Dlaczego rozwój osobisty nie działa?

Dlaczego rozwój osobisty nie działa?

Niedawno jeden z moich dalszych znajomych wrzucił na swoją tablicę link do nagrania pod tytułem: „Zmień się w siedem dni”, a podobne wrzucał cyklicznie. Zawsze był osobą trochę nawiedzoną i zakłopotaną jakby ktoś go uderzył łomem w ciemię, ale w gruncie rzeczy inteligentną i z dużym potencjałem. Niestety jak typowy rozwojowiec ukrywał go pod zbyt dużymi koszulami i wzrokiem wbitym w ziemię.

Spotkałem go na mieście i wyglądał tak jak zawsze, więc jak rasowy nołlajf wróciłem do domu i spojrzałem ile dni minęło od kiedy wrzucił tamten link. Siedemnaście. Najwidoczniej siedem dni to za mało na zmianę.

Nie zaskoczyło mnie to, bo większość osób z kręgu rozwoju osobistego, w ogóle się nie rozwija. Rok po roku powtarza sobie zdania typu: „Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się nie spróbowało”, „Im większe wyzwanie, tym większe poczucie sukcesu” i tym podobne cytaty, które są ważne i prawdziwe, ale ich powtarzanie nic nie zmienia.

Wiecie kto rozwija się w branży samorozwoju? Blondyni? Bruneci? Osoby z dużych miast? Fani t-shirtów? Posiadacze kotów? Nie. Ludzie, którzy czują, że już tego nie potrzebują.

Zawsze kiedy słyszę pytanie o to jak to się stało, że tak bardzo zmieniło się moje życie i co to spowodowało, odpowiadam: „To że postanowiłem przestać się rozwijać”. I to nie jest żart. Żartem nie jest też to, że od tamtej pory nauczyłem się najwięcej przydatnych umiejętności. Wcześniej wiedziałem po trochu o wszystkim. Teraz jestem dużo głupszy, bo wiem dużo o niewielu rzeczach, ale na tym polega magia specjalizacji – określają nas rzeczy, w których jesteśmy bardzo dobrzy, a nie te, w których jesteśmy przeciętni.

Dążenie do bycia kimś lepszym to zatrute jabłko. Widziałem to wielokrotnie. Najczęściej wynika ono z poczucia bycia kimś niewystarczająco dobrym. Wtedy chwyta się kolejne książki, nagrania i wykupuje miejsca na szkoleniach, mając w głowie myśl: „Ale ten gość jest zajebisty! Chcę być taki sam”. Niestety te komunikaty mają też drugą stronę. W tym przypadku jest nią przekonanie: „Uważam, że ten gość jest zajebisty, bo ja jestem beznadziejny i siebie nie akceptuję, więc chcę wziąć od niego trochę wartości”. To brzydka prawda stojąca za samorozwojem. Myśląc w ten sposób:

  • Jak chcesz podejść do dziewczyny z poczuciem, że jesteś najlepszą rzeczą jaka może ją spotkać, jeśli na co dzień myślisz, że jesteś beznadziejny?
  • Jak możesz prowadzić dobrą działalność gospodarczą skoro w porównaniu do innych nic nie wiesz?
  • Jak możesz motywować innych, skoro zaczynasz dzień od słuchania motywującej audycji, bo inaczej nie będziesz miał entuzjazmu?

Coś można komuś dać tylko wtedy jeśli się to ma. Nie korzystasz z wiedzy, dopóki jesteś w trybie „zbierania informacji” i mówienia: „Nic nie wiem”. To jak z tankowaniem samochodu. Kiedy go tankujesz, nie jedziesz. Jedziesz, kiedy zapłacisz za tankowanie i odpalisz silnik.

Reprezentuje to dwa podejścia do rozwoju.

Pierwsze to: „Chcę być fajny”, w którym rozglądasz się dookoła myśląc co takiego możesz od innych wziąć, żeby czuć się ze sobą dobrze. Trzymając się porównania z tankowaniem samochodu – świat jest taki piękny i chcesz tyle doświadczyć, więc najpierw tankujesz samochód, żeby mieć możliwość ruszenia gdzie tylko zechcesz, chociaż nie bardzo wiesz gdzie chcesz jechać.

