Zajmij się sobą. Miłość przyjdzie sama

Zajmij się sobą. Miłość przyjdzie sama

Kilka lat temu poznałem studentkę czwartego roku prawa (obecnie jest radcą prawnym), która miała kilka tatuaży i maleńki kolczyk w nosie, ale pomimo to wyglądała słodko i atrakcyjnie.

Była też niepoprawną, wrażliwą romantyczką, co normalnie nie byłoby złe, ale dotyczyły jej dwa problemy…

Pierwszy był taki, że pod jej przyjemną powierzchownością kryło się olbrzymie bajoro oczekiwań i osobistych problemów, które zaczynały z niej wyciekać już na pierwszym spotkaniu.

Drugi polegał na tym, że miała ich świadomość, ale nic z nimi nie robiła. Zamiast tego liczyła na to, że same się rozwiążą, kiedy skończy studia, powiększy sobie cycki, kupi szpilki od Christiana Louboutina oraz, last but not least, kiedy pozna odpowiednią osobę.

Pewnie bym sobie o niej nie przypomniał gdyby nie to, że przed Świętami wrzuciła status, w którym pisała, że ma nadzieję, że następny koniec grudnia spędzi wreszcie nie tylko z kotem, ale też z mężczyzną o silnych ramionach i najlepiej siedząc przed kominkiem z grzańcem w ręce.

Minęło kilka lat i wygląda na to, że nic się u niej nie zmieniło. I prawdę mówiąc szczególnie mnie to nie dziwi, bo była wrażliwa i chciała przeżyć coś prawdziwego i rozpulchniającego tkliwością klatkę piersiową, ale zachowywała się jak Kopciuszek, który siedzi z założonymi rękami, bo popkultura obiecała jej, że książę z pewnością ją odnajdzie i odmieni jej los. Szła przez życie pozbawiona wiary w to, że cokolwiek zależy od niej. Zamiast tego miała w głowie schemat: „Jeśli stanie się X, to będę szczęśliwsza, atrakcyjniejsza, mądrzejsza itd.”.

Nie widziała tylko tego, że ten schemat to kłamstwo, a zachowując się w ten sposób, myli przyczyny i skutki. Dokładnie tak, jak robi to większość społeczeństwa.

Fart nie istnieje

Gdybym miał zrobić listę przekonań, które miałbym po sobie zostawić dzieciom, wnukom lub ukochanej osobie to umieściłbym na niej zdanie, które podkreśliłbym dwukrotnie i otoczył wykrzyknikami.

Pamiętaj, że żeby coś zmieniło się w twoim życiu, najpierw musi zajść zmiana w tobie. Nigdy na odwrót.

To nie twoje wnętrze jest odbiciem świata, ale świat jest odbiciem twojego wnętrza.

Tak, wiem – to brzmi kiczowato, ale to nie znaczy, że to nie jest prawdziwe. W rzeczywistości to stwierdzenie odnosi się do jednych z najważniejszych pojęć współczesnej psychologii – motywacji zewnętrznej i motywacji wewnętrznej.

Osoby motywowane zewnętrznie tłumaczą sobie świat za pomocą nagród i stanu posiadania. W odróżnieniu od nich osoby motywowane wewnętrznie tłumaczą go sobie za pomocą posiadanych umiejętności.

Pierwsza osoba widzi szczęśliwą kogoś w fantastycznym związku i myśli: „Jak będę z takim facetem (lub – był z taką kobietą), to też będę taka szczęśliwa”. Druga widzi to samo, ale mówi: „Jak będę taka, jak ona, to będę mieć taki związek”. Dla pierwszej każde osiągnięcie jest efektem czegoś zewnętrznego – szczęścia, genów, znajomości. Dla drugiej tym źródłem są umiejętności, bo wie, że nie da się mieć szczęścia zawsze, a nawet najlepszy start da się zmarnować.

Intuicyjnie wydaje się, że prawda leży gdzieś pośrodku i być może faktycznie tak jest. Nie zmienia to jednak tego, że to osoby o motywacji wewnętrznej są szczęśliwsze, osiągają większe sukcesy, są bardziej otwarte i lepiej radzą sobie ze stresem. Dla odmiany osoby o motywacji zewnętrznej przekonują się, że przygnębiony, pozbawiony celu w życiu singiel po wejściu w związek jest tą samą przygnębioną i pozbawioną celu osobą, tylko że trzymającą druga za rękę.

