Nie jesteśmy wyjątkowi

Nie jesteśmy wyjątkowi

W renesansie rozpropagowano cytat Terencjusza, który znam ja, ty i każdy ankietowany „Familiady” – „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce”. To zdanie oznacza nie tylko, że każdemu może się zdarzyć przepuścić całą miesięczną wypłatę na kokainę i prywatne tańce w klubie go-go, ale przede wszystkim, że wszyscy ludzie mają tą samą naturę i przeżywają podobne problemy bez względu na status społeczny, płeć czy miejsce zamieszkania.

Tylko że renesans skończył się dawno, a przez ten czas zmieniło się wiele. Na przykład to, że wraz z nadejściem ery programów typu talent show, internetu i raka zwanego coachingiem, ludzie zaczęli żyć przekonaniem o swojej unikalności. Dzisiaj otoczeni zestandaryzowanymi rzeczami myślimy, że sami jesteśmy nieszablonowi. Przekonani, że nasi rodzice nas nie zrozumieją i niczego więcej nie nauczą, puściliśmy ich rękę mając trzynaście lat i szliśmy przed siebie błądząc, przewracając się i zdobywając blizny.

To poczucie unikalności każe tłumaczyć ci się ze swojej bierności mówiąc, że może inni wybijali się nawet z patologicznych rodzin, ale nikt nie ma takiej sytuacji jak ty.

To ono każe wierzyć w to, że są reguły, które ciebie nie dotyczą i być może rozpada się 50% małżeństw, 90% blogów jest zamykanych po opublikowaniu pierwszego tekstu, a 9 na 10 firm upada, ale z pewnością to nie będzie przypadek twojego małżeństwa, bloga i firmy.

To ono każe komuś myśleć, że są lepsi niż studentka pracująca jako kelnerka, żeby kupić leki dla swojej matki, bo zarabiają w miesiąc tyle, co ona przez rok płaci za wynajem mieszkania.

To dzięki niemu dziesiątki osób mówi, że nie można generalizować, bo to bardzo nieładnie i że nawet najbardziej przeciętna osoba jest w czymś nieprzeciętna. Bo przeciętnym być nie wolno.

Na koniec, to dzięki niemu ludzie przypominają dzieci, które wyszły na zakupy do supermarketu z mamą i straciły ją z oczu gdzieś za alejką z jogurtami naturalnymi. Teraz więc stoją bez ruchu i rozglądają się dookoła, licząc na to, że ktoś ich weźmie za rękę.

Bo poczucie wyjątkowości jak nic innego sprzyja paraliżowi decyzyjnemu, poczuciu osamotnienia i popełnianiu w kółko tych samych błędów. W końcu w jaki sposób masz nie czuć się rzucony na środek pustego oceanu, skoro nikt nie czuje się tak jak ty? Skąd masz wiedzieć co robić i jak masz wyciągać wnioski jeśli każda sytuacja jest inna?

Dobra wiadomość jest następująca: „To kłamstwo”.

Myślisz, że tylko ty czułeś się tak, jakby wyrwano ci serce, ale udawałeś, że wszystko jest w porządku? Myślisz, że tylko ty miałaś ojca alkoholika, którego wymiociny wycierałaś mając dziewięć lat? Myślisz, że tylko ty nie odziedziczyłeś fortuny po ciotce z Ameryki? Myślisz, że tylko w tobie szkoła zamieniła ogień pasji w wątłą iskrę, którą chowasz pod mięśniami? Myślisz, że tylko w tobie jest strach, że to, co ważne jest już za tobą albo tak daleko, że nigdy tego nie dotkniesz?

