Dlaczego warto obejrzeć „House of Cards”?

Dlaczego warto obejrzeć „House of Cards”?

Odkąd dorosłem, a więc od czasów kiedy Internet skończono sprzedawać na wiadra, powtarzam dwa ważne zdania: „Jeśli nie myślisz o sobie w kategorii podmiotu, stajesz się przedmiotem w myślach innych ludzi” oraz: „Za każdym razem kiedy nie pracujesz na własne cele, pracujesz na cele kogoś innego”. Od dzisiaj, już nie muszę tego robić.

Robi to za mnie serial „House of Cards”. Polecało mi go kilka osób, ale zbierałem się do niego długo, bo za polityką przepadam w takim samym stopniu jak za depilacją krocza, a bardziej niż rola główna Kevina Spacey zachęciłaby mnie Keira Knigtley. Mogłaby nawet być ubrana. W końcu jednak dałem się namówić i nie żałuję, bo poza pierwszym, nudnym odcinkiem, serial wciąga, bawi i uczy, czyli daje to samo co narkotyki, ale bez narkotyków.

Jeśli chce się mieć łatwe i proste życie, a nie chce szukać się skrawka niewyciętej dżungli, to warto zwracać uwagę na trzy rzeczy:
1) Kontrolę nad pieniędzmi
2) Kontrolę nad czasem
3) Kontrolę nad emocjami

Te trzy elementy składają się na definicję władzy nad swoim życiem. Żeby to zauważyć wystarczy rzucić okiem na dowolną osobę uzewnętrzniającą się na fejsbuku jak romantyk pod koniec imprezy. Wszystkie jej problemy mają związek z utratą panowania nad emocjami, pieniędzmi lub czasem, a najczęściej nad nimi wszystkimi jednocześnie. To nigdy nie jest tylko twoja sprawa, bo rzeczywistość nie znosi pustki. Jeśli tracisz pieniądze, to ktoś inny je zyskuje. Jeśli się emocjonujesz, to właśnie ktoś to wykorzystuje. A kiedy bezsensownie tracisz czas, to ktoś w tym czasie jest produktywny i robi szybkie postępy albo po prostu zaprzęga ciebie do robienia rzeczy, które są ważne dla niego.

I właśnie o tym jest dla mnie „House of Cards”. Świetny serial nawet jeśli nie masz w grafiku na najbliższy rok obalenia prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale potrafisz myśleć o sobie, że za jakiś czas, twoje działania będą miały podobny kaliber.


P.S. Więcej o House of Cards, a szczególnie o jego wyjątkowości medialnej: http://kultura.newsweek.pl/-house-of-cards—serial-2-0,101802,1,1.html
P.S. 2. Jak obejrzycie kilka pierwszych odcinków, dajcie znać jak wam się podobały.

  • Poooncz

    Serial świetny. Sporo moich znajomych się nim zachwyca, jednak (co mnie niezwykle śmieszy) ograniczają się do udostępniania cytatów i promowania siebie jako fanów tej produkcji, nic poza tym, choć pewnie są przekonani, że są genialnymi mówcami i potrafią manipulować ludźmi niczym Frank Underwood. Szkoda, że w ten sposób łamią jedną z podstawowych zasad – kontrola nad emocjami.

    • Milk

      A co innego maja robic? Nosić koszulki z nadrukiem i manifestować miłość do serialu gdziekolwiek sie znajda?

      • Poooncz

        Źle mnie zrozumiałeś :)

        Skoro są tak niezwykle zachwyceni serialem i utożsamiają się z postacią Franka Underwooda (bardziej z jego umiejętnościami i sukcesami). To zamiast manifestować, powinni dążyć do tych cech po cichu, bez pokazywania wszystkim dookoła jacy są światowi i nowocześni, tak jak to robi ich idol.

        Zauważ, kiedy w serialu pokazane są sukcesy Underwoodam, dla osób „trzecich” wygląda to jako ciężka praca poparta latami doświadczenia. W rzeczywistości, doskonale wykorzystuje ludzi znajdujących się w jego otoczeniu (na czele z Prezydentem). Ani przez chwile nie mówi o swoich zamiarach publicznie, cały plan budowany jest w jego głowie, a czyny są jedynie realizacją.

      • Poooncz

        (nie można edytować)
        To wszystko sprowadza się właśnie do jednego – kontrola nad emocjami. Bez tego, możesz jedynie zarządzać sobie w Simcity.

  • lucho

    Film mało realistyczny wg mnie. Oglądać film dla paru ciekawych cytatów, nie wiem czy się opłaca.

    • Volant

      Dlaczego tak uważasz?

  • Robert

    Zabieram się do obejrzenia odkąd tylko usłyszałem i jedyne, co mnie powstrzymuje, to fakt, że polityka jest głównym wątkiem… Ale obejrzę. ;)

  • lucho

    Pokaż mi polityka który „dzisiaj” zostaje ministrem, a „jutro” traci posadę. Wątpie, że taka sytuacja kiedykolwiek miała miejsce. Szkic ustawy przynosi do Kevina i nawet go nie podejrzewa kiedy wycieka kopia… Bóg manipulacji Francis Underwood. Nie kupuję. Nie mniej jednak, fajne niektóre cytaty, ale to za mało, żeby poświęcać czas temu serialowi.

    • Volant

      Tam przecież się zdarza że dwa odcinki to kilka miesięcy czasu, ale masz trochę racji. Z tym, że ja się z tym godzę, bo ciężko od serialu oczekiwać 100% zgodności z rzeczywistością.

  • Piotr

    Praca, praca, praca…

    Najważniejsze w tym serialu jest to, czego nie widać.
    Umiejętności, zarządzanie czasem, pieniędzmi, emocjami. To wszystko wypracował przez lata.

    Z tego też bierze się charyzma i cała reszta cech, które są niezbędne do osiągnięcia sukcesu i takiej pozycji.

    Łatwo podziwiać takich bohaterów jak Underwood, Gekko, czy nawet Rocky Balboa. Lecz mało kto dostrzega najistotniejszą rzecz. Codzienną, żmudną pracę nad samym sobą. Krok po kroku.

    Tego w filmie nie pokażą, bo to nudne. Nikt się nie rodzi królem finansjery, sportu, polityki.
    To trzeba wypracować, i pokonać lenistwo.

    To dla mnie naistotniejszy przekaz serialu.

    Osobiście uważam, że w serialu godniejsze podziwu są postaci typu: Szef związku nauczycieli, dziewczyna pracująca u żony Underwodda i młoda dziennikarka.

    Są o niebo sprytniejsi od Franka, i nie budują swych domków z kart, które się zaczną powoli rozsypywać, czego zapewne doświadczymy w drugim sezonie.

    Ogólnie, dobrze nagrany, i zagrany, ale wystarczyłby 120-minutowy film.
    Oszczędziłbym 9 godzin na ciekawsze i pożyteczniejsze zajęcia :)

  • ronve

    OK zasysam, jest Kevin Specay – jest powód żeby oglądać !!

  • hejterkrytykiemsiezwacy

    Niesamowity serial, dzięki Volantification poznałem Suits i House of Cards i to jedyne seriale które warto by obejrzeć. Bo uczą wygrywania.

    Strasznie podoba mi się narracja Franka do publiczności, a no i pierwszy odcinek nie był wcale taki mega nudny :)

  • patrycjasuzy

    Gdyby nie przeczytany pewnego dnia Twój wpis na temat tego serialu, pewnie nie trafiłabym na niego. Ale zaciekawiona, obejrzałam. Wywarł na mnie ogromne wrażenie i choć to tylko serial, zostawił po sobie ślad w mojej psychice.