Nie jesteśmy z porcelany

Nie jesteśmy z porcelany

Jeden z moich znajomych ze studiów spotykał się z dziewczyną. Miała na imię Aneta. Rozstawał się z nią chyba z pięć razy. Jeśli kiedyś słyszeliście o tych dziewczynach, które nie mówią o co im chodzi, robią cały czas afery, bezpodstawnie posądzają kogoś o zdrady, a podczas kłótni wyciągają drobiazgi sprzed czternastu miesięcy, żeby następnie je rozdmuchać, to myślicie o Anecie. Ich związek przypominał długie pasma wkurwienia poprzetykane jasnymi, krótkimi chwilami, kiedy było nieźle. On z kolei czuł, że te proporcje da się odwrócić, że stać go na więcej, że podoba się kobietom i następna na pewno będzie lepsza, bo co jak co, ale Aneta nie zawiesiła poprzeczki zbyt wysoko.

Schemat rozstań wyglądał tak – on mówił jej, że to koniec. Naprawdę chciał odejść, ale wtedy ona zaczynała płakać. To bolało, a on nie lubił jak bolało. Wtedy wpadał na pomysł, że życie to „Mały książę”, a on jest odpowiedzialny za to, co oswoił. Następnie przez kilka dni było w porządku, on stwierdzał, że nie jest tak źle, a później sytuacja wracała do normy – ona zachowywała się jak mentalna wersja Kuby Rozpruwacza, a on patrzył na obrazek z napisem „Czas zacząć żyć życiem, o którym marzysz” i drobiazgowo planował kolejne rozstanie.

Był to związek, który trwał od jednego godzenia się po kłótni do drugiego, nikomu nie dawał satysfakcji, ale trwał, bo był wygodny, bezpieczny i może nawet był znośny. Nie był tylko szczęśliwy.

Od ośmiu lat zastanawia mnie co sprawia, że jedne osoby są w stanie wprowadzić głębokie zmiany, podczas gdy inne traktują swoje życie jak mój znajomy – myląc je z lekcją walca i robiąc krok do przodu tylko po to, żeby zaraz się cofnąć.

Wiesz dlaczego tak jest? Bo większość ludzi unika sytuacji trudnych i nieprzyjemnych. Ucieka od bólu i dąży do jego łagodzenia. Chce, żeby było tak jak teraz tylko że lepiej, a proces zmian działa zupełnie inaczej.

Istnieją cztery źródła motywacji: konieczność, współzawodnictwo, inspiracja i desperacja.

Co najmniej trzy z nich wiążą się z odczuwaniem negatywnych emocji: strachu, frustracji, zazdrości, które zmuszają do zadania sobie pytań o to kim jesteś, czego chcesz i jak możesz to osiągnąć.

Można słuchać przez całe lata formalnej edukacji, że nie ma się talentu do nauki obcych języków, żeby w pracy za granicą nauczyć się mówić po angielsku, niemiecku czy francusku.

Można próbować dziesiątek diet i rzucać je przed upływem dwóch tygodni, ale jeśli nasi znajomi zaczną pić wodę zamiast piwa i jeść sałatki zamiast pizzy to łatwiej robić to samo. Zwłaszcza jeśli któraś z twoich znajomych, która była mniej zdolna i atrakcyjna nagle wyszczuplała i zaczęła umawiać się z facetami, którzy na ciebie nie spojrzą.

Można nie lubić siłowni i pytać siebie w imię czego masz się tak męczyć, ale kiedy od twojej formy będzie zależało twoje zdrowie, odbycie wyprawy po środkowej Azji lub utrzymanie pracy, którą kochasz to przestanie być to takie trudne.

Można mówić, że chce się zmian, ale dopóki obecna sytuacja jest znośna, to nawet nie kiwnie się w ich kierunku palcem.