Nie jesteśmy wyjątkowi. Jesteśmy ludźmi. Z życiorysami rozpoczynającymi się od klapsa w dupę i nabierania po raz pierwszy powietrza w płuca. Z nastoletnimi myślami czy nie zostali adoptowani i o tym, jak to byłoby umrzeć. Z nieszczęśliwymi miłościami na koncie. Ze strachem przed swoim potencjałem. Ludźmi, którzy odnosząc sukces albo wrzucając swoją nową profilówkę czują się kłamcami udającymi mądrzejszych, piękniejszych i bardziej utalentowanych niż są. Jesteśmy osobami, które mają wszystkie szanse potrzebne do robienia cudownych rzeczy, ale też do bycia największymi skurwysynami, którzy nieświadomie mogą niszczyć nawet tych, których kochają.

I to nie jest coś, czego trzeba się wstydzić, ale coś, z czego warto czerpać siłę. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że bez względu na to, jak bardzo źle się czujesz, to nie jesteś sam. Nigdy, ale to nigdy nie jesteś sam. To, co czujesz, czują tysiące innych osób, a tysiące innych już przez to przeszły i wyciągną do ciebie dłoń, jeśli tylko o to zapytasz. Do nich też tą dłoń ktoś wyciągnął.

Dopiero jak to zaakceptujesz będziesz mógł w pełni rozwinąć skrzydła, bo tylko wtedy będziesz korzystać z doświadczeń ludzi, które masz dookoła. Tylko tak zobaczysz, że żyjesz na wysypisku zmarnowanych talentów i że strach przed porażką zabiera więcej, niż sama porażka. Zauważysz ludzi, których uczucia gasły z dnia na dzień i dotrze do ciebie, że żadne „Kocham Cię” nie może być traktowane jak polisa na przyszłość. Zrozumiesz, że zdobycie czegoś ekstra, wymaga dawania z siebie ekstra. Poznasz osoby, na które życie wylało wiadro pomyj, a one zamiast płakać po prostu wzięły prysznic. Nauczysz się, że są osoby, które nie docenią twojej pomocy i takie, które same do ciebie wyciągną rękę – a później będziesz wiedzieć jak je odróżniać. W końcu dotrze do ciebie, że ludzi nie różni ich ciało i software w głowie, ale decyzje jakie podejmowali i że tylko niektóre z nich warto powielać.

Z wyjątkowością jest jak z pierwszym seksem i nowymi Gwiezdnymi Wojnami – jest przereklamowana. Dlatego nie bądź wyjątkowy. Skończ z mówieniem o tym, jak bardzo nikt ciebie nie rozumie (a jeśli masz akurat piętnaście lat, to poczekaj jeszcze pięć – przejdzie ci) i nie idź przez życie jak samotny podróżnik w pocie czoła przedzierający się z maczetą przez dżunglę, który ignoruje autostradę znajdującą się o krok od niego. Zamiast tego naucz się pytać innych, w jaki sposób udało im się dostać tam, gdzie ty chcesz się znaleźć.

Wyjdziesz na tym lepiej.

  • Inspirantka

    Genialne! i pięknie napisane. Dziękuję za chwilę refleksji.

  • PushTheButton

    Dziękuję! Akurat w punkt. Niedawno poniosłam „porażkę” na studiach. Podkopało to w pewnym sensie moją pewność siebie i wiarę we własne możliwości. Nie mówiąc o tym użalaniu się nad sobą, które mam wrażenie, stało się tak jakby moim mechanizmem obronnym. Ale właśnie – przecież nie jestem jedyna z taką sytuacją. Dlatego staram się czerpać z doświadczeń innych.

  • sink.zodiac

    Mój ulubiony post z gatunku „wyjątkowości”: https://markmanson.net/being-special. Polecam!

  • Dzięki!

  • Clagoos

    Volant, a co powiesz na to:
    Każdy z nas jest wyjątkową osobą zbudowaną z bardzo wielu nie-wyjątkowych kawałeczków. Każdy z naszych kawałków ma też wiele innych osób. W zakresie tych kawałeczków warto więc inspirować się innymi. Jednak ich kombinacja, czyli ja, ty, on, jest unikalna. Niepowtarzalny zbiór powtarzalnych elementów. Dlatego nie warto kopiować życia innych. Czy to czyni nas wyjątkowymi? I tak i nie. Dla naszych bliskich na pewno. Dla reszty świata, na pewno nie. Wyjątkowość jest tylko powszechnym faktem. Wyjątkowość nie oznacza jakichś super mocy i konieczności zmiany świata. O tym świadczą dopiero czyny, czyli to jak wykorzystujemy nasze talenty i nasz potencjał.

