Chwalmy się! 2014

Chwalmy się! 2014

Zgodnie z coroczną tradycją wrzucam tekst, w którym się chwalę.

Napisałem Sexcatchera!

Wbrew obiegowej opinii rok nie zaczyna się 1 stycznia tylko 2 stycznia. Pierwszego to się leży w łóżku i ogląda seriale. Dopiero drugiego wstaje się z łóżka zaczynając nowy rok. Zrobiłem to samo i mogę się założyć, że zacząłem go od pisania Sexcatchera. To właśnie tej książce podporządkowałem cały 2013 i niemal połowę 2014 roku. Tylko ja wiem ile kosztowała mnie ona pracy, wyrzeczeń i emocji, co sprawia, że prawdopodobnie dlatego jestem z niej tak dumny. Książkę skończyłem pisać dopiero pod koniec marca w Brukseli, a kilka tygodni później rozpoczęła się jej sprzedaż. Pierwszy dzień sprzedaży zamknął się lepszym wynikiem niż trzy miesiące sprzedaży Piątego poziomu.

Podróżowałem, latałem, zwiedzałem, jeździłem…

Marzec – wylatuję do Belgii, w której byłem przez pół roku co oznaczało, że z samolotów korzystałem częściej niż z jakiegokolwiek innego środka transportu. Oznaczało to również zwiedzanie Brugii, Antwerpii, Brukseli, Gentu oraz picie dużej ilości lokalnego piwa.

Z kolei w czerwcu (albo lipcu – nie pamiętam dokładnie) wybraliśmy się do Amsterdamu, gdzie jedliśmy steki, gapiliśmy się na kanały i paliliśmy jointy w Red Light District, a biorąc pod uwagę, że to był pracowity rok, to nawet wypoczywając w Holandii marzył mi się jeszcze bardziej prawdziwy wypoczynek. Dlatego już we wrześniu leżałem pod palmą patrząc na basem i czytając „Snuff” Palahniuka (marna książka) w Hiszpanii.

Przestałem być anonimowy

Kiedy pojechałem w 2013 roku na Blog Forum w Gdańsku, miałem stosunkowo dużego bloga, ale nikt mnie nie kojarzył. Stałem jak dupa i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Pokazało mi to jeden z moich największych braków i przekonało, że nie warto bronić swojej anonimowości jak jednoręki więzień tyłka, szczególnie, że jestem zgodny z tym co piszę. Chuj, że się to komuś nie spodoba. Chuj, że nie spodoba się komuś, że właśnie napisałem „chuj”. Od marca posiadam instagram, we wrześniu przez pięć godzin nagrywano ze mną materiał do „Stylowego magazynu” (który jeszcze nie był publikowany w telewizji), od końca września prowadzę drugiego bloga, w listopadzie wystąpiłem na Blogotoku, a w grudniu uczestniczyłem w Blogowigilii, która była najbardziej epicką imprezą tego roku!

Volantification rósł szybko i zdrowo

W styczniu napisałem dwa teksty, a liczba odwiedzin wzrosła. Przez rok wzrost czytelników na blogu to około 300%. Miesięczna liczba odsłon przekroczyła ćwierć miliona. Jednocześnie statystyki bloga są lepsze niż dwa lata temu roczne. Prawdę mówiąc – cyfry jak cyfry, ale to że każdego dnia czytają mnie tysiące osób to wielka rzecz!

Podejrzewam, że to samo stałoby się bez niczyjej „pomocy”, ale muszę docenić blogerów i fanpejdże, które w największym stopniu to przyspieszyły: niezastąpiona Tattwa, świetne Wyrwane z kontekstu, Kobieca Logika i Mordor na Domaniewskiej.

Zacząłem pisać lepiej niż kiedykolwiek.

Mam tyle pomysłów na nowe wpisy, że nie mogę doczekać się nowego roku!

Zarobiłem więcej pieniędzy niż kiedykolwiek

Kiedyś wspomniałem, że rekordowy miesiąc zamknął się kwotą 27 tysięcy. Cały rok ciężko mi podliczyć ze względu na wydatki, inwestycje, lokaty i inne pierdoły, ale myślę, że po raz pierwszy zarobiłem sześć cyferek bez żadnych przecinków. Tutaj historia jest ta sama co z blogiem – cyfry jak cyfry, ale naprawdę ważne jest to, że dzięki temu mogę powiększać skalę swoich działań i poprawić jakość swojej pracy.

