Nie ma dobrych związków bez poukładanego życia

Nie ma dobrych związków bez poukładanego życia

Zazwyczaj trafność szeroko rozpowszechnionych porad (bez względu na to czy dotyczą finansów, związków czy pielęgnowania gardenii) znajduje się gdzieś pomiędzy banałem tysiąclecia, a strzałem do celu oddalonego o 100 metrów.

Z procy.

Z zamkniętymi oczami.

Wyjątkiem jest rada, którą słyszał każdy, a pomimo tego dziesiątki/setki/tysiące osób myśli, że ich życie może przypominać pole, na które ktoś zrzucił napalm, a wciąż:
a) Poznają fantastyczną osobę
b) Która ich pokocha
c) I z którą będą żyli długo i szczęśliwie.

Ta powszechnie niestosowana rada brzmi: „Zanim wejdziesz w związek, poukładaj swoje życie”.

Problemy zawsze wysypują się z szafy

Mail od czytelnika. Problem jakich wiele. Poznał dziewczynę. Młoda, atrakcyjna, nieźle się dogadują. Znają się dwa miesiące, więc to dopiero początek. Gdzie tkwi haczyk? Na horyzoncie pojawiają się już jaskrawe sygnały ostrzegawcze. Dowiedział się, że ona ma niespłacane zadłużenie na karcie kredytowej, jej najlepsza przyjaciółka zaszła w ciążę w wieku 16 lat, a ona sama chociaż jest zdolna, to jednocześnie nie ma najmniejszego pojęcia czym chce się zajmować, więc najczęściej zajmuje się przeglądaniem facebooka i obserwowaniem Jessiki Mercedes.

Czy w tej sytuacji powinien z nią być? Bo tak poza tym, to przecież jest fantastyczna.

Odpisałem krótko: „Ja bym się na to nie pisał”.

Ludzie traktują relacje jak coś, co się dzieje po tym, jak już wymienią pierwsze spojrzenia. Tak jakby zostawiali za sobą nierozwiązane sprawy, kompleksy i problemy, a nowy związek je unieważniał, wymazywał, przekreślał.

Częściowo mają rację. Naszym dominującym zmysłem jest wzrok. Początki znajomości pozwalają więc dużo schować pod uśmiechem nr 25, dopasowaną sukienką albo za wypiętą i umięśnioną klatką piersiową. Tylko w rzeczywistości nie jest to niczym innym jak upychaniem brudnych rzeczy w szafie, żeby goście nie widzieli bałaganu.

Działa to wyśmienicie, ale do czasu. Dlaczego? Bo uczucia są ulotne. Ewoluują, zmieniają się, powszednieją, a tymczasem problemy, których się nie rozwiązuje są wieczne. Nie da się wiecznie udawać. W końcu drzwi przytrzymujące wszystkie brudy puszczają.

Kiedy z kimś jesteś, nic nie jest „tylko twoim problemem”

Ok, ale co z tego? Przecież to twoja sprawa i twoje problemy, prawda?

Otóż, gówno prawda.

Możesz mieć problemy zewnętrzne (słaba praca, skomplikowane relacje, problemy) albo wewnętrzne (brak poczucia własnej wartości, ciągłe przeczuwanie katastrofy, braki w umiejętnościach komunikacyjnych). Jednak dopóki ich nie załatasz to jesteś jak Ferrari z podziurawionym zbiornikiem paliwa.

Znasz to powiedzenie, że twoje życie jest wypadkową życia najbliższych tobie osób? Działamy na zasadzie naczyń połączonych. Nie da się odizolować tego, co dotyczy was jako pary, i tego, co dotyczy wyłącznie ciebie.

Czy jeśli ktoś nie jest emocjonalnie wolny i wciąż utrzymuje kontakt z eks to jest to tylko jego sprawa?

Czy jeśli wyniszczają cię kontakty z ojcem alkoholikiem, ale nie jesteś w stanie naprawić ich, zdystansować się od nich albo ich odpuścić to czy nie wpływają na drugą osobę?

