Wycelowałeś, ale czy strzelisz?

Wycelowałeś, ale czy strzelisz?

Czułeś kiedyś jak świat rozpierdala ci się w rękach? Jak puszka nabuzowanej coli rozpryskuje się w powietrzu, rzyga na ciebie brunatną falą, a ty nie możesz jej powstrzymać. Stoisz i patrzysz czekając aż wszystko co jest z tobą związane runie jak kolejka ułożona z klocków domino. Czujesz potworny ścisk w głowie, chcesz uciekać, chce ci się też płakać, ale nie powiesz tego nikomu głośno, bo nie wypada. Co zrobisz?

*

Szanse przychodzą jak najpiękniejsze kobiety. Nigdy nie wiesz jak to się stało, że ona znalazła się w twoim zasięgu. Oddzielona od ciebie tylko światłem. Taka jaką rysowałeś latami na suficie o trzeciej nad ranem. Wciąż możesz to robić. Może być poza twoim zasięgiem. Może lepiej wybrać tą, o którą nie trzeba się starać? Nie podejmować ryzyka, bo można przegrać?

*

Biegniesz. Po raz pierwszy od lat wypełnionych wracaniem po pracy przed laptopa i oglądaniem serialu jak król – z piwem zamiast berła i paczką z chipsami zamiast jabłka. Nogi masz jak z waty. Ledwie łapiesz powietrze przez otwarte usta nie wiedząc, że wyczerpuje to ciebie jeszcze bardziej. Masz wrażenie, że inni w ciebie nie wierzą i śmieją się kiedy tylko ich miniesz wyglądając jak karp rzucony na żwirową drogę w parku. Chcesz wrócić do siebie. Czy ostatni krok zrobisz wtedy kiedy go zaplanowałeś?

*

Zastanawiasz się już nad tym od dawna. Jesteś nieszczęśliwy. Wydaje ci się, że wiesz czego chcesz, ale kto to wie na pewno? Z nią jest ci bezpiecznie, ale czy dobrze? Raczej nie. Gdyby tylko dała ci dobry pretekst do rozstania to nie wahałbyś się ani chwili, ale bez tego obawiasz się, że staniesz się odpowiednikiem gościa, który wyszedł z dobrej imprezy, żeby trafić na epicką, ale w chwili kiedy tam dotarł okazało się, że nie ma żadnej imprezy więcej, a on stoi wśród petów i potłuczonego szkła. Zajebiście wygląda to tylko na filmie. Możesz stracić to co masz, ale nie masz pewności czy cokolwiek zyskasz. Rzucisz się w przepaść tylko dlatego, że chcesz? Czy wystarczająco mocno wierzysz w siebie?

*

W każdej z tych sytuacji możesz przywołać na twarz uśmiech nr 7 i odpowiadać: „Wszystko jest w porządku”. Możesz opuścić bezradnie ręce. Jeśli chcesz, możesz obrócić to w żart. To test charakteru, w którym masz tak dużo opcji, że przypominasz sobie scenę z Indiany Jonesa kiedy miał odnaleźć świętego Graala. W tym przypadku też jest tylko jeden wybór, który ciebie wzmocni.

W niemal każdej znanej kulturze istniał rytuał, dzięki któremu z dziecka zamieniało się w dorosłego. Czasem dotyczyło to dziewczynek, ale znacznie częściej chłopców. Kiedy dorastali stawiano ich przed wyzwaniami, którym mogli nie podołać. Stawiano ich naprzeciwko ich lęków. Mogli zrezygnować, ale oznaczało to w najgorszym wypadku śmierć, a w najlepszym bycie już zawsze osobą drugiej kategorii.

Gorzką pigułką w słodkiej polewie jest obecnie to, że nie trzeba o nic walczyć, nie otaczają nas realne zagrożenia, nie spotykamy się ze śmiercią. Poprzeczka jest zawieszona nisko. Przetrwanie jest równie mało skomplikowane co obieranie ziemniaków. Czujemy, że nie musimy się z niczym spieszyć, bo niemal mamy zagwarantowane, że przeżyjemy 75 lat, pomarszczymy się i zaczniemy karmić gołębie zeschniętym chlebem.

Nie ma już lwa naprzeciwko którego się staje. Nikt nie musi odbyć rytuału inicjacji, zmierzyć się ze sobą i wygrać. Tylko życie wciąż pieprzy wszystkich po równo.

