Żeby kogoś zdobyć, musisz być gotowy go stracić

Żeby kogoś zdobyć, musisz być gotowy go stracić

Kiedy ktoś mnie pyta, jak stworzyć fajną relację to mam dwie odpowiedzi. Pierwsza jest na tyle długa, że przeciętny użytkownik internetu nie przeczytałby nawet wstępu. Całe szczęście mam też odpowiedź krótką, która brzmi: „Przestań chodzić wokół drugiej osoby na paluszkach”.

Przez chodzenie na paluszkach rozumiem postawę, w której wycina się z relacji wszystko, co negatywne, unikalne lub odważne, a pozostawia tylko to, co bezpieczne.

Jeśli siedzisz obok kogoś, kto ciebie pociąga i tygodniami gadasz o pogodzie, swoim pierwszym kocie i studniówce, od której minęło osiem lat, zamiast skierować relację na seksualny tor, to znaczy, że chodzisz wokół niej na paluszkach.

Jeśli twój facet upokorzył cię publicznie, ale jedyne co zrobiłaś to schowałaś głowę między ramiona, to znaczy, że chodzisz wokół niego na paluszkach.

Jeśli laska, z którą się umawiasz jest rozkapryszoną, wiecznie spóźniającą się dziewczynką, która nie szanuje twojego czasu, a ty jej tego nie mówisz, to bez względu na to, jak bardzo jest piękna, chodzisz wokół niej na paluszkach.

Jeśli na każdy jego żart reagujesz salwą histerycznego śmiechu, chociaż bawisz się równie dobrze, co słuchając polskich stand uperów, to znaczy, że chodzisz przy tej osobie na paluszkach.

Widząc takie osoby lubię pytać: „Dlaczego tak się zachowujesz? Na co czekasz? Po co się tak czaisz?”

Odpowiedzi są różne, ale sprowadzają się do jednego pytania:
- A co jeśli zachowam się inaczej i tego kogoś stracę?

W tym momencie dochodzimy do tytułowego zdania tego wpisu – możesz się łudzić, że da się inaczej, ale żeby kogoś zdobyć, musisz być gotowy na to, żeby go stracić.

Po pierwsze dlatego, że nikt nie lubi ani mdłych potraw, ani mdłych relacji

Wyobraź sobie szefa kuchni – powiedzmy w Paryżu. Na głowie ma zabawną białą czapkę jak z „Ratatuj”, a w głowie setkę przepisów. Akurat dzisiaj ma przyjść znana blogerka kulinarna, więc zależy mu na tym, żeby dobrze wypaść. Przygotowuje więc spektakularne menu, a następnie zaczyna myśleć: „To jest świetne danie, ale co jeśli ona jest jedną z tych osób, które jakimś cudem nie lubią szynki parmeńskiej? Lepiej z niej zrezygnuję. Może nie lubić też ostrych przypraw, więc postawię na klasykę – sól i pieprz, ale bez przesady. A mięso? Przecież może być weganką!”.

W końcu przychodzi ta blogerka, a on stawia przed nią bezpieczny, mdły, ryżowy kleik.

Identycznie kończą ludzie, którzy chcą żyć nie ryzykując. Chcą pasować każdemu i w efekcie nie pasują nikomu. Eliminując mówienie o tym, co ich w kimś zachwyca i to, co ich w kimś wkurwia oraz traktując drugą osobę, jak laleczkę z porcelany – pozbywają się jakiejkolwiek pikanterii, a siebie odzierają z unikalności.

Dlatego uważam, że spotykając się z kimkolwiek, pierwszym prawem i obowiązkiem, jaki się posiada, jest szczerość. Prosta umiejętność mówienia nie tylko: „Pociągasz mnie”, „Zamiast jedzenia deseru wolę szybciej zabrać cię do siebie” i „Nikt nie mówi o Platonie tak, jak ty”, ale też: „Zachowujesz się dziecinnie”, „Oczekuję czegoś innego” i „Akurat to jest dla mnie zbyt ważne i tego nie zmienię, więc jak mnie nie akceptujesz to nie powinniśmy się spotykać”.

Nie wszystkim będzie to pasować, ale jeśli jesteś fantastyczną osobą (a tylko taką warto być) to nie jest to tragedia. To oznacza tylko, że to nie jest osoba dla ciebie.

Po drugie, żeby nie zamienić się w popychadło

Można patrzeć na inną osobę z myślą: „Jak odejdzie to nic nie będzie miało sensu”. Problem w tym, że wtedy złamiesz każdą swoją zasadę, żeby do tego nie dopuścić.

Dokładnie to spotkało jedną z moich czytelniczek. Zaczęło się od małych rzeczy. Przełomem była chwila, w której jej mąż upokorzył ją przy znajomych i potraktował jak szarą gąskę, a one uśmiechnęła się kwaśno i spróbowała obrócić to w żart. Prawdę mówiąc powinna wziąć karafkę z wodą, cytryną i miętą i sprawdzić, czy da się ją rozbić mu na głowie. Kiedy tego nie zrobiła, było już wiadomo, że przełknie wszystko. Przez lata przełknęła więc ignorowanie jej, spychanie jej w dół listy priorytetów, przekleństwa wypowiadane w czasie kłótni, a następnie zdradę. Mówiła: „Nikt nie będzie mnie tak traktował!”, a później wywieszała białą flagę i wybaczała mu to, czego miała nie wybaczać nikomu.

