Rok to nie suma dni, to ludzie, których poznaliśmy, szalone rzeczy, które zrobiliśmy, pomysły jakie wykorzystaliśmy i dziewczyny, których nie zaliczyliśmy.

Dzisiejszy dzień, to dzień chwalipięctwa i chwila  do beztroskiego nacieszenia się sukcesami. Zwykle się tego unika, bo nie wypada, ale dzisiaj wypada wszystko.

W związku z tym chciałbym napisać, że moje życie jest dynamiczne, inspirujące i wyjątkowe…

…więc po prostu to napiszę: Moje życie jest dynamiczne, inspirujące i wyjątkowe!

1. Łódź.

Podobno nie jest to super miasto, ale to był fantastyczny okres w moim życiu. Dokładnie tego potrzebowałem. Wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę kiedy powiedziałem, że wyjeżdżam i nie zamierzam tam pracować. Nikt nie wierzył w to, że jest sens jechać gdziekolwiek i tylko wydawać hajs. Ja też tego nie rozumiałem, bo dla mnie było to po prostu trzymiesięczne szkolenie z wiedzy o sobie i jedna z najlepszych inwestycji jakie kiedykolwiek zrobiłem. W Łodzi w chwili przyjazdu nikogo nie znałem, a za sobą pozostawiłem niedokończoną magisterkę, studia podyplomowe z prawa amerykańskiego, kurs językowy oraz dziewczynę. Zajęcie się sobą było od tego wszystkiego ważniejsze, a opiekowałem się sobą wspaniale – śniadania o 15.00, kolacje o 4.00, imprezy kilka razy w tygodniu, cycki striptizerek, zakupy, filmowe weekendy, bilard, whisky, papierosy i pisanie.

2. Mieszkanie.

To całkowicie świeża sprawa. Znalazłem je ze swoim przyjacielem jakieś dwa tygodnie temu. Dwupokojowe, fantastyczny standard i świetna lokalizacja. Chodzę po sklepach i przesiaduję na allegro wyszukując drobiazgi do kuchni, łazienki i pokoju. Do tej pory mieszkałem w różnych miejscach i akceptowałem jej takimi jakie były. Myślałem sobie: „Muszę jakoś wytrzymać”, teraz myślę: „To mieszkanie musi jakoś ze mną wytrzymać”. Zapewnię sobie taki standard życia, jakiego do tej pory nigdy nie miałem i to w każdym szczególe. Na razie mam niezłe meble, boską pościel, wielkie plakaty (takie jak w galeriach handlowych) oraz zalążki baru, który będzie się rozrastać. Wszystko co kupuję jest najlepszej jakości, bo chcę tam przychodzić i czuć, że to najlepsze miejsce w jakim mogłem się znaleźć, cieszyć się że tam wracam, czuć się tam wspaniale za każdego dnia, szczególnie że będą tam się dziać rzeczy legendarne! Słowo.

3. Pierwszy Fashion Week.

Jednym z moich życiowych celów jest stworzenie marki odzieżowej, a Fashion Week był pierwszą tak dużą modową imprezą w jakiej uczestniczyłem. Żeby tam się dostać bez znajomości musiałem kłamać i oszukiwać, ale dzięki temu otrzymałem wejściówki na 40% pokazów. Fajnie, bo FW to odpowiednik okazalszych imprez amerykańskich, bardziej zmysłowych włoskich i lepiej pachnących francuskich, a chociaż na tamte też przyjdzie czas, to cieszę się, że byłem tutaj. Modelki, projektanci, fotografowie, pajace, filmy, co wieczór nadęte After Party.