    • Lena Janiszewska

      Moim zdaniem cel tekstu to nie tyle pokazanie nam jak niewyjątkowi jesteśmy ale, że zwyczajnie nie warto robić z siebie wielkiego cierpiętnika, którego chociażby złamane serce zawsze będzie pokruszone o ten +1 kawałek więc nikt nie zrozumie/nie poradzi itd więc warto trochę zejść na ziemie i dać sobie czasem pomóc. Mam wrażenie, że skupiłeś się na niewłaściwej części

  • MariuszG

    Witaj. Pare miesięcy temu sam zacząłem to zauważać. Niby mówiłem i wiedziałem że dużo ludzi tak sie zachowuje. Ale w głęby siebie wciąż miałem nadzieje że ze mną będzie troche inaczej niż ze wszystkimi. Bardzo dużo się żaliłem sam do siebie aż pewnego dnia znalazłem sie na samym czóbeczku tej góry i mówiłem swojej dziewczynie, że to naprawde nie jest moja wina. Potrafiłem się bardzo długo żalić próbując jakoś się z tego wyrwać. Łapałem się wszystkiego na kilka dni i potem rezygnowałem. Poprosiłem o pomoc. Dzisiaj zasypiam ze zmęczenia bo pracuje w innym państwie, mam opłacony kurs języka do 2018 i już go używam i bardzo dużo sie uczę. Poznałem też tych ludzi, na których patrze i myśle sobie „Kurwa, też taki chce być”. Teraz moim zmartwieniem jest to że daleko mi do tych ludzi, bo oni prowadzą firmy i pracują czasami do rana. Ale też się bawią i mają czas na to. Mają dużą dyscypline. Mi jej brakuje bo po pracy i 5 godzinnym kursie języka o 16 już nie daje rady. Czasami mam przebłyski i daje radę na petardzie taki dzień zaskoczyć. Ale to czasami.

    Inna sprawa. Zrozumiałem że nie ma jakiegoś losu, który oddziela szczęście i jeśli dużo go wykorzystałeś to przez pewien czas musi być inaczej. Jeśli miałbym opisać życie jako kobiete napisałbym że ma mnie po prostu w dupie. Tak jak ja mam gdzieś gościa, który siedzi na chodniku z puszką.
    Poczułem że bardzo się zmieniłem. Zacząłem poznawać ludzi z różnych, krajów. Czasami z tak daleka że nie myślałem że tak sie kiedyś stanie i postanowiłem zerwać ze swoją dziewczyną. Nie patyczkować sie z nią i nie przeciągać dalej zwykłego zauroczenia w momencie kiedy ona mnie zaakceptowała jak byłem chodzącą deprechą. Czasami nie mam do kogo otworzyć swojej buzi ale nic nie szkodzi właściwie. Jestem zadowolony i to się zmienia, skoro tak myśle to moja decyzja była dobra.

    W pracy także zaczynam od najgorszych robót. Nie jest lekko ale nie patyczkuje się i zostałem także zauważony. Niedługo będę miał nową umowę i pojade w głąb miasta na 7 dniowe szkolenie z mycia szyb biurowych. Oraz poza tym dbam o swoje relacje z ludźmi i już się umawiam z dziewczynami i znajomymi ze szkoły. Czasami mało śpie i usypiam czasami o 17 ale nie jestem wstanie inaczej robic. Jedna z osób powiedziała mi „pierdol to i ruchaj życie” może kiczowato to brzmi tutaj. Ale w pabie po piwku z bardzo wyraźnymi ludzmi brzmiało ekstra i miało powera. Na drugi dzień po 4h snu bo do pracy usłyszałem to samo. Czasami po 10h roboty też.

