Młody, piękny i ambitny… singiel bez pracy

Młody, piękny i ambitny… singiel bez pracy

Świat roi się od fajnych ludzi, o których nikt nie wie, że są fajni, ale podobno wystarczy „bliżej ich poznać”, żeby to zauważyć. Nie mają złudzeń co do swojej wartości, bo wiedzą jak wiele wspaniałych rzeczy są w stanie zaoferować innym. Wiedzą to też ich najbliżsi. Ich przyjaciele powtarzają, że na miejscu dziewczyn, wdrapywaliby się na nich jak małpy i szukali bananów. Rodzice twierdzą, że takiemu pracownikami płaciliby w walizkach pieniędzy jak na mafijnych filmach. Oni sami, też o tym wiedzą i prawdopodobnie przez to, całe dnie spędzają na pukaniu się w głowę, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie: „To dlaczego nic mi w życiu nie wychodzi, a ja jestem absolwentem ze średnią 5.0, ale bez pracy, dziewczyny i perspektyw?”

Ludzie widzą fakty, a nie proces

Jeśli kupujesz kartę Multisport i zaczynasz ćwiczyć, to zauważysz że twoje ciało się zmienia już po upływie czterech tygodni. Twoim najbliższym znajomym zajmie to około ośmiu tygodni, a reszta świata, która wbrew pozorom nie cierpi na szybko postępującą ślepotę, zauważy to dopiero po dwunastu tygodniach. Dokładnie tak – po trzech pełnych miesiącach intensywnych ćwiczeń! A pewnie nawet wtedy większość z nich podrapie się po głowie mówiąc:
- Hm… Jakoś inaczej wyglądasz… Inaczej się czeszesz?

Dotyczy to kelnerek, marketerów, sprzedawców, sekretarek, kobiet na kierowniczych stanowiskach i budowlańców. Generalnie sprawdza się to do kobiet i mężczyzn i tylko nie dotyczy dzieci, które mają to szczerze gdzieś.

Nikt nie widzi procesu. Nie wie co dzieje się w twojej głowie, nie wie o twoich wyrzeczeniach, drobnych porażkach, możliwościach, planach i relacjach z innymi, bo zwyczajnie nie ma szans tego wiedzieć. W jaki sposób? Jeszcze jeśli jesteś przygłupem możesz się łudzić, że istnieją wróżbitki o takich mocach, ale jeśli jesteś w stanie to uwierzyć, to stawia cię to na równi z facetami, którym ślina ścieka z kącika ust.

Skoro dotyczy to treningów, to nie wiem jakim cudem są osoby, które wyjątkowo lekko zakładają, że inni mają dokładne pojęcie o ich cechach charakteru i nie potrzebują do tego żadnych faktów. Są przekonani, że wystarczy komuś powiedzieć: „Będę super pracownikiem” albo „Będziesz ze mną szczęśliwa jak z nikim innym” i że to wystarczy. Niestety tak nie jest, a sprawdza się to na dwóch ważnych obszarach życia – w karierze i związkach.

„Jestem osobą idealną na to stanowisko, bo… tak”

Wspólnym problemem bezrobotnych absolwentów, smutnych ludzi i osób pełnych miłości, której nikt nie chce przyjąć, jest to, że w 80% nie mają osiągnięć, a w 20% przypadków, posiadają je, ale nie potrafią o nich mówić.

Kiedy skończą Marketing i szukają pracy, to na pytanie:
- Dlaczego mam ciebie zatrudnić? – odpowiadają:
- Bo skończyłem Marketing.
- A co umiesz?
- To co ludzie po skończonym marketingu.
Zwykle na tym rozmowa się kończy, bo skończenie studiów, nie jest umiejętnością, a ludzi zatrudnia się ze względu na to, co potrafią robić. Im bardziej unikalne umiejętności, tym większe pieniądze.

