Zasoby mają tylko taką wartość, co człowiek, który z nich korzysta

Zasoby mają tylko taką wartość, co człowiek, który z nich korzysta

O ludziach nauczyłem się paru nieprzyjemnych rzeczy. Na przykład tego, że kochają spychać z siebie odpowiedzialność, marzą o posiadaniu tego, na co nie zapracowali oraz że są bezkonkurencyjni w tłumaczeniu dlaczego komuś w życiu wyszło.

Otóż Maćkowi się udało, bo dostał od ojca pół miliona na założenie pierwszej firmy. Gośka dostała rolę w filmie, bo wiedziała komu dać dupy. A Adam nie zostałby trenerem MMA o ciele „Dawida” Michała Anioła, gdyby nie dostawał lania od chłopaków z sąsiedniej klasy.

Wnioski są takie, że to nie jest ich zasługa, bo zadecydował o tym ktoś z zewnątrz, zbieg okoliczności, a czasami sytuacja, która kogoś sponiewierała i wypluła, dzięki czemu on stwierdził: „Nigdy więcej!”.

Do tych zdań jest zwykle podłożony soundtrack z nieśmiertelnym hitem pod tytułem: „Gdybym też”. „Gdybym też odziedziczył taki majątek to też byłbym już milionerem”, „Gdybym przespała się z szefem to też dostałabym awans”, „Gdybym urodził się w innym mieście, państwie i rodzinie to zostałbym kolejnym Zuckerbergiem”.

Takie myślenie pozwala zsunąć z piersi trochę odpowiedzialności i odetchnąć swobodniej – po prostu niektórzy mają szczęście, żeby być w dobrym czasie i miejscu, a tych szans to tylko głupi by nie wykorzystał.

To brzmi pięknie, ale rzeczywistość mówi co innego.

Rzeczywistość mówi: „Okoliczności się liczą, ale to ludzie mają prawdziwe znaczenie”

Opowiem ci historię z miejsca, w którym się urodziłem. Akcja dzieje się w małym powiatowym mieście – lekko ponad 20 tysięcy mieszkańców. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych powstał w nim prywatny zakład budowlany. Jego właściciel był przedsiębiorcą z prawdziwego zdarzenia, więc po kilku latach prowadzenia biznesu miał 30 pracowników, flotę samochodów ciężarowych, trzy kopalnie żwiru, dużą bazę powracających klientów oraz jasną przyszłość przed sobą. Miał też syna jedynaka, więc kiedy zmarł na zawał serca, cały majątek przeszedł na własność Krzysztofa (tak naprawdę to nie, ale jakoś nazwać go muszę).

Krzysztof był gościem, który zgarnął w rozdaniu karetę asów – urodzenie się w odpowiedniej rodzinie, znajomości, pieniądze i dużą firmę. Brzydki też nie był, więc kobiety go lubiły.

Początkowo szło mu nieźle. Pracownicy chodzili do pracy, klienci przyjeżdżali po towar, a on kupił sobie samochód z salonu i rozpoczął budowę willi na przedmieściach, który następnie wykańczał marmurem sprowadzanym z Włoch. Firmą zajmował się mało. Trzy lata później okazało się, że produkcja i ilość zatrudnionych osób spada i to pomimo tego, że koniunktura się nie zmieniła (o czym świadczy dynamiczny rozwój konkurencyjnych zakładów). Pięć lat od przejęcia firmy sprzedał większość samochodów ciężarowych i żwirownie. Po sześciu latach zwolnił ostatniego pracownika, sprzedał hale produkcyjne oraz swoją willę w stylu „późnego rokokoko”. Sam zamieszkał w małym, białym domku po dziadkach – jedynym co mu pozostało.

Wnioski? Są ludzie, których przykłady dowodzą, że można dostać złotą rybkę spełniającą życzenia i zrobić z niej tylko filety na obiad.

Dobry start nie gwarantuje dobrego miejsca na mecie. Łatwo jest myśleć, że znaczenie ma to, co zewnętrzne i że gdyby zgarnęło się pół bańki na start, to szybko dobiłoby się do listy najbogatszych. Albo że wyglądając atrakcyjniej miałoby się lepszy związek. Albo chociaż, że gdyby było się tak utalentowanym jak Ozzy Osbourne to radio wreszcie przestałoby puszczać to żałosne smęcenie.

