10 rzeczy o biznesie, które powiedziałbym młodszemu sobie

10 rzeczy o biznesie, które powiedziałbym młodszemu sobie

W ten weekend odbył się BOSS Festival. Jedna z największych konferencji kierowanych do studentów i poświęconych przedsiębiorczości. Zaproponowano mi na niej wygłoszenie przemówienia na temat biznesu, ale chociaż ze względu na inne priorytety byłem zmuszony odmówić to jednocześnie stwierdziłem, że to wymarzona okazja, żeby napisać tekst zbierający wnioski, które wyciągnąłem ze swoich dotychczasowych doświadczeń.

W ciągu swojego życia przepracowałem na etacie mniej niż 12 miesięcy, realizowałem 13 różnych projektów (zarówno tych online jak i offline), regularnie współpracuję z międzynarodowymi markami oraz prowadzę jednego z największych blogów osobistych w Polsce.

Nie mówię, że osiągnąłem szczególnie dużo. Wiem, że to wciąż niewiele, a od zarabiania kilkuset tysięcy złotych rocznie (tych dolnych) jest bardzo daleka droga nawet do ostatnich miejsc setki najbogatszych. Jednak biorąc pod uwagę jak wiele osób planuje mieć własną firmę i zmienić świat, a jak niewielkiej części udaje się uniknąć chociaż etatu i zarabiania średniej krajowej, to jest to pewien sukces.

Zauważyłem dzięki temu kilka ważnych drobiazgów.

1. Nie możesz nie wyróżniać się i jednocześnie cieszyć się ponadprzeciętnymi wynikami

Poczucie akceptacji to narkotyk. Doświadczyłem tego osobiście kiedy miałem 10 lat, a my się przeprowadziliśmy. W nowej szkole byłem obcy i niepopularny. Żeby zapewnić sobie poczucie przynależności do grupy, codziennie po wyjściu z domu zdejmowałem swoje wyśmiewane okulary i chodziłem bez nich. W ciągu trzech lat wada wzroku posypała mi się jak Renault Laguna na autostradzie. Po skończeniu szkoły okazało się, że z nikim z klasy nie miałem już kontaktu, a wada wzroku pozostała.

Nauczyło mnie to jednego – postępowanie zgodne z priorytetami większości nie musi być dla ciebie dobre. Zwykle też nie jest, bo przeciętna osoba z samej definicji nie ma nieprzeciętnych celów i osiągnięć. Gdyby je miała nie byłaby już przeciętna.

Jaki to ma związek z prowadzeniem firmy? Taki, że robienie biznesu zawsze jest związane z robieniem tego, co niepopularne. Firm jest mniej, niż pracowników na etatach. W twój pomysł nie uwierzy znacznie więcej ludzi, niż uwierzy. Zdobywanie kompetencji zawsze wymaga większej świadomości swoich priorytetów i silniejszego samozaparcia.

Życie po swojemu zawsze oznacza bycie outsiderem, więc przywyknij do tego jak najszybciej. Pocieszające jest to, że opinie innych wydają się tak ogromnie ważne kiedy jesteś młody, a później okazuje się, że nie miały żadnego znaczenia. Znaczenie mają tylko konsekwencje.

2. Skup się na odpowiednich strategiach, a nie na samych wynikach

W 2011 roku otworzyliśmy z przyjacielem serwis CoToKi.pl będący agregatem zabawnych, pięknych i inspirujących grafik. Zleciliśmy zaprojektowanie strony wraz ze wszystkimi funkcjonalnościami portalu takimi jak: rejestracja użytkowników, poczekalnia i system oddawania głosów. Problem w tym, że nie miałem jeszcze wtedy żadnego pojęcia o marketingu, a niewiele wcześniej wystartował Kwejk, który akurat wtedy przebił się do mainstreamu sprawiając, że zaczęliśmy wyglądać jak jego nieco bardziej wysublimowana, a jednocześnie gorsza konkurencja. CoToKi zakończyły się więc wydanymi pieniędzmi i kilkoma miesiącami mało produktywnej pracy.

