Kobiety i ich samorealizacja

Kobiety i ich samorealizacja

Zamęcz się, zbrzydnij i zestarzej, ale przynajmniej się samozrealizujesz.

Poza kilkoma skrzywieniami, nienawiścią do cebuli i miłością do siebie, jestem normalnym facetem. To znaczy, że zwykle uciekam na dźwięk słowa „ślub”. Na dźwięk słowa „dzieci” wyszukuję najbliższe połączenia lotnicze do Meksyku. Uważam, że najpiękniejszą rzeczą dzisiejszego świata jest to, że kobiety uczą się tańca na rurze dla własnej przyjemności. Cieszy mnie nawet że czytają „50 twarzy Greya” – jeśli dzięki temu otworzą się seksualnie to bardzo spoko. Otwarcie seksualne też lubię, bo dobry seks nigdy nie polega na udawaniu martwych. Odkąd pamiętam, kręci mnie widok kobiet w szpilkach, pończochach, półeleganckich sukienkach i ołówkowych spódnicach typowych dla korporacyjnego świata. Nic dziwnego, bo są w nich zadbane, seksowne, mądre i pachną Nowym Jorkiem.

Za to nie lubię typowego dla ich właścicielek stylu myślenia.

Kiedyś nie lubiłem lasek, które od chwili pójścia do liceum zamieniały się w zombie owładnięte słowami: „ślub i macierzyństwo”. Teraz coraz częściej nie lubię takiej ambicji w stylu korpo, przez którą na pierwszy rzut oka mądre kobiety, tak się spieszą, że nie mają czasu żeby ugotować sobie obiad, kawę piją tylko z kartonowych kubków, idą do łazienki razem z laptopem, dymają się jak złe mając w głowie raporty do zrobienia, a rytm ich dnia jest wyznaczany przez odpoczywanie do pracy i zmęczenia po niej. I to wszystko z nałożoną maską profesjonalizmu podkreślonego czerwienią szminki i wojowniczym, sprężystym krokiem od windy aż do biurka.

Zdaję sobie sprawę z tego, że na pierwszy rzut oka może to wiać rozbuchaną schizofrenią, bo wielokrotnie mówiłem, że kobiety powinny mieć cele, pasje, ambicje i swoje życie. Wciąż tak uważam, bo sam też jestem bardzo nastawiony na skuteczność, sukces i osiągnięcia. No jestem! Pokornie przyznaję, ale o ile różne rzeczy zawodowe są dla mnie ważne, to za największy sukces uważam swój styl życia. To że pracuję kiedy chcę, jak chcę, robiąc rzeczy, które dają mi mnóstwo frajdy i fakt, że nie muszę o tym mówić nadymając się tym jakie ważne rzeczy robię i gwiazdorząc jakbym dawno nie zjadł Snickersa. Po prostu mogę stanąć i powiedzieć: „Chuj z tym” i nikt mi nic za to nie zrobi. Nie wyleje z pracy. Nie powie, że nie powinienem tak się zachowywać ani nie zarzuci braku profesjonalizmu.

Jeśli chodzi o kobiety, to niby świetnie, że się samorealizują, uczą, kupują formalne ubrania i idą na osiem godzin do pracy, żeby dostawać szybkie awanse i robić mądre miny mówiące jednoznacznie: „Nie jestem elementem wystroju, świnio!”. Super też, że są takie europejskie, że Starbucks jest cudowny, anal jest zdrowy i że trawkę też chętnie poproszę. Bez żadnej ironii mówię: Zajebiście! Podziwiam je bardzo mocno, ale mam też smutne wrażenie, że gdzieś po drodze gubią swoją kobiecość. Zamiast ją podkreślać tym co robią na co dzień, one ją przekreślają życiem dla pracy. A przecież rodzimy się sobą, a nie pracownikiem.

