Co bym robił, gdybym drugi raz zaczynał karierę zawodową?

Co bym robił, gdybym drugi raz zaczynał karierę zawodową?

Odpowiedź: To, co robiłem. Tylko że tym razem dużo bardziej świadomie.

Lubię pisać teksty dla osób u progu kariery zawodowej. To czas kiedy życie jest jeszcze bardzo plastyczne. Można je lepić jak ludziki z plasteliny. Jeśli podejmie się dobre decyzje to będą one procentować przez lata.

Mniej zabawne jest to, że duża część osób wybierze źle. W młodości funkcjonuje się pod presją: „Bądź dorosły!” zmiksowaną z jej siostrą: „Żyj pełnią życia, bo młodości nie odzyskasz”. Sprzyja to chodzeniu na skróty i wybieraniu nieodpowiednich priorytetów: skupiania się na tym, co inni myślą, na konsumpcji albo zbyt szybkim dążeniu do dorosłości, chociaż lepiej sprawdza się coś innego…

Najpierw doświadczenie później decyzje

Jeśli uważnie słuchałoby się „dojrzałych” rad, to można byłoby nabrać przekonania, że najważniejsze co może być to:
- znalezienie stałej pracy
- zamieszkanie z osobą przeciwnej płci
- kupienie mieszkania

Idealnie byłoby skończyć szósty rok życia i już wtedy wiedzieć: „Tak, będę lekarzem/pianistą/programistą”. Tylko, że to się praktycznie nie zdarza. Większość osób (do których ja też należałem) nie wie co lubi, w czym są dobrzy i w jakim kierunku chcą się rozwijać.

Najgłupsze co można w tej sytuacji zrobić, to wybrać pierwszą rzecz z brzegu i kurczowo się jej trzymać mówiąc sobie: „Nie jest tak źle”, „Szkoda mi zmarnowanego czasu” albo „Skąd mam wiedzieć, że inne wyjścia są lepsze?”.

Zanim zaczniesz wybierać, powinieneś wiedzieć jakie są reguły gry i co w ogóle masz do wyboru. Właśnie dlatego najważniejsze jest doświadczenie, znajomość swoich potrzeb i oczekiwań i wiedza o tym, co się lubi. Bez tego nie tylko wybiera się źle, ale jeszcze tkwi się w tych wyborach, bo nie ma się pojęcia na co się zasługuje ani nie ma się zbudowanego poczucia swoich kompetencji. Wiesz, tego uczucia: „Umiem, potrafię, dam radę”.

Najpierw dochody później wydatki

Nie powiem, że nie rozumiem studentów, którzy za pieniądze zarobione za granicą w wakacje kupują sobie samochód, nowego iPhone’a, piją w klubach wyłącznie Jacka Danielsa i próbują być drugim Danem Bilzerianem (takim brodatym typem, który przerzuca przez swoje łóżko dziesiątki modelek, gra w pokera i żyje tak, jak sam byś żył gdybyś dostawał milion dolców miesięcznie i musiał wszystko wydać w 30 dni).

I ja to rozumiem. Imprezowanie, kupowanie gadżetów, bywanie na festiwalach, podróżowanie, a nawet urządzanie swojego mieszkania jest super. Jest jednak jeden problem – Bilzerian był bogaty ZANIM stał się gwiazdą instagrama i bożyszczem dwudziestolatków rozpieranych przez testosteron.

Dlatego ZANIM rzucisz się w objęcia konsumpcjonizmu powinieneś zbudować odpowiednie podstawy do zarabiania w przyszłości – zdobywać kompetencje, wyrobić odpowiednie nawyki finansowe, budować poduszkę finansową, uczyć się inwestowania i sprzedaży. Przejadanie tego co masz, sprawi, że po latach będziesz opowiadać ludziom, że młodość to najlepszy okres w życiu. Raczej nie zauważysz, że jest tak dlatego, że tą młodość zjebałeś.

