Minął rok odkąd napisałem pierwszą część tego tekstu i nie sądziłem, że zostanę zmuszony do napisania drugiej. W tym czasie ten temat na blisko 300 wpisów wskoczył na siódme miejsce wśród najpopularniejszych co bardzo by mnie cieszyło gdyby nie fakt, że w związku z tym codziennie dostaję średnio dwa maile z pytaniem co zrobić po tym jak związek się rozpadł i jak go naprawić.

O ile na początku odpisywanie na te wiadomości wydawało mi się dobrym uczynkiem, to po odpisaniu na kilkadziesiąt nabrałem przekonania, że już na 100% pójdę do nieba, znudziłem się i zacząłem kombinować jak tego uniknąć. A jak najłatwiej uniknąć nieprzyjemnych sytuacji? Udając, że się nie żyje. Ewentualnie pisząc uniwersalny tekst, żeby później w odpowiedzi wklejać sam link.


Mam niepokojące wrażenie, że 90% wiadomości jakie dostałem była motywowana chęcią usłyszenia, że wszystko będzie dobrze. Niestety powiem to tylko jeśli zapłacisz mi stówę, a za dwie stówy nawet dam buzi, ale to wciąż będzie kłamstwo. W 99% przypadków to jest już zakończony etap i nie, nie należysz do 1% wyjątków.

Związki nie rozpadają się w jeden dzień. To trwa miesiącami, aż do czasu kiedy wizja bycia samemu jest znacznie bardziej pociągająca niż bycie z kimś kogo przecież się kochało, czekało na spotkania, tęskniło i zachowywało jak na delikatnym, ale długim i bardzo przyjemnym haju.

To tak jakbyś miał Ferrari i było tak zniszczone, paskudne, awaryjne i śmierdzące, że wolałbyś chodzić piechotą. Właśnie w takim stanie są jej/jego uczucia do ciebie. Czy myślisz, że da się je łatwo zmienić?

.

Metafora wiaderka

Miłosz Brzeziński w „Głaskologii” (przyzwoita książka, ale lepsza jest „Biznes czyli kupa ludzi”) posługuje się metaforą wiaderka. Za każdym razem kiedy komuś bezinteresownie pomagamy, dajemy mu dobre uczucia, wsparcie albo fajne przeżycia to napełniamy jego wiaderko. Pełni ono rolę funduszu na czarną godzinę, z którego możemy korzystać kiedy tego potrzebujemy w myśl zasady, że jeśli ja pomogę ci kilka razy to są większe szanse, że ty pomożesz mi.

To bardzo uniwersalna zasada. Tłumaczy ona dlaczego udostępnisz zdjęcie kumpla biorącego udział w konkursie, ale nie zrobisz tego już dla kumpla dziewczyny kumpla ani jeśli dostajesz od niego takie prośby osiem razy dziennie. To tylko z tego powodu, że rachunek korzyści i strat z tej znajomości podświadomie uznajesz za korzystny dla siebie i wtedy pomagasz albo za niekorzystny i wtedy mówisz: „Chętnie, ale później, bo teraz nie mam czasu”.

Ta sama zasada działa w związkach. Początkowo tylko siebie obdarowujemy: intymnością, zwierzeniami, dobrymi emocjami, kupowaniem sobie drobiazgów, wsparciem i nawet nie patrzymy z ciekawością na wyrzeźbiony jak w marmurze tyłek nowej sąsiadki. Skrzętnie ukrywamy wady, bo chcemy żeby ktoś czuł się z nami dobrze, ale to się szybko kończy, bo tam gdzie są dwie osoby to zazwyczaj jedna ma więcej problemów. Wtedy ona wciąż napełnia cudze wiaderko dobrymi rzeczami, ale jednocześnie znacznie szybciej opróżnia je poprzez:
– ciągłe wymaganie emocjonalnego wsparcia, pocieszania, zapewniania o uczuciach
– żalenie się i zwierzanie
– proszenie o pomoc
– ocenianie i krytykowanie
– wywierania presji na seks, ślub, dziecko lub cokolwiek innego (Uwaga! Presję wywiera również robienie miłych rzeczy jeśli nie robi się ich bezinteresownie w stylu: „Kupię ci sukienkę to będziesz dla mnie miła”).

Zakłada się przy tym, że skoro druga osoba nas kocha to można sobie na to pozwolić i to jest prawda, ale też jeśli ty kochasz to nie powinieneś beztrosko wrzucać na czyjeś barki swoich problemów.