Gdybym podszedł do tej historii w standardowy sposób to zrezygnowałbym z podejmowania kolejnych prób, a zacząłbym mówić to, co tysiące innych osób:
- Przecież próbowałem!
Zawsze kiedy to słyszę pytam:
- A ile razy?
- No raz.

Ludzie zazwyczaj odważą się, żeby sięgnąć po swoje marzenia, ale wystarczy, że raz dostaną po łapie, żeby już więcej nie wyciągnąć ręki. Zamiast tego mają litanię usprawiedliwień: „Próbowałem z firmą, ale padła”, „Zaufałem komuś w związku i zostałem zdradzony”, „Byłem raz w chińskiej knajpie, więc wiem, że nie lubię chińszczyzny”.

Tylko, że pojedyncza próba to za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Nawet najlepsze strategie zawodzą. To jak z rzutami monetą – jeśli chcesz wyrzucić orła, to dobra strategia polega na tym, żeby wstać i rzucać monetą. Wtedy też zdarzy się, że wyrzucisz czasem reszkę, ale nie rzucając nigdy nie masz szansy na to, żeby dostać to, co chcesz.

Jedyne na co można w życiu liczyć to na to, że robiąc określone rzeczy wyjdziesz na tym lepiej, a nie, że nigdy nie poniesiesz porażki.

3. Są dobre strategie, ale nie ma dobrych rad

Mówiąc o strategiach warto zwrócić uwagę na jedną rzecz – są prawdziwe, ale też ogólne. Jedną z bardzo dobrych strategii jest na przykład to, żeby rozpoczynać nowe inwestycje, kiedy widzi się topniejące dochody. Jest to oczywisty znak, że to, co robisz nie działa i warto zacząć robić coś innego.

Powiedzmy, że jesteś w takiej sytuacji. Masz odłożone trochę pieniędzy i chcesz zacząć produkować akcesoria dla kotów domowych takie jak np. kaski i zabawne przebrania (chociaż prawdopodobnie koty miałyby o nich inne zdanie). Z drugiej strony twoja dziewczyna uważa, że to kretyński pomysł i już lepiej pójść na jakiś kurs zawodowy. Czy powinieneś inwestować, odpuścić czy liczyć na to, że dawne źródło dochodów znów będzie tryskać fontanną pieniędzy?

Możesz pójść do 100 osób i gwarantuję ci, że żadna z nich nie będzie wiedziała co jest dla ciebie dobre (chociaż może twierdzić inaczej). Strategie pokazują tylko ogólne kierunki korzystnych działań, ale nie dają odpowiedzi na twoje rozterki. Odpowiedzi można znaleźć tylko samodzielnie, więc nigdy nie nadejdzie moment kiedy ktoś poklepie cię po ramieniu i zwolni z obowiązku myślenia.

4. Nie pomijaj etapu testowania pomysłu

Każdy kto udzielał wywiadów wie, że najczęściej pojawia się jedno pytanie: „Skąd pomysł na to, co robisz?”. W moim przypadku dotyczy ono powodów założenia Volantification. Za każdym razem mam wrażenie, że pytający ma wrażenie jakbym któregoś dnia siedział w pokoju rozmyślając, co by tutaj zrobić, a następnie zapaliła się nade mną żarówka z gotową ideą, która sprawiła, że zacząłem pisać o związkach damsko-męskich.

Było całkowicie inaczej. Blog był prostą konsekwencją mojego życia. Interesowało mnie życie w jakości HD, a ważną tego częścią były relacje międzyludzkie. Przeszedłem całą drogę od zwiększenia swojej atrakcyjności, zmiany przekonań do odbycia dziesiątek randek. W końcu zacząłem w tym być na tyle dobry, że w swoim bliskim otoczeniu byłem uznawany za osobę, która dokładnie wie jak działają relacje. Volantification było przełożeniem tego, co robiłem offline na online, więc kiedy zakładałem bloga nie musiałem nawet zdobywać czytelników – pisałem dla tych, których już miałem.

