On się nie zmieni i już mówię dlaczego…

On się nie zmieni i już mówię dlaczego…

Kiedyś bardzo lubiłem western „Maverick”. To taki stary film z dość młodym Melem Gibsonem, który gra w nim szulera tułającego się po Dzikim Zachodzie. Jako kanciarz z urokiem osobistym godnym Indiany Jonesa cały czas pakuje się w kłopoty, co bardzo cieszy takiego widza jak ja. Jakby tego było mało ma pewien niemądry zwyczaj. Polega on na wierze, że jeśli pomyśli bardzo intensywnie o dowolnej karcie to dostanie ją w którymkolwiek rozdaniu zechce.

Oczywiście nigdy mu się to nie udaje.

Zawsze kiedy o tym myślę, wydaje mi się to bardzo życiowe, bo każdy wierzy w coś co nie ma poparcia w faktach. W ten sposób ja wierzę w to, że mam 190 cm wzrostu, chociaż mam tylko 175 cm, przeciętny student socjologii wierzy w swoją przyszłość po studiach, Charlie Sheen, że jego zapasy koksu i alkoholu nigdy się nie skończą, studentki pierwszego roku w to, że impreza trzy razy w tygodniu spędzona przy kuflu Lecha to życie godne gwiazdy rocka, a co druga kobieta wierzy w to, że jej facet będący uosobieniem magii przegranego życia zmieni się jeśli tylko bardzo będzie go kochać i jeszcze mocniej w to wierzyć.

Oczywiście nie zmieni się, ale nie dlatego, że jest to niemożliwe, tylko z tego samego powodu co w przypadku Mavericka – matematyka może i jest królową nauk, ale też jest podłą suką. U niego działało to tak, że co prawda miał szanse na trafienie jednej karty z całej talii, ale znacznie więcej szans miał na trafienie dowolnej innej karty. W przypadków partnerów (i partnerek, bo to akurat tekst unisex), za zmianą przemawia jeden argument – zrzędzenie z cyklu: „Zmień się leniu!”, ale przeciwko niej przemawia znacznie więcej, bo:

– Czy on naprawdę czuje, że ma potrzebę się zmieniać?

Żyjemy w społeczeństwie, w którym prawie każdy chciałby być milionerem i jeździć Porsche po bułki do osiedlowego sklepu, ale tak naprawdę wcale tego nie chce.

Większość osób, również tych, na które patrzymy głęboko doceniając to, że nie jesteśmy na ich miejscu, żyje w taki sposób, bo w pewien paradoksalny sposób lubi tak żyć. Owszem, byłoby fajniej mieć parę milionów na koncie albo kaloryfer na brzuchu, ale to tak bez przesady, bo miło też spędza się pół doby przed laptopem.

Zawsze schylając się po piwo zamiast w celu zrobienia pompki dokonuje się wyboru pomiędzy kaloryferem na brzuchu, a posiadaniem zamiast niego uroczego arbuza wykonanego z tłuszczu, więc to nigdy nie jest tak, że jakakolwiek spotkana osoba „po prostu taka jest”. Ona taka jest, bo w dużej mierze wybrała bycie nią, a to prowadzi do następnego pytania:

– Dlaczego on ma się zmieniać?

Popatrz, zaczęłaś z nim być kiedy był taką osobą jaką jest teraz. Nie przeszkadzało ci to. Śmiałaś się z jego dowcipów, zsuwałaś swoje majteczki i po miesiącu powiedziałaś, że kochasz co było widać na tyle bardzo, że co najmniej raz w tygodniu jakiś staruszek zachwycał się mówiąc: „Jaka śliczna para!”.

Dlaczego więc ma nie pomyśleć, że po prostu jesteś roszczeniową suczą, której coś nagle przestało pasować?

– Czy on wie jak się zmienić?

Powiedzmy, że ma powód żeby się zmienić. Idąc dalej, powiedzmy, że oczekujesz od niego więcej czułości. Niby prosta sprawa, ale czy on dokładnie wie jak okazać ci jej więcej? W jaki sposób mówić o uczuciach? Jak się zachowywać? Bardzo prawdopodobne, że on teraz jest przekonany, że okazuje ci mnóstwo czułości dlatego, że puszcza tylko ciche bąki i opuszcza deskę w toalecie, a ty tego nie doceniasz.

