Pozwól temu odejść

Pozwól temu odejść

Kiedyś mojego kumpla zostawiła dziewczyna. Przez pierwszy tydzień mówił, że nie wybaczy sobie, że zamiast być facetem zachowywał się jak cipka. Dwa tygodnie później zastanawiał się, jak ją odzyskać. Miesiąc później mówił, że zaproponował jej spotkanie, ale powiedziała, że to definitywny koniec i nie chce się z nim widzieć. Pół roku później poszliśmy do klubu. Spodobał się uroczej, skąpo ubranej blondynce, której język miał już wkrótce poczuć w swoich ustach. Po wyjściu z klubu powiedział:
– Była fajna, ale wiesz, nie mogę zapomnieć o Kasi.
Po czym włączył facebooka i zaczął z zaangażowaniem przewijać jej tablicę.

Miałem ochotę uderzyć go otwartą dłonią w twarz i powiedzieć to, co najchętniej powiedziałbym każdej takiej osobie: „Jak ujebało ci rękę to musisz nauczyć się żyć bez niej. Jak zostawiła cię dziewczyna to żyj bez niej. Jak matka nigdy nie powiedziała ci, że jest z ciebie dumna, a ojciec nie dorósł do swojej roli, to idź i im to wygarnij, a później żyj dalej”.

Wiecie w czym jest problem? Nie w tym, że ludzie cierpią albo że noszą w sobie otwarte rany. Między innymi na tym polega życie i nie trzeba być Schopenhauerem, żeby to zauważyć. Problem jest w tym, że nie dają sobie szansy na to, żeby te rany się zagoiły. Mówią, że chcą zapomnieć, ale brutalna prawda jest taka, że mózg nie rozumie polecenia: „Zapomnij”. Im bardziej chcesz zapomnieć, tym bardziej pamiętasz. Jeśli powiem ci, żebyś zapomniał tabliczkę mnożenia to zapomnisz, że 6×6 to 36? Jeśli przestaniesz chodzić w miejsca gdzie widywałeś cyfry to czy zapomnisz jaki jest wynik? Czy jeśli nie będziesz mijać szkół, zaczniesz pić i nauczysz się malować pejzaże to przestaniesz umieć dodawać?

Absurdalne, prawda? Tak samo absurdalne są rady dotyczące zapominania o eks.

Historia Aaarona Bleayearta

Tej absurdalności doświadczył Aaron Bleyaert, który w lutym 2015 roku podzielił się historią o tym, jak przeszedł metamorfozę z typowego miśka w ważącego 36 kilogramów mniej, wysportowanego, atrakcyjnego gościa. W swoim wpisie zawarł cztery rady.

Po pierwsze, zero piwa.

Po drugie, kontroluj wielkość spożywanych porcji jedzenia.

Po trzecie, daj sobie złamać serce, a właściwie daj je sobie roztrzaskać na drobniutkie kawałki przez dziewczynę, która nigdy cię nie kochała, nigdy nie będzie cię kochać i o której nie możesz zapomnieć.

Jego eks była dla niego tym, czym jest Coca-Cola dla Jacka Danielsa, więc chcąc o niej zapomnieć, zaczął chodzić na siłownię, słuchał Slayera i ćwiczył tak, jakby chciał umrzeć. Obserwował jak jego życie kurczy się do czterech rzeczy: 1) pracy 2) siłowni 3) posiłków 4) snu. Patrzył na panoramę miasta i biurowce z zapalonymi światłami z przykrą świadomością, że są one puste, a on jest samotny i nieszczęśliwy. Przy okazji słuchał też historii o swojej eks, która pieprzyła się z kim popadło, podczas gdy on marnował swój czas słuchając piosenek Taylor Swift, a kiedy spotkał ją z nowym, wyższym, przystojniejszym i bardziej zaradnym facetem to czuł się jak gówno.

Zapomnij vs Pozwól temu odejść

Jest idea, że słowa jakimi się posługujemy wpływają na sposób w jaki myślimy, a języki odzwierciedlają typowe cechy narodów. To dlatego w amerykańskich filmach, kiedy jakiś dzieciak z trudem i poświęceniem osiąga swój cel słyszy: „You did it!”. Zrobiłeś to! W polskich tłumaczeniach zwykle pojawia się zamiast tego: „Udało ci się”. Już tego nie zrobiłeś. Po prostu ci się udało. Nie zasłużyłeś na to. Nie zapracowałeś. Miałeś farta.

