Chodzi o to, żeby zużywać się, a nie rdzewieć

Chodzi o to, żeby zużywać się, a nie rdzewieć

Odkąd pamiętam spotykam ludzi, którzy zachowują się tak, jakby ich biografia miała przypominać wypracowanie napisane na czysto, wykaligrafowane, zalaminowane i bez żadnego kleksa.

W swoim poszukiwaniu idealności boją się pójść w złym kierunku. Oszczędzają swoją energię na czasy, kiedy będą mieć 100% pewność, co z nią zrobić. Zachowują się tak, jakby grali ze światem w szachy, ale nigdy nie wykonywali swojego ruchu licząc na to, że mimo wszystko uda im się wykonać genialnego szach-mata.

Zapominają o tym, że nieużywane samochody też się rozsypują. Akumulatory rozładowują się nawet kiedy się z nich nie korzysta. Niewypity i źle przechowywany szampan też może się zepsuć. A ludzie mogą mieć biografie bez kleksów, ale tylko jeśli pogodzą się z tym, że będą one nudne, jak opisy przyrody w „Nad Niemnem”.

W ciągu minionych dwóch tygodni, kiedy właściwie wyparowałem z internetu, czułem potrzebę wyznaczenia nowych kierunków i zrobienia podsumowania ostatnich pięciu lat. Na liście znalazło się założenie trzech blogów i dwóch portali, udzielenie paru wywiadów, kilkaset napisanych tekstów i kilkudziesięciu z nich, które były dobre, lot do Belgii, żeby zjeść z jedną osobą obiad i wrócić, zrobienie doktoratu, kilkadziesiąt kobiet, które w różny sposób przewinęły się przez listę kontaktów na mojej karcie SIM, kilkaset tysięcy złotych, które zarobiłem, dwie napisane książki i dwie kolejne, które po miesiącach pracy kliknąłem prawym przyciskiem myszy i znalazłem opcję „Usuń”, kilkanaście zarwanych nocy, intensywne treningi, które porzucałem po kilku miesiącach, zamieszkanie z dziewczyną i zaangażowanie się w związek, chociaż nie wiedziałem, co z tego będzie, imprezowanie w Sopocie, wakacje w Hiszpanii czy we Włoszech, zaliczenie Pilsnerfestu w Czechach, miesiące kiedy przez złą organizację pracy czułem się przytłoczony i wkurwiony, poważny wypadek samochodowy…

Można wymieniać i wymieniać, ale ważne w tym jest coś innego. Na tej liście nie widać tego, że 3/4 tych rzeczy pozostawiło na mnie zadrapania i rysy, a kilka z nich mentalnie mnie pogruchotało. Z punktu widzenia efektywności tylko 1/4 mojej aktywności nie była błędami.

Nawet przez chwilę ich nie żałowałem. Przede wszystkim dlatego, że ludzie nie powinni bać się błędów, ale stania w miejscu.

Od chwili wejścia w dorosłość życie przypomina film akcji. Jeden z tych, w których bohater słyszy za sobą kroki, a następnie w trwającej ułamki sekund szamotaninie zarzuca mu na głowę worek. Później wrzuca go na pakę białej furgonetki z plamami zardzewiałej blachy i po kilku godzinach jazdy zatrzymuje się. Czyjeś silne dłonie chwytają bohatera pod ramionami i wyrzucają na zewnątrz. Odjeżdżają i zostawiają go samego w obcym miejscu – bez telefonu, bez GPS i bez pytania o poradę publiczności.

To jest metafora mojego życia, twojego i każdego innego. Nigdy nie dostajesz w nim plecaka z lembasami i mapy z drogą zaznaczoną czerwonym mazakiem. Tę mapę musisz sobie narysować i nie narysujesz jej, jeśli będziesz stać w miejscu. Nie musisz wiedzieć dokąd iść. Ważne, żeby iść. Tylko w ten sposób będziesz wiedział gdzie są góry, strumienie i bagna. Jeśli pójdziesz w złym kierunku to nic się nie stanie – zawrócisz i znajdziesz inną drogę.