Opróżnianie cudzego wiaderka szybko rodzi złość i niechęć, więc zaczyna dochodzić do kłótni, w której wypowiada się dużo zwrotów: „Ty to zawsze”. Oficjalny powód kłótni brzmi różnie: znajdź w końcu pracę, czuję że mnie tłamsisz, nie jestem szczęśliwy, dlaczego nigdzie razem nie wychodzimy itd. Jednak za każdym razem prawdziwy powód brzmi: „Więcej ode mnie bierzesz niż dajesz”.

W końcu dochodzi do rozstania na próbę, po którym mówi się: „Żałuję, już nie będę, teraz będę zachowywać się jak należy”, a osoba z pustym wiaderkiem pamiętając o czasach kiedy było jeszcze pełne myśli: „A co tam, dam szansę. Może się uda”.

I tutaj zaczynają się problemy…

Nawet szczere postanowienie, że nie będzie popełniało się błędów ma taką samą trwałość co przysięgi: „Więcej nie piję” wypowiadane na kacu. Każdy kto w znaczny sposób zmienił swoje życie powie ci, że zajęło mu to rok, dwa lub trzy lata. Jeśli ktoś nie umie regularnie biegać każdego miesiąca albo trzymać diety to też nie wyrobi w sobie innych nawyków, w tym nawet takich pozornie prostych jak braku narzekania.

Oznacza to, że po kłótni „misie-pysie” będą przez dwa tygodnie, a następnie zacznie się znów opróżnianie czyjegoś wiaderka. Skrobanie po denku, zdzieranie z niego warstwy ochronnej, a w końcu jego przedziurawienie, któremu będą towarzyszyć zerowe chęci na spróbowanie raz jeszcze. To analogiczna sytuacja do tej kiedy ktoś ciebie mocno zawiedzie, a ty czujesz, że cokolwiek zrobi to wciąż będziesz miał go za złamanego kutasa. To sytuacja, w której masz w garażu Ferrari, ale jest w tak fatalnym stanie, że wolisz iść piechotą. Ba, może nawet wolisz pojechać Fiatem Multiplą.

.

Co z tym zrobić?

Pisałem o tym, że odzyskanie drugiej osoby jest proste, ale nie oznacza to, że stanie się to szybko, bo żeby było to możliwe musisz stać się inną osobą.

Po pierwsze, jeśli nie umiesz napełniać czyjegoś wiaderka to przynajmniej przestań je opróżniać. Na przykład realizując myśl, którą masz w głowie: „A może zaproponować spróbowanie raz jeszcze i błagać o to na kolanach?”. Przy ujemnym kredycie zaufania jaki masz to nie dość, że to nie pomoże to jeszcze pogłębi niechęć. Tak samo zadziała wasz misterny plan, żeby po cichutku się zmienić i korzystać z życia, z nadzieją że wasz/a eks zauważą ile stracili. Nie dość że to fałszywa zmiana to jeszcze wieje żałosną manipulacją. O ile mi wiadomo żałosna manipulacja nie jest na szczycie czynności wzbudzających zaufanie.

Po drugie, pozbądź się swoich problemów. Na tyle popraw swoje życie, żeby nie narzekać na pracę, znajomych, rodzinę, miejsce gdzie mieszkasz ani cokolwiek innego. Naucz się asertywności, żeby nie zanudzać kogoś opowieściami o tym jak znów przez kogoś musiałeś mieć nadgodziny. Zadbaj o siebie: o swoją atrakcyjność, ale też o robienie rzeczy, których lubisz lub zawsze chciałeś. Uszczęśliwiaj siebie, bo nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Jeśli ktoś ci mówił, że to ona jest w stanie dać ci szczęście to kłamał. Popraw swoją samoocenę. Posprzątaj burdel jakim jest obecnie twoje życie i nie oczekuj od innych, żeby zrobili to za ciebie. Dopóki tego nie zrobisz to jesteś w związku ze swoimi problemami, a to nie zostawia miejsca dla innych ludzi.

Po trzecie, przecierp i przeżałuj co musisz. Dojdź do takiego momentu, kiedy będziesz woleć robić cokolwiek niż pozwolić, żeby kolejny dzień uciekł ci jak balon wypełniony helem i wypuszczony z ręki.

Dopiero wtedy będziesz wiedzieć czy naprawdę tak bardzo potrzebujesz tamtej osoby, a dopóki tego nie zrobisz to nawet nie masz po co do mnie pisać maila z pytaniem jak naprawić związek.

To co, do usłyszenia za dwa lata, tak?