Dorosłość trzeba sobie wywalczyć

Dorosłość trzeba sobie wywalczyć

Osiemnaste urodziny. Pierwszy porządny kac i uczucie, że ma się prawo robić cokolwiek się zechce. Bardzo teoretyczne prawo. Dorosłość nie jest funduszem, którym możemy zarządzać po osiągnięciu pewnego wieku i przypomina bardziej coś, co można dostać dopiero jak przywali się komuś w twarz.

Częste są przypadki kiedy ktoś tego nie łapie i to nie tylko wśród nastolatków. Trzydziestoletni maminsynek, mieszkający razem z mamusią w domku i czekający każdego dnia na obiad jakby urwało mu rączki, to wcale nie jest odosobniony przypadek. Podobnie zresztą jak osoby, które pozwalają swoim rodzicom wybierać sobie partnera albo w inny sposób są emocjonalnie lub materialnie uzależnieni od ich wsparcia. Uzależnienie z definicji jest złą rzeczą. Nawet jak jest się uzależnionym od czegoś tak pozytywnego jak praca, wielka pasja lub seks. Wystarczy przekroczyć granicę i nagle widzisz siebie na plaży podłączonego do laptopa i dwóch komórek jak do respiratora, albo zamieniasz się w zdziwaczałego ekscentryka, bez życia towarzyskiego albo zostajesz przyłapany z rurą do odkurzacza na penisie jakbyś był bohaterem „Udław się”.

Przegięcia w którąkolwiek stronę kończą się źle. W stronę rodziców też. Mówi się, że na początku widzi się w swoich rodzicach ideały, później następuje okres buntu i zrywania relacji, a na starość kontakty ulegają poprawie i przychodzi się do taty mówiąc: „Teraz już wiem, dlaczego zachowywałeś się jak nieokrzesany błazen”. To nie do końca tak. Jako dziecko, nie wie się, że można mieć więcej wolności, a niemal wszystko czego się zamarzy, dostaje się od rodziców z góry. Jako nastolatek, wie się, że można mieć więcej wolności, ale zazwyczaj nie wie się jak to zrobić, żeby jej więcej mieć i dopiero wraz z osiągnięciem własnej niezależności, można się z rodzicami ponownie zaprzyjaźnić.

Tu nie ma co płakać nad tym, że: „Chcę coś zrobić, ale moi rodzice mi nie pozwalają!” albo „Z moim ojcem nie da się dogadać i ma fatalny charakter”. To nie w nim jest problem. Fakt że ja już dawno to przechodziłem, ale pamiętam jak to jest, bo mam bardzo tradycyjnie nastawionych rodziców w stylu kościółek, co ludzie powiedzą i bądź grzeczny, a mimo to miałem zawsze z nimi dobre kontakty, bo wiedziałem jak o nie zadbać. W wieku piętnastu lat chodziłem do swojej dziewczyny i mogłem wracać kiedy tylko zechcę. Nie wiem jak jest teraz, ale wtedy zachowywały się w ten sposób tylko dzieci z patologicznych rodzin. Ja miałem szeroki zakres wolności bo intuicyjnie czułem, że chodzi o to, żeby być od nich niezależnym emocjonalnie i materialnie.


„JAK BĘDZIESZ MIESZKAŁ U SIEBIE, TO BĘDZIESZ MÓGŁ ROBIĆ CO ZECHCESZ!”


Kto nie słyszał takiego zdania, ten prawdopodobnie wciąż ma osiem lat albo jest kosmitą. W rzeczywistości to zdanie oznacza to, że kiedy jesteś zależny od mieszkania z rodzicami i od ich pieniędzy chociażby w sposób pośredni, to nie masz szans na dorosłość. Nie i już, bo jak kogoś traktować jak niezależną jednostkę, kiedy w praktyce jest niczym więcej niż wrzodem na dupie, który dostało się co prawda na własne życzenie, ale w czasach kiedy było się tępym, hormony zalewały oczy, a sperma… no sami wiecie.

