Jakie to będzie miało znaczenie za pięć lat?

Jakie to będzie miało znaczenie za pięć lat?

Podobno w przeciągu miesiąca jesteśmy bombardowani taką ilością informacji, jaka jeszcze w XVIII wieku docierała do ludzi w ciągu ich całego życia. Nic dziwnego, że zabieganie myli się z produktywnością, a nadążanie za trendami z życiowymi priorytetami.

Po prostu na co dzień wszystko wydaje się tak cholernie ważne.

Ten obiad do ugotowania. Ten komentarz, który ktoś wypowiedział za twoimi plecami. Impreza do zaliczenia. Zupa ogórkowa do zjedzenia. Rozczarowanie kolejnym człowiekiem, który miał być ideałem, a okazał się wybrakowanym egzemplarzem. Zrobienie kreski podczas malowania oczu. To żeby przy kumplach nie mówić zbyt wiele o uczuciach. Tłok w autobusie. Promocja na t-shirty. Odpisanie na jedenastego maila. To, żeby zdążyć na metro, chociaż za kilka minut będzie następne i szorowanie tą szybszą stroną ruchomych schodów w celu złapania tych kilku sekund, które mogą znaczyć wiele, ale najprawdopodobniej będą znaczyły dokładnie nic.

Każda z tych rzeczy ciągnie za rękaw, jak rozwrzeszczany, bezstresowo wychowywany dzieciak i chce uwagi. Zarzucani informacjami mamy problem, żeby odsiać to, co się liczy od tego, co należy wyrzucić do śmieci. Częściej umiemy posługiwać się wzorem skróconego mnożenia, niż wzruszać ramionami ignorując rzeczy, które nic nie zmieniają.

Coś ci powiem, jeśli się czegoś nauczyłem w życiu to tego, że większość twoich i moich problemów nie ma znaczenia. Nawet jeśli w tej chwili wrzeszczysz w poduszkę, boisz się, czujesz bezsilność albo wkurwienie, to wciąż waga tej sytuacji wynosi 0. Wiesz dlaczego? Bo to jest istotne w tym jednym konkretnym momencie, a później minie. Większość rzeczy mija.

Mija skurcz w żołądku, który czujesz, kiedy kogoś widzisz. Mijają kolejne tygodnie bez względu na to, czym je wypełnisz. Mija wyczerpanie, które sprawia, że rzucasz się na łóżko i nawet nie wiesz, kiedy zasypiasz. Mijają też znajomości, które wydają się wielkie jak piaskowe wydmy – myślisz, że będą w tym miejscu już zawsze, ale wiatr cały czas wieje i po kilku latach nie ma już po nich śladu. Ich miejsce zastępują inne.

Zostaje tylko jedno – konsekwencje.

Będziesz pamiętać o padaniu ze zmęczenia, ale nie będziesz czuć w mięśniach zakwasów. Będziesz pamiętać o tym, że on miał w oczach ten skurwysyński błysk, ale teraz będzie tylko wspomnieniem kolejnej wersji Piotrusia Pana ze zbyt małymi jajami, żeby umiał wziąć za cokolwiek odpowiedzialność. Będziesz pamiętać, że budowanie własnej marki było harówką po 14 godzin na dobę, ale nie będziesz czuć tego ciężaru podczas pływania na kajcie podczas swoich rocznych, komfortowych wakacji.

Nie liczą się emocjonalne koszty, jakie ponosisz tylko ich skutki, a jedyna karma, która działa brzmi: „Jak gówno z siebie dajesz, to gówno dostaniesz”.

Jest to szczególnie ważne, bo w pewnym momencie ludzie zaczynają wybierać brak zaskoczeń, obracać się wśród rzeczy, które dobrze znają i przestają podejmować małe wyzwania. Boją się rezygnowania z rzeczy, które nie działają, bo będzie to ich przez jakiś czas boleć. Marnują czas w beznadziejnych relacjach, żeby nie zostać tylko ze sobą. I cały czas ignorują fakt, że w ten sposób wykreślają ze słownika słowo „szansa” i podkreślają na czerwono zdanie: „Liczy się stabilność”. Z reguły wtedy stwierdzają, że nie mogą tak z dnia na dzień zmienić wszystkiego.