Dzieje się tak dlatego, że to, co ciebie spotyka, ma w większości przypadków jedną przyczynę. Ciebie.

Jedyna pewna robota w życiu

Rozumiem, że można potrzebować do szczęścia miłości, ciepłej herbaty z miodem i dwudziestu milionów dolarów. Nie uważam jednak, że którakolwiek z tych rzeczy powinna być życiowym celem.

Wiesz dlaczego? Bo na tej liście jest miejsce tylko na jeden punkt: „Być lepszą osobą”. Cała reszta to tylko wskazówki: „Idziesz w dobrym kierunku”, „Lepiej zawróć” i „Uwaga! Podążanie tą drogą grozi śmiercią!”. Na przykład jeśli dostajesz to, na czym ci zależy to możesz sobie pogratulować, ale jeśli ktoś zamiast zaproponować drugą randkę daje ci takiego kopniaka, że cieszysz się, że nie zobaczyłaś całej Drogi Mlecznej, to znaczy to na przykład, że idziesz w bardzo złym kierunku i twoim zadaniem jest znaleźć błąd.

Jeśli naprawdę chcesz kolejne święta spędzić z kimś, przy kim będziesz czuć, że jesteś w odpowiednim miejscu, to przestań na to liczyć. Ludzi nie spotyka to, czego chcą, ale to, z czym są kompatybilni. To jak z kredytem w banku – nieważne jak bardzo go chcesz, bo liczy się tylko to, czy cię na niego stać, a jeśli ciebie na to nie stać, to właśnie to jest punkt, nad którym musisz popracować.

Dlatego zajmij się sobą.

Zaakceptuj to, że kogoś możesz kupić tylko swoją osobowością, a nie lepieniem pierogów lub seksem, bo seks trwa 30 minut, a reszta doby 1410.

Szukaj odpowiedzi na temat siebie, a nie innych. Pytaj nie o to, o co mu chodzi, ale o co tobie chodzi.

Znajdź powody do wstawania z uśmiechem z łóżka bez ustawiania pięciu drzemek.

Traktuj to, co ciebie spotyka nie jak tragedie i sukcesy, tylko jako pochwały lub zachętę do większego wysiłku.

Świat jest pełen facetów czekających na kobietę, która nie ogranicza innych, nie żąda dopasowywania się do jej wizji związku, a zamiast tego wie, czego chce (i czego nie chce) oraz daje lojalność, szczerość i akceptację.

Gwarantuję ci, że jeśli zajmiesz się sobą, to odpowiedni facet się pojawi i to bez konieczności wypatrywania go z oczami wielkimi jak u jelonka Bambi.

W końcu praca nad sobą to nie tylko jedyna pewna robota w życiu. To też jedyna robota, która zawsze się opłaca.

Dodaj komentarz

49 komentarzy do "Zajmij się sobą. Miłość przyjdzie sama"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Volant
Gość

Tak na marginesie – według badań wewnętrzne poczucie kontroli można wypracować podejmując jak najwięcej decyzji i oceniając ich skutki zwracać uwagę na podjęte działania, które dały te efekty, zamiast na działania innych osób czy zrządzenia losu.

Dowiedziono też, że chwalenie dzieci za wysiłek rozwija u nich wewnętrzne poczucie kontroli. Chwalenie ich za inteligencję sprawia, że zaczynają wierzyć, że efekty zależą od czegoś, co znajduje się poza ich wpływem. Obiektywnie patrząc prawda jest po środku, czyli nic nie zależy w 100% od ciebie, ale też na większość spraw masz bardzo duży (chociaż często niedoceniany) wpływ, ale bardziej opłaca się skupiać na własnych wysiłkach i decyzjach, niż elementach losowych.

Monika Kaczmarek
Gość

Chyba czytamy podobna ksiazke:) Pozdrawiam

gryze
Gość

Chętnie przeczytam tę książkę :)

Joanna Sakowicz
Gość

Nie wiem, czy to ta sama, ale coś w tym stylu wyczytałam ostatnio w książce „Duński przepis na szczęście” (Alexander Jessica, Sandahl Iben Dissing) ;) Ciekawa pozycja :)

Dolas
Gość

A Dania to nie jest przypadkiem topowy kraj jeżeli chodzi o ilość samobójstw per capita? ;)

S.
Gość

Chyba Norwegia raczej.
Poza tym skandynawskie państwa to dość dziwne miejsce i ja bym się nie pokusił o stwierdzenie, że ludzie północy znaleźli przepis na szczęście.