Można pomyśleć, że mój przypadek to odosobniona historia. Jest jednak inaczej. Sukcesy biznesowe niemal wszystkich osób, które znam wynikają z ich kompetencji i osiągnięć sprzed założenia firmy. Ich usługi zostały kupione przez znajomych i dopiero w konsekwencji zwiększającej się ilości zleceń profesjonalizowali swoją działalność. Ba! Nawet Henry Ford zanim założył swoją fabrykę składał samochody w swojej szopie i sprzedawał je indywidualnym klientom zamiast rzucać się na głęboką wodę.

Większość osób robi inaczej – jadą za granicę, zarabiają kilkadziesiąt tysięcy, a następnie otwierają działalność gospodarczą nie wiedząc czy ktoś kupi to co robią. Zachowując się w ten sposób myślą, że zakładają firmy, ale tak naprawdę robią coś innego – za kilkadziesiąt tysięcy złotych robią badania rynkowe. Ryzykują wszystkim co mają nawet nie patrząc na swoje karty.

A wystarczyłoby zdobyć klientów wśród swoich znajomych, porozwieszać plakaty na mieście i sprawdzić zainteresowanie albo zaoferować prosty produkt na równie prostym landing page’u. Przede wszystkim mieliby punkt startu.

5. Najpierw musisz dać cos z siebie

Jest jeszcze jedno częste pytanie. „Jak dowiedzieć się czy pomysł wypali ZANIM go zrealizuję?”. Ma ono różne warianty: „Skąd mam wiedzieć, że cena nie jest za wysoka/za niska?”, „Skąd mam wiedzieć, że forma produktu jest w porządku?”, „Skąd mam wiedzieć, że strona sprzedażowa zapewni najlepszą możliwą konwersję?”.

To naturalne, bo takie pytania służą unikaniu ryzyka. Ich wada polega jednak na tym, że nie da się uniknąć ryzyka.

Da się tylko wypuścić pierwszą zadowalającą wersję produktu (kursu internetowego, usługi, portalu) i na podstawie otrzymywanych informacji modyfikować ceny, poprawiać funkcjonalności albo zmieniać kierunek w jakim się podąża. W końcu nawet Youtube.com zaczął działać jako strona randkowa.

Nie zbierzesz ważnych informacji „teoretycznie” ani nie przeczytasz o nich w książce. Zbierzesz je dopiero w trakcie i właśnie dlatego trzeba dać coś z siebie z góry nie wiedząc czy to się zwróci.

6. Nie będziesz pasować każdemu – na tym polega grupa docelowa

Wydając swoją pierwszą książkę – „Piąty poziom”, wyznaczyłem jej cenę powyżej średniej rynkowej ceny za poradnik. Pięć lat temu było to 47 zł. Skutkowało to tym, że od czasu do czasu odbywałem zabawne dialogi.

Zazwyczaj brał w nich udział ktoś, kto sugerował, że powinienem udzielić mu rabatu, bo książka jest za droga i inaczej jej nie kupi.

Zawsze odpisywałem, że nie udzielam rabatów, a jeśli nie chce zapłacić pełnej ceny, to znaczy, że nie jest w mojej grupie docelowej.

Nie ma produktów uniwersalnych, które zachwycą każdego. Zawsze kieruje się je do osób, które posiadają określone cechy demograficzne lub psychograficzne. Zawsze też znajdzie się ktoś, kto nie mieści się w tej grupie i będzie miał o to do ciebie pretensje obrażając twój produkt.

I to jest ok. Tak samo jak ok jest to, że w odpowiedzi na to tylko wzruszysz ramionami.