Może się zdarzyć, że coś rzuci ciebie o ziemię. Pytanie czy wstaniesz czy będziesz tam leżeć, wmawiając sobie, że nie możesz nic zrobić. Kiedy zrobisz listę wszystkich swoich porażek, żeby udowodnić sobie, że się nie da. Kiedy w głowie skreślisz siebie.

Takich sytuacji nie będzie dużo. Zdarzy się to raz na kilka/kilkanaście lat, ale wtedy zdecydujesz kim jesteś. To od chwil kiedy musisz zmierzyć się sam ze sobą zależy to jakim będziesz człowiekiem.

Kiedy to się dzieje, trzymasz nabitą broń z palcem nerwowo drżącym na cynglu jak w scenie z Breaking Bad. Cała władza jest tylko w twojej dłoni. Stoisz przed szansą na zabicie słabszej, mazgającej się wersji siebie, która lubi liczyć na to, że każdy pogłaszcze go jak szczeniaczka, który niezdarnie zeskoczył z kanapy. Która chce unikać nieszczęścia, ale nie dąży do tego, żeby być szczęśliwym. Która nie walczy o swoje. Kurczowo przytrzymującej się tego co znane, wybierającej to co łatwe, unikającej odpowiedzialności i karmiącej złudzenia.

Życie to nie sztuka uników. Życie nie lubi kogoś kto się z nim pieści. Gdyby życie było kobietą to wygrywałbyś kiedy wsunąłbyś rękę w jej włosy, obrócił do siebie plecami, rozdarł pończochy i patrzył jak dochodzi kolejnymi falami. Życie to sztuka mówienia: „Wypierdalaj!” wszystkiemu co tobie nie służy i aktywnego dążenia do tego co da ci szczęście. To od tego zależy twoja dorosłość, a nie kawałka plastiku nazywanego dowodem osobistym. To twoja prawdziwa inicjacja, a nie pierwszy seks przy wtórze Angel Massive Attack, który zmienia wszystko. Mniej więcej na 24 godziny. Wszystko czego potrzebujesz do brawurowego sukcesu nosisz w swoich spodniach. Uśmiechnij się. Idź pewnie przed siebie. Ryzykuj. Baw się. Flirtuj i nie męcz siebie za bardzo myślami: „A co jeśli to się nie uda?”. Jeśli musisz – bądź arogantem, idiotą, sukinsynem z kompleksem boskości, ale przestań robić uniki.

Nie musisz słuchać mnie, bo nie rywalizujesz ze mną. Ani ze swoim sąsiadem ani swoją matką. Słuchaj siebie, bo rywalizujesz tylko ze sobą.

Wycelowałeś.

Strzelisz czy poczekasz aż zrobi to ktoś za ciebie?

  • Ania

    Dawno nie czytałam takiego dobrego tekstu ;)

  • Adrian

    Miazga!

  • Magda

    W spodniach nic nie mam od urodzenia, ale hoduję powoli. Dzięki za podkręcenie mojego testosteronu.

  • elljot

    To jeden z tych wpisów, przy których zasiadam na chwilę, a każde następne słowo pochłaniam niczym narkotyk. Świetny wpis, dzięki! :)

  • Anna

    No nie, kurde, nie zgadzam się. Mój Ex, po którym ciągle nie mogę się pozbierać: rzucał wszystko co choć odrobinę go unieszczęśliwiało. Poczuł zbytni stres w pracy (a wcale to nie była stresująca praca) – rzucił pracę, poprzednio rzucił inną pracę i dziewczynę, z którą był dwa lata, rzucił mnie, bo mieliśmy dwa gorsze miesiące i poczuł się „nieszczęśliwy”, choć twierdził, że mnie kocha. Zostawiał i uciekał od wszystkiego co choć odrobinę wpływało na jego poczucie „szczęścia”, czy jak to tam zwał. Nie miał w sobie konsekwencji i woli walki, nie spełniał początkowych założeń, tylko zawracał się w połowie drogi. Wszystko to pod przykrywką, porzucania tego co go unieszczęśliwia. Ja się zgodzę – nie należy trwać w czymś co sprawia, że gnijesz. Ale to może prowadzić do błędnego koła – porzucę wszystko, jeżeli stanie się na tyle trudne, że mnie unieszczęśliwi nawet na krótki okres.
    My mieliśmy na prawdę udany związek, tylko w imię „szukania szczęścia” jedna osoba stchórzyła i się wycofała, zamiast zawalczyć, np. wspólną psychoterapią. To jest tchórzostwo, a nie samorozwój.