Ostatnio rozglądam się za osobą do zespołu. Oczekiwania mam standardowe: umiejętność nawiązywania kontaktów oraz kreatywność, czyli to co przeciętny student kopiuje do swojego CV. Może nie sądziłem, że takie osoby rodzą się na kamieniach, ale mimo wszystko, że jest ich dużo. Szybko zauważyłem, że to nieprawda, bo jedyną rozpowszechnioną umiejętnością jest kłamanie. Takie niewinne w rodzaju zdania:
- Ależ ja jestem kreatywny!
- Cieszę się, a co masz na dowód, że taki jesteś?
- No wiesz, mam… yyyy… ten… dużo fajnych pomysłów…
- To opowiedz mi o trzech najlepszych.
A wtedy pada typowa wypowiedź członka SLD.

Ludzie robią też inne rzeczy. Twierdzą, że o nawiązywaniu kontaktów wiedzą wszystko, ale co drugi facet boi się podejść do dziewczyny i porozmawiać, a kobiety posiadają równie marne umiejętności socjalne. Piszą że są ambitni, a składają CV do pracy za 2 000 zł, co jest jawnym kłamstwem albo zwiastunem zaburzeń psychicznych. Mniej więcej to tak jak powiedzieć, że jesteś boski w łóżku, kiedy nie masz penisa. Ludzie odpowiadają też na pytanie co są w stanie zaoferować firmie, mówiąc że całych siebie przez 8 godzin dziennie, ale na pytanie co dokładnie, odpowiadają że nie bardzo wiedzą, ale na pewno same fantastyczne rzeczy.

Wynika to z tego, że koncentrują się na złym elemencie. Wartością jest dla nich…

Wiedza zamiast umiejętności, chociaż powinno być na odwrót

To jest problemem edukacji – przez lata wmawia się ludziom, że kiedy wiedzą jak coś się robi, to również to umieją. Czasem jest to prawda, ale częściej nie i to dlatego rzeczywistość roi się od teoretyków i różnego typu mentalnych masturbatorów. Niestety to, że student prawa wie jak napisać pozew, nie znaczy że umie to zrobić w taki sposób, żeby przynosił konkretny efekt. Wiedza o technikach sprzedaży, nie czyni nikogo dobrym sprzedawcą. Wiedza o zarządzaniu zespołem, kiedy zarządza się tylko ekspresem do kawy i zszywaczem nic nie daje.

Wiedza jest super, ale liczą się efekty. Możesz mówić o tym, że posiadasz jakąś umiejętność, tylko kiedy masz w niej osiągnięcia. Nie kiedy wiesz o niej dużo albo ją wykonujesz. Możesz latami wykonywać jakieś czynności i wciąż ich nie umieć. Chodzić na ryby i wracać z pustymi rękami.

Umiejętność to realny efekt i dlatego umiesz sprzedawać, kiedy robisz największe obroty w firmie, a nie kiedy przeczytasz wszystkie książki poświęcone sprzedaży. Z tego powodu tak wiele osób nie pracuje w zawodzie, bo do pracy przyjmuje się na podstawie posiadanych umiejętności, a nie zawodu czy posiadanej wiedzy.

Bezinteresowność – Święty Mikołaj dorosłości

Poznając cię, ludzie, mniej lub bardziej świadomie, określają twoją osobę przez pryzmat tego, co jesteś w stanie wnieść do ich firmy, życia lub relacji. To transakcja wymienna, w której nic nie dostaniesz, jeśli czegoś komuś nie dasz. Inni chcą wiedzieć, w jaki pozytywny sposób ich życie ulegnie zmianie, kiedy będziesz jego częścią, przy czym są w stanie ocenić tylko to co jest widoczne na pierwszy rzut oka, a jeśli coś nie jest widoczne, to mówią: „Jesteś super, ale na razie wolę być sama” albo „Zadzwonimy w przeciągu dwóch tygodni”.

Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie: „Co jesteś w stanie mi dać?” podając co najmniej trzy argumenty oraz sprawdzalne dowody, które je potwierdzają, to dla ludzi całkowicie tracisz wartość. To tak jakby ktoś mówił, że trenuje i zna się na wykonywaniu ćwiczeń fizycznych. Mówisz, że super i w ogóle jest interesującą osobą, ale kiedy po pytaniu dlaczego tak sądzi, on odpowiada, że tak czuje, różni ludzie mu tak mówią i poświęca na to dużo czasu, to przekręcasz włącznik odpowiedzialny za uwagę i zaczynasz myśleć o kolorze sąsiedniej ściany.

