Żołądki są złym miejscem do hodowania motyli

Żołądki są złym miejscem do hodowania motyli

Homo sapiens sapiens to zabawny gatunek. Świadomie czy nie, bez przerwy tworzymy rankingi osób w swoim otoczeniu i umieszczamy w nich siebie. Porównujemy wykształcenie, prace, mieszkania i kto pojechał na lepsze wakacje. Porównujemy też nasze związki z relacjami innych osób. Może to prowadzić do bolesnego ukłucia zazdrości jeśli stwierdzimy, że Gośka ma już kolejnego faceta, a ty wciąż z tym samym. Z kolei Kacper ostatnio zaliczył trójkąt (nie zachwycił go, bo doszedł w pięć minut i druga dziewczyna nie była zbyt ładna, ale o tym nie powiedział), a ty oglądasz codziennie rano ten sam rytuał zakładania przez swoją dziewczynę obcisłej koszulki i tuptania po mieszkaniu.

W takiej chwili rozlega się dźwięk syreny alarmowej i zapalają się ostrzegawcze światła jak w „Polowaniu na Czerwony Październik”. Czujesz, że twoja pozycja w społecznym rankingu spada, że w twoim związku nie ma już tej intensywności, nie robisz tego, co inni i że coś bezpowrotnie tracisz.

Banalny problem zostaje rozdmuchany do poziomu poważnego, a pytanie o to, czy być z kimś czy nie, w czasach kiedy zmartwienia ograniczają się do wizyty u stomatologa, wyboru smartfona i dylematu – burger czy sałatka, zaczyna grać pierwsze skrzypce.

Zderzenie z tym pytaniem zwykle przegrywają ci, którzy nie mieli wystarczająco dużo doświadczeń i nie wiedzą czy motylki umarły tylko z tą jedną osobą czy umrą z każdą? Czy tylko on woli Fifę od wspólnego wieczoru czy każdy będzie ją wolał po upływie trzech lat? Czy tylko z nim zaczyna uprawiać się seks dwa razy w tygodniu zamiast dwa razy dziennie czy będzie tak z każdym?

Zwykle też zaczynają się miotać. Jedną nogą stoją tam gdzie pewny seks i kanapeczki jak z gazet dla pań domu, a drugą tam, gdzie nowe.

Zaliczyłem kilka związków, dużo przelotnych relacji i nasłuchałem się o cudzych uczuciach więcej, niż bym chciał. Na podstawie tego wszystkiego mogę powiedzieć, że najgłupszy rodzaj rozstania, to motywowany nie tym, że było źle, ale tym, że nie miało się wystarczająco dużo emocji.

Seks zawsze powszednieje.

Żaby (chociaż mówi się tak też o rakach) dostosowują się do otoczenia zewnętrznego na tyle skutecznie, że wrzucone do garnka, w którym stopniowo podnosi się temperaturę, ugotują się i nawet nie zauważą kiedy do tego doszło. Z ludźmi jest na odwrót. Wrzuceni do „garnka” najpierw czujemy dużą różnicę i znajdujemy się na tak pięknym haju, jakby wokół skakały jednorożce, ale wraz z mijającym czasem haj mija i jednorożce nie robią wrażenia. Wtedy chcemy więcej. Większego haju. Większych jednorożców. Więcej pieniędzy. Większej plazmy. Szybszego samochodu. Większych cycków. Dłuższych orgazmów. Kiedy je dostajemy to wciąż okazuje się, że to wystarcza na chwilę, ale ostatecznie i tak to jest za mało. Gdyby było inaczej, milionerzy nie mieliby depresji, a mają. Gdyby było inaczej, mężczyźni mający za żony modelki, by ich nie zdradzali, a robią to, i to z kobietami, które nie są bardziej atrakcyjne. Działa to w dwie strony – duży sukces cieszy tylko na początku, ale też duże nieszczęście dotkliwe jest tylko przez jakiś czas. Następnie wszystko wraca do normy.

Jeśli więc znudził ci się facet (a mógł się znudzić, bo ile można słuchać o pracy i meczach), a chciałabyś się poczuć znów jak nastolatka, która ze skurczem w żołądku czeka na spotkanie, to możesz to dostać. Na chwilę. Później ona minie, a jego 20 cm będzie wydawało się dla ciebie normą. Na początku będziesz lubić uprawiać seks na pieska, bo twój eks nie umiał złapać ciebie porządnie za biodra i chwycić za włosy, a później zaczniesz oglądać delikatne, romantyczne porno. Nawet seks pięć razy dziennie ci nie wystarczy, bo przecież to nudne cały czas się bzykać. Nie można po prostu wyjść na miasto, a wieczorem oglądać seriali?

Nie ma monogamicznych mężczyzn.

Jeśli któryś twierdzi, że nim jest to kłamie, żeby łatwiej dostać się do twoich majtek. Ewentualnie jest kretynem. W obu przypadkach nie chcesz go w swoim życiu.

Nie ma faceta, któremu przestaną podobać się inne kobiety ani takiego, który podczas spotkania z kumplami nie będzie przez 90% czasu rozmawiał o kobietach i przestanie robić w swojej głowie porównań co seksowniejszych części ciał mijanych kobiet. Mężczyźni mogą nie opowiadać ci o innych kobietach, mogą być wierni i oddać za swoje dzieci wszystko, ale wciąż będą chcieli mieć więcej wolności – wychodzić dzień i wracać na noc do jaskini. W praktyce, możesz wymagać, że będziesz dla niego najważniejsza, ale wymaganie, żeby gwiazdki porno przestały być dla niego atrakcyjne jest już mocno na wyrost. Oczekiwanie od niego takich rzeczy to jak wtykanie mu do ręki noża z propozycją: „Tak cię kocham, może się dla mnie wykastrujesz?”. Żaden tego nie zrobi.

Nie ma kobiet, które się nie nudzą.

Mężczyźni są zaprogramowani na zdobywanie, a nasza miłość nigdy nie jest silniejsza niż w przeciągu pierwszych dwóch tygodni. Czas mija, jedne szczegóły zaczynają nam umykać, a na inne zwracamy większą uwagę. Nie zachwyca nas już jej czarujący uśmiech, ale doskonale widzimy zaokrąglone boczki, które kiedyś ignorowaliśmy. Przestajemy zauważać, że dziewczyna, z którą się budzimy jest piękna, a zamiast tego widzimy, że inne kobiety takie są. Mają wiele obiecujące oczy, usta, ramiona i uda. A nasza? Ma oswojone oczy, usta, ramiona i uda, które dają to, co już dostaliśmy wielokrotnie. Bez dreszczyku emocji i zastanawiania się, co nas czeka i o ile będzie lepiej.

Problem w tym, że zawsze jest „nowa” i każda pozostaje nią tak długo, dopóki jej nie mamy.

Nad każdą relacją trzeba pracować.