Jeśli całe życie myślisz o cudzych uczuciach i nie pytasz: „To dobre dla niego, ale czy dobre dla mnie?” to dajesz zielone światło do traktowania się chujowo. Każda bezkarnie przekroczona granica udowadnia, że tak naprawdę tych granic nie ma. Oznacza to: „Mogę zrobić cokolwiek, a ona pojęczy, pojęczy i to zaakceptuje”. To jest definicja popychadła – bez względu na to, ile razy je popchniesz, ono nigdy nie wymierzy ci ciosu.

Miłość nie występuje bez szacunku, więc zastanów się ile osób, które szanujesz jest popychadłami? Podpowiem: Zero.

Po trzecie i najważniejsze, miłość nie jest bezcenna

Odkąd się dorasta, słyszy się o tym jaki to związek nie jest ważny. Opowiada się bajki o tej jedynej czy tym jedynym. Twierdzi się, że prawdziwa miłość zdarza się tylko raz (niektórzy łaskawcy dają jej więcej szans, ale nie więcej, niż trzy). Mówi się (całe szczęście tylko dziewczynkom) że ślub to najpiękniejsza chwila w życiu (a przynajmniej jedna z pięciu najpiękniejszych). Stwierdza się, że to bardzo nieładnie, że związki wyrzuca się zamiast je naprawiać.

To wszystko można określić jednym słowem – pierdolenie. Są relacje, które nadają się tylko do tego, żeby je wyrzucić i zrobić miejsce dla nowych. Szanse na fajny związek nigdy się nie kończą (ale zdarza się, że wymagają poważnego wzięcia się za siebie). Miłość nie jest też bezcenna, bo zawsze może nadejść moment, kiedy lepiej spędzać wieczór z Netflixem, niż być w relacji, w której tylko idzie się na jednostronne kompromisy i podaje swoje serduszko na złotej tacy.

Inwestując np. w akcje lub na rynku forex, funkcjonuje pojęcie „stop loss”. Jest to zlecenie umożliwiające automatyczną sprzedaż posiadanych akcji w przypadku osiągnięcia przez nie określonej, niskiej wartości. Jego zadaniem jest chronić twój kapitał w sytuacji kiedy inwestycja okazuje się chybiona.

Najlepsze pytanie, jakie można sobie zadać dotyczy tego, gdzie znajduje się twój osobisty „stop loss”? W którym momencie powinieneś powiedzieć: „Koniec!”? Bez tej wiedzy siadasz do stołu, żeby wynegocjować związek, który będzie składał się z lojalności i seksu, a godzisz się na bycie darmowym terapeutą, wynagradzanym wszystkim, tylko nie lojalnością i docenieniem.

Dlatego tak ważna jest świadomość, że bez względu na to, jak cudowna wydaje się inna osoba, to jej strata nie jest tragedią. Nie uderzy w ciebie przez to asteroida. Twoje życie się nie zatrzyma. Nie zostaną wymazane z twojej przyszłości nowe możliwości i nowi ludzie. Stracisz tylko swoje złudzenia, czyli w zaokrągleniu – nic.

Jeśli więc boisz się, że ktoś odejdzie kiedy przestaniesz chodzić wokół kogoś na paluszkach, to moja odpowiedź brzmi: „Niech idzie.” Tylko pozwalając sobie na to, żeby kogoś stracić, dajesz sobie szansę na stworzenie dokładnie takiego związku, jaki ci pasuje. W przeciwnym razie tylko stoisz z wyciągniętą błagalnie ręką i czekasz na to, aż ktoś podaruje ci szczęśliwe zakończenie twojej historii.

Prawda natomiast jest taka, że tylko ty możesz wziąć długopis i to zakończenie napisać.

Dodaj komentarz

63 komentarzy do "Żeby kogoś zdobyć, musisz być gotowy go stracić"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Król Czasu
Gość

To wszystko wynika z naszych wewnętrznych przekonań i naszej samooceny. Związki i ich jakość jest pewnego rodzaju wizualizacją naszego wewnętrznego stanu. Czasami warto poćwiczyć nasz mózg i poukładać sobie pewne rzeczy w głowie, niż ćwiczyć szeroką klatę lub zgrabny tyłek. Może się okazać, że trenowanie tego co na pierwszy rzut oka nie jest widoczne da lepsze efekty niż opięta koszulka „parówka” lub zawartość leginsów :P

Lakay
Gość

Uważam, że jednak szeroka klata i zgrabny tyłek przydają się zawsze :D

Król Czasu
Gość

Jako dodatek do całej reszty to pewnie, ale jako lekarstwo na fajne związki już niekoniecznie :P

