Dwa style myślenia o pieniądzach

Dwa style myślenia o pieniądzach

Przysłuchiwałem się rozmowie, w której zazwyczaj często pada słowo zaczynające się na literę „k” i podpowiem, że tym słowem nie jest ani „koper” ani „kalafior”.

Rozmowa dotyczyła pieniędzy.

Uczestniczył w niej mój przyjaciel, który szuka i z zyskiem wykorzystuje okazje znaleziona na aukcjach komorniczych. Zachwycał się jak bardzo to jest super i że wkrótce osiągnie zarobki rzędu 50 tys. zł. miesięcznie, a wtedy drugi gość – student, inteligentny, zdolny i fajny, ale naiwny – przerwał mu i powiedział:
- Czyli dorabiasz się na ludzkiej biedzie, tak?!
Nie wiem czy mówiąc to był bardziej dumny z tego jaki jest dobry czy bardziej oburzony, że inni tacy nie są i prawdę mówiąc umiarkowanie mnie to interesuje (czyt. mam to w dupie). Za to interesuje mnie to, że jest to piękna ilustracja postaw jakie przyjmują ludzie w odniesieniu do pieniędzy (oraz ich konsekwencji).

Postawa nr 1

Niektórzy są bogaci, bo mieli szczęście, a biedni nie mają pieniędzy, bo tak zadecydował los

.

Twój sąsiad Mietek, którego zadłużone mieszkanie posiada w 40% uroczy zapaszek alkoholu nie jest niczemu winny, bo to bank dał mu kredyt, na którego spłacanie nie było go stać. Nie zaczął pić z własnej winy tylko dlatego, że żona go zostawiła. Zresztą to była suka pierwszego sortu, a musiał się z nią ożenić, bo uprawiał z nią seks. Tylko że to też nie jego wina, bo nie dość, że trwało to tylko czterdzieści sekund to zrobił to tylko dlatego, że inni to robili, a on był trochę głupi i naiwny, więc też chciał spróbować i jakoś nie pomyślał o gumce. Każdy przecież robi czasem głupie rzeczy, prawda? Ostatecznie to przecież nie jego wina, że nie urodził się w rodzinie Rockefellerów albo chociaż baronostwa Rothschildów, a przecież wtedy nie znalazłby się w takiej sytuacji. Po prostu miał pecha.

Dzięki takiemu podejściu łatwo nabierzesz przekonania, że biznes jest zły. Zły jest przecież bank, który wciska ci lichwiarsko oprocentowany kredyt, a nie ty, który radośnie go przyjmujesz, żeby kupić plazmę z okazji Mistrzostw Świata. Zły jest komornik, który zajmuje twój samochód, a nie ktoś kto stracił pracę i zamiast się przekwalifikować wolał się nad sobą użalać. Zły jest sklepikarz, który sprzedał wódkę, a nie kierowca, który ją wypił i wsiadł do samochodu, a później wyrzuciło go z drogi prosto na przystanek. Zły jest szef, który płaci ci 1500 zł, a nie ty, bo nie zdobyłeś innych kwalifikacji ani nie pracowałeś więcej żeby samemu rozkręcić firmę. To też pieniądze są winne kłótniom o spadki, po których świąt już nie spędza się wspólnie, a nie ludzie, którzy okazali się pazernymi i zwykle leniwymi świniami.

Ostatecznie to pieniądze są złe, bo bez nich nie byłoby tych wszystkich nieszczęść, więc nie ma sensu się o nie tak bardzo starać. Lepiej krzyczeć na domówkach, że pieniądze szczęścia nie dają.

Postawa nr 2

To czy ludzie są bogaci czy biedni zależy od ich pracy i podejmowanych decyzji

.

To fakt, że Mietek nie ma pieniędzy i się nad sobą użala, ale to on podpisał umowę kredytu, a posiada bierne prawo wyborcze, więc skoro teoretycznie może rządzić państwem to powinien umieć też przeczytać umowę. To on wlewał w siebie alkohol każdego dnia aż do chwili kiedy nie mógł przestać tego robić. To on wybrał kobietę, z którą się ożenił i przez którą później cierpiał i on zdecydował się uprawiać z nią seks bez zabezpieczenia, mimo że już starożytni Rzymianie mieli całkiem nieźle rozwinięte sposoby antykoncepcji. Za każdą z tych negatywnych sytuacji stała jego i tylko jego decyzja, bo wszyscy jesteśmy niczym innym jak produktami naszych wyborów.