    • Volant

      Wiem, dlatego są napisane dwa warunki – rzucaj to co cię unieszczęśliwia i zdobywaj to co cię uszczęśliwia.

      • Anna

        Ok., ale co to znaczy „unieszczęśliwia”, przepraszam, że jak tak osobiście, ale ten tekst uderza w moje czułe struny, a kiedy Cię czytam otwierają mi się czasem oczy. Ja dostałam argument: „uszczęśliwiałaś niektóre części mnie, a niektóre unieszczęśliwiałaś”. I co z takim Ozeskiem zrobić? Obwiniać się? Próbować jeszcze przemówić rozsądnymi argumentami? Po prosu odejść i nie oglądać się na to co było?
        Obwiniam się już od ponad miesiąca, nigdy tak długo nie przeżywałam rozstania, zazwyczaj przechodziło mi po tygodniu, a tutaj odbija się na psychice i zdrowiu. Szlag mnie trafia.

      • Piotrdivine

        starzejesz się?

      • ania kulka

        Mam na imię tak samo jak Ty a za sobą niemal identyczną historię. Aż mam dreszcze, czytając Twój opis. Moja rada: przestań to analizować i skup się na tym, co CIEBIE najbardziej uszczęśliwia, zajmij się sobą, a cały rozsypany w kawałki świat zostanie odbudowany szybciej niż myślisz. Mam bowiem wrażenie, że dotychczas skupiłaś się na tym, by uszczęśliwić kogoś, kto sam nie wie, czego chce, a obok dojrzałości i jaj to chyba nawet nie stał. Pozdrawiam serdecznie, głowa do góry!

      • Anna

        Hej, dziękuję za Twój komentarz. Też myślę, że trochę zabrakło mu jaj. Oczywiście widzę wyraźnie swoje błędy i to, że też nie byłam idealna. Tylko różnica między mną a nim jest taka, że ja chciałam sprawę naprawić, powalczyć, popracować nad sobą, a on nie był otwarty na to, żeby zrobić to samo. I tu się minęliśmy. Ja – z mentalnością wojownika i on – z mentalnością uciekiniera.

      • cantata

        różnie to mozna rozpatrywac. czasami wiekszą ucieczką jest pozostanie przy tym co jest bo to odsuwanie decyzji. nie mial jaj zeby naprawiac ale mial jaja zeby sie przyznac i dokonac wyboru: to cojest mnie nie satysfakcjonuje, nie chce naprawiac zwiazku, wole robic cos innego. wiadomo w czym jest ambaras…

      • Mateusz

        To samo jak u Anny tutaj, tyle ze plcie na odwrot. Przyznaje, zrobilem bledy, ale ona nie chciala niczego naprawiac.

  • pbos

    Słabe i chaotyczne. Przekaz zrozumiały, ale byly lepsze teksty w tej tematyce. Ogólnie jakbyś nie mógł w pełni zdecydować się na formę przekazu: wprost, metafora, inspiracja życiem czy rady jak od rodziców? Forma niestety słaba i to psuje ten tekst.

  • Piotrdivine
  • Dorota

    Genialny tekst. Pomimo faktu, że moja zawartość spodni nie jest tak obfita jak u mężczyzn to podpisuję się rękoma i nogami pod tym co napisałeś :) Warto zmierzyć się samemu ze sobą, niekiedy wiąże się to z diametralną zmianą, na którą nie każdy się decyduje. Bo strach, bo nieznane. Ale to nieznane ma często o wiele więcej do zaoferowania niż obecna sytuacja. Sama przez długi czas robiłam z siebie ofiarę i wieczną nieszczęśnicę, która nie potrafi zmierzyć się z rzeczywistością. A wystarczyło tylko zmienić tą rzeczywistość. I zacząć zdobywać góry.
    Chyba strzeliłam.

