Dlaczego praca nad sobą to najważniejsza robota w życiu? 7 powodów

Dlaczego praca nad sobą to najważniejsza robota w życiu? 7 powodów

Zastanawiało cię kiedyś dlaczego szkoła zamiast nauki budowy pantofelka nie uczy czegoś bardziej przydatnego? Empatii, odpowiedniej komunikacji albo chociaż radzenia sobie z porażkami?

Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest prosta – bo możesz w jeden dzień nauczyć się tego, że pantofelek ma wrzecionowaty kształt, dwie wodniczki tętniące i porusza się za pomocą rzęsek. Nauczysz się nawet tego, że jak jest głodny, to jako mikroskopijny drapieżnik idzie zapolować na jakąś tłuściutką bakterię, dzięki czemu napiszesz kartkówkę na piątkę z plusem.

Za to praca nad sobą to nie projekt na 45 minut lekcji, ale na miesiące i lata.

W tym czasie robisz to, co brzmi banalnie, ale banalne nie jest:
- szukasz tego, co najlepiej cię motywuje
- eliminujesz swoje uciążliwe wady i wzmacniasz mocne strony
- uczysz się poskramiać emocje
- sprawdzasz, co sprawia ci przyjemność i co jest dla ciebie ważne
- raz po raz walczysz z niechęcią do wysiłku
- uczysz się być dla siebie samego wspierającym kumplem, a nie dresem w czapce-wpierdolce, który okrada cię z dobrego samopoczucia i wiary w siebie.

Ile to kosztuje wie każdy, kto chociaż raz postanowił wyrobić nowy nawyk – trzymać dietę, pracować nie tylko w obliczu deadline’u albo zmienić swoje przyzwyczajenia finansowe. Ciężko było, nie? Pewnie, że ciężko. To już nie jest czytanie trzech stron z podręcznika od biologii, ale pisanie go od podstaw.

A jednak warto to robić. Dlaczego?

1. Wszystkie osiągnięcia opierają się na wypracowanych umiejętnościach

Mam wrażenie, że pod każdym tekstem jaki napisałem o zarabianiu, pojawił się chociaż jeden komentarz o treści: „Gdyby to było takie łatwe, to każdy byłby milionerem”. I co, jak co, ale ten komentarz trafia w sedno – to nie jest łatwe. To wymaga wytrwałości, samokontroli, skalkulowanego ryzyka, uczenia się jak spełniać potrzeby klientów, sprzedawać, zarządzać czasem, budować markę.

Łatwe jest za to coś innego – prokrastynacja, narzekanie, impulsywne robienie zakupów i siedzenie na tyłku. Nikt nie potrzebuje poradnika o tytule: „Jak mając 60 lat na wykonanie zadania, i tak zrobić wszystko na ostatnią chwilę”. To umie każdy, a powszechne umiejętności nigdy nie dają dużych pieniędzy. Sprzątacze i pracownicy fast-foodów zarabiają tak słabo, bo każdy może przejąć ich obowiązki, ale nie każdy umie programować, być Donem Draperem współczesnej reklamy albo tworzyć działające modele biznesowe.

Tak się też składa, że żadnej z tych umiejętności nie przynosi święty Mikołaj, ani nie dostaje się jej w genach. Dostaje się je jako premię za pokonywanie swoich słabości.

2. To w jakim świecie żyjesz zależy od tego… jak na niego patrzysz

Wbrew pozorom to nie jest metafora. Jedno z najsłynniejszych przeprowadzonych doświadczeń dotyczy Donalda. Donald to fikcyjna postać, o której powiedziano uczestnikom, że wspinał się na góry, brał udział w spływach kajakowych i myśli o tym, żeby skakać wyczynowo ze spadochronem. Jest też przekonany o swoich możliwościach i jak poweźmie jakieś postanowienie to będzie dążył do jego realizacji bez względu na trudności.

Zabawne w tym jest to, że niektóre osoby czytając ten opis uważały go za lekkomyślnego dupka, a inne za realnego Indianę Jonesa. Zależało to od jednej rzeczy – od tego czy uczestnikom zasugerowało się, że jest uparty i zarozumiały czy wytrwały i żądny przygód.