Czy jeśli na co dzień nie odczuwasz ekscytacji z życia, to czy on będzie ją przy tobie odczuwał?

Czy jeśli masz złą kondycję finansową to będziecie żyć przyjemnie, ciekawie i na partnerskich zasadach?

Czy poczucie, że stoisz w miejscu, a osoba, z którą jesteś się rozwija, nie sprawi, że zaczniesz się bać o to, że spotka kogoś lepszego? I w jaki sposób to wpłynie na twoje zachowanie?

Każdy z tych elementów będzie powodował spięcia, podkopywał twój nastrój, wbijał małe, bolesne szpileczki. Niby nic wielkiego, ale wbijaj je komuś codziennie miesiącami, a wkrótce zacznie przypominać jedną wielką chodzącą ranę. To samo stanie się z waszą relacją.

Miłość jest na dobre i na złe, ale nie na złe i gorsze

Jest tylko jeden model relacji, który sprawdza się długoterminowo. Alex Barszczewski przedstawia go stosując porównanie do lin holowniczych i asekuracyjnych.

Wyobraź sobie swoje związki z innymi (niekoniecznie romantyczne) jako liny. Te niewidoczne liny są rozciągnięte między tobą, a twoim kumplem z ławki z podstawówki. Między tobą a rodzicami. Między twoimi współpracownikami. Różnica jest taka, że mogą one mieć charakter lin holowniczych albo lin asekuracyjnych.

W przypadku lin holowniczych ciągniesz kogoś za sobą. Notorycznie kogoś wspierasz. Rozwiązujesz jego problemy. Wysłuchujesz i klepiesz po ramieniu nie tylko nie dostając nic w zamian, ale wręcz tracąc, bo ciągnąć kogoś za sobą tracisz dużo ze swojej wolności, szybkości, możliwości.

Drugi model to bycie połączonym linami asekuracyjnymi. Tutaj też trzeba czasem kogoś podciągnąć do góry. Kluczowe jest tu słowo „czasem”, bo liny asekuracyjne działają w skrajnych przypadkach, a kiedy rozciągane są bez przerwy, to w końcu pękają.

Dlatego kluczowe stają się dwa elementy: 1) żeby tych lin nie nadużywać i 2) żeby być na tyle silnym, żeby móc w razie konieczności asekurować drugą stronę. W końcu jak ma się mieć byle jakie oparcie, to lepiej oprzeć się o ścianę – pamiętasz?

Wiążemy się z ludźmi takimi jak my

Pomyśl przez chwilę o cechach osoby, z którą najchętniej się zwiążesz nie uwzględniając wyglądu. Nie mogę mieć pewności jakie cechy wymienisz. Wiem za to, jakich zdań nie będzie na tej liście.

Raczej nie jest twoim marzeniem spotykać się z kimś emocjonalnie przyspawanym do eks, niezaradnym, notorycznie przygnębionym i rozdmuchującym codzienne dramaty.

Przeciwnie, zwykle chcemy otaczać się ludźmi, którzy są pozytywni, inspirujący i z których możemy być dumni.

I tak się składa, że takie osoby są niezwykle selektywne. Szukają kogoś na swoim poziomie (tak, zdaję sobie sprawę z tego jak źle brzmi to zdanie). Jak ktoś jest na siłowni pięć razy w tygodniu to chce mieć trenującą dziewczynę. Jak dla kogoś edukacja jest ważna, to nie wiąże się z kimś, kto nie umie poprawnie mówić po polsku. Jak odwiedza się pięć krajów rocznie, to nie będzie się z kimś, kto nie ma pracy, która umożliwia wspólne podróżowanie i pieniędzy na bilet.

Ludzie powtarzają w kółko te same głodne kawałki: „Chcę żeby ktoś mnie kochał”, „Chcę związku, którego będą zazdrościć mi inni”, „Jak ktoś kocha, to zrobi dla ciebie wszystko”.