  • Marcin

    Rozumiem Cię Volant doskonale, forma może nie najlepsza. Jednak, gdy spojrzy się rzeczywiście najbardziej obiektywnie na dzisiejszą Polskę (finansowo) to są dwa wyjścia:
    - Szukasz osoby podobnej do siebie chcącej zaryzykować paręnaście godzin życia, aby ewentualnie zyskać, bo niestety niewiele rzeczy da się wytworzyć własnymi siłami, a nikt nie jest wszechstronnie uzdolniony szczególnie jeśli chce być konkurencyjny

    Ta opcja mimo wszystko trzyma każdego w ryzach. Nawet tak prosta sprawa jak wytworzenie własnego serwisu WWW trzyma w ryzach zarówno grafika (który nie poradzi sobie z częścią programistyczną) jak i programistę. A niestety albo jest się dobrym grafikiem albo programistą, niedopracowanie odstraszy klientów i tu pozostaje opcja druga:

    - Zapożyczasz się aby zrealizować ryzykowny projekt.
    Ok, jeśli jest to banalny projekt to w jakiś sposób te 2 tyś zł uzbierasz, jednak gdy ktoś nie ma pracy lub ma mało płatną (co oczywiście oznacza pracowanie po godzinach nad projektem) to 20 tys zł, przy nieudanym starcie jest gwoździem do trumny i zmusza do pracy na etacie tylko po to aby oddawać dług. I ile razy można próbować 2-3? nawet po 15 tys zł to 45 tys zł w piach.

    Fakt może się udać, jednak są takie sytuacje w których po prostu musisz odpuścić i ryzykować, że kiedyś wpadniesz na coś prostszego co da mniejszą kasę i pozwoli realizować coś większego bez ryzyka.

    Może ten post brzmi trochę cipowato, bo prawdziwy facet to zaciska zęby i robi swoje, jednak uważam że ma też głowę na karku na tyle aby nie strzelić sobie w kolano.

    Zrzucić parę kilo spoko, da się zrobić, zmienić swoje przyzwyczajenia też. Jednak reszta opiera się u faceta o forsę. Można sobie wmawiać, że bez forsy można zauroczyć miss świata, ale nawet na gumki trzeba mieć kasę ;)

    • Volant

      Zgadzam się ze wszystkim, bo od zawsze mówię, że pieniądze są ważne i to bardzo, ale nie zgadzam się z tym fragmentem: „niewiele rzeczy da się wytworzyć własnymi siłami, a nikt nie jest wszechstronnie uzdolniony szczególnie jeśli chce być konkurencyjny”. Uważam, że 80% rzeczy da się zrobić samemu, ale kosztuje to bardzo dużo czasu i nerwów, ale takie jest życie:
      - masz pieniądze to kupujesz za nie czas jaki ktoś musiał poświęcić, żeby ogarnąć tą umiejętność
      - nie masz pieniędzy to sam poświęcasz czas żeby się tego nauczyć, a skoro ktoś umiał to na przeciętnym poziomie też się tego nauczy.
      Działa to zawsze i na każdym poziomie, dlatego też najlepsze firmy powstają: a) praktycznie z zerowym finansowaniem; b) są kolejnym biznesem kogoś kto zaczynał bez pieniędzy. Co do portali to działalności gospodarczej to liczą się inne rzeczy w tym przede wszystkim dostęp do klientów (a większość osób go nie ma) i wyróżnianie się spośród konkurencji, ale zaspokajaniem potrzeb, a nie grafiką.

      Generalnie to długi temat :)

      P.S. Tekst dotyczył bardziej sytuacji kiedy bezpośrednio należy podjąć decyzję między marzeniami, a bezpieczeństwem albo rozwiązać problem zamiast od niego uciekać.

      • Marcin

        Oczywiście, można robić coś zawsze średnio, nawet jeśli czujesz psychiczny ból na samo wspomnienie.
        Odniosłem się tylko do finansów, reszta jestem zgodny. Zawsze jest coś czego się nie przeskoczy, można obchodzić na około lub wzmacniać się na tyle aby rozpierniczyć ten „mur” w drobny mak (swoją drogą chyba cytuje właśnie Ciebie, wiem że to gdzieś wyczytałem )

      • Volant

        Czyli i tak to się sprowadza do tego, że można tylko czasem jest ciężko, ale dopóki jednocześnie jest warto to wszystko w porządku :)

  • dziewczyna

    ryczę. wyję. nad swoim życiem. bo dziś ten tekst jest tak bardzo prawdziwy. dziękuję ci, volant. czuję się dziś silniejsza.