Im więcej włożysz w siebie pieniędzy teraz, tym więcej będziesz warty za pięć czy dziesięć lat. Akurat nie da się tego powiedzieć o twoim samochodzie, telefonie i ubraniach.

Najpierw praca, później rozrywka

Ludzie mają tendencję do spychania ważnych spraw w dół listy priorytetów zgodnie z zasadą: „Jeśli na wykonanie zadania dostanę 67 lat to i tak wszystko zrobię ostatniego dnia”.

Tak po prostu jest. To część naszej natury. Robimy to w przekonaniu, że mamy jeszcze wiele dni na: miłość, karierę, mieszkanie za granicą, założenie własnej firmy czy wykonanie planu w pracy.

Równie powszechnie jesteśmy zaskoczeni, że zdanie: „Mam jeszcze dużo czasu”, nagle zamienia się w paniczne stwierdzenie: „Już nie mam czasu!”.

Dzieje się tak dlatego, że rzeczy, które są najistotniejsze, rzadko ciągną cię za rękaw. Zwykle wydaje się, że jeszcze można je trochę odłożyć. Że zrobi się je trochę później. Nie zauważa się przy tym, co jednocześnie się przez to traci.

Napisałem to kiedyś w tekście Za czekanie płacisz dniami, których nie przeżyjesz:

„Kiedy nie robisz tego, o czym wiesz, że jest dla ciebie dobre (bez względu na to czy dotyczy schudnięcia dziesięciu kilogramów czy zapisania się na ciekawsze studia) to wciskasz pauzę i patrzysz na jeden kadr wycięty z filmu, który jeszcze nie zdążył się rozkręcić.

Jeśli wiesz, że powinieneś zakończyć związek, w którym od dawna nie jesteś szczęśliwy, to pauza wycina z twojego życia moment, w którym zobaczysz śliczną brunetkę w czarnej sukience i uroczych dołeczkach w miejscu gdzie kończą się plecy i zaczynają pośladki. Nie pojedziesz z nią do Madrytu, nie będziecie robić sobie śmiesznych zdjęć i nie pójdziecie z butelką wina za 4,95 euro do dusznego pokoju, którego nie zamieniłbyś na klimatyzowany apartament.

Kiedy odkładasz założenie firmy, o której mówisz odkąd skończyłeś 15 lat, to przekładasz zyski na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie odblokowujesz swojej energii potrzebnej na zrealizowanie kolejnego pomysłu jeśli ten nie wypali. Nie inwestujesz pieniędzy, które na nim zarobisz w innych przedsięwzięciach lub chociażby w czarnym porsche. Pozostajesz w szarej krainie wciśniętej pauzy.

W ten sposób być może nie tracisz tego, co masz, ale coś znacznie ważniejszego – wszystko, co mogło być twoim udziałem gdybyś tylko wcisnął przycisk „PLAY”.”

Wszystko może być twoją przewagą

Wiesz czym jest efekt turnieju? Oznacza on, że żeby wygrać musisz być tylko nieznacznie lepszy od konkurencji. Jakie to ma znaczenie? Ogromne. Nagrody nie zależą bowiem od umiejętności, ale od zajętego miejsca. Osobę z pierwszego i drugiego miejsca mogą różnić ułamki sekund, ale to ta pierwsza zgarnie większość nagród. Możesz być niemal tak dobry, jak osoba, która została przyjęta do pracy, ale to nie ty podpiszesz umowę. Możesz rzucać niemal tak samo dobrze do kosza, ale to ktoś inny zostanie przyjęty do drużyny.

Co to oznacza w praktyce? Że o tym, czy dostaniesz określone szanse może zadecydować to, czy znasz savoir vivre, jak się zachowujesz, czy to, jak rozległą masz wiedzę. Możesz nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że takie elementy mają znaczenie, ale fakty są takie, że większe sukcesy osiągają ci, którzy dbają o rzeczy, które inni ignorują.

