Przyjaźń, tylko że z seksem

Przyjaźń, tylko że z seksem

Randki to stan otwartej wojny, w której zamiast napalmu dookoła wybuchają pociski komplementów, przekomarzań się, prób zaimponowania i serenad śpiewanych przez wąsatych Meksykan, żeby jak najszybciej doprowadzić do długotrwałej albo chociaż intensywnej okupacji nowego terytorium.

Nigdy nie odczuwałem typowej dla randek spiny, żeby pokazać, że jestem pięć razy fajniejszy, niż w rzeczywistości. Dla mnie randka to nic innego jak poznanie kogoś kto wydał mi się fajny, sprawdzenie czy coś nas łączy i czy jest sens kiedyś zrzucać ubrania. Tyle. Nic więcej.

Jednak większość osób (i jest to ta sama większość, która, w zależności od płci, wykupuje usługę premium na Redtube lub cały czas ogląda „Dziennik Bridget Jones”) sądzi, że w randkach chodzi o coś szczególnego: magię, rywalizację albo odkrycie cudownego sposobu na seks. Wspólną cechą tych wszystkich osób jest to, że dogadują się w obrębie swojej płci, ale o przeciwnej uważają, że jest od nich zupełnie różna, a związki są tajemniczym rytuałem, którego zasad nikt nie zna. Są to osoby, które nie spotykają się z drugim człowiekiem, którego mogą polubić lub nie, ale z KOBIETĄ, czyli ze stworzeniem będącym skrzyżowaniem jednorożca z drogerią. I w tym miejscu zaczynają się problemy, bo co niby można powiedzieć o takiej jednorożco-drogerii? Co ona lubi? Co je? O czym z nią rozmawiać? Jak ją traktować? Wszystkie te gówniane pytania, na które faceci próbują znaleźć odpowiedź i których nie znajdują, bo ich nie ma.

Zabawne w tym jest to, że ci sami ludzie mają kilkunastoletnie doświadczenie w tworzeniu długotrwałych relacji i doskonale umieją to robić. Każda z tych osób ma najlepszego przyjaciela, tą samą koleżankę od wielu lat albo chociaż kuzynów, z którymi ma dobry kontakt. Są to trwałe relacje, bo opierają się na skutecznych zasadach. Te relacje od związków różnią się tylko seksem, na który przy pomyślnych wiatrach poświęca się trzy godziny dziennie. Oznacza to, że przez dziesięć kolejnych godzin, kiedy się nie śpi, związek trzeba opierać na czymś innym.

Jakby to słodko i misiowo nie zabrzmiało, to związki w większości składają się z przyjaźni. To co irytuje nas w przyjaźni, będzie nas też irytować w związkach, bo wciąż jesteśmy tymi samymi osobami, których dotyczą te same zachowania. Jeśli umiesz być przyjacielem, to umiesz być też partnerem. Dlaczego? Bo bez względu na płeć wszyscy jesteśmy ludźmi. Odczuwamy te same emocje, 90% naszego ciała jest do siebie podobne i mamy w sobie te same hormony, chociaż w delikatnie innym stężeniu.

Dlatego też poszukiwana recepta na dobrą randkę brzmi: „Traktuj osobę, która ci się podoba, tak jak byś traktował każdą inną osobę będącą materiałem na kumpla”, a na dobry związek: „Traktuj swoją dziewczynę/chłopaka tak jak najlepszego przyjaciela”. Zaczynając stosować tę zasadę (bez przegięć), zaczyna poprawiać się każdy element związku, bo zamiast opierać go na rywalizacji i usilnych próbach ściągnięcia z kogoś majtek, opiera się go na swobodzie, porozumieniu, wspólnych pasjach i egzekwowaniu swoich granic, bez obchodzenia się z kimś jak z jajkiem tylko dlatego, że jest płaski tam gdzie ktoś inny wypukły.