Tylko, że w życiu nie chodzi o to, żeby zmieniać wszystko. Nie chodzi o heroizm, zdobywanie Mount Everest albo walczenie o order Virtuti Militari. Chodzi o wybór między robieniem tego, co ma znaczenie wyłącznie teraz, a robieniem tego, co może mieć znaczenie w przyszłości.

Możesz wybierać siedzenie na dupie w domu, narzekanie, strach przed porażką, czysty konsumpcjonizm, brak uczenia się czegoś nowego i myślenie o sobie źle, bo tak jest łatwiej, ale za pięć lat spojrzysz wstecz i zobaczysz tylko dni, które zlały się w szare pasmo stagnacji. Możesz też wybrać robienie rzeczy, które w przyszłości doprowadzą cię do miejsca, w którym zawsze chciałeś być. Chodzi o słowa wypowiadane w dobrym momencie, o kupienie biletu na samolot, o wysłanie jednego CV więcej, o testowanie tak wielu możliwych opcji, jak tylko to jest możliwe, albo o powiedzenie: „Cześć” do dziewczyny z włosami do połowy pleców.

Od tego, co będziesz wybierać zależy to, czy za pięć lat będziesz osobą, której chętnie przybijesz soczystą piątkę, czy spojrzysz na nią żałując, że nie wykorzystała lepiej swoich szans. Wtedy tylko to będzie się liczyć, bo to, że się bałeś, miałeś depresję jesienną i ktoś zepsuł tobie humor, nie będzie mieć żadnego znaczenia.

Wiesz dlaczego? Bo nigdy go tak naprawdę nie miało.

  • Niestety z tego co widzę nawet po moich rówieśnikach, zamiast korzystania z karty ,,szansa” wyciągają te z nazwą ,,wymówka”. Dziś rozmawiałam na temat swojego ostatniego roku spędzonego na szwedzkim uniwersytecie, na podróżach. Koleżanki były zachwycone, mówiły że też o tym myślały, że też by tak chciały. Zapytałam – dlaczego nie? Odpowiedzi były różne: bo chłopak, bo gdzie to tak daleko, bo sama, bo tyle trzeba poświęcić, bo daleko, bo tęsknota. I tak zdanie zaczynające się od ,,też o tym marzę” zakończone było konkluzją, że właściwie to bezpieczniej zostać tu gdzie są, z tymi, których znają i z życiem, które jest stabilne i bezpieczne. Każdy ma swoje priorytety, ale moim zdaniem gdy z pomiędzy priorytetów aż rwie się chęć odkrycia czegoś nowego, to te karty ,,wymówki” są takim ugładzaczem zbyt szalonych myśli, żeby przekonać się, że przecież jest dobrze teraz, że niczego więcej nie potrzebują.

    • Jeśli chcesz – znajdziesz sposób, nie chcesz – znajdziesz wymówkę ;)

    • Valthard van der Sand

      One po prostu chcialyby korzystac z plusow takiego sposobu zycia nie ponoszac kosztow minusow. Albo moze chcialyby, ze ktos za nie to wszystko zorganizowal.
      A moze nawet te ich „tez o tym marze” jest tylko poza badz maska – bo wypada miec marzenia i ambicje i o nich mowic?

  • Rafał Grzesiakowski

    Cieszę się, że są w polskich internetach blogi takie jak ten ^^,

  • Beata

    nie przezywam pierdół. Nie rozpaczam nad krzywą kreską dopóty, dopóki mam w oczach „to coś”. Mam wyyebane kto wygrał wczorajsze wybory. Ale w dniu najgorszej jesieni, kiedy poczulam ze nie chce i nie umiem dalej zyc trafilam na volanta…. i faktycznie, skoro ideały okazują się wybrakowanymi szujami – zachciało mi się. Wszystkiego. Muszę wypłakać swoje ale ten wkurw działa motywująco. Chcę i potrafię, a gdy ukochanemu uroda minie i pozostanie tylko parszywy charakter… Mnie pozostanie wszystko – jeśli zechcę rzucę sobie świat do stóp.

  • Monika

    Hmm.. trochę się zgadzam, a trochę się nie zgadzam. Absolutnie nie jestem za tym, aby siedzieć i narzekać oraz szukać wymówek, a potem się właśnie ocknąć, że nic nie zrobiliśmy, ale taki ciągły stres, praca po 14h, kawa za kawą itd. może się negatywnie odbić na zdrowiu i co z tego, że będziemy mieć firmę, jak nam zdrowia i sił zabraknie, by z tego korzystać?

