Z łańcuchem czy bez?

Z łańcuchem czy bez?

Jest takie zdanie, że mężczyznę trzeba traktować jak psa – nie drażnić i spuszczać z łańcucha. Przebywając z kobietami, zauważyłem że one bardzo lubią łańcuchy i nawet stosują ich dwa modele: w kolorze różowym i czarnym.

Różowy jest cukierkowy i opływa słodyczą. Stoi za nim przekonanie, że kiedy będzie się dla faceta bardzo miłą, uległą dziewczyną, która potrafi z pasją gotować w stroju króliczka z pupą nastawioną do klapsów, to on z wdzięczności dla niej zrezygnuje z chęci biegania bez łańcucha. To rodzaj mało wyrafinowanej manipulacji, podobnie z resztą jak…

Łańcuch czarny, który jest stosowany przez osoby, które nie wierzą w to, że cokolwiek po dobroci działa, więc na wszelki wypadek wolą sprawdzać za kim on się obejrzał, gdzie zadzwonił albo z kim się spotkał i lepiej żeby ten ktoś nie miał upodobania do chodzenia w pończochach. To typ dziewczyn, który w dzieciństwie marzył o karierze międzynarodowego szpiega, a skończył na poniżających zajęciach w rodzaju przeglądania skrzynki mailowej partnera.

Problem w tym, że jakie te łańcuchy nie byłyby długie, ładne i wygodne, to wciąż nie powinno ich być. Kontrola w związku jest fajna. Może nie jak układanie klocków Lego albo wydawanie nie swoich pieniędzy, ale wciąż wydaje się niezła. Niestety zazwyczaj też psuje związek.

Takie zachowanie jest jeszcze bardziej bezsensowne niż oglądanie MTV w oczekiwaniu na muzykę. Z trzech powodów. Po pierwsze, marnuje się czas. Po drugie, nie można się wtedy cieszyć związkiem, bo jak skoro cały czas kogoś się o coś podejrzewa? Po trzecie, doprowadza to do wściekłości wszystkich. Kontrolera, bo stale nastawia go na wyszukiwanie rzeczy, które nie grają tak jak powinny, co działa tak jak oglądanie wiadomości – cały czas słysząc o tym co na świecie dzieje się złego, przestajesz zauważać dobre rzeczy. Jeszcze gorzej działa to na kontrolowanego, który czuje się jakby zatrzymał go policjant z mocnym postanowieniem wlepienia mandatu.

Sekretem uwodzenia i dojrzałych relacji jest bycie osobą, wobec której inni ludzie zachowują się dobrze. Ludzie mają chcieć z tobą być, a nie musieć. Pewnym czyichś uczuć można być dopiero kiedy bez łańcucha zachowują się w sposób godny zaufania, a nie kiedy łaszą się ze strachu przed przyłapaniem.

Czyli co? W związkach nie ma miejsca na żadną kontrolę? Nie do końca – jest miejsce na tylko jeden specyficzny rodzaj „sprawdzania”. Mniej więcej taki, który można zaobserwować u przyjaciół idących razem ulicą. Bez względu na to jak chodzą kiedy są oddzielnie, to kiedy są razem robią kroki tej samej długości i idą w takim samym tempie. Nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że w sposób naturalny się do siebie dopasowują i nie muszą w tym celu się pilnować.

Dokładnie tak samo powinny wyglądać związki – iść powinno się razem nie dlatego, że nie można inaczej, ale dlatego że się nie chce inaczej.

A kiedy czuje się, że idziecie w różnym tempie, to powinno się usiąść przy drodze, odpocząć i poczekać na kogoś, z kim będzie się dało iść jednym krokiem.

  • Daniel Barszcz

    Cześć,
    sam zamysł całego postu jest świetny, ale realizacja tego co tu napisałeś jest prawie niemożliwa. Sam dobrze wiesz, że aby nie było kontroli wymagane jest ogromne zaufanie do drugiej osoby oraz świadomość tego jak bardzo wartościową osobą się jest. Na takie zaufanie pracuje się bardzo długi okres czasu, a czasami niektórzy nigdy go nie uzyskują.
    Jest jeszcze kwestia tego, że gdy jesteśmy z drugą osobą wiemy jak wartościową jest dla nas osobą. Podświadomie czy też świadomie będziemy chcieli, aby zawsze było blisko nas. Wydaje mi się, że w tym przypadku nie da się przestać kontrolować drugiej osoby.

