„Wstydzę się, bo pracuję w korpo”

„Wstydzę się, bo pracuję w korpo”

…czyli nienawidzę korporacji, bo to jest modne.

[Zanim przeczytasz tekst i zaczniesz się nie zgadzać, weź pod uwagę, że podobnie jak ty nie uważam pracy w korporacji za idealny sposób na życie i jestem zdania, że da się zarabiać większe pieniądze w łatwiejszy sposób.]

Kiedyś oglądałem film dokumentalny o prostytutkach. Jeden z tych, którego tytułu nie potrafi się zapamiętać, ale doskonale zapamiętuje się obrazy i cytaty. Na przykład pamiętam taką scenę, kiedy jedna z pracujących w burdelu kobiet mówiła:
- To praca tylko na chwilę, a za kilka lat zamierzam założyć rodzinę i prowadzić normalne życie.

Przypomniało mi się to w chwili, kiedy spotkałem grupkę swoich znajomych i ich kolegów. Żartowaliśmy i klepaliśmy się po pleckach jak to przy piciu szotów, a kiedy temat zszedł na miejsca ich pracy, zobaczyłem coś na kształt poczucia winy, które przybrało postać słów:
- Wiesz, niby tu pracuję, ale to nie dla mnie. To nie zajęcie na stałe. Za jakiś czas chciałbym pracować inaczej, spełniać marzenia… – zupełnie jakby byli dziwkami.

Ciśnięcie po korpo to nowa moda. Ta forma pracy to nowe wcielenie szatana w postaci kawy w papierowych kubkach, garniturów, zebrań organizacyjnych, dojazdów do pracy i wciągania kokainy przez zrolowane stuzłotówki. Jest to tak okropne, że co jakiś czas w mediach pojawia się kolejna historia z cyklu: „Rzucił korpo, a teraz mieszka w chatce na plaży, zbiera muszle i sprzedaje wisiorki turystom! Niczego nie żałuje. Mówi, że dzięki temu ma więcej czasu dla bliskich i zauważył w jakim matriksie spędzał życie!”. Takich opowieści jest na tyle dużo, że tak jak kiedyś lubiłem je czytać, tak teraz coraz częściej ja zaczynam czuć niesmak, a inni ludzie zaczynają się wstydzić chodzić do porządnej pracy i zarabiać pieniądze, bo „nie tak powinno wyglądać życie i zamiast tego powinno się spełniać marzenia”.

Dobra. Rozumiem, że leżenie na plaży pomiędzy nagimi Hawajkami może być lepsze niż wypełnianie komórek w Excelu, ale zawsze sądziłem, że to nie broń zabija, ale osoba, która pociąga za spust i że to nie bezduszne korporacje niszczą czyjeś życie, tylko niszczymy je sobie sami podejmując złe decyzje. Co ciekawe, mówiąc o korpo pomija się też kilka istotnych elementów:
1) Niektórzy ludzie, a jestem zdania, że większość z nich, lubi pracować i robi to chętnie. Często też liczy się prestiż pracy, a nie tylko ilość zarabianych pieniędzy. Większość osób chętniej będzie pracować na stanowisku menadżera średniego szczebla zarabiając 5 000 zł, niż sprzedając kurczaki z budki pod klubem, które będą jej dawać 40 000 zł miesięcznie.
2) Praca w korpo to również zalety: na jej przykładzie uczysz się jak funkcjonują organizacje (na wypadek gdybyś chciał mieć własną), budujesz siatkę przydatnych kontaktów (dzięki której później możesz rzucić korpo i sprzedawać wisiorki) i masz pewność, że co miesiąc dostaniesz swoją pensję (inaczej niż ma to miejsce w przypadku przeciętnej firmy). Bardzo możliwe, że gdyby nie nabycie tych umiejętności w pracy, nie stałoby się możliwe jej rzucenie.
3) To nie praca w korpo jest zła, tylko zła jest beznadziejna praca. Można pracować „na swoim” stresując się i nie mając czasu dla bliskich, można to też robić w korporacji albo małej rodzinnej firmie. Zabawne jest też to, że wszystkie korporacje wrzuca się do jednego worka, mimo że wiele z nich ma zupełnie inną kulturę organizacyjną niż „pożeracze dusz”. Google, Facebook, Apple to też korporacje, a nie wiem dlaczego, ale coś mi podpowiada, że praca tam to przyzwoite pieniądze, dużo rozrywki i poczucie robienia ważnych rzeczy.