    • shooter

      Na zdrowiu się tak prędko nie podupada ;-)

      • A prowadzisz firmę? (:

      • shooter

        Nawet dwie. Każdą pracę można wypośrodkować. Jako prawnik, lekarz czy przedsiębiorca możesz zajechać się na śmierć i zejść na zawał w wieku 35 lat, zarabiając po 40-50 koła na miesiąc, a możesz też pracować, owszem, czasem po 12h, ale żyć normalnie za 20 – 25 :-) Dla mnie, oceniając zdrowie całościowo, zdrowie fizyczne i psychiczne, są: zdrowa dieta, ruch, SEN (min. 7h na dobę, inaczej po prostu źle się czuję i łatwo łapię jakieś choróbska), neutralizacja stresu => ruch, basen, jakiekolwiek hobby, kontakty z bliskimi i przyjaciółmi. To naprawdę da się zrobić. Ok, oceniam to ze swojej perspektywy. Może jak ktoś jest sam, ma końskie zdrowie i brak przyjaciół, to może pracować po 14h, spać 4, a pozostałe godziny wykorzystać na jedzenie i grę na PSie.

        Wiadomo, że mając firmę nie będzie się pracowało od 8-15, bo za taką pracę można zarobić określone pieniądze – jednym to wystarczy, innym nie. Mając firmę raz pracujesz od 7-20, raz od 11 – 15, a raz od 11 – do 2 w nocy. I owszem, na początku trzeba pracować bardzo ciężko, o czym wspomniał niżej Volant, ale musi nadejść ten czas, kiedy czerpiesz z tej pracy profity. Mam wrażenie, że czasem ludzie łakomi pieniędzy, których i tak mają już dosyć, cały czas są na tym pierwszym etapie – zajeżdżania się. Nie czerpią z zarobionych pieniędzy i życia żadnej przyjemności. Praca=>Stres=>Brak czasu dla bliskich=>Praca=>Choroba=>Wydawanie hajsu na leczenie=>Ograniczenie pracy=>Praca jak dawniej=>Choroba, itd.

      • Monika właśnie o tych 14 godzinach, 5 kawach dziennie napisała, więc przewrotnie pociągnąłem Cię za słowo, jak to możliwe, że przy takim trybie życia na zdrowiu szybko się nie podupada :)

        Podziwiam, że przy 12-godzinnym trybie pracy masz czas na cokolwiek (ruch, hobby itd.). Ja pracuję od poniedziałku do poniedziałku średnio od 8.00 – 20.00 i powiem szczerze, że po wejściu do domu, przewróceniu kilku kartek książki i zjedzeniu kolacji, jestem totalnie wyeksploatowany (inna sprawa, że może i mógłbym pracować mniej, ale czuję moralne napięcie, że nie posuwam tematów tak szybko, jakbym mógł). Weekendy wolne?

      • shooter

        Rzadko kiedy pracuję 14 godzin dziennie. Nie wypijam też więcej niż 1 espresso na dobę. Piję wyłącznie okazjonalnie, nie palę :-) Pracuję nieregularnie, więc czasem weekendy wypadają mi w środku tygodnia. Czasem nie mam weekendów.

    • To wbrew pozorom jest takie samo pytanie o priorytety, jak to w przypadku pracy po 14 godzin nad swoją firmą. Jeśli masz przez kilka lat żyć tak, jak nikt nie chce, żeby przez resztę życia, żyć tak, jak nikt nie może to stosunek strat do zysków jest warty gry. Jeśli jednak pracujesz te 14 godzin dziennie nie w swojej firmie, po to żeby zrobić wrażenie na znajomych, kupić samochód o 30 000 droższy, albo jeść na mieście cztery razy zamiast dwóch, to może warto jednak pracować mniej i zająć się swoim zdrowiem?

      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale wciąż perspektywa lat dobrze określa sensowność tego, co się robi.

