Cukierek dziś albo dwa cukierki jutro

Cukierek dziś albo dwa cukierki jutro

W latach 60-tych Walter Mischel przeprowadził prosty test. Polegał on na tym, że dzieciakom biorącym udział w badaniach oferował cukierka. Mogli dostać i zjeść go od razu albo poczekać kilka minut, żeby zgodnie z obietnicą dostać dwa takie cukierki tylko że później. Większość wybrała dostanie cukierka od razu.

Statystycznie rzecz biorąc to ty jesteś tym dzieciakiem.

Życie ma to do siebie, że za każdym razem dostajesz w nim dwie opcje: Cukierek teraz albo dwa cukierki później. Gorsza dziewczyna teraz albo lepsza później. Spanie dzisiaj dłużej albo wstawanie w przyszłości wcześniej, bo inaczej nie dostanie się premii. Oszczędzanie dziś albo kredyt za pięć lat. Praca dla kogoś albo rozwijanie biznesu. Impreza dzisiaj albo harówka po godzinach, żeby za dziesięć lat móc imprezować na Hawajach przez miesiąc. Albo rok jeśli tak zechcesz.

W rzeczywistości albo jesteś dzieciakiem, który zjada cukierka teraz z tak radosną twarzą, że dałoby się do niej dopasować tylko słowo „szczęście”, a później nie ma nic; albo jesteś tym gościem, który o cukierku może tylko pomarzyć i myśli: „Teraz nie mam nic, ale kiedyś będę miał tyle cukierków ile zechcę”.

Chcesz przykład? To niech będzie przykład.

Kiedy kobietom mówi się, że ceni się ich charakter, a nie tylko umiejętność dobrania koloru szminki do sukienki, one regularnie odpowiadają:
- Taaa jasne. Tak cenicie inteligencję, a i tak wybierzecie laskę, która ma większe cycki.

Cóż, to prawda. Nie uwzględnia to jednak faktu, że w każdym związku liczą się dwa rodzaje cech – mające znaczenie krótkoterminowo i długoterminowo.

U kobiet krótkoterminowo liczy się wygląd i tego się nie zmieni. Każdy facet najpierw na ciebie spojrzy, a nie zapyta czy znasz na pamięć „Annę Kareninę”. Przez pierwszy miesiąc, czasem nawet trzy miesiące, można się bzykać bez przerwy i zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego jak charakter. Za to później okazuje się, że seks seksem, ale jeszcze czasem trzeba porozmawiać, nie użerać się z jej dziecinnymi zachowaniami, brakiem celów w życiu, problemami i depresyjnym typem osobowości. Wtedy dochodzi się do wniosku, że nie warto w to brnąć, a ona zostaje sama z pytaniem: „Dlaczego mój kolejny związek się skończył tak nagle, chociaż było tak pięknie?”.

Jeśli zależy tobie tylko na seksie to droga jest prosta – załóż obcisłą sukienkę ledwie zakrywającą ci tyłek, pończochy, koronkową bieliznę i nie sprawiaj przypadkiem wrażenia zbyt mądrej, bo odstraszysz od siebie facetów, którzy chcą tylko zobaczyć cię bez ubrania i usunąć ciebie ze swojego życia, usuwając twój numer telefonu.

Jeśli za to zależy ci na związku, a nie na samym seksie to pogódź się z tym, że będziesz odstraszać od siebie 90% facetów, którzy stwierdzą, że nie grają w tej samej lidze. Licz się z tym, że to ty, a nie ona, spędzisz kolejny wieczór z pudełkiem lodów w ręce. „Jakiegoś” faceta możesz mieć teraz. Jeśli chcesz mieć świetnego to musisz pracować nad sobą i dłużej na niego poczekać bez marudzenia, że „inni to, a jeszcze inni tamto”. A jeśli chcesz księcia z bajki to musisz kupić sobie pięć kotów, bo kurwa – nawet św. Mikołaj ma swoje granice.

W praktyce wszystkie dokonywane wybory sprowadzają się do tego, że za ich pomocą płacisz smutną przyszłością za niezłą teraźniejszość albo smutną teraźniejszością za piękną przyszłość. Niemal za każdym razem kiedy patrzysz na kogoś jadącego Porsche, idącego z dziewczyną, która nawet by na ciebie nie spojrzała, zatrudniającego ciebie do pracy za 2000 złotych, to w rzeczywistości patrzysz na jego długoterminowe decyzje. Nie widzisz tylko tego, że on za to zapłacił – kawałkiem siebie, swoimi uczuciami, opuszczonymi imprezami i kimś kto mu powiedział: „Nie widzę z tobą swojej przyszłości” co bolało go jak amputacja bez znieczulenia.