Sytuacja idealna, to taka kiedy:
1) Wyprowadzasz się z domu i od czasu do czasu odwiedzasz rodziców, a nie że stale przesiadujesz u nich na kawkach i obiadkach
2) Masz całkowicie własne, niezależne od nich pieniądze

To podstawy dorosłości. Warto zwrócić uwagę na kilka wariantów tej sytuacji:
a) Nie wyprowadzasz się, ale zarabiasz wystarczająco dużo, żeby w każdej chwili wstać i powiedzieć: „Od jutra mieszkam sam!”, a oni o tym wiedzą i się z tym liczą. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale wciąż jest w porządku, szczególnie jak jest się od nich niezależnym emocjonalnie. Znam takich gości – ja bym tak nie mógł żyć, ale oni są naprawdę spoko i nawet dziewczynom to nie przeszkadza jakoś bardzo. Przeszkadza, ale na tyle, że to wytrzymują.
b) Wyprowadzasz się, ale wciąż jesteś zależny materialnie od rodziców. W szczególności dotyczy to studentów i tzw. warszawskich słoików z gołąbkami i bigosem wypełniającymi cały bagażnik samochodu. Jeśli bierzecie od rodziców kasę na studia, to możecie jechać na koniec świata, a i tak będzie się za wami ciągnąć poczucie bycia uwiązanymi na smyczy. Dotyczy to wielu rodzajów wsparcia i jeśli je dostajesz, bo go POTRZEBUJESZ, to dorosły jesteś tylko na papierze. I dlatego tak bardzo gardzę studentami żyjącymi na koszt rodziców, a mających się za nie wiadomo jak dorosłych. Sam byłem na wyczerpujących studiach dziennych, ale przez ich większość nie miałem potrzeby brać od rodziców nic. Raz nawet całe wakacje spędziłem na pracy we Włoszech (podczas której jeden gość w fazie niepoczytalności alkoholowej chciał mnie zaszlachtować) i oddałem im większość zarobionych pieniędzy. Ponad 4 000 zł. Sobie zostawiłem 200 zł. I tak, uważałem się za dojrzałego.
c) Wyprowadzasz się i nie bierzesz pieniędzy od rodziców, ale bierzesz je od kogoś innego. To wszystkie sytuacje typu sponsorskiego, które w większości dotyczą kobiet. To też nie jest dorosłość. Jest to wolność od rodziców, ale zależność w innym stopniu. Często w takich przypadkach faceci szukają w dziewczynie drugiej mamy, kobiety drugiego taty, a wszyscy są pogubieni i wypinają się na dorosłość w zamian za trochę pieniędzy.

Pamiętam też kiedy raz rozmawiałem z koleżanką mamy, która nie pracowała po ślubie i nie miała własnych pieniędzy – to właśnie tego żałowała najbardziej. Można być samodzielną jednostką tylko jeśli ma się do tego materialne podstawy. W przeciwnym razie ludzie nie mają podstaw żeby cię szanować. Ona zrozumiała to po dwudziestu latach. Lepiej nie marnować tyle czasu, żeby przekonać się o tym na własnej skórze.


„JAK TO ZROBISZ, TO JUŻ NIE BĘDZIESZ MOJĄ CÓRKĄ!”


Dorosłość emocjonalna polega na braku szukania aprobaty dla swoich działań albo dla siebie. Taka dziwna potrzeba usłyszenia, że jest się fajnym i dobrym dzieckiem. Niestety jeśli jesteś fajny i dobry dla kogoś, to nie zawsze jesteś fajny i dobry dla siebie. Rodzice mogą przyklaskiwać twoim decyzjom albo straszyć cię wydziedziczeniem, a żadne z tych zachowań nie powinno mieć większego znaczenia, bo w końcu skończy się to na mówieniu: „Mama nigdy nie pozwalała mi założyć muchy i kazała nosić krawat, więc go nie założę”, albo: „Tak się zachowują tylko szmaty, więc nie zrobię ci loda!”. Innymi słowami – zawsze zostaniesz nieatrakcyjną towarzysko i seksualnie ofermą.

Pomyśl o rzeczach, których zrobienia twoi rodzice nie aprobują albo nie pochwalają. Czy kiedy to zrobisz, to wciąż będziesz czuć się z tym dobrze? Jeśli odpowiedź zawsze brzmi „Tak”, to wtedy jest się emocjonalnie dorosłym.

Warto sobie uświadomić zdanie, które ja bardzo wziąłem sobie do serca: „Nie mów mi jak mam żyć, bo nie możesz za mnie umrzeć”. W szczególności dotyczy to rodziny, która ze strachu przed twoim nieszczęściem, jednocześnie odrzuca większość szczęśliwych przeżyć, które mogą ci się przydarzyć. „Nie podrywaj dziewczyn, bo któraś może ciebie skrzywdzić”, „Nie idź na imprezę, bo ciebie pobiją”, „Nie jedź do pracy za granicę, bo sobie nie poradzisz”. Co z tego, że równie dobrze możesz przeżyć miłość swojego życia, bawić się jak nigdy i poznać świetnych ludzi albo zarobić kupę szmalu? Ważne, że może się to skończyć źle.