      • Monika

        Zgadzam się, napisałam to, bo sama miałam w swoim życiu okres ogromnego stresu, snu po kilka godzin, ale wydawało mi się, że to nic, że to minie. Nie minęło, bo zapracowałam sobie takim właśnie trybem życia na moją obecną chorobę, a to za czym wtedy tak goniłam okazało się teraz dla mnie zupełnie bezwartościowe. Zrobiłam więc sobie chwilę przerwy, ale to nie znaczy, że mam zamiar siąść na tyłku i już nigdy nic nie robić, wręcz przeciwnie, w głowie mam już tysiące nowych pomysłów, jednak tak jak ktoś już napisał, warto dopóki sama droga sprawia przyjemność, dopóki nie lecisz za czymś ślepo, byle to mieć, bo za miesiąc, rok będzie już dobrze. Czasem warto wiedzieć kiedy przystopować, zdystansować się trochę :)

    • Satysfakcję trzeba czerpać z samego prowadzenia biznesu jako takiego, a nie akumulacji kapitału na emeryturę, bo dzień, z którym nabywasz przekonanie, że masz już wystarczająco dużą sumę na konsumpcję w praktyce nigdy nie przychodzi.

  • Generalnie zawracamy sobie dupę i marnujemy życie na rzeczy, na które a) nie mamy wpływu lub które b) w zasadzie nie mają znaczenia

  • Poniekąd to świat narzuca nam tą wiarę, że pierdoły mają ogromne znaczenie: że jedynka w szkole, poprawka na studiach, że kierownik ma wąty o niezrealizowany plan sprzedażowy i za niską efektywność. I jeszcze się czepia o 2 minuty spóźnienia – jakby cała ogromna korpo miała upaść przez te 120 sekund. Ale kiedy już człowiek uświadomi sobie, co jest ważne, a co nie, to żyje się lepiej. I zamiast skupiać na szczegółach zaczynamy walczyć o szanse i wielkie momenty w życiu.

  • basta

    Volant, rozjebałeś system, jak prawie zawsze ;) 5tka

  • Karolina G.

    Codzienne odcedzanie pierdół od rzeczy istotnych – trening czyni mistrza.

  • Agnieszka Korzeniewska

    od lat powtarzam to sobie mantre tytul twego dzisiejszego posta. Tyle, ze zamiast 5 lat, odsuwam te perspektywe i dodaje: za 10 lat. Dziala zawsze tak samo: wrzucam na luz i wybieram te rzeczy, ktore rzeczywiscie moga miec jakies tam znaczenie za jakis czas i na nich skupiam caly swoj wysilek. Bardzo mnie to wyleczylo z napadow paniki, emocjonalnych lekow, nerwowych skurczow zoladka, z…. pracoholizmu (czyt: wykrwawiania sie dla korporacji kosztem siebie, rodziny, jakosci zycia) „Każda z tych rzeczy ciągnie za rękaw, jak rozwrzeszczany, bezstresowo wychowywany dzieciak i chce uwagi.” bardzo ladnie to ujales, obrazowo :)

  • Valthard van der Sand

    W ostatecznej perspektywnie i tak kazdy z nas jest martwy – wiec nie ma co sie martwic na zapas.

    Volant, oddzielilbym 2 elementy: niechec do zmian i ryzyka oraz determinacje do ciezkiej orki, zeby miec lepsza przyszlosc. Pierwszy z nich to kwestia psychologiczna – wystarczy sie przelamac, drugi to o wiele trudniejsza sprawa wymagajac sporej ilosci determinacji i wiary w sukces. W zasadzie to te cechy moga byc niezalezne, bo mozna byc leniwym, ciekawym swiata i probujacycm rozne rzeczy czlowiekiem jak i zapatrzonym w swoj sukces, rozwijajacym z uporem parowozu wlasny biznes przedsiebiorca.

  • Syntia

    Tekst jak zawsze świetny, jednakże wydaje mi się, że błędnie użyłeś sformułowania ‚ bezstresowe wychowanie ‚ . Nie wiem, może się mylę lub źle to odebrałam. Ale tylko sprostuję, że wiele osób bardzo myli pojęcie bezstresowe wychowanie z ‚ miej wy***ane ‚. Bezstresowe wychowanie to bycie konsekwentnym bez używania przemocy. Jeśli dziecko jest niegrzeczne mimo Twoich próśb to mówisz, że dziś nie wyjdzie na dwór i trzymasz się tego. Jesteś konsekwentny, nie ulegasz mimo płaczu i próśb bo była umowa, której dziecko nie dotrzymało i musi ponieść konsekwencje swoich czynów. ,nie stresujesz dziecka biciem i szarpaniną. Niestety tak wielu ludzi mówi, że wie co to jest bezstresowe wychowanie i w tym samym momencie wręczają dziecku tableta, do kompletu włączają telewizor i dają telefon. Dziecko się nie stresuje bo siedzi w końcu cicho cały dzień,a rodzice mają spokój. No tak.. bo bycie konsekwentnym wymaga ciut więcej pracy niż wręczenie dziecku kolejnego gadżetu, które pochłonie jego uwagę bez reszty.