Zacząłem testować nowe pomysły

Uważam, że wszystko jest cykliczne. Każdy ma potrzebę bezpieczeństwa, a kiedy ma bezpieczeństwo to zaczyna szukać przygód. Kiedy zbyt dużo się pracuje to chce się odpoczynku, a jak leży się na plaży trzeci tydzień to do głowy wpadają same pomysły na ciężką i satysfakcjonującą pracę. Na takim etapie teraz jestem. Lubię się stymulować nowymi wrażeniami, testować pomysły, szukać czegoś innego. Między innymi dlatego założyłem 5 Levels. Chcę żeby to był blog pisany w wolnym czasie, niejako produkt uboczny mojego życia. Z pewnością będzie więc on istniał, ale będzie aktualizowany doraźnie (przynajmniej na razie), a jego forma będzie się jeszcze przez jakiś czas klarowała.

Nigdy nie byłem tak blisko kaloryfera na brzuchu

Właściwie to nigdy jeszcze nie byłem w tak złej formie, a później w tak dobrej. Zła forma była spowodowana zajeżdżaniem się po nocach nad Sexcatcherem. Dobra tym, że w końcu wziąłem się za siebie. Właściwie codziennie robiłem trening kończący się przebiegnięciem pięciu kilometrów i chociaż nie udało mi się zrobić na brzuchu kaloryfera to było naprawdę w porządku. Kaloryfer wpisuję w grafik na ten rok.

Dziękuję wam za kolejny piękny rok, bo moje sukcesy to w dużej mierze wasza zasługa!

Jak co roku zachęcam też was do napisania swojej listy sukcesów. Anonimowo, publicznie, prywatnie – to bez różnicy. Nieważne czy sukcesy są wielkie czy małe, bo od czegoś trzeba zacząć, prawda? Ważne, żeby nie biczować się mentalnie porażkami. Wybiczuj się tym co dobre, bo pisanie o sukcesach szkoli mózg do myślenia o sobie dobrze (co jest podstawą każdego „radzenia sobie w życiu”), zdobywania kolejnych osiągnięć i doceniania tego co się ma. Negatywne myśli powodują negatywne wyniki. Nie ma więc lepszego treningu dla twojego mózgu niż koncentrowanie się na swoich osiągnięciach.

Do dzieła i niech rok 2015 bije na głowę wszystkie poprzednie!

  • Ewa

    Gratuluję! :) Publicznie podzielę się tylko dwiema rzeczami:
    Po pierwsze, czuję się świetnie ze wszystkimi decyzjami z tego roku i baaardzo mi się to podoba.
    Po drugie, spełniłam większość swoich materialnych marzeń po to, żeby przekonać się, że – chociaż to wiele ułatwia – większość wcale nie jest mi do szczęścia potrzebna. Jednak wolę wydawać kasę w inny sposób. Banał, ale sprawdziłam to po prostu sama na sobie i na poziomie emocjonalnym różnica jest OGROMNA. ;)

  • Magda

    Marzec- wyjazd na stypendium za granicę. Drugi raz.
    Wrzesień- pierwsza poważna praca, zupełnie nie w kierunku, w którym się kształciłam, ale ją uwielbiam.
    Listopad- zaczęcie życia na własny rachunek.
    Grudzień- Przedłużenie umowy w pracy. W mieście, gdzie wszyscy narzekają, że tylko studenci coś znajdą. Gówno prawda :]
    Niby to takie pierdółki, ale człowiek się cieszy.

  • Raycat

    Dostałem się na wymarzone studia (w końcu!). Zaliczyłem sporo kontuzji na siłowni dzięki czemu nauczyłem się trenować mądrzej.
    Zaliczyłem złamane serce, ale wyciągam z tego samą naukę.
    Odkryłem tego bloga!

