Chwalmy się! 2016

Chwalmy się! 2016

Jeśli mam być szczery to nie będę wspominał 2016 roku jako wybitnych dwunastu miesięcy. Nawet nie chodzi o to, że ten rok był zły, ale o to, że oczekiwałem sporo więcej.

Był to rok, w którym pochłaniało mnie z jednej strony życie prywatne, a z drugiej wybieranie niewłaściwych priorytetów, więc zawodowo ten rok był uboższy i mniej spektakularny, niż chciałem, ale wciąż przypominał pizzę – nawet jeśli był słaby to wciąż wystarczająco dobry.

Co zrobiłem dobrego?

1. Podwojenie fanpejdżu bloga

W 2016 r. poświęciłem się pisaniu książki, więc zepchnąłem bloga na dalszy plan. Pomimo to zasięg bloga utrzymał się na poziomie miliona czytelników i pięciu milionów odsłon rocznie, a fanpejdż powiększył się o ponad 21 000 nowych osób. Czyli na blogu pojawiło się więcej stałych czytelników, niż w 2015 roku i to pomimo tego, że napisałem o 15 artykułów mniej.

2. Ukończyłem większą część książki

Praca nad „Niewidoczną stroną” – bo tak na 99% będzie się nazywała moja książka o budowaniu relacji – w założeniu miała być szybsza. Książkę chciałem skończyć do października, chociaż miałem też świadomość, że pisanie jednocześnie bloga i dobrej jakościowo książki to karkołomne zadanie. I chociaż wciąż nie mogę powiedzieć, że postawiłem ostatnią kropkę to przekopałem się przez dziesiątki badań naukowych i publikacji, przygotowałem cztery różne szkice książki oraz napisałem ok. 200 stron. Po korekcie i składzie byłoby to ok. 500 stron książki. W rzeczywistości książka na pewno będzie krótsza, bo po usunięciu wszystkich elementów, które uznam za zbędne zatrzyma się pewnie na standardowych 350 stronach.

3. Zacząłem zlecać więcej zadań

Przez lata byłem bardzo dobrze zorganizowaną osobą. Problem w tym, że to było zorganizowanie dostosowane do małej skali działań. Jednak jeśli porównałbym swoje obecne życie z tym sprzed pięciu lat, to w każdym obszarze zobaczyłbym spektakularne zmiany. Przykłady? Proszę bardzo – blog jest większy o 4000%, średnia liczba komentarzy i wiadomości prywatnych wzrosła o kilkaset procent, zarabiam dziesięciokrotnie więcej, niż przed pięcioma laty itd. W zeszłym roku zauważyłem więc, że to, co robię nie działa i trzeba lepiej zarządzać czasem. Zacząłem więc tworzyć szczegółowe plany zadań do realizacji, szukałem najlepszych godzin pracy, grupowałem zajęcia i kiedy tylko mogłem posługiwałem się zasadą Pareto.

Wszystko to po to, żeby zrozumieć, że problem był nie w jakości mojej pracy, ale w tym, że nie da się wszystkiego zrobić osobiście. Jest to o tyle zabawne, że jeszcze dorzucałem sobie kolejne zadania, które wymagały mojej uwagi, co dodatkowo zabierało mi czas. Ostatecznie nadeszła pora, żeby znów uwolnić swój czas i robić tylko to, w czym naprawdę jestem niezbędny. Dlatego zawarłem nowe umowy na obsługę logistyki związanej z wysyłką książek i obsługą klienta oraz stworzyłem lepszy zespół osób, z którymi współpracuję.

[Dogrywaniu tych zmian towarzyszyła największa wtopa tego roku – zawiodłem kilkanaście osób, które zamówiły moje książki na Święta, ale nie byliśmy w stanie zrealizować zamówień. Wynikało to z tego, że kolejny nakład „Piątego poziomu” się wyczerpał. Zamówiłem dwa dodruki – jeden, który został wysłany do nowego magazynu, i drugi, mniejszy do obecnego. Niestety po stronie drukarni pojawiły się opóźnienia w druku, więc wysyłki się rozjechały. Osobiście skontaktowałem się z kupującymi, dołączyłem do zamówień wersje elektroniczne książek, przeprosiłem i nadzorowałem jak najszybszą możliwą wysyłkę. Nie zmienia to jednak tego, że takie opóźnienie nie powinno się pojawić i wciąż jest mi za nie wstyd.]

4. Dopracowałem nowy szablon Volant Store

Stary szablon kłuł mnie w oczy, a nowy będzie znacznie bardziej przejrzysty i profesjonalny. Do tego wypatroszyłem jego całe wnętrze zmieniając system składania zamówień i ich opłacania, dzięki czemu transakcje będą przebiegały sprawniej.

5. Utrzymałem dochody

Właściwie to nawet zarobiłem o jakieś 20 000 zł więcej (dokładnie będę to wiedział po rozliczeniu grudnia). Niby nieźle, ale: a) to znacznie mniej, niż chciałem zarobić oraz b) biorąc pod uwagę wpłacanie na konto dewelopera kolejnych transz za mieszkanie to w ogóle tego nie odczułem.

6. Wróciłem do formy jeśli chodzi o czytanie książek

Moim celem jest dużo pisać i jeszcze więcej czytać, więc jestem zadowolony, że przeczytałem w całości 31 książek (przynajmniej tyle sobie przypomniałem). To trochę więcej niż książka co dwa tygodnie. Nie wszystkie książki były dobre, ale i tak zrobiłem listę tych lektur i zaznaczyłem kolorami, które były dobre, a które okazały się porażkami.

7. Zostałem ojcem!

W marcu 2015 roku żartowałem, że jak wygram w konkursie na Bloga Roku to oświadczę się swojej dziewczynie. Jednak nie żartowałbym tak, gdybym już wcześniej o tym nie myślał. Dlatego w zeszłym roku się oświadczyłem, a w obecnym zostałem ojcem najpiękniejszej córeczki na świecie. I uprzedzając pytania:
Tak – okazała się skutecznym pożeraczem czasu
Nie – na blogu nie pojawi się kategoria parenting :)

Postanowienia na przyszły rok

Oprócz tego, co mi się udało, to jeszcze nigdy nie patrzyłem tak krytycznie na to, co robię i nie chciałem poprawić aż tylu rzeczy. Część zmian przerzuciłem na 2018 rok, więc o nich nie piszę. Poniższe zasady obrazują to, co chciałbym zrobić, ale nie mogę mieć pewności, że to się uda.

1. Regularne blogowanie – tak jak wspomniałem, w obecnym roku zepchnąłem je na dalszy plan, ale serduszko mnie boli, kiedy długo nie piszę. W 2017 roku chciałbym publikować 6 tekstów miesięcznie. Łącznie daje to 72 teksty rocznie, czyli o 30% niż w 2016 r. i troszkę więcej, niż w 2015.

2. Równowaga mocy w tekstach – przyznaję, w obecnym roku pisałem z doskoku, nieregularnie i tracąc z oczu cel bloga, jakim jest życie, w którym jest zachowana równowaga między zarabianiem pieniędzy, relacjami i doświadczaniem rzeczywistości. Pojawiło się nieproporcjonalnie wiele tekstów dotyczących związków, które były niezłe, ale wyparły nie mniej ważne teksty z działu: „Kariera i pieniądze”. W tym roku już tak nie będzie.

3. Pomaganie w skali makro – mam świadomość, że na tym etapie indywidualne podejście już się nie sprawdza. Dostałem np. kilkanaście maili z pytaniami o źródła, z których można zdobywać wiedzę finansową. Nie odpisałem na żaden z nich, ale zamiast tego opublikuję duży praktyczny wpis na ten temat. Podobnie zamiast dzielić się prywatnie kontaktami, stworzę forum, na którym będzie się można nimi wymieniać. Zamiast poświęcać czas na osobiste wypisywanie dedykacji, całkowicie z nich zrezygnuję, ale dzięki temu będę mógł częściej brać udział w branżowych konferencjach.

4. Jeśli kampanie reklamowe to tylko wyjątkowo dobrze dobrane – bo to było moim głównym grzechem w tym roku (i to pomimo tego, że przez 12 miesięcy brałem udział tylko w pięciu z nich). Za udane i ważne uważam tylko dwie z nich. Dlatego w przyszłym roku odrzucę jeszcze więcej tego typu propozycji i nie będę płakał jeśli będę musiał odrzucić wszystkie. Finansowo i tak radzę sobie bez nich.

5. Opublikowanie ponadczasowej książki – przez minione lata dojrzałem jako autor i jako człowiek. Chciałbym więc, żeby „Niewidoczna strona” była tego wyrazem będąc książką zupełnie innej jakości, niż dwie wcześniejsze. Dotyczy to sposobu wydania, jakości, organizacji wysyłki oraz przede wszystkim treści, żebym za pięć lat zobaczył tysiące osób, które realnie skorzystały na jej przeczytaniu. Będzie to też pierwsza książka, którą wydam pod swoim nazwiskiem.

6. Poświęcać więcej czasu samemu sobie i spędzać go offline. Chciałbym przede wszystkim pojechać na dobre i długie wakacje, robić więcej zdjęć, częściej występować publicznie, regularnie ćwiczyć oraz nauczyć się projektowania ubrań.

7. Delegować jeszcze więcej zadań.

8. Sprawić, że przez cały 2017 rok będę skupiał się na zadaniach spójnych ze mną, będę żył spokojniej i cieszył się ze zrealizowania najważniejszych dla mnie planów.

Podsumowanie

Miałem duże oczekiwania związane z tym rokiem. Pochłaniały mnie długoterminowe projekty, których efekty miały być widoczne dopiero za kilka/kilkanaście miesięcy, a dodatkowo ich realizację opóźniały donośne zmiany w moim życiu.

Na 2016 rok miałem tylko dwa priorytety: zrealizować pewien projekt, o którym wspominałem, ale bez żadnych szczegółów oraz napisać i opublikować książkę. Nie zrobiłem żadnej z tych dwóch rzeczy, pomimo że na dalszy plan zepchnąłem bloga oraz pracowałem więcej, niż powinienem.

Jednak obiektywnie ten rok był przynajmniej tak samo dobry, jak poprzedni, a w wielu sprawach lepszy.