Zapamiętaj sobie, że ty wiesz lepiej co jest dla ciebie dobre niż ktokolwiek inny. Chwila, w której wolisz zdać się na siebie niż na opinie innych osób jest przełomowa, szczególnie, że to co mówią twoi rodzice, rzadko jest tym czego chcą. Istotne jest nie to co mówią, ale co czują. Głównie dlatego, że sami nie wiedzą co mówią. Akceptacja faktu, że tata, ulubiony aktor, premier, reżyser i piosenkarz są omylni, boją się, nie wiedzą czego chcą i nie znają przyszłości, jest dniem kiedy rodzisz się drugi raz i dojrzewasz do tego, żeby odcisnąć swoje piętno na rzeczywistości.

Jeśli czyikolwiek rodzice chcą mieć syna lekarza, to mogą tak sobie powtarzać, ale istotne jest dla nich coś zupełnie innego, coś czego nigdy nie mówią – chcą mieć syna, o którym będą wiedzieli że ma co jeść, ma gdzie spać i ma blisko siebie ludzi, którzy nie opuszczą go w potrzebie. To się dla nich liczy na fundamentalnym poziomie, a nie to co studiujesz, w jakim mieście mieszkasz, gdzie pracujesz, z kim żyjesz, czy jesteś po ślubie czy żyjesz w trójkącie z dwiema blondynkami. To bardzo wtórne rzeczy, o które nie ma sensu się sprzeczać. Liczy się wzajemna miłość, szczęście i poczucie bezpieczeństwa, a nie trzeciorzędne różnice poglądów. Oni chcą cię kochać i wiedzieć, że nic ci nie będzie. Chcą być kochani i wiedzieć, że różnice w waszych poglądach tego nie zmienią. Jeśli wykażesz się takim stopniem odpowiedzialności, żeby wiedzieć co ci grozi, umieć temu zapobiec i twoi rodzice będą o tym wiedzieć, to być może wciąż nie zaakceptują tego co robisz, ale się z tym pogodzą. Możesz robić wszystko, ale ważne żebyś się przy tym nie zabił lub poważnie nie uszkodził. Reszta jest już elementem normy. Jeśli wciąż tego nie zaakceptują, to dorosłość jest od tego, żeby umieć to zaakceptować i żyć dalej.

Wiem to z doświadczenia, bo moi rodzice są całkowicie rozczarowani każdą decyzją jaką podjąłem w życiu, ale zupełnie nie są rozczarowani mną. Każdą rzecz jaką miałem do zrobienia w życiu, zrobiłem inaczej niż oni by tego chcieli. Żadnej pracy na etacie, ciśnienia na ślub i szacunku dla jakiejkolwiek hierarchii. Aż chce się zacytować zdanie: „Koks, dziwki i lasery”. Na ten moment, są znacznie większe szanse są na to, że pójdę kupić dziewczynie obrożę niż że pójdę do ołtarza. Mało która mama wyobraża sobie swojego synka, któremu zmieniała pieluchy w takich sytuacjach, tak jak mało który syn wyobraża sobie swoich rodziców w łóżku. Tak jakby wstydzili się tego, że ich rodzice się dymali, że ich dziadkowie i pradziadkowie się bzykali. A później się dziwią, że im brakuje seksu, jak go tak zwyczajnie po ludzku nie akceptują.

Jednak gdzieś obok tego wszystkiego, są dumni z tego jaką osobą się stałem, bo zawsze chcieli żebym taki był. Niezależny, samodzielny, zaradny i taki, który radzi sobie z ludźmi i problemami, a do tego jest przekonany o tym, że kiedy zechce, to świat rozłoży przed nim nogi. Też jestem z tego dumny.


JESTEM ZA MŁODY/POTRZEBUJĘ PIENIĘDZY NA STUDIA/MOI RODZICE TEGO NIE ZROZUMIEJĄ, WIĘC JAK MAM BYĆ NIEZALEŻNY?


Wiek ma duże znaczenie jeśli chodzi o wywalczanie sobie dorosłości, ale patrząc na mnożących się trzydziestoletnich maminsynków, co jest tematem na inny tekst, nie ma to aż tak dużego znaczenia.

To co decyduje o tym, czy się skończy jako jeden z nich, jest przypisywanie większej wartości komfortowi niż wolności. Klasyczny maminsynek nie wyprowadzi się od mamy, bo jest mu z nią dobrze, bo nie musi sobie prać i gotować, więc woli być traktowany jak wyrośnięty dzieciak, niż tego zrezygnować. Nie chce wchodzić w konflikt z rodzicami, bo boi się obniżenia swojego standardu życia i woli się wozić kabrioletem otrzymanym od ojca niż żyć tak jak chce. Mało bardziej wykastrowanych mentalnie osób jestem w stanie sobie wyobrazić.