Prawda jest jednak taka, że to człowiek ma znaczenie – jego energia, umiejętności i podejmowane decyzje. Zasoby są ważne, ale niewystarczające. Inaczej mówiąc, rzeczy mają taką wartość, co człowiek, który z nich korzysta. Spódnica baletnicy nie zrobi z ciebie primabaleriny. Pieniądze nie zrobią z ciebie milionera (za to mogą z ciebie zrobić na krótko biedaka z milionami). Posiadanie samochodu formuły F1 nie zrobi z ciebie Michaela Schumachera. To tylko dodatki, instrumenty, a nie mają one znaczenia jeśli nie umiesz na nich grać.

I właśnie dlatego świat jest pełen:
- pięknych kobiet, które swoje potencjalne piękno mają ukryte pod kilkudziesięcioma zbędnymi kilogramami
- pisarzy, którzy nigdy nie siadają przed edytorem tekstu
- i milionerów, którzy zamiast zarabiać hajs tylko oglądają „Dragons’ Den”.

Dlatego nie wmawiaj sobie, że nie możesz czegoś zrobić, bo nie dostałeś: lepszych genów, pieniędzy czy znajomości. Są ludzie, którzy dostają to wszystko na starcie i też nic z tym nie robią.

Liczy się progres

Mam opinię osoby, która kładzie duży nacisk na osiągnięcia i dawanie z siebie więcej. To nieprawda. Mam tylko uczulenie na ludzi, którzy winę za swoje niepowodzenia zrzucają na to, że ktoś inny ma łatwiej. W takiej postawie jest dużo zawiści i szukania usprawiedliwień, a mało pracowania nad tym, co się dostało.

Wiem, bo też taki byłem. Widziałem dookoła siebie osoby, które miały ode mnie lżej. Czułem się jakbym szedł boso, a one biegły w nowych najeczkach. Wyobrażałem sobie gdzie już teraz bym był, gdybym też miał na nogach takie buty. Większą część mojej doby zajmowało mi myślenie o tym, co oni mają, a ja nie. Zacząłem to zmieniać dopiero w liceum. Skupiłem się na sobie. Zacząłem pisać. Zainteresowałem się biznesem. Pracowałem nad wizerunkiem. Założyłem pierwszą firmę, a później pierwsze strony internetowe. W weekendy i święta zwykle pracowałem, a zamiast jeździć na wakacje oszczędzałem i inwestowałem pieniądze. Dzisiaj czasem słyszę od znajomych mających lepszy start: „Ale ci się poszczęściło!”. Tiaa, poszczęściło. A to wszystko, co z siebie dawałem to niby nie miało znaczenia?

Nie jestem wierzący. Właściwie rzecz biorąc to jestem bardzo niewierzący. Nie zmienia to jednak tego, że cenię przypowieść o talentach. Zgadzam się z jej wszystkimi wnioskami, a te wnioski są następujące: „Nieważne, że dostałeś tylko jeden talent, a inny sługa pięć. Wciąż twoim zadaniem jest to, żeby swoje zasoby wykorzystać i pomnożyć, a nie zmarnować.”

Kropka.

Zasoby nie są rozkładane po równo, ale nie ma osób pozbawionych jakichkolwiek możliwości. Czasem tą szansą jest kochająca rodzina albo znajomości. Innym razem wygląd albo unikalny styl patrzenia na świat. Czasem jest to tylko potężne wkurwienie o treści: „Chcę inaczej!”.

Jednak nieważne jak duże, lub jak małe są te zasoby, bo wciąż trzeba grać tym, co się ma.

Ten tekst zacząłem od mówienia o tym, jakich mało pozytywnych rzeczy nauczyłem się o ludziach. Nie napisałem jednak tego, że potrafią też zaskakiwać, kipią od kreatywności, a kiedy zaczną brać odpowiedzialność za to, jak wygląda ich rzeczywistość, to bardzo często okazuje się, że stać ich na znacznie więcej, niż sami myśleli.

Tylko żeby się o tym przekonać, trzeba zacząć patrzeć na to, co się trzyma w rękach, a nie na to, co dostali inni. Czasem może się okazać, że w rzeczywistości dostałeś dużo więcej, niż oni.

Dodaj komentarz

33 komentarzy do "Zasoby mają tylko taką wartość, co człowiek, który z nich korzysta"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Król Czasu
Gość

Trzeba umieć ruszyć z miejsca z tym zasobami jakie się posiada w obecnej chwili. To, że ktoś zaczął bieg bliżej mety, nie oznacza, że w ogóle ją przekroczy.