7. Dbaj o małe rzeczy

Biznes to nie tylko prowadzenie firmy z obrotem rocznym miliarda dolarów. Biznes to kupienie czterech aparatów fotograficznych i sprzedanie ich drożej na Allegro. Biznes to kupienie nadpalonych ołówków, struganie ich w nocy i sprzedaż następnego dnia w szkole (taki był pierwszy biznes Aristotelisa Onasisa). Biznes to dotrzymywanie słowa, poznawanie ludzi, bezinteresowne pomaganie, mówienie o swoich wartościach i zdobywanie kompetencji.

To wszystko jest częścią prowadzenia firmy i powinieneś to robić nawet kiedy nie masz firmy.

Jednym z najpowszechniejszych praw jest to, że dostaje się to, na co poświęca się czas. W ten sposób kumulują się pieniądze, dobre kontakty, umiejętności i doświadczenia. Z kolei skupiając się na „myśleniu o biznesie” dostaje się jeszcze więcej myślenia, a nie dotrzymując słowa wyrabia się sobie opinię osoby nierzetelnej. Zapewniam cię, że ta opinia nie zniknie, kiedy otrzymasz swój numer REGON. Biznes jak nic innego pokazuje znaczenie cierpliwości i kumulowania wiedzy, kontaktów i kapitału. Tego nie da się przeskoczyć.

8. Prowadź firmę z dobrych motywów

Rozpoczynałem różne projekty internetowe. Volantification jest tylko jednym z pięciu blogów, które prowadziłem. Innym, który możecie pamiętać było 5levels – typowy blog lifestylowy z fantastycznym hasłem: „After work lifestyle”. Zgodnie z nim miał zawierać wszystko, co się robi, kiedy się nie pracuje – podróże, męską modę, przepisy kulinarne i kulturę. Pomysł był moim zdaniem perfekcyjny. Problem polegał na tym, że robiłem to ze złych motywów. Chciałem w ten sposób dotrzeć do osób, które pozwoliłyby mi dotrzeć do partnerów biznesowych i umożliwić mi realizowanie innych pomysłów. Problemem było też to, że niemal żaden z tych tematów nie kręcił mnie wystarczająco mocno, żebym nie mógł się doczekać, aż zacznę stukać palcami w klawiaturę.

Z działalnością biznesową jest podobnie jak z hobby – wymaga tak wiele czasu, że jeśli nie masz prawdziwej motywacji, żeby to robić, to nic z tego nie wyjdzie. To mniej więcej tak jakbym płacił ci 100 zł za godzinę szydełkowania. Wynagrodzenie jest kuszące, ale szczerze wątpię, że jest ktokolwiek, kto nie lubiąc szydełkowania będzie w stanie robić to osiem godzin dziennie przez 10 lat.

To dlatego tak ważne jest to, żeby mieć dobre powody prowadzenia firmy, a dobre są tylko takie, które wprost płyną z twojej osobowości – z tego, co ciebie denerwuje, z tego, co chciałbyś zobaczyć w świecie i z tego, jaki chcesz być. Pragnienie lansu i hajsu wypala się najszybciej.

9. Doceniaj efekty uboczne i zbieraj doświadczenia

Mam grupę przyjaciół. Spotykamy się rotacyjnie w różnych częściach Polski (chociaż mam nadzieję, że kiedyś zaczniemy robić to też za granicą). Spotkania nie są częste, bo na takie nie pozwala nasz czas, ale za każdym razem są absolutnie zajebiste. Każdy wsiada w samochód lub pociąg w innym mieście i robimy wypad nad morze czy do innego Wrocławia gdzie rozmawiamy, pijemy whisky i imprezujemy.