*

Podsumowanie tekstu będzie krótkie. Kiedy byłem nastolatkiem uważałem, że życie powinno układać się sobie jak najszybciej. Po latach prowadzenia firmy, dziesiątkach zrealizowanych projektów i różnego kalibru sukcesów nauczyłem się przede wszystkim tego, że życie powinno układać się przede wszystkim dobrze.

To trochę jak ze wspinaczką wysokogórską – możesz od razu rzucić się na Mount Everest, ale jeśli nie chcesz zjechać ze zbocza góry w plastikowym worku, to jednak lepiej wcześniej zadbać o swoją wytrzymałość i zdobycie jak największego doświadczenia.

Dodaj komentarz

34 komentarzy do "Co bym robił, gdybym drugi raz zaczynał karierę zawodową?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jon
Gość

HISTORIA Z ŻYCIA

Fascynują mnie moi znajomi, którzy potrafią oddać najpiękniejsze momenty swojego życia, pracując po 16 godzin, zbierając warzywa w obcym kraju, by wrócić i przeznaczyć te pieniądze na kupno samochodu.

Oczywiście nic nie mam do takiej szkoły życia, gdyż sam również ją przeszedłem, jednak chodzi mi o sam fakt przeznaczenia tych ciężko zarobionych pieniędzy, swojego czasu na coś, co ma być substytutem statusu i lepszego życia.

Nie tędy droga.

Kretynka
Gość

Volant, wiem, że nie na temat, ale i tak zapytam – mój facet ogląda porno. Co o tym myślisz jako facet? Traktować to jak zdradę? Bo mnie trafia szlag, ale to pewnie przez kompleksy

Magda
Gość

Ja bym sie mojego faceta zapytala czemu oglada

Kretynka
Gość

Mówi, że to uzależnienie…

Jon
Gość

Zapoznaj się z tytułem „Gdzie ci mężczyźni?” Philip G. Zimbardo, Nikita D. Coulombe.
W skrócie jednym z powodów może być potrzeba „nowości” w życiu seksualnym. Może w grę wchodzi również brak seksu lub brak seksu inicjowanego z Twojej strony.

YBOP
Gość

yourbrainonporn.com

Tam masz wszystko wyłożone. Polecam każdemu się zapoznać.

Szyszka Marcin
Gość

Pytanie nie do mnie, ale oglądałaś może film Don Jon ? Tematyka tego filmu dotyczy właśnie tego problemu :)

Osobiście uważam, że nie powinnaś traktować tego jako zdradę, lecz tutaj z pewnością mądrzej wypowie się Volant.

P.S. Nie nazywaj się Kretynką, ponieważ zadałaś ciekawe i dobre pytanie. Sam jestem ciekaw jak odpowie na nie autor Bloga.

Kretynka
Gość

Nie oglądałam, obejrzę na pewno, dziękuję :)

Catalina Cat
Gość

Może go zaskocz i obejrzyjcie coś razem? Ja bym tego nie rozpatrywała w kategorii zdrady. Niewielu jest takich, którzy tego nie robią.

Kretynka
Gość

Myślałam nad tym, ale nie umiem nie myśleć o tym jak o zdradzie.

Lakay
Gość

Zdrada!!!

copikko
Gość

Obejrzyj z nim i miejcie z tego razem zabawę :)

Znawca
Gość

Porno w działaniu dość mocno przypomina nałóg amfetaminowy. Łatwo popada się w ciągi i jeśli nie robi wystarczających przerw to trzeba za każdym razem czegoś mocniejszego.
Jeśli robi to np. codziennie i przyznaje, że nei może nic z tym zrobić to faktycznie macie problem, ale na siłę do niczego go nie zmusisz.
Bardziej traktowałbym to jako nałóg niż zdradę.