Mam też wrażenie, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy musiałem przystosować się do nowej sytuacji. To, co zaczęło się dziać w moim życiu w pewnym sensie mnie przerosło. Poczułem się tak, jakbym w tym, co robię osiągnął już szczyt możliwości. Obecnie myślę, że potrzebowałem takiego roku, jakim był 2016, żeby przystosować się do tej sytuacji, wyznaczyć nowe, ambitniejsze cele i zebrać siły, żeby się do nich wspinać.

To teraz wy się chwalcie, co u was się zmieniło, co się wam udało i z czego jesteście dumni. Przeczytam wszystko, bo cudze sukcesy cieszą mnie jeszcze bardziej, niż własne.

Dodaj komentarz

49 komentarzy do "Chwalmy się! 2016"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Suasos
Gość

przede wszystkim zaczęłam się rozwijać. zawsze byłam aktywna i nie wiem czemu pierwszy rok studiów przesiedziałam na dupie tylko studiując. od drugiego byłam wolontariuszem w Akademii, byłam na dwóch kursach językowych u native speaker’ów, byłam na wymianie i zostałam koordynatorem projektu w organizacji. I pomimo zajętego życia miałam najlepszą średnią ever na studiach i weszłam w świadomy związek, nad którym wciąż pracujemy.
więc podsumowując – 200% normy, która dała 300% efektów.
+ uczucie bycia dumnym z siebie jest świetne!

Suasos
Gość

i co najlepsze – zaczęłam swoim zaangażowaniem wpływać na rozwój innych <3

Nikos Lawenda
Gość

jakiej Akademii?

Suasos
Gość

Przyszłości

VQ
Gość

gratulacje – pisarzu, przedsiębiorco, tatusiu! u mnie chyba OK, choć rok był ciężki, momentami bardzo. zmiana pracy, powrót do tego, co zawsze chciałam robić, a przede wszystkim… wzrost samoświadomości. reszta.. póki co, musi pozostać tajemnicą :) pozdro i tak trzymać, pisać i uświadamiać!

Laura
Gość

Lubię czytać o sukcesach innych tym bardziej, że sama mam ich niewiele, a jeśli jakieś w końcu wypracuję to nie wiem czy będę w stanie je uznawać za sukcesy. ;)
Nie oszukuję, że najbardziej z całego tekstu zadowala mnie, że będziesz ojcem. Nie umniejszam reszcie punktów, które ciężką pracą osiągnąłeś, ale bardzo się cieszę, że ludzie, którzy (w mojej opinii) zasługują na to by być rodzicem będą wychowywać kolejnego inteligentnego człowieka.
Co do punktu o czytelnikach i ogólnie o tym, że mało tych postów było. No było, ale masa osób (w tym ja) po prostu Ci kibicuje i wspiera choćby jakimś komentarzem czy wiadomością (i wirtualną obecnością) więc i wybaczają, że i tak się mogło zdarzyć, że nie wyrabiałeś z pisaniem.
Dedykacje… no dalej chętnie bym Cię kopnęła, ale wyciągnę je prędzej czy później. Już sobie postanowiłam.
Czekam na książkę bardzo i cholernie mnie cieszy, że zdecydowałeś się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem, niby taki szczegół, ale przeżywam.
Mam wiele przed sobą pracy i wiele wątpliwości, które muszę wziąć na klatę jeśli za jakiś czas będę chciała się czymś ciekawym podzielić, a chcę.
Dzięki za zainspirowanie punktem o czytaniu książek, taki punkt mi się przyda.
Wszystkiego dobrego w nowym roku dla Ciebie i rodziny, a przede wszystkim zdrowia! <3

Weronika
Gość

Szanowny Panie Michale ! :) gratuluje wszystkiego, wszystkiego co sprawiło, że czuje się Pan usatysfakcjonowany (najbardziej Potomkini), jak również tego czym nie jest Pan zachwycony (to właśnie to sprawia, że chcemy iść do przodu). Mój rok…. nie jestem zbyt zadowolona, bo nadal mogło być znacznie lepiej, ale tragicznie też nie jest.
Udało mi się jechać na wymarzone wakacje do Włoch (pierwsze !), złapać dobrze płatną wakacyjną pracę, przeczytać wiele książek (znalazłam jedną, która pochłonęła mnie całkowicie na 2 dni – znakomite Stulecie chirurgów – nie tylko dla związanych z medycyną). Udało mi się połączyć pracę ze studiami. Są to jednak tylko kapliczki z pobocza, a z rzeczy ważnych : podjęłam jedną z najważniejszych decyzji mojego życia (w opinii wszystkich wokół nie zbyt słuszną, jednak chyba w zgodzie ze mną i sumieniem), mimo, że rozjechałyśmy się po Polsce wraz z moimi wieloletnimi przyjaciółkami nadal tworzymy trio jak z Friendsów.
Czy to już czas na noworoczne życzenia ?
Jeśli tak to tak minimalistycznie : wszystkiego dobrego :)
Trzymam kciuki za Pana, za tego Bloga i za wszystkie inne podjęte przedsięwzięcia.

Tu Od Teraz
Gość

Gratuluję wszelkich osiągnięć od tych ojcowskich po te książkowe i blogowe. Każde ma swoją wartość i znaczenie. Życzę powodzenia w realizacji tych zaplanowanych na nadchodzący Rok. Jak to mówią ograniczenia są tylko w naszych głowach – więc głowy bez ograniczeń życzę również :)
Moje osiągnięcia są bardzo osobiste i wewnętrzne – więc trudno doszukiwać się w nich spektakularnych wyników. Ale dla mnie są ważne. Jednym z nich jest uwolnienie się od destrukcyjnej relacji, które to uwolnienie dało mi przestrzeń do osobistego życia w pełni. Dało mi wolność i przeświadczenie, że wreszcie mogę wszystko;
Przełamywałam wielokrotnie granice lęku i strachu, odkrywając jednocześnie nowe możliwości mojego życia;
Przeczytałam 54 książki;

Kończę ten rok szczęśliwa, lekka i wolna.
I tego szczęścia z życia tu i teraz życzę każdemu.

Stivven
Gość

Sukcesów w nowym roku! I cieszę się, że twój blog rozwinął się do tak wysokiego poziomu. Jestem z tobą odkąd miałeś około 300 lajków na FB i nie żałuję, że zostałem na dłużej :)

musterion
Gość

A ja mam problem. Z jednej strony jest to rok, w którym zrobiłem chyba największy do tej pory postęp. Z drugiej poprzeczkę postawiłem sobie tak wysoko, że i tak nie potrafię być zadowolony z tempa progresu.
- rzuciłem magisterkę i nie żałuję, z perspektywy czasu widzę, że studia bardzo mnie hamowały odbierając zarówno czas jak i motywację,
- związek nadal rozwija się w bardzo dobrym kierunku,
- pracuję z fantastycznymi ludźmi, nasz zespół jest jak rodzina, zmiana pracy pod koniec 2015 była jedną z lepszych decyzji w moim życiu,
- wypłata (netto) w stosunku do poprzedniego roku wzrosła o prawie 40%, co i tak było dla mnie absolutnym minimum,
- awansowałem – i to nie tylko poprzez dopisanie „starszy” przed stanowiskiem, ale poprzez poszerzanie zakresu obowiązków i nowe wyzwania, a co za tym idzie znacząco rozwinąłem kompetencje twarde i trochę nawet miękkie.
- w końcu robię to, co mi się bardzo podoba (marzyłem zostawiam wyłącznie do koncertów na stadionach) i czego zawsze chciałem spróbować. Było to okupione wieloma nadgodzinami, godzinami w książkach i kursach, +10kg oraz całkowitym zaniedbaniu pozazawodowych zainteresowań, ale teraz może być tylko lepiej i trudniej,
- znalazłem się w gronie szczęśliwców, którzy załapali się na bardzo specjalistyczne szkolenie i nic za to nie zapłacę,

Jednocześnie gryzie mnie fakt, że powinienem być znacznie dalej, zmarnowałem mnóstwo czasu w poprzednich latach, a i w tym roku mogłem go znacznie lepiej wykorzystać.

2017:
- wrócić do zeszłorocznej wagi
- pracować mniej, ale efektywniej,
- nie zaniedbywać gitary,
- kolejną czterdziestoprocentową podwyżkę uznam za wystarczającą,
- jak najbardziej zbliżyć się do 150kg w martwym ciągu,
- przeczytać min. 24 książki nie mające żadnego wyraźnego związku z moją pracą,
- zdobyć dwa certyfikaty, nad którymi pracuję od dłuższego czasu, w pierwszym podejściu, bo szkoda dolarów,
- rozwinąć się bardziej niż w 2016, pracować nad własną marką – mam już swoją niszę, pozostało zostać najlepszym w temacie,
- zaliczyć więcej koncertów.

Justyna
Gość

Drogi Volancie! Cierpliwie czekałam aż pojawi się podsumowanie kończącego się roku, więc dziś z przyjemnością przeczytałam Twój tekst. Uważam, że to świetny pomysł. Wiele – jeśli nie większość – osób powiela wciąż te same postanowienia noworoczne, które często bywają realizowane mniej więcej przez pierwsze dwa tygodnie stycznia, po czym wszystko wraca do stanu poprzedniego z myślą ‚innym razem’. Zamiast postanowień noworocznych, wzorem przeczytanego dwa lata temu Twojego tekstu również staram się dokonać podsumowań własnych sukcesów i błędów. Rok 2016 przywitałam w Barcelonie, do której z radością wracam o ile czas wolny i środki na koncie pozwolą. W lutym w gronie przyjaciół obchodziłam 25 urodziny, a wisienką na torcie był niezapomniany koncert Tomasza Organka. Wiosną rozpoczęłam znajomość z siłownią i ta przygoda trwa tak od 10 miesięcy – ukłony w kierunku autora tekstu http://volantification.pl/2014/09/09/dlaczego-kobiety-powinny-uprawiac-sport . Od lipca było bardzo pracowicie – nauka do egzaminów, długie godziny w kancelarii, adrenalina przed wejściem na salę sądową i duma z wygranych spraw; czuję, że moja praca przynosi prawdziwe efekty, wpływa na życie innych i pozwala mi zdobyć doświadczenie zawodowe. Jesienią spędziłam fantastyczny czas na Teneryfie, która okazała się świetną destynacją o tej porze roku. Poza tym, w tym roku dwukrotnie zostałam powołana do pełnienia jednej z najfajniejszym funkcji i zostałam ciocią – w tym miejscu gratuluję narodzin córki!
Rok 2016 zapamiętam pod kątem rozwoju osobistego – nauka, kariera, sport, podróże, koncerty, spotkania z inspirującymi osobowościami. Ten rok upewnił mnie, że całkowitą rację miał ten, kto powiedział, że jeśli nie masz na coś czasu, znajdź sobie więcej zajęć. W tym roku starałam się również wzmocnić relacje z bliskimi – rozmową, wsparciem, wspólnie spędzonym czasem, motywując ich do czerpania ze swojego potencjału; a także doceniać to, co mamy i możemy mieć, jeśli ustalimy cel i będziemy ku niemu dążyć z determinacją i entuzjazmem.
To był dobry rok. Teraz tylko od nas zależy jaki będzie 2017 rok.

