Lifestyle prawdziwego playboya

Lifestyle prawdziwego playboya

I’m a lover, not a fighter zaśpiewało The Kinks, a powtórzyła największa pipka wśród playboyów – Hank Moody.

Bycie playboyem (a zwłaszcza nieudacznym playboyem) ma wiele ciepłych i wilgotnych zalet, ale cieszenie się nimi jest uzależnione od ciężkiej pracy, która jak każda inna grozi wypaleniem zawodowym, problemami z erekcją i wypadaniem włosów.

Ale po kolei…

Zasada nr 1: Ściemniaj laski!

Kiedy jesteś playboyem, to pierwsze co musisz robić, to przez 24 godziny na dobę i przez 7 dni w tygodniu ściemniać laski. Podrywać, uprawiać z nimi seks, dzwonić do nich i świntuszyć w SMS-ach jak facet po pięćdziesiątce, który ma poczucie zmarnowanych trzydziestu lat życia, a jeśli nie umiesz tego robić, to musisz przynajmniej oglądać filmy, w któryś ktoś podrywa laski, przeglądać zdjęcia z cyklu: „Najpiękniejsze koreanki” a w ostateczności filmy: „The best of cumshots”, żeby chociaż mieć poczucie, że posiadanie kobiet to standard w twoim życiu.

Laski musisz podrywać nawet kiedy śpisz, więc noc podczas której nie dostaje się co najmniej trzech SMS-ów, to noc stracona. Od tego zależy twoje samopoczucie, a co ważniejsze twoja reputacja, która legnie w gruzach jeśli tylko siądziesz na barowym stołku. Jeszcze gorzej jeśli zamówisz drinka, co pogarsza sytuacja kiedy będziesz go pił z jakąś dziewczyną. Nie ma nic bardziej lamerskiego niż kupienie czegokolwiek jakiejś kobiecie. Dobry materiał na playboya można poznać w wieku dziewięciu lat, kiedy mówi matce: „Nie pójdę do sklepu po mleko, bo to ty powinnaś pójść po nie dla mnie”.

Skoro nie można pić, nie można myśleć i nie można się przyglądać kobietom, to pozostaje tylko jedno co można robić – być w ciągłym ruchu. Biegać od dziewczyny do dziewczyny i zbierać numery telefonów i buziaczki w policzek. Normalny człowiek ma w piersi serce, Iron Man ma w piersi reaktor, playboy ma generator szczęścia uzależniony od całusów i ilości osób, które poklepią go po ramieniu i przybiją piąteczkę.

Zasada nr 2: Nie angażuj emocji!

Czy myśliwy zanim zabije kaczkę, przywiązuje się do niej emocjonalnie? Karmi ją chlebem i mówi: „Taś taś”, czy co tam się mówi do kaczek? Czy zakochuje się w niej, po jej upolowaniu? Czy zdarza mu się żałować, że już ją zjadł czy raczej myśli: „Była kaczka, nie ma kaczki. Pora upolować kolejną?”.

Playboy jest jak myśliwy. Kobiety to zwierzyna. Bronią są emocje, a wszystkie zachowania, to ubranie maskujące i psy do pomocy. To o co chodzi to oddanie strzału if you know what I mean. Zasada jasna dla wszystkich, ale zdarzają się komplikacje. Na przykład co zrobić kiedy zamiast pustych i nudnych lasek, spotka się ideał piękna z osobowością, którą chcesz wciągać jak gwiazda rocka kokainę? Odpowiedź brzmi: OLAĆ! Co jak co, ale wybryków natury, to ci w życiu nie potrzeba.

Zasada nr 3: Zawsze wyciągaj maksimum korzyści

Każdą sytuację musisz wycisnąć jak skarpetki po ręcznym praniu. Jeśli poznajesz dziewczynę, powinieneś od razu ją puknąć. Jeśli idziesz na randkę, to powinieneś ją puknąć. Jeśli spotykasz ją na uczelni, to powinieneś ją puknąć. Jeśli okazuje się, że ma penisa, to powinieneś… zrobić sobie z nią zdjęcie i udawać że nic nie widziałeś.