Justyna Katarzyna Szul
Gość

Volant! Tell my why… Dokładnie w każdy dzień mojego pieprzonego życia (czasem kardamonem, czasem cynamonem ale w większości pieprzem i solą na otwarte rany) pojawia się tu coś, co jest lekarstwem na moją rzeczywistość. Czy to nieudana relacja, pseudo związek, uciekanie króliczka z Alicji z Krainy Czarów , który z impetem wpadł w moje życie i narozrabiał. Od tych dwóch /trzech lat odkąd Cię czytam – mając swoje wzloty i upadki- obiecuję sobie wnieść w zycie ogrom tych wszystkich mądrych i niemądrych (bo nie zawsze jest eureka i euforia- czasem wyparcie mówi zdecydowanie- ”O czym on mi tu!”- tak naprawdę potwierdzając stan rzeczy). Ilekroć wprowadzam- mam stan bycia zadowoloną , czasem jałową osobą , po czym nadchodzi kolejna relacja, kolejne zapomnienie jak powinno być i nieszczęśliwie osobnik X z impetem burzy misterną układankę. I zaczyna się na nowo. Popijając gorzkie wino w ten wieczór już samotny jako singielka XXI wieku powiadomienie- nowy Volant wychodzący naprzeciw moim oczekiwaniom w tą chwilę rozpaczy.
I obiecuję i Tobie i sobie- w końcu zmądrzeję! Docenię siebie, pokocham siebie i skoro odejdę- to po to, by spotkać lepsze.
Dziękuję. Za wszystkie łzy , które kapią mi na ekran z częstotliwością pojawiania się ludzi, którzy traktują uczucia jak płaszcze Versale / bo nie Versace- z second handu.

Grzesiek
Gość

widzisz dziewczyno, sama wiesz co masz zrobić
działaj więc, już dziś teraz, bo jutro będzie za późno :)
czytaj jutro i z każdym kolejnym rozczarowaniem będzie trudniej.
a czy to zrobisz u volanta czy u terapeuty czy na Martynice to już twój wybór, ale ruszaj

Justyna Katarzyna Szul
Gość

Obawiam się,że codziennie jest za późno i materiał ludzki coraz bardziej bez wartości z odejściem bez słowa.

Grzesiek
Gość

nigdy nie jest za późno dopóki jest jakiś materiał.

Małgorzata Król
Gość

Dobre użycie określenia stop loss .Miłość zdarza się bardzo żadko , a relacyjki nie zaliczyłabym do tej kategorii.
Stąd Miłość jest bezcenna , tylko , że w znacznie głębszym ujęciu niż Twój opis , dla okołostudniówkowej młodzieży. pozdro

Zmyja
Gość

Odeszłam, bo miałam dość. On dał mi odejść. A potem zrobił taką voltę, że klękajcie narody — sprawił, że się w nim zakochałam na zabój. I od 4 lat jesteśmy w tym nowym związku szalenie kochającymi się przyjaciółmi :)

Aldona
Gość

jak to uczynil? ja znajduje sie w takiej samej sytuacji

Agnieszka Jaśkiewicz
Gość

Świetny tekst… wzmocnił mnie w moich przekonaniach. :) Naprawdę zajebiście piszesz Vol. :) Pozdrawiam.

maselko paul
Gość

Wychodzę z założenia, że powinniśmy szanować swoje uczucia, swój cenny czas i nie wszystko za wszelką cenę . Czasem trzeba pozwolić komuś odejść bo jeśli ta relacja nas tylko trzyma w niepewności , że może jednak on się nawrócić, zmieni uczucia względem nas to powinno się to odpuscic i poświęcić czas na osoby, ktore chętnie spędzaja z nami czas, i ktore nie trzeba w ogóle namawiać. Tak więc czas Go sobie odpuścić :)

carmalkai
Gość

TOTALNIE W PUNKT! Uważam, że nie powinno się udawać kogoś przy swoim partnerze i grać kogoś idealnego. Może to zabrzmi banalnie, ale na prawdę powinno się być sobą, żeby znaleźć miłość. Wiele razy to słyszałam, ale dopiero niedawno zrozumiałam istotę tego wyrażenia. Jakby to powiedział Jacek Walkiewicz- błysk!

Tianzi
Gość

Kurczę Volant, o dzień za późno. Dzisiaj się odkochałam ;)

Ale tekst doskonale wykłada coś, co w sumie już od dawna wiedziałam (ale nie potrafiłam nic z tym zrobić, bo jeśli ktoś mi się b. podoba, nie potrafię myśleć prosto), czyli powody, dla których wyrwanie obiektu zainteresowania dla niektórych graniczy z cudem, natomiast przez przypadek wyrywa się jego kolegę, na którego miało się do tego stopnia wyrąbane, że traktowało się go tak, że się później serio zastanawiało ‚co on we mnie widział?’. Nawet jeśli wszyscy dookoła twierdzą, że ten drugi był atrakcyjniejszy niż ten pierwszy.