Każdy jest kowalem swojego losu, więc jeśli przedsiębiorca przejmuje czyjś biznes albo chociaż zadłużone mieszkanie to nie powinien czuć się winny, bo to tak jakby zwycięzca maratonu miał przepraszać za to, że okazał się lepszym biegaczem niż wszyscy, których wyprzedził. On pracował w chwili kiedy inni przepuszczali czas przez palce – ma mu być za to wstyd?

Pieniądze nie są ani dobre ani złe, bo można je wykorzystać równie dobrze na finansowanie badań nad rakiem co na mniej szczytne cele. Źli mogą być najwyżej ludzie, którzy z nich korzystają, bo to od nich zależy jak będą je wydawać. Bycie dumnym z mówienia, że pieniądze szczęścia nie dają i mentalne masturbowanie się myślą, że nie jest się materialistą, nigdy nie sprawi, że będzie miało się możliwości, żeby sprawić, że świat będzie lepszy. Doprowadzi to tylko do tego, że będzie się zgorzkniałą osobą, która zrezygnowała z odpowiedzialności za siebie, swoich bliskich i miejsce, w którym żyje, a zamiast tego pozwoliła zmieniać świat komuś innemu, być może gorszemu od nich.

* * *

W ostateczności to czy będziesz płakać w Ferrari czy na zardzewiałym rowerze bez przedniego koła zależy od tego czy uznasz, że twoje życie to twoja wina czy wybierzesz mazgajenie się i wyspecjalizujesz się w wyszukiwaniu winy we wszystkich poza sobą.

Wybór masz tylko pomiędzy postawą nr 1 i postawą nr 2. Reszta to tylko konsekwencje.

  • Darek

    Z jednym się NIE zgadzam, wszędzie odpowiedzialność odnośnie wyborów aż tu nagle! „i przez
    którą później cierpiał” – sam wybrał cierpienie a że nie ogarniał swoich emocji to już inna sprawa…

    • Volantification

      Zgadzam się. Wkradła mi się nieścisłość przekazu myśli.

  • teutute

    „Pieniądze nie są ani dobre ani złe, [...]”
    Podobne podejście jak w filmie „Wilk z Wall Street”. :)

  • Olek Kłos

    w co inwestuje ten Twój znajomy? auta, wyposarzenieu biur, maszyny ?? i potem sprzedaje z zyskiem?

    • Volantification

      Nieruchomości.

      • Andrzej

        szkoda tylko że trzeba mieć trochę na wejście, ale nic za darmo :)

      • Gomez

        zacząć można nie tylko od warszawy/krakowa/wrocławia, mieszkanie można kupić za 300tys i za 60tys

  • Daniel Rąbalski

    A ja mam pytanie jakie są skutki praktyczne jednego i drugiego stylu myślenia?

    • m

      jeden zarabia 50k miesiecznie, a drugi jest biednym studentm

      • Volantification

        A ja to jeszcze trochę rozwinę…

        Człowiek jest stworzeniem holistycznym w takim sensie, że jeśli zmieni się w nim jeden element np. przekonanie dotyczące pieniędzy, to zmienia się on cały, a tak się składa, że postawa nr 1 występuje praktycznie zawsze z takimi zachowaniami jak:
        - zrzucanie odpowiedzialności za swoje życie na innych i postawa typu: „Tylko ja jestem dobry, a cały świat zły”
        - wiara w cuda, los, opatrzność, skuteczność modlitwy i medytacji, czyli wszystko co praktycznie nigdy nie idzie w parze z działaniem
        - uważanie, że pieniądze są nieważne (pomyśl o rzeczach, które uważasz za nieistotne i zastanów się ile z nich masz na co dzień to zrozumiesz jakie to ma praktyczne znaczenie)
        - oczekiwanie na pieniądze kapiące z nieba, bo skoro są kwestią szczęścia to ci bardziej szczęśliwi powinni pomagać, prawda?
        - uważanie przedsiębiorców i lepiej radzących sobie osób za bandytów, a więc niechęć do wchodzenia z nimi w relacje i zniechęcanie ich do siebie.

        W praktyce mając taki zestaw przekonań nie ma się szans na bycie bogatym, bo jest to przeciwieństwo bycia przedsiębiorczym.

        Druga postawa jest związana z wiarą w siebie, aktywnością i odpowiedzialnością. Nie daje gwarancji, że będzie się miało konto puchnące od gotówki, ale przynajmniej daje na to szanse. Postawa nr 1 nie daje nawet tego.