Monika Kaczmarek
Gość

Smarter, Faster, Better – Charles Duhigg. Polecam

Lakay
Gość

Większość ludzi po przeczytaniu: „Ale jak to 30 minut???” :D

Volant
Gość

W sensie, że 15 minut wystarcza? :D

Lakay
Gość

Facetom wystarcza, kobietom nie, ale ważne, co dostają w rzeczywistości :D

Aleksandra | blog.stabrawa
Gość

Panowie, tu nie chodzi o czas a o zaangażowanie…. :)

Chica Mala
Gość

Nie zgodzę się. Kobiecie też wystarczy, ba nawet i 5 minut da radę, ale… musi mieć orgazm. Bo to nie sztuka jechać całą noc, jeśli i tak nie dotrze się do celu. Kobiety nie chcą długich stosunków. One pragną satysfakcjonujących stosunków.

Lakay
Gość

Dokładnie, dlatego napisałem, że ważne co dostają w rzeczywistości, czyli co stoi za tymi minutami ;)

Magda Moryc
Gość

dobre…

Króliczek Doświadczalny
Gość

„rozpulchniającego tkliwością klatkę piersiową” – właśnie dla takich detali tu przychodzę :)

Trisha Morning Coffee
Gość

W samo sedno :) Bo najpierw popracujmy nad sobą i bądźmy szczęśliwymi osobami, żeby móc to szczęście podzielić. Nie czekajmy aż „Ten Jedyny” sprawi, że nagle z osoby siedzącej w jednym miejscu staniemy się super aktywnymi, atrakcyjnymi, odkrywającymi świat, bo jeśli (a tak się może zdarzyć) „Tego Jedynego” stracimy, to znów będziemy w punkcie zero… a tego nie chcemy, więc miejmy swoje pasje i wstajwajmy każdego dnia z myślą: Dzisiaj wybieram szczęście :D

Marcin
Gość

Motywacja zewnętrzna – na tym chyba opiera się cała branża reklamowa. Wmawia, że posiadając, biorąc lub robiąc to co reklamują będą szczęśliwi, osiągną cel lub wzbudzą zazdrość u innych.

Marmolady
Gość

„Dzieje się tak dlatego, że to, co ciebie spotyka, ma w większości przypadków jedną przyczynę. Ciebie.” Zgodzę się z tym zdaniem, jednak co w wypadku, gdy zaczniemy się w ten sposób nieustannie obwiniać?

Volant
Gość

Dlaczego obwiniać? Można działać skuteczniej i bezustannie się doceniać.

Gabi
Gość

cóż za wspaniałość! ciężko jest samemu zebrać myśli które gdzieś tam krążą, w jakaś jedną sensowną konkluzje, a wtedy życie (żeby było śmiejszniej, fejsbuk) podsyła pod nos taki artykuł, który jest sednem mojego błądzenia i wnioskiem ostatecznym, dziękuję, że zebrałeś do kupy moje myśli, dziękuję za ten artykuł

Ewelina
Gość

Przeczytałam ten artykuł w chwili, gdy go najbardziej potrzebowałam. Dziękuję. Przypomniałeś mi słowa Willa Smitha: „Nie ganiaj za ludźmi, bądź sobą, rób swoje i pracuj ciężko. Odpowiedni ludzie – ci, którzy pasują do Twojego życia – pojawią się sami i zostaną ”. ;)