Jedną z najcenniejszych rzeczy jakich nauczyłem się z bycia przedsiębiorcą jest to, że nie ma błędnych decyzji. Są tylko informacje zwrotne.

To że ktoś lub coś daje ci tak mocnego kopniaka, że boisz się, że dolecisz na Księżyc to nie jest tragedia. Prawdziwą tragedią jest bycie człowiekiem, który przesiedział swoje życie, bo zawsze potrafił znaleźć powody, dla których nie warto wstawać. Cała reszta to tylko informacje zwrotne. I nie mówię tak dlatego, że nie interesują mnie twoje uczucia, albo że przedmiotowo traktuję innych. Mówię tak dlatego, że wszystkiego trzeba się nauczyć. Nikt nie rodzi się z sześciopakiem na brzuchu, wiedzą czego chce, wyrafinowanym gustem i umiejętnością życia z kimś, żeby się wzajemnie nie pozagryzać. To kwestia ciągłego próbowania i odkrywania tego, co działa.

Każdy dzień minie i to bez względu na to, czy wypełnisz go trocinami, pracą czy łapiąc się na myśleniu: „Ten moment chcę zapamiętać”. Czy zardzewiejesz, czy się zużyjesz i tak skończysz w tym samym miejscu. Jednak tylko w przypadku zużywania się będziesz wiedzieć po co to było. Nie będzie towarzyszyło ci przykre poczucie bezsensowności istnienia, bo kiedy tylko spojrzysz przez swoje lewe ramię to zobaczysz coś więcej, niż pasmo takich samych dni.

W ostateczności sukcesem nie jest to, że uniknęło się porażek, ale osiągnięcia. Nie liczy się to, ile masz na sobie blizn, ale to, co dzięki nim wypracowałeś. Wartość człowieka wynika nie z braku ciemnych stron w swojej biografii, ale ze stron, z których bije światło.

Strach nie da ci willi na Lazurowym Wybrzeżu. Wątpliwości nie sprawią, że zakocha się w tobie długonoga dziewczyna pachnąca słońcem. Stagnacja nie pozwoli ci na oddychanie pełną piersią.

Próbuj. Wyciągaj wnioski. Stwórz własnego boga, własną filozofię i własne oczekiwania wobec siebie. Korzystaj z całej palety barw, a nie tylko z odcieni szarości. Naucz się, że to chwile, kiedy serce ze strachu tłukło ci się w piersi, najczęściej będą tymi, które pchną cię na nowe tory. Kiedy się przewrócisz, wstawaj, otrzepuj kolana i znów próbuj. Odpoczywaj, ale nie daj sobie wmówić, że unikanie porażek to, to samo, co odnoszenie sukcesów.

Albo tego nie rób.

To twój wybór.

Tylko pamiętaj – za brak udziału w zawodach nie dostaje się medali. Nawet tych pocieszenia.

  • Każda porażka to krok bliżej sukcesu. Granie na forexie nauczyło mnie, że nie ważna jest liczba porażek i zwycięstw, tylko bilans. Możesz ponieść porażkę 9 razy, a za 10 osiągniesz taki sukces, który pokryje wszystkie straty i będziesz do przodu. Niestety niektórzy zatrzymują się na 2-3 porażce i nigdy nie dojdą do celu.

    • Forex to granie w kasynie, gdzie duzi gracze maja znaczone karty i do tego wymieniają sie informacjami o tym co maja w ręku. Można wygrać i z takimi, ale nie jest to gra dla każdego.
      IMHO nie chodzi o bilans tylko o to co sie robi i po co.Teraz. Koszty utopione raczej paraliżują niż skłaniaja do działania i zmiany.