Jeśli więc ktoś zastanawiał się dlaczego w przypadku większości osób obecny rok, łudząco przypomina poprzedni to dlatego, że w ich życiu nie występuje żaden z tych czynników. Ich sytuacja jest chujowa, ale stabilna. Nie napotykają wyzwań, przez które muszą się zmieniać. Ich znajomi mają taką samą moc sprawczą, jak oni. Marzenia przyjmują w ich przypadku postać słów „fajnie by było”. Na koniec, każdą negatywną sytuację, która ich spotyka, osładzają sobie, żeby była do przełknięcia. Funkcję cukru pełni obniżanie poziomu stresu poprzez pocieszanie się, gdybanie, używki, życie marzeniami i dostarczanie sobie prostych przyjemności – w końcu czekolada nie pyta, czekolada rozumie. Zamiast wybierać przyjemne życie wybierają jego uprzyjemnianie. Zacierając ręce czekają na piąteczek, na romans, na wyjazd nad jezioro i premię, której wydawanie da im dużo przyjemności, albo chociaż sprawi, że zamiast odczuwać ból w skali od 1 do 10 na siedem, będą czuć go tylko na pięć. Na chwilę będzie znośnie.

Problem w tym, że ludzie nie zmieniają się jak jest dobrze, średnio lub znośnie. Zmieniają się jak czują, że to co robili do tej pory nie działa. Unikając bólu blokują sobie drogę do zmian, bo odbierają sobie powód, dla którego mają ich chcieć.

Życie cię nie rozpieszcza? To zamiast marudzić grzecznie podziękuj za szansę jaką to tobie daje. Wiem, że mówiąc tak brzmię jak kawał mało empatycznego skurwysyna. Wiem, że możesz mieć ochotę na wykrzyczenie mi w twarz, że nie znam twojej sytuacji. I masz rację. Nie znam. Wiem tylko, że w 90% przypadków gdyby to, co do tej pory robiłeś działało, to byś się w niej nie znalazł, a w 100% przypadków daje ci ona szansę, żebyś zauważył, że nie jesteś z porcelany.

Rodzimy się silni, tylko później o tym zapominamy. Zaczynamy traktować się tak, jakby uderzenie miało rozbić nas na kawałki. Przestajemy więc być elastyczni, bo może to się źle skończyć. Robimy małe kroczki, a następnie dziwimy się, że patrząc wstecz nie widać nic istotnego. Balansujemy gdzieś na granicy przyzwoitości, pomiędzy rozpaczą, a marzeniami o domu nad lazurowym oceanem, ale nie doświadczając ani jednego, ani drugiego.

Rodzimy się kreatywni z możliwością wybrania dowolnej kariery, dowolnego miejsca do życia i dowolnych osób, z którymi możemy je spędzić.

Trudne sytuacje na swój przewrotny sposób przypominają, że wciąż mamy taką możliwość.


P.S. O osobach z porcelany pisał V1ncent. Użyłem tego wyrażenia, bo jest wyjątkowo trafne, ale wszystkie zasługi za jego wymyślenie należą się jemu.

Dodaj komentarz

47 komentarzy do "Nie jesteśmy z porcelany"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Chris
Gość

Okoliczności kształtują człowieka, życie ludzkie jest cykliczne, następuje rozwój, potem bycie na szczycie i upadek, i tak od nowa. Volant ma rację, każdy jest panem swojego zycia, jeżeli narzekamy, że mamy ch…jowa prace, słaba żona czy jesteśmy z miejscu, którego nienawidzimy to wyłącznie nasza wina, nie możemy mieć do nikogo pretensji. Słowo klucz tego tekstu to <> jakie mamy, a których nie wykorzystujemy.

Karolina G.
Gość

A potem pretensje do całego świata, tylko nie do siebie samych z powodu niewykorzystanych możliwości, ofkors.

Olga
Gość

Ponoc zycie ma sie tylko jedno, i chodz w Indiach mowia cos innego, dopoki nie mam na to dowodu, to ZAWSZE bede starac sie o lepsze. Zaczynajac ode mnie. Proponuja mi prace w zajebistej branzy, gdzie musze sie nauczyc wszystkiego i to po angielsku? A moj anielski to flmy i moi couchsurferzy? Podpisuje umowe. Bede sleczec po nocach, bac sie i czytac caly internet, ale uda mi sie.
Moj chopak, facet zajebiscie inteligentny i potwornie leniwy nie ma ochoty planowac przyszlosci? Woli palic trawke i grac w CS’a? Wystawilam mu walizki za drzwi. Plakalam calymi dniami i nocami, schudlam 7 kg, ale w koncu mi przeszlo.
Life starts and the end of your comfort zone, baby ;)
Jeszcze tylko zmotywowac sie do biegania, i bedzie niezle. W tym celu kupilam sobie kiecke za straszne pieniase, ktora lekko akcentuje moj brzuszek. :)
Powodzenia wszystkim! A tobie dzieki za posta :)

Angélique Toque
Gość

Woooow, powodzenia! Trzymam kciuki :)

Olga
Gość

Bardzo dziekuje :)

Joanka Kovalsky
Gość

Super-babka z Ciebie! Dasz radę, uwielbiam takich ludzi jak Ty :)
jest moc!!!