Ktoś tam
Gość

Nie do końca tak. Jestem skrajnie dosadnym i bezpośrednim gośiem, nie boję sie atrakcyjnych dziewczyn i mówie im zawsze co myślę. Nigdy nie chodziłem na paluszkach. Do tego także bardzo spontaniczny, emocjonalny i wrażliwy, nie umiem kalkulować i rozkminiać kiedy coś powiedzieć. Chociaż to podobno atrybuty kobiet i wiem, że może odbierać mi to kilka punktów do męskości. Jestem przyzwyczajony, że mogę kogoś stracić i nie boję się ryzyka. Nie byłem rozpieszczony pod względem atrakcyjności, więc musiałem atakować jak szalony. Stąd zahartowanie i gruba skóra oraz kilka sukcesów na koncie – seks oraz krótkie związki z bardzo atrakcyjnymi dziewczynami. Niemniej szybko uciekały, bo ani nie mam ogarniętego życia, ani nie jest konwencjonalnym ciachem (przeciętny wygląd, ale łysieje i bycie zbyt chudym mi go zaczyna obnizać, chociaż nadrabia świetnyn stylem i najpiękniejszymi oczami na świecie). Aczkolwiek każda mi mówiła, że mam jaja większe niż 90% facetów jakie spotkały i to rzeczywiście działało. Niemniej potem uruchamiała się ich logika, chłodna analiza i dostrzegały te moje wady, a wiadomo – atrakcyjne panny mają wiecej opcji.

Także Volant, to co mówisz jest prawdą, ale bez konrketnych zasobów nic to nie daje. Dlatego nie pocieszam brzydkich koleżanek, bo wiem, że wyżej dupy nie podskoczą. ;)

storm
Gość

ale o co Ci kaman ? bo nie nic nie czaję z Twojego tekstu

Ariel Dudek
Gość

Nie nie trzeba go rozumieć. Ważne, że ma jaja większe niż 90% facetów :D

Aleksandra - Lekcje Sukcesu
Gość

Znam kilku takich i przyznam szczerze to nie dziwię się, że te panny uciekają :D.

storm
Gość

hahahah :) masz rację :) ! Pozdro

Justyna Katarzyna Szul
Gość

Guzik prawda. ‚Atrakcyjne panny’ w większości procentów wcale się za takie nie uważają a jeśli uważa ich społeczeństwo- to mimo wszystko facet odpuszcza- bo przecież ‚jest pusta’/ ‚nie zwróci na mnie uwagi/zdradzi zostawi/ nadaje się tylko do łóżka’ ….Sad, hard but true.

R1fan
Gość

Ja sie jednak z tym troche zgadzam, pewnie dlatego ze sam nie grzesze wygladem i zakladajac nawet najlepsze ciuchy ciezko mi jest podrywac dziewczyny bo one poprostu nie sa zainteresowane od pierwszej chwili. Jestem z tych osob ktore „nie chodza na paluszkach” bo jaki to ma sens…
Moge sie mylic ale czasami nawet dajac z siebie bardzo duzo ciezko osiagnac wymarzony cel (np: mozna chciec zmienic swoja sylwetke, reguralnie chodzic na silownie, trzymac diete i konsultowac sie z dietetykiem i trenerem personalnym a efekty sa bardzo marne) No ALE co z tego? Czy to znaczy ze nie warto probowac? W ktoryms z postow Volant napisas cos w stylu”czasami nie mozna zmienic wszystkiego, czasami jest to 90% a czasami 10% ale zawsze warto probowac i to robic” – ja sie z tym zgadzam. No bo przeciez zyje sie tylko raz. Pozdrawiam wszystkich

Balbina Gęś
Gość

miękki z ciebie zawodnik

Look
Gość

???

Volant
Gość

Ty na pewno jesteś dużo lepszym – zwłaszcza siedząc przed monitorem.

Balbina Gęś
Gość

No kurde, jak ktoś się rozstaje bo go ktoś szarpie, to taka osoba nie powinna jak dla mnie wychodzić z domu bo jeszcze ktoś może ją szarpnąć i co wtedy

Subiektywny
Gość

Treść koniecznie do przeczytania, zapoznania się oraz wdrożenia w życie dla:

a) wszystkich chłopaków i facetów nadskakujących swoim wiecznie z lekka nadętym oraz permanentnie nieusatysfakcjonowanym życiem, roszczeniowym księżniczkom spod znaku ‚jestem tego warta’.

b) tym naprawdę całkiem inteligentnym dziewczynom, którym system hormonalny i podświadomość tak płatają figle, że odstawiają wszystko w bok i jak ćmy do ognia lgną do nieszanujących ich i pomiatających badboyów herbu ‚ze mną tylko no future!’.

Smacznego,
S.

Justyna Katarzyna Szul
Gość

A zebyś wiedział,ze choruję na B. Bo wszystko, co na pozór stabilne- odrzucane jest przez podświadomość i wybierasz high life na oparach paliwa chłopca, który naoglądał się reklam od Paco Rabanne.

Subiektywny
Gość

Justyno,
A śmigaj na haju owych oparów ale pamiętaj że czas jest zasobem złośliwie nieodnawialnym. Szczególnie dla urody kobiet.
A piszę to wyłącznie dlatego, że znam zbyt dużo kobiet, które obudziły się z hajowego, badbojowego ciągu życiowe pięć minut za późno.
I pupa zbita.