Podobnie wygląda sprawa zapominania. Tam nikt nie słyszy: „Zapomnij”. Zamiast tego słyszy: „Let it go”, czyli mechanicznie tłumacząc: „Pozwól temu odejść”.

To wyrażenie wali prosto między oczy – wszystko, co jest częścią twojego życia, jest w nim, bo nadajesz temu wartość. Zamiast pozwolić temu odejść robisz w swojej głowie szufladkę z napisem: „Chujowe doświadczenia, których nie chcę się pozbyć”. Nie idziesz do przodu, bo zamiast postawić kropkę, stawiasz same przecinki i babrasz się w przytłaczającym uczuciu porażki.

Zawsze wyobrażam to sobie tak, że w obu dłoniach trzymamy sznurki.

Te, które mamy w prawej ręce prowadzą do baloników wypełnionych helem, które są kolorowe i radosne. Unoszą się nad nami i są wypełnione dobrymi wspomnieniami, planami, ciepłymi uczuciami i tym, co dobrego ma nas jeszcze spotkać. Jeśli jest ich wystarczająco dużo to unoszą nas do góry.

W lewej ręce też mamy sznurki, ale na ich końcach są uwiązane kamienie o różnej wielkości. Czasem są tak małe, jak te, które wpadają do butów. Czasem są średnie, a czasem wielkie. Wtedy ciągniemy je za sobą powłócząc nogami. Z każdym krokiem jest coraz ciężej, więc wpadamy na pomysł, że gdyby ciągnąć je dwoma rękami to byłoby łatwiej. Wypuszczamy więc balony z helem i ciągniemy kamienie dwoma rękami, ale im więcej poświęcamy na to energii, tym jest ciężej. W końcu siadamy na gołej ziemi i chowamy w rękach twarze.

Higiena psychiki to nic innego, jak wybieranie sznurków, które chcesz trzymać – wolisz te, które podnoszą cię do góry, czy te, które zginają się w pół. Większość ludzi zamiast zostawić swoje kamienie, tylko pyta jak o nich zapomnieć, a zapomnieć się o nich nie da, bo są częścią naszej historii. Można je tylko puścić.

Zmiany wymagają czasu

To wcale nie znaczy, że to jest łatwe. Aaron Blyeaert tygodniami chodził na siłownię i nie czuł się nawet trochę lepiej, ale któregoś dnia zobaczył na siłowni Melissę. Była seksowna i ćwiczyła obok. Mijali się przez jakiś czas, jej twarz nie zakryła w jego głowie wspomnienia eks. Zaczął słuchać Springsteena. W końcu zaczęli się niezobowiązująco spotykać. Jednego wieczoru wytłumaczyła mu, że te puste biurowce nie są smutne, bo symbolizują osoby, które wróciły do domów, żeby spędzić czas z ważnymi dla siebie ludźmi. Patrzył wtedy na nią, na tle setek punkcików światła i czuł gulę rosnącą w środku jego piersi.

Po dwunastu miesiącach wylewania z siebie potów, doszedł do wniosku, że w tym wszystkim nie chodziło o zbędne kilogramy, ale o cierpliwość i wiarę w to, że wszystko powoli zmieni się na lepsze. Napisał: „Bądź co bądź zmiany wymagają czasu, ale czas to wszystko czego potrzebujesz.”

Dokładnie tak jest z tymi sznurkami, do których uwiązane są nasze bolesne doświadczenia. Nawet jeśli je puścisz, wciąż będziesz wyczerpany, twoje pozdzierane do krwi ręce będą pulsować bólem, a kamienie wciąż będą leżeć obok. Jednak wystarczy, że przestaniesz je za sobą ciągnąć, żeby ból zaczął ustępować, a te kamienie stawały się coraz mniejsze i wciąż ważne, ale już tylko jako element przeszłości, a nie teraźniejszości.

Bez względu na to, ile to potrwa w końcu zawsze nadchodzi dzień, w którym uświadamiasz sobie, że było warto. Wystarczy pozwolić odejść temu, co cię niszczy i żyć dalej. Tylko tyle.