To sprawdza się wszędzie: pieniądze, kariera, życie towarzyskie. Ktoś kogo widzisz na okładce Forbesa w 90% przypadków jest osobą, która w szkole miała kompleksy i problemy, a nie rządziła na osiedlu. Te rządzące na osiedlu najczęściej kończą w więzieniach, na zasiłkach albo pracach na taśmie. Nie wiem czy to sprawiedliwe i mam to w dupie. Tak po prostu jest.

Zwykle bardziej opłaca się poczekać na cukierka niż łapać za pierwszego lepszego jak na wyprzedaży, bo…. skończysz jak na wyprzedaży – z czymś na co nawet nie możesz patrzeć i nie możesz złożyć reklamacji. I dlatego czasem trzeba iść przed siebie wbrew temu, że inni powiedzą ci, że nie warto. Wbrew temu, że sam już nie wiesz czy warto. Wbrew temu, że masz ochotę zawrócić.

Czy ci się to podoba czy nie – podejmując tę decyzję właśnie płacisz za swoją przyszłość.

Dodaj komentarz

49 komentarzy do "Cukierek dziś albo dwa cukierki jutro"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
czytowazne
Gość

moj ulubiony tekst, zdecydowanie. daje dobrego kopa. volant najlepszy, zdecydowanie

Kasia
Gość

Dokładnie, uwielbiam Twój sposób pisania ;)

J.
Gość

Czy tylko ja mam nieodparte wrażenie, że Volant mnie podgląda? Świetny tekst! Kolejny.

tenzporsche
Gość

Bardzo dobry tekst!

„Taaa jasne. Tak cenicie inteligencję, a i tak wybierzecie laskę, która ma większe cycki.” – i to jest własnie ta inteligencja. Dobrze znają zasady gry ;)

Red
Gość

Faktycznie i ja się dołożę do aplazu, wyjątkowo :P jestem po lekturze malviny_pe i uf…jak dobrze, że są ludzie którzy piszą tak zupełnie normalnie, wróciłam tu z podkulonym ogonem jak „do siebie” :) uściski przesyłam i żeby sodówka nie uderzyła Ci do głowy :)
A notka dobra, czytałam o tej „cukierkowej zasadzie” kilka dobrych lat temu i zgadzam się w pełnej rozciągłości.
Pozdrawiam

Vłodarz
Gość

Znając życie polecą propsy od zabieganych, zestresowanych, bądź nieszczęśliwych dziś ludzi wierzących w świetlaną przyszłość w której wreszcie sobie / komuś coś udowodnią. Oprócz Red Bulla, kolejnej kawy, motywacyjnej muzyki, takie teksty zawsze grzeją – dają power, emocje – przez chwilę. Słomiany zapał.

Szczerze. Też tak kiedyś myślałem. Ale dziś wolę być trochę tym uśmiechniętym dzieckiem z lizakiem, niż smutnym wierzącym w „obiecanki cacanki”. Sukces w przyszłości ma charakter warunkowy, może nastąpić, ale nie musi. Znam ludzi naćpanych wizją takiego sukcesu, zapierdalających za trzech, bo kiedyś będą wreszcie KIMŚ – aha ! A tak naprawdę już dziś są KIMŚ BARDZO WAŻNYM I POTRZEBNYM tylko sami nie mogą w to uwierzyć, bo gonią wizję. Volant. Piepr*yć te wizje. Wiadomo każdy ma obowiązki. Jakieś plany warto mieć, ale nie dziesięcioletnie ! Za dekadę będzie już inna epoka i nie jest powiedziane, że wszyscy do niej dotrwamy, cali i zdrowi. Wszystko tak szybko pędzi ! Trzy dekady temu ja nie istniałem. W Polsce była komuna. Nie było Internetu, a szeregowi pracownicy Polski powiatowej nie jeździli wokół piramid na wielbłądach. Piepr*yć wizje ! Bo jesteśmy śmiertelni Volant ! Krąży wokół nas ta dama z kosą. Wśród swoich znajomych na 100 % miałeś takich których już nie ma. Bywa śmierć na życzenie, ale często bywa śmierć bez sensu, wbrew logice, więc czym przy tym jest wizja siebie, może nie wizja, ale zapieprzanie jak osioł na wizje siebie za dziesięć lat ! Mrzonką. Tu nie chodzi o rację. Ale o styl życia i pewnie odwieczne pytania które ludzie sobie zadają – dotyczące stylu życia, stoicy, empirycy … mieszkać w beczce, czy być jak rzymski hedonista ? Ja wolę zwolnić, zrobić swoje, ale i odpuścić, mieć więcej luzu, a przyśpieszyć tylko wtedy, gdy już jest mus, albo mam ochotę na „husarską szarżę”, mieć plany, ale powiedzieć Ci dziś, że lubię Twoje blogi, patrzeć się bezczelnie na dziewczynę i powiedzieć, że „zajebiś*ie wygląda, ale też powiedzieć komuś, żeby trzymał się z dala i się pi*rdolił, bo go nienawidzę i jest fra*erem dla mnie.

