Wybierasz wierność czy brak zdrady?

Wybierasz wierność czy brak zdrady?

Jeśli ktoś oglądał „Niewiernych” to na pewno widział scenę, w której jeden z bohaterów wyjeżdża w delegację. Pakuje się i zostawia za sobą żonę, a razem z nią swoje codzienne, poukładane i dobre, ale mało ekscytujące i bardzo szare życie.

Dzięki temu już wkrótce siedzi na konferencji o nawozach sztucznych i uważnie patrzy na salę. Wyłapuje rozmawiające kobiety. Ich długie włosy, wcięcia w talii, nogi w rajstopach. Wychodzi na papierosa, ale nie interesuje go zaciąganie się dymem i nie myśli o substancjach smolistych, które walą go w płuca. Patrzy na kobietę, która pali papierosa cztery kroki od niego. Usiłuje poderwać recepcjonistkę w hotelu, ale okazuje się, że nie będzie jej na nocnej zmianie. Idzie do baru, gdzie patrzy na rasowego uwodziciela i zazdrości mu tej swobody, tego obycia, tych powłóczystych spojrzeń i perlistych śmiechów, które dostaje. Rozmawia z żoną na skype, ale jednocześnie szuka „kobiet do towarzystwa” w okolicy. W akcie desperacji dzwoni nawet do „Napalonej Dominy”. Wydaje się to szczytem upodlenia, ale to jeszcze nie koniec wieczoru, podczas którego wykazuje się nachalnością i uporem. Żeby tylko nie wracać do domu bez przygody w swoim seksualnym CV, zapomina nie tylko o swojej rodzinie, ale też o swojej godności.

Kiedy ma wracać z konferencji, wysyła smsa do swojej żony:

„Dopiero przeczytałem Twoją wiadomość. Spałem. Tęsknię. Cieszę się, że już wracam do domu. Kocham cię!!!”

Wszystko wydaje się być w porządku. Żona o niczym nie wie. On nie ma wyrzutów sumienia. Ścieżka dźwiękowa zamykająca scenę sugeruje, że nic się nie zmieniło.

W końcu, czy bohater tej historii zdradził? Nie.
Ale czy na pewno był wierny? Też nie, bo przecież bywają zachowania, którymi można okazać taką samą niewierność jak wykonując ruchy frykcyjne.

Jest to jedna z tych scen, które przypominają mi się kiedy widzę kobiety, dla których priorytetem jest to, żeby ich facet – misio, rysio, skarbeniek – ich nie zdradzał. Żeby było jasne, rozumiem źródła tego pragnienia. Nie rozumiem tylko jego wykonania. Tej ślepej wiary w to, że jeśli misio, rysio lub skarbeniek nie będzie miał możliwości, żeby zdradzać, to będzie się mieć fajny, szczery, szczęśliwy związek oznaczany hashtagiem relationshipgoals.

Takie kobiety (a doświadczenie podpowiada mi, że jest ich większość, chociaż ta sama większość nigdy się do tego nie przyzna) próbują wierność wymusić. Stosują zakazy, grożą, że jeśli odezwie się jeszcze raz do tej dziwki z pracy to tego pożałuje, wiążą jego jaja w wielki, mięsny supeł. Ba! Mój kumpel spotykał się (całe szczęście króciutko) z laską, która obrażała się kiedy ten rzucił żartobliwą uwagę do kasjerki w supermarkecie! W ten sposób najfajniejszego gościa na świecie zamieniają w ofermę, która produkcję testosteronu zamieniła na produkcję tłuszczu.

Tracą przy tym z oczu najważniejsze – nie chodzi o to, żeby osoba, z którą jesteś, cię nie zdradzała, ale o to, żeby nie chciała cię zdradzać. Jaka to różnica? Teoretycznie to tylko gierki słowne. W praktyce ta różnica jest wielkości Mount Everest.