P.S. Czwarta rada Blyeaerta to: „Przestań pić sok – ma za dużo cukru.

Dodaj komentarz

54 komentarzy do "Pozwól temu odejść"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kamil Macher Mr K.
Gość

Dawno mnie tu nie było Michał i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak te kilka zdań mi w tym momencie pomogło. Po prostu dziękuję. Tyle.

Marcin
Gość

Tak jak Kamil, dzięki za ten tekst! Cholernie go potrzebowałem. Piona!

150 pieprzyków
Gość

Też tego potrzebowałam, bardzo, może po którymś kolejnym przeczytanym tekście w końcu przestanę powtarzać, że JA TO WSZYSTKO WIEM – co z tego, że wiem, jeśli tak naprawdę nie działam, stoję w miejscu i wspominam. A kiedy już „pozwolę temu odejść” napiszę na swojej ścianie dwa słowa – „zrobiłam to”. Będę z siebie wtedy bardzo dumna :). Dziękuję!

Nata
Gość

Ja również dziękuję – właśnie wróciłam z niesamowitego roku na wymianie za granicą, mnóstwo się wydarzyło, ale muszę teraz zacząć wszystko od nowa, pogodzić się z tym, że niektórzy ludzie po prostu dzielili ze mną życie dlatego, że tam byłam. I przestać czuć się samotna. Pozdrawiam!

Volant
Gość

@mrkfashion:disqus @marcinmy:disqus @150pieprzykowwordpresscom:disqus Ekstra, że się przydało :)

Kamil Macher Mr K.
Gość

@Volantification:disqus Będziesz w Krakowie cierpiąc na brak konstruktywnego towarzystwa = daj znać. Wiszę ci coś dobrego do picia ; )

Volant
Gość

Chętnie. I wcale nie dlatego, że twierdzi, że wisisz mi coś dobrego do picia :P

Monika
Gość

Jakże potrzebny mi dzisiaj był ten wpis :)

Magda Moryc
Gość

Swietne!!! Tego mi bylo dzis potrzeba!

Patrycja Masłowska
Gość

Balsam dla duszy

Paweł Trenuje
Gość

Nie wiem skąd Ty się wziąłeś, ale piszesz tak że trafiasz w samo sedno umysłu i realnie powodujesz iskierkę, mająca moc robienia zmian!
Pozdrawiam Serdecznie panie Blogerze :P Bardzo mi miło czytać Cię

Justyna D.
Gość

Tekst dla mnie, osobiście, bardzo na czasie i w samo sedno. Jak kubeł zimnej wody. Dziękuję!

Maria Skoczyńska
Gość

Ile razy czytam pod wpisami – „Volant, trafiłeś tym wpisem w dziesiątkę!” Utożsamiam się wtedy z tymi komentarzami. Dzisiaj i ja napiszę od siebie- Doktorze Volant, dziękuję za kolejną sesję. Serio, tak tu, na Twojej stronie się czuję. Działa na mnie uzdrawiająco. Nie karmi mnie stekiem o smaku „będzie dobrze” tylko gorzką kawą, smakującą okropnie, ale po chwili czujesz że dodaje Ci energii i mówi ” zapierdalaj, walcz o swoje !”

Kłaniam się!

Ania z osobiedlamnie
Gość

Mam to za sobą. To trzymanie dwóch sznurków naraz. I nawet to, że ten z kamieniami uwolniłam z dłoni swojej, ale i tak długo patrzyłam, jak znika z zasięgu mojego wzroku. Lekcja odrobiona. Najważniejsze, to podjąć decyzję, nazwać ją. Wziąć głęboki oddech. I zacząć nowy etap.

Adrian Wilczyński
Gość

Jest filmik obrazujący tę historię:
https://www.youtube.com/watch?v=9mbp0DugfCA
Bardzo polecam, dobre uzupełnienie do wpisu.

Bogdan Markowicz
Gość

Super :)

Alex Ross | Coco Girl Boss
Gość

Zawsze w punkt i zawsze tekst, który akurat jest mi potrzebny. Nie wiem jak Ty to robisz, ale jesteś wielki. Dzięki za ten tekst!

chockate
Gość

i aż tyle.