Justyna Katarzyna
Gość

Reasumując wywody o haju- obudzona jestem dawno, ale wciąż trafiają się te niemądre okazje facetów powtarzających ‚Oh we mnie się nie zakochuj, zdradzałem każdą swoją kobietę’ / ‚Oh ja nie potrafię kochać, ale nie martw się to nie Twoja wina- z Tobą wszystko w porządku’-czyżby…? Magnes na życiowych łamaczy serc?

Pobudka do życia a dobre okazje,by się nie zawieść- niebo a ziemia.

Subiektywny
Gość

Czy masz taki magnes na „życiowych łamaczy serc”? Raczej nie,
Bardziej skłaniam się ku temu, że po prostu ciągnie Cię do nich. Dają Ci coś, co masz ewidentnie w deficycie. Nawet nie próbuję zgadywać czy to emocje, atencja, poczucie dokonywania czegoś niecodziennego czy też łoskot motyli w brzuchu.
Nomen omen, w definicji działania, przypominasz mi mojego dobrego kolegę, który ma straszne ciągoty do samotnych matek z dziećmi. A po jakimś czasie narzeka przy butelce, że każda z nich próbuje zrobić z niego zastępczego ojca dla swojej pociechy. I nijak nie trafia do niego, że bez sensu jest spodziewać czego innego z ich strony.

PS. A nie załącza Ci się przypadkiem, od czasu do czasu, to słynne kobiece ‚już ja go zmienię, przy mnie będzie inny’? Mówi że nałogowo zdradza – przy mnie nie będzie… Mówi, że nie potrafi się zakochać – już ja sprawię, ze się zakocha …

Justyna Katarzyna
Gość

W punkt. ”Kobiety, które kochają za bardzo”- świetny i naprawdę cięzki tekst o takiej właśnie -nie bójmy się tego słowa- chorobie psychicznej kobiet pakujących się w toksyczne relacje z facetami, którym matkują, zmieniają, pomagają, cierpią Weltschmerz łącznie z nimi i za nich.
Przykro mi- ale muszę się z Tobą zgodzić,PRZYKRO- bo to paskudna prawda.

Look
Gość

Ja moje „stop loss” zastosowałem dokładnie wtedy kiedy zostałem doprowadzony do granic wytrzymałości i szarpałem się z nią podczas kłótni. Mimo, że także dalej bardzo ją kocham nie pozwolę sobie więcej na przekraczanie jasno ustanowionych wcześniej granic i nie będę chodził na paluszkach gdy moja „Królowa” zaczyna się kręcić wokół „kolejnych rycerzy”… Na pozór proste, lecz jeśli dodasz do tego prawie 11 letnie dziecko i 13 lat małżeństwa to sprawy się komplikują i całą tą mądrość musimy sobie wbić do głowy ciężkim młotkiem. Mimo, że ta ostatnia część tego tekstu jest mi znajoma to całość bardzo fajna i na czasie. Thx

Tianzi
Gość

Na pewno ‚został doprowadzony’.

Subiektywny
Gość

A rozszerzając powyższą wypowiedź:
- on na pewno został doprowadzony i miał istotny powód.
- a ona jak zawsze była niewinna.
Taka klasyka, non stop to grają … ;)

Tianzi
Gość

Była czy nie była, jakie to ma znaczenie?

No chyba, że sprzedała jego jamnika na futro/wyślizgnęło jej się dziecko z kocyka/sama zaczęła go szarpać, ale w tych wypadkach raczej trudno, by nie wiedziała ‚dlaczego lub z jakiego powodu’ szarpał ;)

Look
Gość

(Y) albo normalnie Like. To temat rzeka. Faktycznie można się tego teraz naczytać. Miała porządnego faceta, na boku znalazła sobie drania. Pan „porządny” był już nie taki fajny i się poj… wszystko. Na koniec i drań się zwinął bo taki „związek” bez adrenaliny to już nic specjalnego. Porządny poszarpał, za co się obraziła, a za draniem płakała bo ją zostawił – ale to przecież z jej winy :) . Uważam, że do wszystkiego trzeba dwojga. Nawet w tych ekstremalnych przypadkach – gdzie ktoś „pije i bije”, jeśli na to pozwalamy to będzie to robił, a jeśli nam zależy to staramy się zmienić, nawet jeśli będzie to wymagało drastycznych środków. Tutaj chciałbym przeprosić za tych wszystkich typów i jednocześnie zaapelować do tych porządnych, aby odważyli się pomóc w takiej sytuacji. Pamiętajcie, że jeden nawet wielki typ nie ma szans z kilkoma chuderlakami. Odnośnie bicia (wybaczcie za to ale to cały ja), przebrnąłem jedynie przez „50 twarzy Greya”. Przeczytałem z ciekawości i nie polecam. Później dowiedziałem się od koleżanki, że „On” się dla niej zmienił … Biorąc pod uwagę sukcesy tego gatunku literackiego oraz inne rewelacje serwowane nam przez dzisiejsze media, to na efekty nie trzeba długo czekać. On nie spełni jej oczekiwań, bo nie zabrał jej swoim śmigłowcem na kolację i co gorsza nie miał ochoty przywiązać jej do łóżka i dać jej klapsa :) Dalej w temacie i z żartem w moim stylu: „chłopaki z pracy spędzili Walentynki na własną rękę” bo taki żart pojawia się w męskim gronie. Nie jestem gejem ale stwierdzę, że to porządni i fajni faceci. Pewnie zbyt kulturalni i grzeczni żeby spełnić te niewygórowane wymagania księżniczek z którymi się do tej pory spotykali. Dziwnie wyszło, ale zapewniam, ze bardzo cenię kobiety i szanuję. Wbrew pozorom nawet tę która na to nie zasłużyła.