gosik
Gość

Polecam też mój sposób (choć pewnie kiedyś ktoś już go wymyślił), a mianowicie metodę „drobnych celów”. Nie musimy od razu budować domu czy wychodzić za mąż. Sukces w motywowaniu samego siebie możemy osiągnąć przez dawanie sobie do wykonania drobnych celów, które mają też nam uświadomić swój własny potencjał. Załóżmy, że w tym roku zrobimy prawo jazdy. Będziemy studiować w tym właśnie miejscu. Zamieszkamy w tym konkretnym mieście. Zmienimy pracę na właśnie takie stanowisko.
Z doświadczenia wiem, że nie liczy się czas dojścia do celu (np. zmiana pracy zajęła mi całe trzy lata). Liczy się osiągnięty cel. I fakt, że potem siadasz w fotelu i wiesz, że sama osiągnęłaś swój sukces, bez pomocy innych. I jesteś silną osobą, skoro konsekwentnie dążyłaś do jego osiągnięcia. Potem czas na kolejny cel;) I uwaga! Z perspektywy czasu powiem, że wszystkie cele które założyłam w swoim życiu, zostały osiągnięte, prędzej lub później;D
P.S. Bardzo dobry tekst. Trzeba czasem „wyłożyć kawę na ławę”;D

Autopogoń
Gość

„Świat jest pełen facetów czekających na kobietę, która nie ogranicza innych, nie żąda dopasowywania się do jej wizji związku, a zamiast tego wie, czego chce (i czego nie chce) oraz daje lojalność, szczerość i akceptację.” że niby wolnych facetów? :P

David Durden
Gość

Powszechne zjawisko. Trzeba coś dać od siebie, a nie tylko czekać na złote góry, bo niby z jakiego powodu mielibyśmy je dostać? To jest tak samo jak z pasją, raczej nie chcemy być z kimś, kto będzie żył tylko i wyłącznie związkiem i nie będzie miał własnego życia, przynajmniej ja bym nie chciał. Dostajesz to, na co zasługujesz i co jesteś zdolny utrzymać.

http://david-durden.pl

io
Gość

I oby te 1410 nie wyglądało jak jedna wielka bitwa pod Grunwaldem ;)
Gdzie na dodatek obie strony są przekonane, że to nie ona/on są Krzyżakami :)

Ania z osobiedlamnie
Gość

Zgadzam się. Do mnie miłość tez nie przyszła sama, musiałam się przemóc i pozwolić potencjalnej jej (tzn. jemu) zacząć przechadzać się wokół mnie. A potem znowu ode mnie zależało, co będzie dalej.
Żeby ktoś cię usłyszał, musisz otworzyć usta. Żeby ktoś cię zobaczył, musisz mu się pokazać, choćby pomachać:)
Ale zacząć trzeba od usłyszenia i zobaczenia samego siebie:)
Pozdrawiam:)

Sylwia Bazylińska
Gość

Motywowanie zewnętrzne – nagrody i stan posiadania mam wrażenie, że jednak są na pierwszym miejscu w obecnych czasach.

Izabela Gimier
Gość
Wake up- make up!
Gość

Święta prawda.

Chica Mala
Gość

Zgadzam się z Tobą w 99%. Zostaje jednak 1%, bardzo duży 1%, który sporej ilości kobiet potrafi zrobić „krzywdę”. Bo to nie jest tak, że jak kobieta zajmie się sobą, to facet się pojawi. Sam to on się nie pojawia. To nie bajka o królewnie w wieży, do której książę podskoczy na białym rumaku. Jak się kobiety zajmują same sobą, to często kończą na niesprzyjających poznawaniu facetów zajęciach – fitness, lekcje robienia na drutach (:-D) czy babskie spotkania. Bo one się sobą zajmują i nie szukają faceta. Potem zaś mijają lata i one są takie zdziwione, że robią to, co lubią (zumba taka fajna!!), a faceta w ich życiu, jak nie było, tak nie ma.
Może wypatrywanie oczami jelonka Bambi nie jest najlepszym sposobem, bo nie każdy lubi dziczyznę, ale trzeba dodać, że warunki do pojawienia się odpowiedniego faceta to trzeba sobie jednak samemu stworzyć.

Dorota Syguła
Gość

No ej, zumba jest najlepsza! <3

Volant
Gość

Dla mnie dbanie o siebie oznacza też dbanie o odpowiednią rotację towarzyską, bo jest to ważny element życia i niezbędny do poznania kogoś interesującego. Mając to nie trzeba sie za nikim uganiać, bo sam się przypałęta :) A jak ktoś o to nie dba to ciężko powiedzieć, że dba o siebie i to nawet wtedy jeśli robi inne ważne rzeczy. Ważne jest całościowe spojrzenie na swoje życie i dbanie o jego wszystkie sfery.