Rzeczywistość jest jaka jest. Niektórzy ludzie są dwulicowi, a inni uczciwi i pomocni. Czasem ryzyko się opłaci, a czasem nie. Niektórzy mężczyźni są pizdami w rurkach, ale hej! jest też Tom Hiddleston. Na zewnątrz jest jak w Bollywood – czasem słońce, czasem deszcz. Tylko że nie widzisz rzeczywistości, ale jej interpretację opartą o swoje oceny i przekonania.

Jeśli ich świadomie nie zmienisz, to będziesz myśleć to samo, co przeciętny wąsaty Janusz z memów – że nikomu nie można ufać, bogaci to złodzieje, a życie jest tak ciężkim wyzwaniem, że na myśl o zwleczeniu się z łóżka będziesz mieć syndrom NAN – Nagły Atak Narzekania.

Zabawny fakt jest taki, że osoby cieszące się wyższym standardem życia doświadczają tego samego, ale znacznie częściej patrzą na tą jasną stronę rzeczywistości i uważają, że opłaca się ryzykować, uczyć się i dawać innym szansę, nawet jeśli zdarzą się osoby, które te szanse podepczą i wyrzucą. I co jak co, ale to czemu przypisujesz znaczenie, zależy w 100% od ciebie.

3. Bez pracy nad sobą nie ma udanych relacji

Komedie romantyczne poza upowszechnieniem żartów godnych Mazurskiej Nocy Kabaretowej (co raczej nie jest komplementem) przekazały społeczeństwu kilka głupich idei.

Sprowadzają się one do tego, że o miłości decyduje wygląd, rozdzieranie pończoch i mówienie w odpowiednim momencie: „Przepraszam! Byłem idiotą!”. Ewentualnie idiotką, bo to też się zdarza, ale nieco rzadziej, bo targetowi złożonemu z kobiet nie wypada sugerować, że posiadaczki piersi mogą zachowywać się głupio i nieodpowiedzialnie.

Nie mówią jednak tego, że to wystarcza tylko przez pierwsze miesiące, ale nie sprawdza się długoterminowo. Bycie z kimś obok seksu pod prysznicem składa się też z pytań o to:
- czego tak naprawdę się oczekuje
- czego w ogóle można oczekiwać
- jak chce się być traktowanym; oraz
- jak się chce traktować drugą osobę, bo surprise, surprise – miłość to nie to, co czujesz, ale decyzja o tym, co chcesz dawać drugiej osobie – zwłaszcza wtedy, kiedy emocje mówią ci coś innego.

To na przykład decyzja o tym, że nie będziesz kogoś strugać i lepić, żeby dopasować go do swojej wizji. To zobowiązanie do pamiętania o tym, co widziało się w tej osobie na początku znajomości. To także zobowiązanie się do nie pogłębiania kłótni milczeniem i nie odtrącania prób porozumienia. To decyzja o tym, że nawet kiedy zaczniesz się bać, że kogoś stracisz, to nie upierdolisz mu skrzydeł, żeby powstrzymać go przed odleceniem.

4. Każda zmiana zaczyna się od siebie

Czasem dostaję maila z pytaniem o to, jak poznawać ciekawsze osoby od siebie. Odpowiedź jest mało pomocna, ale prawdziwa – stając się ciekawszą osobą. Lubimy przebywać wokół osób, które są w stosunku do nas kompatybilne. Jeśli cały czas narzekasz to komfortowo będą się czuć wokół ciebie osoby, które też narzekają. Dotyczy to także braku motywacji, marnowania czasu albo niskiej samooceny. Mając te cechy, prawdopodobnie będziesz mieć takich samych znajomych, bo wszyscy inni poczują się odrzuceni przez twoją postawę. W końcu czy ktoś, kto jest pozytywny, wypełnia kolejne godziny produktywnymi zajęciami i ma ciekawy styl życia będzie chciał znaleźć w swoim grafiku czas dla osoby, która jest jego przeciwieństwem?