Natalia
Gość

Jak zwykle trafiłeś w samo sedno! Swoimi tekstami otwierasz oczy na sprawy, które wbrew pozorom, wydają się mało istotne, a takie w rzeczywistości nie są. Dziękuję!

Kamil Nowak
Gość

Kiedyś się zastanawiałem jaki jest mój talent. Właśnie sobie uświadomiłem, że największym jest to potężne wkurwienie o którym piszesz :)

Volant
Gość

To powiem Ci Kamil, że u mnie było bardzo podobnie. Inne talenty też odkryłem, ale bez wkurwienia niewiele by mi dały :)

Pawel Fiedorowicz
Gość

Tekst świetny i prawdziwy. Powinieneś napisać analogiczny, o osobach które od życia nie dostały nic, a mimo to osiągnęły wszystko.

entropysphere
Gość

a Co jeśli talent w najmniejszym stopniu nie pasuje do tego co się lubi i chce robić? :)

Lakay
Gość

To coś jak wtedy, kiedy jest się gejem, a bardzo chciałoby się być hetero?

entropysphere
Gość

Raczej jak wtedy, kiedy świetnie robisz loda, ale podobają ci się tylko dziewczyny…

Volant
Gość

Brzmi jak dobry przepis na to, żeby każdy dzień przypominał mękę.

S.
Gość

Prawda. Bywa i tak, że to co lubimy nie przynosi zysków lub jeśli zacznie je przynosić to przestajemy to lubić.

Madix
Gość

Tak jak napisał Volant – Twoja w tym głowa, by znaleźć coś, co będzie pasowało :)

IMO to właśnie połączenie tego, co niby „nie da się połączyć” jest świetnym pomysłem na siebie, bo stosunkowo niewielu ludzi tak ma, a jak już ma – to właśnie nie pomyśli o tym, by to potraktować jako atut, wykorzystać i wymyślić jakieś połączenie, tylko powie: „nie da się – to się nie dodaje!”.

A da się ;) I co więcej – warto, bo wtedy wstrzelasz się w niszę, której nie odkrył nikt inny. Najlepszy przykład, jaki znam, to gość, który jednocześnie był artystą, kochał rysować, ale miał też matematyczne zdolności, inżynierski łeb i interesował się motoryzacją. Co zrobił? Skończył ASP (i chyba coś inżynierskiego też, ale nie jestem pewna) i zaczął… projektować samochody, zarabiając na tym ładny hajs i łącząc to, co się na pozór w najmniejszym stopniu ze sobą nie łączyło – bycie artystą i inżynierem w jednym, pasję do rysunku i do motoryzacji :)

Mam nadzieję, że ta historia Cię zmotywuje :)

entropysphere
Gość

To przyklad goscia o kilku talentach do tego pasujacych temu co lubi :)
Blizej jest Volant, ale bycie ksiegowym w branzy muzycznej z gwiazda rocka ma niewiele wspolnego

Volant
Gość

Pytanie brzmi, po co w ogóle masz się ścigać z Schumacherem? :) Bo w tekście nie napisałem, żeby się z kimkolwiek ścigać. Nie chodzi też o to, żeby mieć więcej, niż ktoś inny. Napisałem za to, że trzeba wykorzystywać swój potencjał zamiast patrzeć na cudzy. Jeśli ma się rower, a nie samochód z F1 to wciąż bardziej ci się opłaca nim jechać, niż kopać go i krzyczeć, że to niesprawiedliwe, bo ktoś inny ma Ferrari. Twój komentarz jest odwrotnością tego podejścia.

Natomiast jeśli chodzi o wymienione przez ciebie przewagi – tak, mają znaczenie, ale zawsze też można podać przykłady ludzi i firm, którzy pomimo to się wybili. Kiedy powstawało Google inne wyszukiwarki też miały patenty i znacznie więcej zasobów. Kiedy powstawała Tesla, inne koncerny samochodowe miały ugruntowaną pozycję i dziesiątki razy wyższą produkcję. Nie mówiąc już o innych większych, mniejszych i mikro działalnościach bazujących na rzemiośle, które obecnie się rozwijają i których jedną z podstawowych przewag jest to, że nie są korpo i nie mają przewag, o których mówisz.

Dam
Gość

Ścigam się z nim, bo to mój konkurent na danym rynku. Rynek ma postać tortu. Żebym mógł zjeść większy kawałek, to ktoś musi zjeść mniejszy.