Lakay
Gość

Miło, że tekst się podobał :)
Wszystkiego dobrego i powodzenia w nowym roku!

Kamil Ułasiuk
Gość

Cześć Volant i cześć czytelnicy. Autorowi wpisu gratuluję potomka i zacieram dłonie na nową książkę. Kto chętny i ciekawy, to zapraszam do sprawdzenia mojego skromnego podsumowania 2016 we wpisie https://cotamwls.wordpress.com/2016/12/27/2016-chwalmy-sie-i-planujmy/

Marlena E. Ambroziak
Gość

Dziekuje.
Uratowales moje zycie.
Otworzyles mi oczy nim pozwolilam zmarnowac kolejny dzien, miesiac, rok mojego zycia.
Dzieki twoim tekstom w koncu zrozumialam, ze „nie stac mnie na brak zmiany” i znalazlam w sobie sile by tych zmian dokonac.
Poki co wstaje z kolan, odkopuje gruzowisko wokol mnie. Koncowka roku dociskala mnie do maty tyle razy, ze moja strefa dyskomfortu stala sie nowa strefa komfortu poprzez zasiedzenie.
Bilans 2016 koncze na wielkim minusie emocjonalnym, zawodowym i finansowym. Ale wiem, ze ide ku lepszemu. Swiadomie. Sama w rekach niose moj los, moje szczescie, moje zycie.
Nie wiem czy oprocz statystyk czytelnikow, odslon, klikniec, tekstow, slupkow i innych analiz prowadzisz rowniez statystyke osob uratowanych przed smutnym i nudnym zyciem, toksycznym zwiazkiem i falszywymi przyjaciolmi?
Jesli nie to mozesz mnie dopisac do listy osiagnietych sukcesow w 2016 roku :) Ja jestem z siebie dumna, ty tez powinienes.
Dziekuje!

Ania M
Gość

Gratuluję :)!
U mnie nastąpiło kilka ważnych zmian w sposobie myślenia – dojrzałam do tego żeby wziąć się za siebie i co raz częściej zaczęłam wygrywać z odkładaniem wszystkiego na później :). Jeśli chodzi o zawód (pracuję w branży budowlanej) to podpisałam i zrealizowałam duży projekt, chcę więcej :)! Dla mnie to ogromny sukces bo wcześniej nigdy tak dużej umowy sama nie podpisałam, jedynie duże projekty szefa mi zlecał.
Plany na 2017 rok:
- zrzucić 15 kg do rozmiaru małe M + zacząć biegać,
- więcej czytać,
- podwoić obrót mojego salonu (najchętniej to potroiłabym :)),
- pojechać w końcu na urlop,
- trafić na inteligentnego, pracowitego, zaradnego, z poczuciem humoru i przystojnego – zadbanego mężczyznę.

Subiektywny
Gość

Volant,

Przyjmij proszę gratulacje z powodu narodzin córki. To olbrzymia zmiana w życiu mężczyzny nawet jeśli początkowo ciężko się odnaleźć. Później? Później jest tylko lepiej. Doświadczone empirycznie ;)

Tak czytając Twoje podsumowanie nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że próbowałeś łapać przysłowiowe wiele srok za ogon – na raz. Zawsze miałem z tym problemy i miewam również teraz. I w przyszłości chyba też. Bo doba ma 24 godziny a rok dni 365. Choćbyśmy stanęli na głowie – nie damy być rady we wszystkich miejscach, na wszystkich wydarzeniach, idealnie połączyć życie osobiste, rodzinne i bogate w zajęcia życie zawodowe.
Chyba faktycznie bez owej delegacji obowiązków ani rusz. Z resztą z ową delegacją zawsze mam problemy. Otóż … mam manię dopilnowywania wszystkiego osobiście. Kto wie, zobaczę jak Tobie pójdzie w 2017 i może również przekonam się do delegacji części rzeczy.

Powodzenia w realizacji planów i energii do nakręcania całości. I wydaj jak najszybciej książkę, chętnie przeczytam.

S.

Tu Od Teraz
Gość

Volancie pozwolisz na zdanie prywaty do Lucassa?
A więc Lucass, dziękuję za to co napisałeś. Pisałeś do mnie, za pewne tego nie wiesz i nie byłeś świadomy. Nie będę wdawać się tu publicznie w szczegóły, ale to tylko pokazuje, że największą wartością człowieka jest umiejętność bycia sobą, bo nigdy nie wiemy, komu i kiedy nasza osobista postawa czy słowa pomogą, wskażą drogę. Pozdrawiam i dziękuję za drogowskazy :) Trzymam kciuki za cele na Nowy Rok!

Łukasz
Gość

- Wspiąłem się na swój pierwszy 4-tysięcznik
- Dostałem awans w pracy
- W ramach wygranego konkursu zwiedziłem Brukselę i Europarlament
- Odwiedziłem łącznie 6 nowych krajów, w tym ukochaną Wielką Brytanię
- Poprawiłem swój angielski
- Ustaliłem ciekawe cele na 2017 :)

TOmasz
Gość

Twój post jest bardzo inspirujący.

Ja chce się pochwalić. To rodzaj swoistego posumowania dla samego siebie by zebrać wszystko co działo się w moim życiu.

Zacznę od matury, fakt to zaczęcie roku od półrocza ale jakże dla mnie istotne. Nie dałem się ponieść przed maturalnej gorączce i skupiłem się na nauce na tyle na ile chciałem i dałem rade. Wkuwanie bez sensownej wiedzy nigdy nie było dal mnie trafionym pomysłem, lecz próbowałem sobie z tym poradzić wykorzystując moja naturalną, ciekawość świata. Jestem po technikum rozszerzenie miałem z matematyki i fizyki, lecz mimo to zdawałem maturę rozszerzoną z historii i polskiego. Z wyniku jestem zadowolony, choć okazał sie nie wystarczający, by dostać się na psychologię o której w tamtym momencie trafiłem. Choć teraz okazało się ze jestem w najlepszym z możliwych miejsc. (o tym później)

W wakcje podłapałem parę prac. Pracowałem na stacji benzynowej i przy kamerowaniu wesel. To drugie zajęcie było jako tako połączone z rzeczą która chciałem się nauczyć. Nie zagrzałem tam długo miejsca, lecz dzieki temu doświadczeniu wiem czego chce od życia zawodowego, lub chociaż czego nie wiem. Przerwałem te prace gdyż trafiłem mi się okazja do wyjazdu do pracy w Niemczech. W 3 dni zebrałem się, i byłem w jednym z większych miast. To było prawdziwa szkoła życia dla mnie i mojego znajomego. Dwóch 19 letnich chłopaków zostaje pierwszy raz pozostawiony samych sobie, w obcym państwie, w obcym mieście. Bez znajomości niemieckie. Fakt pracodawca był polakiem i znał ojca mojego znajomego. Wszystko było w porządku. Pracowaliśmy ciężko fizycznie po 12h dziennie, z wyboru, bo normalnie pracowało się 10, lecz my chcieliśmy najwięcej zarobić. 2 miesiące dłużyły się niczym rok. Wreszcie nadeszła upragniona chwila powrotu.

Powrót do domu. Kilka dni przyzwyczajania się do nowych warunków. Lecz uświadomiłem sobie ze ogranicza mnie własna rodzina. Babcia z mamą, osoby które powinny być mi bliskie, hamują mnie, moja mama wręcz czasem zachowuje sie toksycznie. Postanowiłem że na pewno nie bede mieszkał w moim malutkim miasteczku na stałe.

Wrzesień miną mi na początkowym imprezowaniu – choć nie ma za wielu znajomych ogólnie to byłem odludkiem – oraz na łapani sie dorywczych zajęć.

I nastał Październik. To jest prawdziwie przełomowy moment w moim życiu, można powiedzieć że narodziłem się na nowo. Nowe miejsce zamieszkania. Nowi znajomi. Dowiaduje się o sobie nowych rzeczy. Okazało się ze jestem całkiem ciekawym gościem. Pierwsze dwa tygodnie wielkiej imprezy. Dostałem nawet ksywkę. Studia dały mi możliwość rozwoju, i szybko to pojąłem. Zacząłem chodzić po rożnych szkoleniach/konferencjach/eventach organizowanych w mieście, i nagle poznałem Ją. Była to kobieta wulkan zupełne przeciwieństwo mnie! Autostopowiczka, wszędzie jej pełno. Zadurzyłem się w niej. A że jestem totalnym gamoniem w tych kwestiach, a ona miała luźne podejście do spraw związkowych. Dostałem terapię szokową, nie byliśmy razem, ale dostałem życiową lekcję i kopa. Przez 2 lata myślałem że się rozwijam, że ide do przodu w relacjach z kobietami czy w życiu, aż tu nagle bum! I dochodzi do mnie ze sam sie przez cały ten czas okłamywałem, i że nie wazne jest to co wiesz tylko to co stosujesz w stoim życiu i to działa.

Okazała się bardzo ogarnięta dziewczyną, i dzięki temu mama zajebistą przyjaciółkę która zawsze pomnożę mi, dajac spojrzenie z kobiecej strony na cała sytuacje. Co pomogło mi wznieść się o lvl wyżej w ogólnym rozwoju. Dzięki temu wpadłem na pomyśl na biznes. Odkryłem tak naprawdę do w życiu jest dla mnie ważne. Jakimi ja wartościami kieruje sie w zyciu , w czym jestem dobry. Czego ja od życia che, i jak to osiągnąć.W miedzy czasie zakręciłem się trochę obok ludzi biznesu, zaczałem udzielać się w organizacji studenckiej, trochę działam w uniwersyteckiej telewizji, i dostałem prace.