Ludzi przekonują fakty i chętnie otaczają się osobami, które są w stanie powiedzieć: „Mój biceps urósł w przeciągu sześciu miesięcy z 34 centymetrów na 36, a sam znalazłem się wśród 20% klubowiczów, który osiągają na siłowni najlepsze efekty.” Cała reszta jest klasyfikowana jako osoby podejrzane w najlepszym wypadku. Jako nieudacznicy w najgorszym.

„Fajną masz furkę”

Tym sposobem trafiamy do tematyki związków. Kobiety i mężczyźni mają dość standardowe kryteria oceny swoich partnerów. Upraszczając, ze względu na konieczność wychowywania dzieci, kobiety nastawione są na długotrwałe relacje z osobami, które są w stanie zapewnić im trzy rzeczy: opiekę, utrzymanie i obronę. Mężczyźni z kolei są nastawieni na seks z ładnymi kobietami, które mają piersi i nie mają penisa.

Tym samym, w przypadku kobiet łatwo ocenić czy posiadają urodę czy nie i tylko trzy setki wódki w żołądku mogą stanowić pewne utrudnienie. W przypadku mężczyzn, ocena jest bardziej skomplikowana. Każdy z nich ma ego wielkości małego kraju i jest przekonany, że będzie świetnym kochankiem, partnerem i ojcem oraz że jest w stanie zapewnić kochanej osobie wszystko czego ona potrzebuje. Niestety mocno przypomina to mówienie o tym jak bardzo jest się ambitnym i kreatywnym z wcześniejszych akapitów.

Jeśli jesteś samotny, sam przemyśl co może być dowodem na to, że jakiejś dziewczynie będzie z tobą dobrze. Może to, że inne były z tobą szczęśliwe, ale rozstaliście się, bo ty z nimi nie, a może to, że jesteś szczęśliwy sam ze sobą i nie jesteś płaczliwym ofermą? To dobry kierunek myślenia. To z powodu potrzeby wyszukiwania dowodów,  kobiety dużo większą uwagę zwracają na posiadaczy „fajnych furek”, bo to potwierdza, że są w stanie utrzymać siebie, więc ją prawdopodobnie też. Lubią mięśnie, bo to całkiem pewny dowód na to, że będzie się w stanie ją obronić. Lubią też bananów (bo ktoś im zawsze pomoże) oraz mózgowców (którzy osiągają pierwsze sukcesy). Na koniec, bardzo duże wrażenie robią też na nich społeczne dowody wysokiej pozycji, a więc:
- Powodzenie u innych kobiet – „Skoro inne zauważyły w nim wartościowe cechy, to znaczy, że pewnie je ma”. To natomiast tłumaczy zjawisko, kiedy singiel po wejściu w związek nie może opędzić się od kobiet.
- Kierowanie mężczyznami – „Skoro oni go słuchają, to znaczy że jest od nich lepszy”
- Bycie osobą publiczną – „Skoro wszyscy uważają go za wyjątkową osobę, to musi taki być”
- Nastawienie do życia: spokój, szczęście, luz – „Skoro tak się zachowuje, to musi mieć do tego powody”.

Jednym zdaniem: musisz mieć osiągnięcia, żeby ludzie zwracali na ciebie uwagę. Kiedy ich nie masz, przestają patrzeć i słuchać. Z jednego powodu – bo łykanie zdania: „Jestem cudowny jeśli mnie bliżej poznać”, to za duże ryzyko.


Jeśli więc jesteś młodą, piękną, ambitną singielką lub singlem bez satysfakcjonującej pracy, to spójrz na swoje życie pod kątem osiągnięć. Jeśli je masz, w co chciałbym wierzyć, to zacznij o nich mówić w przekonujący sposób, a kiedy ich nie masz, to poświęć tylko połowę energii jaką wykorzystujesz na biadolenie, żeby mieć ich jak najwięcej.

Pracuj dla osiągnięć. Pieniądze przyjdą same.