5. Tylko ty możesz rozwiązać swoje problemy

Dzieciaki mają Batmana. Dorośli mają swoje wizje superbohatera. Jest ich wiele, ale najczęściej występują trzy:
- wygrana w lotka, bo przecież pieniądze rozwiążą ich problemy
- lajki, którymi da się zasypać odczuwaną pustkę
- miłość, bo przecież jeśli spotkasz szczęśliwą osobę, to ona cię poskłada i wyleczy.

Najpierw się o tym marzy, a później okazuje się, że błędy często tkwią na poziomie osobowości. Wtedy można się zorientować, że nie pracując nad nią, złe nawyki finansowe pożerają każdą gotówkę, a depresję można mieć równie dobrze u siebie w pokoju, co z widokiem na Copacabana.

Wiem, że to dla niektórych osób przytłaczająca świadomość, ale wszystko, co ciebie spotyka ma jeden wspólny mianownik – ciebie. Jeśli więc spotykasz samych złych facetów albo podejmujesz same chybione decyzje finansowe, to może warto rozważyć, że wina wcale nie leży w tym, że świat uwziął się na ciebie jak nauczycielka od matematyki w liceum?

6. Jeśli nie posprzątasz gówna w jakim dorastałeś, to być może nikt go nie posprząta

Jest zjawisko, które nazywam pułapką drzewa genealogicznego. Polega ona na tłumaczeniu swoich zachowań, zachowaniami ojca, dziadka i prababki. Biję swoje dziecko, bo nie umiem inaczej. Dlaczego? Bo bił mnie mój ojciec, a jego ojciec to w ogóle był alkoholikiem i tyranem. W końcu dochodzi do tego, że nie wiadomo, kto był pierwszą osobą, która uruchomiła tę lawinę spierdolenia.

Kiedy chodziłem do gimnazjum przeczytałem historię o pewnym francuskim generale z czasów napoleońskich. Był pierwszą osobą ze swojej rodziny, która zaczęła obracać się wśród ówczesnej elity. Kiedy ktoś pytał go o pochodzenie, on zamiast się wstydzić, odpowiadał z dumą:
- Jestem swoim własnym protoplastą.

Dobra wiadomość jest taka, że ty też możesz być swoim własnym protoplastą. Nie musisz przekazywać dalej upośledzonych wzorów zachowania, które dostałeś. Możesz je zmieniać i modyfikować, i chociaż nie będzie to łatwe, to nie tylko rozbijesz beton, który zaczął zastygać wokół twoich stóp, ale też przekażesz korzystne postawy np. swoim dzieciom.

7. Tylko pracując nad sobą uciekasz przed domyślnym stylem życia

A domyślny styl życia wygląda jak kalendarz złożony z października, listopada i grudnia, w którym dni są coraz ciemniejsze i krótkie. Szary jak blokowiska budowane za Gierka i nudny jakby był popłuczynami po „Klanie”. Żeby tak wyglądał wystarczy załamać rączki, powtarzać sobie, że nie ma się na nic wpływu i brać tylko to, co samo wpadnie w ręce. Co prawda mogą w nie wpaść bryłki złota, ale jednak bardziej prawdopodobne, że będzie to patyk ubrudzony w kupie.

Dodaj komentarz

25 komentarzy do "Dlaczego praca nad sobą to najważniejsza robota w życiu? 7 powodów"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ania Ulanicka
Gość

Lubię Twoje wpisy o pracy nad sobą. Pracę nad sobą również. :)

Mam pytanie odnośnie punktu trzeciego, o relacjach: czy mógłbyś wyjaśnić, co rozumiesz przez podpunkty „czego tak naprawdę się oczekuje” i „czego w ogóle można oczekiwać” w relacjach? O ile wiadomo, że trzeba wiedzieć, czego się oczekuje w związku (to jasne), to trochę nie rozumiem, co masz na myśli przy drugiej opcji.