A najśmieszniejsze jest to, że nie ma czegoś takiego jak: złe studia, zła praca, zły styl życia… To kwestia pomysłu na siebie i tak jak wyobrażam sobie najszczęśliwszego człowieka świata, który zasuwa w prawniczej kancelarii jak w „Suits”, tak samo wyobrażam sobie osobę znudzoną leżeniem na plaży, która chce robić coś „bardziej istotnego”. Nieważne co robisz, tylko ważne jest to, czy robisz to co naprawdę chcesz.

Niestety większość osób, tego świadomości siebie nie ma, więc powtarza gotowe formułki po innych ludziach. Kiedyś mówili: „Idź na studia”, później: „Idź do pracy”, a dzisiaj mówią: „Idź spełniaj marzenia”. Całkowicie bezrefleksyjnie. Przekonałem się o tym, kiedy dalej rozmawiałem z tamtym gościem.
- Super! A jakie marzenia chcesz spełniać? – zapytałem.
- No nie wiem jeszcze, ale coś wymyślę. Ile można pracować w korpo?

Ot, taki tam bunt.

  • Zgadzam się z Tobą. Jak chyba każdy mam sporo znajomych, którzy pracują w korpo. Takich, którzy narzekają i takich, którzy nie zamieniliby tej pracy za nic w świecie. Kwestia podejścia: albo Ci to odpowiada albo nie.

  • Kamil Pe

    Jakże temat na czasie :P

    A co do korporacji, że to są wyżeracze dusz, to coraz częściej odnoszę wrażenie, że ludzie sami takie rzeczy sobie wkręcają (bo coraz głośniej się tak o tym mówi) i innym żeby pokazać jak to nie jest ciężko pracować w korporacji.

    Pracowałem w znanych firmach, dłużej i krócej. Współpracuję z mniejszymi, dużymi i z korporacjami, znam ludzi, którzy pracują w przeróżnych firmach i jedno jest pewne – zapierdol, wyniszczenie, wypalenie i najwięcej pracy jest w niższych szczeblach – przedstawiciel handlowy, doradca finansowy, kredytowy i inne takie gówna.

    Menadżer zapierdala? Czasami lepiej się przyjrzeć się jego pracy. Zapierdol ma szef własnej firmy który zatrudnia 40 pracowników i nie ma innych kierowników.

    Nadgodziny? To jest siedzenie dla samego siedzenia w większości przypadkach, kiedy nie prowadzi się jakiegoś ważnego projektu, a nadgodziny robią lenie, którzy marnują czas na pogaduszki w kuchni przy kawce, papieros co godzinę, przeczytanie „ważnych” newsów z onetu w ciągu dnia.

    Ja uważam, że korporacje wcale nie są wyniszczające – bo dają większą gwarancję pracy średnie i małe firmy, korporacje są znane, czyli ma się doczynienia z najnowszymi technologiami, czy systemami, można poznać bardzo dużo znaczących ludzi, umowy o pracę (ważne dla tych co myślą standardowo i myślą o kredycie na mieszkanie i samochód) ;) i wiele wiele innych plusów. A że dużo pracy? Zdarzą się zapierdalać? Nie słyszełame jeszcze o takiej pracy, żeby płacili za siedzenie. (no może moja jest wyjątkiem, ale czasami też coś zrobię.

    Wyniszczające są małe polskie firemki, w których właściciele nie mają zielonego pojęcia o zarządzaniu ludźmi, tylko potrafią się wydzierać i wyładowywać swoje problemy na pracownikach, nie szanują ich, czy też pracownik musi martwić się o to czy dostanie się pensje, śmieciowe umowy.

  • Ja pracowałem cztery lata w korpo i już miałem dosyć być rozpowazanym po ID zamiast imieniu. Teraz pracuję w sześcioosobowej firmie, która bardziej po ludzku traktuje pracowników. Do korpo już nigdy nie zamierzam wrócić.

  • Tomek

    Patrzę na tytuł wpisu i myślę sobie, że raczej tekst mnie nie zainteresuje, z nudów zaczynam czytać i… jednak warto było chociażby dla ostatniego akapitu ;)

  • Nev

    Cóż, współczuję znajomych Volant ;)

    Ja akurat jestem zdania, że może są i lepsze sposoby zarabiania pieniędzy niż na etacie w korporacji, ale… to raczej nie jest dla mnie. Przynajmniej nie na tym etapie.