Juto może być, ale nie musi. A my ludzie jesteśmy w historii ludzkości, ziemi, wszechświata mniej trwali, niż bańki mydlane na wietrze. I nie ma znaczenia, czy będziemy spinać dupę czy nie. Moim zdaniem paradoksalnie łatwiej jest zapieprz*ć, a trudniej (tak jak już pisałeś umiejętnie pokonywać przeszkody), a ja dodam od siebie, że warto nauczyć się cieszyć z lizaka, którego KAŻDY Z NAS MA, warto nauczyć się cieszyć z małych, słodkich rzeczy i dzielić się tym z bliskimi i nie oddawać tego lizaka jakiemuś jajogłowemu psychologowi z tendencjami do psychopatycznych zachowań wobec dzieci (pod pozorem badań naukowych) nawet jak obieca nam, że potem dostaniemy i trzy lizaki.

Zaznaczam, że chodziło mi tylko o wyrażenie opinii i ona nie jest ani bardziej, ani mniej prawdziwa niż Twoja, po prostu jest moja. Jedyna prawda nad tą wymianą poglądów jest chyba taka, że prędzej i później i tak przyklepią nas łopatą. Więc żyjmy dzisiaj, a nie jutrem !!!

ozi
Gość

Powinieneś bloga prowadzić, te komentarze są genialne…

Vłodarz
Gość

Czyli jestem tu mile widziany. Dziękuję :). Tak coś kiedyś napisałem pod ksywką Robert Gut jak się nie mylę.

Ozi dziękuję może kiedyś, kto wie – można spróbować … . Na razie nie jestem gotów, nie mam tyle doświadczeń, a i jestem na innym poziomie, niż Volant – na niższym poziomie. To znaczy, jeszcze nie jestem na tyle samodzielny finansowo, mieszkaniowo, życiowo, emocjonalnie, by występować w takiej roli, bez dodawania sobie, kreowania się na lepszego niż jestem. Po prostu czuje, że to nie jest jeszcze ten czas. Czy w ogóle nastąpi nie wiem. Dostateczne operowanie słowem to za mało.

Co do komentarza, stosunkowo łatwo przygotować „formę” wejść na boisko i nie kryty strzelić bramkę – inna bajka, to grać na dobrym poziomie kilka lat, cały czas przyciągać ludzi, mieć lepsze i gorsze momenty, ale nie schodzić poniżej profesjonalnego poziomu, niezależnie, czy się ma kaca, lekką grypę, czy jest się wku*wionym na swoją kobietę … .

Volant. Tak ! Forma blogu jest zwięzła, nie chwyta wszystkich niuansów, a komentowanie jest prostsze, niż pisanie bloga, bo trudniej jest stworzyć, niż odnosić się do stworzonego. Co do Twojego komentarza zgadzam się, że gdybyśmy zeszli na poziom „moja racja, jest mojsza” to nic z tego dobrego by nie wyszło, a ktoś patrząc z boku widziałby nic poza dwoma podskakującymi kogucikami.

Pozdrawiam.

wisznu
Gość

jestem na innym poziomie, niż Volant – na niższym poziomie.