Olga
Gość

Myślę, że z tym oczekiwaniem chodzi o to, czego w ogóle można oczekiwać w związku. Od drugiej osoby. Kobiety często chcą żeby facet był dla nich mężem, ojcem, księciem na białym koniu, spowiednikiem, przyjaciółką, poetą i panem Kaziem hydraulikiem. A tak się nie da. Żaden facet, żadna druga osoba nie będzie lekiem na całe zło, jak śpiewała Prońko. ;-)
Jednocześnie same uważamy, że będziemy dla nich żoną, matką, kucharką, ulubioną prostytutką i poduszką do wypłakania. Oczekujemy za dużo od nich i od siebie.

A dodatkowo, zgadzam się z tym co pisze Agnieszka. Człowiek to nie projekt do zmiany. Gdy go poznajesz, jest już dziełem skończonym. Jedynie można się dopasowywać. ;-)

Ania Ulanicka
Gość

Okej, rozumiem. Mam jednak trochę wątpliwości co do ‚dzieła skończonego’ – jasne, należy przyjmować, że ktoś jest, jaki jest (my również), ale myślę też, że druga osoba może być fajnym motorem do zmian i wzrostu, dzięki czasami innym od naszych wartościom, które wnosi do związku. Na takiej zasadzie, że spotykają się dwie osoby kompletne (dzieła skończone), które razem rosną i się rozwijają, dzięki swojej nawzajem obecności.

Olga
Gość

Może „skończone dzieło” to nie do końca dobra metafora. Bo tak, razem można się rozwijać bardzo fajnie i zdecydowanie przyjemniej nawet niż samemu.
Druga osoba może stanowić bodziec do rozwoju. Może Cię w nim wspierać, może Cię nakierować. Ale nie dlatego, że czegoś Ci brakuje.

Agnieszka
Gość

Cóż, Ania Ulanicka, wydaje mi się, że jest to rozszerzenie poprzedniego pytania „Czego tak naprawdę się oczekuje”. Każdy napotkany człowiek ma inny zestaw cech którymi może manewrować. Czego można oczekiwać od kogoś kto jest dajmy na to uparty jak osioł? Na pewno nie tego, że stanie się w stu procentach ugodowym człowiekiem i z chęcią przystanie na każdą propozycję.Tego na ten przykład nie można oczekiwać w ogóle. Lub w odwrotną stronę, po kimś kto jest wspaniałomyślny i bezkompromisowy nie spodziewamy się raczej, że z dnia na dzień lub w dalekiej przyszłości stanie się potulnym barankiem. Po pierwszym, drugim i osiemdziesiątym wrażeniu, które ktoś na nas wywrze orientujemy się czego możemy się po takiej osobie spodziewać.
Czyż nie?

Ania Ulanicka
Gość

Prawda, Agnieszka! Dziękuję, że odpowiedziałaś na komentarz. :)

Olga
Gość

Nie zgodzę się z tym, że szkoła nie uczy, bo to jest trudniejsze. Szkoła nie uczy, bo od jej powstania jako koncepcji (w świecie dość kartezjańskim) jedyne co promowała to umysł. Mówi o tym dość fajnie sir Ken Robinson (https://www.youtube.com/watch?v=iG9CE55wbtY – polecam zwłaszcza element o ciele do noszenia mózgu). Są ludzie, którzy chcą szkolny system zmienić by też nauczano o emocjach i nas samych, ale to mozolny proces jest.

Na to nakłada się jeszcze nasza narodowa tożsamość ofiary, która nas na wskroś przenika – i jednostki, i całe społeczeństwo. To dodatkowo odbiera nam chęć do zmiany. W końcu ofiara nie działa, prawda? Nie ma kontroli, nie ma wpływu… W skali mikro – my sami, w skali makro – system szkolnictwa i cała nasza mentalność. Z tej masy wystają pojedyncze osoby i powodują u innych dokładnie takie reakcje jak opisujesz. Marudzenie oraz nieufność w to, że coś się „da zrobić”.

Podoba mi się to o staniu się własnym protoplastą… W końcu co za różnica, kto uruchomił lawinę spierdolenia, skoro można samemu to zmienić.