Kiedyś wierzyłem w to, że możliwe jest spotkanie kogoś na tyle dobrego, że związek z tą osobą jest łatwy, a dwie osoby będą w magiczny sposób się uzupełniały. Przecież na początku związku to działa! Spotykacie się w rytmie jedno spotkanie – dwa, trzy dni przerwy i nikt nie narzeka na męczącą pracę, zły dzień albo brak ochoty na seks. Różnica jest taka, że nie widzicie się bez przerwy. Poświęcacie sobie dwa dni w tygodniu i macie czas zająć się sobą, stęsknić i przesunąć w pracy projekty na dzień wcześniej, żeby w dzień randki wyjść wcześniej, wziąć prysznic i bez żadnego stresu spędzić z kimś przyjemny wieczór.

Związki działają tak, że oczekuje się tego samego standardu każdego dnia, a to rodzi dużą presję, bo trzeba wykazywać się w pracy i na co dzień w mieszkaniu. W praktyce więc trzeba pogodzić się z tym, że związek to nie będzie wieczny miesiąc miodowy, a następnie zaplanować dni bez pracy, telefonów i internetu, wspólne wyjścia na kolacje i mówienie sobie dobrych rzeczy. Inaczej mówiąc – tego chwasta zwanego relacją, trzeba podlewać, bo nawet wielka przyjaźń pozbawiona uwagi się kończy.

Nie istnieje nikt, kto urodził się, żeby rozwiązać twoje problemy.

Spotkałem dużo osób, które były rozczarowane swoimi związkami. Nie wynikało to z tego, że druga osoba była zła, ale z tego, że nie była tak dobra jak oni by tego bezpodstawnie chcieli.

Wiele osób działa według schematu, w którym szukają kogoś kto uzupełni ich braki. Zamiast partnerstwa szukają zaawansowanego pasożytnictwa. Nieśmiałe dziewczyny chcą pewnych siebie facetów. Mężczyźni z brzuszkiem fotomodelek. Laski wychowywane w biedzie najczęściej nie zarabiają pieniędzy, ale szukają kogoś, kto to robi. W ten sposób ludzie zamiast oczekiwać od siebie, oczekują tylko od kogoś budując listy zadań do spełnienia: rozbawiaj mnie, noś zakupy, gotuj obiady, bądź w wiecznej gotowości do uprawiania seksu, zabieraj na wakacje i bądź wszystkim tym, czym ja nie jestem.

Później zawsze zostaje gorycz zawodu. Zawodu tym, że celem drugiej osoby nie jest uszczęśliwianie kogoś, że każdy ma wady, własne cele, problemy i niechęć do funkcjonowania bez przerwy na 120%. Wiele kobiet i równie wielu mężczyzn nie potrafi wybaczyć innej osobie najgorszego wyobrażalnego grzechu – tego, że też jest człowiekiem.

Nawet ja nie jestem wystarczająco cyniczny, żeby uważać, że emocjonalny spokój w związku jest dobrym powodem do rozstania, bo jest wiele lepszych. Agresja, zdrady, poważne życiowe nieogarnięcie, podcinanie sobie nawzajem skrzydeł i wbijanie w siebie igieł, rozbieżność kluczowych celów, nieumiejętność albo niechęć do życia z kimś na stałe – i to tylko te wymienione na jednym oddechu.

Jeśli więc oczekujesz, że spotkasz osobę, która będzie żyć dla ciebie, z którą utrzyma się pierwsza faza miłości przez lata, a związek będzie dobrze funkcjonował bez kiwnięcia palcem to możesz mieć pewność, że się na tym mocno przejedziesz. Równie dobrze możesz się rozpędzić i z baranka walnąć w ścianę. Zaboli podobnie, ale zmarnujesz mniej czasu.

Pustki w życiu nową cipką ani większym kutasem nie zastąpisz. Nie powstrzymasz mijającego czasu. Nie poczujesz się trwale lepiej. Możesz to zrobić robiąc więcej ważnych i wartościowych dla siebie rzeczy, zamiast liczyć, że tym razem motylki w twoim brzuchu nie pozdychają.

One zdychają zawsze. Żołądki są słabym miejscem do hodowania motyli.

Dodaj komentarz

69 komentarzy do "Żołądki są złym miejscem do hodowania motyli"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
shooter
Gość

Zgadzam się ze wszystkim oprócz jednej rzeczy:
„nasza miłość nigdy nie jest silniejsza niż w przeciągu pierwszych dwóch tygodni. ”
Albo ja jestem inny, albo Ty po prostu jeszcze nigdy nikogo nie kochałeś (mam na myśli miłość do partnerki). W pierwszych tygodniach znajomości jest zwyczajne zauroczenie, stresik i te „motylki”, ale nie ma to nic wspólnego z miłością. Nie będę tu opisywał miłości, bo to jest banał, ale mówiąc krótko – w tym okresie dana osoba jest atrakcyjna, interesująca, itd., ale ani się za nią specjalnie nie tęskni, ani jakoś specjalnie nie zależy – będzie jak będzie. No i po jakimś czasie pojawia się miłość rozumiana oczywiście na mój sposób – partnerstwo, przyjaźń, tęsknota po dłuższej nieobecności, właśnie zwiększenie atrakcyjności(!). Takie coś pojawia się u mnie po dwóch-trzech miesiącach związku. Nie podchodzę do tego w sposób metafizyczny – wiem, że działa tu chemia. Nie wiem tylko dokładnie jaka.
Tak jak wspomniałeś, po dłuższym czasie być może wiele aspektów powszednieje, ale nie znam związku, który by się utrzymał bez dbania o małe rzeczy zarówno z jednej jak i drugiej strony. Choćby nie wiem jak bardzo ludzie się kochali, wszystko zacznie się pierdzielić, jeśli drugą osobę zaczniemy traktować jak pewnik. „Bo przecież tak się kochamy”. Można się obudzić z ręką w nocniku w tempie wprost proporcjonalnym do tego, jakim ktoś jest tchórzem. Im ktoś jest bardziej odważny, tym szybciej nam powie, że coś mu nie pasuje i jest szansa na naprawienie tego.

Kasia Gdańsk
Gość

Trafione w dziesiątkę…

Chillout
Gość

Mistrzu każdy jest inny.
Ja taki jestem to pewnie każdy taki jest…

shooter
Gość

Mistrzu, przeczytaj może raz jeszcze co napisałem i W JAKI SPOSÓB to napisałem, ok? A później pisz mi tu takie dyrdymały.

Chillout
Gość

Nie będę Ci czegoś tłumaczył co jest oczywiste. Mocnym stwierdzeniem, że to są dyrdymały.

shooter
Gość

To ja Ci pomogę. Użyłem zwrotów takich jak:

„Albo ja jestem inny, albo Ty po prostu jeszcze nigdy nikogo nie kochałeś”
„No i po jakimś czasie pojawia się miłość rozumiana oczywiście na mój sposób”

Więc nie „ja taki jestem, więc każdy taki jest”.

Chillout
Gość

shooter
Ja też potrafię napisać parę złożonych zdań na klawiaturze.
Chodzi o to ,żeby nie bawić się w pseudoblogowych filozofów, którzy wysuwają śmiałe tezy na tematy, które są naprawdę proste. Plaga 21 wieku. Naskrobię coś w komentarzach, ktoś da plusik. Co za niesamowite uczucie…

shooter
Gość

Gdyby tematy były proste, to wszyscy by się zgadzali, no nie? Niech Ci będzie, plaga XXI wieku. Tracisz swój i mój czas takimi wpisami ;-) Dobranoc.