Brak zdrady jest wtedy, kiedy facet nie zdradza cię, bo nie umie albo nie ma takiej możliwości, bo ma na sobie obrożę i smycz przywiązaną do budy o wielkości 52 metrów kwadratowych na drugim piętrze. Jesteś wtedy z bohaterem „Niewiernych”. Jego ciało należy tylko do ciebie, ale jego głowa jest pełna innych kobiet. Niekoniecznie lepszych. Po prostu tych, które nie są tobą. Z takim facetem możesz chodzić trzymając się za ręce, oglądać filmy w kinie, jeść pizzę i makarony. Tylko, że to wszystko jest podszyte kłamstwem i brakiem wolności. Kobiety tworzą takie relacje, bo to jest łatwiejsze. Możesz wtedy czuć, że masz wszystko pod kontrolą (chociaż nie masz). Możesz oszukiwać się, że jeśli masz przy sobie kogoś, kogo możesz dotknąć i poprosić o nalanie kieliszka wina, to nie jesteś samotna (chociaż pewnie jesteś). Miliony kobiet to robią.

Wierność to coś całkiem innego. To sytuacja, w której ktoś jest przy tobie i nie wtyka części swojego ciała tam gdzie nie powinien, ale nie dlatego, że nie może, ale dlatego, że tak WYBRAŁ. Bo mu z tobą dobrze na przykład. Albo dlatego, że jest przekonany, że ze wszystkich kobiet jakie poznał i jakie może poznać, to ty jesteś najlepsza. Albo dlatego, że ma takie zasady, że jak z kimś jest, to zachowuje się ok.

Wybór. Pięć liter. Proste słowo, a to z niego biorą się zajebiste związki. Tylko tam, to co się dla siebie wzajemnie robi, jest prezentem, a nie wymuszoną daniną, którą się przekazuje „bo tak wypada” i „inni tego oczekują”.

Nie mówię, że to proste. Wymaga to spotkania odpowiednio dojrzałej osoby. Niezbędne jest również bycie odpowiednio dojrzałą osobą, która nie wpada w panikę nie mając za sobą iluzji kontroli. Na koniec, potrzebne jest wrycie się i wsiąknięcie w czyjś mózg, a nie tylko móżdżek znajdujący się znacznie niżej.

Jednak innej opcji nie ma. Zakazy, nakazy, musztrowanie i wymuszanie pożądanych zachowań to tylko forma prokrastynacji, zamykania oczu, samooszukiwania się. Prowadzi to do marnowania czasu i oddawania komuś serca na wieczność, chociaż on nie wziąłby kota na weekend – jak głosi jeden z anonimowych cytatów krążących po sieci.

Wiesz dlaczego? Bo chociaż lubi się komplikować związki, to prawda jest taka, że zakazy i ograniczanie nie zmienią mentalnego czternastolatka w dorosłego mężczyznę, ani nie naprawią słabych relacji. Nie zmienią też dobrych związków w fantastyczne. Jedyne, co mogą zrobić, to pogorszyć sytuację i zrzucić bombę nieufności, lęków i niskiej oceny na fajny związek, którego ten może nie przetrwać.

  • Beata Gałuszka

    Volant, nie wiem jak Ty to robisz, ale Twoje wpisy są zawsze kompatybilne z tym, co dzieje się w moim życiu. Te słowa tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzję. Dzięki! ;)

  • Spoiler alert!
    Dobrze, że oglądałem.

  • Wojtek

    Ciekaw jestem Twojej opinii na taką kwestię: widząc stereotypowego bohatera „Niewiernych” oszukującego się, że wiedzie normalne, szczęśliwe życie w związku (świadomie/nieświadomie – nieistotne), przekładasz wiedzę na temat jego zachowania na ufność wobec niego w relacjach towarzyskich (koleżeńskich, przyjacielskich) czy biznesowych? W naszej kulturze krąży opinia „kto raz się $%^&*(), ten na zawsze %^&*~”.
    Żeby być godnym zaufania, trzeba mieć czyste konto na wszystkich płaszczyznach? Życie nie jest czarno-białe, a często obserwuję takie podejście do życia (co akurat łączy się najczęściej też z podwójnymi standardami).
    Pozdrawiam

  • Uważam, że każda para powinna wyznaczać swoje granice. Dla niektórych osób nawet seks bez zaangażowania emocjonalnego jest akceptowalny.