    Na początku miałem problem, sprzątałem i teraz też czasami sprzątam kibel ale to sie szybko zmienia i pracownicy pomimo braku języka bardzo mnie szanują a pracodawca pcha we mnie kase i dba o nową umowe. Poczułem się pomimo to zajebiście. Byłem doceniony i widziałem jak z dnia na dzień inni mnie zaczeli inaczej traktować. Umawiam się także z bardzo piękną kobietą. Przez przypadek na mieście mnie spotkali to się dziwili. Czasami slyszę że strasznie szybko uczę się języka i na A1 zadziwiająco szybko zacząłem rozumieć i mówić (4 miesiące).

    Zacząłem doceniać i spędzać dużo czasu. Powiedziałem sobie,że przecież to że zarabiam gówno i żale nic mi nie dadzą a o inne dziedziny w życiu także trzeba dbać. Pewien lekarz z Brazyli prosił klase, w której jeatem o pomoc przy przeprowadzce i targaniu mebli. Pomyślałem czemu nie. Poznam miasto, porozmawiam, poucze się języka obcego. Cały dzień pracowałem za darmo. Teraz z nim i jego żoną razem chodzimi na kawe do restauracji i mogę jechać do Brazyli za koszt samego przejazdu. Na dodatek jego żona jest w szkole o poziom wyżej w szkole. Dorównuje jej. Mam Koreańską koleżankę, która formalnie jest wyżej ode mnie a czasami nie potrafi odpowiedzieć na poprawnie złożone gramatyczne pytanie. To też mi pokazało że wcale nie jestem taki najgorszy za jakiego się uważałem od dzieciństwa.

    Nie jest tak oczywiście codziennie. Mam naprawde złe dni i walcze ze sobą ale coraz częściej spotykają mnie pochwały i sam dzięki swojej pracy widzę poprawe i zrozumienie. Wyprowadzka z domu do obcego Państwa i poznaniu wielu ludzi wiele mi dała. Bardzo wiele od nich dostałem. Najwięcej dostałem od obych ludzi niż od „przyjaciół” z domówki. Od ciebie także.

    • Mimi

      gratuluję! możesz być z siebie dumny :) bardzo fajnie że to tu napisałeś…osobiście, po 7 latach mieszkania poza Polską, wyjazd i dłuższy pobyt polecam każdemu – najlepsza szkoła życia! Pozdrawiam i życzę siły!

  • MariuszG

    Zapomniałem dodać. Wole być facetem z jajami sprzątając przez chwile kible niż nie mieć jaj i to robić zanim bym zrozumiał co to znaczy mieć jaja.

  • Kuba

    Volant, po części rozumiem co miałeś ma myśli określając coaching „rakiem”. Jednak musze sie z Toba nie zgodzić, bo o ile większość coachow to zwyczajni kitowciskacze bez żadnego zaplecza i doświadczenia, o tyle znam kilku naprawdę porządnych, którzy pomogli mi zmienić swoje życie, przy czym w ogóle nie próbowali nakierować mnie na tory „wybitnej jednostki” wpajając mi przy tym moją „wyjątkowość”. Oni wlasnie pokazali mi to, o czym miedzy innymi wspominasz w tym wpisie. To dzięki nim moje dwie firmy padły, ale trzecia funkcjonuje znakomicie ;)

  • Kazdy moze stac sie wyjatkowy. Da Vinci, Dali, Hawking, Gandi, Musk, etc. tez mogli zostac przecietniakami, ale woleli cos zrobic.
    Natomiast rzeczywiscie nikt po prostu nie rodzi sie wyjatkowy, chyba ze jest potomkiem krola albo faraona. Do tego dzisiaj trzeba dojsc, a to dla wiekszosci ludzi jest zbyt trudne, zbyt meczace i zbyt wymagajace.
    O wiele latwiej ogladac seriale, pracowac w urzedzie, zbierac zbedne kilogramy i wklejac na fb zdjecia kupek dzieci…

  • „(…) i raka zwanego coachingiem.” – w punkt!