Zasada nr 4: Wolność finansowa i przychód pasywny

Lifestyle kosztuje. Playboy musi mieć najlepsze ubrania, masę przyjaciół do szerokich uśmiechów przed fleszami aparatów i przybijania piąteczek, chociaż właściwie nie wie kim są ci ludzie oraz bardzo, bardzo dużo kompletów pościeli, prezerwatyw i jednorazowych szczoteczek do zębów. Nie mówiąc już o rzeczach, które są omówione w Zasadzie nr 5: Adrenalina, czyli robienie wrażenia na kobietach, a które twoje wydatki umiejscawiają gdzieś pomiędzy wydatkami młodego lekarza, a właścicielem sieci kebabów.

A więc musisz mieć pieniądze, ale nie masz czasu, który musisz poświęcać 24/7 na ściemnianie lasek. Masz farta, jeśli jesteś dziedzicem pól naftowych, ale jeśli tak nie jest, to po prostu zaczynasz wierzyć, że nie musisz być w niczym dobry, żeby zarabiać dobre pieniądze. Wtedy czytasz Kiyosakiego i innych Ferrisów i planujesz zakup na początek dziesięciu mieszkań, które będą zapewniać ci wystarczający cashflow. Niestety przedziurawiły ci się bokserki i musisz odłożyć zakup wymarzonych mieszkań o kolejny miesiąc.

Zasada nr 5: Adrenalina, czyli robienie wrażenia na kobietach

Playboy to taka krzyżówka mężczyzny w średnim wieku, który uświadamia sobie, że zmarnował życie w korporacji, a śmiertelnie chorym Krzysiem z reklam Fundacji TVN, który marzy o zrobieniu kilku kółek wokół palmy na wielbłądzie gdzieś w Egipcie. W tym przypadku chodzi nie tyle o spełnianie marzeń, co o zdobywanie kobiet, a one lubią mężczyzn, którzy uwielbiają adrenalinę.

Wskutek tego musisz jeździć motocyklem i zdrapywać z kasku rozgniecione muchy, kupić sobie szybkie auto, co najmniej raz w roku skoczyć na bungee, ze spadochronem albo zająć się base jumpingiem. Siłownia to też twój obowiązek. Musisz tam chodzić choćby tylko po to żeby się przebrać, posłuchać o tym co jeść, a czego nie, a w ostateczności żeby przesiedzieć całą godzinę w szatni. W rzeczywistości czynności, które są świetne do zarywania do lasek jest mnóstwo – im droższe i dziwniejsze tym lepiej i jeśli myślisz, że szczytem ekstrawagancji są imprezy na jachcie, to w tym samym czasie ktoś planuje wykupienie podróży na orbitę i dziki seks w stanie nieważkości.

Ale i tak robienie tego to konieczność. Dlaczego to jest ważne? Bo pokazuje cechy jakie są ważne dla kobiet: odwagę, niezawodność, posiadanie pieniędzy i kreatywność. Również trochę głupoty, ale to ochoczo ignorujesz. Drugą istotną zaletą ponoszenia tych wszystkich wydatków jest to, że podczas robienia tych wszystkich rzeczy stwarzasz naturalne sytuacje do poznawania lasek.

A o co tak naprawdę chodzi w byciu takiego typu playboyem? O zadawanie sobie pytania: „Co się spodoba kobietom i co sprawi, że będę miał ich jeszcze więcej?”. To najwyższa forma służalczości, która w ostateczności sprawia, że dla żadnej z nich nie jest to atrakcyjne, bo ciężko szanować i kochać kogoś, kto wszystko uzależnia od przypodobania się kobietom, których nawet nie zna. I co jak co, ale prawdziwy facet, playboy, kobieciarz, amant czy jak to nazwiesz – żyje dla siebie, a nie dla poklasku i dlatego to z nim chcą być kobiety.

  • kev1in

    Ej, ale co masz do Ferrisa? Fajne ksiazki pisze :D.