  • pozagranicami.pl

    Tak jak Ty z sexcatchera ja jestem dumny z tego, że w końcu zacząłem podróżować. Z przejechania 8485 km autostopem do Turcji, zwiedzenia 9 krajów, poznania wielu fantastycznych ludzi i kontynuowania z nimi znajomości na bardzo wysokim poziomie do dziś, zobaczenia tylu miejsc i uświadomienia sobie tylu spraw, że wcześniej zwyczajnie nawet połowa z nich nawet nie zmieściłaby mi się w głowie. Kosztowało mnie to tyle strachu, obaw i wątpliwości, że nic innego nie jestem wstawić na początku tej listy. Z czego jeszcze jestem dumny? Z przeczytania wszystkich Twoich książek i całego bloga :) (swoją drogą ciekawe jaki miało to wpływ na decyzje o podróżach?) z ukończenia studiów i z rzucenia kolejnych, z założenia swojego bloga (który aktualnie jest na etapie tworzenia pierwszych wpisów) z zamieszkana w centrum Warszawy w dużo lepszych warunkach niż rok temu, ze znalezienia dobrej pracy, z kupienia sobie wszystkich rzeczy jakie były mi niezbędne i z tego, że nie chcę kupować więcej a odkładam sobie resztę na 2015 rok – który już dziś jest 100 razy lepiej zaplanowany niż poprzedni i jeżeli wszystko pójdzie jak należy to osiągnę naprawdę dużo. Dzięki Volant za inspirację!!!

  • Redman

    Kwiecień – zwiedzenie kilku europejskich stolic, nic wielkiego ale bardzo miło wspominam i zaostrza mi to apetyt na dłuższe podróże.

    Maj – założenie własnej firmy i prowadzenie jej do dziś. Mimo wielu problemów (wyzwań), z dużą satysfakcją obserwuje jak z miesiąca na miesiąc przybywa klientów a ubywa kredytów.

    Czerwiec – rozstanie po 2 latach z toksyczną dziewczyną a przez resztę roku spotykanie się z fajnymi, ciekawymi kobietami lub po prostu cieszenie się życiem w pojedynkę :)

  • Konrad

    Początkowo miałem napisać maila, ale doszedłem do wniosku, że podzielę się tym w komentarzu;)

    Ten rok był moim najlepszym z dotychczasowych. Mało może było jakichś przełomowych, wielkich wydarzeń, raczej bardzo dużo takich mniejszych rzeczy, które złożyły się na obraz całości.

    - dostałem się na projekt w ramach EVS. 12 najbliższych miesięcy spędzę w centrum słonecznej Andaluzji;)
    - najlepszy finansowo rok do tej pory. Co prawda, to jeszcze nie ten poziom co Twój, albo osób komentujących, np pod zeszłorocznym wpisem, ale ważne, że był duży progres. Poza tym – nigdy jeszcze zarabianie pieniędzy nie dawało mi tyle frajdy i satysfakcji. Nawet jeżeli trzeba było ostro zapierdzielać.
    - praca – super szef, świetna atmosfera, bardzo dużo się w niej nauczyłem, poznałem masę świetnych ludzi i zmieniłem się dzięki niej na lepsze. Zwłaszcza jeżeli chodzi o bycie męskim, męską energię. Bezcenne.
    - przerwałem studia – nie wiem czy to była mądra decyzja, ale na pewno to było to, czego w 100% chciałem. Bardzo dobrze mi z tym i cieszę się, że tak zrobiłem.
    - zacząłem mówić po hiszpańsku + dojście do poziomu b1/b2
    - zacząłem płynnie mówić i pisać po angielsku (c1)
    - nauczyłem się grać kilka piosenek na ukulele i gitarze

    I masa innych małych wydarzeń, spotkań, rozmów, ksiązek, przykrych i ciężkich emocji do przerobienia, dzięki którym zaszła najważniejsza i największa zmiana – w moim sposobie myślenia, postrzegania świata, mnie, ludzi, relacji. To był czas, w którym coraz częściej potrafiłem spojrzeć na sytuację czy moje zachowanie z dystansu, z chłodną głową, wyciągnąć wnioski i wprowadzić je w życie.
    Nigdy nie podejrzewałem, że aż tyle frazesów o życiu, czy książkowych mądrości stanie się dla mnie nagle, aż tak pełnymi wartości;) Musiałem widocznie poczekać, aż tego doświadczę.

    Podsumowując. Są pozytywy, jest energia do pracy w następnym roku, jest plan tego co chcę osiągnąć, co poprawić, co zmienić.

  • ebro

    Volant, nakurwiaj interwały to będziesz miał kaloryfer. Więcej czasu oszczędzisz, ciekawsze są. Polecam :)

  • Robert

    Przede wszystkim za cały rok spędzony z tobą Volant, czytanie twoich wpisów,
    i bloga. Zmieniania siebie na lepsze i dostosowywania się do pędzącego świata, znalezienia drugiego ciekawego bloga, za wytrwałość w pracy, i pracy nad sobą i za pierwszy wpis który właśnie napisałem. Zwiedzenie kilku ciekawych miejsc, jak i poznania ciekawych ludzi, i powolnym procesie który rozpocząłem opuszczenia tuskopaczowskiego cudo kraju. Możliwość spełniania marzeń, i sięgania celów które planuje i realizuję, i że 2015 będzie lepszy i będzie czym się naprawdę chwalić. Dobrej zabawy w nowym roku.