Jak określiłbyś swoje położenie – że jesteś na czwartym poziomie, czy na szóstym?
;)

Vłodarz
Gość

nie wiem w każdym razie to nie jest jeszcze ten poziom, który mi odpowiada…

mM
Gość

Hmmm takie zachwyty, a nikt nie wspomniał, że komentarz Włodarza jest dość wybrakowany – po 1. – brak wspomnienia o tym, że można dość nieźle łączyć dbanie o przyszłość z dbaniem o teraźniejszość (nie ma co popadać w skrajności) – po 2. – czasami dbanie o przyszłość może być naprawdę niezłą frajdą i dawać znacznie więcej przyjemności niż [spędzenie kolejnej godziny przed kompem/obżeranie się/inny nałóg].
Poza tym to cieszę się, że ostatnio średni poziom tekstów na tym blogu zaczyna wracać do normalności ;)

Darek
Gość

I dlatego lubię Twojego bloga :) a propos kto powiedział że nie można w tym samym czasie być uśmiechniętym dzieckiem z lizakiem i zapieprzać na wizję… ;)

Dainty
Gość

Tym tekstem rozwiałeś moje wątpliwości które kiedyś były ogromne. Jednak zamiast pracować kolejny rok „na taśmie” jak rówieśnicy, jestem w trzeciej pracy aby zbierać doświadczenie. Dzięki temu mam już co wpisać do CV i za co wyprowadzić się od mamusi. Świetny tekst, dzięki!

;]
Gość

Cały ten blog opiera się na tym aby zjeść ciasto i mieć ciastko. ;)
Od kobiet oczekujesz szybkiej rozwiązłości ale przy tym cech Święto Anioła ! Poluzowanie, „moralno-obyczajowe” rozbiło-zmieniło ludzki charakter.

Odwieczne dylematy być czy mieć. Osobisty wybór każdego. Pensja za „x” ale może za to rodzina, bliscy, przyjaciele których po 40tce-50tce-60tce nie potrzeba szukać od nowa ?

Przypomina to bajkę o rozmowie „finansisty” z rybakiem. Rybak miałby rozwijać flotę, sprzedaż, cały czas ciężko pracować dopiero po latach sprzedać biznes i odpocząć. A dotychczas ma czas na pracę i odpoczynek/relaks/przyjaciół/…/…/ harmonia.

Adam
Gość

Jednak z drugiej strony patrząc możemy tak całe życie pracować i czekać na ten drugi cukierek. To tak samo jak z hasłem: „Chwilowy dyskomfort dla późniejszego komfortu”, tylko ile ten dyskomfort ma trwać? Mamy czekać 10, 20 lat? Przez 20 lat mamy żyć w ciągłym dyskomforcie dla późniejszego wielkiego sukcesu, a nawet nie jesteśmy pewni czy on nadejdzie. Tak, powinniśmy pracować, realizować się i rozwijać, jednak powinniśmy także pamiętać, aby cieszyć się każdym dniem, bo nie wiadomo ile mamy jeszcze tych dni w swoim życiu. Tak się właśnie ostatnio nad tym zastanawiam czy warto poświęcić się całkowicie swojemu celowi, czy może lepiej trochę odpuścić i przeznaczyć więcej czasu na inne sfery życia. I niestety ciągle nie wiem.

Gaa
Gość

Z czekaniem jest jeden problem – można się do niego przyzwyczaić bo zawsze, ale to zawsze chce się więcej. I zawsze można zarabiać jeszcze więcej i mieć jeszcze lepszego faceta/dziewczynę. W życiu chodzi o to, żeby cieszyć się z tego, co się ma. Nie zadowalać się ochłapami, ale też na miłość boską! nie marnować najlepszych lat swojego na prace po 14 godzin na dobę! Nie wiem czy wiecie, ale po zaspokojeniu podstawowych potrzeb do poziomu wyższej klasy średniej, kolejny przyrost zarobków nie powoduje wzrostu zadowolenia z życia(fakt!). Wrzućmy na luz, po co na nam ten pęd do milionów? Po co kultura zabieganych, plastikowych korpo – ludzi i idealnych związków? Myślmy i wybierajmy mądrze, jasne. Jednak ja wole wybierać teraz to co kocham i co daje mi radość „na już” niż czekać na ideał do menopauzy i na miliony, z których nie skorzystam przez artretyzm. Prawdziwe życie zaczyna się po pracy.
Ps. Chyba po raz pierwszy tak bardzo się z Tobą nie zgadzam!

MadamSKI
Gość

Zgadzam się w stu procentach! Świetny wpis.

Magic
Gość

Skąd pomysł, że piękna przyszłość wynika ze smutnej teraźniejszości; cóż za smutny sposób na przeżycie życia – kiedy takie myślenie się kończy.
Przekonanie, że wszystko musi się rodzić w bólu.. brzmi jak obranie nie swoich celów i życie w niezgodzie ze sobą.
Można mieć piękną teraźniejszość i jeszcze piękniejszą przyszłość – żyć autentycznie podążając organicznie za swoimi zainteresowaniami i odcinać co krok kupony.

