Przeczytałem w Newsweeku wywiad z prof. Zimbardo (ten sam co ostatnio czytali go wszyscy) i mimowolnie zacząłem myśleć o jego tezach.

Czy obecnie kobiety radzą sobie lepiej niż radziły sobie ich matki? Tak. Czy mężczyźni radzą sobie gorzej niż radzili sobie ich ojcowie? Po raz drugi tak. Czy świat się zmienił? Po raz trzeci tak, bo kobiety stały się bardziej wyzwolone, realizują się zawodowo i już nie naciska się tak mocno na to, żeby posiadały dzieci, siedziały w domu i były wiotkie i dobre.

Inna sprawa, że oczekiwania stawiane mężczyznom w niczym nie uległy zmianie, a na pewno nie na lepsze…

Nie wiem czy współcześnie przeciętna kobieta w wieku 22-30 lat radzi sobie lepiej niż przeciętny facet w tym samym wieku. Wydaje mi się, że radzą sobie na podobnym poziomie. Przedstawiciele obu płci równie często emigrują za pracą, podpisują umowy śmieciowe, zaciągają kredyty hipoteczne na trzydzieści lat, tak samo długo mieszkają z rodzicami, a ich związki równie często są dalekie od zadowalającego poziomu.

Inna sprawa, że już samo to, że dwudziestopięcioletni mężczyzna radzi sobie tak samo jak dwudziestopięcioletnia kobieta, oznacza w praktyce, że radzi sobie gorzej. Tylko z tego powodu, że nie radzi sobie od niej lepiej.

Tradycyjnie oczekiwania narzucane kobietom dotyczą tego czego nie mogą robić: pić, palić, przeklinać, rodzić nieślubnych dzieci i nie być zbyt łatwe itd.

Oczekiwania narzucane mężczyznom dotyczą tego, co powinni robić: zarabiać, być odpowiedzialni, silni, stabilni emocjonalnie itd.

Kiedy kobieta sobie z czymś nie radzi to mówi się, że ma do tego prawo, bo jest tylko kobietą i dobrze, że w ogóle się stara. Kiedy nie radzi sobie facet jest uznawany za niegodnego posiadania penisa i zasługuje na pogardę.

Nawet krwiożercza feministka może do woli posługiwać się cytatem Marilyn Monroe: „Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza.” A teraz wyobraź sobie, że mówi to o sobie facet. Co o nim pomyślisz? I czy jego atrakcyjność w skali od 1 do 10 ocenisz na -4 czy -5?

Mężczyzna powinien być stabilny emocjonalnie, być silny, mieć dobrą pracę, być świetnym uwodzicielem, mieć wielkiego zaganiacza i co najmniej 185 cm wzrostu, bo jak ma mniej to nie jest “prawdziwym facetem” i nie może skarżyć się na nierówność w stosunku do kobiet, bo facet nie powinien się tak mazgaić.

Nawet kiedy to piszę, to wewnętrznie czuję, że tak jest w porządku.

Problem w tym, że nie jest.

Jeśli spojrzeć na bardzo uproszczony model wychowania, w którym uczy się chłopców tego co powinni robić, a dziewczynki tego, czego nie powinny robić to posypał się jeden i drugi. Współcześni mężczyźni odstają od swojej normy pod kątem zaradności, siły psychicznej, a coraz częściej też siły fizycznej, ale kobiety równie często odstają od normy kobiety skromnej i wiernej, która chce mieć dzieci i zajmuje się domem. One już nie gotują jak ich matki, ale piją jak ich ojcowie, wstrzemięźliwość seksualną zostawiły za sobą po ukończeniu trzynastego roku życia, a skromność stała się martwym słowem.

Jestem ostatnią osobą, która by na to narzekała, bo byłbym nie lada hipokrytą gdybym zaczął opowiadać, że z kobietą powinno spotykać się przez trzy miesiące zanim dotknie się jej małego palca, ale uważam, że obecnie zarówno mężczyźni jak i kobiety zbuntowali się i przestali grać swoje tradycyjne role. Różnica jest taka, że w przypadku kobiet powszechnie to się zaakceptowało, a w przypadku mężczyzn zaczęło nazywać się kryzysem, zagubieniem i tragedią.

A czy nie powinno być tak, że skoro od kobiet mniej oczekuje się żeby wypełniały swoje stereotypowe role matek i gospodyń domowych, a jednocześnie mogą one wkraczać w świat jeszcze do nie tak dawna zarezerwowany dla mężczyzn (głównie jeśli chodzi o stanowiska menadżerskie i wykonawcze) to analogiczna zasada powinna dotyczyć mężczyzn? Może należałoby oczekiwać od nich mniej jeśli chodzi o ich stereotypowe role żywicieli i opiekunów rodziny, a jednocześnie powinno pozwolić się im wkroczyć w świat zarezerwowany dla kobiet, a więc w świat, w którym mogą  robić to czego nie mogli robić ich ojcowie, a to obejmuje wszystko co „niemęskie” – płakanie, żalenie się, narzekanie, granie na konsoli, przesadne dbanie o swój wygląd i bycie wiecznymi, niedojrzałymi chłopcami, bo robienie reklam z hasłem: „Mężczyzna jest jak bank – musi zarabiać” jest równie seksistowskie co pokazywanie kobiet w formie zawsze seksualnie gotowych pokojówek. Powinni też móc zostać w domu opiekując się dziećmi, sądy powinny przyznawać im nad nimi opiekę zgodnie z zasadą parytetów, a w zamian za to powinno się ich szanować równie bardzo jakby stworzyli międzynarodową spółkę.

Tylko, że sądząc po reakcjach kobiet na takich facetów to się nigdy nie stanie, bo nie taki jest biologiczny imperatyw. Kobiety szukają zdobywcy, a nie kogoś kto cały czas załamuje rączki, ale też znalezienie zdobywcy będzie coraz trudniejsze, jeśli faceci nie będą mieli pola, na którym tymi zdobywcami będą mogli zostać. Tam gdzie kobieta przynosi ze sobą większego mamuta, czasem po prostu nie warto wychodzić na polowanie. Tam gdzie nie można starać się o kobietę, bo otwieranie drzwi uwłacza ich godności, tam nikt nie będzie tego robił, a zamiast tego będzie sobie radośnie gnuśniał podczas gry w Call of Duty. W świecie, w którym mężczyźni nie mogą być w pełni mężczyznami, nie można od nich oczekiwać, że nimi będą.

Mężczyźni zrewidowali swoje oczekiwania dotyczące kobiet, więc kobiety powinny obniżyć swoje standardy wobec nich akceptując ich słabość i zniewieściałość, bo dopiero wtedy to będzie sprawiedliwe.

Tylko pytanie czy to zrobią i czy chcemy żyć w takim świecie?

Osobiście nie wiem, ale jestem ciekawy co z tego wyniknie, a biorąc pod uwagę, że mnie ani nikogo kto mi bliski to nie dotyczy, to kupię sobie popcorn i dużą kolę, a później spokojnie poczekam. Założę się, że to będzie lepsze widowisko niż wyjście do kina.