  • rok2014

    Mam plany na 2015, przestalem sie bac wyjazdu do pracy za granice choc moze byc ciezko jak cholera

  • Paweł K.

    2014 to był zajebisty rok:
    -17 przeczytanych książek. W tym dwie Volanta oraz trzy polecane przez niego. Do dziś wracam do fragmentów tych książek. Nie sposób wyważyć szybkość czytania i efektywność pochłaniania informacji.
    -Zerwanie pierwszego poważnego związku i powrót do obrotu rynkowego. Wyciągnąłem lekcje i moje zdrowie psychiczne jest jeszcze silniejsze, a wiedza większa.
    -3 podróże zagraniczne.
    Wyjazd na sylwestra do Austrii połączone z moją miłością, nartami.
    Studencki wyjazd do Francji na narty. Najdziwniejsza wiksa życia.
    Zwiedzanie Neapolu i okolic. Wypić z ojcem pyszną kawę na szczycie czynnego wulkanu. Bezcenne!
    -Uzyskałem tytuł naukowy. Licencjat!
    -Zrobiłem kurs na Trenera Personalnego, oprócz instruktora narciarstwa. Odkryłem tam moje powołanie i to co naprawdę chce robić w życiu.
    -Byłem na konferencji branżowej, na której poznałem ważne osobistości świata biznesu. Tak wiele wiem, jak mało wiem.
    -W końcu wypracowałem sprawne i atrakcyjne ciało. Miesiące treningów dają efekty, co wzmocniło moją pewność siebie i jakość życia. Wiele też nauczyłem się o zdrowiu i o tym jak działa ciało.
    -Nauczyłem się zrobić salta i zjednywać sobie sympatię wszystkich członków grupy i prowadzących na akrobatyce. Zdałem sobie sprawę z tego jak cholernie ważna jest inteligencja emocjonalna, a przy okazji wróciłem do sportu z dzieciństwa.

    Przede wszystkim zacząłem robić to co mnie naprawdę interesuje, mówić o tym co mnie interesuje, słuchać tego co mnie interesuje i szukać oraz otaczać się ludźmi którzy mnie interesują.
    Fajnie było, ale ten rok będzie jeszcze lepszy :)

    Pozdrawiam,
    Paweł K.

  • Nev

    No to przyszedł czas aby tradycji stało się zadość – czas na mój komentarz!

    W roku 2014 działo się wiele, mogę śmiało powiedzieć że był to dobry rok i jestem z niego zadowolony. A więc zacznijmy podróż po moim ubiegłym roku!

    Jeśli chodzi o sprawy zawodowe to na początku roku, a dokładniej jakoś w styczniu stawałem przed tak zwanym „promotion boardem”. Wygląda to tak że zarząd firmy przyjeżdża z Londynu – jak chcesz awansować, to musisz przejść kolejne kroki procedury, a ostatnim tym krokiem jest właśnie spotkanie z zarządem. Na tym spotkaniu musisz przedstawić swoje zasługi i przekonać ich, że dobrze zrobią awansując Cię. Od lutego zostałem Senior Consultant’em i zacząłem zarabiać więcej. Pierwszy sukces. Dodatkowo co kwartał dostaję teraz premię za… stanowisko. Czyli w praktyce za nic. Nie są to kokosy, ale przyjemnie dostać coś za to że się jest.

    Trzymając się sfery zawodowej w okolicach kwietnia wziąłem udział w najlepszym szkoleniu na jakim byłem. Serio. Szkolenie było z umiejętności miękkich (nie mogę za dużo o nim mówić otwarcie, bo jest tajne :P), trwało pełne 2 dni, odbywało się w weekend i było bezpłatne. W tym sensie, że moja firma nie zapłaciła mi za to, że poświęciłem swój weekend na braniu udziału w tym szkoleniu. I nie żałuje ani sekundy tego weekendu. Pamiętam że przez całe to szkolenie mój mózg pracował na najwyższych obrotach „ever” i bynajmniej nie była to zasługa kawy czy energetyków. Wiedza, którą tam przyswoiłem okazała się użyteczna, ale najbardziej podobała mi się możliwość obserwowania profesjonalnego trenera z Londynu w żywiole. Później wziąłem jeszcze dwa razy udział w tym szkoleniu, lecz w innej roli – w roli osoby pomagającej je prowadzić. A teraz jest niewielka szansa, że mógłbym to szkolenie prowadzić samodzielnie. Nie zapeszam, zobaczę co z tego wyjdzie.