Nev
Gość

A mi przypomniała się „przypowieść” o rybaku który pracował tylko parę godzin dziennie i człowiekiem „biznesu”. Wydaje mi się że nie zawsze gonienie cukierków, które możesz otrzymać w przyszłości jest bardziej opłacalne, czy zwyczajnie lepsze.

Można być biednym, nie mieć samochodu, willi, kobietę która ubiera się w to co sama sobie uszyła, a nie w najlepsze markowe cichu a mimo wszystko być szczęśliwym i robić to, co sprawia nam przyjemność. Prawda V?

Stanowczo I Zdecydowanie Raczej Nie
Gość
Stanowczo I Zdecydowanie Raczej Nie

Na bloga natknęłam się przypadkiem (trafił na główną jednego z portali). Po pierwszym przeczytanym wpisie zirytowałam się. Ze złością nagrzmociłam komentarz. Bardzo rzadko to robię. Poprostu wole czytać wpisy innych, w końcu swoją opinię znam;) Ale przeczytany wpis zdał się tak przykro okrojony do ograniczonego testosteronem ” zdobyć cieszyć się i pierdolić”, z pominięciem całego skomplikowania i głębi relacji międzyludzkiej, że nie wytrymałam płycizny i dałam uspust oburzeniu. Po paru dniach w rozmowie ze znajomymi wspomniałam o tym fakcie a sama stwierdziłam , że nie ocenia się ksiązki po okładce, a bloga po jednym wpisie. Może źle zrozumiałam intence autora? Wróciłam teraz i czytam. Z niektórymi wpisami nie zgadzam się bardziej lub mniej;) Ale nie na tym się skupię- podoba mi się Vol, że stworzyłeś i prowdzisz miejsce, które skłania ludzi do myślenia. Mogą się niezgadzać, oburzać, ale zaczynają się zastanawiać nad swoim życiem. To jest wiele. Co innego to czuć, a co innego wyrazić swoja opinię. Widzę, że na mój wpis odpisałeś dość emocjonalnie żywo. Ale i za taką odpowiedź dziękuję:)- widzę, że poruszyłam, dotknęłam czegoś żywego, a w gruncie o to chodziło. Nie było moją intencją ugodzić w wizerunek Twojej obecnej partnerki. Może odbierasz i traktujesz swoją dziewczynę zgoła inaczej. Tego nie wiem. Wypowiedziałam się na temat tego co przelałeś na papier i co można było wysnuć z kontekstu. Vłodarzu! Zdecydowanie podoba mi się Twój styl! Czyta się lekko. O dziwo zgadzam się z większością:P Nawet jesli nie masz zamiaru prowadzić własnego kącika- wpisuj się tu regularnie. Naprawdę z przyjemnością czytałam „Ciebie”! Jak już wpisuje się pod artykułem: co do jego treści;P- zrozumiałam go nieco inaczej, niż większość, że nie tyle chodziło o długoterminową perspektywę- 10, 20 lat, ale o zgadzanie się na byle co tu i teraz. „Bo to tylko na chwile, a później będzie lepiej”. Jeśli zgadzasz się na byle co – uwierz stanie się to większą lub mniejszą cząscią Twojego życia. Nie masz żadnej fajnej laski na horyznocie, ale jest taka jedna, co w tłumie ujdzie, na razie może być. Samemu w stadzie smutno. Zdaje się, że to na miesiąc- góra parę. Póki co. Póki nie znajdziesz kogos lepszego. Ale za 5 lat weźmiesz z nią ślub. Bo wciąz nie będziesz miał czasu i okazji poszukać. Bo już się przyzwyczaisz i ugrzązniesz w leniwstwie. Dziewczyny! To samo tyczy się facetów. Jeśli na początku związku coś Tobie nie pasuje- nie wierz, ze on się zmieni! jak już będzie tylko gorzej kiedy już przestanie się starać. chcesz tego czy nie kiedyś nastanie moment kiedy popatrzysz i zobaczysz w nim wszystkie swoje niezrealizowane marzenia i plany. przykre. Znać swoją wartość i wiedzieć czego się chce. Pod tym względem nie iść na kompromis. Oglądając się wstecz za parę lat docenisz każdą minutę spędzoną w zgodzie z sobą. To samo z pracą. Na początek zgadzasz się na niby-przejściowy stan. o potzrebujesz kasy i nic innego nie ma. Ale nie szukasz dalej, bo coś już przecież jest. Nie to co miało byc, ale zawsze coś. Tak bardzo łapie pajęczyna rutyny, że zanim się obejrzysz minęło 3 lata- od wypłaty do wypłaty, a wizja emerytury głodowa. I samo nic się nie zmieni. Bo raz się zgodziłeś. I poddałeś marzenie. Jeśli nie chcesz tak skończyć- wyryj sobie na czole życiowy cel i przed każdą ważną decyzją spojrzeć w lustro i pomyśl- czy ta decyzja przybliża czy oddala mnie od niego. Oddala- spieprzaj jak najdalej.