Izabela Kułaga
Gość

Trochę jakbym słyszała siebie. Pewnego dnia postanowiłam coś zmienić w swoim stabilnym, ale nieszczęśliwym życiu. Zerwanie z kimś po 8 latach to nie lada wyzwanie. Rzucenie palenia, zadbanie o siebie i odnalezienie pracy marzeń – tak samo. Ale da się? Da się. Wiele przepłakanych nocy i przebieganych kilometrów, ale takie życie smakuje najlepiej.
Powodzenia w bieganiu! Jestem pewna, że się uzależnisz :)

sidan
Gość

ostatnio cały czas trafiam na wpisy w podobnym klimacie, nawet dzisiaj u Riennahery o wiecznych marzycielach.

i najbardziej mnie wkurza, że w każdym z nich widzę wypisz-wymaluj siebie. zwłaszcza u Ciebie. od razu po szkole średniej zaszłam w jedną ciążę, prawie półtora roku później w drugą. i tak sobie siedzę od trzech lat w domu, jestem szczęśliwa jako mama, ale nadal siedzę i myślę i nic nie robię poza tym. bo wymówek mam milion, a to czas, a to energia a raczej jej brak, a to dzieci. nie rozwijam się zupełnie. i jest mi z tym źle, ale najwyraźniej niewystarczająco źle żeby z tej mojej małej strefy komfortu wyjść. cholera, mam 23 lata a nic KOMPLETNIE nie robię.
dzięki za ten tekst.

Olga
Gość

Mam o dziesiec lat wiecej niz ty. Wierz mi, teraz jest najwazniejszy moment, ktory zadecyduje o tym, czy ty bedziesz z siebie dumna, czy twoje dzieci beda z ciebie dumne, i czy za dziesiec lat bedziesz zyla pelnia zycia.

Króliczek Doświadczalny
Gość

Najlepszy tekst motywacyjny tego roku. Serio.

Volant
Gość

Dziękuję :)

Monika
Gość

a ja cały czas coś zmieniam i coś robię, ale ciągle mam wrażenie że zbyt mało. Codziennie jestem zajęta ale podsumowując rok czy dwa widzę jak mało zrobiłam.

Antoine Halik
Gość

Trochę inaczej o tym u mnie w „Zmiana”. I mój ulubiony cyctat; „Życie stawia przed tobą wymagania na miarę sił, które posiadasz. Możliwy jest tylko jeden bohaterski czyn: nie uciec”.

Pani XYZ
Gość

Volancie, jak dobrze, że dodałeś tego posta akurat w tym momencie. Dzieki, dostałam w koncu mentalnego kopa w tylek. :)

Ruda
Gość

Ja tez…

Joanna Waszkiewicz
Gość

Jakbym czytała „Kto zabrał mój ser?” – jeśli nie czytałeś polecam bardzo mocno. Pracuje na co dzień z projektami i usprawnieniami i jednego, czego w życiu jestem pewna to zmiany :)

Izabela Kułaga
Gość

Nieczęsto się zdarza, że czytam mężczyzn, ale wchodzenie na Twojego bloga staje się powoli uzależnieniem :)