Jestem z siebie zajebiście dumny, bo dokonałem takiego progresu którego nawet nie śmiałem przypuszczać zaczynając ten rok.

Ps. Gratuluje Córy. hym nie napisałem o celach nad nimi musze pomyśleć :)

Justyna Janiuk
Gość

Ok, skoro pytasz, to chętnie się pochwalę:

1. Zaczęłam, skończyłam i obroniłam pracę magisterską tym samym nadając sobie tytuł magistra architekta i kończąc moją edukację.
2. Co dwa miesiące jechałam na krótsze bądź dłuższe wyjazdy, pierwszy raz byłam też poza kontynentem ;)
3. Po obronie zrobiłam sobie trzy miesiące odpoczynku od pracy nad sobą, co poskutkowała ogromnym progresem w ilości przeczytanych książek i niezłą opalenizną złapaną nad rzeką.
4. Podjęłam decyzję o założeniu własnej firmy
5. Dałam się zwolnić z pracy :D Po to, by pierwszy raz w życiu zarejestrować się jako bezrobotna
6. Zmieniłam nazwę bloga i przeszłam na własną domenę, dzięki czemu staty skoczyły mniej więcej o 100% (lajki na fejsie nawet więcej).
7. Wciąż jestem z tym samym facetem od lat siedmiu i układa nam się priti najs.
8. Zmieniłam fryzurę, którą nosiłam od gimnazjum, a w nowej czuję się cudownie ;)

A najważniejszym planem na 2017 rok jest ucieczka za granicę. Jeszcze nie wiem gdzie, nie wiem do końca jak, ale na pewno na stałe i gdzieś, gdzie zimy są cieplejsze :)

S.
Gość

Lubię sposób w jaki piszesz o pieniądzach. Zarobiłem tyle i tyle a w przyszłym roku chcę zarobić tyle i tyle. Ma to na mnie wpływ motywacyjny. Nie cierpię ględzenia typu „gentelmani nie rozmawiają o pieniądzach”. Jak to słyszę to zawsze gryzę się w język, żeby nie wypalić „a ku*wa o czym?! O pogodzie?!”

Powodzenia w biznesie i życiu rodzinnym. Czekam na wpisy w zakładce „pieniądze i kariera”.
Pzdr.
S.

CKczm
Gość

Przede wszystkim chciałbym pogratulować Volantowi, sobie i czytelnikom – wszystkich sukcesów – tych większych i tych mniejszych. Dla mnie i dla wielu ludzi ten blog to latarnia na wzburzonym morzu niewiedzy, miejsce rodzące iskry inspiracji do lepszego życia i … zatrzymajcie mnie jak zacznę przesadzać;) W każdym razie czas na creme de la creme, szato de szatelo, wisienkę na szczycie tortu wiśniowego – czyli porażki:

1) nie zbudowałem ciała Heraklesa
2) nie ukończyłem własnej gry mobilnej na Androida
3) nie poleciałem do Tajlandii
4) nie zdałem FCE

Ale za to w 2016:

1) zwiększyłem zarobki na etacie o 1000 zł netto
2) nauczyłem się rysować i tworzyć obiekty 2D/3D do gier komputerowych
3) zdobyłem nasze kochane Polskie Rysy
4) nigdy nie wypiłem tyle Jacka Danielsa co w tym roku

W 2017:

1) to nadal będzie rok Jacka Danielsa
2) wydam dwie gry na Androida i iOS-a
3) zdam FCE
4) polecę do NY

I jeszcze jedno. Kiedyś przeczytałem artykuł na blogu Volanta mówiący o tym, że mając nawet 10 zł można zacząć inwestować. Nie szukając wymówek. Rok temu w poście „Chwalmy się! 2015″ obiecałem, że zdradzę swój pomysł.

Udało mi się „zamienić” 10 zł w 85 zł w ciągu trzech tygodni (a w zasadzie weekendów).

Jak? Kupiłem kolorowy blok techniczny. Kosztował 3 złote, reszta poszła na piwo. Odpaliłem YT i obejrzałem filmik jak się robi kwiatek róży w technice origami. Nauczyłem się i z gotowymi poszedłem w sobotę pod kościół aby… wręczyć je młodej parze przy wyjeżdżaniu ze ślubu – czyli tzw. „brama”. Za kwiatka i piękne życzenia dostawałem flaszkę (czasem dwie) szlachetnego trunku na bazie ziemniaków lub zbóż. Później tą flaszkę sprzedawałem żulkom spod sklepu za 12-15 zł, także hustlerka jak nic. Szach mat.

Marudy zaraz powiedzą, że wcale nie musiałem kupować tego bloku i od razu pójść pod kościół. Cóż, cenię sobie oryginalność:) Stety niestety eksperyment zakończyłem po skończeniu kartek z tego bloku, uzbieraniu 85 złotych (zwrot 850%!) i więcej się w to nie bawiłem, bo szkoda cennego czasu. Ciężkie jest życie początkującego pimpa w futrze z bezdomnych kotów, który sprzedaje weselną wódkę panom koneserom. Ale za to pokazało, że jak się chce to można:)

Życzę wszystkim wszystkiego co dobre w 2017 i do zobaczenia za rok pod postem „Chwalmy się!” bo tylko pod tym się rozpisuję :D

Marek
Gość

Witam wszystkich i gratuluję każdemu mniejszych lub większych osiągnięć z tego roku. Dla mnie ostatnie 12 miesięcy było generalnie udane, dobrze zdana matura, dostanie się na studia… czy wymarzone, to może niestety nie do końca, ale z całą pewnością nie żałuję tej decyzji. Ponadto udało mi się zebrać w sobie i ze 100% intensywnością powrócić do treningów pływackich, od których musiałem sobie zrobić lekką przerwę spowodowaną przygotowaniami do matury. W każdym razie, powrót ten zaowocował trzema medalami z Głównych Mistrzostw Polski, co dało mi ogromny zastrzyk motywacji na kolejny rok. Cudowne uczucie, ta świadomość, że ciężka praca dała takie efekty o jakich się marzyło. Pozdrawiam wszystkich, i życzę spełniania wszystkich noworocznych postanowień!

piotrosc .
Gość

Volant, tak z ciekawości powiedz mi, czy z całej listy Twoich lektur przeczytałeś każdą pozycję w całości? Pytam bo sam mam tendencję do niekończenia książek, które mnie zaczynają nużyć. Np. Wspomnianą przez Ciebie Reginę Brett dałem radę przetrwać w 1/3.

Volant
Gość

To akurat dobrze, że ją przerwałeś :D Ja staram się czytać do końca, ale też jest mnóstwo książek, w których szukam konkretnych informacji i jak je znajdę to je porzucam.

wonhej
Gość

Cześć Volant, cześć wszystkim. Uważam, że to świetna tradycja i postaram się również podsumować swój rok.
2016, sukcesy:
1.Zwiększyłem przychody – w związku ze zmianą pracy i miejsca zamieszkania w 2015, zwiększyłem również swoje dochody w tym roku, nie jest to może spekatkularna zmiana, ale jest nieźle
2. Zdobyłem nową wiedzę, kompetencje, umocniłem pozycję w firmie. Dzięki temu czekają mnie lepsze perspektywy, jak nie w tej to w nowej pracy :)
3. Jako, że uprawiam sport, startuję w zawdodach jest i miejsce na tą część. Na pewno poprawiłem się technicznie, zdobyłem doświadczenie i pokazałem, że jeszcze niejednego młodzieńca mogę pogonić. Pokazałem też trenerom zaangażowanie i ile ten sport dla mnie znaczy. Były zwycięstwa, jednak startów było zdecydowanie zbyt mało.
4. Były też sukcesy w życiu prywatnym. Nawiązałem nową przyjaźń, to bardzo ważne dla mnie. Mam teraz grupę znajomych w nowym miejscu zamieszkania, a także kogoś na kogo mogę liczyć. To dla mnie ważne.
5. Poznałem dziewczynę, którą w końcu polubiłem i dla której mi się chce. Jest to jeszcze zbyt świeże, ale patrząc na historię moich relacji z kobietami, już to uważam za sukces.
6. Pracuję także nad sobą i tu osiągnąłem sukcesy: jestem bardziej elokwentny, przeczytałem więcej książek niż w roku poprzednim, poprawiłem umiejętności dyplomatyczne oraz cierpliwość. Jestem bardziej pewny siebie, lepiej się ubieram.
To może nie są wielkie przeskoki, ale krok po kroku dążę w wyznaczonym kierunku.
2016 porażki:
Były też porażki do których trzeba się umieć przyznać, wyciągnąć wnioski i pracować nad nimi w kolejnym roku:
1. Zwiększyłem przychód dzięki temu, że cały rok przepracowałem w nowej firmie (tylko połowę w 2015) i wszedłem na okres premiowy. Jednak nie udało mi się wywalczyć podwyżki przy podpisywaniu nowej umowy, ani nie wypracowałem nowych źródeł przychodu. Niestety, bardzo możlwe, że w związku z tym w kolejnym roku czeka mnie zmiana pracy, tak aby piąć się również po drabinie finansowej.
2. Byłem zbyt rozrzutny. Dodatkowo miałem kilka srogich wydatków, których nie przewidziałem i pochłoneły one wszystko to, co udało mi się zaoszczędzić. Odłożyłem bardzo niedużo i tu jestem wysoce niezadowlony.
3. Wciąż chciałbym więcej jeśli chodzi o sferę zawodową. Moja praca okazała się niestety dość monotonna i mało rozwijająca w dłuższej perspektywie. Niestety, przyszłość też nie zapowiada się w kolorowych barwach.
4. Były też porażki w sporcie: nie wszystkie walki wygrałem, startów było za mało, a w dodatku doznałem poważnej kontuzji, musiałem przejść operację i moja dalsza kariera sportowa stoi pod dużym znakiem zapytania.
5. Poznałem zbyt mało kobiet. Coś się działo, ale zdecydowanie zbyt mało. Częściowo jestem sobie to w stanie wybaczyć, bo pochłania mnie praca i sport, ale z drugiej strony mam dużo wyższe oczekiwania wobec siebie. Może kobieta, którą poznałem niedawno, uratuje ten rok pod względem kobiet :)
6. Jeśli chodzi o samego mnie, to uważam, że zbyt dużo czasu spędzam online i poświęcam zbyt mało miejsca na książki i podróże.
2017, cele
1. Dalej zwiększać dochód, choć wiem, że może mnie to kosztować sporo w życiu osobistym.
2. Zgromadzić więcej oszczędności.
3. Zmienić stanowisko na bardziej rozowje i ciekawsze, dzięki temu zdobyć też nową wiedzę i umiejętności
4. Zaliczyć więcej startów, wziąć udział w MP, a jeśli zdrowie na to nie pozwoli godnie zawiesić rękawice na kołku, uzyskując licencję sędziego.
5. Stworzyć coś stałego z obecnego zalążka relacji. Jeśli to się nie powiedzie, dążyć do poprawy relacji z kobietami względem 2016.
6. Rozwijać zainteresowania, pracować dalej nad charakterem i lepszym wykorzystyaniem czasu.