„Napisałem za to, że trzeba wykorzystywać swój potencjał zamiast patrzeć na cudzy”

To po co przykład z Krzysiem? Swoją drogą to powyższe stwierdzenie nie ma sensu, bo analiza konkurencji i jej potencjału jest istotnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji. Lekceważenie konkurencji to prosta droga do porażki. W każdej dziedzinie. Spora ilość związków rozpada się, bo facet jest tak pewny swojej kobiety, że nie interesuje się facetami, którzy zabiegają o jej względy. Co do samego Krzysia to po prostu był idiotą. Jeżeli nie znał się na prowadzeniu biznesu, to mógł wynająć dyrektora generalnego/prezesa(w zależności od formy prawnej firmy ojca), który by mu ten kram ogarną. Problem pojawia się, gdy ktoś podejmuje się zadań, które go przerastają. To wynika z braku umiejętności oceny własnych umiejętności i własnego potencjału. Klasyczny przykład porywania się z motyką na słońce.

„Jeśli ma się rower, a nie samochód z F1 to wciąż bardziej ci się opłaca nim jechać, niż kopać go i krzyczeć, że to niesprawiedliwe, bo ktoś inny ma Ferrari. Twój komentarz jest odwrotnością tego podejścia.”

Nie. Ja uważam, że jeśli ktoś ma Ferrari, a ja mam rower to nie startuję w wyścigu ulicznym. Zamiast tego proponuję wyścig na rowerach wodnych. Są rynki z takim nasyceniem, że nie ma już miejsca dla nowych graczy. Jeśli w mieście jest 30 kwiaciarni, popyt jest na 25, a ktoś otwiera 31 to mało przytomne. Dużo lepszą drogą jest zaspokajanie popytu, niż jego wytwarzanie. Możesz próbować otworzyć w Polsce kolejną rafinerię. Jedną ma Lotos, drugą Orlen. Urzędnik zdecyduje czy wyda Ci koncesje. Możesz mieć miliardy na koncie i szczere chęci, ale jak Państwo nie będzie chciało konkurenta na tym rynku to koncesji Ci nie przyzna i możesz sobie pisać na Berdyczów.

„Natomiast jeśli chodzi o wymienione przez ciebie przewagi – tak, mają znaczenie, ale zawsze też można podać przykłady ludzi i firm, którzy pomimo to się wybili.”

Tak jak można podać przykład Billa Gatesa, że nie skończył szkoły i został miliarderem. Tylko po drugiej stronie jest miliard osób, które szkoły nie ukończyły i żyją w nędzy. To kwestia statystyki. Jak weźmiesz milion małp i 100 spółek giełdowych to trafią się takie małpy, które przewidzą ruchy kursów tych 100 spółek. Nie znaczy to, że małpy są lepsze od analityków giełdowych. To zwykły rachunek prawdopodobieństwa.

Tesla jest wydmuszką. Podobnie jak Twitter, Uber czy Netflix. Firmy rzekomo warte miliardy, które nie przynoszą zysków. BA! Od początku generują straty. Kiedyś było podobnie z bańką na dotcomach. Wcześniej była bańka na Kodaku czy Mc’Donalds. Tak samo Xerox. Co kilkanaście lat pojawia się „nowa ekonomia” i „tym razem będzie inaczej”. Skończy się jak zwykle. Spektakularną plajtą.

„Nie mówiąc już o innych większych, mniejszych i mikro działalnościach bazujących na rzemiośle, które obecnie się rozwijają i których jedną z podstawowych przewag jest to, że nie są korpo i nie mają przewag, o których mówisz.”

Ale mają inne przewagi. Personalizację, indywidualne podejście do klienta, wyższą jakość. Ale nie mają efektu skali, przewagi marketingowej itd. Temat rzeka. Rozkwit mikro przedsiębiorczości w dużej mierze zależy od specyfiki rynku i otoczenia formalno-prawnego. Zależy czy ludziom opłaca się prowadzić własną firmę, czy lepiej pójść na etat, żeby ktoś inny sprzedał na rynku efekty ich pracy. Przypomnij sobie, że kiedyś były wyłącznie mikroprzedsiębiorstwa. Było pełno szewców, małych browarów i z tego powstały wielkie korporacje, ponieważ prowadziło to do obniżenia kosztów jednostkowych. Korporacje wtedy wygrały, bo miały standaryzację, lepsze zarządzanie, przewagę skali. Teraz korporacje przestały trzymać jakość i pojawiła się luka na rynku dla malutkich. Ale to nie znaczy, że nagle znikną supermarkety zrzeszone w sieci. Tutaj nadal mają przewagę, bo kupują cały asortyment bezpośrednio od producentów. Czego mały osiedlowy spożywczak nie zrobi.