      • Daniel Rąbalski

        Innymi słowy chodzi o pewnego rodzaju deeskalację swojego losu na samego siebie?
        Postawa antyroszczeniowa? ;)

      • Volantification

        Za dużo trudnych słów na jednego prostego Volanta.

      • Miki

        A czy Ty Volancie po latach rozwoju, rozmyślania nad swoim życiem, pieniędzmi możesz powiedzieć, że „radzisz sobie w życiu” tak jakbyś chciał? Chodzi mi o kwestie finansowe.
        Pytam, bo znam osoby z „rozwojówki”, które chodzą na szkolenia, siedzą w jakiś klubach biznesu i prócz kontaktów, spędzenia tam czasu nie radzą sobie z finansami ponadprzeciętnie. Mam nadzieję, że jakoś klarownie opisałem o co mi chodzi.
        W skrócie: Oni (chyba) się wzajemnie masturbują jacy to są super rozwijają się, kiyosaki zaczynał też od zera itp. a efektów nie widać. Są tam osoby bogate ale osiągnęły to nie własną pracą, tylko np. mają bogatego tatusia. Czy Ty zarabiasz bo znasz się na biznesie, czy znasz się na innym fachu i za to ci ludzie płacą?

      • Volantification

        Nigdy nie byłem człowiekiem, który „rozmyśla nad swoim życiem i pieniędzmi”. Rozmyślanie pozostawiam innym. Kiyosakim też nigdy się nie zachwycałem. Podobnie jak środowiskiem rozwojowym. Brałem swoje i uciekałem jak najszybciej, bo tam ludzie się przyjaźnią i poklepują po ramionach, a nie coś robią. Grupowy rozwój nie istnieje.

        Biorąc pod uwagę, że chcę w ciągu dwudziestu lat być w 100 najbogatszych Polaków to nie zarabiam tyle ile chcę, ale akceptuję to, że na początku drogi nie zarabia się w milionach więc na swoje pięciocyfrowe zarobki miesięcznie nie narzekam, szczególnie że:
        1) wiem, że z roku na rok będę właściwie podwajał dochody
        2) mam na tyle dużą poduszkę finansową, że przez 4 lata mogę leżeć do góry brzuszkiem i nie obniżyć standardu życia.

        I nie, nie mam bogatego tatusia.

      • Artur

        Volant,

        Czytałem Twoją książkę Piąty Poziom i uważam, że jest wśród najlepszej piątki książek o tej tematyce, jednak w to że bez wcześniejszego zaplecza finansowego przekazywanego z pokolenia na pokolenie znajdziesz się wśród najbogatrzej 100ki w Polsce szczerze wątpię. No chyba, że ze swoim podejściem ogarniesz sobie córkę prezesa jednej z dużych spółek, choć i w to wątpię aby laska z taką kasą nie chciała spisać intercyzy przedmałżeńskiej. Odkrycia na skale facebooka i googla są na tyle rzadkie, że nie liczyłbym na rewolucyjne odkrycie. PS. Na codzień jestem superoptymistą i życzę jak najlepiej

      • Volantification

        Zobaczymy :)

  • disqus_d76kWOLtlB

    odnośnie samego złego spojrzenia na komorników, to polecam: https://www.youtube.com/watch?v=KgYR_GypMLM&feature=kp pomijając tandetne wykonanie, daje naprawdę ciekawe spojrzenie „z drugiej strony”

  • Boruta

    Pamiętaj Volant, ze jak Cie ktoś przekopie na ulicy i zabierze portfel, to twoja wina, bo zamiast klepać w klawiaturę, trzeba było trenować walkę.

    • Volantification

      Gdybyś przeczytał Piąty poziom to wiedziałbyś, że dokładnie to samo napisałem to dwa lata temu i z tego samego powodu zacząłem trenować boks.

      • Boruta

        Niestety nie przeczytałem, ergo na mnie nie zarobiłeś. Twoja wina, czy moja? Boks? Jakbym chciał to bym Cie skroił jak dziecko. Twoja wina, czy moja?

      • Volantification

        „Niestety nie przeczytałem, ergo na mnie nie zarobiłeś. Twoja wina, czy moja?”

        Obawiam się, że żadnego Boruty nie było w moim biznesplanie, ale gdybyś był i miałbym plan sprzedać tobie książkę, a bym tego nie zrobił to byłaby to wina niewystarczająco dobrego produktu albo moich umiejętności perswazji, czyli wciąż moja.

        „Jakbym chciał to bym Cie skroił jak dziecko. Twoja wina, czy moja?”