Dobrze, że dopisałeś 4. radę bo nie mogłabym spać :)

krasnoludeek
Gość

Prawda, prawdą, a fakt faktem. Nie da się temu zaprzeczyć, mogę się od tym podpisać rękami i nogami. Zapomnieć się nie da. Człowiek coś przeżył, czegoś doświadczył i musiałby przejść pranie mózgu, by wyrzucić z siebie wszelkie wspomnienia. Jednak zawsze mamy wybór. Skoro już nic nie da się zrobić, pozostaje nam zaakceptować taki stan rzeczy i nie oglądać się do za siebie. Wybaczyć komuś, ale przede wszystkim sobie i dostrzegać to co przed nami. Los bywa okrutny, związki są nieprzewidywalne, a ludzie różni. Dużo zależy od nas, ale nie zmusimy nikogo do miłości, a nasza przyszłość zależy od podejścia!

Brzeska
Gość

Yep. Zapomnieć się nie da, ale nauczyć się z tym żyć – thats the point

S.
Gość

Najgorzej jest wtedy, kiedy nie potrafisz SOBIE odpuścić za dawne wybory :) na razie już udało mi się dać temu odejść, nie pozwalam sobie na rozpamiętywanie; ale nadal nie dotarłam do momentu w którym patrzę na swój błąd i mówię: no trudno, przydarzyło się, następnym razem wybiorę lepiej. Zwłaszcza gdy ten ktoś pojawia się w pobliżu :) Ciężko jest patrzeć na tę osobę obiektywnie, bez różowego całunu zakochania, bo okazuje się, że dużo w tym uczuciu było samooszukiwania się i nadziei nie wiadomo na co. Zawsze wtedy pytam się siebie ze złością: jak mogłam sobie to zrobić? Tak się oszukiwać? Surowo się oceniam.

W sumie tak mi się właśnie pomyślało, że może to wynika z brania siebie nazbyt serio. Może ktoś trzeci słysząc taką historię uśmiałby się do łez albo wzruszyłby ramionami? Zresztą co za różnica, skoro i tak już nie mam na to wpływu?

Karolina G.
Gość

Z tym „let it go” skojarzyło mi się: „Let it go, let it go / Can’t hold it back anymore / Let it go, Let it go / Turn my back and slam the door.” I dlatego polskie tłumaczenie tak bardzo mi się podoba :D.

ioreth
Gość

Same here ;)
„Mam tę moc!” :D

Danaju
Gość

To jest niesamowite. Za każdym razem gdy zadam sobie jakieś pytanie dotyczące obecnie pracującego mnie problemu w ciągu kilku dni znajduję radę/odpowiedź w postaci nowego wpisu. Dzięki Volant, bardzo mi pomagasz :)

Bogdan Markowicz
Gość

Dobry wpis, nawet bardzo dobry:)

OliEs
Gość

Dobry tekst ! Najlepiej jest wtedy spojrzeć na taką sytuację trochę jakby się było „obok” – tak naprawdę w danym momencie jest setki osób, które są podłamane z powodu tej jednej jedynej osoby jak się im wydaje, wnoszą tą osobę na piedestał, a przecież w każdym przypadku jest to ktoś inny. Mam trochę doświadczenia w tym temacie, bo w swoim życiu jestem nieszczęśliwie zakochana prawie zawsze, a jest to spowodowane tym jak byłam traktowana w dzieciństwie, to grubszy temat, ale zawsze wybierałam facetów, których nigdy nie mogłam do końca mieć. Nie dlatego, że byli „lepsi”, czy „mądrzejsi” , tylko dlatego, że byli to faceci, którzy nie radzili sobie w związkach i mieli problem z bliskością, a ja ambitna myślałam, że ich zmienie. Stąd też wiem jak można milion razy analizować sytuację, obwiniać się i spędzić tygodnie w domu zawalając wszystko wokoło i nie ruszać z miejsca. Oczywiście nad sobą też musze pracować i nad tym czemu wybieram takich mężczyzn, ale zanim się zacznie to robić trzeba zostawić przeszłość, zdać sobie sprawę, że nie potrzebujemy nikogo do szczęścia, jedynie tylko żeby się tym szczęściem z kimś dzielić.. a poza tym tak jak kiedyś pisałeś Volant ! – najlepsze kobiety są egoistkami ;) pozdrawiam i czekam na książkę dla damskiego grona !