Valthard van der Sand
Gość

Bogdan Wojciszke w „Psychologii Milosci” o tym pisze o fazach zwiazku.

Osobiste preferencje zaleza pewnie od tego jak bardzo ktos jest podatny na testosteron, dopamine i oksytocyne.

shooter
Gość

Dzięki, przeczytam, bo to bardzo ciekawe. Ostatnio w Polityce ukazał się artykuł (może nie najwyższych lotów) mówiący m. in. o tym kiedy i po co pojawiła się miłość jako uczucie. Jeśli tak się stało, to musi to być wyłącznie chemia wykształcona ewolucyjnie. Kolejnym argumentem „za” jest to, że przecież można się odkochać. Po zerwaniu (po jakimś czasie oczywiście, nie od razu) w mózgu dzieją się niesamowite rzeczy i były partner często jest traktowany jak ktoś, kto kiedyś tam sobie był… I tyle. Chemia się neutralizuje i haj przechodzi.

Cyniczny
Gość

Myślę że Volantowi w tym fragmencie chodziło o to, że właśnie wtedy przeżywamy największe zainteresowanie „całością” (czyli ciałem i charakterem). Po okresie dwóch tygodni ciało „powszechnieje”, miłość rośnie, ok ale nigdy nie będziemy pragnąć kobiety tak bardzo, jak w okresie tych dwóch tygodniu.

shooter
Gość

I nijak się z tym nie mogę zgodzić :-) No ale na szczęście każdy jest inny.

Cyniczny
Gość

Zazdroszczę, ale spytam z ciekawości – ile kobiet miałeś w swoim życiu? Nie chce opierać się na stereotypach i swoich doświadczeniach, ale gdy ich nie miałem, to tak właśnie się czułem. Tak samo jak ty, nie zgodziłbym się z tym. Tak samo, jak moi znajomi, którzy zazwyczaj kobiet nie mają.

Jednak idąc w przyszłość i mając w życiu coraz więcej kobiet, te zaczęły mi coraz szybciej powszechnieć. Tak samo było z drugą połową moich znajomych, którzy tych kobiet mieli „podobnej ilości”.

shooter
Gość

Obecnie jestem w trzecim związku. Poprzednie były kilkuletnie. Nie pakuję się, i nigdy tego nie robiłem, we wszelkie spotkania na jedną noc, bez zobowiązań i te sprawy. Z dwóch przyczyn – moim zdaniem BARDZO RZADKO kobieta myśli wyłącznie o jednym razie, więc mógłbym jej zrobić kuku. Jeśli jednak ona myśli wyłącznie o jednym razie, to jest niebezpieczeństwo, że ja się złapię, więc daruję sobie takie zabawy. Jeśli się z kimś spotykam, to robię to świadomie, a będąc w związku biorę za to wszystko jakąś odpowiedzialność, licząc na to samo z drugiej strony, dlatego nigdy nikogo nie zdradziłem itd., rozumiesz ;-) Staram się być po prostu w porządku. W dzisiejszym świecie ludzie strasznie komplikują sobie życie robią ogromną krzywdę zarówno sobie jak i innym. A wystarczy być po prostu w porządku, starać się dla tej drugiej osoby, traktować ją najlepiej na świecie, szanować lub zostawić – jeśli tego wymaga sytuacja (wypalenie związku, ktoś inny, z kim będziemy szczęśliwi – różne są sytuacje). Niewyobrażalnym tchórzostwem i pizdowatością jest dla mnie posiadanie kochanki na boku i bezpiecznej żony w domu. Tragedia. Kim jest dla nas ta żona? A kim kochanka? Ludzie-przedmioty.

Lenta
Gość

Celna uwaga z tym „kuku”. Dalej jednak nie mogę się zgodzić.
Niewyobrażalnym tchórzostwem i pizdowatością jest nieposiadanie kochanki na boku i bezpiecznej żony w domu. Kochaj swoją żonę całym sercem. Kochaj swoją kochankę. Obie tego potrzebują! Nie oszukuj żony, że jest w stanie zaspokoić wszystkie Twoje potrzeby, nie oszukuj siebie, że jedna kobieta jest w stanie tego dokonać, bo staniesz się kolejną ofiarą społeczno-kulturowej hipokryzji…
Jesteś, zakładam, fajny facet, masz poukładane i zdrowe małżeństwo. Spotykasz fascynującą kobietę, która jest uzależniona od męża drania… Ona spotyka Ciebie i Ciebie potrzebuje, odrobinę, by znieść życie. No ale Twoja szlachetność i moralność nie pozwala Ci dać choć trochę bliskości, ciepła, intymności tej kobiecie. Sorry, jestem żonaty.
Nie ma rzeczy czarno-białych. Nie ma takich samych związków, sytuacji, zdrad, kochanek, żon, tchórzostw…

shooter
Gość

Lenta, masz prawo, ja się z tym po prostu nie zgadzam. Pewne cechy charakteru świadczą o naszym charakterze i o tym, jakimi jesteśmy ludźmi. Partnerka, a już tym bardziej żona, jest ważniejsza od kogokolwiek na świecie. Nie oszukuję rodziców, brata, siostry, a żonę mam zdradzać, żeby potrzymać chwilę inne cycki? Nie tędy droga. Za dużo do stracenia w porównaniu do zysków, jakie daje spanie z inną kobietą. Być może Twój argument byłby trafny dla kogoś, kto był tylko z jedną osobą, ale ja wiem jak to wygląda z innej perspektywy i oczywiście każda kobieta jest inna, ale mimo wszystko uważam, że nie warto. Rozmawiamy poza tym chyba na dwóch różnych płaszczyznach. Pewnych rzeczy moim zdaniem się po prostu nie robi. Oczywiście rozumiem, że można poznać inną kobietę i być w jakimś chorym, bezsensownym małżeństwie i że ta kobieta może się okazać o niebo lepsza od żony, ale wówczas nie żyje się dalej z żoną… To jest proste. Wystarczy separacja, wiem, że rozwód komplikuje sprawę chociażby pod względem majątkowym. Tylko nie oszukujmy tej osoby, bo nawet jeśli nie gra już w naszym życiu pierwszych skrzypiec, to przez wzgląd na to, co się razem przeżyło.

Lenta
Gość

Podoba mi się Twój nieoceniający styl wypowiedzi. Szacunek.

Monogamia, której bronisz, nakazuje Ci kochać tylko jedną osobę. To chyba … przeciwieństwo wolności, nie uważasz?

shooter
Gość

Lenta, nie postrzegałbym tego w ramach jakichś zasad czy prawa. Po prostu nie potrafię kochać drugiej osoby, poza aktualną partnerką :-) No nie ma takiej opcji. Dlatego zdrada, jeśli już, wiązałaby się dla mnie z jakąś odskocznią na zasadzie pożądania, ale absolutnie nie miłości. Jak wspomniałem wcześniej – jesteśmy ludźmi i mamy mózgi. Chętnie bym niektórym ludziom na ulicy dał w pysk, ale tego nie robię. Bo prawo, bo policja, bo mandat, czy areszt – to też brak wolności :-) ? Tak samo jak nie zdradziłbym osoby, którą kocham, bo jakaś inna laska jest po prostu ładna. Jeśli moja partnerka się na to zgadza, to chyba z tą miłością u niej słabo no i to wszystko o kant dupy rozbić. Nie dla mnie takie relacje. Są zbyt skomplikowane. Jest jednak sporo kobiet, które myślą podobnie do mnie, więc chyba nie jest to jakiś wyjątek od reguły. A jak ktoś chce się zdradzać, żyć w poligamii, mieć kochanki, o których partnerka wie lub nie – droga wolna.