Nie przepadam za chwilą kiedy poznaję dziewczynę z nogami do nieba, mądrą i intrygującą, która co drugie zdanie mówi: „moja praca/w mojej pracy/muszę to zrobić”, bo co chwilę czekam na zdanie: „Chodźmy się pieprzyć, ale skończ szybko, bo musze odpisać na maila”.

Ja rozumiem, że czasy się zmieniają, że rodzina i dzieci przestają być priorytetem. Spoko. Natomiast nie rozumiem sytuacji, w której kobiety żyją dla pracy, przychodzą do domu zmęczone i czują się samotne, bo ktoś im powiedział, że dla samorealizacji nawet rezygnacja ze związku i dzieci to za mało.

Gówno prawda. Może jestem wyjątkiem, ale dla mnie wieje patologią sytuacja, w której kobieta zaczyna wierzyć w to, że jej jedynym celem jest udowodnienie czegoś światu, bieganie w szpilkach ze stertą teczek w ramionach i przerywanie tego niewiele znaczącym seksem. W końcu kto powiedział, że praca w cudzym biurze z ludźmi, których się nie lubi ma coś wspólnego z samorealizacją?

Tu jest potrzebny kompromis pomiędzy flądrą krążącą po domu z włączonym trybem: „Sprzątam dopóki nie zacznie w telewizji lecieć Pierwsza miłość”, a atrakcyjną, ale ogłupioną kobietą działającą w trybie: „Praca, profesjonalizm, samorealizacja i zero życia osobistego”.

Ideałem jest kobieta wystarczająco naturalna, żeby potrafić się zarumienić i pożartować, umiejąca zaplanować na przyszłość swoje małżeństwo i macierzyństwo, ale też wystarczająco mało zdesperowana żeby swobodnie, przyjemnie i bezproblemowo żyć, bez względu na to czy ze mną czy nie.

I tak jak kiedyś kobiety żyły dla męża i dzieci, tak teraz mam wrażenie, że żyją dla pracy i kariery. Z niecierpliwością czekam na chwilę, kiedy zaczną żyć dla siebie.

Zdjęcie pochodzi z woombie.com

  • m.

    Z tego co piszesz, wynika jakby kobieta była stworzona tylko po to, żeby zaspokajać mężczyznę, a on jest przeznaczony do wyższych celów – filozofowania, zmieniani świata, zajmowania najwyższych stanowisk w firmie.

    Może zaczęło to Cię to wkurzać, że kobieta zaczęła być samowystarczalna i nie potrzebuje już tak bardzo pomocy mężczyzn? Może nie jesteście już tacy najważniejsi? Może nie jesteście już tacy najlepsi we wszystkim?

    Kobieta z założenia jest jak kwiat, ale nigdy nie rozwinie się on dopóki nie zaczniecie o niego dbać, CHRONIĆ (->dawać poczucia STABILNOŚCI oraz bezpieczeństwa),podlewać go (->dodawać skrzydeł i zachęcać do działania).A wtedy każdy ogrodnik może liczyć, że to jego kwiat będzie najpiękniejszy.

    Każdy potrzebuje osiągnąć coś w życiu.

    Pozdrawiam.

    • Volant

      Nie czytasz uważnie. To samo co napisałem o nich, napisałem również o sobie. Takiego stylu życia w swoim przypadku również bym nie pochwalał i uważał za równie zły.

      Nie kwestionuję tego, że każdy potrzebuje coś osiągnąć (co też napisałem), tylko nie uważam, żeby najczęściej wybierany sposób był tym najlepszym.

      I nie mam potrzeby rywalizowania z kobietami ani z kimkolwiek innym. Szkoda życia :)

      • kacha

        A na jakiej podstawie Ty się czujesz osobą kompetentną do decydowania o tym, który styl życia jest dobry, a który zły? Albo do definiowania „kobiecości”?

      • Volant

        Na takiej, że się czuję :) Nie musi ci się to podobać.