4. Stosunek do ludzi.

Jeśli chodzi o to, ten rok był dla mnie przełomowy, bo wyszedłem z bierności w jaką sam siebie wpędziłem. W pewnym momencie uwierzyłem, że jestem taki świetny, że przestałem cokolwiek robić i przypominałem nadmuchany, nieporęczny balon. Oczy otworzyła mi chwila kiedy zawiodłem większą część moich znajomych. Wtedy przewróciłem, to co robiłem do góry nogami i okazało się, że wszystko wróciło do normy. Ponownie przejąłem pełną odpowiedzialność nad swoim życiem. Zaakceptowałem fakt, że dla części osób jestem autorytetem i pogodziłem się z tym. Zmieniłem na lepsze sposób w jaki traktuję ludzi i przestałem popełniać gafę za gafą. Potrzebowałem do tego potężnego utarcia mi nosa i największej ilości nieudanych randek w moim życiu, ale cieszę się, że mnie to spotkało, bo pozwoliło mi to na szybkie i gigantyczne zmiany. Ostatnio spotkałem na ulicy dziewczynę, która po godzinie ze mną (jakieś dwa lata temu) zaczęła wyzywać mnie od dupków. Trochę miała rację. Zatrzymałem ją na ulicy i przeprosiłem. Popełniłem błąd. Ludziom zdarza się to cały czas, ale trzeba iść dalej.

5. Samopoczucie.

Eliminacja wszystkiego z czego nie byłem zadowolony dała mi najwięcej radości. Pisałem o tym w Dlaczego warto sprzątać?, a w swoich rzeczach zrobiłem takie czystki jak Stalin wśród Rosjan. Każda rzecz, która nie spełniała moich – z pewnością wygórowanych – standardów lądowała gdzieś w koszu na śmieci albo u znajomych. Pozostawiłem sobie tylko to co sprawia, że jak na to patrzę, to się uśmiecham. W życiu nawet nie ma sensu patrzeć na to co nie jest w pełni dobre, bo po co? W portfelu zacząłem nosić dużo większe pieniądze. To szczegół, który daje więcej wewnętrznego komfortu niż karty kredytowe. Banknoty to jest coś. Ludzie czują się biedni, bo chodzą bez pieniędzy, a nie dlatego, że ich nie mają. Śmieszne, że chodzą bez  pieniędzy, bo boją się, że  je stracą, a przez to grzezną w mentalności niedostatku. To dowodzi, że szczegóły mają znaczenie. Tylko ludzie którzy o nie dbają są ponadprzeciętni. Dlaczego? Bo tylko dzięki szczegółom jesteśmy w stanie rozróżnić poszczególne rzeczy, osoby, utwory…

6. Pierwsze produkty.

Właśnie powstają. Na razie wszystko jest ściśle tajne.

7. Nauka.

Jeszcze nigdy nie nauczyłem się tylu praktycznych rzeczy co w tym roku. Dotyczy to języków i relacji z ludźmi, ale przede wszystkim promocji, marketingu, budowania społeczności oraz pokrewnych tematów. Po drodze padły CoToKi i zajebiście że padły, bo dzięki temu zrozumiałem więcej rzeczy niż kiedykolwiek wcześniej. Tematy, którymi się zainteresowałem nie dość, że przynoszą mi realne korzyści, to jeszcze dzięki rozwojowi w tym kierunku, zaplanowałem zawodowo pięć kolejnych lat, a rzeczy, które w tym czasie zrobię, będą tak super, że osiemnastolatki będą rzucać we mnie stanikami push-up chcąc żebym podpisał się im na cyckach.

8. Kariera.

Skończyłem studia. Z wyróżnieniem. Indeks dostaje się u nas na pamiątkę. Wyrzuciłem go do śmietnika. Z uczelnią jeszcze się nie rozstałem. Jestem doktorantem w ramach drugich w Polsce studiów doktoranckich prowadzonych w formie projektu unijnego dotyczącego zagadnień kluczowych wg. Raportu Polska 2030. Tak – mam dzięki temu dużo czasu. Tak – dostaję za to hajs. Nie – nie tyle ile bym chciał. W związku ze studiami i pracą (która mówiąc szeroko dotyczy reklamy i nowoczesnych mediów), za rok (lub za dwa lata) czeka mnie półroczny staż za granicą.

Mimo to nie chcę wiązać się z pracą naukową, bo o ile na tym etapie jest ona ściśle powiązana z moimi celami i zainteresowaniami, to wkrótce już mi nie będzie wystarczać, a ja nie zamierzam zostawać jednym z naukowców, którzy potrafią powiedzieć „siemasz” w trzydziestu siedmiu martwych językach. Moja przyszłość to media. W tysiąc razy większej skali niż Vol., a doktorat to po prostu świetne zabezpieczenie finansowe oraz równie dobra odskocznia do czegoś większego.