  • Baton

    Świetny tekst. Masz powód do dumy! :)

  • Anonim

    Bardzo dobry tekst.
    Jedynie spora ilość literowek itp psuje końcowe wrażenie. A niepotrzebnie

    • Volant

      Poprawiłem co widziałem. Jakbyś jeszcze coś zauważył, to będę wdzięczny za maila na volantification@gmail.com

  • Daniel Barszcz

    Przez pewien okres czasu miałem przekonanie, że nie ważne jak ludzie mnie oceniają i co sobą prezentuje, ważne jest jednak jak ja o sobie myślę. Przekonanie te miałem zakorzenione na wszystkich sferach życia. Patrząc z teraźniejszego punktu widzenia zastanawiam się skąd wzięło mi się takie dziwne przekonanie.
    Miara człowieka oceniana jest przez pryzmat społeczeństwa. Mogę wiedzieć nadzwyczajne rzeczy, ale gdy informacje te nie będę przeze mnie rozpowszechniane to mogę sobie dalej żyć. Chociaż w tym przypadku jest jeszcze druga strona medalu. Mogę podać przykład z życia wzięty. Założyłem bloga o czymś co dla ludzi wydaje się, że potrzebne jest ogromne doświadczenie. Jestem świadomy, że na pewno jakieś jest. Jestem też świadom, że wiedza oraz sukcesy, które posiadam w tej dziedzinie już w tym momencie pozwala mi pisać o tym czym interesuję się od długiego czasu. Jednak znajdą się osoby, które wiedzą lepiej czym powinienem się dzielić.
    Oczywiście nie jest tak, że moje przekonanie dotyczące oceniania zmieniło się o 180% oraz że dotyczy wszystkich dziedzin życia. Znaczenie ma tu jeszcze filtrowanie. Znane są momenty, kiedy wyrażanie opinii innych osób jest ważne, ale również są momenty, kiedy nie warto słuchać, bo zna się „prawdę”.
    W sumie to co napisałem trochę odbiega od tematu, ale poczułem chęć podzielenia się moim sukcesem dotyczącym zmianą w kwestii oceniania. :D

    Poza tym to świetny tekst, ale o tym to już Ci pisałem. :)
    Pozdrawiam.

  • kulka

    Trafiłam zupełnym przypadkiem, zakochałam się totalnie.
    Cudowny blog, cudowny autor.
    Love.

    • kulka

      i przy okazji ukradłaś mi nieświadomie tożsamość :(

      • Volant

        Aniu, zawsze możesz się zarejestrować na stronie i dodać swój avatar, to wtedy nikt Ciebie nie pomyli :)

  • Konkretny tekst, bez owijania w bawełnę.

    A co do edukacji to racja, więcej nauki, np. o programowaniu niż samego programowania.

  • Luko

    Powrót do formy Volant, piona! ;) zdecydowanie w tej tematyce czujesz się najlepiej!

  • Vaas

    Wreszcie coś konkretnego w starym stylu. Podobało mi się!

  • Robert

    Najbardziej na tym blogu dobija mnie tendencja użytkowników do ciągłego lizania tyłków poprzez: „świetny wpis”, „Wróciłeś do formy”, „świetnie się czytało” – wiemy to, Volant też to wie. Czemu nikt się nie podejmie merytorycznej dyskusji?

    Ja mam pytanie i prośbę do Ciebie, Volant – wydaje mi się, że wcześniej czytałem u Ciebie na blogu (choć to mógł być też inny, pamiętam, że wtedy wszystko czytałem, jak leci :)), że liczby nie są wyznacznikiem człowieka – czyli, że to z iloma kobietami się przespałem lub całowałem, lub umówiłem, wcale nie świadczy o mojej wartości. Pomijamy kwestię, kto to pisał, chodzi mi o sam kontekst: gdzie jest złoty środek? Zakładamy, że obie wersje są prawidłowe: o mnie, jako człowieku, nie świadczy ilość kobiet, z jakimi byłem; ale też pisałeś tu, że muszę mieć namacalne osiągnięcia, by mieć powodzenie. No i moje pytanie: jak tu wywalczyć kompromis?
    W chwili obecnej mogę się pochwalić jakimiś tam osiągnięciami w różnych dziedzinach życia, np.: zawodowo – z rozmowami kwalifikacyjnymi nigdy nie miałem problemu i zawsze przedstawiałem swoją wartość tak, jak chciałem danemu pracodawcy, ale z kolei w kwestii kobiet, tych ‚osiągnięć’ nie ma aż tak wiele. Sporo czynników się na to składa (krótki staż, zima mnie zniechęca do wychodzenia na miasto, „dziury w głowie” (braki, kompleksy, błędne przekonania itp.)), a ja nie do końca wiem, jak się zastosować do tego wpisu i jak go przełożyć na swoje życie.