Znamy się z Popkulturowego – portalu o kulturze popularnej, który prowadziliśmy wspólnie przez ponad dwa lata, a który rozwijał się znacznie wolniej, niż tego oczekiwałem. Zrezygnowaliśmy więc z portalu, ale hej! zostały z tego fantastyczne znajomości, których nie da przeliczyć się na pieniądze. Mam wrażenie, że jeśli cokolwiek się robi, to te doświadczenia nas kształtują i to nawet jeśli nie są szczególnie udane. Tylko siedzenie na kanapie nie sprzyja kształtowaniu – ani dobrych mięśni brzucha, ani mocnego kręgosłupa.

10. Nie bój się być ignorantem

Wśród zawodowych golfistów występuje pewna prawidłowość – doświadczeni golfiści nie wygrywają głównych turniejów, bo mają zbyt dużo wiedzy na temat tego, co może pójść nie tak i jakimi umiejętnościami dysponują inni zawodnicy. Turnieje wygrywają ignoranci, którzy nie mają o tym wszystkim pojęcia.

Kiedy zaczynałem pisać byłem przekonany, że jestem lepszy, niż Hemingway i Dostojewski w jednym. Kiedy jechałem windą, to wcześniej musiałem przepuścić swoje ego i pojechać drugim kursem. Dziś już wiem, że nie pisałem lepiej od pana H. i pana D., ale cieszę się, że kiedyś o tym nie wiedziałem.

Gdybym wiedział, to nie napisałbym ani jednego zdania.

  • Sara Heberlein

    Bardzo dobrze, że to teraz napisałeś.
    Dla mnie Twoje teksty są jak przyjaciel klepiący po plecach: „dobry kierunek, nie panikuj, brnij dalej”
    I ciekawe co z tego wyniknie

  • Warto na początku posiadać coś w stylu „firmy demo”. Stworzyć cały proces biznesowy, żeby zobaczyć, czy to w ogóle ma ręce i nogi. Można w ten sposób „na sucho” ocenić czy pomysł ma prawo wypalić.

  • S.

    O, i takie teksty lubię :)

  • „kiedy zakładałem bloga nie musiałem nawet zdobywać czytelników – pisałem dla tych, których już miałem” – to chyba jedna z najlepszych możliwych sytuacji, w jakiej może znaleźć się początkujący bloger :) chociaż z doświadczenia wiem, że przy początkowym pisaniu bloga dla znajomych z czasem jednak chce się trochę zmienić kierunek i docierać do większych grup odbiorców. a wtedy publikowane dotąd treści mogą już nie wystarczać. tak umarł mój pierwszy blog o podróżach :D z drugim wystartowałam już trochę inaczej, więc zobaczymy ;)

    • Różnica jest taka, że ja nie pisałem dla znajomych – oni byli początkową, zaangażowaną i przede wszystkim zainteresowaną treścią widownią, ale pisałem dla osób, które dopiero chciałem mieć na blogu.

  • Bartosz

    Ze wszystkim się zgadzam, a najbardziej z punktem 8. Niby to jest wiadome, ale sam ostatnio się przekonałem jak ma to silny wpływ na naszą motywację. Usiadłem i brutalnie szczerze odpowiedziałem sobie na pytanie: „Dlaczego chcę założyć firmę ?” i wypisałem ponad 80 powodów i od tego momentu moja motywacja i działanie jest na zupełnie innym – wyższym poziomie. Trzeba mieć silne „dlaczego”, żeby wytrwać w działaniu.W jakiejś książce czytałem jak autor tej książki przeprowadził badania na ludziach będących w trakcie rozkręcania firmy zadając im pytanie „dlaczego chcą założyć firmę ?” zdecydowana większość odpowiadała – „Chcę założyć firmę, bo … chcę mieć firmę”. Pozdrawiam.