Kiedyś sobie myślałem nad samym pojęciem miłości, bo to stwarza w tego typu dyskusjach mnóstwo problemów. No i doszedłem do wniosku, że miarą tego jest chyba fakt, że życie tej osoby jest cenniejsze od naszego. Po prostu. Wówczas jest taki już fajny poziom tej całej miłości.

Sunsee
Gość

Shooter, jeśli Ci nie wypali związek, czego absolutnie Ci nie życzę, to odezwij się do mnie…… ;-) Z czasem kobiety tracą nadzieję na to, że istnieją tacy mężczyźni, jak Ty. O ile rzeczywiście masz tak poukładane w głowie, jak piszesz.. :-)

Sunse
Gość

Nic dodać, nic ująć. Jeśli Twoje działania, odzwierciedlają Twoje słowa, to gratuluję tego, jakim jesteś partnerem.

shooter
Gość

Dziękuję, staram się :-) Po komentarzach na tym blogu widzę jak ludzie są różni no i pięknie. Nie jestem jednak pewien tego, czy w swoich działaniach nie idą o kilka kroków za daleko – nie mój problem. Tacy faceci to kolejna życiowa pułapka i kobieta po raz kolejny nie może w nią wpaść. Bo takich kobiet-poligamistek jest zdecydowanie mniej, co widać na każdym kroku.

Darek_Krk
Gość

o tym samym pomyślałem, że z tym zdaniem się nie zgadzam.
Z Tobą shooter zgadzam się w 100%.
Od siebie jeszcze dodam, że wg mnie definicji prawdziwej miłości bliżej jest do przyjaźni, niż do zauroczenia/zakochania.
Zgodnie z jednym tekstem Volanta (z którym się zgadzam) po poznaniu nowej osoby w stanie zaciekawienia kobieta może być zainteresowana czymś więcej średnio 2 tygodnie, maksymalnie 3 miesiące. Jeżeli facet nie pokaże że chce coś więcej, kobieta odpuszcza.
A na taką właśnie prawdziwą miłość jest szansa tylko z kobietami, które są w stanie coś chcieć mimo upływu dłuższego czasu. Które już na stopie przyjacielskiej pokażą, że bardzo im zależy i że nie mogą bez nas żyć.
Ja ze swoją ukochaną byliśmy na stopie przyjacielskiej przez prawie 8 miesięcy znajomości, a mimo to się udało. Uważam że teraz nasza miłość jest dużo silniejsza niż np. rok temu. I z każdym dniem jest coraz silniejsza, widzę to zarówno po sobie, jak i po niej.
W tekście powinno być raczej zdanie: „nasze zauroczenie nigdy nie jest silniejsze niż w przeciągu pierwszych dwóch tygodni”.
Mój poprzedni związek, to było właśnie typowe zauroczenie, szybko przyszło, szybko poszło. Po paru tygodniach znajomości już byliśmy razem, ja się zaangażowałem w 100%, ona też, widać było że jej bardzo zależało, ale już po 2 miesiącach „to nie było to”, „ja bym bardzo chciała, ale nie potrafię”, czy też klasyczne „coś we mnie wygasło”, potem rozłąka, powrót i dokładnie ten sam scenariusz. A potem człowiek się męczył kilka lat. Gdyby nie liczne towarzystwo ładnych dziewczyn w tym czasie, to nie wiem jakby to było hehe.
Volant, jak na Twoje wspaniałe teksty uważam to zdanie za poważny błąd ;)
Pozdrawiam

Czytelnik
Gość

Oczywista oczywistość .

Ania Sumowska
Gość

Świetny tekst, wszystko z czasem staje się czymś zwykłym i to od nas zależy jak do tego podejdziemy i jak będziemy o to dbać.

Better
Gość

Fajny mądry tekst. Monogamicznych kobiet tez nie ma…

grabarzchaosu
Gość

do rozwiązywania problemów druga osoba jest potrzebna, ale rozwiązujesz je sam…

www.simplife.pl
Gość

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że wyniosę stąd ciekawostkę o żabach :D

grabarzchaosu
Gość

Volant a co z ogniem ?:D

Karolina G.
Gość

Jakiś czas temu był podobny wpis. Sprowadzający się do tego, że jeśli nie pracujesz nad sobą, bez względu na to, z jak wspaniałą osobą jesteś w związku, również bez względu na to, jak długi macie staż, to zapomnij, że ten związek przetrwa. Ciągłe wzajemne dobre motywowanie. Nie muszą to być wielkie rzeczy, ale dobrze o tym mówić głośno: „wiesz, to dzięki temu, że (coś-tam) zaczęłam/zacząłem robić (coś-tam). Ty mnie do tego zmotywowałaś/zmotywowałeś swoją postawą”. Dla mnie takie słowa znaczą więcej niż wyznanie miłości, która po kilku latach faktycznie zmienia oblicze. Moje ulubione, bardzo życiowe powiedzenie o związkach mówi: bycie razem nie polega na ciągłym patrzeniu na siebie, ale w tym samym kierunku. Ciężko zdobyć jakikolwiek szczyt patrząc sobie nieustannie w oczy i pijąc z dziobków.

Chillout
Gość

Kobieta jest sama to się nudzi, jak jest z kimś to się nudzi, więc zmienia sobie partnera, przy którym zasypia z nudów. Ech te biedne, niezaspokojone kobietki….
Historia z życia:
Szczęśliwa wydaje się kobietka w związku małżeńskim. Stworzyła rodzinę z partnerem, urodziło się dziecko. Ale brakuje jej motylków w brzuchu, więc rźnie się z innym, z którym również zachodzi w ciąże. Po miesiącu stwierdza, że nie chce być ani z jednym ani z drugim. Zachodzi w ciążę z trzecim. Po dwóch stwierdza, że jednak kocha męża i próbuje do niego wrócić…

shooter
Gość

I o to chodzi! Super :-) Wyślij męża na rower! ;-)

Lenta
Gość

Seks zawsze powszednieje. Nie ma monogamicznych mężczyzn. Nie ma kobiety, które się nie nudzą.
OK. Wszystko jasne.
Mimo tak jaskrawych faktów (z psychologicznego i biologicznego punktu widzenia to są fakty) ludzie bez przerwy się parują i jedni drugim obiecują dozgonną „wierność”.
Ilu spośród czytelników tego artykułu powie sobie „już nigdy nie poproszę drugiej istoty o dozgonną wierność, przecież takim żądaniem zabiorą mu w o l n o ś ć ” …? Pewnie nikt.
„Wiara” w ten jedyny związek jest silniejsza…:)

Valthard van der Sand
Gość

A ilu ludzi potrzebuje wolnosci? Mysle, ze znakomita wiekszosc potrzebuje stabilizacji i komfortu. Wyzwania, rozwoj i wychodzenie ze strefy komfortu sa atrakcyjne dla bardzo malej grupy osob.

