Wiecie, że 51% mężczyzn boi się utraty wolności w związku (a pozostałe 49% odpowiedziało inaczej tylko dlatego, że stały nad nimi ich dziewczyny)?

To już wiecie. A wiecie dlaczego skoro związek to takie cudo natury, szczęście, przytulaski i dziubaski? Bo takie są tylko pozory.

Wśród moich znajomych wyposażonych w zarost większa część obywa się bez stałego związku, ale część je lubi, w czym absolutnie nie ma nic złego. Natomiast to spośród nich rekrutują się osoby, które w pewnym momencie zostają same, idą w sobotni wieczór do klubu z prostym, ale ambitnym planem odbicia sobie poprzednich miesięcy z jedną dziewczyną i głośno obiecują, że będą maszynami do seksu. Jakoś zawsze przykro mi jest im powiedzieć:
– Sorry stary, ale maszyną do seksu to ty nie będziesz. Na razie możesz być maszyną do wlewania w siebie shotów.

Jeśli posłucha się kobiet to można dojść do wniosku, że mężczyźni mają olbrzymi strach przed związkami, ślubami i pieluchami, ale w tym przypadku nawet Max Kolonko nie mówi jak jest i dlaczego tak jest. Przecież zwykle to kobiety w trakcie związku starają się bardziej w kuchni, w łóżku i na przyjęciach rodzinnych, za co osobiście bardzo je podziwiam, bo ja po jednym tygodniu jaki jest dla nich normą zacząłbym zamawiać katering i zatrudniać Ukrainki do sprzątania.

Inna sprawa, że po rozstaniu to mężczyźni są w znacznie gorszej sytuacji.

Kobieta wchodząc w związek rzadko poświęca dla niego coś poza czasem i emocjami. Jeśli nie wpadnie na pomysł z rodzaju: “On mnie kocha, więc będzie mnie też kochał jak zrezygnuję z fitnessu i przytyję dwadzieścia kilo” to wciąż mężczyźni będą do niej podchodzić, jej umiejętności socjalne pozostaną na tym samym poziomie, a po rozstaniu pójdzie do fryzjera, założy obcisłą sukienkę i wyjdzie z losowo wybraną koleżanką na miasto, a wokół niej zbierze się krąg tokujących samczyków.

W przeciwieństwie do niej facet tak łatwo nie wróci do obiegu. Kobiety nigdy nie patrzą na to z tej strony (bo jej nie znają), ale dla niego znalezienie nowej partnerki to za każdym razem wypadkowa umiejętności rozmowy, wyglądu, stylu życia i rozbudzonego życia towarzyskiego, czyli prawie wszystkiego czego w związku się nie rozwija, bo co druga kobieta spotkanie na kawie z inną posiadaczką piersi potraktuje jak odpowiednik zdrady, a wyjście z kumplami skończy się na utajonym fochu (takim, w którym mówi: “Nic się nie stało”, co oznacza dokładnie to, że coś się stało). Mężczyzna w dużej mierze traci swoją samodzielność, którą zostawia pod pantoflem, a później musi ją pieczołowicie odbudowywać, żeby znów stać się maszyną do seksu.

Jeśli mężczyźni nie chcą się wiązać to dzieje się to z następujących powodów:

  • strach przed staniem się pantoflarzem – jeśli więc mówisz mu co i jak powinien robić to nie będzie czuł się bardziej męski. Bardziej męski będzie się czuł jeśli samodzielnie będzie podejmował decyzje bez kogoś kto czule mówi: “Misiu, zrób to inaczej…”
  • utrata niezależności – jeśli będziesz zachowywać się jak jego matka stale koło niego biegając to tylko w przypadku ukrytego kompleksu Edypa dobrze to zadziała
  • strach przez okrojeniem swojego życia z pasji, znajomych i innych kobiet – im mniej będziesz mu pozwalać tym dalej od ciebie on będzie, a im więcej będzie miał wolności tym chętniej z tobą będzie
  • brak doceniania tego co poświęcili dla związku – a nawet leżąc na kanapie i nie robiąc nic poświęcają coś bardzo cennego – to co robiliby gdyby nie byli z tobą w związku. A co by robili? Uganiali się za spódniczkami. W ich życiu jesteś tylko ty, chociaż chcieliby mieć harem i z tego haremu w każdej sekundzie rezygnują. To całkiem dużo, prawda?

W rzeczywistości, wbrew tytułowi wpisu, nie jest tak, że mężczyźni nie chcą się wiązać. Chcą, tylko, że nie chcą tego robić z kobietami, które zachowują się w sposób opisany wyżej, a że jest ich zdecydowana większość to jest to zupełnie inna historia.