      • Forex to nie granie w kasynie :) Owszem, nie każdy się do tego nadaje. Koszty utopione, czyli porażki, są i zawsze będą. Unikanie porażek podczas robienia różnych (zwłaszcza nowych) rzeczy, spowoduje, że staniesz w miejscu.

      • Bez insider infomation jest bardzo ciezko. Da sie, ale sa latwiejsze sposoby na zarabianie pieniedzy

      • Forex to niewyczerpane źródło zarabiania dla każdego, komu zechce się poświęcić czas i energię na naukę. Przez półtora roku byłem żółtodziobem, który oddawał tam innym pieniądze. Wziąłem się w garść, zapisałem do jednej z najlepszych szkół Foreksu na świecie i dziś to ja zabieram pieniądze żółtodziobom. Piszę to nie po to, by cokolwiek reklamować. Po prostu status regularnie zarabiającego inwestora można osiągnąć, ale to kosztuje, tego nie da się nauczyć w tydzień ani w miesiąc. A wielcy gracze? Mogą być sprzymierzeńcem małego inwestora, jeśli ten umie podążać ich śladami i przewidywać ich ruchy.

  • Joanna

    Twoje teksty wbijaja w fotel :) gratuluje i oby tak dalej

  • Marsell

    Masz całkowitą rację i bardzo lubię Twój trzeźwy punkt widzenia. Czy odnosząc to do związków sytuacja wygląda tak samo? Mamy ryzykować, chociaż nie mamy pewności, czy się uda i czy wyjdziemy z tego bez szwanku? Czy lepiej w sprawach uczuciowych postępować ostrożniej niż w sprawach biznesowych?

    • Czy postępować ostrożniej? Co masz na myśli pisząc o takim postępowaniu?
      Ryzykować w sensie nie bać się zmian. Ale wciąż zachowywać rozsądek i opanowanie, bo koniec końców jesteśmy odpowiedzialni sami za siebie – za własne słowa, myśli i działanie.

      • Marsell

        Bardziej mam na myśli zaangażowanie – czy mamy się spieszyć, czy postępować ostrożnie. Czy dobre jest to, aby robić to na co mamy ochotę, chociaż jesteśmy jeszcze na wczesnym etapie znajomości. Czy może lepiej zachować zdrowy rozsądek i nie dać się ponieść własnym pragnieniom, jeśli chcemy zbudować wartościowy związek.

    • Uważam, że zawsze trzeba postępować ostrożnie, ale nie na tyle, żeby stać w miejscu. Podstawą podejmowania jakiejkolwiek działalności biznesowej jest przetestowanie pomysłu „na sucho”, żeby sprawdzić zapotrzebowanie. Tak samo należy traktować wszystkie randki i początki związki – one są po to, żeby ocenić czy warto w to dalej brnąć. To nie podejmowanie ryzyka – to test.

      Jeśli natomiast chodzi o już trwające związki to zależy to od konkretnej sytuacji i nie da się na to odpowiedzieć z góry.

      • Marsell

        Dziękuję za odpowiedź:)

  • Podsumowując : „Nauczyłem się, że sukces powinien być mierzony nie tyle
    pozycją, jaką się osiągnęło w życiu, ile przeszkodami, jakie się
    pokonało w dążeniu do sukcesu”. Booker T. Washington oraz Napoleon Hill „Prawdziwą miarą inteligencji jest działanie”. :):)

  • Marzena Kud

    Dlatego moje życie jak jak brudnopis. Pokreślone, poplamione, ale nie ma pustych kartek. Są zdania piękne i koślawe, niektóre z próbą wymazania. Lubię swój brudnopis, bo pęcznieje z roku na rok i jest jakiś. Czyste, pachnące kartki zostawiłam na ławce.

