Drugie dno

Drugie dno

W ciągu ośmiu lat, od kiedy dzielę się swoim doświadczeniem, nauczyłem się wielu rzeczy. Jedną z nich jest świadomość, że możesz dać komuś gotowe przepisy na to jak wyrwać się z błędnego koła bylejakości, zapakować je do pudełka, przewiązać je czerwoną wstążką i wręczyć z najserdeczniejszymi życzeniami, żeby i tak usłyszeć:
– Łatwo ci to mówić. Gdyby mi tak łatwo przychodziło pisanie/zarabianie pieniędzy/poznawanie ludzi/cokolwiek innego, to też bym był w twojej sytuacji.

Też tak kiedyś mówiłem. Zmieniło się to kiedy poznałem Marcina.

Marcin ma prawie 190 cm wzrostu, ubiera się przeciętnie i chociaż jest w połowie drogi do czterdziestki to pracował w tylu miejscach, że gdyby miał je policzyć to zabrakłoby mu palców. U rąk na pewno. U nóg – najprawdopodobniej. Jednak w moich oczach najbardziej definiuje go to, że jest zabawny. Nie, że jest pajacem, bo nie jest. Nie jest nawet tym grubciem, który jest w każdej ekipie, żeby żarcikami rozładowywać napięcie. Marcin jest typem, który zaczyna opowiadać co mu się zdarzyło. Każda pojedyncza anegdota kończy się puentą, które łączą się jak małe źródła w wielką rzekę i wzajemnie się przenikają budząc coraz większe salwy śmiechu. Kończy się to tym, że gwiazdą wieczoru jest po raz kolejny Marcin, stolik przy którym siedzimy zwija się ze śmiechu, podobnie jak stoliki dookoła, a jakaś laska z dużym biustem hipnotyzuje Marcina swoimi maślanymi oczami.

Zwykle jestem całkiem dowcipnym gościem ociekającym sarkazmem i czarnym humorem, ale przy Marcinie przypominam przedszkolaka, którego śmieszą dźwięki pierdzenia. Nic dziwnego, że sam parę razy łapałem się na myśli, że szkoda, że nie mam tego polotu, tej swobody, tego naturalnego przekraczania granic.

A później uświadomiłem sobie, że Marcin też tego nie ma. Nie dała mu tego dobra bozia. On sam to wypracował.

Jeśli z nim siądziesz i porozmawiasz, to opowie ci, że jak miał w szkole zaprezentować referat, to przez całą długą przerwę wymiotował w toalecie toastami z serem i keczupem. Może usłyszysz o dniu, kiedy zaczął to mikroskopijnymi krokami zmieniać. Na jego komputerze znajdziesz pliki, w których zapisuje swoje śmieszne przeżycia i schematy jak budować historie. Będziesz z nim siedział, a on bez przerwy będzie nawiązywał do występów komików i standuperów z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, jakiegoś Wietnamu czy innej Gambii, o których istnieniu nie miałeś pojęcia.

To samo dotyczy wszystkich innych ludzi. Nie ma czegoś takiego jak „po prostu szczęśliwy”. Tak samo jak nie ma osób:
- z natury zdyscyplinowanych
- rodzących się ze skanerem, którym poszukują biznesowych okazji
- umiejących budować doskonałe relacje nie będąc wcześniej w żadnej z nich
- potrafiących przemawiać, pisać albo tańczyć.

To nie jest wrodzone. Wrodzone to możesz mieć co najwyżej skłonności do nowotworów, długość kości udowej albo ilość włosów na głowie. Cała reszta jest, i zawsze była, kwestią tego, co nazywam drugim dnem – nastawienia, wysiłku, nawyków, otoczenia, priorytetów, doświadczeń.

I możesz sobie wmawiać, że inni urodzili się z kaloryferem na brzuchu i umiejętnością organizowania zadań lepiej niż David Allen, ale jeśli nie mówisz o kimś, kto dostał na ostatnią gwiazdkę 200 milionów dolarów, a przy okazji jest dzieckiem Einsteina i Sharon Stone, to tylko poprawiasz sobie humor.

Niby spoko, tylko że lepiej niż poprawiać samopoczucie, jest poprawiać sobie życie.

Nawet jeśli przy okazji to trochę zbyt górnolotnie brzmi.

Dodaj komentarz

23 komentarzy do "Drugie dno"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Sebastian
Gość

Volant co z książką?

Łukasz
Gość

Bardzo dobrze napisane. Życiowo

Karolina
Gość

W samo sedno!

Arnold
Gość

Polecił by ktoś aktualne książki odnośnie zarządzania ludźmi?

Jakub
Gość

Sprawdź „Jednominutowy menedżer” i inne książki dr Kena Blancharda. To światowy bestseller w temacie zarządzania ludźmi, tak samo jak „Getting things done” wspomnianego w tym poście Davida Allena to bestseller w temacie zarządzania swoimi zadaniami.