Lenta
Gość

Zakładam, że forumowicze Volanta poszukują wyjścia ze strefy komfortu – więc w jakimś stopniu poszukują wolności. Każdy mniej lub bardziej świadomie szuka wolności. A co to wolność? Jeżeli kochasz prawdziwą miłością – największym darem, który możesz ofiarować to właśnie wolność. Inaczej mówiąc nie boisz się, że zostanie to wykorzystane przeciwko Tobie.
A ponieważ jest to nieosiągalne dla większości śmiertelników, pozostaje nam (Wam:) ) choćby dążyć w tym kierunku, czyli jak najmniej ograniczać się nawzajem w związkach.

VQ
Gość

Vicky Christina Barcelona, nie? zauważ, że żadna z 3 kobiet w tym filmie nie zgodziła się żyć w trójkącie :) jak myślisz, dlaczego?

Lenta
Gość

Nie wiem, jak bym odpowiedział jeszcze niedawno. Teraz uważam, że egoistyczna nieumiejętność dzielenia się. Atawizm w czystej postaci.
Maria Elena – zbyt władczy charakter…
Vicky – grzeczna (ograniczona) istota
Cristina – byłaby szansa nad nią popracować… Myślę, że jakieś 5 lat uświadamiania i byłaby gotowa na … próbę (i tylko o próbie mówię) … :) Jako jedyna przejawiała cechy hipisowskie…
Pzdr.

Brzeska
Gość

Możliwe, że ludzie którzy chcą ciągle mieć ekscytację w związku level master może po prostu nie chcą stabilizacji, lub nie chcą jej w danym momencie. Tylko fajnie by było gdyby taki ktosiek się ogarnął w tym, przyznał sam przed sobą i nie krzywdził innych. Nie wchodził w monogamię, kłamiąc że się tego chce. Gra w otwarte karty jest znacznie przyjemniejsza niż balansowanie ciągle na granicy

Lenta
Gość

Hej Brzeska, chyba nie ma tu prostych reguł…
Mężczyzna wchodzący w monogamię wcale nie kłamie, że tego chce. Wierzy, bo wbito mu do głowy, że to jest możliwe. A kobietom wbito do głowy, że jak facet mocno kocha, to na pewno z monogamią da sobie radę.
Gra w otwarte karty – byłoby pieknie gdyby była możliwa. Gdy zaakceptujemy, że nasze życie toczy się także w nieświadomej części naszych umysłów, to zdamy sobie sprawę… „O Boże, przecież ja też nie gram w otwarte karty, bo nawet ich nie znam.” :)

Brzeska
Gość

Ale chyba ogarnięta życiowo osoba wie czego chce w życiu. To nie jest jakiś szczyt intelektualny by do tego dojść. Plus wydaje mi się, że to mocniej wykracza poza sferę kocha/nie kocha. Szczerość przed samym sobą i innymi, zwłaszcza bliskimi nie jest nie wiadomo jakim wyczynem. Może nie zawsze jest prosto coś powiedzieć, ale na prwno lepiej

Valthard van der Sand
Gość

A co to znaczy monogamia? To, ze przrzeka sie byc z kims na zawsze? Nie sadze.
Monogamia – kiedy jestem z kims to jestem tylko z ta osoba. To nie znaczy, ze trzeba tkwic w zwiazku na zawsze, zwlaszcza, ze ludzie zmieniaja sie – i czesto ewoluuja w innym kierunku niz druga osoba.

„Ale chyba ogarnięta życiowo osoba wie czego chce w życiu”
Tzn czego chce? Wie ze chce byc z ta jedna osoba na zawsze, nie majac pojecia jaka ta osoba bedzie za rok, piec albo dziesiec??? Tak moze myslec tylko osoba wychowana na komediach romantycznych.

Brzeska
Gość

Nie uważam, że monogamia to na całe życie. Again odnosiłam się do tekstu i chodziło mi o to, że chęć ciągłych motyli i zrywanie bo tych motyli nie ma, nie jest w gruncie rzeczy chęcią do związku. I tu nie ma nic złego, póki się nie oszukuje. Świadomość siebie i własnych chęci zawsze jest wmierzona względem teraźniejszosci. Świadomość swoich chęci i przez to bycie szczerym w relacjach nie jest niczym wymagającym. Ani czymś na stałe, bo te chęci mogą się zmienic. I nie zostałam wychowana na komediach romantycznych gwoli ścisłości

Valthard van der Sand
Gość

A ilu ludzi jest swiadomych tego czego w zyciu chca? Tak szczerze i bez spelniania tego co narzuca im rodzina, spoleczenstwo, etc.
Skad wiesz, ze ci szukajacy tzw motyli nie szukaja po prostu milosci, ale skoro nie dostaja jej a motyle sie koncza to szukaja kolejny raz?
„Świadomość siebie i własnych chęci zawsze jest wmierzona względem teraźniejszosci” z tym sie calkowicie zgadzam, ale wtedy wszystko ma element tymczasowosci i nie mozna do nikogo miec pretensji ze zmienia zdanie w czasie

Brzeska
Gość

Chorym byłoby mieć pretensje do kogoś bo coś się zmieniło. Podjerzewam, że zawsze coś się zmieni. A to jak na to zareagujemy to kwestia indywidualnej psychiki już. Natomiast wracając do początku, to zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są świadomi swoich chęci. Na to już nic nie poradzę

Valthard van der Sand
Gość

Dochodzi jeszcze jedna rzecz (o wiele czesniej niz bysmy chcieli) – o utrzymanie czegos co sie juz ma dba sie jakby mniej niz uzyskanie czegos nowego. Jesli sie ma juz zaklepana druga polowke (i nie chodzi tutaj o butelke) to mozna sie mniej o siebie starac. Jakos magicznie im bardziej zwiazek sie cementuje – rosna brzuchy, zmiejaszaja sie zainteresowania rozwojowe, coraz bardziej zaczynaja podobac sie browar, TV, PS3, dresy i japonki…. Ergo, ta osoba, ktora sie poznawalo nie tylko wydaje sie mniej atrakcyjna, ale po prostu JEST mniej atrakcyjna. Ludzie po prostu sa leniwi.

anonimowa
Gość

„Wiele osób działa według schematu, w którym szukają kogoś kto uzupełni ich braki.Zamiast partnerstwa szukają zaawansowanego pasożytnictwa. Nieśmiałe dziewczyny chcą pewnych siebie facetów. Mężczyźni z brzuszkiem fotomodelek. Laski wychowywane w biedzie najczęściej nie zarabiają pieniędzy, ale szukają kogoś, kto to robi.”

Volancie uogólniasz. Nie wiem co ma piernik do wiatraka z tym pasożytnictwem. Co jeśli, np. dziewczyna jest zazwyczaj nieśmiała, ale w odpowiednim towarzystwie dostaje skrzydeł i nabiera pewności? Co jeśli wychowała się w biedzie, ale nie lubi być od kogoś zależna finansowo, bo tak ją wychowano? Uważasz, że to jest niemożliwe i każda nieśmiała i zarabiająca przeciętną krajową kobieta musi być zaawansowanym pasożytem i żyć na koszt innych? Serio?

