Vaas

    Generalnie zgadzam się z Tobą, aczkolwiek lubię patrzeć na tłuków na imprezach. Poznałem dzięki Tobie słowo defloracja i chyba wprowadzę je do słownika :p

    Jedyne z czym się nie zgodzę to zdanie „Jeśli się spodobałeś, to nie musisz robić nic więcej. Jeśli się nie spodobałeś, to jest to jak napis „Game over”.” Jeżeli mówiłeś to tylko w kontekście walki fizycznej o kobietę, to masz rację, lecz w innym przypadku zdarza się, że ludzie łączą się w pary po długiej przyjaźni, mimo że nie czuli pociągu do siebie od początku.

    • Volant

      Wiesz, czasem tak bywa, ale wiem z doświadczenia, że to takie fikcyjne związki, tzn. niby są razem, ale pojawia się pierwszy lepszy fajniejszy facet i związku już nie ma.

  • Kamil Pe.

    „Jeśli się spodobałeś, to nie musisz robić nic więcej. Jeśli się nie spodobałeś, to jest to jak napis „Game over”

    Nie do końca może być Game over w takim przypadku. Często spotyka się sytuacje, że dziewczyna mówi, „mam chłopaka”, „czego chcesz”, „odejdź” to może nam się wydawać, że jest to brak zainteresowania z jej strony, czy mogliśmy się jej nie spodobać i zazwyczaj faceci odchodzą, ale jeśli oleje się tego typu pytania i zmieni się tok rozmowy, to można nawiązać całkiem fajną relację i może w przyszłości coś z tego wyjść.

    Mi zazwyczaj nie chce się dalej brnąć w dyskusję, jak zaraz po powiedzeniu „Cześć” usłyszę, takie słowa, bo wiem, że jestem przystojny :D i że kilka kroków dalej, może być kobieta, która inaczej zareaguje na tego typu słowa :D

    A wracając do słów Vaas:

    „Jeżeli mówiłeś to tylko w kontekście walki fizycznej o kobietę, to masz rację, lecz w innym przypadku zdarza się, że ludzie łączą się w pary po długiej przyjaźni, mimo że nie czuli pociągu do siebie od początku.”

    Odpowiedź Volanta jak najbardziej jest dobra i jest to udowodnione naukowo. Podczas uprawiania seksu, u mężczyzn i u kobiet jest wydzielany taki hormon jak oksytocyna. Ten hormon odpowiada za zakochanie, działa na nas w taki sposób, że przywiązujemy się do drugiej osoby, z którą uprawialiśmy seks i zaczynamy czuć między sobą więź, jesteśmy bardziej czuli. Dlatego też mężczyźni często po seksie są skłonni do okazywania uczuć przez słowa, a kobiety lubią się przytulać po seksie. Więc im więcej pieszczot, jakie dajemy kobiecie i naszych orgazmów, tym związek będzie lepszy :)

    • Volant

      Nie do końca może być Game over w takim przypadku. Często spotyka się sytuacje, że dziewczyna mówi, „mam chłopaka”, „czego chcesz”, „odejdź” to może nam się wydawać, że jest to brak zainteresowania z jej strony, czy mogliśmy się jej nie spodobać i zazwyczaj faceci odchodzą, ale jeśli oleje się tego typu pytania i zmieni się tok rozmowy, to można nawiązać całkiem fajną relację i może w przyszłości coś z tego wyjść.

      Zgadzam się Kamil, ale ja mówiłem bardziej o sytuacji, w której ktoś realnie się nie podoba, a nie kiedy taki tekst jest elementem flirtu.

  • hektor

    Jesteś świetnym blogerem, lubię Twój styl, potrafisz bardzo dobrze wplatać w artykuł swoje „luźne” przemyślenia, dzięki temu świetnie się to czyta. Ten artykuł jest zdecydowanie prawdziwy, jednak nie zgodzę się z porównaniem walczących mężczyzn do walczących kobiet, to zupełnie co innego. Ty jako fan genetyki na pewno wiesz, że kobiety miały zawsze inne role w przyrodzie, zajmowały się innymi aspektami w życiu i to mężczyźni musieli być waleczni, odważni i męscy. Fakt że w problemie o którym mowa żadna z wyżej wymienionych cech nie jest spełniona, to raczej fatalne próby odegrania ich. Kobiety jednak marzyły o „bohaterach” tak jak śpiewała to Bonnie Tyler: „I need a hero I’m holding out for a hero till the end of the night he’s gotta be strong and he’s gotta be fast and gotta be fresh from the fight”. Faceci raczej szukają innych cech typu: opiekuńczość, wrażliwość itp.

    • Volant

      Zgoda, że szukają innych cech, ale mężczyźni wcale nie szukają opiekuńczości i wrażliwości, a kobiety nie szukają „bohaterów”.

      Mężczyźni szukają przede wszystkim urody. To jest ich pierwsza potrzeba, dlatego w przykładzie była kobieta ładna i nieatrakcyjna. Nie spełniając kryterium urody, żadna kobieta nie zostanie zaakceptowana.

      Kobiety szukają zaradności, a szerzej: bezpieczeństwa, opieki i ewentualnego utrzymania. Jeśli tych cech nie będzie, to taki gość, może lać wszystkich, a i tak nic z tego nie wyjdzie, bo nie spełnia cechy podstawowej – życiowej zaradności.

      • Monika

        Jest wiele rzeczy które przesadnie upraszczasz Volant jak i wiele z którymi sie zgadzam ale z tym że kobiety szukają życiowej zaradności u facetów zgadzam się w każdej literze! Mam 25 lat i facet który nie rokuje że będzie zarabiał dobrze (nie musi dziś, wystarczy że za parę lat) nie ma u mnie (i u wielu koleżanek z którymi rozmawiałam na ten temat) szans na przysłowiową „kawę i kino” – jeśli nie jesteś w stanie zarabiać na tyle żeby kiedyś się o mnie zatroszczyć albo o dziecko które kiedyś będę chciała mieć to hmmmm… znajdę lepszego od ciebie, bardziej męskiego.

  • Nev

    Inna sprawa, to walczenie za swoich bliskich i stawanie w ich obronie, kiedy coś im grozi. To zrobiłbym zawsze w małych i większych okolicznościach, bo bronienie najbliższych, jest jedną z nielicznych sytuacji, w których warto komuś porządnie przyłożyć. Właściwie, to jestem skłonny posądzić o kastrację każdego, kto nie zrobiłby wszystkiego, żeby zapewnić bezpieczeństwo swojej dziewczynie, żonie lub dziecku.

    W ostatni weekend w Łodzi był taki jeden co stanął w obronie dziewczyny. Zginął ugodzony nożem.