NaTa
Gość

OliEs masz rację jestem jedną z nich,świeża sprawa kilka dni więc trauma totalna tym bardziej że to było jak strzał nic nie wskazywało na to..o 13 wszystko b/z za dwie godz meil że przemyślał i już nie kocha…4lata byliśmy ze sobą

Ula Ś-ska
Gość

No i niby wszystko wiadome… czas czas czas- powtarzany jak mantra. Temat pięknie ubrany w słowa, człowiek myśli sobie no właśnie jest dla mnie ratunek, ale potem przychodzi poranek i znowu „kołowrotek”… kolejny czas stracony na to, by sobie po raz kolejny przetłumaczyć, żeby dać spokój! A tu nie, znowu myśl, że może za dużo wymagałam, a może trzeba było inaczej i te ciągłe obwinianie się, zamiast wstać i z kopyta ruszyć do przodu. A tak w ogóle to bardzo piękny tekst Volant , dziś miałam po raz pierwszy okazję się w Tobie zaczytać :) Brawo TY :)

Lola
Gość

Ludziom teraz to wszystko trzeba tłumaczyc, bo niewiele rozumieja. Przefaszerowani jestesmy pieknymi obrazkami z fb i filmow. A zycie to pomidorowka, kotlet schabowy i budzik o 5 rano :) Zwykla rutyna :) W pewnym momencie kazdy dociera do tego co jest wazne :)

Lola
Gość

Najbardziej kocham widok moich usmiechnietych dzieci i obiad jak wracam z pracy. Moja definicja domu, zycia, milosci, szczescia. Punkty odniesienia w kazdym momencie :) jestem samotna mama :)

Blaugrana10
Gość

Bardzo prawdziwy tekst. Gratuluję. I fajny blog. Muszę nadrobić zaległości. Pozdrawiam. :)

Sabina Milewska
Gość

ludzie uwielbiają się taplać w smutach, nikt nie wie dlaczego. sama mam paru znajomych, którzy nigdy nie chcą zapomnieć/dać temu odejść. oni po prostu lubią zamulać i komplikować sobie życie. nie mam na to odpowiedzi.
najgorsze jest to, że często są zaprogramowani do takiego życia przez to, że rodzice popełniali błędy i nie pokazali, jak sobie radzić z różnymi sytuacjami w życiu. jeśli ktoś nie potrafi przeboleć straty dziewczyny/chłopaka, to co będzie, jak się zaczną prawdziwe problemy?
pozdrawiam :)

Julia
Gość

@Volante Można się jakoś z Tobą skontaktować?

Zbuntowana
Gość

Myślę ,że czasami jest problem w tym ,że ostatnia dziewczyna czy chłopak zawyżyli poprzeczkę i trudno ją przeskoczyć napotkanej nowej osobie. Mówi się ,że nie ma ludzi niezastąpionych ale czasami trudno zastąpić ją kimś innym.

Z.
Gość

It’s „Love Actually” ;)

piotrosc .
Gość

Zgadzam się. Trudno jest obniżyć poziom swoich oczekiwań wobec wielu spraw w życiu, nie tylko wobec relacji. Chciałbym wierzyć, że może tylko wyolbrzymiamy i przerysowujemy to co było po stracie ale trudno jest oszukiwać samego siebie.

Paweł P
Gość

Tak prawdziwe i niby każdy to wie ale tak trudne do wykonania i ciężkie jak te pieprzone kamienie. Jedyne co można napisać to wielkie dzięki za ten tekst !

materazzi
Gość

Czy zawsze jest tak, że po rozstaniu relacje z tą drugą osobą nas niszczą? Nie można zbudować po prostu relacji przyjacielskiej? Relacji opartej o miłe spędzanie czasu i udzielanie rad? Nie znam nikogo takiego komu by się udało. Prędzej czy później źle się to kończy. A czy po prostu to nie jest kwestia tego, że wmawiamy sobie albo wmawiają nam inni, że nie może być dobrze?
Czy to brzmi jak kamienie przyczepione do sznurków z balonami?