Chica Mala
Gość

Volant, ja to wiem i Ty to wiesz. Jednakże większość kobiet tak bardzo bierze sobie do serca, że mają nie szukać faceta, że wręcz ich unikają. Ewentualnie jeśli nawet nie unikają, to wierzą w „znajdzie mnie” i trwają w starych grupach, w których na poznanie nowych osób praktycznie nie ma szans.

Empuator z empuathy
Gość

Niby tekst skierowany bardziej do kobiet, ale zdanie „Zaakceptuj to, że kogoś możesz kupić tylko swoją osobowością, a nie lepieniem pierogów lub seksem, bo seks trwa 30 minut, a reszta doby 1410.” powinni sobie również wyryć na tabliczce mężczyźni i przykuć w widocznym miejscu nad swoim łóżkiem…

Herodot Herodotus
Gość

Naprawdę wierzysz w to, że mężczyźnie wystarczy tylko „osobowość” aby zwrócić uwagę kobiety?

Przykro mi, ale u facetów to działa trochę inaczej. Oczywiście, także należy pracować nad sobą ale z naciskiem na sytuację zawodową ( majątkową), wygląd i zdrowie. Osobowość jest tu akurat najmniej istotna, tzn. dla kobiet. Bo w biznesie i relacjach towarzyskich oczywiście znaczenie ma.

Volant
Gość

Nie muszę. Jeśli ich wokół ciebie nie ma to jest to jeden ze znaków, że być może podążasz ze swoim życiem w złym kierunku. Może za mało poznajesz ogólnie ludzie? Może obracasz się w złym środowisku? Może robisz coś innego, że ich nie ma lub ich nie zauważasz? To bardziej pytania do siebie niż do mnie :)

mallgos
Gość

dzięki za wskazówki :-)

eM
Gość

Banały.

Koko Channel Katy
Gość

Aby zrozumieć to o czym piszesz V. i chcieć dostrzec w sobie, że wszystko wychodzi, wypływa z nas samych musimy sami dojrzeć do tej prawdy po przez pryzmat swoich doświadczeń. Jakkolwiek dzięki za tekst. Lubię zaglądać i czytać Twoje zebrane w logiczną całość myśli. Zawsze pomaga mi to znaleźć właściwy dystans do swoich problemów, życiowych zakrętów. Dzięki.

eM
Gość

Nie wiem czemu tekst jest o kobietach, jakby one zawsze były winne temu, że są same. Oczywiście tak czasami też jest, ale bez przesady. Kobieta ma się zmieniać, pracować nad sobą i stawać na głowie po to, żeby jakiś facet-królewicz, zechciał z nią być? Bo facet potrzebuje spokoju i nie będzie nic w sobie zmieniać, a kobieta ma najlepiej nie mieć żadnych oczekiwań? Mieć całe osobne życie i radzić sobie samemu? To po co komu jakikolwiek związek?

Michal Kuzniar
Gość

Tekst jest o kobietach ponieważ większość czytelników V. to kobiety ;) Tak samo z Ikeą oraz innymi blogami tego typu. Wystarczy wejść na fanpage i przyjrzeć się z grubsza fanom – zdecydowana większość to kobiety. Produkt (w tym wypadku artykuł) powinien być skrojony pod potencjalnego konsumenta.