Kretynka
Gość

Myślisz, że mogę mu jakoś pomóc w zerwaniu z nałogiem? Boję się, że w końcu przestanę mu wystarczać…

Marq
Gość

Zimbardo w tym artykule mówił „Hobby ludzi w wieku 14-30 lat? Gry i porno. Grają, męczą się, a potem oglądają porno, by odpocząć…
Ponuro to brzmi.
Biję na alarm, ale jestem optymistą. Uważam, że wiele kłopotów można rozwiązać, ucząc chłopców tańca…” good luck

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,53664,22531178,philip-zimbardo-hobby-ludzi-w-wieku-14-30-lat-gry-i-porno.html

Katarzyna
Gość

Ten tekst – tak samo jak moim zdaniem wszystkie inne na tym blogu – sam w sobie jest niebezpieczny. Nie zawsze można wszystkie zdarzenia opisane w poście przenieść idealnie do życia. Zgadzam się, że nie należy czekać. Tylko gdyby wszyscy byli idealni (pod różnymi względami np. uczuć czy przedsiębiorczości) nie bylibyśmy jako świat w tym miejscu gdzie teraz jesteśmy. Myślę, że gdybyśmy postawili na uczucia nie mielibyśmy tej techniki, za to gdyby ludzie stawiali tylko na przedsiębiorczość nasze relacje towarzyskie by inaczej wyglądały. Nie zawsze jasno można wskazać, które wartości dobre czy złe przyczyniły się do rozwoju człowieka. Masz rację warto myśleć o swojej przyszłości w kategoriach finansowych. Tylko inna sprawa, że mając naście lat inaczej się patrzy na życie. Mając za sobą kilka doświadczeń w pracy też. Relacje rodzinne też mają wpływ na naszą osobowość. Podsumowując ten tekst – jak Twój każdy pozostały – należy czytać jako fragment całego bloga (w mojej opinii). Wtedy można zobaczyć szerszy zakres.
Inna sprawa na ile masz styczność z osobami, które kończą liceum. Na ile te teksty do Nich trafiają. Mi z perspektywy 30 latki brakuje trochę tekstów o teraźniejszości i przyszłości. Dostrzegam to co straciłam. To czego nie zrobiłam. Opisz to co mamy teraz lub to co będzie przed nami – może to zabrzmiało trochę infantylnie w stylu wróżbity Macieja – ale mi bardziej chodzi o coś innego.
Ostatnio słyszałam tekst, że dobry trener to taki, który sam nie przestaje się rozwijać. Więc podziel się tym nad czym aktualnie podążasz.

Dominik
Gość

To kwestia perspektywy. Dla mnie, jako osoby, która niedawno skończyła liceum i miesiąc temu zaczęła studia, ten tekst jest o teraźniejszości i przyszłości.

Katarzyna
Gość

Miało być:” Więc podziel się tym za czym aktualnie podążasz.”

Cortez
Gość

Tekst jest „niebezpieczny”?! Byc moze masz na mysli to iż podważa powszechne postawy, udowadnia iż sposób myślenia i tryb życia większości niestety nie jest właściwy. Tak, od zawsze osoby które szły pod prąd były „niebezpiecznie”. Szkoda tylko że gdy pojawia się ktoś kto dobrowolnie, bezpłatnie poświęca swój czas i energię na to by podzielić się z drugimi konstruktywnymi wnioskami i przemyśleniami, dostaje takie podsumowanie. Najgorsze jest to że człowiek który może nawet przypadkiem trafia na ten blog i ma pierwsza w życiu szanse na przemyślenie pewnych rzeczy, często nie tylko tego nie robi ale narzeka i marudzi.
Wolant wiele razy powtarzał że nie oczekuje iż wszyscy będą zgadzać się z jego postrzeganiem rzeczywistości. I gdy dotyczy to mnie, myślę że po prostu poszukalbym innej, odpowiedniej dla mnie lektury, zamiast określać blog jako niebezpieczny i wymieniać tematy na które autor powinien pisać….