      • kacha

        Wiem, że nie musi. Zwracam tylko uwagę na braki w rozumowaniu.

      • Volant

        Daj spokój. Od setek lat ktoś wrzuca coś innym do głów: politycy, przedsiębiorcy, sekty i religie. Jezusowi też nikt nie dał prawa mówić co jest dobre a co złe :)

    • AnnaMaria

      Tu nie chodzi o to, że mężczyzn drażni to, że kobiety chcą być samodzielne. Chodzi o korpo sposób myślenia, gdzie spędzasz 8 godzin dziennie z ludźmi, których nie lubisz do tego nie masz czasu dla siebie i na swoje zainteresowania. Nie masz czasu, żeby ugotować dobry, zdrowy obiad. Wszystko kręci się wokół pracy. Praca jest ważniejsza od wszystkiego, nawet od ciebie. Po dniu pracy, cała energia została z ciebie wyssana i nie masz już na nic ochoty. Jeżeli ktoś ma ambicje, by pnąć się po szczeblach kariery, to świetnie. Tylko szkoda, że realizujesz cudze idee a nie swoje, świetnie.

      • kacha

        A skąd Ty wiesz, czyje idee ja realizuję? Skąd wiesz, że jestem nieświadoma tego co robię i że właśnie nie jest to to, czego pragnę?

  • Summer

    „Anal zdrożał ostatnio…” M.R

  • SuGeM

    Myślę podobnie, nawet niedawno na ten temat rozgorzała ciekawa dyskusja „przy flaszce” i wnioski było także podobne.

    Tez znam takie kobiety, które jeszcze często pracują za psie pieniądze, ale przecież się samorealizują. Nie zastanawiałem się nigdy czym to jest spowodowane, ale może naczytaniem się pierdół o równouprawnieniu i dyskryminacji, razem z tekstami, że „nie jesteśmy żeby Was uszczęśliwiać”. Pewnie że nie, ale po co nom stop o tym dudnić gdzie tylko można. Tak jak z homoseksualizmem, nie miałem nic do nich dopóki nie zaczęli na każdym kroku robić w okół siebie szumu i promocji!

    • kacha

      Każdy sobie może dudnić o czym chce i lepiej nie licz na to, że się będzie do Ciebie dostosowywał pod tym względem. Nie jesteś aż tak ważną jednostką.

      • Olala

        Matko, Kaśka, mam nadzieję, że nie rozmawiasz tak z żadnym chłopem (ani z żadną babą), bo nikt na dłuższą metę (ani na krótszą) nie będzie czerpał przyjemności z przebywania z osobą, która sprawia wrażenie wyzwolonej feministki-nie-krytykuj-mnie-ja-wiem-lepiej-a-w-ogole-to-nie-mam-dystansu-do-siebie-i-świata. :)

      • Vaj aj

        Olala, mentalna, duża, mega-mocna piątka! :)

  • Młody Laik

    Osobiście bardziej szanuję te samorealizujące się, które mimo, że zarabiają drobne to jednak zarabiają same na siebie zamiast szukać nadzianego gościa i oczekiwać, że on będzie zarabiał, a ona będzie „zajmować się domem” i podczas jego wyjazdów służbowych puszczać się na boku z kimś kto „poświęca jej więcej czasu i uwagi”. Kobiety powinny mieć cele, pasje, ambicje i swoje życie.

    • Volant

      Zgadzam się. Natomiast nie godzę się na postrzeganie życia jako takiego w którym jest tylko opcja zła (szukanie nadzianego gościa) i średnia (przeciętna praca, przeciętne życie, brak czasu dla siebie i bliskich). Jest jeszcze opcja dobra (zarabianie na siebie w przyjemny i mniej pracochłonny sposób) i uważam za bardzo ważne edukowanie ludzi, że jest też taka możliwość.