    W korporacjach pracuję już przeszło trzy lata i:
    - niesamowicie się rozwinąłem (zarówno pod kątem umiejętności technologicznych, społecznych, czy jeśli chodzi o emocjonalne podejście do pracy, obowiązków, etc.)
    - zarabiam coraz lepiej, co bezpośrednio wpływa na poprawę mojego komfortu życia i możliwość realizacji swoich pasji / marzeń
    - mam dużo czasu dla znajomych – pracuję tylko osiem godzin na dobę, a jako że śpię 6-7 godzin, to zostaje mi jeszcze mnóstwo czasu!

    Ja tam śmiało mógłbym powiedzieć, że jestem dumny z tego gdzie i jak pracuję.

    • Volant

      Nev, przecież napisałem, że to znajomi znajomych :) Moi znajomi nie opowiadają takich głupot.

      • Nev

        Wybacz, nie doczytałem ;)

    • Gint

      Zarabiasz z roku na rok wiecej? A kto ustala ile jestes wart? Polecam przeczytac pare ksiazek o zarzadzaniu pracownikami i przestac pozwalac dymac sie w ten sposob.

      • Volant

        Dlaczego od razu zakładasz, że Nev jest przez kogokolwiek dymany?

      • Gint

        Wlasciwie, to zbyt uogolnilem. Mi musieliby niezle wyprac mozg, zebym sie zgodzil pracowac 10 lat, aby zostac „kims waznym” w firmie i zarabiac niezla kase. Przez ten czas mozna rozwinac calkiem spora firme (lub dwie). W korpo wyplata rosnie liniowo, a dla wlasciciela biznesu – wykladniczo (jesli sie dobrze zarzadza). Sprzedajac biznes mozna niezle zarobic, a zwalniajac sie zajebistej odprawy nie bedzie.

        Bedac mlodym chcialem „zmusic” mlodego kota, zeby gdzies wszedl. Wzialem karme dla kotow i polozylem po kawalku w pewnej odleglosci. W ten sam sposob dzialaja korporacje, dajac co roku podwyzke. Oczywiscie kot i pracownik zyskuja, ale w przypadku kota to ja trzymalem worek pelen smakolykow, a on dostal tylko tyle, zeby wykonal moj plan.

        To nazywam dymaniem.

      • Volant

        Ok. Zgadzam się – jeśli ma się predyspozycje psychiczne, zawsze lepiej jest być przedsiębiorcą.

      • Buderus

        Nie rozumiem za bardzo jak to ma się do ‚dymania’. Przecież to chyba jasne, że to właściciel, a nie TY (w tym przypadku korporant) będzie zarabiał wykładniczo. Ty, jako szeregowy pracownik, możesz (ale nie musisz) zaakceptować warunki jakie dany właściciel Ci stawia.

        Zakładając, że dana robota Ci odpowiada i Twoje zarobki są odbiciem Twojej pozycji na rynku pracy, nie ma w tym nic z ‚dymania’. Idąc tym tokiem myślenia każdy, kto nie jest przedsiębiorcą, ma kija w dupie.

        Pracując u kogoś zawsze tracisz na swojej niezależności, ale, tak myślę, nie może nazwać tego dymaniem.

      • iliq

        @gint

        A pracujesz jako przedsiębiorca? Piszesz tak jakby korpo była mega zła a własny biznes był niewiadomo czym. Na ogół to cechuje osoby, które czytają książki motywacyjno samorozwojowe a z biznesem miały doczynienia tylko na papierze + nie znają przedsiębiorców. Jako pracownik masz zagwarantowaną pensje, niezależnie od tego jak firma będzie funkcjonować. Jako właściciel musisz się liczyć z tym, że może przyjść okres, w którym, w miesiącu wyjdziesz na minus, a poza swoimi rachunkami będziesz musiał opłacić pracowników. Musisz się liczyć z tym, że może wejść konkurencja, jakieś przepisy prawne etc.

        Właściciel biznesu byłby idiotą jakby płacił dużo swoim pracownikom. Szybko by splajtował. Oni nie ponoszą ryzyka. Więc nawet jak zarabiają dla niego 3 razy tyle, ile on im wypłaca, jest to wkalkulowane w ryzyko, które musi ponosić przedsiębiorca. Do tego właściciel nie rzadko na samym początku pracuje po te 50-60h tygodniowo przez parę lat, zanim się wszystko rozwinie, zbuduje działający system, nauczy się na swoich błędach etc. No ale domeną ludzi biednych zawsze będzie to, że zamiast pomyśleć jak mogę podnieść swoją wartość, żeby zarabiać więcej, będą myśleć kategoriami: a to sukinsyn, niedocenia mnie, gówno robię ale zasługuję na więcej!