Katarzyna
Gość

Czytam tego bloga od ponad dwóch lat. Nie jestem „przypadkiem” tutaj. Nie marudzę i nie narzekam. Nie zgadzam się z Twoim podsumowaniem mojego tekstu. W mojej ocenie niewłaściwie go zinterpretowałeś. Zupełnie inny cel miał komentarz, który Ty negujesz. Chociaż bardziej niż mój komentarz, pozwoliłeś sobie na ocenę mnie.

Koczkodan
Gość

No cóż, po pierwsze Volant może mieć statystyki odwiedzin i wieku czytelników, więc można przypuszczać, że nie popełniałby tekstów kierowanych do dwudziestolatków, gdyby wiedział, że nikt tego nie przeczyta. Po drugie, zwykle lepiej jest pisać o tym co się z doświadczenia wie, niż o tym, co się aktualnie przerabia (chociaż takie teksty też mają swoją wartość). Osobiście bardzo doceniam to, że mogę skorzystać ze spostrzeżeń kogoś spoza kręgu „dorosłych” z mojego otoczenia, kogoś, kto wydaje się dobrze żyć.

Subiektywny
Gość

Fajny wpis Michale, pobudza do refleksji. Pobawmy się w zabawę „Gdyby Młodość Wiedziała, Gdyby Starość Mogła”, a co tam :)

Połowa lat 90tych, Uniwerek, Wydziału Prawa i Administracji (zwanego pieszczotliwie wydziałem Bezprawia i Nadużycia Administracyjnego). Znowu mam te dwadzieścia, dwadzieścia parę lat. Długie włosy, nadmiar wolnego czasu, niedobór finansów i brak jakiegokolwiek śladu gustu w ubieraniu się :D
Pierwsza rzecz – przysiadam do tego co ważne na studiach a lekko, byle zaliczyć, traktuje to co stanowi jedynie ‚dydaktyczny zapychacz’. Wówczas leciałem po najmniejszej linii oporu, byle tylko zdać. Obecnie do paru zagadnień przyłożyłbym się znaaaacznie poważniej.
Druga sprawa – co najmniej miesiąc z wakacji przeznaczyłbym na nieodpłatną praktykę w kancelariach lub działach prawych banków czy innych spółek. Dwie dekady temu było to dla mnie nie do pomyślenia – obecnie nie do pomyślenia jest by tego nie zrobić. Bo kończąc studia nie miałem żadnego doświadczenia, właściwie nie nadawałem się do wykonywania pracy w zawodzie bez wcześniejszego przyuczenia. To zabawne jak uroczo i bezrefleksyjnie trwoni się czas w wieku lat dwudziestu :)

Związki – bo to istotne. Przede wszystkim (łatwo powiedzieć!) powinienem sobie odpuścić w 80% „ganianie za spódniczkami”. Bo było to mało efektywne z uwagi … na pewne różnice w ogólnie pojmowanej atrakcyjności dla danej płci między dwudziestolatką a dwudziestolatkiem. Doświadczenia naucza bezbłędnie, że przy umiejętnym pokierowaniu własnym życiem i karierą zawodową już w kilka lat po ukończeniu studiów pojawia się wokół nas więcej zainteresowanych nami „spódniczek” niż jesteśmy w stanie poświęcić im czasu. To też wynika z pewnego opóźnienia w nabieraniu przez mężczyzn ogólnie pojętej atrakcyjności w oczach kobiet. Tak więc więcej pary w naukę i rozwój a mniej w ganianie za pannami :)

Nie nastawiaj się na robienie tego co inni.
Bo to najlepsza droga do utkwienia w punkcie „Średnia praca, średnie dochody, średnie życie”. Ani beznadziejnie, ani fajnie. Nuda. Tak się składa, że rzeczy które są aktualnie na topie – właśnie wchodzą w szczyt swoich możliwości i zaraz zacznie się nieuchronny spadek. Tak jest z akcjami na giełdzie czy super modnymi ‚zawodami’. Gdy jest już o czymś ‚głośno’ – prawie na pewno jest już za późno by wykroić z tego coś dla siebie. Kolejną rzeczą jest to, że gdy robimy to co inni – jesteśmy cholernie łatwi do zastąpienia. Warto się specjalizować, bo specjalistów jest cholernie mało i ‚są w cenie’.
Przykład? Informatycy. ‚Zwykły’ od sieci admin i specjaliści od cyberbezpieczeństwa. Różnica w dochodach – kilkukrotna!