Volant
Gość

Nie napisałem, że wszyscy działają według tego schematu tylko „wiele osób”.

Arius
Gość

Zgadzam się, ale przeczysz sam sobie. Jeszcze parę tekstów temu pisałeś że kobiety potrzebują emocji („pić wino, kąpać się nago w rzece”) i dlatego porządnych facetów okewaja a wybierają typa spod ciemnej gwiazdy „bo emocje”, a teraz krytykujesz ludzi za to że nie są pragmatyczni (i słusznie). Po drugie ja nie jestem zaprogramowany na zdobywanie, a mężczyzną jestem. To jakiś patriarchalny zabobon z paleolitu ;)

Volant
Gość

Różnica jest taka, że w tamtym tekście pisałem, że potrzebują, ale nie pisałem, że to bardzo fajnie, że potrzebują i dla emocji niszczą swój przyzwoity związek. Wtedy opisałem zjawisko. Teraz je powartościowałem.

shooter
Gość

„ale nie pisałem, że to bardzo fajnie, że potrzebują i dla emocji niszczą swój przyzwoity związek”

O! To jest to aż tak częste zjawisko :-) ? [to nie jest sarkazm, pytam poważnie]

Volant
Gość

Tak, widziałem to na tyle często, że spokojnie mogę to nazwać „częstym zjawiskiem” :)

shooter
Gość

Obserwowałem to kilkukrotnie i opuszczając ten „przyzwoity związek”, kobieta miała zawsze jakieś tam powody. Moim zdaniem decyzje te były podjęte zbyt pochopnie, bez próby naprawy tego, co w związku nie grało – a to facet zbyt dużo pracował, a to wychodził z kumplami, a to delikatnie się zapuścił. Jestem pewien, że zwyczajna rozmowa rozwiązałaby problem. Nie znam niestety żadnego przypadku, w którym skończyłoby się to dobrze dla tej kobiety. Ci faceci jakoś poukładali sobie życie, a one się motają od jednego, do drugiego i dochodzą do wniosku, że te fajerwerki prędzej czy później nieco przygasają, a ten pierwszy gość miał do zaoferowania coś więcej. Nie przyszłoby mi jednak do głowy, że te sytuacje są aż tak częste. Pozdrawiam.

najlepszewspomnienie
Gość

Cieszę się, że jestem motylem i że nie należę do tej grupy osób, które myślą i funkcjonują w ten sposób. Dużo się nauczyłam przez ostatnie lata i wiem, czego chcę oraz ile mogę od siebie dać. Nic nie jest dane na zawsze, a ludzi nie wymienia się jak zabawek w sklepie ani nie odkłada na półkę, gdy już się znudzą.

„Bądź odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.”

Volant, ileż można pisać o związkach…

egzegetka
Gość

Jest poniedziałek, siedzę z
laptopem na kolanach i kieliszkiem w dłoni. Kolejne rozczarowanie o imieniu
Konrad część 2. Poznał nas ze sobą wspólny znajomy trzy lata temu przed moim
pierwszym sylwestrem w stolicy. Randka w ciemno w kinotece na strasznie słabym
filmie. Ale spotkaliśmy się jeszcze dwa razy. U niego, zrobił kolację, były
nawet świece, pamiętam, że miałam świeczki w oczach i mało się nie poryczałam z
wrażenia. Wtedy byłam jeszcze niewinna. Wracałam od niego nadal niewinna. Nie
było nawet pocałunków. Chociaż teraz jak to wspominam to też oczy mi się pocą.
Od tamtej pory żadnego faceta nie było stać na taki gest. Ostatni, trzeci raz
wybraliśmy się do zoo. Był wtedy jakiś nieobecny. Z tego co pamiętam, kontakt
osłabł, po kilku moich telefonach, odpisał, że wynagrodzi. Ale nastała cisza.
Dałam sobie spokój. Część druga, rozpoczęła się kilka tygodni temu, jak wysłał
mi zaproszenie do znajomych. Mam do niego słabość, taki niedostępny, ma to coś,
podoba mi się najbardziej ze wszystkich, których poznałam. Chociaż może mnie
kręci z tego powodu, że tak naprawdę to ja go wcale nie znam. Rozpływałam się
oglądając jego zdjęcia. Tydzień później napisał, jakaś gadka szmatka ciągnąca
się przez ponad tydzień aż do spotkania. Zrobił na mnie wrażenie, nie wygląda jak
ciotopedały z mojego rocznika 90+ , w końcu jest sześć lat starszy. Pewny
siebie, dorobił się. Przez dwa lata, był z kobietą, z którą wychowywał jej
dziecko. Zdradziła go. Tłumacząc, że przez jego humory. Poniekąd chyba miała
racje, ale mogła mu powiedzieć, że przeszkadza jej to i owo a nie od razu
puszczać się w klubie z jakimś lamusem. Jedno co najbardziej utkwiło mi w
pamięci z rozmowy z nim to to, że sprzedaje swój dom w Warszawie i ma w planach
wyjazd na stałe do Kanady. Jakoś zgasłam po tym newsie. Ale jeszcze
posiedzieliśmy nad Wisłą, pogadaliśmy. Później pokazał mi swój nowy nabytek,
spełnione marzenie, Forda Victorie (taki samochód jakim się wożą gliniarze w
stanach). Powłóczyliśmy się po mieście, później mnie odwiózł. Nie było całowania,
tylko w policzek. Namawiał mnie na ognisko w smsie z jego znajomymi za dwa dni.
„Dasz się porwać?”. Caly następny dzień cieszyłam się jak dziecko, że w końcu
wypali i moja zła passa z facetami się skończy. Z rana w dniu, planowanego
ogniska, dostałam wiadomość, że musi coś załatwić poza Warszawą i możliwe, że
się nie wyrobi. „Trudno” odpisałam. Nawet zadzwonił po kilku minutach i się
tłumaczył. Umówiliśmy się na info, czy tak czy nie po południu. „Lipa, nici z
ogniska” – on, „Ok” – ja. Mimo iż pozory były takie, że faktycznie coś mu
wypadło to z perspektywy dwóch dni po akcji, muszę stwierdzić, że była jakaś
lepsza opcja, niż ja. Tylko po co było to omamianie mnie tymi smsami po randce.
Może jest niezrównoważony psychicznie? Albo ja jestem. Robie sobie nadzieje jak
typowa baba bo zwykłym spotkaniu. Ogólnie od razu po spotkaniu zrywa się
kontakt, jeżeli ktoś nie przypadl do gustu. Ja tak robię. Ale pomijam robienie
nadziei po spotkaniu, jeżeli wiem, że nic z tego nie będzie. Nienawidzę jak nie
wiem na czym stoję, a ktoś mną bezczelnie manipuluje. A najgorsze jest to, że
nawet jak on odezwie się do mnie za tydzień, dwa, miesiąc czy też kolejne trzy
lata to ja się zgodzę, dla fasonu może raz odwołam spotkanie, bo niby nie mam
czasu. Ale znowu dam sobą zagrać…