(przerwa na wymiotowanie)

Tylko że jeśli tego chcą, to w pierwszej kolejności powinni zadbać o siebie. O to co robią, kim są, co wnoszą w życie innych i czy patrząc w przyszłość przeczuwają, że znajdą się w czarnej dupie, chociaż chcieliby wylądować na Malediwach.

Bądź co bądź, ale wszystko sprowadza się do tego, żeby najpierw stworzyć sobie życie, które będzie fajne, a nie tylko takie, które będzie dobrze wyglądać wyłącznie na instagramowych fotkach.

Dobre związki są tylko jego konsekwencją. Przyczyną jesteś Ty.

Dodaj komentarz

37 komentarzy do "Nie ma dobrych związków bez poukładanego życia"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Marysiq
Gość

No dobrze, a jak się ma nie uporządkowane życie(ale chce się je uprzatnać i właściwe podjęło się juz pewne kroki żeby zmienić je) i weszło się właśnie w konkretny i dobrze zapowiadający się związek to kończyć to i zająć się soba czy być z tą osobą i równocześnie ogarnąć swoje życie?

Francuska Bagietka
Gość

Mam to samo Marysiq :) nieogarnięte życie (no dobra, nie przesadzajmy- po prostu jest lekki chaos).
Pytanie nieco odbiegające od tematu- co, jeśli tak trudno mi ogarnąć swoje życie, że trudno mi też być w relacji- a druga osoba się stara i chce? Rzucić to i iść dalej? Próbować? Jest złota rada?

Marek
Gość

„co, jeśli tak trudno mi ogarnąć swoje życie, że trudno mi też być w relacji”
Przede wszystkim poinformuj swojego partnera o tym, że masz wrażenie, że Twoje życie jest troszeczkę pojebane, ale chcesz to naprawić i zdecydujcie co robić dalej.

Ważne by w obliczu problemów nie zachowywać się w sposób neurotyczny. Nigdy nie wyżywaj się na swoim partnerze. Jeżeli jesteś zestresowana przez jakiś czynnik, to nie reaguj jadem, tylko poinformuj tę osobę, że jesteś zestresowana. Zmieni to sposób w jaki będziesz postrzegana.

Jeżeli masz jakieś problemy – poinformuj o nich swojego partnera, aby wiedział, że nad nimi pracujesz. Wiele osób ukrywa swoje problemy, albo zamiata je pod dywan i nic dalej nie robi, co w efekcie oddziałuje na zdrowie związku.

To jest naprawdę o wiele prostsze niż się wydaje.

Kaja
Gość

szkoda, ze ja informuję o wszytskich moich odczuciach partnera ale jakoś nnie jestem rozumiana bo on dalej swoje jakby nigdy nic, mam zły okres przez a wg niego powinnam sie zachowywać zawsze jak anioł bo jesli się kocha to się żyje zwiazkiem i wszystko co z nim związane powinno mi poprawiać humor. Tak wyżywam się przze to na partnerze, bo już nie wyrabiam z taką postawą a z problemami na razie sobie nie radzę.

Magda
Gość

Jeżeli problemem jest sama obawa przed wejściem w związek, możesz też poszukać pomocy u psychologa :) Być może masz np. jakieś złe wzorce wyniesione z domu, które powstrzymują Cię przed rozpoczęciem udanej relacji. Wszystkiego dobrego życzę ;)

Iza
Gość

Ok, wszystko jak zwykle w punkt, tylko jaką winę ponosi ta dziewczyna za ciążę swojej przyjaciółki? To już chyba lekka przesada…

Tianzi
Gość

Ja bym też jej przyjaciółki nie osądzała. A raczej osądzała na podstawie tego, jak sobie poradziła z sytuacją, a nie na podstawie samej wpadki. Pierdyliardy ludzi płci obojga zachowywały się nierozsądnie w wieku nastoletnim, ona po prostu poniosła konsekwencje.