I ostatnie …
Zwiedzałbym tanio świat. Zaczynając od najbliższej nam Europy. Z plecakiem, tanią koleją, tanimi autobusami, po tanich hostelach. Bo później … cholernie nie ma na to czasu. Co z tego, że są środki finansowe na pięć gwiazdek skoro … okoliczności co chwila nie pozwalają wychylić nosa poza obowiązki zawodowe i domowe.

Drodzy, piękni dwudziestoletni :D
Macie od cholery czasu, nie macie generalnie pieniędzy.
Za kolejnych lat dwadzieścia…
… będziecie mieć od cholery pieniędzy, za to kompletnie bez czasu…
Miejcie powyższe na uwadze ;)

Kacper
Gość

Miło tak poczytać kawał dobrych przemyśleń :)
Jeszcze nie, ale już powoli zaczynam doceniać ostatnie lata mojej pracy w swój rozwój.
Mam 20 lat i w chwili obecniej właśnie zaczyna mi się wszystko co najlepsze. Po 3-4 latach rozwoju, głownie samemu, w jaskini, ze wsparciem dziewczyny lub już bez mogę powiedzieć, że mam wszystko czego kiedykolwiek bym chciał.

Wygląd, zdrowie, własne pieniądze, perspektywy, szczęśliwe życie. I da się? Da się! Wystrczy parę razy się na książkach Kyosakiego przejechać w wieku 14 lat, a potem trafić na takiego Volanta który poruszy twoje myślenie jak jesteś jeszcze młody i od razu jest lepiej :)

PS taka droga wcale nie jest łatwa – wręcz pełna wyrzeczeń – i spotyka się osoby które cię znienawidzą, skrytykują, odrzucą za twoje myślenie :/ Szkoda że to nie one coś osiągną w życiu, no ale każdy ma wybór.

Subiektywny
Gość

Kacper,

Wszystko co najlepsze przyjdzie do Ciebie, jako do mężczyzny, mniej więcej po trzydziestce.
Sam się przekonasz ;)

Monika
Gość

Volant, potrzebuję tekstu o kryzysie ćwierćwiecza. Mam 27 lat i przeczucie, że przegrałałam życie.

Lakay
Gość

Podziel się swoją historią :)

Monika
Gość

Nie ma historii. Jest tylko praca w korporacji. Nikt i nic więcej.