    • Volant

      Wiem, sam kiedyś poleciłem. Co więcej – nie mam nic do poznawania kobiet, sportów ekstremalnych, zarabiania kasy albo panowania nad własną emocjonalnością. Co nie zmienia tego, że gdzieś po drodze można zgubić zdrowy rozsądek i widzę to zaskakująco często.

      • kev1in

        Ja rozumiem doskonale, ze reszta byla ironia:). Po prostu zestawiles ferrisa z kiyosakim, co dla mnie bylo niejednoznaczne, bo kiyosaki to wspanialy bajkopisarz-guru, a rady Ferrisa czesto maja pokrycie w rzeczywistosci.

    • Luko

      Ferris jako pisarz spoko nawet. Ale szacun za to że ukończył RKC. Do tego trzeba mieć jaja i ciało z metalu, kurwa :D

  • Dawid

    Kapitalny wpis.

  • Paweł

    Rewelacyjne ujęcie moich przemyśleń odnośnie całego tego samorozwojowego badziewia :)

  • Luko

    Mam chyba szczęście bo nie spotkałem takich playboyów nigdy.
    Dla mnie playboy to taki facet który kocha kobiety, szanuje siebie i je, puka je, cieszy się chwilą a kobiety go kochają.
    Tak jak mój trener siłowy, to mawia: gdy go widzisz, to czuć od niego tą potężną siłę, i nie musi on niczego udowadniać, zdejmować koszulki i robić debilnych kulturystycznych póz. Widać że koleś zjadł zęby na sztandze. To aura mocy…
    Podobnie z facetami. Zauważyłem że Ci najbardziej wystrojeni i ciągle gadający o dymaniu, w ogóle nie dymają :D
    Aura mocy, pozdro ;)

  • lucho

    Kiedyś podawałeś listę top książek, i była jakaś o ewolucji. Mógłbyś mi napisać czy wspominano coś o „magii” niebieskich oczu. Czemu postrzegamy takich ludzi dobrze(nie znam osoby z niebieskimi oczami, która jest nielubiana), ogólnie dodaje atrakcyjności. Jest na to jakieś wytłumaczenie? Takie luzne pytanie, nie dotyczące tematu :) Wybaczysz

    • Volant

      Naciągana teoria. Zapytałbyś setkę osób o osoby jakich nie lubią, a później sprawdził kolor ich oczu i na pewno trafiłoby się kilka z niebieskimi oczami. Złudzenie że jest inaczej może powstawać z dwóch powodów:
      - za niebieskie tęczówki odpowiadają geny recesywne, a więc i ojciec i matka powinni takie mieć, żeby miało je dziecko, co sprawia że siłą rzeczy jest to niezbyt częsty kolor oczu (podobnie jak blond włosy). Kiedyś przeczytałem o badaniach, z których również wynika, że faceci z niebieskimi oczami zaskakująco często mają niebieskookie partnerki – taki podświadomy test na ojcostwo.
      - z wiekiem ciemnieją zarówno włosy jak i oczy. Wiele dzieci rodzi się z niebieskimi oczami, które później zmieniają kolor (np. ja), więc kiedy ktoś ma niebieskie oczy, to kojarzy się z młodością i beztroską dzieciństwa, a co jak co – dzieci lubią wszyscy, poza osobami, które zaliczyły wpadkę :)

  • RadosnySkurwiel

    Z jednej strony piszesz, lekko cytując by ubierać się tak jak ubierają się kobiety, które są naszym targetem, w książce piszesz by modelować osoby, których zachowanie nam się podoba (i niewielu samców chciałoby zostać gościem, który nie rucha), a z drugiej „ciężko szanować i kochać kogoś, kto wszystko uzależnia od przypodobania się kobietom”
    Może to nie jest wszystko, ale większość jak najbardziej.

    • Volant

      Jasne, chodzi też o zdrowy rozsądek w tym wszystkim. Jak zjesz ciastko, to będzie super. Po zjedzeniu całej paczki, też będzie nieźle, ale jak zjesz kilkanaście opakowań, to się porzygasz.

      To bardzo uniwersalna zasada.

  • Xfing

    Ale żeby być uczciwym – kupowanie dopiero co poznanym laskom drinków w barze owszem jest lamerskie.