nuka
Gość

Też tak miałam… chujowo ale stabilnie. Modliłam się o wyrzucenie z pracy. Życie od weekendu do weekendu, bo wtedy nie trzeba wstawać o 6 rano, żeby widzieć się z szefem, którego nie mogłam strawić i po 8 godzinach wracać do domu, gdzie nikt nie czeka i resztę dnia spędzić na oglądaniu mniej lub bardziej głupawych seriali podjadając ciastka i czekoladę, które zamiast osładzać życie wpędzają w coraz to większe kompleksy. W końcu, widząc na horyzoncie 30-tkę powiedziałam sobie, że nie mam ochoty na następnym spotkaniu ze znajomymi na pytanie „co u ciebie?” odpowiadać „po staremu” i upewniwszy się, że ten, który mógłby coś zmienić w moim życiu nie ma na to ochoty kupiłam bilet lotniczy i poleciałam daleko. Znalazłam pracę, wróciłam do kraju, rzuciłam starą pracę, ponownie upewniłam się, że nie ma złudzeń w związku z tym facetem i wyjechałam. Czy jestem szczęśliwa? Euforii nie ma, ale na pewno jest ciekawiej. Spróbowałam i nie żałuję.

Karolina G.
Gość

„Kto zabrał mój ser” jako żywo! Ale ktoś już o tym wcześniej wspomniał. Książka twardą klasyką jest. Wcale nie jesteś pozbawionym empatii tym-co-napisałeś – dokładnie tak samo powie każdy, kogo życie przeczołgało, zesrał się, ale nie dał się. Wyszedł z bitwy z tarczą, a nie na tarczy. Choć z drugiej strony jakaś część empatii, choć może to powinno się nazywać inaczej, może zrozumienie dla bylejakości, ulatuje. Zauważam to u siebie – kiedy widzę we własnym otoczeniu kogoś, kto stoi po uszy w gnojówce i jeszcze kuca, żaląc się na około jaki jest nieszczęśliwy z powodu smrodu, odrzucając najprostsze rozwiązania, rzucając klasyczne „bo ty nie wiesz jak to jest, nie jesteś w mojej sytuacji”, to mi takich osób wcale nie szkoda. I mogą sobie nazywać mnie do woli psychopatą pozbawionym empatii.

Valthard van der Sand
Gość

Zmiana wymaga wysilku.
Ludzie chyba bardziej niz bolu boja sie zmeczenia i niepewnosci co do skutecznosci ich wysilkow.
A ich negatywna reakcja wynika z dysonansu poznawczego, bo zeby cos zmienic, pierwszym krokiem jest przyznanie sie do wlasnych bledow i akceptacja siebie jako osoby, ktora nie jest idealna i nie odpowiada wykreowanemu dla siebie samego obrazowi.

Karolina G.
Gość

Rzekłeś.

Tony Halik
Gość
Valthard van der Sand
Gość

Bardzo dobry wpis – strefa komfortu i wychodzenie z niej to klucz do szczecia i sukcesu.
Nie zgodze sie tylko z jedna rzecza – IMHO nie rodzimy sie z mozliwoscia wybrania kazdej kariery, niestety. Jesli ktos nie ma sluchu muzycznego, to nawet grajac tyle ile Beatles’i nie zostanie gwiazda rocka, jesli ktos nie ma talentu do malowania to nie bedzie drugim Picassem, i jesli ktos nie ma talentu do liczb to raczej nie zostanie drugim Feynmanem.
Kazdy ma jakis talent, niektorzy nawet kilka, problem w tym, ze nie zawsze pokrywaja sie z wymarzona sciezka zycia – poznalem to osobiscie.

Volant, wymysl jeszcze jakis sposob, zeby przekonac ludzi do zastosowania niby oczywistych rzeczy w ich zyciu i swiat bedzie lepszy. Same postanowienia zmiany to wazny krok, ale jedynie pierwszy. Potem trzeba sie wziac do roboty i przyjmowac na swoja „nieporcelanowa” klate ciosy od zycia…..

Błażej Katarzyński
Gość

Mega

Ona
Gość

Wiesz co Volant, tak sobie Ciebie czytam. W ostatnich latach przyswoiłam olbrzymie ilości literatury psychologicznej i socjologicznej, zaobserwowałam masę case’ów na znajomych, nieznajomych i na sobie. Często opisujesz jakiś trend i piszesz coś motywującego, zaadresowanego do grupy, której to dotyczy. Faktycznie można takie tendencje zaobserwować, zagregować, dla uproszczenia nawet jakoś ładnie nazwać. Ale widzę też jak często to wygląda jak konsekwencja jakiegoś prostego mechanizmu związanego z psychologią rozwoju. Powszechność jego występowania może się wiązać ze zjawiskami jakie następowały w historii naszego kraju. Ciekawa jestem, jak internet (i blogi takie jak Twój) kształtują społeczeństwo, wpływają na nie w skali makro. Dobrze napisane, btw :)