    Ale fakt – kobiety są tutaj w niesprawiedliwie lepszej sytuacji.

    • Małgorzata Sambor-Cao

      „Niesprawiedliwie lepszej”? A gdzie tu niesprawiedliwość i gdzie lepszość?
      Aktywny flirt – bardziej winny, pasywny flirt – mniej winny?
      Mnie osobiście ani takie flirtowanie mojego faceta nie przeszkadza, ani nie mam oporów by samej zainicjować taką rozmowę jeśli mam na to ochotę. Myślę, że akceptowalność takiego flirtu tak jak napisałeś, zależy tylko i wyłącznie od konkretnych osób.

  • Oliwia

    Wreszcie jakiś tekst o zaufaniu i wierności, który ma szansę trafić do około 90% kobiet uważajacych, że zakazy cokolwiek zmienią – im więcej zabraniamy facetom, tym większe prawdopodobieństwo, że on zrobi całkiem odwrotnie. Przypomnijcie sobie drogie Panie jak bylyscie nastolatkami i jak rodzice zabraniali wam na przykład chodzić na dyskoteki lub robić wiele innych rzeczy, wtedy chęć zrobienia ich rosła i dokładnie taka sama zależność występuje w związku między partnerami.

  • Smok

    Błąd w linku, brakuje dwukropka po http :)

    A co do tekstu to mam wrażenie, że w związkach wszystko sprowadza się do dwóch rzeczy: zaufania i do świadomości, że jest się wartościowym człowiekiem.

  • Otóż to. W związku poza tym, że się jest razem, powinno dawać się wolność.Nie dlatego, żeby kogoś sprawdzić, tylko dlatego, że to dojrzałe podejście. Każdy chce mieć pewną przestrzeń dla siebie. Nie da się stworzyć dojrzałego związku, bez zaufania, szacunku i odpowiedzialności. Zwłaszcza te 2 pierwsze polegają na tym, by w związku rozmawiać, z czego tworzy się „swoje własne związkowe granice”, co w efekcie skutkuje wiernością, a nie tylko brakiem zdrady. Tak jak piszesz

  • W mojej skromnej opinii dokąd nie przekraczasz granic i ‚trzymasz ręce przy sobie’ – wszystko jest w porządku. Napiszę więcej – nawet Twoja partnerka podświadomie spojrzy na Ciebie innym okiem i doceni, że robisz wrażenie na innym kobietach. Utwierdzi to ją w przekonaniu, że jesteś dla niej najlepszym i wartościowym (aktualnie…) wyborem. Bo skoro inne są zainteresowane, klasyczny przykład dowodu społecznego słuszności.
    Tak, tak to działa. Gdy już odrzucimy całe romantyczne, przepraszam za określenie, wzniosłe ‚pierdololo’ i kwestie związane z nadmiarem fenyloetyloaminy w organiźmie.

    Słowo klucz – nie przekraczamy granic!
    A jak nie jesteś w stanie utrzymać rąk na wodzy – bądźmy MĘŻCZYZNMI. Najpierw z klasą zakończmy aktualny związek a dopiero później angażujmy się w coś innego.

    S.

    PS. Tak, Twoja czy moja aktualna partnerka w tygodniu otrzymują więcej zaczepek, prób zagadnięcia i flirtu niż Ty i ja razem wzięci przez rok. Co więcej – uważają, ze to jest naturalne i OK – ot taki „należny hołd” dla ich urody i wyjątkowości.
    Deal with it ;)

  • Podświadoma wierność vs rozważony brak zdrady.
    Napiszę być może kontrowersyjnie.
    Brak zdrady jest naturalnym sukcesorem wierności w ujęciu o którym pisze Michał.
    Podświadoma wierność wynika z programu biologicznego człowieka oraz poziomu fenyloetyloaminy (PEA) w organiźmie, odpowiedzialnej za euforyczno-narkotyczny stan zwany potocznie zakochaniem (zasadniczo polecam – dawkowane z rozsądkiem uskrzydla). Wówczas wybranka/wybranek przesłania sobą cały świat i wszelką konkurencję.
    Nie jest wówczas trudno być wiernym. Bułka z masłem!