Kacper
Gość

Niby tak, niby nie, ale teoretycznie jesteś wypadkową 5 osób. Kontakt z jedną osobą cię nie zmienia, jej też nie należy winić. Ale jeżeli schemat złego otoczenia i czynników zewnętrznych się pojawia większą ilość razy to warto być ostrożnym na taką osobę.

Katarzyna
Gość

To tylko odniesienie do tego, że jesteśmy wypadkową 5. nam najbliższych osób.

Magdalena
Gość

Miałam ostatnio sporo przemyśleń na ten temat. Mam super życie, mnóstwo zainteresowań, super przyjaciół, a mimo to w związkach kompletnie mi się nie układa.
Raz usłyszałam od jednego faceta: o Boże, to Ty masz takie ciekawe zainteresowania, taka jesteś wesoła i inteligentna, ja to bym się bał być z taką kobietą.
I bądź tu mądry.

Szymon G.
Gość

Moja rada? Olej takiego faceta. Zmień krąg znajomych, zrób to raz jeszcze, raz jeszcze – z każdej zmiany zostaną najbardziej zaufani. Na pewno poznasz w końcu takich mężczyzn, którzy będą na Twoim poziomie.

Jeśli chodzi o zmianę otoczenia, to robię tak od lat. Ostatnio zorganizowałem urodziny na osób 40. Spontanicznie w moim ulubionym pubie. Znajomi z różnych środowisk i branż, z moich różnych etapów życia, różnych miast. Dogadywali się bez problemu. Była w nich część wspólna, która sprawiła, że znajdowali się tu i teraz. Przy mnie.

Jedni trwają, inni znikają.

Nitka
Gość

znajdz takiego, ktory sie nie boi :) Po co Ci niedojrzaly tchorz?

Patryk Konarzewski
Gość

Jeżeli facet bał się Twojego szczęścia czy inteligencji, to bał się raczej o siebie. Pomyśl, czy znasz kogoś, kto ma super życie, mnóstwo zainteresowań i super przyjaciół? Takich facetów, z tego co wiem, jest całkiem sporo, tylko trzeba ich szukać w odpowiednich miejscach ;)
Pytanie dodatkowo brzmi.
Czy wszyscy faceci uciekają z powodu tego, że jesteś dla nich za dobra?

Trzymaj się i powodzenia ;)

EntropySphere
Gość

Często ludzie nie mówią szczerze. Ile razy na zakończenie związku mówi się – nie mogę być z Tobą, jesteś za dobra, zasługujesz na kogoś lepszego. I znaczy to wszystko tylko nie to, że się właśnie taką jest.
Zastanów się, czy Twoje super życie będzie interesujące dla faceta

Paula
Gość

Większość facetów nie boi się wesołych i inteligentnych kobiet i nie „bądź tu mądry”, a bądź sobą.. Po prostu uczucia, a nie ciągłe analizowanie osoby, to zostaw psychologom i psychiatrom. To twoje związki może zastanów się dlaczego wyszło tak, a nie inaczej, ty wiesz lepiej kogo szukasz, my cie kompletnie nie znamy.

Aneta
Gość

Szkoda, że ten tekst nie pojawił się pare lat wcześniej. Byłabym o wiele mądrzejsza. Jednak człowiek uczy się na swoich błędach. I to jest prawda, nawet najlepiej zapowiadający się związek nie ma szans na przetrwanie jeśli „eks” partnerka nie pozwala swojemu byłemu ułożyć sobie życia a on sam nie potrafi być stanowczy i ograniczyć kontakty z była tylko do minimum (czyt. Odbioru dziecka). Człowiek zakochany niestety przymyka oczy na te „niby drobnostki”, które mogą dawać sygnały z powodu których lepiej jednak odpuścić taka znajomość.

Tld
Gość

ojjeej jaka okropna eks partnerka i biedny on;) ona się mocno uczepiła a on biedny bardzo chce się uwolnić, ale nie chce jej zranić? aż mi się łza wzruszenia w oku zakręciła. Co za dobre serduszko ;)

Anik
Gość

Błąd polega na tym , że wiążemy się w nieodpowiednim momencie swojego życia, idealizujemy partnera, żyjemy w świecie wyobraźni zamiast realnie oceniać zachowania.Warto jest zawsze zadbać o siebie własne emocje, potrzeby i oby zimna krew pulsowała w podejmowaniu decyzji o partnerstwie.