Drugie to: „Działam, ale chcę to robić lepiej”, czyli akceptujesz to jaki jesteś, stajesz przed lustrem i stwierdzasz: „Pieprzyć to czego mi brakuje! Zrobię coś dobrego z tego co mam” i rozglądasz się dookoła myśląc co możesz z siebie dać innym. Cokolwiek by to nie było: radość, design, globalna marka, oral, anal, cumshot… Po prostu cokolwiek, bo nieważne co robisz, pod warunkiem, że robisz to zjawiskowo dobrze. Trzymając się porównania z tankowaniem, nie dbasz o to ile masz benzyny w baku, ale ruszasz w drogę i zatrzymujesz się, żeby napełnić bak i usprawnić swoją podróż.

Skuteczne jest tylko drugie podejście, bo sprowadza na ziemię, pozwala skupić się na prostych przyjemnościach, które jako jedyne dają szczęście i uświadamia, że nie trzeba być idealnym – wystarczy robić coś, co każdego dnia robi się jeszcze lepiej.

Jeśli masz pierwsze podejście, to zapomnij o rozwoju i zacznij robić to co zawsze chciałeś. Wszystko czego potrzebujesz i tak masz w sobie. Brzmi to jak pusty slogan, ale nim nie jest, więc nie wieszaj go na swojej lodówce.

  • Mateusz

    I właśnie coś zrozumiałem po przeczytaniu tekstu. Dziękuje.

  • Max

    Volant nosz kurw#@ mać skąd Ty zawsze wiesz, co akurat potrzebuję się dowiedzieć o sobie samym, no skąd?

  • Michał

    No prszę, pierwszy raz czytam wniosek do jakiego ja kiedyś doszedłem czytując od czasu do czasu kilka blogów o „samorozwoju” itp. gzie w komentarzech była grupa wzajemnej adoracji i co który nie napisał jakiegoś wzniosłego cytatu to wszyscy mu zazdrościli.

    Prawda jest natomiast taka, że rozwijamy się codziennie i nie jest to jakiś wielki wyczyn, tylko teraz sprowadziło go się do tego, tak jak ze zdrową rzywnością, dla naszych rodziców i dziadków była ona czymś normalnym i codziennym, tak teraz reklamuje się ją jako coś niesamowicie wspaniałego.

    pozdro

    • Kobieta idealna

      *żywność

  • St.Anger

    Dziwny wpis Volant. Pierwszy raz Cię komentuje i to zapewne dlatego, że wzbudził on u mnie pewne kontrowersje. Otóż rozwój osobisty to zabawa, w której trzeba uczestniczyć, a nie patrzeć jak inni się bawią. Główną ideą rozwoju jest poszerzanie horyzontów co w konsekwencji powinno prowadzić do zmiany. Z reguły jest tak, że najpierw coś jest nienaturalne, a później staję się naszym nawykiem (naturalne). Kwestia tego co ludzie zrobią z tą wiedzą. Człowiek jest plastyczny i poprzez zdobywanie wiedzy może zastosować te schematy, które są najbardziej korzystne – to prowadzi do lepszych rezultatów.

    Zmierzam do tego, że nie rozumiem celu tego wpisu. Ludzie Cie czytają bo są głodni wiedzy czy ciekawi Twojego spojrzenia. Świadomość pewnych rzeczy działa. Mam wrażenie, że to jest taki wpis dla wpisu, ale skuteczny bo budzi kontrowersje ;) Rozumiesz? To co napisałeś można odnieść do wszystkiego.

    Zgadzam się również z tymi pakietami rozwojowymi w kilka dni. Zmiana to proces… ;)

    Pozdrawiam!

    • Volant

      Kwestia tego co ludzie zrobią z tą wiedzą.

      A 90% nie robi nic, a później piszą: „Volant, tyle przeczytałem, a nic się nie zmieniło”.

      • Arte

        To w takim razie może to 90% ludzi nie działa, a nie rozwój osobisty ?