Bogdan Markowicz
Gość

Ja tam lubie polski stund up :)

Katarzyna Zaleska
Gość

ja też ! ja też! :)

Adam
Gość

Bardzo trafne spostrzeżenia dające sporo do myślenia zarówno facetom, jak i kobietom. Ale w życiu nie wszystko bywa czarno-białe. Jest wiele spraw, które nie pozwalają ‚ot tak’ zakończyć toksycznego/niespełnionego/jednostronnego (niepotrzebne skreślić :) ) związku. Życie ma wiele odcieni szarości i na pewno dużo łatwiej jest zastosować „stop loss” singlowi/singielce, niż komuś, kto ma rodzinę, zobowiązania i wiele innych, wspólnych spraw.

storm
Gość

dokładnie tak ! To wszystko nie jest takie proste jak opisał Volant. Pozdro

Koko Channel Katy
Gość

Jest trudniej, zdecydowanie trudniej zakończyć związek komuś kto ma rodzinę… ale nie jest to niemożliwe…. można wieść podwójne życie lub stać się jednak przede wszystkim uczciwym samym przed sobą, ratując siebie i zakończyć coś co i tak po jakimś czasie, być może, by się rozsypało…polecam na przykład terapie małżeńskie wspólne i jednocześnie osobne… ale może okazać się nawet po terapiach nie jest tak różowo… ale były próby ratowania, dotarcia do swoich potrzeb, pragnień, próby zrozumienia źródła problemu, zweryfikowania własnych postaw, tych które są przyczyną właśnie takich, a nie inny stanów emocjonalnych, też zauważenie w sobie własnych niedoróbek…..
Niewątpliwie musi być wola w nas samych, to zrozumienie. Ale jeśli nie jesteśmy gotowi na pracę samych ze sobą i dzieli nas przepaść, której nie można przeskoczyć- cóż… czy się poświęcać, bo otoczenie i pseudo „rodzina” tego oczekuje, a moja osoba w tym wszystkim – gdzie jestem?…. po ludzku tak się po prostu nie da.
Ja tak miałam…cudownie jest, by było odejść od siebie w szacunku i w zrozumieniu… tak bym sobie życzyła i innym…

Look
Gość

A możesz coś więcej, bo przyznam, że mnie zaintrygowałaś, a jestem w przededniu tego przez co Ty przeszłaś jak domniemam – lub może jestem zbyt mało lotny i zrozumiałem wszystko na opak. Moja sytuacja = kolejna wyprowadzka z domu i już tak chyba ze 3 lata. Dziecko 11 lat, terapia + terapia małżeńska. Wiecznie zawiedzione oczekiwania i chyba brak wspólnego języka oraz brak wspólnego kierunku i konsekwencji w wychowywaniu dziecka które na swój sposób oboje bardzo kochamy.

okiemwariata.com
Gość

To „chodzenie wokół kogoś na paluszkach” to efekt przekonania, że będąc z tą osobą, będziemy szczęśliwi. To chyba największy błąd, jaki popełniamy – uzależniamy swoje szczęście od kogoś, zamiast wziąć sprawy we własne ręce. Kolejny świetny tekst – dzięki.

Orlikova
Gość

Czytuję Twoje artykuły już od jakiegoś czasu i jestem pewna, że ich lektura po części przyczyniła się do mojego aktualnego położenia…3 tygodnie temu z hukiem zakończyłam swoją 7 letnią relację. Nie jestem w stanie tutaj opisać, tego wszystkiego co wydarzyło się przez tak stosunkowo krótki czas, jest to materiał na książkę, którą – kto wie może nawet napiszę…;) Nie wiem czy wierzysz w istnienie bratnich dusz? Ja nie wierzyłam. Myślałam, że to może gdzieś tam się komuś przytrafia, potem powstają z tego kinowe hity, a reszta świata wzdycha do ekranu marząc przez chwilę, że to jednak jest możliwe…Arystoteles na temat bratnich dusz powiedział: „Love is composed of a single soul inhabiting two bodies” – i to jest to czego teraz doświadczam. Tak bardziej po ludzku – on jest jak moja prawa ręką, ja jestem jak lewa; czytamy sobie w myślach, odpowiadamy na swoje potrzeby zanim te zostaną na głos wypowiedziane…Pozornie dzieli nas wszystko – wiek, narodowość, kraj zamieszkania. Tak naprawdę -on jest innym mną…Po dwóch dniach bycia razem ustaliliśmy plany na przyszłość. Chcemy od życia dokładnie tego samego.Nic nie stanowi przeszkody, żadna z powyższych „różnic”. Kiedy chcesz znajdziesz 1000 sposobów, prawda? Rodzina i znajomi myślą, że totalnie zwariowałam :P I to prawda! Stałam się odpowiednią osobą i spotkałam odpowiednią osobę. Wsiadłam wreszcie do właściwej łodzi, po 29 latach poszukiwań i przygotowań… P.S on jest najbardziej niesamowitym człowiekiem pod Słońcem! Swoją barwną biografią mógłby obdzielić 20 osób i każda z nich miałaby zajebiście interesujące życie..;) Jak P. napisze książkę obiecuję Ci wysłać egzemplarz.
Dzięki za każdy jeden artykuł, który zmusił do myślenia i stawiania nowych pytań. Oczywiście nadal będę zaglądać.

