Czytam biografię Marilyna Mansona i myślę, że są takie okresy, w których żyje się dla jebania, pieprzenia i pierdolenia. Zaczyna się to niepozornie od powstania pęcherzyka pustki w głowie, a kończy na kupieniu dużej ilości pościeli. Dla higieny i szacunku do siebie i przyprowadzanych dziewczyn.

Wychodzi się wtedy na imprezy, zmieniają się butelki, zapach dymu, twarze, języki i cipki, których zapach zostaje na dłoni i myślisz, że będzie tam już zawsze. Głaszczesz inną dziewczynę po twarzy i zastanawiasz się czy go czuje, ale ona się tylko uśmiecha i pyta rozmarzona:

– Skąd się wziąłeś i dlaczego dopiero teraz ciebie poznałam?

Słyszałeś to już kilka razy, więc stwierdzasz, że chyba jednak nie czuje zapachu. A może tak, i dlatego jest taka dostępna i uległa? Całujesz ją, czujesz smak owocowej gumy do żucia na jej języku i odwracasz się do jej koleżanki, zastanawiając się czy używa orbitek o smaku spearmint czy peppermint.

Masz wrażenie, że gdzie nie pójdziesz i czego nie zrobisz, tam pojawią się obok ciebie tyłki na opalonych, długich nogach, piersi otulone obcisłymi topami i rozpuszczone włosy duszące swoim zapachem. Od razu chcą ciebie wszystkie. To chyba kwestia dostrojenia się do nich, więc później budzą ciebie SMS-ami, ssaniem fiuta i słodkimi komplementami. Im więcej ich słyszysz, tym zazwyczaj bardziej zdegenerowany tryb życia prowadzisz. True story.

Spotykasz irytujące laski, które za radą Bukowskiego dymasz zanim zdążysz je znienawidzić. Takie, które nie są twoim ideałem, ale potrafią się tobą zająć i miło jest kiedy mają twojego penisa w ustach, podczas gdy ty myślisz jak wywinąć się od dawania jej swojego numeru telefonu. I takie, które nie nadają się na dziewczynę, matkę twoich dzieci ani przyjaciółkę, ale kiedy całe ich ciało mówi: „Weź mnie”, to ty wzruszasz ramionami mówiąc: „Właściwie to czemu nie? Lepsze to niż pójście do kina”.

Ale w pewnym momencie, zaczyna brakować ci czegoś więcej i nie wiem czy to dowód na istnienie Jezusa, ale zawsze wtedy pojawia się dziewczyna, o której myślisz, że będzie fajna na kilka razy, bo przecież lubisz swoje życie. Idziesz z nią do łóżka, po seksie puszczają wam hamulce i rozmawiacie o wszystkim co dla was ważne, zasypiacie na łyżeczkę i czujesz, że wszystko jest dobrze. Na tyle dobrze, że nie widzisz powodu, dla którego nie miałbyś się z nią spotkać raz jeszcze, więc zapraszasz ją ponownie, i jeszcze raz i jeszcze, aż któregoś wieczoru wali cię w głowę myśl, że znalazłeś się w związku. Zwiastuje ci to obecność jej szczoteczki do zębów albo to że patrząc na aktorki porno masz przed oczami jej twarz albo że kolejne dni są tylko przerywnikiem przed kolejnym spotkaniem. Patrzysz na siebie w lustrze i nie wierzysz w to, że potrafisz być tak potulny, miły i bez cienia skurwysyństwa.

Jednak to oznacza też to, że tracisz wolność. Związek polega na tym, że ty rezygnujesz z wolności. Opakowujesz ją w ładny papier i przewiązujesz wstążką oddając drugiej osobie. Problem jaki się z tym wiąże jest taki, że ty wciąż jej potrzebujesz. To tak jakbyś oddał komuś swoją jedną nogę. Widząc jego radość, sam poczujesz endorfinową falę walącą w ciebie jak pociąg, ale po godzinie skakania na jednej nodze, poczujesz że potrzebujesz też drugiej.

I na tym polega ciężkie życie faceta. Że kiedy ma wolność, chce ją komuś powierzyć, ale kiedy to zrobi, chce ją odebrać jak ofiara działalności Amber Gold.

Jest taka scena, w której Hank Moody ma swoje ciężkie przemyślenia powracające jak opryszczka i nudne jak Dzień Dobry TVN, którymi dzieli się z Lew Ashbym. Pyta co wybrać: życie jak gwiazda rocka, stale nowe dziewczyny, pełen hardcore, anal, creampie i ubogi duchowo cumshot czy spokojną miłość z jedną kobietą. Nie znajduje odpowiedzi już od sześciu lat, bo kiedy jest z jedną, myśli o wielu, a kiedy jest z wieloma, to myśli o jednej. Tysiące facetów ma to samo każdego dnia. Tak pułapka płci.

Nie wiem wielu rzeczy i właściwie nie interesują mnie na nie odpowiedzi, ale chciałbym znać odpowiedź czy jest tutaj właściwa droga i która to jest. Z przykrością muszę powiedzieć, że wciąż tego nie wiem.

Nie mam pewności czy kiedykolwiek się tego dowiem.