      • Akiva

        Czy dla Ciebie poważnie 8h pracy dziennie to tak dużo? Bo gdybym ja pracowała 10, to bym się zastanawiała co robić z wolnym czasem. A czasem trzeba zasuwać, żeby rachunki opłacić, a jeśli ma się z tego jeszcze jakąś frajdę – to zajebiście. Czasem trzeba zasuwać, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość chociażby finansowo, bo nie każda laska, układa sobie życie na bazie faceta. Życie.

  • SuGeM

    Tzn Młody Laiku wszystko powinno być zbilansowane i wtedy jest ok, każda skrajność jest generalnie chujowa. Czasem mnie bawi gdy słyszę rozmowę jakiejś pary; że ona obiadu nie będzie robiła bo nie jest po to żeby dogadzać facetom a jak pralka się zepsuje i facetowi nie chce się ruszyć żeby coś z tym zrobić to od razu leci tekst „co z Ciebie za facet?”:)

  • Tyż kobieta

    Nie podoba mi się stwierdzenie, że ideałem jest kobieta, która samodzielnie zaplanuje sobie małżeństwo i macierzyństwo. Brzmi to tak jakby facet mógł leżeć do góry brzuchem, realizować to co sobie w danej chwili uzna za interesujące, a kobieta ma zaplanować małżeństwo i swoje macierzyństwo.

  • Kobieta idealna

    Nienawidzę feministek. Z większością się zgadzam, Pozdrawiam.

  • Agnieszka

    Abstrahując od grozy panującej w komentarzach… i od drożejącego analu..
    Myślę, że Twoje ostatnie zdanie jasno określa kobietę. Nie potrafimy żyć dla siebie. Jednak jest to czymś spowodowane. Większość z nas …ucieka. Znajdujemy sobie coś, dzięki czemu możemy się skryć nie budząc większego niepokoju.
    Dzieje się to tak, że stawiamy sobie bardzo wysoką poprzeczkę, którą jest „nasze szczęśliwe życie (cokolwiek to znaczy)”. Przez wiele lat kreujemy wizję, wkręcając się w nią do granic możliwości. Gdy coś nawala – nie dostrzegamy tego co nadal działa prawidłowo. Skupiamy się tylko na tym elemencie, który wg nas niszczy całą kompozycję. Jeśli w realu nie udaje nam się, mimo szwów, plastrów i bandaży dorównać obrazkowi, który dawno temu przykleiłyśmy sobie na czole … u c i e k a m y… w cokolwiek mamy po ręką. Tak jest nam po prostu lżej. Szyjemy sobie gorset w którym jest nam łatwo funkcjonować. Nie mamy zbyt wielu ruchów, a z racji tego, nie mamy wielu możliwości na potyczkę.
    Po pewnym czasie okaże się, że gorset i my to jedność. Wcale go nie widzimy i nie czujemy.

  • kicakowna

    Cóż, moim zdaniem kobiety nigdy nie będą w stanie doskonale pogodzić samorealizacji, kariery na najwyższych szczeblach i pogodzić macierzyństwa. Z prostej przyczyny – nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Praca na najwyższych szczeblach zwykle właśnie wymaga poświęcenia sporej ilości czasu, wysiłku, energii. Kobieta musiałaby się zadowolić niższym szczeblem i zajmować się macierzyństwem, bo dziecko absorbowałoby jej czas i uwagę. Jesteśmy w zasadzie skazane na radykalny wybór.

    Chyba, że weźmiemy pod uwagę stronę partnera, który przejmie te obowiązki wychowywania dziecka na siebie. Ale to raczej nie jest dobra opcja.

  • kobieta

    Ideały nie istnieją.