Maria
Gość

Od dawna czytam Twoje wpisy, ale pierwszy raz zostawię komentarz;) Jak zwykle, dużo wartości w Twoich postach. Ja jestem teraz na etapie przyswajania tego o czym piszesz. Postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i zrezygnować z obecnych prac, które nie dają mi satysfakcji- i pojechać na prawie 5 miesięcy na Lazurowe Wybrzeże do pracy (na razie zwykłej, nieszczególnie rozwijającej) i uczyć się francuskiego. Dodam, że mam prawie 29 lat, także nie jestem tuż po studiach;) Wolę jednak zawalczyć o satysfakcjonujące życie teraz niż męczyć się dalej. Dzięki za dawkę inspiracji i czasem niemalże kierunkowskazy! :)

Agata
Gość

Jesteśmy w tym samym wieku i na prawie takim samym etapie, także trzymam kciuki za powodzenie! A takie wpisy są dla mnie doskonałym przypomnieniem, że od samego marudzenia jeszcze nikomu nie przybyło ;)

Maria
Gość

Dzięki! Ja również trzymam za Ciebie kciuki! :) A rzeczywiście lepiej działać, choć nie jest to aż tak proste jak marudzenie ;)

Pestka
Gość

A ja sobie pozwolę (wyjątkowo tutaj) nie zgodzić się z tą tezą. Człowiek, który nie ma choć odrobiny talentu w jakiejś dziedzinie, nie ma szans wypracować w niej czegoś wartościowego samym tylko nastawieniem. Przykładowo – nie mam zupełnie słuchu muzycznego, słoń nadepnął mi na ucho – czy samą siłą woli dam radę zostać piosenkarką? Wątpię. Mogę próbować, ale i tak zawsze będę przeciętna. Lepiej znaleźć w sobie coś, w czym jesteśmy lepsi niż pozostali – i w to wkładać pracę, wysiłek i serce, a nie aspirować do czegoś, czego nigdy w pełni nie zasmakujemy.

Aktsep
Gość

A o czym był ten wpis jak nie o tym, że samym nastawieniem nic się nie zdziała i trzeba działać i się poświęcać żeby coś z tego wyszło??

Kornel
Gość

mam wrazenie ze nie zrozumiales Pestki. Moim zdaniesz slusznie stwierdzila ze o tekscie mozna powiedziec: i tak i nie. Trzeba duzo pracy by cos osiagnac ale talent, sklonnosci sie tez dziedziczy jak wszystko inne. Po co sie oszukiwac, ze wszystko mozna osiagnac praca. Mozna duzo ale trzeba miec tez iskre, przyklad ze spiewaniem jest wymowny.

Pestka
Gość

Dokładnie to miałam na myśli :)

sebia
Gość

ale przecież artykuł nie mówi o tym, ze możesz być w życiu tym, co sobie tylko wymarzysz.. on mówi o tym, ze żeby coś osiągnąć, w dowolnej dziedzinie, trzeba nad tym pracować, ze nic nie przychodzi samo z siebie, a zapewniam Cie, ze nawet Maria Callas (przy całym niepodważalnym talencie) poświęcała cale godziny na ćwiczenia i próby… tak ja odczytuje wpis. jak dla mnie świetna motywacja. jestem przeciętniakiem, zawsze byłam, ale pracuje przy ogromnym projekcie w Emiratach zarządzając ludźmi i podwykonawcami.. praca, wysiłek i chęci. zarabiam niewyobrażalne jak na polskie warunki pieniądze i dziękuję Volantowi za ten artykuł.

Pestka
Gość

Tak, i ja się oczywiście zgadzam z tym, że sukces osiąga się ciężką pracą, to jest oczywiste. Nie zgadzam się z tym, że nie ma czegoś takiego, jak „wrodzone skłonności”. Moim zdaniem są – i pełnią rolę motoru napędowego tej ciężkiej pracy. Są pewne dziedziny, do których jest się wewnętrznie uwarunkowanym, czysto biologicznie.

Nvm
Gość

Coś mi się wydaje,że Marcin, mimo, że jest zupełnie autentyczny, jest postacią fikcyjną stworzoną na potrzeby tego tekstu. Nie zmienia to mojej opinii, że tekst jest bardzo dobry. Nigdy bym nie powiedział „łatwo Ci to mówić”, uważam, że jest to czyste malkontenctwo. Raczej powiedziałbym, „szkoda, że tak późno dowiedziałem się o „5 poziomie””,

Tianzi
Gość

Możemy kiedyś dostać gościnny wpis na blogu od Marcina? ;)

Artur
Gość

Ja mam 21 lat i w ciągu roku robiłem przy; budowlance, układaniu kostki brukowej, składaniu rozdzielni elektrycznych i jako mechanik samochodowy.
Mam nadzieję, że następny rok będzie lepszy i zatrzymam się gdzieś na dłużej i będę zadowolony z tego co robię.
Jedno z gorszych pozycji w dorosłym życiu to nie wiedzieć co chce się robić w życiu. Nie polecam.

Agnieszka
Gość

Moment, w którym przeczytałam:
,,I możesz sobie wmawiać, że inni urodzili się z kaloryferem na brzuchu i umiejętnością onanizowania się lepiej niż David Allen…” uznaję tym przełomowym, tym, w którym postanawiam, że to już najwyźsza pora, by iść spać.
Dobranoc ;)

kat
Gość

Nic nie jest wrodzone, a co w sytuacji, kiedy uczymy się czegoś bardzo wolno? w dodatku ciągle popełniamy te same błędy.

wpDiscuz