Katarzyna
Gość

To zastanów się nad teraźniejszością i przyszłością.
1. Rzucanie pracy nie jest jedynym rozwiązaniem. Z drugiej strony pomyśl czy w innej mniejszej pracy za te same obowiązki, które teraz wykonujesz może mogłabyś otrzymywać podobne wynagrodzenie, a nie musiałabyś być w korporacji.
2. Zainwestuj w siebie. Z postu wynika, ze jesteś kobietą a więc zweryfikuj powoli stan swojego zdrowia. W przypadku nas kobiet dobra tapeta na razie zakryje wszystko: alkohol, fajki, nadgodziny w pracy i stres. Myślę, że za kilka lat te rzeczy trudno będzie to ukryć nawet pod make upem. Regularne odżywianie, sen, kosmetyczka raz na miesiąc, samodyscyplina w dbaniu o siebie pod względem pielęgnacji skóry.
3. Sport. Jeśli pracujesz w korpo na 90% masz możliwość karty multi sportu. Pomaga przetrwać najgorsze chwile a także dobrze działa na nasze samopoczucie. Skoro napisałaś, że jesteś sama to proponuje byś się zapisała na jakieś zajęcia z pilatesu czy power baru. Pilates będzie delikatnie rozluźniał mięśnie po siedzącym trybie życia a power bar pokaże Ci to to znaczy praca ze sztangą. Po siłowni w większości sieciówek fitness owych sauna – raz w tygodniu. Bardzo dobry jest też basen. I jeśli masz kartę to wszystko za free.
4. Dodatkowe zajęcia. Teraz jest tego mnóstwo. Taniec. Nauka języka obcego np. hiszpański (wiem, ze ostatnio coś ciekawego proponowało UW – oczywiście dla starszych osób)
5. Książki. W sam raz na wieczór. Kino. Spróbuj iść sama do kina. Za chwilę będą lodowiska.
6. Grupy zainteresowań dla singli. Np. jeśli interesujesz się trekkingiem łatwo możesz na fb znaleźć osoby z tego środowiska. Warto rozwijać znajomości. Nie tylko damsko – męskie.
7. Wolontariat. Skoro jesteś sama i masz tylko swoje korpo daj trochę dobra od siebie komuś innemu. Lubisz dzieci? Wolontariat do pomocy w nauce. Lubisz starszych? mBU. Lubisz zwierzęta? Schroniska.
8. Kuchnia. Gotowanie rozwija wiele umiejętności. Nie lubisz gotować? Zrób sobie za cel, że co miesiąc będziesz odwiedzać inną knajpę w mieście.

Tak wiem, wszystko to wygląda bardzo prosto. Ale Ty pewnie byś chciała czegoś innego. Mężczyzny. Popołudniami/ wieczorami zwykłego wieczoru z partnerem. Gotowania wspólnej kolacji. I rozmowy/ seksu aż do rana. W dalszej perspektywie kredytu, potem ślubu i dziecka. I to normalne bo każda kobieta tego chce. A nawet nie kobieta. Człowiek. Potrzebuje drugiego człowieka. Troski, miłości itp. Tylko czasem nam nie wychodzi. I to nie zawsze musi być nasza wina.
I wtedy można usiąść, płakać. I myśleć, że mi się nie udało. A można też przyjąć sytuację, która jest. Wziąć to na klatę, że jesteśmy same i zakasać rękawy i iść po swoje. Przede wszystkim ułożyć swoje życie tak jak byś Ty chciała. Zakładając, ze nie ma dla Ciebie faceta bo wszyscy zostali gejami. I z determinacją blondynki dążyć do upragnionego celu. Poznawać smaki, ludzi i obserwować to co dzieje się obok.
Trzeba też wyjść do ludzi. Uśmiechnąć się do kobiety czy faceta w autobusie. Zapytać z głupa trenera na siłowni by Ci pokazał do czego służy bieżnia.
Czasem jesteśmy w stanie zaryzykować najwięcej wtedy kiedy już jesteśmy na dnie jest nam wszystko jedno. To czy laska z pracy nas obśmieje, bo idziemy same do kina nie ma już znaczenia.
Moim zdaniem siedząc w pracy nie będzie nic oprócz pracy i nikogo. Chyba, że jakiś pierd..nięty rycerz niechcący zabłądzi.
nawet jeden z ostatnich postów autora tego bloga był o tym, że bez poukładanego życia nie zapewnisz szczęścia swojemu partnerowi.

Ps. Jeden: Nawet jak coś zrobisz sama, typu wolontariat w schronisku jest ogromna szansa, że poznasz nowych ludzi. Dwa: Jeśli przez rok będziesz chodzić po knajpach to po jakiś czasie może to być dla Ciebie fajny argument podczas rozmowy z kimś – poznanie nowych miejsc, smaków, rekomendacje knajpy.

