Mój idealny dzień zawsze wygląda bardzo podobnie. Wstaję przed południem, ale już po tym jak większość pracowników przetoczy się przez miasto. Idę do kawiarni z widokiem na miasto i przechodzących ludzi. Zamawiam macchiato i wtedy przychodzi ona. Uśmiecha się i myślę, że nie chciałbym spędzać tego czasu z kimś innym.

Nie ma w niej tej pretensjonalności typowej dla lasek świecących biustem w celu udowodnienia, że mają do pokazania coś więcej niż swoje ciało. Ona jest swobodna, bystra i inspirująca. Nie wstydzi się tego kim jest. Przeżyła dużo, ale nie pozwoliło jej to zgorzknieć i zapomnieć, że słońce i tak wzejdzie. Czas wtedy zamiera, świat powoli się rozmywa i chociaż nie dzieje się nic szczególnego to okazuje się, że nie musi się dziać.

Oglądając Begin Again czułem się dokładnie tak samo.

Film przedstawiający współpracę byłej dziewczyny rockmana i byłego producenta muzycznego absolutnie mnie urzekł, chociaż nie jest to produkcja kasowa z definicji jak Bondy czy inne Transformersy i nie zmienia tego udział w nim Keiry Knightley (co do której nie ma się co oszukiwać, że jakbyś miał ją w łóżku to raczej nie spałbyś na kanapie) ani Adama Levine (to ten co śpiewa „Agata mów jak dziadek„).

A szkoda, bo cały obraz jest uroczy i bardzo wielowymiarowy. Bez wyraźnych wątków sugerujących co myśleć, jak się czuć i kogo darzyć sympatią. Pozbawiony kreowania bohaterów na nadludzi, a zamiast tego pokazujący kawał prawdziwego życia. Do tego wypełniony jest naprawdę przyzwoitym soundtrackiem (ale lepiej wcześniej obejrzeć film).

Polecam. Są filmy bardziej emocjonujące, porywające i pouczające, ale zbyt wiele ich widziałem, żeby nie zauważyć, że zadziwiająco często następnego dnia już się o nich nie pamięta.

Całe szczęście Begin Again nie jest jedną z takich produkcji. Nawet jeśli na początku ciebie nie zachwyci to z pewnością w tobie zostanie. W tym pozytywnym sensie.


P.S. Film jest trochę „babski”, ale wiesz, naprawdę nie zawsze musisz być tak męski jakby ciebie dwóch facetów robiło :)

Print Friendly, PDF & Email