      • Volant

        I tak i nie. Jak produkujesz odkurzacze, ale niemal wszyscy klienci, którzy je kupują i tak ich nie używają chociaż są one sprawne techniczne, to wina leży po stronie produktu.

      • JNM

        Nie, to wina leży po stronie ich bałaganiarstwa i pierd*lonego lenistwa. ;)

      • Arte

        Wypadałoby sprawdzić z jakiego powodu nie chcą owych odkurzaczy używać. Może nie chcą/nie umieją z nich korzystać, choć produkt jest wartościowy? Bo moim zdaniem, to że nie wiesz dokąd chcesz jechać to twoja wina, nie samochodu.

      • Volant

        Jak produkt jest wartościowy to się go używa. Kiedyś któraś z marek produkowała lodówki z dostępem do Internetu, żeby klienci mogli od razu przy lodówce zamawiać produkty. Nikt nie chciał tego robić. Zgadzam się jednak z tobą, że wina jest też po stronie ludzi. Zresztą o tym był ten tekst – o skuteczniejszym podejściu, którego ludziom brakuje. Jeśli odebrałeś to jako atak na cały samorozwój to niesłusznie.

  • Wayne

    „rozglądasz się dookoła myśląc co możesz z siebie dać innym. Cokolwiek by to nie było: radość, design, globalna marka, oral, anal, cumshot…”

    Zmiana tematu: skill opanowany mistrzowsko.

  • Gdzieś na początku liceum pierwszy raz trafiłem na hasło ‚rozwój osobisty’. Miałem wtedy parcie na szkło, żeby się zmieniać i takie tam pierdoły, do których jest się namawianym w tych wszystkich kursach, artykułach. Potem przyszła trzecia liceum i tak jakby całe to parcie na czytanie mądrych książek, pokazujących, że chcieć to móc, przeszło mi. Od ponad roku nie zagłębiałem się w temat. Olałem. Nie potrzebuję tego i jak teraz zauważyłem, nie potrzebowałem. Z perspektywy czasu i tak zauważyłem, że wróciłem do stanu sprzed ‚rozwoju’ z tą różnicą, że jestem starszy i wiem nieco więcej na temat tego, jak działa świat.

  • Daniel

    To jak z nauką gramatyki języka obcego. Nie należy na początku przeczytać 2 książek na temat reguł gramatycznych danego języka i dopiero wtedy zabierać się do czytania tekstów z nadzieją że lepiej będziesz rozumiał, gówno prawda. Trzeba najpierw czytać i lawirować, a dopiero później „w locie” z ciekawości poznawać reguły, które mają nam pomóc zrozumieć sens składni. Poligloci tak właśnie polecają uczyć się języków obcych – na żywioł, ale z głową rzecz jasna. Można to śmiało odnieść do samorozwoju.

    Jeżeli wiesz co masz robić krok po kroku, ale tego nie robisz z jakiegoś powodu to oznacza że jesteś leniem i jak to Volant napisał, naklejanie cytatu na lodówkę nie jest potrzebne. Ja miałem tendencję do spisywania różnych „mądrych” cytatów i małych planów do zrealizowania, nieźle się śmiałem i zarazem wkurwiałem gdy po miesiącach porządkowałem swoją szafkę czytając pozapisywane karteczki o których już dawno zapomniałem, a które nic nie wniosły do mojego życia i jedynie traciłem czas na notowanie – nie trzeba być Nostradamusem żeby przewidzieć że przez ten okres kilku miesięcy nie zrobiłem żadnego progresu.
    Jeżeli jesteś leniem i wiesz co powinieneś robić, ale nie robisz tego, oznacza to że żadne przeintelektualizowane gówno w formie cytatu i przesłania na YT: „Jesteś zwycięzcą” nie pomoże. Może to oznaczać jedynie że albo musisz odstawić alko i w wolnej chwili przebiec 3 kilometry dla poprawienia humoru i forsować działanie, albo przedsięwziąć jakąkolwiek inną akcję, albo dostać po dupie od rzeczywistości jako swego rodzaju bodziec do działania, ale kolejny raz przeczytanie wpisu na Volantification czy oglądnięcie motywującego filmiku nie rozwiąże naszego problemu. Taka jest prosta, często zakamuflowana prawda.

