Personal Antichrist. Recenzja biografii Marilyna Mansona

Personal Antichrist. Recenzja biografii Marilyna Mansona

[Music On] Nigdy nie interesowało mnie normalne życie. Nigdy nie czytałem książek i filmów poświęconych przeciętnym rodzinom jak wyjętym z serialu telewizyjnego „o życiu” – ckliwych, łzawych, miękkich i nudnych. Liczył się dla mnie hardcore – tony dragów i seksu, grube melanże, wielkie pomysły, olbrzymia kasa i równie duże sukcesy.

Lubię takie klimaty. Dobrze się w nich czuję i zawsze powtarzam jedno – gdybym chociaż trochę umiał śpiewać, byłbym gwiazdą rocka.

„Trudna droga z piekła” to nie jest literacka nowość. Wydana została pod koniec lat 90-tych, sprzedano ponad milion jej egzemplarzy, a czytana po latach budzi wspomnienia pożyczanych sobie, przegrywanych i przewijanych ołówkiem kaset magnetofonowych z jego muzyką i pierwszych płyt, które włączało się ekstremalnie głośno, jakby każdy nastolatek z definicji był w połowie głuchy, a w połowie głupi.

Biografia jest napisana razem z Neilem Straussem, a jego nazwisko jest dla mnie jak pieczątka gwarantująca jakość literacką produktu (zobacz biografię Jenny Jameson „Jak… kochać się jak gwiazda porno” i Motley Crue „Brud”, bo też miażdżą), więc wciąga niemal od pierwszej strony i utrzymuje ciekawość prawie do samego końca.

To co mnie jednak zaskoczyło to sam Marilyn Manson, który miał tylko jeden kierunek swojej drogi – w górę. Będąc dzieciakiem i nastolatkiem, nie miał żadnej z zalet cieszących się społecznym uznaniem. Nie miał znajomych, nie był przystojny ani szczególnie inteligentny, a pierwszy raz przeżył z pokraką, której jedyną zaletą było to, że sypiała ze wszystkimi. Nie był otulony kołderką wsparcia od otoczenia, a jego przyszłość nie jawiła się w kolorowych barwach. Przeciwnie – był skazany na porażkę, nudę, mentalną śmierć w pracy od 8 do 16 i leżenie przed telewizorem od 17 do 22. Nie wiem nawet czy stałby się bohaterem American Beauty. Dostając takie karty, nie da się grać bezpiecznie i tylko sława pozwala na zasypanie tych wszystkich ograniczeń.

Jeśli lubisz imprezy, dziki seks, muzykę Marilyna Mansona, czytać o narkotykach i koncertach, potrafisz przeczytać odrażające opisy i mroczne akcje wykraczające poza granicę klasycznego upodlenia albo chociaż ciekawi cię jak żyją osoby, spoza kręgu ludzi, wśród których się obracasz – to naprawdę warto. Wszystko co poszerza wiedzę o świecie i ludziach jest dobre, a jeśli coś poszerza tą wiedzę ekstremalnie, to żeby nie być społeczną wydmuszką – trzeba to zrobić.

A kończąc… niektóre książki są do bani i nawet nie warto na ich temat zabierać głosu, czasem są w porządku żeby je przeczytać jak nie ma się nic ważniejszego do zrobienia, a od czasu do czasu są świetne i wtedy trzeba to zrobić.

„Trudna droga z piekła” jest tą ostatnią.


Kilka cytatów na zakończenie.

Prawdziwe związki nie rozpadają się tak łatwo. Są jak cenny wazon, który tłucze się, a potem skleja z kawałeczków, znowu tłucze i znowu skleja, tak długo, aż kawałki przestaną do siebie pasować.

Zawsze byłem zdania, że człowiek jest inteligentny. To ludzie są głupi. Nic nie dowodzi tego lepiej niż wojny, organizacje religijne, biurokracja i szkoły średnie, gdzie bezlitośnie rządzi większość.

Bo nic tak nie cieszy, jak świadomość, że wywarło się wpływ na czyjeś życie, choćby miało ono oznaczać pasmo sennych koszmarów i majątek wydany na wizyty u psychoanalityka.

Czuję się jak ktoś, z kim nie pozwoliłbym pieprzyć się mojej własnej córce, i jednocześnie jak ktoś, z kim, będąc tą córką, chciałbym się pieprzyć bardziej niż z kimkolwiek innym.

  • Książki nie czytałem, ale drugi cytat podany przez Ciebie miażdży ;)

  • Anonim

    Wlasnie koncze ta ksiazke i miejscami trudno mi bylo zrozumiec cel tych wszystkich jazd.
    Rozumiem, ze na poczatku upokarzanie tepych groupies bylo zapewne swietna zabawa, ale miejscami ekipa mansona jakby zatracala sens i robila to dla samego szokowania.
    To troche jak czytanie niektorych wpisow blogerow, w ktorych hasla typu „jesli nie wygladasz jak Brad Pitt, lepiej zacznij posuwac kore w drzewach” sluza chyba tylko po to, zeby oburzyc kogo tylko sie da i nabijac licznik odwiedzin.

    Poza tym, czytajac o jego wychowaniu nietrudno sie dziwic, ze az tak mu „odwalilo”.
    W koncu nie ma wiekszych milosniczek brudnego, perwersyjnego seksu niz porzadne, wzorowe na codzien katoliczki ;).

  • Jakub

    Skończyłem ją czytać wczoraj – książka wsysa momentalnie i odpuszcza dopiero na ostatnich stronach. To jedna z najlepszych pozycji, jakie przyszło mi przeczytać, warto było ją kupić (w tym miejscu należy wspomnieć że książka jest chyba niemożliwa do znalezienia na półce w żadnej księgarni w Warszawie, po 2 godzinach poszukiwań trafiłem w końcu na plac Konstytucji, gdzie przemiły Pan, który sprzedaje książki „ze stolika” na chodniku, sprowadził mi ją na drugi dzień – czyli o 2 dni szybciej niż Empik, Merlin.pl lub dowolna inna księgarnia w której byłem).

    Osobom, które skuszą się na jej przeczytanie (warto!), polecę tylko uzupełnienie wyobrażeń powstałych w czasie czytania książki, znalezieniem multimediów dotyczących działalności zespołu i jego członków w tamtych latach – wywiadów, koncertów, zdjęć. Ważne jest, żeby pochodziły z okresu przed rokiem 1998 (bo potem wizerunek zespołu zaczął się zmieniać) – warto zobaczyć na własne oczy jak naprawdę wyglądały ich ówczesne stylizacje i koncerty.

  • Pawel

    Książka jest raczej wulgarna niż ciekawa, czy niepoprawna. Na szczęście jest dość krótka. Chociaż wydaje się, że można by wyrzucić 2/3 i wiele by nie straciła.

    Może już za stary jestem żeby mnie, kręciły tego typu ekscesy.