Marta
Gość

Jestem na etapie „walki” z kamieniami. Wlokę je za sobą, próbuję udawać, że ich nie widzę, rzucam nimi, całuję je, ignoruję je i przytulam.

Dzięki za uświadamiający tekst. Wiem, co dalej.

Ver
Gość

Za każdym razem trafiają tu komentarze typu ‚ten tekst jest dla mnie/tego potrzebowałem’ itd itp, czytuję Cię od dawna, chociaż sama nigdy nic nie komentowałam, mimo że nie jeden tekst był adekwatny do mojej sytuacji życiowej, w tym momencie także trafiłeś w sedno. Nie napisałeś właściwie o niczym, o czym nie miałabym pojęcia, ale od roku próbuję do siebie przemówić, odpuścić… próbowałam „zapomnieć” o facecie.. spotykałam się z innymi, ale nie byłam wystarczająco wytrwała (tu nawiązanie do twojego innego tekstu), jestem już na dobrej drodze, ale ostatnio napotkałam problemy, dopłynęły do mnie nowe informacje, zaczęłam wątpić w to co robię, chciałam zawrócić, chociaż wiem, że facet po tym co zrobił nie jest tego wart, teraz po przeczytaniu tego postu dodałeś mi wiary w siebie, że warto, że nie ma o czym na siłę zapominać, wbrew temu co powtarzają wszyscy dookoła, a wystarczy pozwolić temu odejść..

Chica Mala
Gość

Jak zawsze genialny tekst. Chociaż nieustannie zadziwia mnie, że są ludzie, którzy ich potrzebują. Ja zawsze lubiłam żyć łatwo, prosto i przyjemnie, więc automatycznie szukałam rozwiązań mi to umożliwiających. Najlepiej sprawdza się odpuszczanie spraw, których nie można zmienić i takich rzeczy czy osób, które nam nie służą.

Życie mamy tylko jedno i zdecydowanie jestem za tym, żeby je próbować przeżyć jak najbardziej szczęśliwie.

Nomadzki
Gość

innymi słowy:

“one of the most courageous decisions you’ll ever make is to finally let go of what is hurting your heart and soul.”
Brigiette Nicole

Też to teraz przechodzę oszukując się jeszcze resztką sił i nadziei a ona wciąż mieszka ze swoim ex od pół roku kiedy powiedziała mu (przy mnie), że chce od niego odejść. Tylko, że w moim przypadku ja wykonałem pierwsze ruchy ku temu by się już nawet nie kontaktować ale wciąż gdzieś tam wewnątrz się katuje. Tylko po co… (?)

Jurkenzi
Gość

I ja bardzo dziękuje za ten tekst – otworzył mi jeszcze bardziej oczy … Poczułem, że te kamienie to ludzie, toksyczni ludzie, z którymi masz do czynienia na codzień i żeby zacząć na nowo żyć, iść do przodu, żyć w wolności i w zgodzie z samym sobą , trzeba radykalnie uciąć te „łańcuchy”, te kajdany przywiązania, do ludzi, do przeszłości … Co więcej , rozmawiałem nawet ze swoim przyjacielem o tym , dokładnie 2h przed przeczytaniem tego tekstu … Niesamowite ! ;) dziękuje raz jeszcze … !

alfabet
Gość

Pięknie! Słowa te uchroniły mnie przed podjęciem, być może tragicznej w skutkach decyzji, związania się na stałe z toksycznym mężczyzną. Byłam w przedsionku piekła, z pooranymi dłońmi i sercem, ale widzę to dopiero z perspektywy czasu, po puszczeniu sznurków z kamieniami..

Justyna Wolniewicz
Gość

No właśnie. Takie próbowanie zapomnieć to oszukiwanie siebie. Można wrzucić takie paskudne, psujące się odpady z przeszłości do szafy, żeby nie musieć na nie patrzeć. Ale one i tak będą śmierdzieć i przypominać o sobie. A w końcu nas zatrują. Pogodzenie się z przeszłością to jedyna droga.

vermeer
Gość

Zapomnieć się nie da, i bardzo ciężko pozwolić temu odejść. Zwłaszcza gdy wciąż się kocha, a żona odeszła. Nigdy nie myślałem że zostanę też niedzielnym ojcem a zostałem. Sprawa świeża, bo miesiąc temu żona odeszła po 12 latach związku. A najgorszy jest ból gdy rozstaję się z córką w niedziele i…. znowu to czekanie na piątek gdy znów zobaczę córkę….