    W drugiej połowie roku dostałem kolejną podwyżkę. Niewielką, ale zauważalną. Za nic. Po prostu firma stwierdziła, że powinienem zarabiać nieco więcej. Nie uważam, że zarabiam mało, ale to miłe że ktoś myśli inaczej i chce mi to zrekompensować.

    Poza tym cały czas pełnię funkcję lidera zespołu, pamiętam że rok temu pisałem że chwilami jest mi ciężko i odczuwam stres. Już nie. Czuję się komfortowo w tym co robię, nabrałem doświadczenia i wiedzy. I potrafię z niej korzystać. Jest dobrze!

    Odłóżmy pracę na bok, wszak nie jest ona najważniejsza. Jak wyglądał mój rok pod kątem pasji? Jednym słowem? Bosko! Nie wiem czy pamiętacie, ale rok temu napisałem, że zrobiłem wtedy swoje pierwsze 12 tysięcy kilometrów na motocyklu. Głównie po Polsce, była też jedna krótka wyprawa przez Słowację i Węgry. Miniony rok obfitował w różnego rodzaju wyjazdy. Aż nie wiem czy wszystkie pamiętam :D

    Już jakoś w kwietniu wybraliśmy się na Litwę na otwarcie sezonu Enduro na które otrzymaliśmy specjalne zaproszenie. Rok wcześniej na jesieni Litwini przyjechali do nas i chcieli się odwdzięczyć. Co tu dużo mówić, wyszło im to :) Na swój sposób zakochałem się w tym niewielkim kraju i ludziach których miałem okazję tam poznać. Piękne trasy, malownicze widoki, jedzenie na najwyższym poziomie i wódka równie dobra jak nasza – jeśli nie lepsza :P

    W maju udałem się z dziewczyną w Kotlinę Kłodzką. Było zimno, deszczowo i pogoda nie sprzyjała na jeżdżenie, ale udało nam się trochę pozwiedzać. Pojechaliśmy nawet na pół dnia do Czech zwiedzić skalne miasto. Namęczyliśmy się niesamowicie chodząc w pełnych strojach motocyklowych chodząc po parku krajobrazowym, ale miło to wspominam.

    W czerwcu zatęskniłem za Litwą i pojechałem odwiedzić poznanego na zlocie Litwina. Mieszka tuż pod Wilnem, ugościł mnie i moją dziewczynę w swoim domku położonym na skraju lasu, z przepięknym, zadbanym ogrodem. On i jego rodzina ugościli nas rewelacyjnie, ani przez chwilę nie byliśmy ani głodni, ani spragnieni :) Co więcej jednego dnia wybraliśmy się motocyklami na zwiedzanie okolicy. Pokonaliśmy bodajże niecałe trzysta kilometrów zachwycając się na przemian pięknem natury, lub rozmachem starych budowli.

    A potem przyszedł sierpień i trzy tygodnie wolnego. To był moment na który czekałem od dawna. Mógłbym powiedzieć, że odkąd tylko wiedziałem że chcę kupić motocykl i po co chcę go mieć. Trasa była zaplanowana na niecałe osiem tysięcy kilometrów. Udało się pokonać „zaledwie” siedem, ale za to w siedemnaście dni – zostało mi jeszcze trochę urlopu po powrocie. Była to niesamowita podróż wiodąca przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Macedonię, Albanię, Czarnogórę, Chorwację, Słowenię, Austrię i Czechy. Pamiętam doskonale strach jaki odczuwałem wsiadając pod domem na zapakowany po brzegi motocykl. Pamiętam też spełnienie jakie czułem kiedy siedemnaście dni później zaparkowałem pod drzwiami garażu. Sam nie wiem co mógłbym o tym napisać, aby nie przypominało to bredzenia pijanej osoby. Każdy dzień był wyjątkowy. Każdy kilometr pokonanej drogi był nowym doświadczeniem, o które teraz jestem bogatszy. Każdy człowiek, którego miałem okazję poznać był na swój sposób niezwykły. A każde miejsce piękne. Mógłbym śmiało powiedzieć że przez te 17 dni codziennie widziałem coś, co mogłem wówczas uznać za najpiękniejsze miejsce jakie widziałem kiedykolwiek w życiu. Muszę jednak przyznać że park krajobrazowy Durmitor w Czarnogórze chyba pozostanie numerem jeden.
    Ta wyprawa pokazała mi że mogę. Mogę wyznaczać granice, a potem zuchwale przepychać je jeszcze dalej i dalej. Pokazała mi że świat jest piękny, a ludzie dobrzy. Zawsze znalazł się ktoś, kto zainteresował się dwójką podróżników odpoczywających przy drodze. Niektórzy tylko rozmawiali zaciekawieni. Inni oferowali nocleg, lub pomoc jeśli widzieli że mamy jakiś problem. A co do problemów, to każdy można rozwiązać.
    Teraz jednak mam jeden problem – nabrałem apetytu na więcej. Poprzeczka stanęła wysoko a ja nie lubię spoczywać na laurach. Co w tym roku? Coś jeszcze bardziej niesamowitego? Ale co? No tego jeszcze właśnie nie wiem :)