    W sumie to teraz przyszło mi do głowy, że nasze przekonania mają tu też duży wpływ na to jak będziemy postrzegać różne niewygodne nam sytuacje, w których chcemy wiedzieć co nasz partner robi.

    Chyba że wszystko to co napisałem jest związane z tym „specyficznym” rodzajem kontroli to nie mam pytań. :)
    Pozdrawiam.

    • Volant

      Nie. Ma dokładnie związek z tym co napisałeś. Dokładnie rozumiem dlaczego ludzie zachowują się w taki, a nie inny sposób. Inna sprawa, że jest on wysoce nieskuteczny, bo nic nie poprawia, a tylko pogarsza.

    • Paz

      Jeśli wchodzisz w związek i dopiero masz zamiar budować zaufanie to ja ci życzę szczęścia z kobietami – przyda ci się. Związek dla mnie powinien być czymś poważnym i jeśli wchodzi w ekskluzywną relację z osobą, która nie jest w 100% dla ciebie osobą godną zaufania, to po co się wiązać z kimś takim? Nie mówię tu, żeby kogoś sprawdzać, ale to da się naprawdę łatwo zauważyć, wystarczy spojrzeć na jej relację ze znajomymi, czy obgaduje kogoś za plecami, czy mówi ‚małe kłamstewka’, czy jest kompletnie szczera i mówi to co myśli – jeśli nie zdaje egzaminu na etapie tych cech, które są jednocześnie cechami wartościowej osoby, to nie wiążę się wtedy w monogamiczny związek, bo:
      a) nie jest osobą wartościową
      b) nie jest to osoba godna zaufania

      Problem większości ludzi polega na tym, że wchodzą właśnie w takie związki, a potem muszą inwigilować własnych partnerów, hahaha, co za nonsens. Ja daję kobiecie wolną rękę i sam tego wymagam od niej – rób co chcesz i bądź sobą, bo właśnie taką cię lubię. Znam siebie i wiem, że ja tego nie spierdolę i nie zdradzę, więc nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mnie sprawdzał, bo to brak zaufania do mojej osoby, którego wymagam od swojej partnerki.

  • Co ciekawe, owe dwa łańcuchy, o których piszesz, to przeciwne skrajności: różowy łańcuch – syndrom ofiary, czarny łańcuch – syndrom szpiegującego tyrana/kata. Ludzie mający takie strategie działania w związku usilnie wchodzą w takie role, gorzej jak ktoś nie chce być ani katem, ani ofiarą – po prostu sobą :)

    Pozdrawiam ;)

  • Mario P.

    aby być w 99% pewnym, że nie zostanie się zdradzonym. Bądź dobrym kochankiem, dbaj o swojego partnera (ale nie swoim kosztem), zapewniaj mu przygody i wiele emocji i sam bądź wierny.

    a jeżeli partner otwarcie mówi o zdradzie to go wypuść i znajdź sobie nowego (gorzej gdy macie obrączki i dzieci).

  • Mario P.

    poza tym gdzie jest przyjemność z kontroli w związku?

  • m

    Tylko Urząd Skarbowy ma władzę nad człowiekiem i to nie zawsze. Miałem przez jakiś czas tak, że dziewczyna wynagradzała mnie seksem za dobre zachowanie. Prawdziwa patologia. Kiedy stwierdzała, że zasłużyłem to dostawałem, czego chciałem. Dowiedziałem się o tej fazie prawdziwym przypadkiem, który uratował mi de facto dalsze losy. Kobiety ZAWSZE będą kontrolować i niekoniecznie w tak dosłowny sposób, jak napisałeś. One są bowiem bardziej uzależnione od nas, niż my od nich biorąc pod uwagę wartość mężczyzny, który często poznaje innych ludzi, ma pasje, życie zawodowe, zarabia kupę kasy. Facet „bez ego” plus jakakolwiek kobieta w związku o mniejszym poziomie wewnętrznego rozwoju=kontrola. Przyznam, że trudno rozpoznać łańcuch. Myślę, że czasami jest wręcz niewidzialny. Od czasu najpoważniejszego związku w swoim życiu, z fartownym uniknięciem dziecka uznaję za jedyną prawdę własną intuicję. Artykuł spoko. Pozdrawiam serdecznie, M.

  • A.B.

    zresztą* :)
    Poza tym to masz rację.