Balbina Gęś
Gość

dodaj tag rozstanie do tego tekstu bo przy jednym jest a drugim nie.
I chyba już pora na trzecią część, bo dwie chociaż mi pomagają, to jednak łaknie się więcej głaskania po głowie i zrozumienia a te teksty to chyba najsensowniejsza rzecz którą czytałam w temacie rozstań

prz_
Gość

Ale na tym blogu właśnie nie ma głaskania, tylko ostry kop w zadek ;)

Kattyen
Gość

No ladnie od Taylor Swift do Slayera!! To sie nazywa skok :)
Przyznam szczerze, ze coraz bardziej wciaga mnie twoj blog. Zawsze interesowal mnie meski punkt widzenia- zwlaszcza na temat zwiazkow i kobiet.Dzieki temu co piszesz moj mezczyzna stal sie dla mnie ciekawszy i atrakcyjnieszy. Polece twoj blog paru moim kolezankom, ktore czekaja na rycerza na bialym koniu. Pozdrawiam ;)

Adrian
Gość

Jest forma do pisania. Dobry tekst. Pozdrawiam.

Kinga
Gość

Tak trochę na marginesie:

Jest jeszcze takie wyrażenie w języku angielskim: „Let it be”. Pozwól temu być. Akurat doświadczyłam związku z obcokrajowcem na własnej skórze. Kiedy pierwszy raz usłyszałam z jego ust to zdanie, stwierdziłam, że ok, że to ma sens i jest ważne. Więc byłam sobie w tym związku, do momentu, kiedy zorientowałam się, że ‚let it be’ to największy bullshit. Zauważyłam, że za tym hasłem nie idzie żadne działanie, a bierność; bałam się mówić o wspólnej przyszłości i nie byłam szczęśliwa. Z czasem przyszły problemy a mój eks uznał, że ich nie przeskoczy. ‚Let it be’ okazało się jedną wielką farsą, zakamuflowanym strachem przed poważnymi zobowiązaniami i brakiem podparcia, kiedy wymagał tego czas. ‚Let it be’ zamiast wyluzowania przyniosło pasmo rozczarowań i stres.

PushTheButton
Gość

Jakbym czytała o swojej sytuacji… O ile na początku to powiedzonko było bardzo na miejscu, tak po pół roku usłyszałam „nie mogę się zaangażować, coś się wypaliło”. Bierność po kilku miesiącach zaczęła mnie przytłaczać, a ja bałam się mówić o wspólnych planach, o „nas” jako czymś poważniejszym. Okazało się, że zupełnie się rozminęliśmy – to co ja potraktowałam jako mały kryzys i przejście do nowego etapu w związku, on uznał za „wypalenie” i tym samym koniec. Dokładnie tak jak napisałaś – strach przed zobowiązaniami i niechęć do zgłębienia się, zbudowania głębszej więzi, kiedy czas tego wymagał.

Tomasz
Gość

Dziękuję, potrzebowałem tego wpisu. Ostatnio przez to przechodzę i pomimo aktywnego działania, wychodzenia na miasto, spotkań ze znajomymi i ćwiczeniami ona ciągle siedzi w mojej głowie. Pomimo tego, że zrobiła te rzeczy „daj sobie złamać serce, a właściwie daj je sobie roztrzaskać na drobniutkie kawałki przez dziewczynę, która nigdy cię nie kochała, nigdy nie będzie cię kochać i o której nie możesz zapomnieć”. Teraz już wiem jak to zrobić.

ANNA
Gość

super tekst ! puszczenie kamieni jest bardzo trudne – coś o tym wiem. ale chcę je puścić i dlatego mocno pracuję nad sobą. zwłaszcza uświadomione i nieuświadomione wpływy rodziców z dzieciństwa dla mnie są kamieniami, które wydrążyły moją psychikę i dopiero teraz staram się poznawać prawdziwą siebie

wpDiscuz