Ruda
Gość

Jak się ma 28 lat i jest się samą (odkąd pamiętam) to naprawdę trudno w to uwierzyć, że się coś zmieni. Mam pracę, którą lubię, przyjaciół, dobre zdrowie … . Nadmienię tylko, że dopiero od dwóch lat pracuję tam gdzie naprawdę chcę, wcześniej musiałam się borykać z rożnymi przeciwnościami losu, ale (również dzięki Volantowi) zrozumiałam, że muszę znaleźć coś innego bo zwariuję ( poprzednia szefowa była wariatką). Zwolniłam się z pracy i znalazłam inną ;-)
Jak się jest przed trzydziestką to człowiek kilka rzeczy już przeżył, jakieś miłostki albo większe nieodwzajemnione miłości, rozczarowania, ale i zarąbiste chwile – zmieniłam się i nadal zmieniam. Jednak w sferze miłości nic się nie zmienia i naprawdę nie wiem dlaczego… Wszyscy się dziwią że nie mam faceta, więc chyba nie myślą o mnie, że jestem nawiedzoną wariatką…
Wiem, że gdybym była w związku osiem lat temu to bym go zniszczyła swoim zachowaniem, ale teraz jestem troszkę mądrzejsza i lepiej przygotowana do wspólnego życia, ale pewnie tylko mi się wydaje.
Od ośmiu lat miałam nadzieję, że w końcu będę w prawdziwym związku, ale tak nie było (tylko jakieś przelotne znajomości) i tak myślę, że skoro przez osiem lat nie znalazł się nikt to dlaczego teraz miałby się znaleźć… Lepiej się pogodzić, że nie wszystko w życiu jest takie jakie byśmy chcieli – żyje się wtedy lepiej. Tym bardziej, że pracę zmienisz, a faceta nie przekonasz żeby Cię kochał…ba nawet sama się nie przekonam żeby kogoś pokochać.
I na koniec coś co mnie zastanawia- większość moich znajomych jest w związku, ale naprawdę nie ma w nich ludzi o których mogłabym powiedzieć, że jak będę taka jak oni to na pewno spotkam wspaniałego faceta i będę szczęśliwa. Jedna koleżanka jest zazdrosna, a facet to znosi, inna jak jej coś nie pasuje to płacze bo nie umie mu powiedzieć, że jej coś nie odpowiada, następna jest egoistką i liczy się tylko jej zdanie, kolega jest księciem, któremu trzeba ugotować, wyprasować i przynieść… I tworzą związki i to już kilka lat. Nie są jakoś niewiarygodnie uzdolnieni, mają swoje wady, a ktoś ich pokochał.
Volant pisze zawsze teksty,w których motywuje żeby pracować nad sobą, myśleć o swoich pragnieniach i realizować je… szkoda, że jedni muszą się tak bardzo na tym skupiać a inni po prostu to mają bez większych starań.

Ania z osobiedlamnie
Gość

Pomimo całego mnóstwa reguł, nie ma jednak równania, czy zasady, której użycie przyniesie sukces. Nie w kwestii miłości i związków. Nie ma dwóch identycznych osób, zachowań, naśladowanie nie da żadnej gwarancji. I – nie, nie chcę, żebyś kolejny raz porównywała swojej sytuacji do czyjejś – ale mojego Męża poznałam przed 30ką, tracąc po drodze nadzieję. Ostatecznie zapisałam się na forum, że tak powiem, sympatyczne:) kilka, a może kilkanaście epizodów, od tych trwających 5 minut, do najdłuższego, półrocznego. Randki, ciąg pierwszych randek, świetna zabawa, koszmarne nieraz Nieporozumienia:) I On. Chyba ostatni z normalnych. Można.
Gdy przestałam wyobrażać sobie, jak ma być, jaki ma być on i związek, jak przestałam się na tym usilnie skupiać (wiem, łatwiej to powiedzieć, niż zrobić), dałam SOBIE szansę. To przyniosło sukces. Świetnego Mężczyznę i dwoje Dzieci:) Powodzenia:)

Ruda
Gość

Zgadzam się… w miłości nie ma reguł, nie można jej zaplanować, po prostu jest.
Jak już jest to warto mądrze w niej postępować żeby jej nie stracić i utrzymać (jak to już kiedyś było opisane) dobre drugie wrażenie ;-)

Alin
Gość

Tak właśnie u mnie było – uporządkowałam siebie i pojawił się odpowiedni (wymarzony wręcz) mężczyzna. :)

Justinee
Gość

Mogę tylko podziękować za wpis, tak naprawdę dopiero ponad rok temu zrozumiałam, że jeżeli nie będę szczęśliwa sama ze sobą, nie pokocham siebie i nie zajmę się sobą, tym co jest ważne, nikt nie pokocha mnie. I stosuję tę zasadę, nie martwię się i nie myślę co będzie potem, na razie korzystam z życia na maksa :)

Agata Knapek
Gość

w punkt.
byłam w związku, miałam depresję. i on nic nie mógł na to poradzić, choćby milion razy obejmował mnie pod ciepłym kocykiem przy kominku i serwował milion grzanych win.

Kamil Dyluś
Gość

Tytuł mówi sam ze siebie… i mogę zdecydowanie się z tym zgodzić ;)

Kasia
Gość

W końcu trafiłam na stronę kogoś, kto ma podobne myślenie i podobne przekonania do moich! Dziękuję i przekazuję dalej :-)

wpDiscuz