CyprianKajetan
Gość

„Wszystkie osiągnięcia opierają się na wypracowanych umiejętnościach”

Umiejętności opłacą Twoje rachunki, ale nie nauczysz się ich w szkole.

paskrit
Gość

Dobry tekst, jak zwykle zresztą, ale dobrze by było jakbyś przestał robić te wstawki znane z fejsbukowych grupek, kwejkow i innych wykopów. Z jednej strony czytam Cię i jestem zachwycony, a potem trafiam na coś o wąsatych Januszach i lawinach – od razu zachwyt leci w dół. Zawsze uważałem, że masz własny styl, a ostatnio sporo u Ciebie tego szamba internetowego. Z jednej strony przekonujesz, żeby żyć własnym życiem, być lepszym od siebie, a nie od innych oraz nie krytykować innych, a z drugiej piszesz, żeby nie żyć jak Seba, czyli już się trzeba do niego porównać oraz wyśmiewasz chłopaków, którzy tak mają na imię.

Arii
Gość

Taka prawda, albo samemu się zacznie sięgać po to, czego się pragnie, albo samo się trafi… patyk w %^& ;)

Quinn
Gość

Volant jak zawsze w sedno. Szczególnie zdanie o dawaniu drugich szans mnie ujęło – bo każdy chciałby taką dostać, ale mało kto jest skłonny samemu ja dawać. Dzięki za ten wpis. Czynisz mnie lepszym człowiekiem :)

Stefan Pe
Gość

Ja jestem swoim własnym protoplastusiem ;-)

EmpirycznaEgoistkaBezPółśrodków
Gość
EmpirycznaEgoistkaBezPółśrodków

Ciekawie… Zostaję.

Kasia
Gość

Volant, weź dodaj na bloga w wolnej chwili funkcję wrzucania cytatów na media społecznościowych, bo Twoje wpisy są trochę jak filmy Tarantino – właściwie każde zdanie nadaje się na kultowy cytat i każde chce się cytować w nieskończoność.

Dzięki za te wpisy. Zaskakujące jak łatwo zapominać o priorytetach. Gdzieś między jedną, drugą i dziesiątą porażką trzeba pamiętać że cały ten zachód coś nam daje. Szczególnie przydatne w momentach ogólnej załamki i rozgardiaszu życiowego.

fffff
Gość

Tak sie odniose do punktu 6. U mnie sprzatanie w duzej mierze zrobione. Jako osoba wychowana w przemocowej, alkoholowej rodzinie moge powiedziec, ze latwo nie bylo i to byla ciezka praca. Bo kiedy inni moga poswiecic czas i energie na cos konstruktywnego przy wsparciu rodzicow, ty musisz poswiecic lata na „wychodzenie ze spierdolenia”, uczenie sie rzeczy, ktorzy inni wyniesli z domu i caly czas masz poczucie bycia „opoznionym”. Dlatego czasem dopada mnie frustracja – jak widze, ze ktos ma „teczowe zycie”, wszystko co potrzebne pod nos, kochajacych i pelnych wiary rodzicow itp a u mnie lata mlodosci poszly na nauke tego jak byc normalnym czlowiekiem. Ze to nie fair. Bo mam poczucie, ze ta cala tytanicza praca to bylo ‚nadganianie’ normalnosci i ponad to, to nie zaprocentuje, bo nikt nie rozdaje medali za wyjscie z patologii. Zapewne bycie zawistnym frustratem to znak, ze porzadek nie zostal jeszcze zrobiony do konca. Wiem, ze takie myslenie jest zle. Dlatego sie zastanawiam jak pozbyc sie tej frustracji?

Agnieszka
Gość

Argumenty są trafne i … szczere. Moim zdaniem, trzeba mieć wielki cel i determinację, do jego osiągnięcia, żeby nad sobą pracować i się nie poddawać, po paru niepowodzeniach. :)

Marynia
Gość

Volant, czyżbyś był za napływem do naszego nadwiślańskiego, cokolwiek pięknego kraju, obcych przybyszy z inną kulturą i „zachowaniem”? Czemu taka fotka? Czy Twój intelekt zawodzi? Pozdrawiam serdecznie

Lakay
Gość

Przecież to Volant na wakacjach! Zrobił formę to się tym chwali.

wpDiscuz