  • Bardzo dobry tekst. Z przyjemnością podam dalej :)

  • Jarosław Węglarz

    Zarejestrowałem się żeby napisać ten komentarz :) masz kolejnego stałego czytelnika :) Bardzo dobry tekst! Półtora roku temu dokonałem decyzji o założeniu firmy, jednak zaraz po zakupie maszyny, która jest podstawą tego co robię, zrezygnowałem z założenia – chciałem sprawdzić, czy mój pomysł wypali. Bardzo dużo osób mówiło mi „czemu nie masz jeszcze firmy? bez firmy znudzisz się i tyle będzie twojej przedsiębiorczości”. Okazało się, że wcale mi to nie przeszkadzało :) Nie znudziłem się, a oddałem się temu jeszcze bardziej – „dlaczego chcesz mieć firmę?” w moim przypadku odpowiedź stała się bardzo prosta – lubię projektować, tworzyć, robić coś nowego, ciekawego i by moje produkty dawały radość moim klientom – robię wszystko ze sklejki na maszynie CNC. Od zabawek do klamek do drzwi – dzięki temu ostatniemu poznałem najwspanialszą kobietę pod słońcem – jesteśmy z sobą ponad rok. Tak, trochę chcę się pochwalić, ale i dać świadectwo – praktycznie wszystko co jest napisane w Twoim tekście zostało przeze mnie sprawdzone, przeżyte i doświadczone. Nic dodać, nic ująć. pozdrawiam

    • Dzięki Jarek za komentarz i przy okazji witam na blogu!

  • Świetny tekst! :)

  • Super!

  • Słyszę jęki Twojej starej

    Masa konktetów, bez zbędnego pierdolenia. Wartościowy wpis.

  • debbs

    Fantastyczny tekst! Jasno, zwięźle i bardzo prawdziwie opisałeś drogę do, moim zdaniem, początku sukcesu. Ja co prawda pracuję na etacie i zazwyczaj mi to nie przeszkadza, a nawet bywa przydatne w sytuacji, gdzie druga połowa małżeństwa prowadzi biznes. Mój mąż, Amerykanin od lat mieszkający w Polsce, 7 lat temu założył swoją działalność, w międzyczasie świadcząc usługi dla różnych pracodawców. Teraz ma 37 lat i, jak to mówi, od roku jest na emeryturze. Na emeryturze od pracy dla innych. Nie, nie ma tylu pieniędzy, żeby nic już nie robić, ale od zawsze wiedział, że chce pracować dla siebie, na siebie, robiąc to, w czym jest dobry i co po prostu lubi robić. Przez te 7 lat testował różne opcje swojego produktu (branża usługi/edukacja), z pełną mocą angażując się w swój biznes. Po drodze zdecydował się „uśmiercić kilka dzieci za stodołą” (z ang.: kill some kids behind the barn, w kontekście biznesowym: zrezygnować z niedochodowych działań), co dla mnie, osoby bezpiecznie zatrudnionej, zawsze było szokujące, a dla niego normalne. On ma po prostu zupełnie inne myślenie niż 90% znanych nam ludzi, ale właśnie dlatego odnosi ogromny sukces. Podziwiam ludzi takich jak Ty i on, którzy są gotowi iść do przodu, ponosić porażki i podejmować ryzyko, właśnie dlatego, że chcą odnieść sukces, mieć pieniądze i być szczęśliwi. Mam wrażenie, że w naszej kulturze wciąż mocno zakorzenione jest myślenie, że zarabianie dużych pieniędzy i dążenie do tego jest czymś niewłaściwym, nawet ja, po latach bycia z nim, czasami łapałam się na tym, że „przecież mamy już tyle dobrego (w porównaniu z przeszłością), po co nam więcej”. A on, z tym swoim amerykańskim dążeniem do sukcesu i podejściem „wierzę, że mi się uda” (słynne Obamowe: yes, I can!) wciąż pokazuje mi, że warto iść do przodu. Pozdrawiam i dziękuję za dobry materiał do czytania.
    (Masz rację, jako pasjonatka literatury zgodzę się, że ani pan H., ani pan D., ale skomplementuję Cie, że jedyny w swoim rodzaju ;)