    Trzymając się dalej motocyklowej pasji – w ubiegłym roku pomogłem Krzysztofowi Wróblewskiemu zorganizować prelekcję w Łodzi. Krzysiek to taki gość, który wraz ze swoim przyjacielem Maksymilianem Starościakiem wybrali się w roczną podróż dookoła świata. Na motocyklach rzecz jasna. Epicka przygoda, tragiczny finał. Pod koniec wyprawy Maks zginął w wypadku na drodze. Krzysiek chętnie opowiada o tej wyprawie ku czci swojego przyjaciela. Poznałem go właśnie we Wrocławiu na jednej takiej prelekcji. Organizacja podobnego wydarzenia w Łodzi kosztowała mnie sporo czasu i trochę pieniędzy (głównie na plakaty). Pamiętam, że wybierałem się na wydarzenia takie jak targi motocyklowe z ulotkami. Zaczepiałem ludzi i opowiadałem im o Krzyśku i Maksie zapraszając na prelekcję. Choć nie przyszło tak wielu ludzi jak liczyłem i tak jestem niesamowicie z tego zadowolony i dumny. Największą nagrodą był dla mnie uśmiech Krzyśka połączony ze zwykłym „dziękuję”. Miło jest zrobić coś dla kogoś, dla kogo jest to ważne. Szczególnie dla takiego wspaniałego człowieka jakim jest Krzysiek. (gdyby kogoś zainteresowała ta postać odsyłam na FB, lub YT na profil MotoXpressTour)

    Będzie dalej o motocyklach! Tuż przed wyjazdem kupiłem drugi motocykl – ktm exc 400. To taka bestia (choć nie największa z bestii) do jeżdżenia w ciężkim terenie. Jest to trudna zabawa. Kilkukrotnie lekko się poturbowałem uderzając w drzewo lub spadając z motocykla w najmniej oczekiwanym momencie. Mimo tego czerpię z tego radość i chcę szlifować swoje umiejętności – a jest co, bo póki co strasznie lamię! :P

    No dobrze, koniec z motocyklami. Ale zostańmy jeszcze na chwilę przy zainteresowaniach. W tym roku udało mi się pojechać w Alpy na snowboard. Mógłbym powiedzieć, że raz już jeździłem na desce. Tyle że w Polsce, na stoku o porywającej długości może trzystu metrów. Wtedy mi się to nawet spodobało i kiedyś chciałem to powtórzyć. Przez pięć lat mi się to nie udawało aż do grudnia 2014. Kilka wniosków. Zajebiście mi się to spodobało. Powiem coś oczywistego. Nie można porównywać tego miejsca w którym byłem w Polsce do francuskich Alp. Nie ma skali, po prostu dzień do nocy. W Alpach było rewelacyjnie. W miarę szybko przypomniałem sobie (czy raczej nauczyłem się na nowo) jak jeździ się na desce. Trasy były dłuuuuuuuuuuuuuuugie, a widoki nieziemskie. W marcu tego roku tam wracam!

    Trzymając się sportowych aktywności to miałem jakiś tam epizod z siłownią, ale stwierdzam że to jednak nie dla mnie. Brak mi wytrwałości w wykonywaniu bezmyślnie tych samych ruchów. Za to po raz pierwszy w życiu poszedłem na squasha i bardzo mi się spodobał. Zacząłem chodzić regularnie z różnymi znajomymi, gram coraz lepiej (choć nadal słabo), odczuwam że kondycja mi się poprawia i… o to chodzi :) Na dniach kurier powinien przywieźć mi moją pierwszą rakietę!