    Ludzie boją się porażki, dlatego wydaje im się że muszą idealnie przygotować się do czegoś. Chuja tam. Nie da rady by się idealnie przygotować do czegokolwiek bo nie jesteśmy idealni. Trzeba podczas podróży improwizować, dociekać, pytać, czasami poprosić, być głupim by mieć szansę stać się nieco mądrzejszym.

  • Jak zawsze rewelacyjny tekst. Jak zawsze taki, którego akurat w danym momencie najbardziej potrzebuję :-) Czasem mam wrażenie, że czytasz mi w myślach, a potem na podstawie tego piszesz teksty. Piszesz to, co potrzebuję usłyszeć/przeczytać. Pewnie dlatego tak bardzo lubię Cię czytać. Nawet wtedy, gdy stwierdzam, że piszesz oczywiste oczywistości (a może zwłaszcza wtedy) :-)

  • Arte

    A ja się nie zgadzam. Wpis przekombinowany i na siłę kontrowersyjny. Już komentarz Daniela powyżej o niebo bogatszy merytorycznie.

  • Emil

    Według mnie wiele zależy od tego jak zdobytą wiedzę wykorzystamy.
    To ode mnie zależy czy rozwój osobisty coś wniesie do mojego życia, czy będzie to tylko pochłanianie kolejnych informacji, które nic nie zmienią w moim życiu. Gdy np znajdę się obok ładnej dziewczyny, to ode mnie zależy co ja sobie pomyślę (opcji może być dużo, podam dwie przykładowe):

    a) Zagadałbym, ale przeczytałem tylko 69 książek o podrywaniu, więc na pewno nie jestem jeszcze gotowy, może za miesiąc spróbuje.
    b) Zagadam do niej, skoro ona mi się bardzo podoba, a ja jestem zajebistym mężczyzną to dlaczego miałbym nie zagadać. Przecież mam w sobie 100% potrzebnych mi zasobów, do tego aby ją poderwać.

    W sidła opcji typu a), wpada wiele osób. Wmawiając sobie, że jeszcze nie są gotowi na przykład na poderwanie dziewczyny.

    Przy opcji b) ma się pewność tego, że jest się w stanie poderwać, nie za rok, ale tu i teraz z tą wiedzą jaką się ma. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby później tą wiedzę poszerzać, ale nie powinno się tego robić kosztem zajebistych momentów swojego życia.

  • Osobiście nie wierzę w coś takiego jak motywacja. Chcę coś robić, biorę dupę w kroki i ostro zapieprzam. A nie szukam czegoś, co mnie będzie motywowało.

    A co do samorozwoju, już dawno go rzuciłem, bo zrozumiałem, że robię to tylko i wyłącznie dla samego robienia. Lepiej coś robić, bo większość nic nie robi. Lepiej się skupić na kilku rzeczach, które faktycznie nas interesują i sprawiają nam przyjemność, do czegoś mogą się przydać. Bo z czasem nasze życie staje się jedną wielką strefą komfortu, a my próbujemy ciągle ją opuścić, to staje się naszym głównym celem w życiu.

  • Volant, mam olbrzymią przyjemność się z Tobą nie zgodzić :)
    A przynajmniej z częścią tego, co piszesz.

    Ostatni rok mojego życia był najlepszym i najbardziej bogatym w doświadczenia. Od ok. półtora roku zdaje sobie sprawę z wagi samorozwoju, ale również siły akceptacji. A co najważniejsze, dopiero ta wiedza i te konkretne działania doprowadziły do tego, że mogę powiedzieć zarówno w duchu jak i na głos, że jestem szczęśliwy :)
    Pracuję nad sobą, bo widzę swoje niedoskonałości, ale z drugiej strony raczej nie pałuję się nimi, wolę je zaakceptować. To nie kwestia tego, że kiedyś byłem gorszy, a chcę teraz być lepszym, fajniejszym itp. Po prostu wreszcie slucham siebie, swoich potrzeb i wreszcie w pełni jestem zadowolony z siebie i swojego życia.
    Zmiana nie trwała 7 dni, oczywiście. Pewne zmiany trwają nadal. Ale bez świadomości, jaki jestem i co mi jest potrzebne do szczęścia, byłoby słabo. A wydaje mi się, że właśnie te pytania leżą u podstaw samorozwoju.