Jeśli w podobny sposób stawiasz swój komfort fizyczny (mieszkanie, jedzenie, pieniądze) i psychiczny (brak konfliktów, potrzeba aprobaty, niechęć do walki o swoje), ponad swoją wolnością, to też jesteś materiałem na mentalnego kastrata.

Jeśli tak nie jest, to chcąc wcześnie stać się niezależnym:

  • Rób w życiu cokolwiek co jest dla ciebie ważne i co ciebie łatwo nie zabije (dilowanie koksem może dać ci pieniądze i sporo zabawy, ale i może ciebie łatwo zabić)
  • Nie buntuj się. Po prostu bierz odpowiedzialność za swoje życie
  • Kochaj rodziców, ale dbaj o podejmowanie samodzielnych decyzji
  • Ucz się prać, sprzątać i gotować, bo zaradnych ludzi postrzega się też jako atrakcyjnych, a fajnie żebyś sobie radził, jeśli nie stać ciebie na gosposię
  • Rozwijaj swoje umiejętności biznesowe (sam swoją pierwszą działalność – tą co była totalną wtopą prowadzoną w ramach AIP, założyłem zaraz na początku studiów, a wcześniej pracowałem w bardzo lamerskiej ochronie)
  • Pracuj kiedy tylko się da (Uwaga! Poza firmą rodziców!)
  • Postanów, że nie będziesz przyjmował od rodziców żadnych pieniędzy. Masz farta, że żyjemy w czasach kiedy nastolatki zostają milionerami. W tych warunkach zdobycie 1500-2000 zł, to nie jest szczególny wyczyn. Po prostu przestań pozwalać swojemu otoczeniu na wyznaczanie twojego standardu życia. To tak jakbyś oglądał drzewa – lepiej zrobić krok w tył i zobaczyć las, czyli ludzi, którzy zarabiają więcej, bo pracują mądrzej.
  • Z chwilą osiągnięcia minimalnych dochodów pozwalających na przeżycie – wyprowadź się i nie bądź jak te pary, które biorą ślub, a boją się zrobić jeszcze jeden krok i zamieszkać gdziekolwiek byle nie z rodzicami (Uwaga! Musisz mieć kasę na przeżycie, a nie na komfortowe życie w dwustumetrowym apartamencie z panoramą na miasto. Nieważne, że mieszkanie jest brzydkie i obskurne. Po pierwsze, jest twoje, a po drugie, będziesz miał motywację, żeby chcieć więcej)

Tak jest ciężko? I o to chodzi. Gdyby było łatwo, to każda dziewczynka byłaby seksowną, niezależną, szczęśliwą i seksualnie pożądaną kobietą, a każdy chłopiec pewnym siebie, męskim i nieźle zarabiającym odpowiednikiem Bonda. Tak nie jest i świat roi się od strachliwych cip, które osiągają niezależność z chwilą, kiedy bardziej boją się osteoporozy niż chcą spełniać swoje marzenia.

Ten temat tylko pozornie dotyczy nastolatków i weekendowych buntowników. To dotyczy niemal każdej osoby, którą spotkasz. Im więcej masz sytuacji, w których możesz zachowywać się całkowicie tak jak chcesz, bez prób sprostania czyimkolwiek oczekiwaniom, tym mocniej zauważasz w jakim gównie całe swoje życie spędzili twoi rodzice, sąsiedzi, przyjaciele, nauczyciele, księża i bankowcy.

Moją aspiracją zawsze było coś więcej.

Dodaj komentarz

22 komentarzy do "Dorosłość trzeba sobie wywalczyć"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Yip
Gość

„Jeśli to co robisz zaczyna podobać się Twoim starym – to zły znak” Charles Bukowski

Lekko przydługawy, ale ciekawy i prawdziwy artykuł ;).

Ruthven
Gość

Fajny art. , zgadzam się, rodzice zawsze kochają swoje dzieci, no ale… nie są nieomylni, dlatego my jako dzieci musimy robić swoje i kochać rodziców ;p

Vulpes
Gość

Świetny artykuł. Początek trochę niezrozumiały dla mnie ale potem jest tylko lepiej. Volant, napisz coś o biznesie. Jakieś ogólne porady, przemyślenia jak zacząć np.