Magic
Gość

Tymczasowe rozwiązania stają się permanentne.

Emprei
Gość

Dzięki. Uświadomiłam sobie, że moim problemem jest to, że jestem nie zdecydowana. Można powiedzieć wybredna.
Czy to w kwestii nowego telefonu, czy faceta. Dlatego do tej pory nie kupiłam nowego tel., bo chciałabym, żeby spełniał większość moich oczekiwań, tzn. dual sim, przyzwoicie trzymająca bateria, mega dobry aparat i żeby nie był wieki, bo lubię nosić telefon w kieszeni, a większość nowych modeli jest po prostu za wielka do damskiej kieszeni spodni. A jeszcze jakby miał fajnie grający głośniczek, przy okazji to byłoby super. Oczywiście są takie telefony, ale trochę kosztują, a jakbym miała taki drogi tel. to bałabym się, że mi wypadnie, spadnie i będzie po nim.
Wiem, że to śmieszne, ale chyba do facetów też to można odnieść. Chyba moim problemem jest to, że wolę poczekać, aż będę pewna, że to ten, który może spełniać moje oczekiwania i mnie na niego stać.
W ten sposób można czekać na coś co nie nadejdzie, albo chodzić tak niezdecydowanym ze starym modelem, który trochę się zacina, ale miał wiele zalet, bez ryzyka, że wyda się kasę na coś co będzie Cię wkurzać. Kasa wyrzucona w błoto.
PS: Panowie, nie czujcie się przedmiotowo. Taki przykład. A ja dalej nie mam nowego telefonu… Powiecie- nic dziwnego. Wiem.

LadySkinwalker
Gość

Tobie i mnie jest średnio po drodze, zapewne nigdy nie wpadniemy na siebie na ulicy; wybieramy różne knajpy, miejsca wypoczynku i wydarzenia kulturalne – chyba tylko czasem sięgamy po te same książki:). A jednak na bardzo ogólnym poziomie myślimy w podobnym kierunku i ciągle zdarzają się rzeczy, których mogę się od Ciebie nauczyć.

Już od jakiegoś czasu chciałam Ci podziękować za System Mordowania Marzeń (mocno korespondujący z treścią tego wpisu) – bardzo pomogłeś mi uszeregować się wewnętrznie, zdefiniować cele i pozbyć się większości czynników, którymi się sabotowałam. W dużej mierze dzięki Tobie pracuję od jakiegoś czasu na swoją torbę cukierków: nabijam expa w pracy, robię drugie studia, mój angielski zbliża się do poziomu natywnego, a BF za jakieś 2-3 miesiące osiągnie minimalny zdrowy dla mnie poziom. O innych rzeczach nie opowiem, bo mogłoby się to okazać mocno opresyjne;). Pogodziłam się z myślą, że w Polsce raczej się nie zrealizuję i za trzy lata poszukam swojego ślicznego biseksualnego emo-masochisty w Londynie albo w Vancouver. Wyślę Ci wtedy kartkę:).

Dzięki.

wisznu
Gość

To ja moze przypomnę, że na obiecywaniu góry cukierków opieraja się wszystkie religie – warto jednak pamiętać, że nie udało sie uzyskac potwierdzenia istnienia tych cukierków z niezależnych źródeł ;)

rrr
Gość

To jest kwestia wiary, a nie dowodów. Sam mam to w dupie generalnie :P

mademoiselle zu
Gość

uwielbiam Twoje teksty, poniewaz jak sie konczy je czytac to czlowiek siedzi osłupiały i jedyne co może powiedzieć sobie w głowi to ,,wow,, albo ,,o k***a,, , ewentualnie połączyć oba słowa. świetny tekst dający kopa :)

Boruta
Gość

Włąśnie dlatego, że cenimy inteligencję wybieramy większe cycki: http://www.sciences360.com/index.php/women-with-large-breasts-are-smarter-5924/

Maciek
Gość

V, jestem tu nowy, mógłbyś mi rozjaśnić, jak duży wpływ ma ubiór na poznawanie kobiet?
Jak to jest, mam już mętlik w głowie, niby styl ma pomagać, a tak często widać atrakcyjne kobiety z typami w dresach, czy po prostu ubierających się byle jak? O co tu chodzi?