Jeszcze Lepiej
Gość

wysłałałam linka kilku osobom… może pomoże. ja po przeczytaniu czuję się , jakbym dostała obuchem w głowę

Tomasz Sławek
Gość

Ten strach przed zmianą pewnie wynika z potrzeby obrony ego. Jeśli zawalczysz i się nie uda, to okazuje się, że jesteś słaby, niewystarczająco dobry. Jeśli nie robisz nic, zawsze możesz sobie wmawiać, że wkrótce weźmiesz się za siebie, a wtedy wszystko się odmieni. Ciągle stwierdzenie „zdolny, ale leniwy” jest uważane za komplement. A szkoda.

Jak zwykle świetny tekst.

Moniqua
Gość

„Zawsze znajdzie się odpowiednia filozofia do braku odwagi” ;)

sirpawi
Gość

Ludzie z porcelany… Rzeczywiście trafne wyrażenie…
Mam wrażenie, że czasem kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć i porozumieć się z takimi osobami. Których jest wiele. Czują się przytłoczeni czymś, co dla ciebie jest groteskowe. Ty już dawno pokonałeś takie problemy, a jeżeli chciałbyś pomóc człowiekowi z porcelany, to przy odpowiednich narzędziach… zajęłoby godziny, dziesiątki godzin. Niektórym nie jesteś w stanie pomóc, a kiedy pokazujesz im rozwiązanie, to są zdezorientowani. Pół biedy jak chcą coś zmienić, ale większość nie chce. Wydaje mi się, że w taki wypadku trzeba wiać!

Karolina G.
Gość

Owszem, wiać. Bo trzeba szanować swój czas, nerwy i energię.

Ania Górecka
Gość

Ja 2 razy już dostałam porządnie po dupie i masz rację wniosło to spore zmiany. Gdyby nie te chwilę pewnie nie podjęłabym w życiu niektórych kroków. To tak jak z muzykami, najlepsze utwory powstają, kiedy ktoś się z kimś rozstał, ma depresję albo nie może sobie z czymś poradzić. Teraz jednak widzę, że bycie szczęśliwą i szukanie swojego miejsca wcale nie oznacza, że spoczywam na laurach. Daje chyba jeszcze większego kopa do działania. Nie zawsze to, że jest dobrze oznacza brak zmian.

jakaś głupia
Gość

W styczniu będzie 5 lat odkąd jesteśmy razem, ja i On, On i ja. Para jeszcze z liceum. On-imprezowy, lubi wypić w klubie, pogadać ludźmi. Ja-spokojna, wolę upiec ciasto dla przyjaciół niż isć do klubu, nie piję, nie palę. On imprezuje zazwyczaj z kolegami. Grono 10 samotnych facetów i On piją whisky w klubach co 2-3 tygodnie. Wiele razy mówiłam sobie, że z Nim zerwę bo nie jestem w stanie tego tolerować. Czy to normalne,żeby chłopak po randce uciekał do kolegów na rynek się bawić? Czy to normalne, żeby mówił „wiem, ze obiecywałem Ci, że nie będę chodził ale wtedy myślałem, że się czepiasz. A teraz obiecuję naprawdę!” -to tekst, gdy z nim zrywałam 2 tygodnie temu. „Mogłem Cię zdradzić, ale tego nie zrobiłem mimo okazji bo jesteś miłością mojego życia” – takie słodkie „lizanie d… gdy trzeci raz w ciągu ostatnich 3 miesięcy powiedziałam,ze ma wyjśc i nie wracać. Okłamał mnie raz poważnie, o tym wiem. A ile nie wiem? To okropne, boli jak cholera ale tyle lat razem. Będzie boleć Jego i mnie, ale chyba musze to zrobić. Bliscy mi mówią, ze jestem ślepa i naiwna, ale ja Go kocham. Tyle razy myślałam o rozstaniu eh. Raz wyrzuty i wyciąganie brudów w moim kierunku, raz wyznania miłości i czułe słowa. Co robić? Zmieni się tak jak przysięga?

