Life’s a game of inches

Life’s a game of inches

Krótki ranking najlepszych filmów sportowych.

Chodząc do szkoły byłem jednym z tych dzieciaków, które wolały książki niż bieganie za piłką. Do czasu.

Odkąd zająłem się sobą, to nie mogłem pominąć też sportu. Zacząłem biegać oraz trenować boks i obecnie uważam, że wszyscy, którzy nie mają z wysiłkiem fizycznym nic wspólnego są podejrzani. Nie na tyle żeby miał ich śledzić jakiś agent Tomek, ale na tyle żeby obserwować w jaki sposób żyją i czy na pewno można im ufać, bo uprawianie sportu jest w pewnym sensie esencją bycia facetem. Pokonywanie samego siebie, rywalizacja i wytrwałość, to słowa, które najlepiej opisują to co daje sport i czego można się nauczyć o sobie samym, uprawiając go.

I to z tego powodu filmy sportowe cieszą się od lat taką popularnością, chociaż ich fabuły są tak zaskakujące jak rozwój akcji w „M jak miłość”. Ale co z tego? Nie wszystko powinno być oryginalne, bo czasem ma się ochotę na zrobienie sobie Dnia Dziecka, śmiech, przewidywalne zakończenie i potężny zastrzyk energii.

Kolejność podanych filmów jest przypadkowa. Z pewnością jest też niepełna, bo każdy lubi co innego, a u mnie zdecydowanie wygrywają sporty walki w tym boks. Nie dlatego, że jest taki fajny, a MMA to pomysł szatana, ale dlatego, że MMA ma za sobą krótszą historię i na swojego filmowego Rocky’ego musi trochę poczekać.

Natomiast bardzo polecam:


WE ARE MARSHALL!


marshallRozbija się samolot z całą drużyną futbolową Uniwersytetu Marshalla, który staje przed dylematem czy w ogóle kontynuować jej funkcjonowanie, bo to przecież start od zera. Nie jest to film z cyklu: „Bierzemy nieudaczników, którzy okazują się świetni”, ale raczej z cyklu: „Przegrałeś i musisz zacząć od nowa. Nie odbudujesz swojej pozycji od razu, ale w końcu to się stanie. Porażka, to nie spróbować tego zrobić”.

W „We Are Marshall!” na szczególną uwagę zasługuje styl myślenia jaki posiada trener. Zasiewa wątpliwości, nie mówi wprost, opowiada historie. Jest bardzo nieszablonowy, ale też dzięki temu niezwykle skuteczny. Jest taka scena, kiedy usiłuje nakłonić jednego ze zdruzgotanych tragedią trenerów do podjęcia posady jego asystenta. Oczywiście on odmawia, a wtedy nowy trener pyta pokazując na jadący pociąg:
- Czy to ten pociąg, który wykoleił się ostatniej zimy?
- Tak.
- Nieźle. Jeszcze niedawno nikt nie sądził że wróci na tory, a on znowu jeździ.


ROCKY


RB Teaser NB 1shtKlasyk, którego nie trzeba nikomu polecać ani przedstawiać. Jeden z najlepszych filmów w historii. Z podobnych filmów polecam „Człowiek ringu” z Russelem Crowe, a skoro o Russelu mowa, to jeszcze trzeba dorzucić „Gladiatora”, czyli najbardziej znany film, w którym starożytni Rzymianie noszą cyfrowe zegarki.


FIGHTER


fighterBardzo dołujący klimat filmu o wyniszczającej głównego bohatera rodzinie: tłustych, leniwych siostrach (nie chodzi o Grycanki) i bracie uzależnionym od cracku, który zniszczył swoją karierę. Opowieść o tym, że czasem trzeba odciąć się od ludzi którzy nas otaczają, żeby wreszcie zacząć żyć dla siebie i zacząć wygrywać. Nie jest to cukierkowa historia, ale jej zakończenie jest euforyczne i ładuje energią aż po końcówki włosów.


MILLION DOLLAR BABY


220px-Million_Dollar_BabyKobieta-bokser, która chce zdobyć mistrzostwo pod okiem emerytowanego już trenera granego przez Clinta Eastwooda. Bardzo emocjonalna historia. Świetnie zrealizowana i zdecydowanie godna polecenia.


SEABISCUIT


seabiscuitW towarzystwie się do tego nie przyznaję, ale uwielbiam ten film. Jest tak banalny, prosty i naciągany, że zachwycanie się nim jest społecznie nieakceptowane, ale ja się nim zachwycam. Właśnie z tego powodu, że jest tak banalny. Ma w sobie same pierwotne emocje i pokazuje to, że oprócz warunków technicznych, liczy się jeszcze determinacja i wola walki – zupełnie jak na tym obrazku. Nawet będąc Skodą, wciąż możesz rywalizować z Lambo. Będąc Dawidem, walnąć Goliata w łeb kamieniem.