    Za odpowiedź będę wdzięczny. ;)

    • Volant

      Kobiety to specyficzny rodzaj ludzkiej aktywności, bo bardzo indywidualny :) Kompromis jest właśnie pośrodku. To tak jak kilka komentarzy wyżej Daniel pisał, że kiedyś dla niego miało znaczenie co sam o sobie myśli, a teraz trochę się zmieniło. To dlatego, że w praktyce znaczenie mają oba elementy: zarówno to co sam o sobie myślisz, bo to pcha ciebie do przodu i to co myślą inni, bo jest to potwierdzenie tego na ile skutecznie osiągnąłeś cele.

      A wracając do kobiet: Super jeśli masz namacalne osiągnięcia, bo bez nich nie da się w ogóle uznać siebie za dobrego z kobietami. Za to nie ma znaczenia czy było tych kobiet 10 czy 40, szczególnie że to kwestia priorytetów, tego czego się oczekuje od związków i od samych kobiet. Ktoś może być świetny w związkach, a to wyklucza nabijanie sobie licznika. Ktoś inny może z kolei lecieć na ilość. Obie wersje są super i każdy jest dobry w swojej dziedzinie.

      Czyli podsumowując, wciąż trzeba mieć osiągnięcia, bo bez osiągnięć nie ma sukcesu, ale to jakiego typu będą to osiągnięcia, zależy już od osobistych, szczerych preferencji.

      Najbardziej na tym blogu dobija mnie tendencja użytkowników do ciągłego lizania tyłków poprzez: “świetny wpis”, “Wróciłeś do formy”, “świetnie się czytało” – wiemy to, Volant też to wie. Czemu nikt się nie podejmie merytorycznej dyskusji?

      Wiesz, wyznaję zasadę: „Żyj i daj żyć innym”, więc mi to nie przeszkadza, szczególnie że jak widać po twoim przykładzie, merytoryczna dyskusja jest możliwa. I aż chce się powtórzyć za Gandhim: „Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie” :)

    • Luko

      Wyluzuj troszkę to żadne lizanko czy coś w tym stylu, to już jest Twój problem jak to postrzegasz.
      Ja lubię czasem jak ktoś mnie klepnie w plecy porządnie i powie ‚dobra robota stary’ – to jest zupełnie normalne ;)
      Taki komentarz jest przysłowiowym trzaśnięciem w plecy, ot tyle.

  • Summer

    Liczy się ilość, a na jakość się liczy :)

  • Gość

    Co najbardziej zachęca do przeczytania artykułu, to pośladki na zdjęciu.

    Nie mówię, żeby artykułowi czegoś brakowało. Po prostu pochwalam skuteczność reklamy.

    • Volant

      Dziękuję. Po prostu była to najbardziej „etatowa” fotka jaką znalazłem w przeciągu trzech minut :)

  • Mike

    A ty Volant jaką masz furkę?

    Wyobrażam sobie Ciebie w czarnym passacie B6 ;)

  • To niesamowite, że zawsze trafiam na jakiś Twój tekst w odpowiednim dla mnie momencie. Ten czytałam już wcześniej, ale wrócił do mnie teraz… tuż przed rozmową w sprawie pracy :-) Lubię takie zbiegi okoliczności :-)

  • ad

    To dopiero bodajże Twój trzeci art. który przeczytałem. Bardzo ciekawe spojrzenie, dobra stronka, pozdro

  • swagus

    http://natemat.pl/92687,praca-wykluczone

    tekst wciąż aktualny widzę. przeczytałem na natemat i od razu wszedłem na Volantification

  • Marta.

    Volant, czytam Cię i czytam, i chciałabym tylko jednego: umów się ze mną na kawę!