Pit
Gość

Kochaj ;)

Paweł
Gość

Nie przejmuj się Monika. Głowa do góry. Nie jesteś sama. Miałem podobny kryzys ale ostatecznie w tym roku postanowiłem działać..’ bo jutro może być już za późno! Napisze Ci moje spostrzeżenia może pomoże albo pozwoli Ci popatrzeć na to z innej strony. Krótko o mnie: Od razu po studiach podjąłem pierwszą poważną prace i wpadłem w jej wir. Od wyjazdu do wyjazdu i tak ponad 3 lata. Poza pracą moje życie prawie nie istniało. Straciłem zainteresowania które miałem wcześniej, jakby coś we mnie umarło. I czułem, że zmarnowałem 3 lata swojego życia. A tak naprawdę uświadomiłem sobie, że po pewnym czasie przestałem się rozwijać. Zrozumiałem, że obecną pracę należy traktować jak coś co da nam bezpieczeństwo finansowe budując przy tym poduszkę finansową i nic po za tym.
W tej pracy oddajemy się w najem i robimy to co do nas należy ( chyba, że jest to co naprawdę lubimy robić i czujemy, że to jest właśnie nasz kierunek- wtedy inna droga) A jeśli jest to praca w której się zatracamy z każdym dniem, to musimy ciągle szukać co tak naprawdę chcemy robić w życiu! Przeszłości nie jesteśmy wstanie zmienić i trzeba to zaakceptować i nie myśleć o niej. Przestać analizować..” co by było gdybym”. Teraz już wiem, że szczęście można osiągnąć tylko poprzez ciągły rozwój, podróżowanie, kontakt z ludźmi i wymianę doświadczeń, ale i słuchaniem własnego siebie. Tutaj Katarzyna podaje fajne przykłady. W każdym momencie możemy zacząć coś innego. Nową przygodę tylko trzeba podjąć odpowiednie ryzyko i postawić sobie cele. Pozdrawiam

Monika
Gość

Katarzyna, Paweł – dziękuję. Chciałabym, ale mam wrażenie, że to nic nie da, że jest już za poźno, że nic dobrego już mnie w życiu nie czeka.

Anna
Gość

Jest dobra książka o kryzysie ćwierćwiecza ” The Defining Decade: Why Your Twenties Matter–And How to Make the Most of Them Now” autorstwa Meg Jay. Przeczytaj może pomóc. Albo chociaż obejrzyj jej prelekcję na TED. Pozdrawiam.

Michał
Gość

Zupełnie nie rozumiem ani tekstu ani komentarzy, może to chwilowe zamroczenie albo po prostu nie jestem wystarczająco inteligentny bo nie potrafię zrozumieć jednoznacznego przesłania.

Mam 21 lat, studiuje, pierwszą „poważniejszą” pracę mam już za sobą, a teraz szukam czegoś nowego, pracy w której będę mógł się rozwijać. Ucze się, i szczerze mówiąc większość czasu spędzam w domu oprócz 3 ostatnich miesięcy roku akademickiego w których przeprowadzam się do miasta bo wtedy najwięcej się dzieje.
Od 13 do 18-19 roku życia prawie cały czas się bawiłem, w sensie ze znajomymi piliśmy alkohol a na naukę nie poświęcałem w ogóle czasu. (Tak wiem, w tak młodym wieku alkohol to patologia, ale było minęło i się nie stoczyłem)

Czy dużo tracę? Czy powinienem, więcej się bawić i wychodzić?
Trochę kontakty ze znajomymi się pozacierały, bo jedni stoją pod sklepem i piją, inni wyjechali na studia do innego miasta, a na swojej uczelni mam parę w porzadku osób ale niestety to zupełnie nie mój typ osobowości, że z przyjemnością bym z nimi aż tak często wychodził.

Pytam czysto teoretycznie i chcę poznać waszą opinie.

Agnieszka
Gość

Jak zawsze genialne.

wpDiscuz