Justyna Katarzyna
Gość

Trzymaj się w tym ! Powodzenia!

Orlikova
Gość

Dzięki wielkie Justyna :) Pozdrawiam!

Koko Channel Katy
Gość

„Ludzi spotyka to, z czym są kompatybilni”

Orlikova
Gość

„Gdzieś” to już widziałam… Hehe ;) Dokładnie tak. Pozdrawiam ciepło ;)

krzysztof
Gość

Życzę szczęścia. Wierzę w znalezienie bratniej duszy. Wierzę że mogło to się stać po 2 dniach.
Może to nie zabrzmi dobrze, ale dokładnie dziś wieczorem wyprowadzam się z mieszkania, w którym spędziłem ze swoją żoną 18 lat. Wrażenie znalezienia drugiej połówki było od też razu, ha- czytamy sobie w myślach nadal i czytaliśmy od samego początku. I to nie jest tak, że kompletnie nie dbaliśmy o związek. Są dzieci, jest przyjaźń, było pół roku walki, wcześniej- dawno temu – cudowne miesiące w pełnym przekonaniu że to jest druga połówka, do końca życia. Przekonaniu u obu stron…Powodzenia. Tak tylko gderam. Też wierzyłem że to wygląda absolutnie rewelacyjnie i wszystkim się może zepsuć, tylko nie mi.
Bo przecież te połówki tak pasują, że….No właśnie.

Look
Gość

A no właśnie. Ja miałem już te dopasowane połówki i miałem też uzupełnianie się. Teraz może czas na znalezienie tego samego ale na odwrót … Nie ma złotego środka i trzeba być szczerym w związku ale przede wszystkim szczerym z samym sobą.

Anna
Gość

Ja kiedyś poznałam faceta, z którym miałam wielka chemię (tzw. wielka miłość ) i mieliśmy brat nie dusze.
Rozsraliśmy się po 5 latach.
Dzisiaj jestem z innym mężczyzną, przyjstojniejszym, mądrzejszym, zaradniejszym, również miałam z nim chemię. Ale bratnią duszę miałam tylko z tamtym.
Jestem szczęśliwa w tym związku, ale czuję że coś we mnie umarło…
Tamten związek był bardzo burzliwy, musieliśmy się rozstać. Ludzie bardzo nam zazdrościli aż byli zawistni. Sami mówili, że taka miłość, gdzie są bratnie dusze zdarza się sporadycznie.
Ale i tak już nie wrócimy do siebie. Jestem konsekwentna.

Aldona
Gość

zapominij o nim bo krzywdzisz tego nowego

entropysphere
Gość

Skoro ci wszystko jedno to jakie to ma znaczenie?
Raczej wygląda to tak, że jednak ci zależy i tylko sprawiasz wrażenie nie zainteresowanego :)

Volant
Gość

Z tego, co piszesz to sytuacja jest jak najbardziej do wyprowadzenia. Warto spróbować znów się do siebie zbliżyć (wciąż trzymając psychiczny dystans i swoje życie w kupie, a nie stawiając wszystko na jedną kartę) i zobaczyć jak ta sytuacja wygląda z bliska. Proste rozwiązania są często najlepsze. To jeden z tych przypadków.

Olga (www.livingonymown.pl)
Gość

Bardzo dobry tekst, wezmę go sobie do serca. Gdyby jeszcze nie było błędów językowych… Bez obrazy, czepiam się, bo muszę, taka moja natura. Wracając, mam teraz sytuację, w której cholernie mi zależy na drugiej osobie. Jej jakby mniej. Doszliśmy do ściany i chyba czas „dać jej wolne”, żeby zdecydowała, czy jestem ważna, czy nie.
Nie ma to jak wylewać żale przed obcymi… ;)

tanat
Gość

Jeśli siedzisz obok kogoś, kto ciebie pociąga i tygodniami gadasz o pogodzie, swoim pierwszym kocie i studniówce, od której minęło osiem lat, zamiast skierować relację na seksualny tor, to znaczy, że chodzisz wokół niej na paluszkach.- no kuźwa w samo sedno! Nie przeżyję tego chyba!