Volant
Gość

„Ale mają inne przewagi. Personalizację, indywidualne podejście do klienta, wyższą jakość. Ale nie mają efektu skali, przewagi marketingowej itd. Temat rzeka.”

Czyli jednak mają swoje indywidualne przewagi? :)

„Ścigam się z nim, bo to mój konkurent na danym rynku. Rynek ma postać tortu. Żebym mógł zjeść większy kawałek, to ktoś musi zjeść mniejszy.”

Podział na mniejsze i większe kawałki tortu jest dobrym porównaniem, ale… dla tortu. Torty nie są dynamiczne. Rynki owszem, więc niekoniecznie trzeba wycinać ich kawałek – można tworzyć własne rynki albo powiększać istniejące.

Ty uważasz (a przynajmniej tak mi się wydaje), że rzeczywistość jest ukształtowana i stabilna. Ja uważam, że wbrew wszelkim pozorom jest dynamiczna i pełna możliwości. Wątpię, żebyśmy mogli ocenić, kto tak naprawdę ma rację.

„Napisałem za to, że trzeba wykorzystywać swój potencjał zamiast patrzeć na cudzy” To po co przykład z Krzysiem?”

Dokładnie po to. Po co patrzeć na cudzy potencjał (zwłaszcza w sposób: „Ojej! Inni mają nade mną taką przewagę, że nawet nie mam po co czegoś zaczynać”) skoro nie znasz przyszłości i nie wiesz czy ta konkurencja sama siebie nie wykosi za pięć czy dziesięć lat? Lepiej skupić się na rozwijaniu swoich przewag.

„Ja uważam, że jeśli ktoś ma Ferrari, a ja mam rower to nie startuję w wyścigu ulicznym.”

Tylko że wciąż nie ścigasz się z nim w wyścigu ulicznym. Duże korporacje np. odzieżowe, kierują produkty na zupełnie inne rynki, niż ktoś, kto sprzedaje chińskie t-shirty na bazarze i raczej nie ma się co obawiać, że jak będziesz miał swój stragan to United Colors of Benetton rozpęta przeciwko tobie medialną i cenową kampanię :) Być może to zrobi, ale dopiero jak z małego zamienisz się w dużego – tylko że wtedy ty też będziesz miał zupełnie inne możliwości.

„Jeśli w mieście jest 30 kwiaciarni, popyt jest na 25, a ktoś otwiera 31 to mało przytomne.”

Jasne, nie wszystkie rynki są otwarte. Tak jak napisałeś – pewnie ciężko byłoby mi otworzyć kolejną rafinerię. Pewnie też nie byłoby mi łatwo zacząć produkować Boeingi. Jednak to, że nie można wszystkiego, nie oznacza, że nie można nic. Pomiędzy tymi stwierdzeniami nie ma znaku równości. Wciąż można „coś” i na tym „coś” się skupić.

„Tak jak można podać przykład Billa Gatesa, że nie skończył szkoły i został miliarderem. Tylko po drugiej stronie jest miliard osób, które szkoły nie ukończyły i żyją w nędzy. To kwestia statystyki. Jak weźmiesz milion małp i 100 spółek giełdowych to trafią się takie małpy, które przewidzą ruchy kursów tych 100 spółek. Nie znaczy to, że małpy są lepsze od analityków giełdowych. To zwykły rachunek prawdopodobieństwa.”

No spoko, ale nie podałem jego przykładu, więc odpowiadasz na argument, który sam stworzyłeś. Dla mnie Gates nie jest przykładem – co innego dziesiątki (jeśli nie setki) tysięcy mikroprzedsiębiorców zarabiających od 100 000 do 500 000 dolarów rocznie i którzy mają już zasoby nie tylko do tego, żeby nie żyć w nędzy, ale rozwijać się w dowolnej dziedzinie. Jeśli oczywiście zechcą.

„Tesla jest wydmuszką. Podobnie jak Twitter, Uber czy Netflix. Firmy rzekomo warte miliardy, które nie przynoszą zysków. BA! Od początku generują straty. Kiedyś było podobnie z bańką na dotcomach. Wcześniej była bańka na Kodaku czy Mc’Donalds. Tak samo Xerox. Co kilkanaście lat pojawia się „nowa ekonomia” i „tym razem będzie inaczej”. Skończy się jak zwykle. Spektakularną plajtą.”