  • Zgadzam się z tym, że jeśli robisz coś z przekonaniem, że w końcu się uda to się uda na pewno.trzrba podkręcać swoją motywację stale a nie tylko od wielkiego dzwonu. Taki czas jak ten teraz już nigdy się nie powtórzy, a „od jutra zacznę” może nigdy nie nastąpić.

  • Bardzo podobny artykuł do ‚Wycelowales ale czy strzelisz’ codziennie wrzucamy cegiełkę do swojego przyszłego ja albo jest postawiona odpowiednio albo byle jak.

    Po latach dziwny się ze tak wyglądamy, mamy taką pracę i taki związek. Ale życie składa się z małych nawyków powtarzanych co dnia.

    • Olga

      Przebudziłam się po ok. 8 latach życia z mężczyzną, który tak naprawdę cały czas ciągnął mnie w dół.
      Pierwszy projekt zawaliłam, znacząca kasa przeszła mi koło nosa. Co się nasłuchałam, że mi nie wyjdzie.. bla bla bla. Kurwa, uwierzyłam w to. Minęły dwa lata… kończę realizować drugi projekt i wiem , że mi to wypali. Już się kręci… Ostra harówa po nocach bo jestem również matką ale jestem z tego zajebiście dumna. Mogłam bym dzisiaj użalać się nad sobą, twierdzić, że nie miałam wsparcia itd. Gówno prawda… Po prostu nie byłam na tyle silna, żeby zrobić porządek w moim życiu, żeby stanąć obok i dojrzeć tak naprawdę ciepłą kluchę, która przejmuje się wszystkimi dookoła, tylko nie sobą. Czemuż tak? Bo tak zostałam wychowana. Teraz ten, który mnie gnoił na każdym kroku, zbiera szczenę z podłogi i nie dociera do niego jeszcze, że można zarobić 800 zł w ciągu 10 h.
      Volant dzięki Ci za tę stronę :)

  • Całkowicie się z Tobą zgadzam – życie trzeba wyciskać jak cytrynę. Jednak ludziom z trudnością przychodzi życie w innym czasie niż „teraźniejszość”, najlepiej czekając niczym w kolejce w ZUS-ie po jakieś jutro… Które zapewne będzie równie nieciekawe, jak wczoraj. Najgrosze jest to, że nawet nie wiedzą co tracą – mają oczy szeroko zamknięte.

  • Berry

    Volant, uważam że idziesz z blogiem w bardzo dobrą stronę :)

  • za pięć lat, jak za pięć lat. często zawracamy sobie dupę rzeczami, które nie będą miały znaczenia nawet za tydzień. a nam mimo wszystko się wydaje, że jak tego nie zrobimy, to świat runie nam na głowę :)

  • Przeczytają to osoby, które przyznają Ci rację nie zdając sobie sprawy, że to tekst o nich.
    U mnie nie 5, ale 2 lata właśnie tak zmarnowane. A może i nie zmarnowane, bo dało mi to kopa do działania. I teraz wiem, że jestem na dobrej drodze, żeby za jakiś czas przybić sobie high five.

  • Adam Walczak

    Cieszę się tylko, że zacząłem tak wcześnie kreślić własną przyszłość. Z jednej strony nie ma nic gorszego niż obudzić się i uświadomić w wieku 40 czy 50 lat. Z drugiej, lepiej późno niż wcale. Volant, w jakim wieku zacząłeś aktywnie nad sobą pracować? Czy było coś, co zainspirowało Cię do przejęcia kontroli nad własnym życiem?

    • W kilku miejscach już o tym pisałem, ale w skrócie wyszło tak, że na trzecim roku studiów złożyło się na to dużo drobnych okoliczności: mój przyjaciel mocno postawił na rozwój, poznałem inne osoby, którym zależało na tym, żeby coś w sobie zmienić, przeczytałem odpowiednie książki i zrezygnowałem z wielu rzeczy, które mnie hamowały. Wcześniej chciałem dużo, ale nie miałem pojęcia, jak przejść z punktu, w którym byłem do tego, w którym chciałem być.