  • marcelina

    No! konkretny blog!
    Mam nadzieję, że zbytnio nie wpłynie na myślenie męskiej populacji, przynajmniej nie w duzej mierze i do ogromnych ich ilości bo takie wredne suki i ksiezniczki jak ja będą miały podcięte skrzydla:D

    a nawiązując do tekstu.. Dzięki takim właśnie pismom dla mężczyzn, dzięki takiej właśnie pogoni za karierą, zdaniom typu „nie poświęcaj życia kobiecie itd-itd.” „kobieta musi mieć pasje, encyklopedie w głowie i najlepiej należeć do Mensa, dogadać się w każdym języku oraz mieć dyplom. No bo jak nie- no to raczej wstyd. Uroda i nogi, i dolki Mirandy nie zdzialaja cudu- nie masz pasji, nie traktujesz swojego pana i wladcy nalezycie i nie jestes reprezentatywna -jestes tylko na raz:) :)
    Jeśli już ślub -to intercyza. Wakacje najlepiej z kochanką, lub na dz*** w taj-landiiii, a żona nawet gdy mniej lub wiecej tego świadoma, zawsze w oczach ukochanego i jego friends będzie tylko a) domina stojąca u progu z batem, zabierającą ciężkie pieniądze męża b) szarą myszą myjaca gary c) raczej nie powoli się na wakacje bez męża w Egipcie z tamtejszymi chłopcami, gdy sobie na nie nie zarobi.
    *(Nie jestem feministka)
    Stąd wiele pięknych, młodych, w tym ja, nawet po przeczytaniu z dużą dozą dystansu, czuje to pieczenie w żołądku i myśli. „skoro tak- no to tylko SAMOREALIZACJA” :)
    Autorze, skoro ubolewasz nad zabieganymi kobietami i ich porzucona kobiecościa, pomyśl jak teraz dlaczego i kto je do tego napędza? Chcą wyglądać olśniewająco, wypowiadać się poprawnie, mieć wspomnienia, własne życie i …może nie być dla WAS na raz lub kilka.
    Nie da się wszystkiego pogodzić albo się poświęcasz sobie albo komuś, nie ma sytuacji idealnych, bo i ludzi tez nie. Kto znalazł już złoty środek i potrafi (znaleźć czas przede wszystkim ) połączyć idealnie kariere, wygląd, rozwój, pasje, chodzić przy tym w szpilkach, leżeć co tydzień w spa, mieć fajny związek, posprzątane w domu, ugotowane w garach, a w głowie dzieci (męża juz niekoniecznie :P) a i najważniejsze! mieć zawsze mega ochotę na zajebiste bzykansko z X, który właśnie zrobił swoje w pracy i ma ochotę na Relax :) oraz sen. No i może siłownię :)

    Wnioskuję iż doba powinna trwać 48 godzin dla NAS co by znaleźć też czas na sen w celu zachowania ciała 20-latki.

    Dla mnie to wszystko przykre. Coraz więcej słyszę podobnie myślących facetów. Myślą że są bogami, ale jak zbliża się 50+ i nagle predyspozycje spadają (pogoń za karierą tez robi swoje ) pojawia się samotność. No ale są też chętne by ją zniwelować O ile pojawiło się kilka zer na koncie więcej . Nie ma wtedy wrażenia ze samemu jest się przedmiotem, przez siebie samego oszukanym? Całe życie lepiej uciekać od bliskości, tworzyć bariery, w imię czego? Hajsu? Świat schodzi na psy.
    Wyciąganie kutasa na imprezie w kiblu może jest fajne, ale już ślepa pogoń za kasa i dostatkiem…

    Pewnie, że wolałabym obudzić się obok ukochanego ze świadomością wzajemności niż zaharowywac się 20/dobę dla kilku tys więcej. Niestety nie mam pewności, że po przeczytaniu tegoz bloga, nie stwierdzi, że woli posuwac lalunie po kiblach niż mnie (Nie, że nie jestem pewna siebie, mózgi łatwo przyswajają widzę i chętne są do zmian, raczej na wersję instant.)
    Dlaczego należy się zabezpieczyć :)

    zasiedzialam się tu …a tyle jeszcze ciekawych wpisów!

    Pozdrawiam autora!