Anna
Gość

Zgadzam się z tym artykułem. Dobrze żeby każdy miał tego świadomość.
Sama jestem na etapie układania sobie życia na nowo i idzie mi dobrze. Do tego stopnia, ze faceci albo się boja mnie, albo ja się boje patrząc na to jak nie umieją poukładać swojego.

Daenerys Targaryen
Gość

W sumie to zgadzam się z Tobą,jakkolwiek jestem w stanie z pełnym przekonaniem stwierdzić, że 95% znanych mi związków nie zastosowało się do tej zasady- to znaczy podobierali się w pary, mając poniezałatwiane problemy, nieprzepracowane traumy, często będąc jeszcze jedną nogą w poprzednich relacjach, etc. I mówię o związkach obecnie już wieloletnich, nie wydaje mi się, żeby jakoś szczególnie patologicznych (choć niektóre może tak…) W sensie, każdy (albo prawie każdy) ma swoje potwory… Zastanawiam się nad tym tak całkiem na zimno, sama właśnie wyszłam z bardzo złej relacji i nie mam najmniejszej ochoty na kolejną, ale mimo wszystko wydaje mi się, że to, o czym piszesz, dotyczy niewielkiego procentu ludzi samoświadomych, którzy chcą pracować nad sobą, którym zależy na wysokiej jakości ich życia. Większość ludzi nie rozkminia tego w ten sposób, wydaje mi się… To pewnie niezbyt dobrze, ale zastanawiam się, czy aż tak źle, jak Ty to przedstawiasz. W sensie, z mojego punktu widzenia źle, ale mam wrażenie, że z punktu widzenia tych ludzi niekoniecznie, bo oni nie mają większych oczekiwań. I autentycznie, mam wrażenie, że większość ludzi tak ma- niezależnie od statusu życiowego, inteligencji, etc. Są w związkach, mając problemy ze sobą, ich parnterzy też, albo nie, ale to tolerują, i nikt tego specjalnie nie analizuje. Ot, taka luźna obserwacja.

Aneta
Gość

Dokładnie tak, Ci którzy żyją w związkach a maja tak na prawdę nie poukładane swoje „dawne życie” bardzo często żyją w związkach: pomimo, a bo jakiś to będzie, damy radę, a nawet często mówiąc „ ja nie muszę być szczęśliwy, ważne żeby inni byli”…
A kończy się to zdradami i rozpadem związku bo po jakimś czasie zaczynaja szukać czegoś więcej

Daenerys Targaryen
Gość

Mnie się wydaje, że przede wszystkim ludzie boją się być sami. Większość osób, obu płci,nie potrafi być sama i okresy bycia bez pary znosi bardzo źle. I dlatego będąc w związku nie rozkminia, czy powinna w nim być, bo to dla nich po prostu jest naturalny stan rzeczy. Nie wiem, czy każdy taki związek się rozpada albo ktoś kogoś zdradza- mimo wszystko myślę, że nie, bo wiele osób wcale nie szuka „czegoś więcej”. Co w sumie chyba jest smutne, ale nie wiem, czy przypadkiem tylko z naszej perspektywy, tych, którzy owszem, myślą i analizują. Większość ludzi jest raczej bezrefleksyjna. Spójrzmy choćby na rodzicielstwo- znów odsetek ludzi, którzy decydują się na dzieci świadomie, a potem starają się być jak najlepszymi rodzicami, nie jest imponująco duży. Większość ludzi po prostu robi sobie dzieci, bo tak- a te dzieci są jeszcze większymi ofiarami niepozałatwianych problemów ze sobą, niż partnerzy…

Mimi
Gość

nieco przerażające to co piszesz…nie twierdzę, że nieprawdziwe…niestety :(

R76
Gość

Świetny tekst…kolejny. Pozdrawiam i dziękuje :)

Heniek
Gość

Kurde, żebym ja to wszystko wiedział dekadę temu, to bym się tak nie władował.