      Więcej pisałem np. tutaj: http://volantification.pl/2013/06/17/nie-martw-sie-ze-nie-wiesz-co-chcesz-robic-w-zyciu

      • Adam Walczak

        U mnie podobnie, gdzieś na drugim roku mnie olśniło po przeczytaniu pewnej książki. Stwierdziłem, że dłużej być nie może, też chcę jeździć audi, tyle że nie chcę harować na nie 8 godzin dziennie 5 dni w tygodniu dla kogoś Chcę pracować 12 godzin dziennie 6 dni w tygodniu dla siebie.

        Link, coś nie działa, ale sobie poradziłem. Metafora drzewa rosnącego na skale bardzo trafna.

  • najtrudniej zawsze jest podjac decyzje i wziac za to odpowiedzialnosc. To, co najbardziej ludzi przeraza to widmo porazki, bo co bedzie jak zmieni sie na gorsze? Stad wiele osob, wychodzii z dziwnego zalozenia, ze lepiej trwac w stagnacji i do konca zycia narzekac, ale miec jaka taka stabilnosc, ktora w gruncie rzeczy ich nie satyskacjonuje.
    Czytajac ten tekst, przypomnialo mi sie powiedzenie, ze ten kto nie ryzykuje, nie pije szampana.

  • Agata

    Motyw kobiecych włosów w prawie każdym poście, coś jest na rzeczy :)

    • To oznacza, że pewnie lubię kobiety z włosami.

      • Agata

        Albo że to obrazowy, łatwy w przekazie, a jednocześnie niewulgarny, symbol atrakcyjności :)

  • Ross Inspiration

    ” Częściej umiemy posługiwać się wzorem skróconego mnożenia, niż wzruszać ramionami ignorując rzeczy, które nic nie zmieniają.”
    Takie prawdziwe. Niestety.

  • Wiktoriaaa

    Prawdziwe i strasznie smutne, bo wszystko prowadzi tak naprawdę do tego, że życie nie ma sensu. Odrzucenie tych wszystkich małych wtórnych spraw, sprawi że będzie nam się lepiej żyło, ale co z tego skoro kilka lat później umrzemy. Bez sensu.

    • Valthard van der Sand

      Oczywiscie. Dlatego warto te kilkadziesiat lat przezyc tak, zeby je wykorzystac w jakims celu, ktory sie wybierze. Opcji jest mnostwo, a zarabianie pieniedzy jest tylko jedna i niekoniecznie najlepsza z nich

  • wisznu

    „Nawet jeśli w tej chwili wrzeszczysz w poduszkę, boisz się, czujesz bezsilność albo wkurwienie, to wciąż waga tej sytuacji wynosi 0. Wiesz dlaczego? Bo to jest istotne w tym jednym konkretnym momencie, a później minie. Większość rzeczy mija.”
    ja bym powiedział z mojego doświadczenia zawodowego raczej tak:
    Jeśli sobie poradzisz z problemem, to waga sytuacji wynosi 0. Za to jak sobie nie poradzisz…

  • Wiola Starczewska

    W życiu ryzykowałam wiele razy. Zamiast pójścia do pracy wybierałam wolontariat za granicą. Zamiast dokończenia studiów na rodzimej uczelni (i piątkowe piwa ze znajomymi oraz pizze na wynos) – wymianę w najdroższym kraju Europy (makaron z ketchupem i dojeżdżanie rowerem po 10 kilometrów). Było ciekawie. Już nic mnie w życiu nie zdziwi. Ale ciągłe ryzyko może dać w kość. I teraz zasiadam do korporacyjnego biurka i cieszę się na zwykłe życie.

  • weirdmale

    Uwielbiam ten blog bo… jakoś odzwierciedla moje myśli i to czego się ciągle uczę w życiu. To piękne :)

  • Mnie też z całego tekstu najbardziej podoba się właśnie to zdanie.

  • Tak, na co dzień wszystko wydaje się tak bardzo ważne a jak się patrzy kilka lat wstecz to już człowiek zmienia zdanie. Warto żyć chwilą obecną i brać z życia jak najwięcej by potem nie żałować.