Kiedy masz jakikolwiek problem w związku, to żeby go rozwiązać zadaj sobie pytanie: „Czy gdyby to był mój najlepszy przyjaciel, to…”
…obraziłbym się gdyby chciał się spotkać ze znajomymi?
…śledziłbym go i sprawdzał jego komórkę?
…oczekiwałbym, że zawsze będzie miał dla mnie czas?
…siedziałbym z nim, mimo że zanudza mnie na śmierć?
…bałbym mu się powiedzieć, że nie lubię jak traktuje mnie w ten sposób?
…planowałbym niesamowite spotkania żeby mnie lubił?
…kupowałbym mu drinki tylko po to, żeby z nim porozmawiać?
…wybaczyłbym mu gówniane zachowania tylko dlatego, że ma ładną buzię?
…uzależniałbym od niego całe swoje życie?
…udawałbym przy nim osobę, którą nie jestem?
…byłbym szczęśliwy gdyby każdego dnia robił mi słodkie niespodzianki jak psychopata?

Odpowiedzi na to pytanie są zawsze najbardziej skuteczne, zdrowe i elastyczne. Wyznaczają to, co jest dla nas ważne w związku i pozwalają zdystansować się do całej sytuacji, trzeźwo ocenić drugą osobę, uśmiechnąć i powiedzieć sobie: „Nic nie szkodzi sprawdzić co z tego wyjdzie”.

Cóż, w końcu bzykanie jest baaaardzo ważne i zawsze trzeba o tym pamiętać, ale długoterminowo warto się też trochę lubić.

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Przyjaźń, tylko że z seksem"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
S
Gość

Tylko nie mówcie dziewczynie na randce coś w stylu: „Patrz jaki lachon, ruchałbym!”. Może się obrazić. Szczególnie, że nikt normalny nie mówi „lachon” :/

RadosnySkurwiel
Gość

Dla mnie to brzmi jak droga do bycia friendzoned

Arte
Gość

Nie za bardzo kumam przesłanie tekstu. Uważam, że przyjaźń z seksem to jeszcze nie związek. Musi dojść jeszcze to coś, nazwijmy to chemią, iskrami, motylkami w brzuchu- czego nie da się przełożyć w prosty sposób na relacje z kumplami i przyjaciółmi.

Jakub
Gość

Jest różnica między kumplem a NAJLEPSZYM przyjacielem, a właśnie tak trzeba traktować swojego partnera/partnerkę. Osobiście bardzo się zgadzam z autorem, ponieważ sam jestem w szczęśliwym związku ze swoją długoletnią najlepszą przyjaciółką. Polecam taki układ, ponieważ jest już duża zażyłość, która mocno umacnia związek i zapobiega rozstań z błahych powodów, co jest częste w związkach z osobą poznaną np tydzień temu. Po prostu jesteś pewny osoby z którą się wiążesz. Ale to oczywiście podejście dla osób szukających stałych udanych związków. Pozdrawiam : )

toksic
Gość

Współczuję Ci. I nie jest to sarkazm.

kicakowna
Gość

toksic dlaczego?

ChicaMala
Gość

Zgadzam się! Podpisuję się rękoma, nogami, uszami i wszystkim czym tylko mogę, bo to święta prawda jest! Masz kolejny tekst, który rozspamuję, gdzie tylko będę mogła, bo KAŻDY i facet i kobieta, powinien to wiedzieć i powinien o tym pamiętać!!!! Tak się buduje najlepsze znajomości, bo nie z każdej musi coś wyjść więcej, można zostać w (przerażającej niektórych) strefie przyjaciół, co dla mnie akurat dobrze, bo tak byłoby piękne rozstanie z niedopasowania po dłuższym lub raczej krótszym czasie, a może też wyjść coś wspaniałego i trwałego. Związki zbudowane na przyjacielskiej szczerości są najlepsze, bo właśnie w momencie, gdy przestajesz choć na chwilę myśleć o seksie, masz świadomość, że z daną osobą możesz robić coś więcej niż tylko się pieprzyć i nie jest Ci głupio wyjść z nią na miasto. Zaś co do samej znajomości opartej na seksie – też nie będzie krzywych akcji, bo będąc szczerym unikasz potem dostania w twarz za bycie kłamliwym dupkiem. Szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość. To najlepsza droga wszędzie i do przyjaźni i do związku i do zajebistego seksu!

