Wypełniony złotem

Wypełniony złotem

Dostałem od życia niezłe karty. Asa, kilka figur, ale najbardziej cieszę się z tego, że dostałem kilka naprawdę beznadziejnych.

Dawno temu były chwile kiedy codziennie czułem się jak gówno chodząc do szkoły w plastikowych okularach w grubych oprawkach, które nie miały wtedy nic wspólnego z modą tylko z byciem nieudacznikiem, zbierając cięgi w bójkach i będąc odrzucanym przez osoby, na których mi zależało.

Skłamałbym gdybym powiedział, że nie było mi ciężko, tak samo jakbym powiedział, że chciałem tych sytuacji. Nie było tak, ale dziś uważam, że to jedne z najlepszych rzeczy jakie mnie spotkały. To z nich nauczyłem się najwięcej, a bez nich nie byłbym tak silny psychicznie jak obecnie i wciąż myślałbym, że morda to szklanka i stłucze się jak mnie ktoś uderzy.

Przynajmniej nie byłem jak Bill Gates i nikt nigdy nie włożył mi głowy do kibla. Ani jak Nikki Sixx, który będąc nastolatkiem uciekł z domu i żył na ulicy. Ani jak Howard Hughes, który miał potężne i nieleczone zaburzenia obsesyjno-kompulsywne realnie utrudniające mu życie.

Patrząc na to z tej strony, gdyby nie ogromna i niezaspokojona potrzeba akceptacji, to nie mielibyśmy żadnej gwiazdy rocka. Gdyby nie bieda, patologiczne rodziny i wojny, nie mielibyśmy miliarderów. Gdyby w którymś momencie ktoś nie zmusił późniejszych fighterów, do bójek, to by nimi nie zostali. To też nie przypadek, że w każdej kulturze istniały rytuały pełne wyzwań i ciężkich sytuacji, po których przejściu dopiero stawało się dorosłym.

Obecnie już tych rytuałów nie ma, ale wciąż dotykają nas ograniczenia i możliwe, że to najlepsze co dostajemy od losu. Potrzeba ich wyeliminowania zmusza do pracy i ciągnie do przodu jak rozpędzony pociąg. Gdyby każdy miał mnóstwo pieniędzy, kobiet i znajomych, to nie robiłby nic ze swoim życiem, bo po co? Radzenie sobie z własnymi ograniczeniami, sprawia że nabywa się umiejętności, bez których jest się po prostu strachliwą ofermą.

Niedawno przeczytałem, że Japończycy kiedy rozbije się wazon, sklejają go i wypełniają puste szczeliny złotem, tym samym zwiększając jego wartość. Nie wiem czy to prawda, ale lubię w to wierzyć, bo dokładnie tak samo działa radzenie sobie z ograniczeniami. Każda praca włożona w zwalczanie swoich braków, to kolejne gramy złota, którymi zwiększamy naszą wartość rekompensując sobie posiadane braki. Im większa szczelina, tym więcej trzeba użyć złota i tym większy późniejszy sukces.

Warto o tym pomyśleć w chwilach kiedy jest ciężko, bo wszechświat na nikogo się nie uwziął, tylko daje nam ojcowskie pstryczki w nos, wiedząc, że najłatwiej nauczymy się jego lekcji w praktyce.

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Wypełniony złotem"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Victres
Gość

Świetny wpis, niedawno doszedłem do identycznych wniosków.

Może nie dostałem pstryczka w nos, za to został mi spuszczony głaz na głowę. Dzisiaj jestem za to wszystko wdzięczny, bo wiem, że bez tego nie byłbym tu gdzie jestem teraz, to właśnie dzięki temu zrozumiałem wiele wartościowych rzeczy i spojrzałem na otaczający mnie świat z całkiem nowej perspektywy.

Pozdrawiam.

Aniś
Gość

Mistrzowska pointa!