  • Marlena

    Zamieszczam po raz pierwszy komentarz na Twoim blogu, mimo ze jestem wierna czytelniczka :) Ten wpis potraktuje bardzo osobiscie, jako jeden ze wspanialszych prezentow na moje nadchodzace 30-te urodziny! Bede korzystac z tego prezentu stale, obiecuje :) Dziekuje Ci bardzo Volant! Zachecasz do dzialania, poruszasz serce i umysl!

  • zbulu1

    Dzieki Volant, potrzebowałem tego.
    Miłego dnia :)

  • Albo sukces albo biografia na wysoki połysk. Zero pośrednich wariantów.

  • Felicja

    To również dla mnie najpiękniejszy choć spóźniony prezent urodzinowy ;) niedawno kończąc swoje 28 jesieni także zrobiłam podsumowanie swojego życiorysu, trochę z własnej potrzeby a trochę z presji otoczenia (którą nagle swymi nozdrzami zaczęłam wyczuwać ;)). I co na koncie: od 2 lat sama po zakończeniu 9letniego średnio udanego związku, z którego wyszłam pogruchotana, lekko skrzywiona w dodatku z długiem na koncie i poczuciem że zaczynam wszystko od nowa oraz z łatką na pewno strasznej jędzy bo to ja przecież go zostawiłam. Po drodze pare przelotnych( i nie tylko) znajomości. Obecnie dwie prace jedna w korpo druga za barem ale bez większej satysfakcji. Brak skończonych studiów..itd. Skrzywiłam się że mam tyle lat i chyba nie jestem aż tak dobra i średnio mi to życie idzie..a potem przypomniały mi się słowa faceta który rok temu namieszał i pozmieniał w moim życiu wiele rzeczy za co jestem mu bardzo wdzięczna, choć nie wiem czy chce w nim zostać..albo raczej do niego wrócić..powiedział że imponuje mu moja umiejętność: cokolwiek by się nie działo Ty zawsze wstajesz i idziesz dalej..mega komplement. I dzisiaj Twój tekst też jest dla mnie takim komplementem. Mam gdzieś że nie żyje wg scenariusza innych. Podnoszę się i kroczę dalej swoją ścieżką choć mam parę blizn i całą masę siniaków. Dzięki!! ;)

  • Szymon Partyka

    Dzięki Volant za te teksty. Czytam Cię od długiego czasu, ale tak na prawdę dopiero teraz zaczynam rozumieć. Ostatnimi czasy zacząłem w końcu próbować różnych rzeczy (czyt. żyć) i popełniłem przy tym sporą ilość błędów, i – co zadziwiające – czuję się z tym doskonale :D Widzę jak wiele mnie to uczy i jak dużo dowiaduję się dzięki temu o ludziach, rzeczywistości, a przede wszystkim o samym sobie. Pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji celów :)

  • Volant, czy szykuje się u ciebie jakaś duża zmiana? Albo jakaś decyzja nad którą tak pracujesz?
    Niedawno pisałeś o tym, czy stać nas na brak zmiany i o 59 rzeczach, które zmienić dla lepszej przyszłości (swoją drogą oba bardzo sobie wziąłem do serca), a dzisiaj jeszcze ten wpis

    • U mnie zawsze zapowiadają się zmiany, ale teraz nie większe niż zazwyczaj :) Te wpisy są motywowane moim życiem w niewielkim stopniu.

  • Rakshata

    Ostatnie zdanie zostanie umieszczone gdzieś w widocznym miejscu w domu. Dzięki Michał!

  • Wojciech Dojlido

    Masz plan ruszenia z Volantification w dwóch językach?

  • Agata Kelm

    Jestem tak zadowolona z czytania tekstów i zakupu książek, że chyba powinnam świecić na kilometry, bo tak jestem napromieniowana energią, zmianami i pracą nad sobą! To najlepszy czas jaki mogłeś Volant dać i stwierdzam z przyjemnością, że też jedne z najlepiej wydanych przeze mnie pieniędzy. To co mówisz ma przełożenie na wszystko. :))

    • Bardzo mi miło! To teraz życzę powodzenia w wykorzystywaniu tej energii!