    Nijak ma to się do sukcesu :) Co raz więcej moich znajomych zaczyna „chorować”. Wyprzedawanie swego życia w social media (niby odwrócony marketing), wstawanie rano i bieganie, czy uczestnictwo w jakiś seminariach przedsiębiorczości pt. „jak zarobić pierwszy milion” jest rozumiane przez nich jako szczęśliwe życie i sukces ;)

  • Baltazar

    Volant, błąd przyczynowo-skutkowy. Ludzi właśnie różni software w główce, który jest odpowiedzialny za decyzje.

    Hardware mamy wszyscy taki sam w postaci tej galaretki pod czaszką. Software musimy non stop uaktualniać poprzez doświadczenia życiowe, nawet te na krawędzi, albo tylko takie.

    Dodatkowo, oszukali Nas pseudo kołczami z Mszawy dolnej, którzy nie potrafią poradzić sobie z własnym alkoholizmem.

    Jesteśmy pokoleniem, które dopadła inżynieria społeczna. Mamy za dużo ścieżek wyboru, nasi rodzice mieli blok kartonowy i pracę w fabryce na całe życie. Nic nas nie nauczyli, bo to jak przesiadka z syreny do nowego Audi Q7. Nie mieli szansy Nas czegoś nauczyć, bo zapier… na nasz pożal Boże, Marketing i zarządzanie w Częstochowie.

    Chcemy wszystko tu i teraz, otacza Nas natychmiastowa gratyfikacja w postaci pornografii HD 4k 8w 3dfx. Nasze układy nerwowe nie wytrzymują takiego natłoku bezużytecznych informacji.

    W skrócie jesteśmy nie pierwszym, OSZUKANYM POKOLENIEM, ale nie tylko w Polsce. Spece od zarządzania ludźmi oszukali całe młode pokolenie dając im wyjątkowość, którą możemy zobaczyć na samojebkach facebookowych.

    Dziękuję za oklaski, zaraz podam numer konta, zapraszam na niedzielne kursy. Pff

  • Łoł! Mocne i momentami bolesne. Ale akurat tego mi właśnie trzeba w tym momencie życia. Dzięki!

  • Słyszę jęki Twojej starej

    Ciekawi mnie mocno negatywny ton wypowiedzi na blogu lajfstajlowym nt coachingu. Zdaje sobie sprawe ze ten sposob reperowania zycia nie jest zbyt ambitny, ale czy ktos tu sobie pozyskal prawo na monopol w uszczesliwianiu ludzi? Jesli coachingowe kursy z dupy uczynily wielu prostych ludzi w jakims stopniu szczesliwymi, czemu to traktowac jako raka? Z dwojga zlego juz lepiej przejebac penge u Grzesiaka niz wydac na uzywki ktore wprowadzaja zamet zarowno praktykowi i jemu otoczeniu. Tym bardziej, ze zagadnienia stricte motywacyjne na tego typu blogach jak i sesjach coachingowym nie sa od siebie bardzo odlegle…

    • No ja akurat uważam, że lepiej wydać hajs na używki :D

      A tak poważniej – jestem mocno za rozwojem osobistym, wyznaczaniem celów i staraniem się być lepszym człowiekiem radzącym sobie w życiu skuteczniej. Nie jestem za pseudocoachingiem. Wśród metod pomagania innym przekonuje mnie tylko mentoring.