Dzięki Volant, za miejsce do podsumowania. To bardzo ważne zrobić to dla samego siebie, choćby nikt tego nie miał przeczytać ;)

wisznu
Gość

Nie chciałbym straszyć, ale albo będziesz delegować opiekę nad córką, albo niewiele zdziałasz. A jak będziesz delegować opiekę nad dzieckiem, to ciągle będzie Ci żal czasu spędzonego z dala od małej. I będzie grać w głowie:
https://m.youtube.com/watch?v=B32yjbCSVpU

Przemo
Gość

Zerknąłem w Twoje przeczytane książki i od razu dwa pytania mi sie nasuwaja :
1. Czemu „Pożadanie w szafie” na pomaranczowo ?
2.Czytałeś „Gra” N.Strauss ?

Czekam na odpowiedz :) Pozdrawiam

Volant
Gość

Ad. 1. Bo jest napisane w dobrym stylu.
Ad. 2. Czytałem.

entropysphere
Gość

Style też zaczynał od książek od podrywaniu a skończył na tych o związkach i zarabianiu kasy :)

Weronika
Gość

Przyjmij moje najserdecznijesze gratulacje z okazji narodzin córki! Gratuluję również udanego roku i życzę spełnienia wszystkich celów z następnym roku. Oby lista Twoich „wielbicieli” nadal rosła. Pamiętam jak kilka lat temu zawiesiłes prowadzenie bloga na pewien czas…a ja i tak wchodziłam i sprawdzałam czy przypadkiem nie pojawiło się coś nowego! Cieszę się, że wróciłeś i nadal jesteś:-)
A no więc jak chwalić się, to się chwalić:
- w tym roku dokończyłam inwestycję, którą rozpoczęłam jeszcze w 2015 roku,
- wyszłam za mąż za „drugiego Volanta”
-

David Durden
Gość

U mnie dobry rok. Zrobiłem tatuaż, ogarnąłem wreszcie swój styl, nigdy nie poznałem tylu pięknych kobiet, zrobiłem six-pack, osiągnąłem zamierzone sukcesy sportowe, zacząłem zarabiać z YT, Instagramie, jako Copwriter i blog zaczął generować fajny ruch. Czyli standard :D Następny rok powinien być jeszcze intensywniejszy i jeszcze lepszy niż poprzedni, szczególnie celuję w sporty ekstremalne, mam zajawkę na Red Bulla. Zrobię kolejne tatuaże, odwiedzę Hiszpanię i zrobię 10kg więcej. To tak w skrócie. Gratuluję i powodzenia w nowym roku :)

http://david-durden.pl

Aneta Ciechanowska
Gość

Koniec roku to także moje urodziny, obecnie kończę radosne 24 zimy :)
Dla mnie to był kolejny szalony rok, dużo się nauczyłam o sobie, zerwałam toksyczne relacje z ludźmi których nazywałam przyjaciółmi, wzmocniłam więzi z rodziną i ludźmi na których mi zależy, znalazłam w sobie pokłady odwagi i determinacji o jakich wcześniej nie wiedziałam, opanowałam dwa nowe języki obce, dlatego też mogę powiedzieć śmiało, że 2016 rok kończę władając 4 językami, w tych dwóch jestem biegła zawodowo, dwa dalej mam do doszlifowania, a przede wszystkim- usamodzielniłam się, co uważam za swoje największe osiągniecie tego roku.
Dwa razy się przeprowadzałam- z Polski do Francji, z Francji na chwile znów do Polski by wyjechać do Hiszpanii. Za granicą wynajmowałam pokoje, nauczyłam się jak to jest mieszkać z obcymi ludźmi, nauczyłam się planować budżet, aby z pensji praktykanta starczyło na czynsz, jedzenie i przyjemności.
Dużo podróżowałam, pierwszy raz wybrałam sie autostopem w dłuższą podróz, bo aż na Bałkany, i wiem że chcę to powtórzyć. Łącznie w tym roku odwiedziłam ponad 40 miast, 7 nowych państw i 3 państwa w których żyłam, a to tylko w jeden rok.
Rzuciłam studia, inżyniera obroniłam rok temu, na magisterkę poszłam by wyjechać na Erasmusa, co się udało, teraz odkładam pieniądze na wymarzone studia, i nic mnie już nie blokuje.
Ale najważniejsi w tym roku byli ludzie, zarówno ci których poznałam po drodze, co mi pomogli- dobrym słowem, uśmiechem, podwózką, ale także ludzie którzy mnie otaczali we Francji, moje współlokatorki w Hiszpanii, znajomi z pracy, no i najważniejsi, wyżej wspomniani przyjaciele i rodzina. Poznałam wielu ciekawych facetów, co dało mi ciekawe doświadczenia i powoli klaruje sie to czego chcę od życia i od mężczyzn właśnie.

Postanowienie na 2017 rok? Nie spoczywać na laurach, ale też nie stawiać sobie zbyt wygórowanych celów. Chcę dalej podróżować, jak robiłam to do tej pory, chcę odłożyć pieniądze na studia, pracować dalej nad relacjami z ludźmi i lepiej się zorganizować.

Gratuluję córki i powodzenia w dalszym rozwijaniu marki!

Ullalala
Gość

To ja w 2016:
- Nauczyłam się projektowania ubioru ;D
No dobra, jeszcze się uczę, ale pozaliczałam wszystkie przedmioty w obu semestrach (na wzornictwie), odszyłam 4 sukienki, 1 koszulę, 1 bluzkę, zrobiłam sporo rysunków, konstrukcji itp. A nad kolejnymi pracuję.
- Zaczęłam prowadzić zajęcia z zumby
Tylko na zastępstwo póki co, ale i tak się cieszę, bo już myślałam, że znowu mnie pochłoną inne sprawy i będę musiała potraktować te kursy instruktorskie jako po prostu drogie warsztaty, a godziny ćwiczeń jako ćwiczenia dla samej siebie… ale się udało! A prawie tak fajne jak samo prowadzenie jest np. jak ktoś podchodzi po zajęciach i dziękuje albo się pyta o nazwisko, ‚bo się bardzo podobały zajęcia’ (w końcu się nauczę przedstawiać w porę :P).
- Spędziłam 1,5 miesiąca w Niemczech, zobaczyłam parę wartych odwiedzenia miejsc, poznałam trochę ciekawych ludzi, odświeżyłam sobie język niemiecki, dzięki czemu:
- Zaczęłam pracę z językiem niemieckim (na pół etatu).
W ogóle pierwsza praca poza takimi dorywczymi, więc samo przejście procesu rekrutacji to już dla mnie coś (szczególnie w obcych językach). A i sama korpo nie taka zła jak ją malują ;)

Poza tym:
- Przeczytałam trochę dobrych książek, w tym przynajmniej jedną po angielsku i jedną po hiszpańsku. Przy okazji chyba w końcu odkryłam, jakie lubię najbardziej.
- Miałam dużo kontaktu z językiem hiszpańskim, m.in. opiekując się jako au-pair meksykańskim dzieciakiem (wtedy w Niemczech). Teraz pozostaje zrobić coś ze swoim życiem żeby móc tego języka słuchać i używać na co dzień (szczególnie hiszpańskiego latynoskiego), bo mi go brakuje jak niczego innego.
- Udało się kolekcjonowanie pięknych wspomnień, dużo tańca, łapanie słońca w Grecji (w ferie zimowe), chodzenie po górach i po plaży w tamtejszej okolicy, odwiedzenie kolegi w Tallinnie, muzyka na żywo w Atenach i w hiszpańskim barze w Warszawie, nawdychanie się nadbałtyckiego powietrza, jeżdżenie na rowerze na co dzień i w podróży (odkryłam, że to nie problem przejechać tak sobie pewnego dnia ad hoc 60 km w pełnym słońcu i nie mieć następnego dnia zakwasów – ok, żaden wielki wyczyn, ale nie spodziewałam się po sobie), chodzenie na ściankę wspinaczkową, rozmowy z różnymi ludźmi do nocy i po nocy (o życiu w różnych krajach, mijającym czasie, codzienności, pracy, pasji, priorytetach, jedzeniu i o wszystkim innym).
- Oddawałam krew z dwa razy. Polecam! (tylko wypocząć następnego dnia!)
- Zaczęłam się uczyć francuskiego. Jeden semestr zajęć, więc nie umiem jeszcze w tym języku się porozumiewać, ale miło się go uczyło.

Nie jest to jednak łatwy rok, bo nigdy nie wiadomo jak poustawiać priorytety, a jak się nie poustawia to się poustawiają same i szansa, że będą prawidłowo ustalone spadnie drastycznie. Też nie pamiętam takiego roku, żebym się tyle różnymi sprawami stresowała. Aż się czasem dziwię, że całkiem nie osiwiałam.

Czego bym sobie życzyła ,w nowym roku, to: zaliczać wszystkie przedmioty ze studiów w pierwszym terminie, zrobić praktyki w jakiejś firmie odzieżowej, i zdecydować co po licencjacie, prowadzić zumbę regularnie przynajmniej w jednym miejscu, polecieć gdzieś na wolontariat z workawaym, odwiedzić kogoś znajomego za granicą. Fajnie by było też dalej godzić pracę ze studiami i w końcu zapanować nad swoim budżetem.
Poza tym wyrobić sobie nawyk pisania, bo to mi porządkuje myśli.
Ale jednak przede wszystkim przestać się przejmować opinią tylu ludzi. Koniecznie!

Gustavo Woltmann
Gość

Świetny post. Swoich list jeszcze nie mam, ale na pewno zmotywowało mnie to do ich stworzenia. Może za jakiś czas też uda mi się napisać takie piękne komentarze jak inni ;) I będę się chwalić!