Karolina
Gość

Cudowny tekst, pasuje do samotnego wieczora z kubkiem lodów :)

Toti
Gość

Tekst wręcz rewelacyjny!

Wieśniak
Gość

Witajcie,

Wydaje mi się, że właściwie postawionym pytaniem byłoby „Wolisz cukierka teraz i dwa w przyszłości, czy teraz nic i w przyszłości również nic?”. Bowiem patrząc na różnych ludzi – tym, którzy mądrze dbają o swoją przyszłość już teraz się powodzi dobrze. Natomiast Ci, którzy o nic nie dbają mają już teraz marne życie z brakiem widoku na lepsze. Jeżeli ktoś zapieprza po 16 godzin dziennie tylko po to, by zarobić na lepszą przyszłość, to jest w całej rozciągłości tym drugim przypadkiem. Mądrość polega nie na tym, żeby pracować więcej, tylko, żeby pracując mądrzej więcej zarabiać jednocześnie mniej czasu na to poświęcając.

A zrobić to można choćby zostając wysokiej klasy specjalistą w swojej dziedzinie, co się przekłada na wysoką stawkę godzinową. Oczywiście nie pracujemy na etacie w czyjejś firmie tylko we własnej, choćby jednoosobowej. Oprócz tego jest wiele innych metod, w każdym razie wszystkie sprowadzają się do tego, że należy pracować głową, a nie rękami.

Drugą ważną sprawą jest tu ograniczenie swoich zachcianek materialnych, co tym szybciej pozwala generować regularnie dodatni bilans finansowy przy jednocześnie małym nakładzie pracy. Na przykład większość ludzi nie potrzebuje wcale samochodu, a ma go jedynie temu, bo społeczeństwo im wmówiło, że samochód jest niezbędny i sami w to uwierzyli. Inne rzeczy, to np. zbyt duży i kosztowny dom.

Zakładam, że do życia na zadowalającym poziomie potrzeba 50.000 zł rocznie (i mało kto na prawdę potrzebuje więcej, co najwyżej tylko mu się wydaje, że potrzebuje więcej).

Wydaje mi się, że zarabianie 100.000 zł rocznie nie jest chyba specjalnym problemem dla średnio rozgarniętej osoby. A więc połowę z tego można zainwestować. Z jednej strony najlepsza inwestycja to inwestycja we własną firmę, ale z drugiej strony prowadzenie firmy większej niż jednoosobowej może być czasem upierdliwe i szybko skończyć się pracą 20 godzin na dobę, a chyba nie o to nam chodzi. Da się to oczywiście zrobić inaczej, ale nie zawsze jest to łatwe. Więc nawet zakładając alternatywne inwestycje we w miarę bezpieczne aktywa można liczyć na średnią roczną stopę zwrotu na poziomie 5% (4%) ponad inflację. Więc wystarczy zgromadzić 1.000.000 (1.250.000) zł, żeby już potem żyć jedynie z przyrostu kapitału. Przy 5%(4%) wzroście trzeba na to 14 (17) lat. I tyle lat w życiu musi na prawdę pracować średnio rozgarnięta osoba i to nie po 20 godzin dziennie, tylko 20 godzin tygodniowo (przy stawce godzinowej 100 zł 20 godzin tygodniowo oraz 2-tygodniowy bezpłatny urlop daje dokładnie 100.000 rocznie). 100 zł/godz to chyba nie jest żadna filozofia, czy to mając gabinet dentystyczny, czy warsztat samochodowy, czy będąc programistą freelancerem, czy robiąc jeszcze różne inne rzeczy. Oczywiście na własną rękę, odczłowieczającej bo pracy w korporacji nikomu nie życzę. Życie jest na prawdę proste i łatwo mieć cukierka teraz i dwa potem.