Gosia
Gość

No tak tylko życie to nie matematyka i nie zawsze da się je tak świetnie poukładać. Z tego co napisałeś wynika, że większość ludzi powinna darować sobie związki i rozpocząć mozolną pracę nad sobą, by stać się idealnym. Jeśli tobie udała się ta sztuka to gratuluję. Sądzę jednak, że nikt nie jest idealny i nie każdy ma idealne życie. Bycie w związku uwzględnia też oczekiwanie wsparcia, udzielanie pomocy w trudnych chwilach. I znam wiele takich przykładów, gdzie dwoje ludzi poznało się w chwili, gdy jedno było w czarnej du.. i właśnie dzięki wsparciu partnera ogarnęło to wszystko. I jakoś to nie zabiło związku, a wręcz przeciwnie umocniło.

Aneta
Gość

To super jeśli taka sytuacja umocniła związek, ale niejednokrotnie bywa tak, że kiedy pojawiają się w życiu jakieś problemy, stresy itp z powodu nieprzewidzianych wydarzeń a jeden z partnerów jest po prostu słabszy i nie radzi sobie z daną sytuacją zaczyna się odsuwać, zachowywać obco, obarczać winą drugą osobę za daną sytuację, szukać konfliktów. I właśnie wtedy kiedy potrzebne jest bycie razem, wsparcie w trudnych momentach okazuje się, że tak na prawdę tego wsparcia nie masz bo twój partner/ partnerka nie ogania tego. Co doprowadza do rozpadu związku nawet takiego w którym jest dziecko (i niby szczęśliwy kochający się związek, pełen szacunku i miłości, teraz już z tego drwię…) bo „owa” osoba nie myśli wtedy o jakichkolwiek konsekwencjach czy, że wiele problemów można rozwiązać razem tylko myśli o tym, że stres i problemy nie idą z nim w parze i on chce świętego spokoju.

Joanna
Gość

UŁA!

Taki styl pisania to ja lubię!

Mega porównania. Wnioski, z którymi się zgadzam.

Jakość naprawdę z wysokiej półki.

Robert
Gość

Volant daj wpis z zapomnianego działu Biblioteczka. Pozdrawiam

prz_
Gość

Gorzej, jeśli próbuje się zmieniać, a latami nic nie wychodzi. No i co. Zostać do końca życia samemu, by nie krzywdzić innych i nie krzywdzić siebie?…
(Tak, wiem, odpowiedź pewnie będzie: znaleźć SKUTECZNY sposób na zmianę. No tylko gdyby to było takie proste…)

Rafał
Gość

Terapia. Nie jest to jedyne wyjście, ale na pewno skuteczne. Oczywiście, terapeuta nie podejmie decyzji za Ciebie, ale pozwoli Ci lepiej zrozumieć to, co czujesz i co Cię blokuje oraz będzie dla Ciebie wsparciem w kolejnych chwilach próby. Zastanów się, czy naprawdę chcesz tej zmiany i działaj, bo uciekać można przez całe życie, ale jak pisał Volant (parafraza): „to tylko wciśnięcie pauzy w życiu, kiedy ono biegnie dalej”. Sam przechodziłem przez różne rzeczy i wiem, że się da, mimo że na pewnym etapie ma się poczucie, że już nic się nie zmieni.

Odpowiadając też na Twoje pytanie – lepiej krzywdzić siebie i innych tylko po to, aby nie być samemu? Moim zdaniem nie warto. A Twoim?

Paulina
Gość

Dziękuję bardzo za ten tekst, był mi na tyle potrzebny, że wydrukowałam go sobie i włożyłam do torebki.
Jak ja nie cierpię popapranych sytuacji!
ps. piękny styl pisania

wpDiscuz