Nev
Gość

Cześć, w tym roku wyjątkowo dużo czasu potrzebowałem na zebranie się i napisanie swojego komentarza w Chwalmy się. Ale czas najwyższy. Jedziemy, już standardowo zacznę od życia zawodowego.

Tak jak wspominałem rok temu, na początku tego roku podchodziłem do promocji na wyższe stanowisko. Udało się i to bez żadnego problemu. Wygląda to tak, że w ciągu piętnastu minut musisz przedstawić komisji swoje dotychczasowe dokonania i uzasadnić czemu uważasz, że zasługujesz na awans. Wielu ludzi to spotkanie bardzo stresuje. Pamiętam jak czekając na swoją kolej byłem spokojny i pewny tego, że awans należy mi się jak psu zupa. Bardzo dobrze było mi z taką myślą i płynącą z tego samokontrolą. W związku z tym moje zarobki ponownie poszły w górę, może nie tak znacznie jak rok temu, ale źle nie jest!

Już od kilku lat zdarza mi się pomagać prowadzić jedno ze szkoleń z umiejętności miękkich. Głównym prowadzącym jest zawsze zawodowy coach z UK, ale potrzebuje osób do pomocy. Robiłem to już wiele, bardzo wiele razy, ale w tym roku w trakcie tego szkolenia stało się coś szczególnego. Szkolenie zawsze pozytywnie wpływa na uczestników, otwiera im nieco oczy i pokazuje jak radzić sobie w kontaktach z klientami. W tym roku, na jednym ze szkoleń, w trakcie przerwy, dołączyłem się do kilku uczestników, którzy byli tak podekscytowani tym co się dzieje na szkoleniu, że aż palili się do tego, aby jakoś kontynuować temat szkolenia po jego zakończeniu. Wywiązała się z tego bardzo ciekawa inicjatywa. Spotykaliśmy się (czas przeszły celowy) przez dobre kilka miesięcy raz w tygodniu na godzinę przed pracą. Wyznaczyliśmy sobie cel jaki chcieliśmy wspólnie osiągnąć i udało nam się to. Po drodze robiliśmy wspólnie przeróżne ćwiczenia, wymienialiśmy się ciekawymi materiałami znalezionymi gdzieś w internecie i po prostu stworzyliśmy miejsce w którym możemy bez obaw opowiedzieć o dowolnym problemie – czy to zawodowym, czy prywatnym. Po zrealizowaniu celu grupa samoczynnie przestała istnieć, ale i tak miło wspominam ten czas, kiedy z własnej inicjatywy miałem możliwość współpracować nad czymś z ludźmi, którym też się chciało.

Pod koniec roku otrzymałem propozycje dorobienia po godzinach od jednego człowieka z którym miałem okazję współpracować. W skrócie, startup który otwiera w Londynie mógłby skorzystać na mojej wiedzy i doświadczeniu i byłbym mile widziany na jego pokładzie, docelowo może i na pełen etat jeśli byłaby taka możliwość. Sam fakt otrzymania takiej propozycji jest dla mnie istotny – oznacza jak dla mnie że to co robię w swojej pracy jest zauważane i doceniane. Póki co z tematem trochę się bujam. Coś zrobię, ale nie tyle ile by „trzeba” było. Mam problem żeby się zmotywować i zechcieć poświęcić swój wolny czas na kolejne godziny spędzone przed ekranem monitora. Ciągle zastanawiam się czy nie lepiej byłoby zrezygnować, ale sam nie wiem. Z drugiej to może być ciekawa szansa na zmianę. Zobaczę co przyniosą najbliższe miesiące.

Praca na bok. Co szczególnego wydarzyło się w 2016 roku? Co takiego zapamiętam? Wydaje mi się że rok 2016 był dla mnie rokiem dużych zmian. I nie chodzi ani o pracę, ani o miejsce zamieszkania, co raczej o siebie i swoje podejście do kilku rzeczy. Na początku roku miałem okazję poznać dziewczynę, dość nieszablonową, która – jak to wtedy powiedziałem – zainspirowała mnie, choć teraz uważam, że była po prostu katalizatorem, który wyzwolił coś, co już i tak samo chciało wyjść na światło dzienne. W przeciwieństwie do 2015 roku, w 2016 znacznie mniej imprezowałem. Mniej wychodziłem na miasto, miałem mniej czasu dla znajomych i część z nich do tej pory jak mnie widzi z jednej strony się uśmiecha, a z drugiej wypomina mi brak czasu i brak kontaktu. Co zajmuje mi czas? Wewnętrzna potrzeba robienia czegoś, co ma wartość, a nie tylko życie szybko, łatwo i przyjemnie. Czułem że w tym roku chciałem się rozwinąć w moich ulubionych dyscyplinach, czyli w squashu i jeździe na motocyklu enduro. To drugie na początku roku było priorytetem.

Kiedy tylko stopniały śniegi zacząłem jeździć. Na szczęście miałem z kim, mój przyjaciel jeździł ze mną i podobnie jak ja też zaczął czuć potrzebę rozwijania się. Przez ten rok nauczyłem się bardzo wiele, nie wychodziliśmy po prostu poszaleć po okolicznych terenach, ale wyjeżdżaliśmy i godzinami katowaliśmy pokonywanie określonych przeszkód. Podjazdy, zjazdy, ciasne zakręty, bandy, hopki, kopny piasek, błoto, przeprawianie się przez rzeki, podrywanie przedniego koła czy przeskakiwanie przez leżące kłody. Sprawiało mi to ogromną frajdę, pamiętam jak ogromną ekscytację czułem kiedy po raz pierwszy udało mi się przeskoczyć przez zwalone drzewo leżące w poprzek drogi. Było to magiczne, miałem ochotę zadzwonić do każdej bliskiej osoby i wykrzyczeć „udało się!” – tak, jakbym właśnie zdobył złoty medal na igrzyskach. Pozostając przy motocyklu enduro w tym roku pojechałem na tydzień do Rumunii, gdzie jeździliśmy po Karpatach. Dało mi to bardzo dużo, nigdy wcześniej nie jeździłem w tak trudnym terenie. Wielokrotnie miałem myśli w głowie, że zaraz się zabiję, ale zawsze udawało mi się pokonywać kolejne przeszkody. Było ciężko, byłem przetyrany, ale bardzo szczęśliwy. Każdego dnia przesuwałem dalej poprzeczkę swoich umiejętności i to o dobre parę metrów.
Wziąłem też udział w kilku zawodach cross country / enduro. Dwa udało mi się ukończyć. Jeden wyścig trwał godzinę i myślałem że to dużo, aż wystartowałem w zawodach, które trwały trzy. To była niesamowita lekcja. I nie chodzi nawet o umiejętności związane z jazdą na motocyklu. To była prawdziwa lekcja osobowości. Nie jeżdżę nadal bardzo dobrze, powiedziałbym że stosunkowo wolno, ale radzę sobie z różnymi, trudniejszymi przeszkodami. Na zawodach nie próbowałem nawet specjalnie walczyć z innymi – byli szybsi. Walczyłem sam ze sobą. Byle by się nie poddać i byle by dojechać do mety. Te trzy godziny to była niesamowita wyprawa wewnątrz samego siebie. Było ciężko, kilka razy na chwilę musiałem się zatrzymać i odpocząć bo nie czułem już rąk a w plecach łupało i udało mi się. Ukończyłem te zawody, byłem jedną z ostatnich osób które tego dokonały, ale i tak to świetny wynik. Kilkadziesiąt pozostałych osób poddało się w trakcie, a ja nie.
W połowie roku odstawiłem motocykl do kąta i tak tam stoi aż do teraz. Za sprawą innych priorytetów przestałem jeździć, ale do tego wrócę później.
Teraz squash. Początkowo squasha traktowałem jako sport, który pozwala mi utrzymać lub nawet rozwinąć jako taką kondycję. Głównie zimą, bo wtedy nie ma mowy o jeździe na motocyklu. W drugiej połowie roku zaczęło mi się to zmieniać. Squash podobał mi się coraz bardziej, brałem regularne, cotygodniowe lekcje z trenerem, grałem ze znajomymi, oglądałem mecze profesjonalistów i próbowałem wdrażać to co widzę do swojej gry. Pod koniec roku zwiększyłem liczbę treningów z trenerem. Aktualnie trenuje dwa razy w tygodniu ze swoim głównym trenerem, raz w tygodniu gram z kolegą z pracy, raz w tygodniu chodzę na dwugodzinne grupowe zajęcia, a na dodatek raz w tygodniu robię trening na siłowni, bo zacząłem zauważać że niektóre mięśnie należy wzmocnić, abym mógł grać jeszcze lepiej. Łącznie daje to minimum 5 treningów w tygodniu – kiedy to robię? Tutaj uznanie należy się mojemu trenerowi, bo to za jego zasługą zmieniłem coś, z czego jestem bardzo zadowolony. Wcześniej próbowałem trenować po pracy. Nie zawsze mi się chciało, czasem trzeba było coś załatwić, albo miałem umówione spotkanie i musiałem wybierać. Za jego namową spróbowałem porannego treningu.
Pierwszy raz był ciężki, ledwo co wstałem. Byłem strasznie zaspany, ledwo widziałem na oczy. Na korcie szybko się obudziłem i reszta dnia była wręcz magiczna. Po porannym treningu miałem tyle energii przez resztę dnia jak nigdy. Czułem się jakbym coś wziął, jakąś pigułkę czy coś. Czułem się świetnie, wszystko było piękne, trawa była bardziej zielona niż zwykle a słońce świeciło jaśniej. I tak już zostało. Uzależniłem się od porannego wstawania. Prawie zawsze, nawet kiedy nie mam treningu, próbuje zrobić coś dla siebie zanim pójdę do pracy. Poczytam książkę, ogarnę coś w mieszkaniu. Cokolwiek. Jest po prostu coś magicznego w świadomości że zaczynasz swój dzień i robisz coś konstruktywnego, kiedy reszta świata jeszcze śpi.