Volancie co Ty na to?

shooter
Gość

Lenta, zaloguj się, bo fajna dyskusja się kroi, a ja nie dostaję powiadomień ;-)

Cieszę się, że w tym miejscu ludzie o odmiennych poglądach mogą normalnie porozmawiać.
Wiesz, w moim krótkim życiu miałem wiele sytuacji, żeby się, powiedzmy wprost – skurwić. A to mogłem kogoś wsypać, okazji do zdrady było wiele, itd., itd. Po prostu (pewnie tak zostałem wychowany) wychodzę z założenia, że jesteśmy tyle warci, ile wytrzymamy żyjąc wg swoich wartości. Ja z założenia po prostu nie krzywdzę bez powodu ludzi i szanuję tych, z którymi łączy mnie jakaś więź – nie mówię tylko o mojej partnerce. Mógłbym zrobić teraz wiele świństw, np. okraść mojego kolegę (nie mówię tu o 5 zł). On by tego nie zauważył. A ja tego nie zrobię, bo taki już jestem. Zdrada jest najgorszym świństwem wobec najbliższej mi osoby – to się nie trzyma kupy. Jeśli ktoś kogoś zdradza, to moim zdaniem w takim związku nie ma miłości pojmowanej na mój sposób i taką osobę bym zostawił. Nie mógłbym kogoś bzykać na boku, a później przytulać się do mojej dziewczyny pieprząc jej na ucho pierdoły, że ją kocham, rozumiesz?

Mówisz, że kochanie wyłącznie swojej partnerki to utopia. Ja tak nie uważam. Rozumiem, że można przestać ją kochać, ale nie potrafiłbym kochać dwóch kobiet na raz. Tak już mam. Zakochując się w innej, na bank nie kochałbym tej poprzedniej.
Danie wolności? Masz na myśli to, że pozwalam jej na spanie z innymi facetami? Tyle, że kobieta, która mnie kocha wcale tego nie chce :-) Jeśli chce, to znaczy, że mnie nie kocha, albo kocha mnie na sposób, którego ja nie akceptuję i my nie będziemy razem. Wolność postrzegana na Twój sposób to utopia – nie jesteśmy i nigdy nie będziemy w tym kontekście wolni.

Sunsee moim zdaniem spodobało się co innego. Spodobał jej się typ kogoś, kto ceni stały związek, kto podczas takiego związku gwarantuje kobiecie bezpieczeństwo, kto się o nią troszczy, kto jest w stosunku do niej FAIR. Natomiast ja niczego nie obiecuję. Wiem, że miłość potrafi się skończyć. To jest tak jak z nowotworem – albo go sobie wyhodujesz, albo pojawia się z dupy – nikt nie wie dlaczego.

Nic nie poradzę na taką definicję miłości. Zdaję sobie sprawę, że tu działa jakaś chemia. Miłość to dla mnie uczucie do konkretnej osoby i tak – podczas dojrzałej już miłości stawiam życie tej osoby ponad swoje. Moim zdaniem działają tu wyłącznie mechanizmy wykształcone przez ewolucję – ochrona (potencjalnej) matki naszego potomstwa.
Miłość do spadochroniarstwa to dziecko wolności, nie miłość do kobiety. To zabawne, że wiążąc się z kimś ograniczamy swoją wolność dość znacznie, a jednak mimo to jesteśmy szczęśliwi :-)

Lenta
Gość

Shooter, masz prawo do własnych przekonań, każdy ma, i dopóki one nikomu nie szkodzą – to tylko tak trzymać. Twój kodeks moralny jest czarno-biały i przez to bardzo przejrzysty. A czarno-białe rzeczy trudno jest dyskutować, gdyż są czarne albo białe. Chyba źle rozpocząłem dyskusję kwestionując konkretne aspekty, czy wartości. Wydaje się, że pytanie powinno być zadane inaczej: skąd ta pewność, że życie jest aż tak czarno-białe?

shooter
Gość

Pewne rzeczy są dla mnie czarno-białe, inne nie. To, że nie zachowuję się jak ostatnia świnia dla najbliższych mi osób jest dla mnie czarno-białe. Po prostu tego nie robię. Natomiast to, czy bym kogoś mógł zabić, okraść itd. ma już odcienie szarości. Jeśli umierałbym z głodu, to bym pewnie kogoś okradł. Jeśli ktoś by mi groził śmiercią, to bym starał się być pierwszy. To są same negatywne rzeczy, ale tu życie bywa szare. W sprawach kluczowych jest, przynajmniej dla mnie, czarno-białe,

Lenta
Gość

Hej Shooter, Gdyby postopniować nasze pierwotne instynkty, to wychodzi, że mamy, wg ważności:
1. Przeżycie
2. Zapewnienie pożywienia
3. Potrzeby seksualne
Dlaczego tylko ten trzeci ma być taki czarno-biały, a dopuszczasz subiektywną decyzyjność dla pozostałych? I wcale nie pytam teraz o Twój osobisty kodeks – tylko chcę zapytać o Twoje zdanie generalnie.
Pozdrawiam

shooter
Gość

To proste. Mówiąc o przeżyciu i zapewnieniu pożywienia nie miałem na myśli zabijania ani okradania osób z mojej rodziny. Co do punktu trzeciego – nie da się zdradzić w tym kontekście kogoś obcego.

Rarko
Gość

Shooter – szanuje Twoje wysiłki w idealny związek. Oby się udało.
Ale…
Nie wiem ile masz lat, ja w wieku 14-24 idealizowałem, próbowałem tak jak Ty.
Nie udało się, inna historia czemu.
Ale wiem jedno, co niestety zaprzecza Twoim poglądom, jest to największy banał i paradoks życia. Nie tylko w związkach ale i wielu innych kwestiach:
Nie wiesz dopóki nie spróbujesz, a jak spróbujesz to nie ma powrotu do poprzedniej sytuacji.
Nie wiesz co jest po zdradzie, a jak sprawdzisz to nigdy nie wrócisz do poprzedniego stanu (i tu też jest różnie, bo są ludzie którzy po zdradzie mają tak silne wyrzuty że to wzmacnia ich związek i stają się lepsi doceniając co mają i kochając bardziej)
Większość gdy spróbuje zdrady, wraca do niej.

Osoby piszące: nigdy nie zdradzę bo…( i tu padają niezliczone argumenty), nie powinny tak pisać, po prostu.
Napisz:
- chciałbym nigdy nie poczuć smaku zdrady
albo:
- będę się starał i mam nadzieję że mi się to uda

Znam takie przypadki zdradzających, że się w pale nie mieści. Uwierz mi, bo sam w tym uczestniczyłem.
Ale to szeroki temat: dlaczego osoby w IDEALNYCH związkach zdradzają. Temat rzeka.

Ale jeszcze jedno:
Każdy jest inny, wiem. Ale ja też myślałem że można kochać tylko jedną kobietę.
Ale myliłem się grubo. Można kochać żonę i kochankę. MOŻNA.