Pozdr
Vulpes

prezes
Gość

Pozwolę sobie wtrącić 3 grosze. Nie bierz nigdy od nikogo rad w sprawie biznesu, bo wiele zależy od specyfiki branży i prawa. Łatwo jest zacząć ale jeśli popełnisz błąd nieświadomie (np złamiesz przepis o którym nie wiedziałeś) to taki błąd może Cię sporo kosztować i będzie się za Tobą ciągnął – w gąszczu prawa łatwo się wyłożyć, a w biznesie nie do końca możesz wszystko zrobić zawsze tak jak chcesz :) Mam nadzieję, że choć trochę mnie rozumiesz, bo jestem po długiej trasie :) Pozdro

prezes
Gość

Bardzo skrupulatnie podszedłeś do tematu. Skąd inspiracja?

S
Gość

Hah, a moim „problemem” są moje wysokie oczekiwania.

Zenobi
Gość

A Ty Volant jak sobie radziłeś na studiach? Skoro dzienne, to mieszkałeś z rodzicami, dorabiałeś po nocach czy jak to u Ciebie wyglądało?

delta
Gość

Naprawdę świetny art. Sama prawda i trzeba być poza całym gównianym matrixem żeby do tego dojść

matpollack
Gość

Popatrz popatrz… wlasnie dzisiaj po raz pierwszy zaczalem sie powaznie zastanawiac nad tym problemem i akurat napisales ten artykul. Zaraz przeczytam.

Michał
Gość

Jak czytam ten wpis to przypomina mi się batalia jaką stoczyłem z moimi rodzicami (bardzo ciężki typ rodzinki mam) o motocykl. Mniej więcej od 15 roku życia, kiedy mocno zastanawiałem na wyrobieniem sobie prawka A1 słyszałem, że to strasznie niebezpieczne, kumpel taty zginął na motocyklu w wieku 20 lat, mój kuzyn spędził tydzień w śpiączce po wypadku i że ogólnie słyszy się jak motocykliści giną, a jestem ich jedynym dzieckiem. Jak dobijałem do osiemnastki i miałem już niezbędne fundusze na motocykl moi rodzice w miarę pogodzili się z myślą, że swoje marzenie spełnię bez względu na ich zdanie i postanowili dorzucić mi do zakupu. Dalej jednak byłem przekonywany bym to porzucił i kupił sobie samochód. Koniec końców jak każdy gówniarz musiałem się wyjebać na motocyklu i trochę się uszkodzić. Dopiero kiedy moi rodzice zorientowali się, że nawet porządny szlif nie jest w stanie mnie zniechęcić do jednośladów, dali mi trochę pieniędzy mówiąc bym sobie kupił dobry kombinezon :)

filippo
Gość

Nie zawsze rodzice nie mają racji, nie warto sie buntować dla samego buntu. Jesli slabo zdales mature, nie mozesz znalezc pracy, jesli nie zakladasz emigracji – zawod policjant jest najlepszym wyjściem. Chyba ze wolisz byc na utrzymaniu rodzicow. Czasami wojna potrzebna nie jest. Trzeba realnie popatrzyc na swiat

badboy
Gość

Więcej tego typu zgryźliwych postów.
Motywować ludzi do wzbudzania u nich indywidualności, niezależności.

Dobrą bazą jest „Kieruj swoim życiem” Wayne Dyer’a

„Zniewoleni są przede wszystkim Ci ludzie, którzy żyją wg norm innych ludzi. Robią rzeczy, których woleliby nie robić, lub angażują się w działania wymagającego nadmiernego poświęcenia z ich strony, co rodzi w nich niezadowolenie (…) i stawia w pozycji ofiary”

Michał
Gość

Znam sporo osób, które wyprowadziły się od rodziców, same na siebie zarabiają a mimo to są od nich emocjonalnie uzależnieni.

P.
Gość

Dzięki, podsunąłeś mi dobry temat do przemyśleń. W szczególności podobają mi się tekst o rodzicach, jest po prostu do bólu prawdziwy.

Michał
Gość

W normalnej rodzinie dziecko postrzega rodziców jako autorytet i uczy się od nich wzorców zachowań. Problem pojawia się jeśli dziecko chce osiągnąć więcej niż jego rodzice lub prowadzić inny styl życia. Wtedy musi przestać postrzegać rodziców jako autorytet i poszukać sobie nowych. Z tego co pisałeś wynika, że musiałeś przejść przez ten proces, szkoda że go nie opisałeś. Może innym razem.

patia
Gość

Czytam już któryś artykuł z rzędu i zadaję sobie pytanie, jakim cudem nie słyszałam wcześniej o Tobie i twoim blogu? o.0

Domi
Gość

Najlepszy tekst na blogu jaki kiedykolwiek czytalam. Dokladnie moje przemyslenia z ostatnich kilku lat. Ostatecznie mnie przekonales do zakupu ksiazek.

wpDiscuz