– Czy będziesz konsekwentna w swoich żądaniach?

Może i chcesz, żeby on się zmienił, ale zadziwiająco często takie chcenie polega na urządzeniu awantury i pogodzenia się w łóżku następnego dnia. Później jest już wszystko spoko, aż do czasu następnego ataku twojego chcenia wymuszenia na nim zmiany i tak w kółko, co w praktyce uczy tylko tego, że jak zaczynasz zrzędzić to trzeba to przeczekać i wszystko będzie pięknie.

Groźba musi być realna, więc on musi wiedzieć dwie rzeczy:
1) Co go czeka jak się do niej nie dostosuje np. że z nim zerwiesz, oraz
2) Musi mieć pewność, że ta groźba nie rozejdzie się po kościach
Problem w tym, że ilość kobiet, które są z facetami, od których oczekują bycia kimś innym, a jednocześnie są zdolne żyć bez nich wynosi zero. Gdybyście były w stanie to robić to właśnie byłybyście na wakacjach z kimś kto nie wymaga naprawiania go.

Powiedzenie na serio: „Jak się nie zmienisz to się rozstaniemy” równa się powiedzeniu sobie: „Jestem w stanie żyć bez niego”. A jesteś? To zacznij.

(Nie podpuszczam cię, ale zakład o dwie dychy, że tego nie zrobisz :))

– Czy zacznie funkcjonować w innej grupie towarzyskiej?

Jedyne zmiany do jakich dochodzi to te których towarzyszy pojawienie się wśród nowych osób. Nowa praca, zmiana uczelni, rozstanie się z kimś z kim było się przez lata, podróż podczas której jest się zmuszonym poznawać innych. Każda z tych sytuacji zwykle owocuje potężnym przyspieszeniem, bo:
1) Jest się zmuszonym dostosować do nowych warunków
2) Ma się możliwość zacząć jeszcze raz bez zbędnego balastu
To dlatego im częściej wchodzi się w nowe sytuacje i relacje tym długoterminowo korzystniej.

Z tego samego powodu każda zmiana powinna być jak najbardziej kompleksowa (od wyglądu, przez przekonania, po sposób spędzania czasu i znajomych), bo w przeciwnym razie jesteśmy jak balon obciążony setką worków z piachem. Jeśli zechcesz odciąć tylko jeden worek to bez względu na to jak mocno ogrzejesz balon wciąż zostaniesz w miejscu. Jeśli chce się pofrunąć to trzeba odciąć jak najwięcej z nich i to za jednym zamachem, a nie bawić się w robienie małych kroków.

To samo dotyczy twojego faceta. Jeśli będzie przebywał w tym samym miejscu będąc otoczonym tymi samymi osobami co wcześniej to one wszystkie będą go upewniać, że on jest w porządku, bo dla przyjaciół i mamy zawsze jesteśmy śliczni, mądrzy i wyjątkowi, a to oznacza, że żądając od niego bycia kimś lepszym wyjdziesz na nieziemsko wielką sucz, której zawsze coś przeszkadza.

– Czy ma wystarczające umiejętności żeby się zmienić?

Jest cała masa ludzi, którzy chcą się zmienić i ich zapał gaśnie szybciej niż grill. Bardzo chcą, ale brakuje im wytrwałości. Nie potrafią dogadać się z innymi. Nie mają wystarczająco dużo pewności siebie.

To takie podstawowe umiejętności, bez których nie da się ruszyć dalej. Może być więc tak, że twoje oczekiwania są równie rozsądne co oczekiwanie, żeby analfabeta napisał „Władcę pierścieni”. Jesteś pewna, że tak nie jest?

– W imię czego ma się zmienić?

Ja wiem! W imię miłości! Problem w tym, że on w imię miłości poświęci dla ciebie coś co lubi (znajomych, czasem rodzinę, bzdurne twoim zdaniem hobby, inne laski, pracę albo chociaż bezproblemowe spędzanie dnia leżąc i pachnąc), naharuje się i napoci, a w tym czasie co ty poświęcisz dla niego? Będziesz go kochać? A co to za poświęcenie? To jak z kibicowaniem na meczu bokserskim. Nawet jeśli będziesz robić to z niezwykłym zaangażowaniem to wciąż on, a nie ty będzie dostawał lanie. Dlaczego zamiast tego nie miałby być z osobą, która nie będzie od niego tego wymagała? Co jest w tobie takiego wyjątkowego, że ma ciebie traktować jak nagrodę? Masz cipkę ze złota?