    Ergo: samorozwój działa. Ale jak ze wszystkim, tak i z tym można popłynąć, źle zrozumieć, źle wykorzystać i się pogubić :)

  • Julian

    Z samorozwojem jest trochę jak z energy drinkami albo odżywkami. Jeśli będziesz biegł albo chodził na siłownie, to dadzą Ci energię, więcej siły itd. Jeśli będziesz siedział na dupie i pił redbulle zagryzając gainerem, to spieprzysz sobie zdrowie i zapuścisz tłuszcz na dupie.

    Czyli po prostu – zapie**alać trzeba.

    Ja myślę że wystarczy jedna rzecz – konkretny plan rozwoju (jak najbardziej konkretny, jak najbardziej szczegółowy, aż do bólu), który zawiera konkretne kroki z konkretną datą / terminem końcowym (aka. deadline, że tak światowo i supermodnie się wyrażę). Większość ludzi ma dupne rezultaty bo mają dupny plan. Np. schudnę w tym roku. Co to ma być za cel? Co innego: za rok o tej porze będę ważyć 75 kg przy 9% zawartości tłuszczu w organizmie i będę zdrowy, czując się zajebiście w swoim ciele.

    Np. na początku studiów wypisałem sobie listę z różnymi pierdami – jestem tu po to, żeby osiągnąć niezależność finansową ,jestem tu po to, żeby zrozumieć kobiety (także ten…), jestem tu po to żeby się rozwijać, blablabla.

    Oczywiście niewiele z tego zrobiłem, bo cele były gówniane, nie było żadnych dat i konkretnych kroków do podjęcia. I to jest moim zdaniem jedna z niewielu samo rozwojowych rzeczy którymi warto naprawdę się zająć. Żeby wiedzieć po co robimy to, co robimy, kontrolować postęp i wiedzieć co KONKRETNIE zrobimy zamiast walić konia do wzruszających cytatów pałlo koejlo i filmików z patetyczną muzyczką z gladiatora w czasie, w którym moglibyśmy zapieprzać do przodu.

    Tak czy inaczej wpis trochę na siłę kontrowersyjny, też tak sądzę.
    Bo nawet wypisanie sobie na kartce wszystkich rzeczy, które się zajebiście zrobiło w życiu, z których jest się dumnym itd. (sam o tym bodajże pisałeś w którymś wpisie – jeśli nie tu, to na blogu vincenta) zajebiście pomaga. A to też chyba jest samorozwój.

    Ale ogólnie się zgadzam, doszedłem jakiś czas temu do podobnych wniosków.

    • Volant

      Nie lubię kiedy piszę normalny wpis, a każdy uznaje go za kontrowersyjny. Dziwne uczucie :/

  • Bailout

    No dobra. Z reguły jestem za leniwy, żeby pisać komenty, ale jak już piszesz, że każdy… Nie każdy. Całkiem fajny wpis, jeden z lepszych w ogóle. I nic nie widzę kontrowersyjnego, zwyczajnie w prosty sposób napisane o rzeczach, które są przez ludzi nadmiernie komplikowane.

  • Summer

    „Wszystko jest w nas, tylko nas tam nie ma”
    …zasłyszane

  • Blabla

    Bzdury infantylnego kmiota. Kopiowanie stylu amerkanskeigo dzieciaka z ubogiej dzielnicy.

  • Ania Chmielińska

    Definicją samorozwoju jest udoskonalanie. A ty potraktowałeś to jak chwytanie się miliona nieprzydatnych rzeczy. Sam samorozwój polega na poszerzaniu horyzontów i pielęgnowaniu swoich pasji nie jest czymś złym. Dałeś jedynie złe przykłady tegoż „rozwoju”, które opisują ludzi źle do niego podchodzących.
    Jeśli się mylę, proszę udowodnij mi to
    Nie mniej jednak nie zaprzeczę, że styl twojego pisania jest bardzo dobry.