Chillout
Gość

To nie jest jego problem tylko Twój. Jak większość polskich kobiet nie potrafisz podjąć normalnej, prostej decyzji.
Skrócę Twój życiorys:
Wyjdziesz za niego, bo po ślubie na pewno się zmieni. Urodzisz dzieci, bo one też go zmienią. Będzie pił więcej i częściej, a Ty nadal będziesz go tłumaczyła stresem, pracą, obowiązkami w domu, które i tak będzie miał w dupie. Tobie to pasuje, bo jakby było inaczej dawno byś zakończyła związek. Więc z łaski swojej nie wylewaj żalów na blogu, bo tak robią małe dziewczynki, które nie wiedzą jakie są jej potrzeby i czego chcą od życia.
Biedna, skrzywdzona, dobra dziewczynka, która trafiła na takiego skurwysyna…
To był mój czy Twój wybór? Musisz wziąć odpowiedzialność za decyzje w swoim życiu.

Karolina G.
Gość

Oczywiście, że się nie zmieni. Im bardziej przysięga, tym bardziej sam w to nie wierzy i liczy na Twoją naiwność. Niestety, właśnie taką osobą jesteś. Wiesz jaka jest definicja szaleństwa? Robienie w kółko tego samego i oczekiwanie za każdym razem innego efektu. Sama siebie się spytaj, czy jesteś warta życia z takim człowiekiem.

Chillout
Gość

To nie chodzi o jakieś pytania dla samej siebie. On ją pociąga takim jakim jest. Lubi taki stan emocjonalnej huśtawki. Taki typ kobiety, ona tego potrzebuje i tyle. Ostry seks, wpierdol z czasu i jest wymarzona miłość. Żadne sensowne argumenty do niej nie dotrą.

Lenta
Gość

Hej, Ty chyba „jakaś głupia” jesteś… :)
A na serio, to borykasz się z najczęstszym problemem występującym w związkach: ona pragnie WIĘCEJ jego, on pragnie MNIEJ jej.
5 lat w związku… czy zastanawiałaś się jak będzie za 10… 15 lat? A za 20 lat?
Smutniejsze jest to, że kolejny potencjalny partner wcale nie szykuje się lepszy. Idealny związek to mitologia o poziomie fantastyki przewyższającej bajki Parandowskiego…
Nie żądaj zbyt wiele od związku, od partnera – a on to doceni. Żądaj więcej od siebie. Nie jesteśmy z porcelany… prawda? :)
Pzdr.

jakaś głupia
Gość

Zastanawiałam się jak będzie za te 10 czy 15 lat i owszem, widzę nas razem z dzieckiem ale z drugiej strony widzę też wieczór, gdy ja zostaję z obowiązkami a On idzie z kolegami i wraca pijany w środku nocy albo jedzie na wyjazd, bo Jego ulubiona drużyna gra mecz i wraca po kilku dniach. Ja wiem, ze nikt nie jest ideałem, ale nie można obiecywać czegoś nieświadomie tak jak on to robił. Jak mam nie żadąć od Niego, skoro mnie to rani? Zawsze pozwalałam Mu na wszystko, nigdy nie był tzw. „trzymany na smyczy”. Kocham Go i chcę, zeby to trwało, ale wykańcza mnie to psychicznie

Chillout
Gość

Związek to nie tylko uczucie, to jest również wsparcie, wspólne cele i przyszłość.
Nie wiem czy to czytałaś to: http://volantification.pl/2015/03/09/dlaczego-kobiety-tkwia-w-zwiazkach-bez-przyszlosci
Warto się zastanowić nad rozmową z psychologiem. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i nad tym musisz popracować ze specjalistą.