      • Słyszę jęki Twojej starej

        Wieloletnie badania szukajace zwiazku miedzy prowodyrami obrazen twarzoczaszki i grupami spolecznymi zamieszkujacymi okolice Bramy Krakowskiej wykazaly wyniki stawiajace uzaleznionych na czele stawki. Jednak przewaga Alkaszy nad Grzesiakami byla na tyle niewielka, ze trzeba trzymac sie na bacznosci :D

        Rozwoj. Sukces. To sa takie slowa jak „milosc”. Niby kazdy wie o co chodzi, ale brak jednoznacznej definicji powoduje, ze mozna nimi manipulowac ludzi i rozgrzeszac bledy swoje i innych. Czy nie warto najpierw dac czlowiekowi troche zarobic, a pozniej martwic sie o rozwoje i sukcesy? Z wielkim przekonaniem twierdze, ze to mniej bolesna droga. Zarowno dla psychiki jak i portfela.

  • mialeczka

    Ogólny sens artykułu bardzo w porządku. Ale owszem generalizować jest nieładnie, może to zrobić naprawdę wiele złego. Np. jeśli bym chciała napisać o problemie alkoholizmu wśród mężczyzn i używała zwrotu ” mężczyźni piją” – to owszem część mężczyzn, którzy by identyfikowali się z opisanym przeze mnie problemem, by mogła wynieść z tego korzyści. Ale zaraz odezwały by się także głosy: a jeśli ja nie piję to nie jestem mężczyzną ?, jestem mężczyzną i nie piję, przecież kobiety też często piją. I byłyby to słuszne głosy – pokazywały by że kojarzenie płci z jakąś cecha czy problemem spowoduje, że ktoś nie będzie mógł się poczuć wystarczająco męski/ kobiecy, poczuje się w pewien sposób wykluczony i samotny bo jego problemy są odmienne, wreszcie w jakiś sposób naznaczony za coś co nigdy nie było jego udziałem. A co z kobietami, które przeczytają ” mężczyźni piją”? Jeśli kobieta spotkała różnych mężczyzn, z którymi miała dobre i złe doświadczenia, wie jaki jest mechanizm choroby alkoholowej – być może potraktuje taka generalizować język jako zwrócenie uwagi na dany problem wśród mężczyzn. Ale jeśli kobieta miała tylko urazowe doświadczenia z mężczyznami i dajmy na to, że spotykała tylko alkoholików- to takie zgeneralizowane zwroty, utwierdzą ją że mężczyźni tacy są i może się spodziewać tylko urazów. Może nawet nie będzie szukać już żadnego innego partnera,, bo uzna, że skoro mężczyźni tacy są to trzeba się z tym pogodzić i tyle, nic nie oczekiwać, bo nikogo już innego nie spotka. Może alkoholizm nie jest tutaj najlepszym przykładem. Ale jeśli uważnie poczytasz komentarze na stronach np. o uwodzeniu dla mężczyzn, zobaczysz jak wielu dzięki generalizowaniu usztywnia się w swoich urazach i stereotypach wobec kobiet, w ogóle nie sprawdza co dzieje się naprawdę w ich relacji, jak ” rozwojowy” artykuł przemienia się w naparzanie płci przeciwnej i poczucie, że wie się najlepiej jak jest. Tak jak napisałam na początku, artykuł bardzo fajny.

    • Osobiście w pełni zgadzam się z twoim komentarzem – generalizowanie jest złe. Jednocześnie uważam coś innego – brak generalizacji jest równie zły, bo w skrajnej postaci prowadzi do wniosku, że nie istnieją strategie bardziej i mniej skuteczne.

      Taki przykład – „Kobiety lubią szarmanckich mężczyzn. Jeśli więc chcesz zrobić dobre wrażenie to nie zachowuj się jak buc, prostak i sknera”. To jest generalizacja. Bez problemu można przypomnieć sobie ze swojego otoczenia kobiety gustujące w prostakach. Są też takie, na których bycie szarmanckim nie zrobi wrażenia, a prędzej podziała klaps w pośladek. Mało tego, można losowo wybrać 10 kobiet i prawdopodobnie część z nich wskaże jeszcze inne ważne elementy. Jakie są tego skutki? Takie że mężczyzna dochodzi do wniosku, że nie można generalizować. Kiedy spotka więc kobietę to nie będzie wiedział czy ma większe szanse powodzenia mówiąc: „Bolało jak spadłaś z nieba?”, obrażając ją, będąc nachalnie seksualnym czy pokazując klasę. Wtedy najprawdopodobniej nie zrobi nic, bo jest tylko jedna na ileś szans, że to się powiedzie.