Te pytania możesz potraktować jak test, bo jeśli będzie brakowało mu chociaż jednej z tych rzeczy: powodu do zmiany, jej nieuchronności, wiedzy jak to zrobić albo nie będzie jego próbom towarzyszyło rozpoczęcie funkcjonowania w innej grupie towarzyskiej to on nigdy się nie zmieni, a ty wierząc w taką możliwość wyjdziesz na idiotkę.

Może to i dobrze, bo będąc z kimś od kogo oczekujesz bycia kimś zupełnie innym, zamiast być z osobą, której nie musisz naprawiać, to już nią jesteś.

Tylko jeszcze nie masz tej świadomości.

Print Friendly, PDF & Email

10
Dodaj komentarz

avatar
100000
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
SamAniaDamianVolantGreg Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ChicaMala
Gość
ChicaMala

Czasem kobietom potrzeba czasu na dojście do tego :-) Ja sama musiałam to zrozumieć i obecnie jestem z facetem, którego nie dość, że nie chcę, to jeszcze nie muszę zmieniać. Genialna sprawa. Dlatego popieram. Świetny tekst :-)

Greg
Gość
Greg

Cześć!

Volant, mnie od bardzo dawna zastanawia fakt, że kobiety gniją w związkach z facetami, którzy je irytują (delikatna wersja), a nie chcą się z nimi rozstawać. Dlaczego one zawsze muszą kogoś mieć?

To dla mnie nienormalne, że wychodzą z założenia, że ” lepiej z byle kim niż sama”

Ja właśnie wolę być sam niż z byle kim.

To wynika z tego co wyżej napisałeś czy może masz jeszcze jakieś pomysły?

Brak odwagi, presja społeczeństwa (koleżanka ma chłopaka to i ja muszę…), …?

Pzdr!

Sam
Gość
Sam

Mojej byłej kobiecie dojście do tego, że nie uda jej się mnie zmienić zajęło dużo czasu. Nazwała to zdjęciem różowych okularów… Dziś jestem jej wdzięczny, że dała mi kopa w dupę, bez tego nie osiągnąłbym tego co udało mi się osiągnąć i nie byłbym tą osobą, którą teraz jestem. Żałuje tylko, że nie miałem dość jaj, wytrwałość i ambicji, żeby zmienić się zanim odeszła.

Bardzo dobry artykuł, odnalazłem w nim siebie z kiedyś.

Volant, sam przeżyłeś kiedyś coś takiego?

Damian
Gość
Damian

Najciekawsze potem jest to, że jak już tej Pani uda się zmienić faceta, to padają mniej więcej takie oto słowa: „jesteś inny niż na początku, nie wiem co teraz czuję”. Naturalna konsekwencją tych słów jest to, że kobieta odchodzi. Amen.

Sam
Gość
Sam

To o czym piszesz Damian to naturalne zachowanie każdej kobiety. Kiedy się poznajecie ona widzi w Tobie zabawnego faceta, gwarancje tego, że będzie się przy Tobie dobrze bawić, że będzie pozytywnie spędzać z Tobą czas, widzi perspektywę ciekawego życia, a jeśli do tego jeszcze jesteś „zaradny” to jest Twoja. Po pewnym czasie podświadomie zaczyna Cię zmieniać, robić z Ciebie nudziarza, bo przecież skoro ona widzi to coś w Tobie, to inne kobiety prędzej czy później też to zauważą. I…. w końcu zmieniasz się, ulegasz, dziadziejesz, a ona najzwyczajniej nudzi się Tobą, i albo odchodzi, bo nie widzi tego co widziała w Tobie wcześniej albo pojawia się ktoś, kto jest taki jak Ty przed zmianą, i to jest koniec.

Damian
Gość
Damian

Dziękuję Sam za rozwinięcie myśli :)

Ania
Gość
Ania

A potem okazuje się, że próbując kogoś zmienić sami się zmieniamy i odchodzimy, miłość to niestety nie wszystko…mimo, że czasami nie da się już kochać bardziej.

Sam
Gość
Sam

Jeśli próbujemy pomóc komuś się zmienić i sami przy tym się zmieniamy, to znaczy, że to z nami jest coś nie tak.