Lenta
Gość

Hej jg,
w życiu piękne są tylko chwile… Jeżeli ich wartość z nim przewyższa resztę zmartwień, to jesteś szczęściarą:)
Może poprawi Ci humor fakt, że tak wygląda statystycznie … każdy związek. Choć pewnie nie poprawi…:(
Im bardziej facet jest „ograniczany” tym gorzej mu w związku…
Jak wygląda ten temat u Twoich koleżanek, też im to doskwiera?
Pozdrawiam.

jakaś głupia
Gość

Moim koleżankom najbardziej doskwiera to, że z Nim nadal jestem (śmiać się czy płakać?). Mówią, że one by z kims takim nie były i że się zwyczajnie marnuję. Oboje daliśmy sobie wolność tzn. związek związkiem ale przyjaźń też jest ważna i spotykaliśmy się osobno ze swoimi znajomymi. Tylko, że ja nigdy tej swobody nie nadużyłam, nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby Mu mówić „idę na piwo” a tak naprawdę iść tańczyć i pić wódkę w klubie. Boję się, że pomimo jego obietnic nic się nie zmieni, tylko że ja o tym nie będę wiedzieć. On raczej chce mieć dwie pieczenie na jednym ogniu: żeby była impreza i żeby był związek, czyli po prostu mi nie powie.
Pozdrawiam i dziękuję

Zuza
Gość

w samo sedno! najlepszy tekst w ostatnim czasie

Sylwia Bazylińska
Gość

Volant wiesz jak to jest trzeba naprawdę zejść na dno bo znowu zacząć walczyć o swoje tu i teraz. Jak tak popatrzę na te moje 39 wstecz to pomimo walki z przeciwnościami ( nie chodzi o związki ), ciągłego podnoszenia się to ” kurwa” pewnych spraw nie przeskoczyłam.No ale oczywiście nie poddaję się, unikam toksycznych ludzi, minimalizm ( nie wnętrzarski ) wcielam w życie, marzę , pragnę, staram się być kobietą, której pierwszy lepszy dupek nie oswoi. Syna staram się wychować na empatycznego faceta bo egoistów znam mnóstwo tylko wiesz co Volant nie mam odwagi zmienić pracy na własną działalność ale kto wie może po 40 uwolnię endorfiny i zacznę wierzyć w spadek po ciotce ze Stanów a to przecież już w kwietniu:)

martka
Gość

To prawda, trzeba działać i łapać szanse jakie się w życiu pojawiają. Należy szanować to co się ma ale nigdy nie spoczywać na laurach, bo zawsze może być lepiej. Wiadomo, że raz się dostanie medal a raz w twarz, ale czy to jest ważne? Czy porażki nas nie wzmacniają? Nie potrafię zrozumieć tych wszystkich jęczących ludzi, którzy w kółko narzekają ale nie robią kompletnie nic żeby zmienić swoje życie. No i oczywiście gro tych osób jest generalnie na NIE, według, nich Ci którzy mają lepiej to szczęściarze, „udało im się”, ktoś im załatwił itd.

Laura
Gość

Świetne. Bardzo w punkt i – według mnie – bardzo motywujące. :)

io
Gość

Ja jestem już po. I to wciąga. Uzależnia. Nagle świat składa się z miliona możliwości i najcenniejszą walutą świata okazuje się czas.
Czy było ciężko? Bardzo. Czy warto? Bardzo. Tamta ja? Spała. Ja z teraz? Żyję. Stopień użytej odwagi? Na początku w skali 1 do 10 – 10. Teraz odwaga jest tak naturalna, że się nie nad nią nie zastanawiam. Słyszę, że jestem odważna to wierzę na słowo.
Żal z powodu tego, co w życiu zrobiłam nie tak? Jest, ale nieczynny. Żal z powodu tego, czego w życiu nie zrobiłam? Jest i daje popalić. Konkluzja jest więc prosta.
Dodatkowym bonusem jest waga o 15 kg. mniejsza i, jak to mi wymruczał ostatnio jeden z moich adoratorów, niezła ze mnie lufa. A to jeszcze nigdy w życiu nikomu nie zaszkodziło.
Dobry tekst, Panie Wolant. Utwierdził mnie Pan w przekonaniu.
Nie bójmy się, proszę.

Leonard Korago
Gość

Nie zgadzam się, nie rodzimy się kreatywni. Po prostu się rodzimy i działamy. Dlatego tyle osób ma spaczony gust.

Gabriela Lisowska
Gość

Nie miałam odwagi zakończyć swojego ostatniego związku, więc zakończył go on. I jestem mu za to mega wdzięczna, nareszcie czuję, że żyję. W dzisiejszych czasach mamy tyle możliwości wyborów, że trudno jest ich dokonywać. Ale z drugiej strony, ilość tych możliwości nas przeraża.

wpDiscuz