  • A.

    Do 30-ki osiągnęłam bardzo dużo, nigdy nie siedziałam w miejscu i nie marudziłam. Mieszkałam nawet na wspomnianym Lazurowym Wybrzeżu. Serio. Może nie kupiłam tam domu, ale zamieszkanie tam było jednym z moich marzeń, które spełniłam. Zawsze szłam jak przecinak. Niczego się nie bałam. Realizowałam cele. Mam doświadczenie 40-letniej kobiety, do tego wyglądam na 20. Cały czas działam. I nadszedł teraz taki moment, że mam dosyć. Że się zmęczyłam. Robię zbyt dużo rzeczy. Podejmuję zbyt wiele działań. Gdybym zrobiła bilans to też pewnie by mi wyszło, że jakaś 1/4 z nich ma sens. Więc mój wniosek jest taki, że z tych pozostałych 3/4, które zabierają nam czas i energię, trzeba umieć zrezygnować najlepiej zanim się w nie zaangażuje. I ten czas przeznaczyć może na pozostanie w miejscu i przeżycie chwili. W spokoju. Bez ciśnienia, że coś trzeba zrobić. Przemyśleć, czego się naprawdę chce, a nie działać dla samego działania.
    Niemniej dobry artykuł.

    • Ostatnio doszłam do podobnych wniosków i podpisuję się pod Twoją wypowiedzią dwoma rękami.

  • Elpitero

    Stary…. powiem Ci jedno, tym tekstem dałeś mi mentalnego „liścia”. Właśnie jestem po piwie i poczułem go jeszcze bardziej. Własnie doświadczyłem w jednym ułamku sekundy to, że za dużo marnuje dni. Za dużo na zastanawianie się czy powinienem. za dużo dni na to, że mi się nie chce. Ale to mnie obudziło do dalszego działania. Mam plan, który powinienem zrealizować. dużo planów bo od tego do ciężkiej cholery mam życie. Dzięki ci wielkie za ten tekst . Oczywiście życzę ci jak najwięcej sukcesów w biznesie, ekstra sukcesów i jakże- optymistycznych porażek, bo to jest najważniejsze i oboje o tym wiemy.
    Za dużo mam myślenia o innych, życia w przyszłości i o tym „co pomyślą inni” pora to zmienić i to ty zapoczątkowałeś. Czuj się jak ktoś, kto zmienił czyjeś życie, po raz kolejny :)

    • Alicja

      A prawda jest taka że każdy myśli o sobie 9 na 10 razy, a Tobie pomyśli może z 0,5 na 10 :)

  • Koko Channel Katy

    Uwielbiam zmiany! Bo wiem, że to mnie kształtuje…, problem tkwi w tym, łapię się na tym, że przed podjęciem decyzji, jest może… obawa, bo widzę swoja wyobraźnią konsekwencje czynów, staram się działać odpowiedzialnie. Za moją decyzją ukryte są skutki, z których zauważyłam, że to moje otoczenie, najbliższe grono bliskich mi ludzi nie jest gotowe na moja zmianę… choć ja już TAK.
    I potrzeba nam czasu… jak piszesz…”na sucho” bez emocji podejmować decyzje.

    Ładna fraza „to (te) chwile, kiedy serce ze strachu tłukło ci się w piersi, najczęściej będą tymi, które pchną cię na nowe tory”
    …nie powiedziałabym, że są to chwile, czasem proces kucia trwa więcej niż chwila.. bo nie wszystkie sytuacje, w których się znaleźliśmy z jakichś przyczyn swoich, i nie koniecznie swoich, są tylko chwilą..
    z każdym wiekiem dostrzegam swoje chęci na zmiany z inną intensywnością – i na to nie mamy wpływu.
    „Oceniaj siły na zamiary”