Teraz mogę opowiedzieć o podróżach. I o tym dlaczego pod koniec roku odłożyłem motocykl na bok. Enduro to bardzo ryzykowna dyscyplina sportu. Kontuzje są na porządku dziennym, szczególnie kiedy będąc amatorem zaczynasz startować w zawodach, po torach na których jeżdżą zawodowcy. W tym roku miałem zaplanowaną większą podróż – na trochę ponad miesiąc – do Wietnamu. Plan był prosty. Lecimy w trójkę. Na miejscu kupujemy motocykle. Zwiedzamy cały kraj i jeszcze Laos. Sprzedajemy motocykle. Wracamy. Czegoś takiego jeszcze nie robiłem wcześniej. Nie byłem nigdy w Azji. Zawsze jeździłem na swoim sprzęcie. Podróżowałem sam, albo z kimś bardzo mi bliskim, a tym razem zdecydowałem się na taką podróż i to z ludźmi których znałem, ale tylko trochę.
Jak zapamiętam tą podróż? Przede wszystkim była to prawdziwa wyprawa. Byliśmy w miejscach turystycznych jak i takich, w których na nasz widok lokalni mieszkańcy opuszczali szczęki do ziemi, tak jakby nigdy w życiu nie widzieli białego człowieka, lub przynajmniej gdyby było to bardzo dawno temu. Widzieliśmy cały przekrój tego kraju. Piękne widoki, góry, morze, jeziora, tarasy ryżowe, pola, lasy tropikalne, dżungle czy nawet pustynię. Musieliśmy stawiać czoła różnym wyzwaniom. Momentami znalezienie czegoś sensownego do jedzenia nie było takie trywialne i zajmowało nam to parę godzin. Mierzyliśmy się z awariami motocykli, z pogodą (raz nawet uciekaliśmy przed powodzią), która nie zawsze nam sprzyjała i z nami samymi. Czasem się kłóciliśmy, czasem po prostu milczeliśmy, ale przeważnie było świetnie, mogliśmy na sobie polegać i dobrze się uzupełnialiśmy. Przez te przeszło pięć tygodni doświadczyłem niemal każdej emocji o jakiej można by pomyśleć. Zobaczyłem, że świat może wyglądać zupełnie inaczej niż ten który znamy z Europy, bo co by nie mówić, to Azja jest jakby z innej planety :) I wiem, że będę chciał podróżować w podobny sposób w przyszłości.

Poza tym znacznie rzadziej uskuteczniałem weekendowe wypady. W górach byłem tylko raz. Trochę było to spowodowane tym, że oszczędzałem urlop na Wietnam i trochę tym, że weekendy i tak przeważnie spędzałem na motocyklu enduro. Ale udało mi się ponownie pojechać do Francji na deskę i teraz, w 2017 jadę ponownie :) Udało mi się również spróbować kilku nowych rzeczy. Byłem we FlySpocie w Warszawie (mega doświadczenie!), spróbowałem ścianki wspinaczkowej i bardzo polubiłem parki trampolin – na tym ostatnim byłem dobre parę razy i umiem już robić salta :)

Tak standardowo zakończę relacjami damsko-męskimi. Było ciekawie. Zaczęło się od kilku znajomości, krótkich, ale bardzo intensywnych i chwilami przeplatających się. Chwilami odnosiłem wrażenie że balansuje na granicy własnej moralności, lub że nawet ją przekraczam. Ostatecznie zdecydowałem się spróbować stworzyć coś trwalszego z dziewczyną o której już wspominałem. Spotykaliśmy się przez parę miesięcy, ostatecznie nie wyszło, bo zrozumiałem, że spotykam się z niewłaściwą dziewczyną. Tzn, nie chodzi mi o to, że to w niej był jakiś problem. Problemem było to, że ciągle w głowie siedziała mi dziewczyna, która poznałem rok wcześniej, a która przeprowadziła się do innego miasta i nie udało nam się nawet spróbować być razem. W 2016 roku spróbowaliśmy – na odległość. Też nie wyszło i to dość szybko, szybciej niż bym się spodziewał, ale cieszę się że w ogóle do tego doszło. Obie te relacje były dla mnie cenne i myślę że wiele z tego wyniosłem.

Od tamtego czasu, po drodze do dnia dzisiejszego, było znowu wiele randek. Krótszych, dłuższych, mniej lub bardziej nieudanych, aż w końcu udało mi się poznać kogoś z kim spotykam się już parę miesięcy (tzn, zależy jak to dokładnie liczyć, ale powiedzmy że kilka) i wszystko jest na dobrej drodze. Wręcz jestem w stanie powiedzieć, że między nami jest najprawdziwszy ogień :)

Jest jeszcze jedno, czym mogę się pochwalić. Udało mi się odnowić kontakt z jedną niegdyś bliską mi osobą. To zaskakujące, nie mieliśmy kontaktu przez kilka lat, a za sprawą jednej wiadomości jaką otrzymałem od niej, mogę powiedzieć że znowu mam przyjaciółkę. I to wyjątkową, uwielbiam ją za to jak bardzo jest szalona i za to co udało nam się wspólnie zrobić w minionym roku. Mam nadzieję, że uda nam się to przebić w kolejnym :)

To tyle. Żegnaj 2016, Witaj 2017! Wszystkim Wam i Tobie Volant w szczególności, życzę wszystkiego dobrego w nowym roku!

A.
Gość

Gratuluję, Volant, wszystkiego, ale przede wszystkim córeczki! W tym roku teksty na Twoim blogu były dla mnie ważniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej. Niektóre bardzo, bardzo mi pomogły. To też jest Twój sukces, pamiętaj!
Jeśli chodzi o mnie, to:

1. Zakończyłam ośmioletni związek, który powinnam była zakończyć dwa lata wcześniej. Czyli w momencie, gdy dowiedziałam się, że przez cały czas byłam zdradzana i okłamywana. Te dwa lata pozwalałam okłamywać się dalej i manipulować sobą, i przekonywać, że to ze mną jest coś nie tak. Łatwiej mi było uwierzyć, że jestem nienormalna, niż, że człowiek, którego kochałam i którego uważałam za najlepszego przyjaciela, jest w stanie długofalowo, świadomie i z premedytacją mnie krzywdzić. W 2016 nagle, niespodziewanie znalazłam w sobie siłę, by to przerwać. I uciec. Od pół roku jestem wolna. Nikt mnie nie może już skrzywdzić. Nie jestem w stanie wyrazić tego, jak gigantyczny jest to dla mnie sukces.
2. Znalazłam pracę- po 2 latach pracowania tylko dorywczo. Gdy odchodziłam od tego człowieka, nie miałam nic- pracy, mieszkania, perspektyw. W tym momencie mam pracę- daleką od moich marzeń może, ale na tyle stabilną, że odzyskałam kontrolę nad swoim życiem. Wiem, że teraz będzie tylko lepiej. Mam gdzie mieszkać, radzę sobie- PORADZIŁAM SOBIE.
3. Nie dałam się złamać. Idę do przodu.
To był dobry rok!

Mia
Gość

Gratulacje córeczki i powodzenia w realizacji swoich celów!
Mój rok. Najlepszy w moim życiu. Najbardziej intensywny. Żyłam życiem o jakim zawsze marzyłam.
Zwiedziłam Portugalię, Azory, Madeirę, Francję, Niemcy, Holandię, Monako i Hiszpanię. Poznałam wspaniałych ludzi i umocniłam istniejące przyjaźnie. Obroniłam mgr. Znalazłam praktyki zagraniczne i 5 miesięcy mieszkałam w Portugalii. Przeżyłam świetny autostop tirem, który był mega bodźcem do działania. Miałam 2 duże wystąpienia publiczne po angielsku.
Plany na 2017. Nie zwalniać tempa i żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami.
Szczęśliwego Nowego Roku!

facetwformie.pl
Gość

Jak czytam o Twoich statach na blogu to mam ochotę się schować pod łóżko ze wstydu ze swoimi 64k w roku :( ale działa to motywująco i zachęca mnie do ciężkiej pracy nad swoim blogiem. A tobie gratuluje i zazdroszcze bądź co bądź lekkiego , świetnego pióra

Latam bo lubię
Gość

A ja w wieku 50+ mimo wielu przeciwności spełniłam swoje marzenie i poleciałam samolotem.Złapałam bakcyla,a lotnictwo i latanie stało się moją pasją, która napędza mnie do działania.Priorytety już się zmieniły, teraz muszę zadbać o finanse by móc realizować swoje plany;). Czytam więc z ciekawością,uświadamiam sobie wiele spraw,mam nadzieję skorzystać z rad. Nie będzie łatwo bo możliwości już nie te,ala mam nadzieję,że rok 2017 nie będzie dla mnie gorszy od poprzedniego…Pozdrawiam serdecznie,gratuluję ogromnej wiedzy i inspirującego bloga.

entropysphere
Gość

Ostatnie 3 lata to 3 przeprowadzki do 3 roznych krajów i 3 miejsca pracy. Stabilne przychody z opcją powrotu do poprzedniej pracy.
2016:
Koniec roku to w końcu czas na pomieszkanie w PL powyżej 10 piętra 500m od morza.
Poprawione relacje z córką dzięki mieszkaniu ponad rok w tym samym mieście.
Zdany 6 poziom francuskiego pozwalający na awans w KE.
Przejechane 18k km samochodem z literkami GT – Alpy, Normandia, Belgia i Holandia.
Obejrzane ponad 10 różnych muzeów z czołgami :)
Kilkanaście koncertów i festiwali z zespołami, które zawsze chciałem obejrzeć, a którzy nie występują w PL.

Koszty:
Częste wychodzenie ze strefy komfortu generuje stres, dużo stresu, co zawsze odbija się na psychice.
Blog nie zadziałał, tzn prawie nikt go nie czyta.