9. Volantification i wy.

Końcówka .pl, to bardzo duża zmiana i świetna inwestycja. Przenosząc bloga na wordpressa całkowicie zmieniła się techniczna strona mojego pisania. Jest to dużo łatwiejsze i przyjemniejsze, a i nowy blog wygląda lepiej. Jestem z siebie dumny, bo z minimalną znajomością informatyki, zrobiłem naprawdę fajną stronę. Strasznie ją lubię. Nawet gdybym nie był autorem, to wchodziłbym na nią i cieszył mordę, bo jest ekstra.

Teksty. Strzeliłem kilka niezłych hitów, które sprawiają, że Vol. nigdy nie będzie przeciętnym blogiem. Ciężko wybrać najlepszy artykuł – najczęściej udostępnianym był: Fajnie jest być singielką (na dzisiaj 250 udostępnień), ale największym szacunkiem darzę Poderwać faceta (120 udostępnień) – nawet nie ze względu na jego jakość, co za wielkie znaczenie dla Vol. To ten tekst zapoczątkował napływ czytelniczek, wyprowadził nas na szerokie wody, sprawił, że przestaliście się bać mówienia o moich artykułach, a to wszystko jest nie do przecenienia.

Czytelniczki. Jest was blisko połowa. Nie jest to szczególnie dużo, ale biorąc pod uwagę, że rok temu miałem dwie czytelniczki (dosłownie DWIE! – też ciężko mi w to uwierzyć), to przybyło was strasznie dużo i czekam aż będziecie bardziej aktywne. Kocham was, chociaż dalej nie na tyle, żeby przyjąć od was zaproszenia na seks. Proponowałyście kilkakrotnie, ale prawdę mówiąc trochę się was boję, tak jak innych kobiet nie poznawanych osobiście.

Wy wszyscy. Zostawiłem was na półtora miesiąca i wiem, że już więcej tego nie zrobię. Nigdy. Pouciekało was tyle, że dopiero od niedawna czuję jakbym znów pisał. Są wśród was tak świetne osoby, że gdybym mógł sobie zrobić przeszczep i mógłbym wybrać czego, wybrałbym ten kawałek głowy odpowiadający za bycie tak zajebistym jak wy. Jeszcze nigdy mnie nie zawiedliście. Za każdym razem kiedy potrzebowałem pomocy, to byliście gotowi mi ją dać i to zarówno jeśli chodzi o jakieś bzdury, jak i wybór grafiki na stronie, testowanie tekstów lub wykonanie za darmo jakichś drobnych zleceń. Cieszę się, że tutaj jesteście i mam nadzieję, że wiecie, że kiedy was wyzywam, to tylko dla waszego dobra. W większości to jest blog wasz i waszych znajomych. Prawie wszyscy wywodzicie się od mitycznych pierwszych czterdziestu czytelników. Dziękuję. Swoją drogą wiecie, że w następnym roku będę potrzebował moderatorów do publikowania i odrzucania komentarzy?

10. Sprzęt. Lustrzanka, obiektywy i netbook.

Kolejne wydatki, które składają się na pięciocyfrową sumę inwestycji w moje życie. Lustrzankę kupiłem, bo lubię zdjęcia i chociaż nie zamierzam robić chałtur na ślubach, to chcę fotografować dla siebie (i dla widoku rozbierających się kobiet). Pisanie wyrabia spojrzenie na świat. Fotografia uczy, że to nie jest jedyna właściwa perspektywa. Jedno i drugie poszerza horyzonty w olbrzymim stopniu. Z kolei netbook, to pierwszy sprzęt elektroniczny jaki sobie kupiłem z konieczności. Jeżdżę na tyle dużo, że potrzebuję czegoś lekkiego na czym będzie można obejrzeć film i napisać artykuł. Do tego rozwiązuje to kwestię nudy na nielicznych wykładach na jakie chodzę. Same zalety!