  • Jak to mądrze ktoś kiedyś powiedział: Lepiej spłonąć niż się wypalić (na marginesie, tym kimś mądrym był Neil Yung, którego w swoim liście pożegnalnym zacytował też Kurt Cobain). Jesteśmy TYLKO i AŻ ludźmi. Niby kruche psychiczne konstrukcje, ale wypalają się w różnym tempie. Tak jak piszesz- nie ma złych decyzji. Informacje zwrotne, o właśnie, to o to chodzi w procesie rozwoju. O to jak wykorzystujemy informacje zwrotne. Niestety większość z nas to strachliwi krytycy cudzej odwagi.
    Do przemyślenia :)

  • renskik

    W wieku 20 lat zacząłem podejmować głupie decyzje, fundowałem sobie blizny jedna za druga, nie kumając tak na prawdę do czego mnie to zaprowadzi, miałem długi, głupie towarzystwo, za dużo naduzywalem pewnych rzeczy. W pewnym momencie los wysłał mnie samego do Niemiec. Tam wszystko sie zmieniło, wyprostowało, naprawiło, oczywiście nie samo:) tam stworzyłem osobę która jestem teraz. dzisiaj mam 25 lat, prace której sam bym sobie nigdy nie wymarzył, jestem na plusie i mam pełen bagaż doświadczeń dzięki któremu jestem gdzie jestem, robię co robię i perspektywy sa przede mna duże :) a to tylko streszczenie ostatnich lat mojego życia. „Naucz się, że to chwile, kiedy serce ze strachu tłukło ci się w piersi, najczęściej będą tymi, które pchną cię na nowe tory.”
    Volant jesteś gość, napiłabym sie z tobą whisky, w ogóle pogadał. Pozdrawiam

  • Z kobiecej strony również życie w stagnacji nie wnosi niczego pozytywnego do życia. Ciągłe wyzwania, stawianie sobie realnych i mierzalnych celów w życiu, branie odpowiedzialności za własne decyzje i kierowanie się rozwagą są i powinny być nieodłączną częścią ludzkiego życia. Pewnie będziemy rozliczani z tego co zrobiliśmy i jakie wyciągnęliśmy z tego wnioski, a nie z czego nie zrobiliśmy. Podoba mi się to, że przedstawiłeś swoje osobiste wspomnienia, które pasują często również do naszego życia – przez to stają się bardziej personalne. Na przykład ja jeżdżąc w młodości „na stopa” nigdy nie czekałam w miejscu. Zawsze łapałam samochód w ruchu by zawsze być z każdym krokiem bliżej wymarzonego celu. Z takiej wędrówki też nie łatwo było zawrócić. To była dobra nauka z młodości.

  • Patrycja Vel Pati

    Popełniam błędy, wiecznie gdzieś błądzę, nieraz sie poryczę albo wkur… na siebie samą. Przewracam się, by potłuczona ale z zatysfakcją kolejnego siniaka podnieść się i iść dalej. Nie zawsze docieram na szczyt, czasami przegrywam, czasami odpuszczam by za jakiś czas przejść tą samą drogę już do celu. Ale prawda jest taka że jak widzę jakie nudne i wydawałoby się bezpieczne życie prowadzą niektórzy, jak bardzo ich dzień nie różni się od dnia, zdecydowanie wolę moje życie poszarpane niżeli wydawałoby się idealnie wyprasowane innych.

  • właśnie tak wygląda sukces! nie jest to tylko droga wypełniona poklaskiem i nagrodami, a raczej mnóstwo błędów, porażek i chwil, w których się zastanawiasz czy to wszystko ma sens. Dla mnie bardzo ważne jest aby przeżyć życie przede wszystkim tak jak ja chce a nie tak jak by chcieli tego dla mnie inni. Zawsze trochę na przekór, ale o to chodzi, żeby nie było nudno:)

  • Kamil Dyluś

    Od stania w miejscu jeszcze nikt idei swojej nie rozprzestrzenił :)