Nie pisz w stylu: „to Twoja opinia, ja mam inną”
Nie mój drogi, ja byłem w Twojej sytuacji a teraz jestem w swojej. I wiem że można. Ty tego nie wiesz, więc nie zakładaj rzeczy których nie przeżyłeś i nie pisz że coś Cię nie spotka.
Nigdy nie mów nigdy – tego nauczyło mnie życie najbardziej. Możesz się starać, ale nie mów nigdy!!

shooter
Gość

Rarko, napisałeś:

„Napisz:- chciałbym nigdy nie poczuć smaku zdrady
albo:
- będę się starał i mam nadzieję że mi się to uda”

Ale to nie tak – ja po prostu nie zdradzę, tak jak nie uderzę nigdy żadnej kobiety (oj, nie podawaj tylko przykładu, że któraś chce mnie zasztyletować i się bronię), a już tym bardziej osoby mi bliskiej. To jest bardzo proste – pewnych rzeczy nie zrobimy i wiemy o tym, bo siebie pod tym kątem znamy. Nie powiem, że kogoś nie przestanę kochać, bo nie mam na to wpływu. Nie obiecuję nigdy rzeczy, na które nie mam wpływu. Zdrada jest czymś zaplanowanym, jak jazda stówką przez wieś. Nie popełniamy jej pod wpływem chwili, a jeśli to robimy, to jesteśmy mentalną gównażerią, bo mężczyzna nie podejmuje tak ważnych decyzji pod wpływem chwili. Podział widać gołym okiem – jedni przez wiochę jadą 50-60, inni 100, jedni zdradzają, inni nie. Cholera, skoro w związku wszystko jest ok, wiemy, że w domu czeka na nas kochająca dziewczyna/żona, która nam UFA, to jak nisko trzeba upaść, żeby chęć bzyknięcia jakiejś dziuni była ważniejsza niż ta jedna osoba? Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Po prostu wiedząc, że nie czuję już nic do mojej partnerki, że inne kobiety wzbudzają we mnie takie pożądanie, że byłbym skłonny się z nimi przespać, przerwałbym obecny związek, bo z drugiej strony kim trzeba być, żeby kogoś oszukiwać, że wszystko jest ok?
Relatywizm dzisiejszych czasów poszedł za daleko i ja się temu otwarcie sprzeciwiam – nie tylko tym, co piszę, ale też tym co robię. Jeśli seks jest dla kogokolwiek wyłącznie zwykłą zabawą lub czynnością fizjologiczną (u singli – ok), to przeważnie dla partnerki/partnera tak nie jest. Jeśli ktoś o swojej kobiecie mówi „dupa”, jeśli przy kobietach klnie jak szewc, bo to przecież w dzisiejszych czasach normalne (rzucanie „kurwami” i „no ja pierdolę”), to ja wysiadam :-) A kobiety doceniają to, kiedy ktoś wysiada. Może przyzwyczaiły się do tego, że po świecie chodzi stado dziwnych samców, że model gentlemana znajdą w książkach podsuwanych im przez rodziców i może dlatego, jeśli ktoś dziś zachowuje się po prostu normalnie, to wzbudza w społeczeństwie taki naturalny szacunek.
Nikt mnie tu nie zna, piszę pod pseudonimem, więc naprawdę nie zależy mi tu na jakichś „łapkach w górę” za niby oczywiste teksty. CO WAŻNE – moje uwagi dotyczą obydwu płci. Zeszmacić się może zarówno mężczyzna jak i kobieta. Ja po zdradzie nie mógłbym spojrzeć w lustro.

Rarko
Gość

Ok, szanuje Twoje zdanie i życzę Ci w tym wytrwać ale nie zgadzam się z Tobą. Mam inne zdanie. Alkohol przesuwa granice i różne rzeczy się zdarzają, do tego relacje w związku też się zmieniają po latach i także bywa różnie. Ale to moje zdanie. Ty masz inne.

shooter
Gość

Bo pić to czeba umić! :-) Nigdy nie byłem tak pijany, żeby nie kontrolować tego, co się dzieje. Może dlatego nie wiem o czym mówisz. Dzięki za normalną dyskusję. Powtórzę, że ten blog jest miejscem, których można w sieci ze świecą szukać. Oby tak dalej!

Lenta
Gość

Shooter: życie pokazuje, że osoby używające przekleństw są bardziej otwarte i wiarygodne w relacjach :) (oczywiście bez skrajności)
A zdrada wcale nie musi być zaplanowana – mężczyzna zakochuje się jakby … spadł ze schodów. Nagle i bezwiednie. Mimo silnie racjonalnych teorii rozumu, to jednak przypadek rządzi naszym życiem.
Pełen szacunek należy się każdemu, który konsekwentnie walczy o swoje wartości – w tym przypadku o czysty związek. Problem pojawi się wtedy, gdy zdasz sobie sprawę, że dwoje istot nie jest w stanie zaspokoić swych wzajemnych potrzeb… Co wtedy zrobić? Nadal bezkrytycznie walczyć o ideał czystego związku?

shooter
Gość

Eeee, jakaś nagięta ta teoria z przeklinaniem ;-)

Co zrobić, jeśli którakolwiek z istot związkowych dostrzeże, że to ONA nie jest w stanie zaspokoić swych potrzeb w tym jednym związku? Rozejść się? Tak po prostu, uczciwie. Ale ZANIM się kogoś zdradzi.
Lenta, wiesz jaką ja mam czasem ochotę wyprzedzić korek w mieście chodnikiem? Oj, jaką ja mam nagłą ochotę na taki manewr :-)

Lenta
Gość

Może masz rację, może z tym przeklinaniem to tylko zwykłe pieprzenie :)
A na poważnie – trafiłeś w „10″ z pytaniem – co się dzieje, kiedy zauważymy, że we dwoje nie jesteśmy zaspokoić naszych potrzeb – wtedy zaczyna się p r a w d z i w y związek. Wtedy związek stanie się prawdziwym, wciągającym, wyzwaniem.
To, że masz ochotę wyprzedzić korek chodnikiem… to właśnie początek uświadamiania… Przyjdzie taki moment, że zamiast mówić sobie, że „masz ochotę”, powiesz sobie, „dlaczego nie m o g ę wykonać tego manewru??”. To już nie będzie ochota, tylko potrzeba/pragnienie…:)

VQ
Gość

Lenta, przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i chyba mam deja vu hehehe, bo to jest dokładnie nasza dyskusja, nie? i wiesz już, ze jestem taką idealistką jak Shooter – nie umiem zrozumieć (nadal) potrzeby pozostawania w związku, w którym coś nie gra. w imię czego? bo raczej nie wolności? przyzwyczajenia? kredytu? dzieci? coś się kończy, odchodzę, a nie szukam sobie kochanki – i to jest – wg mnie – prawdziwa wolność. i wierność – nie tylko drugiej osobie, ale przede wszystkim własnym przekonaniom.

Lenta
Gość

Hej VQ – była dytkusja, a wniosków cała masa… A co wtedy, gdy w związku coś nie gra, ale zasadniczo reszta jest poukładana?
Pzdr! Tale of us u mnie nadal na pierwszym miejscsu:)

Kuba
Gość

Volant jak zwykle… brutalny ale prawdziwy ;)

Justi
Gość

Zajebisty artykuł;)

wpDiscuz