  • Paulina

    Tekst chyba pisany specjalnie dla mnie na gwiazdke..
    8 lat z chłopakiem-przyjacielem, który nie potrafi stać się mężczyzna..
    czy nowy mężczyzna który wyciaga rękę i zaprasza w nowa podróż w nieznane..

    • Michał

      Działaj dziewczyno póki możesz. Miałem podobną sytuację i ryzyko się opłaciło.

    • Anna

      I co, zadziałałaś? :P

      • Iza

        ja zostałam z chłopakiem-przyjacielem, który nie potrafił stać się mężczyzną… po tylu latach jeżeli nic się nie zmieniło to się nie zmieni… dla mnie to nie było dobre rozwiązanie… a ten co wyciągał rękę w końcu zrezygnował…

  • Gaa

    Tekst roku!

  • Accalia

    Bardzo lubię takie teksty, bo one mi przypominają, że jeśli raz przejdziesz takie składanie siebie po całkowitym rozwaleniu, to jest to coś, czego nikt nigdy ci nie odbierze. I nie chodzi o jakieś frazesy w stylu „ jestem największym twardzielem w okolicy”, które są mniej więcej na tym samym poziomie, co obsikiwanie terytorium – odczuwasz skutki przez chwilę, a potem się uodparniasz. Niewiele może się równać z adrenalinę, jaką daje wygranie ze sobą , ale podjęcie nawet najlepszego i odważnego działania może nie przynieść natychmiastowego sukcesu. Może go wcale nie przynieść. Dla mnie do sukcesu potrzebe są jeszcze dwa składniki – czas i dystans do własnych porażek i sukcesów. Tak jest cholernie trudno, ale to jedyna znana mi droga dająca autentyczny rozwój, a nie tresurę za pomocą kar i nagród.

    • Volant

      Gdybym miał opcję wyróżniania jednego wybranego komentarza, to pod tym tekstem twój wygrywa.

  • easy

    Locke.

  • Barbie

    po przeczytaniu samego tytułu od razu przyszło mi tysiące myśli do głowy…
    sama z chęcią zadałabym głośno paru facetom: czy potrafi dziś strzelić?
    sama potrafię i mnie to gubi… żaden facet nie lubi jak kobieta potrafi „strzelić” ale nie tylko focha… :)
    ” Życie to sztuka mówienia: „Wypierdalaj!” wszystkiemu co tobie nie służy i aktywnego dążenia do tego co da ci szczęście.” facetowi jednak łatwiej jest tego dokonać.. w świecie codziennym to facet uchodzi za tego twardego, silnego egoistę. nie da się w końcu ukryć że w naturze faceta jest dążenie do przyjemności w każdej sferze życia.. kobiety również ale u kobiet mamy jeszcze syndrom „poświęcenia się”…
    natomiast jak kobieta jeśli powie „wypierdalaj” w życiu będzie uchodzić za „złą kobietę”… bo w końcu kobieta musi się poświęcać (dla dzieci, męża, faceta, pracy, urody itd…) to również kwestia natury lub stereotypu…
    ja chcę strzelać w życie granatem ale w cale mi z tym łatwiej nie jest…

  • gszesiek

    Dzięki Volant, dobrze, że czasami Cię odwiedzam ;)

    Zrobić krok i … iść dalej. Nie odwracać się i sprawdzać czy mam możliwość wycofania się.

  • Paweł

    „Gdyby życie było kobietą to wygrywałbyś kiedy wsunąłbyś rękę w jej włosy, obrócił do siebie plecami, rozdarł pończochy i patrzył jak dochodzi kolejnymi falami.”
    - Po co rozdzierać kobiecie pończochy? :-)

  • Bartek

    Lzy wzruszenia i ciarki na plecach. Bardzo prawdziwe.

  • Paulina

    Ten co wyciągał rękę zrezygnował..szukałam rozwiązania jak skończyć 8-letni związek nie krzywdząc dotychczasowego partnera który jest wciąż moim przyjacielem ale niestety ten nowy nie chcial juz dłużej czekać. i zupełnie go rozumiem.. chciałam znaleźć złoty środek żeby uszczęśliwić cala trójkę i zostałam sama ze złamany sercem..
    sama sobie winna
    I co będzie dalej nie wiem