I nie zdziwcie się, jeśli po obejrzeniu Seabiscuita będziecie chcieli pójść na tor wyścigów konnych. Zróbcie to – weźcie po 50 zł, pojedźcie do Wrocławia, bo tamtejszy tor w przeciwieństwie do Służewca ma prawdziwy klimat i poczujcie się jak w latach trzydziestych siedząc na kocu, pijąc piwo, jedząc pieczoną kiełbasę i wydzierając się tak, jakby dzięki temu obstawiony przez was koń miał dostać skrzydeł.


ANY GIVEN SUNDAY


any_given_sundayJeśli jesteś osobą, która żyje po to aby nienawidzić Poniedziałków i cieszyć się z okazji Piąteczka, Piątunia, to włącz rano komputer, otwórz ten tekst, przewiń do samego końca i włącz nagranie poniżej pochodzące z Any Given Sunday, bo o drugiego takiego motywacyjnego kopniaka będzie ciężko.

Posłuchaj, poczuj jak ładuje ciebie energią i naucz się wygrywać o cale. O każdy mały cal jaki jest ważny w twoim życiu. Mentalność zwycięzcy buduje się odnosząc sukcesy bez względu na ich kaliber, bo nawet te największe, wciąż składają się z wielu małych.

Life’s a game of inches. So is football.

  • Apropo filmów związanych ze sportem to przypomina mi się jedna scena, w której chłopaki mają na czworaka przejść całe boisko do futbolu amerykańskiego i jeden z nich mówił, że już nie da rady. Zapewne kojarzysz ją, niestety nie potrafię jej znaleźć. Jak ktoś by znalazł to może wrzucić. Z tego co pamiętam to cały film był średni, ale akurat scena cholernie motywująca.
    Ostatni film z przyjemnością obejrzę.

    Fight Club można podciągnąć pod film sportowy? :D

    • Volant

      Nie kojarzę tej sceny, o której mówisz.

      A Fight Club dla mnie to całkiem odrębny gatunek jak wszystko Palahniuka :)

      • kev1in

        Facing the Giant.

    • A może Forever Strong ?

    • Vaas

      http://www.youtube.com/watch?v=Vb4vileb-u4

      You’re welcome

      A ranking fajny. Choć nie przepadam za filmami sportowymi. Brak im oryginalności. Jedynie na „space jam” do dziś płaczę ;)

  • Luko

    Rocky klasyka po za tym mdłym wątkiem miłosnym ;]
    A najbardziej mi się podoba czwóreczka i jego trening w Rosji, tak powininen wyglądać prawdziwy brutalny trening a nie pitu pitu dla panienek w fitness klubach :D

  • v!ncent

    A z Rocky’ego chodziło Ci ogólnie o serię, czy pierwszą część? Bo ‚Rocky Balboa’ to piąty film z cyklu ;)

    • Volant

      O jedynkę, ale nie znalazłem dobrego plakatu.

  • watson

    No to do listy dorzuciłbym Never Back Down oraz koniecznie Coach Carter.

  • Konrad Barwas

    Dzięki za „WE ARE MARSHALL!” i „SEABISCUIT” – już czekają na obejrzenie.

    Z moje strony polecałbym:

    Rudy (1993)
    Jesteś niski, nie masz pieniędzy, mieszkasz w małym miasteczku bez perspektyw, znajomi i rodzina nie rozumieją twoich ambicij i chcą dla ciebie „bezpiecznego” przeciętniactwa i pracy w zakładzie, gdzie pracuje twój ojciec i bracia?
    Wydaje się, ze wszystko w tej historii jest przeciwko Rudy’emu Ruettiger’owi, ale to jak ten chłopak walczy o swoje marzenia, jak wykorzystuje każdą sytuację jaka go spotyka, również te wydawałoby się początkowo niekorzystne…. Lekcja determinacji, wytrwałości i walki o własne marzenia dla każdego. I pokazanie JAK się o nie walczy. Film tym bardziej wart obejrzenia, że oparty na autentycznych wydarzeniach!

    Remember the Titans, (2000)
    Niby dominuje tutaj wątek przezwyciężania rasowych uprzedzeń, ale najważniejsza jest mimo wszystko wola walki, oddanie grze, pracy na sobą, samodoskonalenie. Mega motywujący. Swietnie budowane napięcie w tym filmie pobudza emocje i naprawdę łatwo można zanurzyć się w tej historii. Po obejrzeniu człowiek aż chce wybiec z mieszkania, tak człowieka rozsadza energia;)

    „Moneyball” z niedawnych rzeczy, też myślę jest bardzo dobry. Choć nie tyle co na samej walce na boisku, skupia się na podejściu do życia, ustalaniu włąsnych reguł wg których się gra, zrywaniu z obowiązującymi standardami. Świetne zakończenie tak btw;)

    Co do „Space Jam”…. Wróciły wspomnienia z podstawówki ;)