Oczywiście najbardziej rozgarnięci zrobią jakiegoś Googla, czy Facebooka i po kilku miesiącach pracy są już dużo lepiej ustawieni do końca życia i już na prawdę nic nie muszą pracować. Jeśli jeszcze dalej pracują, to naprawdę ich nie rozumiem.

aleexx
Gość

Czytam i czytam, zagłębiam się coraz dalej, czuję się poruszona bo wiele rzeczy obraża mój sposób postępowania, ale czytam dalej. Nic dużego z tego nie wyniknie, pewnie poczuję się lepiej na moment czy kilka chwil. Natomiast jedna rzecz mnie dotknęła bardziej i to dopiero po kilku notkach. Pewnie ameryki nie odkrywam, faceci są zdecydowanie różni od kobiet, ale to dopiero na Twoim blogu widzę te różnice „pochodzenia” . Dopiero po tych kilku notkach spojrzałam na Twoje zdjęcie i opis, bo nawet w wielkich mądrościach doszukuję się atrakcyjności – to takie prostolinijne- i jednak mimo wszystko, mimo tego jak często chciałabym Ci przyznać rację, wiem że na 90 % bym Cię nie polubiła. Szczerość to ważna cecha, wiem że sam- spowity swoimi doświadczeniami -to doceniasz. Nie doszukuj się związku mojej wypowiedzi z tym wpisem, nawet już nie pamiętam co czytałam. Sęk w tym, że kobiety mimo, że tak różne i obarczone tym wielkim ciężarem ciągłego dążenia do czegoś, czego mieć nie mogą, nie są tak przerośnięte swoimi ambicjami. Warto je mieć i temu nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, ale to co mamy w naszych głowach i to co chcemy żeby inni o nas wiedzieli to dwie różne sprawy. U Ciebie (mam takie wrażenie) taka granica się już dawno zatarła, chcesz niemalże krzyczeć o tym czego w życiu chcesz i o tym, ile w życiu doświadczyłeś, ale chyba sam nie wierzysz w to, że taki sposób jest dla Ciebie ostoją, sposobem idealnym, niemalże odszukaniem własnego szczęścia… Nie mam pojęcia o Twoim życiu, to prawda, ale cały ten blog jest jak jedno wielkie wytłumaczenie, dla całego świata dlaczego postępuję tak a nie inaczej. Miło że dzielisz się swoimi spostrzeżeniami odnośnie każdego tematu, jaki tylko przewinię się gdzieś koło Ciebie, ale też nie za bardzo widzę sens rozstrzygania przez Ciebie kwestii, które postrzegasz w swoim własnym mniemaniu idealnie,bo przecież każdy ma swój sposób na szczęście. I mimo, że moja wypowiedź ma charakter prymitywnego ataku na Twoją osobę, to wiedz, że dalej będę czytać Twój blog, doszukiwać się w nim wad i przyznawać Ci rację, bo lubię taką satyrę i chce widzieć to, że na pewne rzeczy sama nie mam wpływu ( np. na wasz zbyt prosty sposób myślenia) i nigdy ich nie zmienię. Taką naukę doceniam :)

Jejciu
Gość

Coś w tym jest, dlatego nie ma czego oczekiwać od życia, jest jak jest i tyle, albo spotka się odpowiednią osobę w odpowiednim miejscu i czasie albo i nie, życie jest jakie jest, nie raz zaskakuję, ale nie wymagajmy od niego rzeczy nie możliwych. Nie czekajmy na kogoś kto może nie przyjść, po prostu żyjmy a co będzie to będzie. Wiem, że trudne jest to czekanie na kogoś, na miłość, która może mieć dla nas olbrzymią wartość ale co jeśli przeżyjemy własne życie na samym czekaniu i okaże się, że po co czekaliśmy jak to do niczego nas nie doprowadziło. Będzie co ma być, takie moje zdanie, jesteśmy młodzi, wolni, możemy robić i dokonywać wielu planów, nie które a może większość się spełni, ale to co ma być to po prostu nadzieje, nie czekajmy, tylko spróbujmy po prostu żyć, nawet jak jest ciężko to kiedyś będzie lepiej, lżej i na odwrót. w końcu życie mamy jedno, nie marnujmy na głupoty.

michal
Gość

A co jesli nadgryzam cukierka ? Bede szczesliwy, a w zwiazku z tym ze go nie zjadlem dostane nastepnego?

prz_
Gość

Dobre!

trackback
Must Read prawdziwego Office Warriors2 min czytania | Office Warriors
tajemnicza31
Gość

Te słowa dają do myślenia, uważam że ten tekst ma świetny przekaz.

wpDiscuz