Muriwai
Gość

To samo od dawna twierdzę, a myślałam, że tylko ja na to wpadłam, a tu jest nas więcej ;) no może nie udało mi się tego ująć w tak prostych, ale idealnie celnych słowach

Boomer
Gość

Kurczę, to ten wszechświat jest dla nas jak biologiczny ojciec dla Supermana. Wciąż wystawia na próby, żeby przygotować nas do wypełnienia przeznaczenia ;)

ChicaMala
Gość

Bardzo podoba mi się to z tym dzbanem. Nie słyszałam o tym, ale chętnie zacznę w to wierzyć. Natomiast w kwestii bogatych ludzi – zgadzam się całkowicie, bo doskonale to widać po dzieciakach, których rodzice byli/są bogaci. Od zawsze mają wszystko, więc wszystko mają w dupie i na niczym im nie zależy.
Ja ze swojej strony przytoczę przeczytaną kiedyś historię (długa, ale doskonale pasuje do tematu):

Pewnego spokojnego dnia w pół otwartym kokonie jedwabnika widać było małego motyla. Mężczyżna siedział i obserwował motyla przez długie godziny, patrzył jak walczy, aby uwolnić swe ciało przez mały otwór kokonu. Po pewnym czasie proces opuszczania konkonu zupełnie ustał. Wyglądało na to, że motyl zrobił już wszystko, co mógł. Mężczyzna postanowił udzielić mu pomocy: chwycił za nożyczki i otworzył kokon. Motyl łatwo mógł wyjść, ale jego ciało wciąż było suche jak poczwarki i słabe, a skrzydła miał pofałdowane. Mężczyzna przyglądał się dalej, czekał na to, że w każdej chwili skrzydła motyla się otworzą, rozprostują, staną się rozpostarte, że będą szerokie i silne, i że pozwolą motylowi odlecieć. Ale nic takiego się nie wydarzyło! Motyl wiódł swoje życie obleczone kruchym ciałem, z pofałdowanymi skrzydłami. Nigdy nie był zdolny do latania, bo mężczyzna mimo całej swojej chęci i dobrej woli nie zrozumiał, że motyl potrzebuje walki z wąskim otworem kokona. Taka jest jego naturalna droga. I tylko wtedy może użyć skrzydeł do latania, kiedy w środku kokonu całkowicie się rozwinie i będzie mógł samodzielnie wyswobodzić swoje ciało z kokonu. My też niekiedy w swoim życiu potrzebujemy zmierzyć się z trudnościami.

Geme
Gość

Volant zamieniłeś okulary na soczewki czy korekcja?

e...
Gość

Volant .. przystojniaku.. nie boisz się że będziesz jak król Midas potem. .??? Sorry, ale taka refleksja mi się nasunęła.. ;D

Nev
Gość

mental high five ;)

Damian
Gość

Trafiłeś w sedno!

Radzenie sobie z różnymi sytuacjami życiowymi bardzo przypomina chodzenie do „szkoły życia”. Zapisani tuż po narodzinach, nawet o tym nie wiedząc, bierzemy udział w lekcjach i dostajemy pracę domową. Nikogo tak naprawdę nie obchodzi czy sumiennie uczymy się, czy mamy totalnie w dupie „szkołę”. Nieodrobione lekcje będą spokojnie czekać aż w końcu weźmiemy się za nie. I tak w kółko, kółko i w kółko. Najważniejsze – ta szkoła nie wystawia formalnego dyplomu ani żadnego certyfikatu, a jedynym poręczeniem ukończenia pewnych lekcji jest umiejętność radzenia sobie w przebytych doświadczeniach.

Paz
Gość

Miałem w swoim życiu podobnie jak Ty. Cieszę się z tego niezmiernie, bo prawda jest taka, że w czasach kiedy ja byłem gównem, inni mieli swoich pierwszych partnerów i masę znajomych, ale właśnie przez to, że tym gównem byłem, to ja, a nie oni zastanowiłem się nad swoim życiem i postanowiłem to zmienić.
Dobry wpis ;)

Sherlock
Gość

Wszystko co napisałeś, utwierdza mnie w przekonaniu, że najważniejsza jest praca nad samym sobą. Jak mówił Ghandi: „Nie jest ważniejsze byś był najlepszy spośród innych. Najważniejsze jest byś był lepszy do samego siebie z dnia wczorajszego.”. Za każdym razem, kiedy słyszę, że coś komuś nigdy nie wyjdzie wpadam w śmiech. Każdy może zrobić cokolwiek tylko chce – liczy się tylko wkład jakie włoży w tą czynność.

Pozdro
S.

wpDiscuz