      To jest powszechne zjawisko. Wystarczy powiedzieć, że wykształcenie jest ważne, a zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że nieprawda, bo jego kuzyn jest wykształcony, a i tak jest bezrobotny. Wystarczy powiedzieć, że nadmierna prędkość jest niebezpieczna, a znajdzie się ktoś, kto powie, że nie można tak generalizować, bo liczą się umiejętności. Można powiedzieć, że palenie zabija, a ktoś powie, że raczej nie bardzo, bo jego dziadek palił jak smok, a dożył setki.

      Tylko że to nie oznacza, że są strategie, które chociaż nie sprawdzają się w 100% to jednak sprawdzają się częściej i lepiej dążyć do zdobycia wykształcenia, odpowiedniej pozycji społecznej czy dobrze traktować innych, nawet jeśli część przypadków pokazuje, że nie musi to przynosić korzyści.

      W praktyce widzę więc dwie różne sytuacje, w których się generalizuje:
      1) Mówienie jak jest – tak jak w twoim przykładzie „Mężczyźni piją”
      2) Mówienie, co działa częściej – „Mężczyźni, którzy nie piją są efektywniejsi”

      Pierwszy przypadek raczej zawsze jest zły. Drugi już nie, bo chociaż są na pewno efektywni pijacy, to statystycznie bardziej opłaca się nie pić lub pić okazjonalnie. Jednostkowe wyjątki w takim przypadku nie podważają skuteczności całej strategii.

      • mialeczka

        Owszem, masz rację – potrzebujemy zasad, norm, praw, klasyfikacji, ogólnych kierunków działania i to są generalizacje. W jakiś sposób pomagają nam się odnaleźć w rzeczywistości i dają większe poczucie bezpieczeństwa. Choć też mam wątpliwości, czy bez strategii,które sprawdzają się w większości przypadków – nie podejmiesz działania. Jeśli dobrze rozumiesz jakąś sytuację, mechanizm jej działania, o co może być trudno na starcie, ale wiesz jak dojść do rozpoznania co się właściwie dzieje – za tym pójdzie wybór odpowiedniego postępowania i jego elastyczność. To może być znacznie bardziej adaptacyjne niż sztywne trzymanie się zasad i w jakiś sposób zmieszczą się tutaj także i te jednostkowe wyjątki. I pewnie nic złego jeżeli generalizacje odnoszą się właśnie do problemów, zjawisk, rzeczy. Jeśli ktoś Ci mówi- że coś tam w jakiś okolicznościach nie działa, możesz zmodyfikować strategię, by była efektywniejsza lub stworzyć zupełnie nową na te okoliczności. Jeśli ktoś protestuje przeciw takim generalizacjom – być może chce poszerzyć widzenie jakiegoś zjawiska, i doprowadzić do tych dwóch efektów: modyfikacji lub opracowania czegoś nowego.To bardzo twórczy proces.Oczywiście możemy też uznać,że jest sfrustrowany i zazdrosny i tylko chce podważać wszystko dookoła – ale nie zakładałabym z góry,że właśnie ta motywacja jest dominująca. Myślę też, ze wiele osób, które mówią,że generalizować jest nieładnie, sprzeciwiają się nie tyle generalizowaniu zjawisk, rzeczy – co generalizowaniu ludzi, czyli mówiąc „nie można tak generalizować” mają na myśli w rzeczywistości „nie można tworzyć stereotypów”. Bo fajnie jest jeśli tak umiesz coś przekazać, że różnica między moim przykładem ” mężczyźni piją” a Twoim „mężczyźni którzy nie piją, są efektywniejsi” jest taka jasna i oczywista. Ale biorąc pod uwagę informacje zwrotne w komentarzach – na skutek być może ograniczeń językowych, jego jakiejś nieprecyzyjności, czy też jakichś innych jeszcze przyczyń, które trudno określić – coś co miało w intencjach przemawiać jak w Twoim przykładzie uruchamia emocje i pewne zachowania jak w moim. Zwróć też uwagę,że w Twoim przykładzie kojarzysz mężczyzn z trzeźwością (czyli odwróconym pozytywnym zachowaniem) i efektywnością -a czasami działo się inaczej, kobieta -problem – konieczność zmiany. To może inaczej działać na podświadomość. Dlatego myślę,że nie zawsze osoby, które sprzeciwiają się generalizacjom mają poczucie wyjątkowości, są nieświadome problemów czy niechętne do pracy nad nimi. Mogą w tym być inne intencje, i to wcale nie takie złe. Ale masz rację zawsze są podobne grupy do siebie osób, podobne problemy, doświadczenia i warto szukać podobieństw, uczyć się na czyichś błędach.