        Gdybanie. Pytanie czy byś chciał, bo wbrew pozorom nikt nikogo nie kroi bez powodu.

        Widzisz, rozumiem twój punkt widzenia. Wiem, że shit happens. Niektórych rzeczy nie można przewidzieć, ale wciąż ma się wpływ na to co się zrobi z tym co się stało. Prawie nigdy (jeśli w ogóle) nie zdarza się tak, że jedno wydarzenie przekreśla całe przyszłe życie.

      • Boruta

        Nie do końca rozumiesz. Po prostu nie żyjemy w próżni i to nie jest tak, że wszystko zależy tylko od Ciebie. A nawet jeśli i Ty masz w tym udział, to kto nie popełnia błędów? Podałeś skrajny przykład Mietka menela. A czemu nie Maćka, dobrego fachowca, któremu zakład pracy zamknął, po uprzednim wykupieniu, koncern? Który wziął kredyt, na własna działalność, z której nic nie wyszło, bo właśnie banki zafundowały kryzys, a władza dokręciła śrubę?

        A że nie kroi bez powodu? Kroi, żeby Ci coś zabrać. Żeby „dorobić na ludzkiej biedzie” (w tym wypadku słabości).

      • Volantification

        Jasne, że nie wszystko zależy od nas, ale zależy wystarczająco dużo czynników, żeby nie mówić, że „tak po prostu się stało” i „to nie moja wina”.

        Jasne, że każdy popełnia błędy, ale wciąż ma wpływ na to co z tymi błędami zrobi.

        Mnóstwo ludzi dotknęła sytuacja z likwidacją dużego zakładu pracy w tym było dużo takich osób w moim otoczeniu. Niektóre siadły w kucki i zaczęły się nad sobą użalać, a inne przekręciły stronę i zaczęły nowy rozdział. Jest ciężko? Jasne, ale ciężko nie oznacza „nie da się”.

        Podobna sprawa dotyczy przykładu wzięcia kredytu na działalność gospodarczą i kryzysu gospodarczego. Kryzys usuwa z rynku nieefektywne biznesy, a one są nieefektywne z różnych powodów: złego biznesplanu, braku kontaktów, nieumiejętności kalkulowania ryzyka, braku doświadczenia itd., a na to wszystko ma się wpływ. Kryzys nie usunął przecież z rynku wszystkich mikroprzedsiębiorstw i nowych firm, prawda?

        Kiedy założyłem swoją pierwszą firmę też padła prawie natychmiast z powodu braku kontaktów biznesowych, ale nie mówię, że to dlatego, że jeden z drugim hurtownikiem „nie dał mi szansy”, bo w chwili zakładania firmy powinienem upewnić się, że ktokolwiek będzie chciał robić ze mną interesy, a tego nie zrobiłem.

        Innym razem założyliśmy stronę taką jak Kwejk. Później się dowiedzieliśmy, że właściwie mieliśmy ten sam pomysł, taką samą inspirację, sposób budowania zasięgu, a różniło nas tylko to, że nasi programiści robili ją dwa tygodnie dłużej i nasz pomysł był już wtedy wtórny. Z tym, że wciąż jestem daleki od mówienia, że to wina niedobrego Kwejka, że mi nie wyszło.

        Shit happens, ale możesz wyczyścić but z gówna i iść dalej albo stać w gównie i narzekać, że śmierdzi.

      • Boruta

        Nieefektowne usuwa nie kryzys, tylko realia. Kryzys natomiast zmienia realia. Tego nie da się przewidzieć.
        Tak samo, jak nie da się przewidzieć, że w wyniku lewej reprywatyzacji spekulant przejmie dom w którym mieszkasz i wywali Cię na bruk. Ani tego, że rząd zacznie bredzić o elektrowni atomowej w Twojej okolicy i w efekcie turystyka z której żyjesz pójdzie się kochać. Ani tego, że konkurencja Cię nieuczciwie załatwi.

      • Volantification

        I temu nie przeczę. Natomiast wciąż mówię, że jedna sytuacja nie przekreśla całego życia (chociaż może je mocno utrudnić) i wciąż można się otrząsnąć i pójść dalej.

      • Daniel Rąbalski

        Panie Volant ale to trochę przypomina mi odgradzanie się od rzeczywistości,bo jak patrząc na legiony nieudaczników i przeciętniaków pod oknami mam odnieść sukces?

  • Dominika

    Przychodzą mi tu na myśl „kwaśne winogrona”.

  • mamron

    W Polsce 70% firm pada w ciągu 5 lat