Czy patrząc z drugiej strony nie oznacza to, że ma się możliwości stworzenia jakiejś wydmuszki, sprzedania jej i cieszenia się swoimi milionami? :) Dla mnie to wciąż jest argument dla „można”, a nie dla „nie da się”.

I na koniec – tak supermarkety nie znikną, ale nie muszą znikać. Nie chodzi o to, żeby zmienić świat i zdmuchnąć każde korpo, każdego ziomeczka z bogatymi rodzicami i sprawić, żeby ludzie byli równi, bo to nigdy nie działa. Chodzi o to, żeby zmienić swój wycinek rzeczywistości, a to zawsze jest możliwe. Można też go nie zmieniać, ale ze świadomością: „Ok, to jest mój wybór”, a nie mówiąc sobie: „Nic nie mogę”.

Gośka
Gość

Kiedy książka? :)

Volant
Gość

Lipiec/sierpień :)

Gośka
Gość

Czekam z niecierpliwością :)

Duszek
Gość

Kurcze nie rozumiem Twojego podejścia do wakacji. Moim zdaniem podróże są jedną z tych rzeczy, które kształca człowieka a nie wyrzucaniem kasy w błoto ;).

Lakay
Gość

Bardziej chodzi o wydawanie całej kasy na wakacje, a po powrocie klepanie biedy.
Jak wyjazd na wakacje nie nadszarpuje w żaden sposób budżetu, to można jeździć.

Wergiliusz
Gość

Dobry tekst. Na 5+.

Duszek
Gość

AA co sądzicie o takim tekście http://malvina-pe.pl/post/badz-gorsza-wersja-siebie ???

Evelina Gardel
Gość

Przeczytałam kilka tekstów Malviny i byłam blisko stwierdzenia ze to damski odpowiednik Volantification.

Marcin Andrzej Tecław
Gość

Ty dorosłeś do tego w liceum, ja dopiero w wieku 28 lat. Żałuję trochę upłyniętego czasu, ale staram się skupiać na tu i teraz :).

Madix
Gość

Genialny tekst! :) Gratulacje – bardzo wpisuje się on w moją filozofię życia ;)

Wake up- make up!
Gość

Świetny tekst!

piotrosc .
Gość

Apropos rozważań zawartych w tekście o posiadanych zasobach jestem ciekawy Volant jak odnosisz się do słowa ‚talent’. Czy uważasz, że w ogóle coś takiego jak talent istnieje? Mi wydaje się, że człowiek może mieć fizyczne predyspozycje np. do muzyki (sprawny zmysł słuchu) czy też do koszykówki (wzrost i dobra sprawność motoryczna) tylko takie predyspozycje mają miliony a tylko mała część z nich ciężko pracuje na to żeby być naprawdę dobrym w danej dziedzinie. I potem o takich osobach powszechnie mówi się: ‚ale talent!’ i wg. mnie to jest ignorancja i zwyczajna obraza dla ciężkiej pracy bo ludzie słowem ‚talent’ sugerują, że ktoś coś miał od początku i przyszło mu to łatwo.

entropysphere
Gość

Lepiej miec wybor i backup.
Latwiej nauczyc sie trzech jezykow majac pomoc rodzicow niz opiekujac sie kurami w dziurawych butach, bo gospodarstwo sie sypie…

Ania [PKNDL]
Gość

Nienawidzę zwalania odpowiedzialności za swoje życie, na innych ludzi.
.
.
.
Ale bogatsza mogłabym się urodzić, nie pogardziłabym :D

Ania [PKNDL]
Gość

Dam, nie wszyscy mamy równe szanse. Ale wszyscy mamy równe cele. Innymi słowy, trzeba wykorzystać odpowiednie zasoby, poczynić odpowiednie kroki, aby osiągnąć dany cel.

Alin
Gość

Właśnie mam podobny problem. Twój tekst to chyba najlepszy motywator, żeby się nie poddawać i nadal nad sobą pracować. :)

Marta Szaro
Gość

a decyzje które podejmujesz pokazują jaki masz szacunek do samego siebie. kropka.

Agnieszka Dubiniak
Gość

Jejku jaki motywujący tekst…samo sedno.. trafione w dziesiątkę…tak właśnie jest z nami…mamy zasoby…ale boimy się ich użyć…ze strachu? Zatem ruszmy się…ten tekst daje prawdziwego kopa :)) uwielbiam czytać wszystkie teksty…są bardzo życiowe, a przede wszystkim wyciągają na zewnątrz to o czym sami myślimy, kiedy jesteśmy sam na sam tylko z sobą…

wpDiscuz