    Zapobiegawcza Matka Natura, by gatunek trwał, tak sprytnie i prosto zaprogramowała ośrodek nagrody, że ten wymaga dwóch rzecz: 1)coraz większych bodźców 2)cyklicznej zmiany obiektu dostarczającego owe bodźce.
    Poziom PEA spada. A zejście z haju to nic fajnego. Było tak fajnie, fajnie już nie jest. Dysonans. I nagle okazuje się, że pojawiają się nowe bodźce w postaci długonogich Kaś i Joaś czy śniadych Mariano di Alvaro z gitarą u boku. Czyli cała konkurencja, którą wcześniej nadmiar fenyloetyloaminy wyciął z pola naszego postrzegania.
    I dochodzimy do braku zdrady.
    Braku zdrady rozumianej świadomej, wybranej przez nas pomimo istniejących możliwości. Nie owej prostej, napakowanej miłosnymi hormonami co robią nam sieczkę z głowy – ale dojrzałej, świadomej decyzji. Decyzji, którą odmawiamy sobie czegoś co moglibyśmy mieć. Decyzji kulturowej, decyzji wynikającej ze światopoglądu. Czy wreszcie decyzji, w której potrafimy odmówić sobie krótkofalowej przyjemności na rzecz pewnego Wyższego Dobra.
    Mam na któreś z powyższych dać 5 zł?
    Świeżego z mennicy, błyszczącego i nieporysowanego piątka ?
    Bez namysłu daję go świadomemu brakowi zdrady.
    Bo ‚wiernym’ w haju zakochania i będąc sterowanym fenyloetyloaminą – jest być łatwo.

    S.

  • Agnieszka

    Wiesz, mnie się wydaje, że każdy tutaj sam powinien sobie wyznaczać granicę- i tą granicą jest postępować tak, żeby, gdyby bliska osoba widziała tę sytuację, nie poczuła się zraniona. Oczywiście, to subiektywne, ale jeśli mamy zdrowy związek osób o zdrowym poczuciu własnej wartości, to każdy instynktownie sam czuje tę granicę. Jako dziewczyna, teoretycznie strona „pasywna”, też mogę wybierać jak odpowiem na flirt, jak bardzo dam zaczepiającemu zielone światło. Mogę śmiać się i żartować, mogę prowokować i uchylać drzwi coraz bardziej. To jest kwestia wyczucia, i jestem pewna, że instynktownie, w głębi duszy sam wyczuwasz tę granicę. Np. tekst do pani w kolejce: „Tym uśmiechem mnie pani kupiła, przepuszczę panią” jest spoko, natomiast: „Pani wygląda tak seksownie w tej sukience, że pozwoliłbym pani na wszystko” już jednak nieco zgrzyta… Plus miej na uwadze, że wiele kobiet generalnie się oburza, że facet „zajęty” śmie zwracać uwagę na inne kobiety- tym nie powinienneś się przejmować, bo to ty musisz czuć, że jesteś w porządku ( i oczywiście twoja partnerka). Niewinny flirt czy żarty z osobą płci przeciwnej są czymś zdrowym i naturalnym. Niewierność, moim zdaniem, zaczyna się wtedy, kiedy bardzo nie chciałbyś, aby twoja druga połowa dowiedziała się o twoim zachowaniu. Plus, ostatnie, starajmy się zawsze być po prostu przyzwoitymi ludźmi.

  • So true! ❤

  • Gontaria Natalek

    A ja należę do tej mniejszości kobiet, która wierność widzi w zażyłości emocjonalnej z drugą osobą. Mój były facet nigdy nie miał obroży, nie musiał jej mieć, kiedy wiedziałam, że wybiera mnie.

    I tak, Volant. Bardzo trudno jest znaleźć faceta, który byłby dla mnie i miał podobne podejście.

  • Podbijam!

  • Krótka, półroczna przerwa strategiczna w celu reorganizacji kluczowych zasobów, czyli zalatany byłem. Ale wrócę! I nadal będę karmił ludzkość swoimi pseudointeligenckimi wywodami. Już niebawem :)