  • Paweł Halamus

    Nie do końca zgodzę się z tym artykułem.
    Jest tak, że wiele osób podchodzi do rozwoju jako do rzeczy, która sama „w 7 dni” naprawi ich wszystkie problemy.
    Takie podejście nie daje im nawet kroku naprzód.
    Jednak z drugiej strony nie można podchodzić do rozwoju osobistego w taki sposób i mówić, że przez to jest „fe”.
    To nie wina samodoskonalenia, że nie działa. To ludzie nie działają.

    Jeśli połączysz ten rozwój wraz ze swoją pracą to może dać efekty.

    Nie zgodzę się również ze stwierdzeniem, że chęć rozwoju to kopiowanie wartości innych osób, które wynika z myśli: „ja jestem niewystarczająco dobry”.
    Oczywiście często tak się zdarza, że jeśli nie jestem w czymś dobry to idę do osoby, która mnie tego nauczy.
    Jednak nie jest to spowodowane tym, że sam sobie w głowie wmawiam: „jestem niewystarczająco dobry”. N
    ie zależy mi także na tym żeby kogokolwiek kopiować. Osobiście chcę stworzyć sam siebie.

    Nauczyły mnie tego dwie rzeczy:
    -Samodoskonalenie(rozwój)
    -Samomyślenie.

    Ta druga to dla mnie jest właśnie niepożądanie ślepo za słowami innych.
    Wszędzie.
    Nawet jeśli czytam książkę ulubionego autora i on napisze, że coś jest prawdą to mu nie wierzę. Sprawdzam to i dopiero potem wyrabiam sobie zdanie.

    Moim zdaniem trochę zakłamałeś samodoskonalenie się nie widząc jednej rzeczy:
    Rozwój osobisty nie działa, to ludzie działają.

    Sam artykuł mi się podoba mimo tego, że nie muszę się ze wszystkich zgadzać.
    Zawszę mogę sprawdzić :P

    Pozdrawiam,
    Paweł Halamus

  • Kapitan Adam Pi

    Podoba mi się że piszecie takie rzeczy , sęk w tym że dla wielu z Was praca nad sobą służy sama sobie – „popracuję nad sobą żeby nie mieć poczucia winy że tego nie zrobiłem” no to jest kompletnie strata czasu. Ja się nie zastanawiam nad samodoskonaleniem – chcę coś osiągnąć i żeby to zrobić muszę się rozwinąć, a wtedy to się dzieje niejako automatycznie. Wtedy i skutek też jest wyraźniejszy.

  • Kapitan Adam Pi

    Podam Wam może jeszcze przykład. Zaczynacie się uczyć hebrajskiego. Zastanówcie się nad tym jak będzie postępować nauka kiedy robicie to tylko po to żeby coś porobić, a jak będzie to wyglądało kiedy macie do przeczytania coś bardzo ważnego po hebrajsku.

  • Pingback: 5 prezentacji TED, które warto obejrzeć()

  • Asia1990

    I właśnie mi powiedziałeś co robiłam źle; instynktownie to czułam ale nie chciałam z tym zerwać… bo tak mało wiedziałam, umiałam, tak mało byłam. Inni tyle robią to ja też muszę, bo zostanę w tyle. Odchudzanie, nauka kolejnego języka obcego, miliony wartościowych książek (psychologia, biografie, biznes etc.) różne sporty, więcej wyjść, znajomych, ciekawszy sposób rozmowy, lepsze poczucie humoru, co jeszcze, co jeszcze by być bardziej, lepiej bo wtedy będę pełna, atrakcyjna, gotowa i będę mogła ruszyć.

  • Dwa lata temu napisałeś post za który się zabieram od pół roku. Moje życie straciło sens i w ogóle Cię nienawidzę. Aż Cię, cholera, gdzieś podlinkuję.

  • Pingback: POPochane #3 Pytania na kilogramy, przemyślenia i linki. - Krasnoludki przy sterach()