11. Popkulturowy.

Całkowicie nowy projekt. Jego idea klaruje się od pół roku, ale cały czas coś mi nie pasowało. Nie wiedziałem co. W tym celu potrzebowałem testerów, dzięki czemu stwierdziłem, że… pierwotny pomysł był całkowicie słaby i należy pójść w zupełnie innym kierunku, z którego wreszcie jestem zadowolony. Miał być drugi blog. Nie będzie go. Będzie serwis i redakcja. Początkowo felietony będą należeć tylko do mnie, ale w miarę jak będę znajdował nowe, dobrze piszące osoby, to będą pojawiać się nowe „kolumny” o innej tematyce, podejściu i klimacie, ale wszystkie świetne w formie i treści. Start – pierwszy tydzień stycznia. Meta – kto wie?

12. Bilard.

Pasja, którą przywiozłem z Łodzi. W dalszym ciągu odkładam dwuzłotówki. Gram coraz lepiej, a byłbym jeszcze lepszy gdyby bardziej mi zależało na koncentrowaniu się niż na robieniu sobie jaj. Zamiast się skupić stoję z kijem i wtóruję piosenkom Adele, a fałszuję strasznie. Uderzam za mocno. Za mało staram się przy prostych uderzeniach, które psuję najczęściej, a mimo to, w następnym roku chcę się przesiąść już na stoły-skurwiele, czyli zacząć grać w snookera.

13. Ubrania.

Zrezygnowałem z trzydziestu koszul jakie posiadałem na rzecz kilku, może kilkunastu najlepszych. Już nie zamierzam nosić innej koszuli każdego dnia miesiąca, bo tego nie potrzebuję. Zakupy ubrań ograniczyłem do minimum i zamierzam utrzymywać ten stan do czasu aż będę miał ubrania na pstryknięcie palcami. Zwyczajnie znudziło mi się chodzenie na kompromisy i chodzenie do galerii, gdzie zawsze narzekałem na krój, rozmiar, kolor, wzór czy cokolwiek innego. Teraz nie będę. Jeśli cokolwiek wezmę, to tylko jak zaświecą mi się oczy i krzyknę w swojej głowie: „MUST HAVE!”

14. Zdrowie.

Zawsze o siebie dbałem, ale nie dbałem o zdrowie. Teraz cieplej się ubieram i chociaż dalej nie noszę czapki, to łykam magiczne tabletki działające na odporność. Zacząłem też ćwiczyć. Robię to od kilku miesięcy. Nie wiem czy widać czy nie, ale mam to gdzieś, dopóki czuję, że jest lepiej, a jest dużo lepiej. Koksem i tak nie chcę być i nie będę, a moje samopoczucie będzie ze mną zawsze.

15. Poznałem i zastosowałem w swoim życiu dwa genialne przekonania:

Pieniądze dostaje się za służenie ludziom.

Nie dostaje się ich za pracę, marnowanie czasu, wymyślanie jakichkolwiek produktów, ale za robienie tego co służy ludziom. To całkowicie odmieniło moje spojrzenie na kwestie finansów. Fajnie jest robić coś dla siebie, ale jeśli jest się swoją jedyną motywacją, to zwyczajnie to nie działa. Dzięki temu całkowicie uporządkowałem wszystkie swoje projekty i oceniłem je pod kątem przydatności dla innych. Dużo odrzuciłem, ale najlepsze zostały.

Rezultaty nigdy nie kłamią!

Tego zdania potrzebowałem jeszcze bardziej niż poprzedniego. Poprzednie to tylko hajs, a to odnosi się do wszystkiego. To za każdym razem rzeczywistość weryfikuje czy robimy coś dobrze czy źle. Nie moralność, nie prawo, nie nasze wewnętrzne samopoczucie tylko rzeczywistość, która jest zawsze obiektywna. Jeśli jesteś świetnym pisarzem, ale nikt ciebie nie czyta, to nim nie jesteś. Jeśli jesteś dobrym marketingowcem, a twoje kampanie się nie sprawdzają, to nie jesteś dobrym marketingowcem. Jeśli jesteś pewny siebie, a boisz się chodzić z kieszeniami pełnymi pieniędzy, to jesteś tylko tchórzem.


Można byłoby długo jeszcze pisać, ale to jedyny dzień w roku, w którym całkowicie szczerze możecie opowiedzieć mi o swoim życiu i swoich sukcesach, a za rok wrócić i dopisać kolejne chwile, które chcecie zapamiętać, więc lepiej będzie jak już się zamknę.

Print Friendly, PDF & Email