Vyti
Gość

Wszytko pięknie dopóki nie dojdzie jeden, zazwyczaj mało przewidywalny składnik, zwany potocznie miłością. Jak mawia klasyk „miłość jest ślepa”, a ja mogę dodać „i głupia”, bo jak inaczej wytłumaczyć szczeniackie reakcje dojrzałego człowieka, na ochłapy czułości okazywane ze strony drugiej osoby lub inne temu podobne wygłupy. Oczywiście wszystko gra jak strona przeciwna zachowuje się równie idiotycznie i wtedy mamy pełną cukiernię (z zewnątrz nawet ładnie to wygląda). Zazwyczaj jednak tak nie jest i nawet najbardziej zagorzały ortodoks, znający na pamięć wszystkie Twoje „złote myśli” zrobi z siebie żałosnego palanta, gdy zakocha się bez wzajemności.

Muriwai
Gość

Mnie jeszcze do tego, co świetnie zostało już powiedziane w poście, męczy to dlaczego kobieta idąc do łóżka, jest rzekomo ofiarą i potem słyszy, że „on nie da jej tego czego chce, nie chce zeby cierpiala, on bedzie już zawsze sam” i skad taki dupek ma przekonanie, że ona chciałaby w ogóle z nim być?? nie moge tego pojąc i dla mnie to jest największy syf i poniżanie drugiej osoby. jak mu się nie chce niech sie zdematerializuje na wieki i spokoj. Jesteśmy już na tyle świadome, w większości jak sadze, że wiemy o co chodzi od poczatku (jesli o nic nie chodzi) a uprawiamy seks bo mamy na to w danej chwili ochote. Po prostu

Daniel
Gość

Zawsze uważałem że partnerka/żona to przyjaciel (najlepszy chyba) którego od innych przyjaciół różni to że się ruchamy i przytulamy, inny poziom, ale jednak pozałóżkowe, sofowe, pralkowe i podłogowe zachowania (if you know what i mean) i relacje – są, a raczej powinny być jak z najlepszym przyjacielem. Ja kiedyś czasami byłem zazdrosny o przyjaciół płci męskiej więc chyba trochę normalne że facet jest zazdrosny o kobietę, ta zazdrość nasza się im podoba, ja też lubię gdy kobieta jest zazdrosna, ale wszystko w granicach rozsądku.
No i trzeba jednak poświęcić trochę czasu na naturalne poznawanie się. Raczej odradzam pierdzenia w trakcie pierwszych dni znajomości.

Willy
Gość

No interesujący artykuł, kiedyś mojej „byłej” zaproponowałem taki seks po koleżeńsku. Wiadomo odmówiła. Po jakimś czasie dostałem wiadomość na telefon czy wpadnę na kawę czy coś tam, no i był seks koleżeński ale Tylko raz. A wracając do tematu to działa z Tym przyjacielem czy jak to nazwać, zawsze tak robię, ale Wielkie Dzięki od wszystkich że tak pięknie napisałeś co ważne bardzo zrozumiale. Pozdrawiam.

e...
Gość

całego wpisu zbytnio nie kapuje jak to zwykła kobieta.. ale te p.s. jest genialne…. ;D

trackback
Pociąg z poznania, do relacji | Stąpając twardo po ziemi

[...] w związku z tym jeden z artykułów Volanta http://volantification.pl/2013/07/29/przyjazn-tylko-ze-z-seksem Na jego podstawie także zacząłem zastanawiać się nad moim nastawieniem do związków. Jednak [...]

Patryk
Gość

Piszesz: „Zabawne w tym jest to, że ci sami ludzie mają kilkunastoletnie doświadczenie w tworzeniu długotrwałych relacji i doskonale umieją to robić! Każda z tych osób ma najlepszego przyjaciela, tą samą koleżankę od wielu lat albo chociaż kuzynów, z którymi ma dobry kontakt. Są one trwałe, bo oparte na skutecznych zasadach. ”

Jakie to twoim zdaniem skuteczne zasady?

wpDiscuz