      • Nev

        Ja wiem że (w skrócie) pracownikom płaci się tyle, żeby nie odeszli i ani grosza więcej (chyba że umiesz negocjować). Aktualnie to ja określam ile zarabiam – jak nie podobały mi się warunki w poprzedniej firmie, to ją zmieniłem, na taką która sprostała moim oczekiwaniom.

        Od momentu rozpoczynania kariery moje zarobki wzrosły sześciokrotnie (w ciągu 3 lat – a nie 10), co uważam za niezły wynik. Każda kolejna podwyżka jaką dostawałem była większa od poprzedniej, przy czym największy skok nastąpił podczas zmiany firmy => czyli nie masz wzrostu liniowego, lub co gorsza logarytmicznego.

        Nie wiem dlaczego od razu mówisz: „Mi musieliby niezle wyprac mozg, zebym sie zgodzil pracowac 10 lat, aby zostać kimś ważnym”, bo to implikuje że myślisz, że sam tak uważam. Aktualnie mam wstępny plan, który zakłada że popracuje tak jeszcze góra 5 lat, a później zobaczymy. Poza tym, jeśli pracujesz 10 lat i dopiero wtedy zostajesz „kimś ważnym” to znaczy, że coś jest nie tak – najpewniej z Tobą. Na szczyt w korporacji można dotrzeć znacznie szybciej – trzeba być po prostu dobrym i wykazywać inicjatywę + walczyć o swoje.

      • Gint

        Zdradz tak ogolnie, co to za branza, bo pewnie wiele od tego zalezy.

      • Nev

        Jasne że branża ma znaczenie, bo z pewnością pracując w korporacji, ale w call-center na słuchawce raczej nie osiągniesz zbyt wiele. Ja pracuje w IT – de facto jednej z najbardziej „błogosławionych” branży w dzisiejszych czasach.

  • Silver

    „Przez ten czas mozna rozwinac calkiem spora firme (lub dwie). W korpo wyplata rosnie liniowo, a dla wlasciciela biznesu – wykladniczo (jesli sie dobrze zarzadza). Sprzedajac biznes mozna niezle zarobic, a zwalniajac sie zajebistej odprawy nie bedzie.”

    Zrobiłeś coś z tego o czym piszesz? Jakaś firma (lub dwie), sprzedany biznes, cokolwiek?

    • Gint

      Tak. Zakladam wlasnie firme i nie podpisze kolejnej umowy z korpo. I uprzedze pytanie: mam juz klienta, ktory zapewni przetrwanie podczas rozkrecania.

  • Bo ludzie szybko uczą się, czego nie chcą, ale nie potrafią wymyślić czego mogą chcieć. Poza tym nie chcą odstawać od innych, więc jak chorągiewki zmieniają zdanie na takie, które akurat jest modne. Przykre, prawdziwe, ale dzięki temu mamy się z czego wyróżniać ;-)

  • Kiedyś kumpel powiedział, że mam iść do korporacji, bo będąc niepełnosprawnym „choćbym nasrał na biurko prezesa i tak Cię nie wyrzucą, bo ważniejsza dla nich jest misja od kosztu posprzątania biurka”.

    Korpo jest OK. Dużo lepiej, patrząc po doświadczeniach mojego ojca i mojej byłej, pracować w korpo aniżeli u prywaciarza, outsourcera, który będzie ciął na tobie koszty i szukał każdego sposobu, by przyoszczędzić.

    W Polsce pracownik kosztuje pracodawcę ponad 1000zł (ZUS i inne opłaty). Dla prywaciarza to majątek, dla korpo to ułamek.

    See the difference?

    Jeśli miałbym wybierać korpo vs. prywatna firma – wybrałbym korpo. Póki co nadal pracy nie mam.

  • Lolek

    Pracowałem w korpo, a teraz w instytucji państwowej – stanowiska podobne. Róznice:
    Zarobki: W urzędzie 4200 zl netto, w korpo 2500 netto.
    Szkolenia: W urzędzie ok. 30 szkoleń z IT (HP, Oracle, IBM itp.) w korpo: szkolenie z przełożonym i szkolenie antypozarowe;
    Nagrody: w urzedzie 13-tka, na świeta ok. 1000zł, nagroda okolicznościowa za dobra pracę ok. 5000zł; w korpo: na swieta czekolada, za harówę po nocach 200zł i tytuł pracownika roku.
    Benefity: w urzędzie: wczasy dla całej rodziny, zapomoga na zagospodarowanie 8000zł; w korpo: kawa cappuciono za darmo i karta do siłowni za która muszę polowe zapłacić. Poza tym w korpo jest super, jest super … wiec o co ci chodzi … :)