    Poza tym jestem zadowolony z tego, że w tym roku przeczytałem rekordową liczbę książek – najwięcej przez ostatnie dwa miesiące – a ograniczyłem czas spędzany przy grach komputerowych do czasu zbieżnego do zera. Zawsze lubiłem książki, lecz często robiłem sobie dziwne wymówki. Już tak nie mam.

    No i przyszedł czas na życie towarzyskie. Tu się dopiero porobiło! Nie wiem tak do końca kiedy to się zaczęło, ale trwało już jakiś czas. Pamiętam że rok temu napisałem w komentarzu że „cieszę się, że mimo tego że bywało różnie, nadal jesteśmy razem”. Tak pisałem rok temu, ale w trakcie tego roku ta myśl oddalała się coraz bardziej. Nie twierdzę, że było cały czas źle. Przeważnie było dobrze, chwilami rewelacyjnie, ale były też chwile, kiedy miałem serdecznie dość tego związku. Kiedyś słyszałem, że kiedy jakaś myśl raz zaszczepi się w Twojej głowie, nie da się jej pozbyć. Nie wiem czy to prawda, ale tak było w tym przypadku. Moja frustracja się piętrzyła, nie umiałem zareagować na to wcześniej, aż przyszedł czas, kiedy jedyne co chciałem powiedzieć to „już nie chcę”. Od października mieszkam sam. Początki były bardzo trudne. Nie wiem jak czuje się osoba bez np. jednego płuca, jednej nerki, albo bez jednej ręki czy nogi. Wiem za to że taka osoba jest „niepełna”. I taki na początku byłem ja. Strasznie mi brakowało – tylko nie wiem czy konkretnie jej, czy samego faktu że przez ostatnie dwa lata nie mieszkałem sam. Miałem z kim porozmawiać, do kogo się przytulić, z kim się kochać. A z dnia na dzień to wszystko zniknęło – na moje życzenie. Robiłem mnóstwo rzeczy, żeby tylko zabić czas. Wychodziłem jeździć na motocyklu enduro, tylko jak wracałem do domu przygnębiało mnie to, że nie mam komu opowiedzieć o tym jak dobrze się bawiłem. Taki stan rzeczy jest normalny i po pewnym czasie zaczęło być lepiej i lepiej. Teraz jest już tak jak tego chciałem. Potrafię na nowo odnaleźć radość z tego co robię. A robię to, na co mam ochotę. Udało mi się poodnawiać część kontaktów z dawnymi znajomymi na których od dawna mi zależało. Ciesze się z tego i wiem, że już nigdy nie pozwolę sobie ich zaniedbać. Ktoś mówił, że jest się wypadkową iluś tam najbliższych znajomych. A jeśli się nie ma ich w ogóle to kim się jest? Nikim?

    Końcówka roku namieszała. Powiedzmy, że przypadkiem się spotkaliśmy. Przyjaźń nadal została, została też namiętność. Skutkiem tego znowu zaczęliśmy się spotykać na zasadach, których jeszcze nie zdołałem zrozumieć. Ale nie ma mowy o tym, żebyśmy znów razem zamieszkali. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Nie wiem co z tego wyjdzie, nie wiem czy to dobrze i czy to rozsądnie. Wiem za to, że jestem mężczyzną, a moje ciało reaguje na nią tak, jak reaguje. Po co więc mam się oszukiwać? Dopóki przynosi to przyjemność obu stronom, myślę że warto spróbować.

    I to by było chyba tyle. Nie redagowałem powyższej wypowiedzi. Nie edytowałem w Wordzie, nie pisałem jej przez kilka dni… zapewne są rzeczy które pominąłem, a które mogły być istotne. Jednak to co napisałem powyżej było najważniejsze. Bo to zapamiętałem najlepiej. Niczego nie żałuję. Za wszystko dziękuję i chcę więcej! :)

    W nowym roku chciałbym życzyć czytelnikom Volantification zdrowia. Tylko zdrowia. Całą resztę możecie zdobyć sami :)

    • Maniek

      Nev naprawdę zajebiście się czyta twoje osiągnięcia. Według mnie są bardzo ciekawe, motywują mnie do tego bym miał ich tez wiele. Propsy ! Trzymaj się i w tym roku :)

    • Łukasz

      Wygrałeś konkurs na najdłuższy komentarz na tym blogu :D Na jakim moto jeździsz prócz KTM’a?