Hub
Gość

Moje plany na 2016: zmiana pracy / nauka tańca / skok ze spadochronem / wyjście przed szereg.
2016 mogę podzielić na dwie części, pierwsza to kompletna stagnacja:
-praca w korpo, wszystko z nią okej – hajs zajebisty, socjal kosmiczny, stabilnie, ciepło, ale grzęda nie rozwija i czuję się jak pierdolony klon ze Star Wars.
- taniec, jestem kompletnym beztalenciem i jak to się mówi „mi muzyka w tańcu nie przeszkadza”, nie lubię za to ludzi którzy nie próbując mówią, że im to nie smakuję. Wjechała salsa, całe 3 miesiące i byłem całkiem zadowolony. Fakt, dałem ciała bo omknąłem klika spotkań i materiał był nie do nadrobienia. Wrócę, ale z inną partnerką. Na ten moment nadal uważam, że słabo mi w tańcu.
- Spadochron, był plan żeby skończyć, chcę iść na kurs, nie wiem czy się nie posram w powietrzu więc wolę raz skoczyć żeby się zarazić, potem kurs. Plan nie wypalił, były ważniejsze sprawy – brak hajsu.
- Wyjście przed szereg – lubię jak coś się w moim życiu dzieje, jestem strzelcem, nie umiem siedzieć na tyłku. Wpakowałem się za to, w związek z Kobietą z dzieckiem, myślałem że jestem na tyle odpowiedzialną i ułożoną osobą, że dam radę, że to ogarnę. Zabrakło mi czasu. Nie, nie mojego czasu, zabrakło mi w naszej relacji 2-3 lat samodzielnego życia, gdzie bylibyśmy w stanie nacieszyć się sobą. Kobieta warta wszystkiego, ale już wiem że „dom” muszę budować inaczej.
Rzeczy extra:
- siłownia – 8 miesięcy ciężkiego zapierdzielania, mówię Ci Volant, wchodziłem na mordownie i żeliwo się po kątach chowało bo wiedziało co go czeka. Zawsze uważałem, że siłownia to nie siła, mięśnie i pot, to test charakteru. Zniosłem go dzielnie, choć poturbowałem się po drodze mocno. Teraz jest zmęczenie materiału (na siłowni byłem 6 razy w tygodniu), były 4 miesiące przerwy, wróciłem wczoraj.

DRUGA POŁOWA 2016 i mam na myśli czas od września do grudnia:
- wrzesień – mój brat stwierdził, że ma w dupie system (szkoła, studia, imprezy, dziewczyna, praca, małżeństwo, cyrograf na M3 a potem dziecko) i wyprowadził się do Australii. Zostałem sam w mieszkaniu, bałem się, nigdy nie mieszkałem sam. Po 3 miesiącach stwierdzam, że nigdy więcej z kimś.
- przełom września i października – zrobiłem formę, byłem wyrzeźbiony lepiej niż David Michała Anioła. Chciałem wyjść też do ludzi, pokazać się, poznać nowych ludzi, poznać nowe Kobiety. Zrobiłem sobie świetną sesję fotograficzną. Nie byłem do Niej przekonany, bałem się, teraz uważam, że to jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu. Jak dobrze pójdzie to będę reklamował garnitury ;) Trzymaj kciuki.
- październik – nadal w głowie siedziała mi zmiana pracy, jestem kolesiem po polibudzie, inżynier, pracuję w IT, tutaj albo się rozwijasz z rynkiem albo wypadasz z gry. Miałem kilka fajnych ofert do października, ale wszystko spaliło na panewce z powodów różnorakich. Dostałem zaproszenie na wódkę od mojego kumpla, spotkaliśmy się w 4 gości, znamy się z polibudy. Okazało się że w głowie ma plan, jak wytrzeźwieliśmy plan nadal był i zaczęliśmy go realizować. Na początku sceptycznie i ostrożnie, ale wdrażałem się i wykazywałem coraz większy entuzjazm. Projekt jest w fazie bardzo zaawansowanej, pierwszy kwartał tego roku pokaże czy warto było. Dzięki temu projektowi, doceniłem swoją obecną pracę, mam czas żeby klepać prywatę i nadal mam zaplecze żeby finansować koszta przedsięwzięcia.
- listopad i grudzień – tutaj jest szał na maxa, praca przy projekcie, nowi ludzie (sesja plus social media zadziałały), Kobiety, choć bez seksu, poważnie, wyrosłem, dojrzewasz nie z czasem a doświadczeniem. Było ich wiele, chciałem dzięki nim bardziej poznać siebie niż ich uda.

Podsumowanie: 2016 ocenie sceptycznie, był to żmudny, ciężki rok. Dużo pracy, która praktycznie wcale nie przyniosła efektów, za to mogę powiedzieć że to była dobra szkoła i dobre przygotowanie do tego co nadciąga w 2017, a nadciąga wiele.

2017, nadal chce skoczyć ze spadochronem, chcę wrócić na salsę ale już z odpowiednią partnerką, dopiąć projekt z moimi kumplami i zająć się nowymi wyzwaniami w naszej „firmie”. Będę pracował nad formą i rzeźbą, dla siebie, dla własnego widzimisię, ale pochwalę się tym, pokażę się światu i jeśli dostanę propozycję współpracy jako model to ją wykorzystam. Myślę żeby odwiedzić brata w Australii w ramach wakacji.

Tyle.

PS. Dzięki, że się zmieniasz, jestem tutaj z Tobą już dłuższą chwilę i fajnie widzieć jak ktoś dojrzewa, jak zmieniają się jego teksty. To buduję, to pokazuje że nawet jeśli ja sam nie widzę efektów to może ktoś obcy widzi że „coś się dzieje” ;) Czekam na książkę, mam nadzieję że pierwszy nakład będzie z autografem ! :)

Dagmara Sen
Gość

Po pierwsze – gratulacje i trzymam kciuki, by w 2017 było jeszcze lepiej :) Lubię ten czas, kiedy planujemy coś nowego i właśnie mam taki tydzień planowania, rozkminiania, co dalej… :)
W zeszłym roku to, co zajmowało mnie najbardziej to moje Sen Studio, gdzie tworzę plakaty, zaproszenia i różne kreatywne projekty. Widzę, że to co robię się podoba i to jest cudowne. Z tego też chyba jestem najbardziej dumna, chociaż nie tylko osiągnięciami podsumowałabym ostatni rok. Dobre, ciepłe rozmowy i przemyślenia są równie ważne.

Equalize Entropy
Gość

2016 rok był rokiem miotania się wokół kwestii ślubnych. Tak, miotania się. Bo z jednej strony presja społeczna (katolicka nauka społeczna – no żeby nie mieszkać razem przed ślubem i to, że coraz ciężej jest nam wytrzymywać w życie czystości), chęć bycia dostrzeżoną przez rodziców… A z drugiej strony brak zainteresowania budowania ze mną życia przez mojego chłopaka, bo on był skupiony na sobie i na swoich problemach. Więc były przekładane deadline’y na zaręczyny i było ich ileś tam. I ciągłe zrywania. I wykorzystanie tego przez kolegę z pracy…. W końcu sama się oświadczyłam mojemu chłopakowi. Ten rok to było głównie tkwienie w związkowym gównie, które się skończyło pod koniec roku. Znaczy jestem w tym związku i nawet jesteśmy zaręczeni. Ale teraz już świadomie, z dobrych powodów i oboje chcemy :) Dobrych powodów, czyli nie że chcemy tym rzeczywistość naprawić. A raczej bo dowiedzieliśmy się, jakie mamy cele w życiu, jak chcemy się rozwijać i że zwyczajnie najlepiej robić to wspólnie. Udało mi się też z końcem roku dwóch adoratorów z pracy, którzy mącili w naszym związku wysłać na drzewo. Udało mi się też ogarnąć spoko karierę zawodową. Co prawda zmieniam pracę za 2 miesiące, ale wiem, czego chcę. I pracowałam w zawodzie jeszcze przed zrobieniem magisterki, co jest rzadkością nawet po zrobieniu mgra. Tak więc był to rok walki, przemyśleń, łez i wykrystalizowania się założeń programowych naszego życia i związku.

Arek
Gość

Gdzieś w połowie tego roku ze studenta śpiącego do południa i grającego całymi nocami w gry i jedzącego fastfoody stałem się osobą która wstaje o 6 rano i wraca do domu o 22. Dostałem się na staż, ćwiczę, gotuję, rozwijam swoje pasje, ograniczyłem kontakt ze znajomymi którzy mnie ciągnęli w dół i zawarłem masę nowych znajomości. Od tego czasu przeczytałem masę książek i artykułów w internecie, zacząłem prowadzić własny dziennik, planować z góry i medytować, codziennie się czegoś uczę i jestem szczęśliwszy niż kiedykolwiek. Mimo, że zdarzają mi się kryzysy jeden wpis na blogu potrafi doprowadzić mnie spowrotem do porządku za co dzięki. Dopiero się rozkręcam i wiem, że w tym roku będę już nie do zatrzymania!

Sylwia
Gość

Moglbys napisac liste ksiazke ktore polecasz? Pozdrawiam

Igor Cipek Sobczak
Gość

Cóż…Mogę się pochwalić, że przestało mnie zadowalać bycie jedną z zębatek w machinie „zwana szara masa”, która powiela schematy i jest zadowolona z pewnego komfortu i stabilizacji w postaci stałej pracy która nie sprawia im przyjemności, ale są piniądze zapewniające (byle jaki) byt. Stwierdziłem, że pieprze to wszystko, i ide spelniac swe marzenia. Akcja działa sie w Anglii wiec wyprzedalem swoje wszystkie rzeczy, wróciłem do kraju i pognalem spelniac sie zyciowo – podrozowac po swiecie. Niestety wyprawa sie do konca nie udala przez brak odpowiedniego przygotowania i na Syberii musialem zawrocić. Jednak mimo wszystko swej decyzji nie żałuję. Liżę rany w mej ojczyznie i knuje dalej by spelniac sie zyciowo czego i wam wszystkim zyczę ! ;)

M+

Chica Mala
Gość

Gratuluję sukcesów oraz córeczki :-)
U mnie w 2016 roku zaręczyny i również córeczka, która pochłania wielkość mojego czasu. Podziwiam, że przy dziecku udaje Ci się pisać książkę, bo ja na razie nie ogarniam niczego poza domem i nią – zawsze jak już zaplanuję usiąść do bloga, to ona akurat się budzi, telefon dzwoni, kurier przychodzi itp itd :-D

Volant
Gość

Pewnie to prawda w przypadku krótkoterminowych planów typu: „Za dwa dni pojedziemy w Bieszczady”, kiedy nagle dziecko ci się rozchoruje i nici z planów. Ale mam wrażenie (fakt, że jeszcze nie poparte doświadczeniem), że w przypadku długoterminowych planów typu: „Za 20 lat będę miał przynajmniej 10 mieszkań na wynajem” może mieć to mniejsze znaczenie.

Zresztą jeden z najpopularniejszych cytatów Woody’ego Allena to: „Jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich pla­nach na przyszłość.” – nie zmienia to jednak tego, że każda osoba z osiągnięciami to osoba z planem. Z planem, który mógł się rozjechać na tysiące sposobów, ale jednak z planem i wizją.

wpDiscuz