      • „Myślę też, ze wiele osób, które mówią,że generalizować jest nieładnie, sprzeciwiają się nie tyle generalizowaniu zjawisk, rzeczy – co generalizowaniu ludzi, czyli mówiąc „nie można tak generalizować” mają na myśli w rzeczywistości „nie można tworzyć stereotypów”.”

        Są takie przypadki. Ja jednak osobiście spotykam więcej osób, które mówiąc „nie można tak generalizować” mają na myśli: „To, że komuś wyszło nie znaczy, że mi się uda, więc będę siedzieć na tyłku” i to o tych osobach myślałem pisząc ten fragment. Taki też był związek tego zdania z wyjątkowością – innym wyszło, ale ja jestem zupełnie innym człowiekiem, z innymi doświadczeniami i mi to nie wyjdzie. To taka „wyjątkowość”, którą kopią się po kostkach i do tego rzadko prawdziwa.

      • Asia M.

        Jak ja lubię te Twoje riposty :-) Ale to już kiedyś mówiłam. A tak z innej beczki, to kończę właśnie Piąty poziom i tak sobie pomyślałam, że fajnie byłoby jakbyś napisał książkę dla kobiet. Dasz się namówić? :-)

  • Napierniczasz jak ksiądz z ambony: jestesmy, nie jesteśmy, pamiętamy, byliśmy, szliśmy błądząc, z tym jest tak, a z tym tak, będziemy, nie będziemy..ameeen.
    Niestety (generalnie dla mnie) odkąd zostałeś księdzem, nie da się ciebie dłużej czytać, był potencjał i zanikł w tumulcie głoszenia prawd przez pryzmat ogromnego ego. bajo.

  • Krass-T

    Chciałbym się odnieść do tego cytatu :

    „I to nie jest coś, czego trzeba się wstydzić, ale coś, z czego warto czerpać siłę. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że bez względu na to, jak bardzo źle się czujesz, to nie jesteś sam. Nigdy, ale to nigdy nie jesteś sam. ”

    Myślę że jesteś „sam” z najtrudniejszymi problemami. Chodzi mi o to, iż nieważne ile masz osób wokół siebie którzy pomogą gdy wciągniesz do nich rękę, to tak na prawdę z problemami niematerialnymi, możesz zawalczyć tylko ty, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Chodzi mi o takie rzeczy jak walka ze swoim ego, z przyzwyczajeniami, kompleksami, traumą z dzieciństwa itd… praca nad sobą nad „byciem lepszym człowiekiem” Oczywiście od innych możesz dostać wiedzę w postaci doświadczenia, porad, „narzędzi” do pracy nad sobą, ale tej roboty nikt za Ciebie nie zrobi, moim zdaniem trzeba też pamiętać o jednej ważnej kwestii, samo się nie rozwiąże i staraj się nie odkładać, z biegiem lat będzie coraz trudniej walczyć z takimi rzeczami.