      • Nev

        Dzięki Maniek.

        @Łukasz – prócz kata podróżuje na hondzie transalp 650. Jest to mój pierwszy motocykl i pewnie potrzymam go jeszcze z rok lub dwa. Jeśli będzie warto, to może przesiądę się później na nową Africa Twin :)

    • dreamcatcher90

      Siema,
      bardzo fajny komentarz :) takie rzeczy zawsze się dobrze czyta! Gratuluje i życzę jeszcze więcej równie pozytywnych doświadczeń w życiu. Z ciekawości zapytam, czy nie byłeś przypadkiem na wyjazdach SnowShow? bo jakoś dziwnie mi się terminy wyjazdów pokrywają :D

      Pozdrawiam!

  • Mirek

    Volant, Gratuluję spełnienia oczywiście! I małe pytanko; kiedy będziesz w „Stylowym Magazynie” ?

    • Volant

      Nie mam pojęcia. Mieli mnie poinformować, ale jeszcze się nie odzywali. Jest też opcja, że zrezygnowali z tego materiału albo przełożyli go na inny sezon.

  • Makak

    Chciałem zauważyć, że przechwalanie się swoimi osiągnięciami i sukcesami, oraz wspaniałymi planami na przyszłość wśród znajomych a tym bardziej na forum publicznym jest wynikiem pychy, zarozumiałości i braku podstawowej kultury osobistej.
    Specjalizują się w tym na dużą skalę nowobogaccy Rosjanie obwieszeni złotem i robiący największe zakupy w zachodnich kurortach. Dają potężne napiwki lokalnym kelnerom. W zamian ci kelnerzy śmieją się z nich z pogardą na zapleczu.
    Polskie przysłowie powiada: Krowa, która dużo ryczy mało mleka daje.
    Pisze pan o sobie, że gra na giełdzie i chce być na liście Forbes”a. Po co na giełdzie, równie dobrze może pan grać w ruletkę , w jeden dzień stanie się pan milionerem. :)
    Chwalić się jednak wypada i należy zupełnie czymś innym: Ja mam czworo dzieci, dwie wnuczki i kochającą rodzinę ! Tego nie kupi się za żadne pieniądze. Dobra materialne dziś są a jutro mogą zniknąć. Miłość najbliższych nie :) Powodzenia

    • Volant

      Oczywiście to kwestia podejścia. Osobiście uważam, że skuteczniejsza jest pycha i zarozumiałość niż postępowanie zgodnie z kanonem kultury, ale to już indywidualna decyzja. Za to w pełni się zgadzam z tym, że kochającej rodziny i dobrych relacji z innymi nic nie zastąpi.

      • Gabriela

        Zgadzam się z Tobą! Pierwsze, co mi przyszło do głowy, po przeczytaniu tekstu: „kurcze, to jest przykład, że przy pracy i odrobinie szczęścia może się udać naprawdę wiele”. Samo nie przyszło – można się chwalić.
        Ponad dwumiesięczna praca nad sobą i sposobem myślenia przynosi efekty, gdyż zaczynam coraz częściej cieszyć się osiągnięciami i szczęściem innych, jednocześnie eliminując zazdrość i motywując się do podejmowania nowych wyzwań (brzmi jak wykład „lajf kołczera”). Codzienną dawkę zazdrości zastąpiłam uśmiechem i jestem szczęśliwszym człowiekiem – moje osiągnięcie 2014. :)

  • Eska

    1.Wygrałam 5.000 zł za nagranie własnego CV
    2. Obroniłam się :)
    3. Zrobiłam najfajniejszy panieński mojej siostrze
    4. 2 miesiące po obronie dostałem pracę!
    5. wyprowadziłam się z domu :)

  • makary

    W jaki sposób max. 27 tysięcy w miesiąc może się przełożyć na ponad 6 cyferek, czyli min. 1 milion?

    • Volant

      Milion to 7 cyfr – wystarczy policzyć 1 000 000. Kwoty sześciocyfrowe to od 100 000 do 999 999 zł.

      • makary

        Dokladnie. Czyli zwrot: ‚ponad 6 cyferek’ = ‚ponad 999 999zł’, czyli najmniej 1 000 000 zł.

      • Fakt, wkradła się nieścisłość. Nie wpadłem na pomysł, że „po raz pierwszy przekroczyłem sześć cyferek bez żadnych przecinków” da się zinterpretować jako siedem cyfr. Poprawiłem.

    • Łukasz

      Matematyka to suka :D