Bambina
Gość

Volant, mądry facet jesteś, proszę pomóż! Przyjaciółki powtarzają tylko „nie jest ciebie wart”, ale ja potrzebuje rady FACETA trzeźwo patrzącego na te sprawy. Jestesmy ze sobą 8 miesięcy i z mojego punktu widzenia wszystko właściwie mogłoby być super- pasujemy do siebie pod wieloma względami, seks świetny, mamy podobny światopogląd, wymagania od życia, jestesmy wolni, atrakcyjni, z potencjałem, oboje deklarujemy, ze chcemy być w związku (jestesmy oboje po sporych przejściach). No ale super nie jest, pomimo tego, ze ja (w swoim mniemaniu) bardzo się staram, a on po początkowym staraniu zaczął jakby „tyłowac”, nigdy nie wyznał mi, ze mnie kocha (ja mu tak!), nie dotrzymuje obietnic, potrafi przez tydzień nie dzwonić, czasami nie odpowiada na moje smsy (nawet te czule typu „tęsknię kochanie”), przedklada swoje potrzeby i potrzeby innych bliskich osób ponad moje- mam wrazenie, ze zawsze jestem na ostatnim miejscu, nie wprowadził mnie w ogóle do swojego świata (rodzina, znajomi), a ja go juz dawno! na początku starał się, a teraz zupełnie nie i tak jakby robi mi łaskę – musze go prosić zeby gdzies razem wyjechać. Ale najgorsze jest chyba to, ze robi mi straszne, nieuzasadnione sceny zazdrości w sytuacji gdy ja jestem 100% lojalna i oddana! Wyglada na to, ze w ogóle nie można mi mieć znajomych mężczyzn, co jest raczej niemożliwe z racji tego, co robię zawodowo, jestem poza tym osoba lubianą i sama lubię ludzi- mam dużo znajomych i oczywiście chciałabym zeby on tez ich znał! Padają ostre słowa, rani mnie bardzo to wszystko, mowilam ze mnie to rani, mowilam o swoich potrzebach- jak grochem o ścianę. To chyba moj „stop loss”. Ale chciałabym zrozumieć co jest grane??? Facet ma oddaną, naprawdę atrakcyjną kobietę z super pasjami, super pracą, dbam o niego (uwielbiam gotować!), dbam o siebie bardzo (jest między nami 9 lat różnicy a tak naprawdę wyglądam jak jego córka), o co w tym wszystkim chodzi???? Czuje się tak jakbym właśnie stała z wyciągniętymi błagalnie rękami skierowanymi w… pustkę.. Jakieś pomysły? Czy coś mogę zrobić?

Volant
Gość

Wydaje się, że Twoje przyjaciółki mają rację. I nie sądzę też, żeby dało się coś w tej sytuacji zrobić – zwyczajnie są mężczyźni, którzy nie mają ochoty się angażować (co może wynikać z wielu różnych powodów) jednocześnie nie chcąc być sami. Ewentualnie bywa, że mają zupełnie inną wizję związku, niż osoba, z którą są, ale i tak nie da się z tym za wiele zrobić.

Bambina
Gość

Dziękuję za szczerość. A jakaś terapia szokowa? Niestety ja go kocham. Czuję się oszukana- to on bardzo chciał ze mną być, prosił mnie o to..

Bambina
Gość

Dodam, ze jako obiekt seksualny cały czas bardzo mu się podobam. No ale rola seksualnej zabawki kompletnie mi nie odpowiada.

Bambina
Gość

Dopisze jeszcze, bo myśle, ze to ważne- jestem naprawdę ogarniętą osobą- życie bardzo dało mi w kość- byłam m.in.ofiarą przemocy, wychowałam się w dysfunkcyjnej rodzinie, dużo by pisac, musiałam bardzo pracować nad sobą, żeby to wszystko przerobić. Moj partner nie przepracował swoich nieudanych związków, które – jak twierdzi- były bardzo burzliwe, rozpadały się z hukiem. On nie widzi żadnej swojej odpowiedzialności w tym, jego metoda to zwalanie całej winy na kobiety. Ja niestety coraz bardziej skłaniam się ku temu, ze to były fajne babki, ale padły ofiarą jego nieprzepracowanych lęków i emocjonalnego analfabetyzmu.

Kinga
Gość

Kochana, nie chcę cie martwić, ale Volant i przyjaciółki mają rację. Też nie moglam dojść co jest nie tak zamiast po prostu przyjąć do wiadomości, że chłopak nie nadaje się do związku. Było dokładnie tak – brak chęci do zaangażowania, ale nie chciał być sam … sex super. Po 2 latach ucieklam z nadszarpnieta psycha i koszmarami sennymi. Życzę ci żebyś szybciej przejrzała na oczy i sie z tym pogodzila.

Bambina
Gość

Bardzo dziękuję. Już odeszłam od niego. Przestałam się łudzić, że coś się zmieni. Powoli dochodzę do siebie. Szacunek przede wszystkim. Chcę być kochana a nie używana.. Kurczę, dwa lata.. Długo, współczuję. Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie:-)

wpDiscuz