Kilka lat temu byłem na domówce, na której znalazłem się trochę przez przypadek i znając tylko jedną osobę. Był tam też jeden gość, o którym można było powiedzieć wszystko, ale nie to, że dbał o siebie, kiedykolwiek miał dziewczynę i pewnego dnia będzie zarabiał więcej niż średnią krajową.

Taki zawistny, oślizgły typek z wielkim mniemaniem o sobie i ani jednym dowodem, który by potwierdzał, że ma prawo je mieć.

Buractwo wyciekało z każdego jego zdania tak bardzo jak tylko to było możliwe, a przez dwie godziny dowiedziałem się wielu ciekawostek, a między innymi tego, że:
– laski z tatuażami dają dupy za pięć dych
– tylko idioci nie cenią sobie wykształcenia
– każdy mięśniak jest głupi
– jak ktoś nie chodzi do kościoła to z pewnością jest złym człowiekiem
– tylko osoby wychowywane w biedzie wiedzą co to prawdziwe życie.
Podsumowując, niemal każde jego zdanie boleśnie kłuło w mózg swoim brakiem logiki.

W końcu wspiął się na wyżyny swojego intelektualizmu i stwierdził, że zamiast studiować budownictwo powinien wylać wiadro farby na płótno, powiedzieć, że to sztuka i sprzedać je za kilkadziesiąt milionów. Był przekonany, że to jest oryginalna i z pewnością błyskotliwa uwaga.

Nie była.

Wspólne dla takich typowych uproszczeń jest to, że nie mają wiele wspólnego z prawdą. To, że no. 5, 1948 Jacksona Pollocka (to ten obraz dołączony do wpisu) jest warty 140 milionów dolarów nie znaczy, że tyle wpadło do jego kieszeni, bo cena była podbijana przez kolejnych nabywców, a on sprzedał ten obraz znaaaacznie taniej. Nawet jeśli sprzedałby go za 140 milionów dolców to wciąż nie oznaczałoby, że tyle zarobił, bo od tej ceny musiałby odliczyć podatek i opłacić swojego agenta, dom aukcyjny albo galerię. Co najmniej. To samo dotyczy przedsiębiorców, którym wylicza się zarobki. Kobiet, którym wylicza się kochanków. Kujonów, którym wylicza się czas spędzony na nauce. Za każdym razem zwraca się uwagę tylko na jedną połowę obrazka, a drugą się sobie dopowiada nie dbając o to czy ma ona związek z rzeczywistością. Patrzy się na kolumnę zysków i pomija koszty oraz ocenia się kolumnę uprzedzeń, a nie faktów. W efekcie trafia się rykoszetem w siebie, chociaż chciało się uderzyć kogoś tam gdzie naprawdę boli.

Wiem, że czasem ciężko powstrzymać się od takich prostych generalizacji, nie zawsze mi się to udaje, ale wtedy przypominam sobie wszystkie osoby, z których ust słyszałem takie słowa i zawsze są to osoby, którymi nie chciałbym się stać. Bycie nimi uznałbym za klęskę tak druzgocącą jak Waterloo dla Napoleona i prawdę mówiąc, tak jak nie narzucam sobie szczególnie mocnych wymagań dotyczących tego jaki chcę być to mam głęboką nadzieję, że nigdy nie będę jedną z nich.

Być nią to gorzej niż nosić wąsy, a to najgorsze co tylko może być.